Przyjechałam, kierując się intuicją i poczuciem, że właśnie tam powinnam być. Wyjechałam z wdzięcznością za doświadczenia, których nie da się łatwo zamknąć w słowach, i z przekonaniem, że niektóre podróże zaczynają się dużo wcześniej niż w chwili kupienia biletu, zaczynają się w sercu – Suzanne Strojek mieszkająca we Francji opowiedziała portalowi Polskifr.fr o swoim wolontariacie w Asyżu, w szczególnym Roku św. Franciszka.
To wyjątkowy czas. 3 października 2026 roku przypadła 800. rocznica śmierci Biedaczyny z Asyżu. Z kolei 4 października to jego liturgiczne wspomnienie. W tym kontekście o wolontariacie w Asyżu i szczególnych spotkaniach ze św. Franciszkiem opowiedziała Suzanne Strojek.
A oto jej historia:
Rok 2026 jest szczególnym czasem dla wszystkich, którym bliska jest postać świętego Franciszka z Asyżu. Przypada bowiem 800. rocznica jego śmierci, a ogłoszony z tej okazji Rok św. Franciszka przyciąga do Asyżu wielu pielgrzymów i odwiedzających z różnych stron świata. W tym wyjątkowym roku, wielu z nich poczuło jego wołanie i zapragnęło przyjechać do miejsc, w których żył, modlił się i realizował swoje powołanie.
Ja również znalazłam się wśród tych osób, choć moja droga do Asyżu była nieco inna. Nie był to wyjazd zaplanowany wyłącznie rozumem. Towarzyszył mi wewnętrzny głos, intuicja, którą trudno było zignorować – głębokie poczucie, że powinnam pojechać właśnie tam i zostać na dłużej. Już od pierwszych dni pobytu, pojawiały się znaki i okoliczności, które utwierdzały mnie w przekonaniu, że powinnam znaleźć się w tym konkretnym miejscu i czasie. Dziś, patrząc wstecz, czuję, że był to rodzaj wewnętrznego zaproszenia, którego sens odkrywałam stopniowo, podczas kolejnych dni spędzonych w Asyżu.
We wspólnocie ze siostrami
Ostatecznie spędziłam tam półtora miesiąca, odbywając wolontariat w klasztorze Sainte Colette, należącym do francuskich sióstr Klarysek. Siostry zapewniły mi nocleg i wyżywienie, a w zamian pomagałam w codziennych obowiązkach. Moje poranki zaczynały się od przygotowania sali śniadaniowej dla gości, powitania ich, przygotowania kawy i zadbania o to, by wszystko było na swoim miejscu. Później przychodził czas na zmywanie, sprzątanie wspólnych pomieszczeń, a także inne prace – zależnie od potrzeb i umiejętności: prace w ogrodzie, prasowanie, szycie czy zadania artystyczne. Zdarzało się również, że trzeba było zawieźć siostry lub przywitać nowych gości. Popołudnia miałam zazwyczaj wolne, dzięki czemu mogłam poznawać Asyż i jego okolice.
Podczas pobytu mogłam każdego dnia uczestniczyć razem z siostrami we Mszy Świętej i Liturgii Godzin. Było to dla mnie szczególne doświadczenie, pozwalające choć przez chwilę wejść w rytm ich modlitewnego życia mimo dzielącej nas przestrzeni klauzury. Podobna możliwość była również w innych klasztorach i kościołach Asyżu, gdzie modlitwa towarzyszy codziennemu życiu miasta. To właśnie wtedy szczególnie odczuwałam, że Asyż jest miejscem wymodlonym nie tylko ze względu na liczne świątynie, ale przede wszystkim na obecność ludzi, którzy każdego dnia przychodzą tu, by się modlić.
Choć siostry żyją za klauzurą, można było poprosić je o rozmowę. Były niezwykle życzliwe, pełne energii i życia. Obserwując je i rozmawiając z nimi w różnych okolicznościach, miałam wrażenie, że panuje między nimi bardzo dobra atmosfera i że mimo życia w zamknięciu nie brakuje im radości ani zajęć. Szczególnie zapamiętałam siostrę Colette, najstarszą z sióstr, która każdego ranka osobiście wychodziła przywitać gości. Było w niej coś niezwykle ciepłego i pełnego życia towarzystwa. Siostra Marie Stella dbała natomiast o to, by wszystko dobrze funkcjonowało w wolontariacie, a jeśli ktoś miał taką potrzebę, troszczyła się również o jego życie duchowe. Jej zaraźliwa radość i pogoda ducha zrobiła na mnie duże wrażenie. Ważną częścią tego pobytu byli także goście przybywający z różnych stron świata. Każdy miał swoją historię, doświadczenia i powody, dla których znalazł się w tym miejscu. Wiele z tych spotkań i rozmów pozostanie ze mną na długo.
Niezwykłości Asyżu
Sam Asyż okazał się miejscem wyjątkowym. W dni powszednie bywał spokojny, sprzyjający refleksji i wyciszeniu, a jednocześnie niemal każdego dnia można było natknąć się na jakieś wydarzenie: religijne procesje, uroczystości, wystawy, ale też koncerty prezentujące różne gatunki muzyki.
Miasto zachwyca nie tylko swoją historią i zabytkami, lecz także położeniem oraz widokami na umbryjskie wzgórza. Wśród tych krajobrazów łatwo było wczuć się w słowa Pieśni słonecznej świętego Franciszka i jeszcze bardziej docenić jego zachwyt nad pięknem stworzenia – nad słońcem, ziemią, wodą i wszystkim, co nas otacza. Patrząc na rozciągające się wokół Asyżu widoki, można było lepiej zrozumieć, jak głęboka więź łączyła Franciszka z naturą i całym światem stworzonym.
Najbardziej rozpoznawalnym miejscem jest oczywiście bazylika świętego Franciszka. Jej bogactwo i monumentalność mogą wydawać się na pierwszy rzut oka sprzeczne z prostotą i ubóstwem, które głosił ten święty. A jednak myślę, że Franciszek, ze swoją pokorą, potrafiłby przyjąć także taką formę upamiętnienia. Ściany bazyliki zdobią freski przedstawiające ważne wydarzenia z jego życia. Warto zwiedzać ją z przewodnikiem, ponieważ wiele znaczeń ukrytych jest w szczegółach, które łatwo przeoczyć. Dopiero poznając ich historię, można lepiej zrozumieć przesłanie tych niezwykłych malowideł.
Śladami św. Franciszka
Podczas wolnego czasu postanowiłam poznać bliżej nie tylko historię, ale przede wszystkim samego świętego Franciszka. Odwiedziłam miejsca szczególnie związane z jego życiem i duchowością.
W Santa Maria degli Angeli znajduje się Porcjunkula – niewielki kościółek, który odegrał niezwykle ważną rolę w historii franciszkanizmu. W Rivotorto można natomiast poznać początki wspólnoty pierwszych braci, żyjących w skrajnej prostocie.
Odwiedziłam również Gubbio, znane z historii o oswojonym przez Franciszka wilku, oraz Spoleto, związane z jego duchową przemianą.
Szczególnie poruszyła mnie jednak La Verna, miejsce, w którym według tradycji Franciszek otrzymał stygmaty. Położone wśród lasów sanktuarium pozwala poczuć niezwykłą bliskość historii tego świętego. To właśnie tam miałam wrażenie, że Franciszek przestaje być jedynie postacią z książek i obrazów, a staje się człowiekiem, którego obecność można niemal fizycznie poczuć poprzez miejsca, w których żył, modlił się i cierpiał.
Każde z odwiedzonych miejsc pozwoliło mi spojrzeć na niego z innej perspektywy i lepiej zrozumieć jego drogę.
Najbardziej poruszająca scena
Kiedy przypominam sobie historię świętego Franciszka, szczególnie porusza mnie scena z ostatnich dni jego życia. Gdy ciężko chorego niesiono do Porcjunkuli, poprosił, by zatrzymano nosze i zwrócono go twarzą ku Asyżowi. Wtedy pobłogosławił miasto, mówiąc: „Bądź pozdrowione, miasto święte, przez Boga błogosławione, bo przez ciebie wiele dusz będzie zbawionych i w tobie wielu sług Bożych zamieszka, a przez ciebie wielu dostąpi życia wiecznego”.
Myślę, że te słowa pięknie oddają szczególną więź Franciszka z Asyżem i duchowe znaczenie tego miejsca. Trudno dziś nie dostrzec, jak wiele duchowości skupia się w tym niewielkim mieście i jak różni ludzie przyjeżdżają tu, szukając czegoś dla siebie.
Z wdzięcznością w sercu
Mój pobyt był czasem pracy, spotkań, poznawania nowych miejsc, ale także zatrzymania się i słuchania siebie. Przyjechałam, kierując się intuicją i poczuciem, że właśnie tam powinnam być. Wyjechałam z wdzięcznością za doświadczenia, których nie da się łatwo zamknąć w słowach, i z przekonaniem, że niektóre podróże zaczynają się dużo wcześniej niż w chwili kupienia biletu, zaczynają się w sercu.
Pokój i Dobro!
Polskifr.fr
