Ostatni dzień Franciszka w Paragwaju i powrót do Watykanu

RVOstatni dzień podróży apostolskiej do Ameryki Łacińskiej Franciszek rozpoczął od wizyty na peryferiach. Tym razem znalazł je w najbiedniejszej dzielnicy stolicy Paragwaju Asunción. „Nie mogłem do was nie przybyć” – wyznał na powitanie Ojciec Święty.

Miejsce spotkania Papieża z ubogimi przybliża nam o. Grzegorz Adamczyk OFM Conv., polski misjonarz w Paragwaju.

„To jest dzielnica na obrzeżach Asunción, stolicy Paragwaju, nad brzegiem rzeki. My to nazywamy slumsami – powiedział Radiu Watykańskiemu polski franciszkanin. – To jest taka bardzo biedna dzielnica, zamieszkiwana przez ludzi bardzo ubogich, opuszczonych, którzy żyją praktycznie tylko z rzeki, z tego co rzeka przyniesie. Ostatnimi czasy przeżywaliśmy dość poważne powodzie. Parę miesięcy temu wielu z tych ludzi straciło wszystko, ale nie chcą tych terenów opuszczać. Papież właśnie chce ich nawiedzić. Jest tam kaplica św. Jana Chrzciciela. To jest rzeczywiście Papież biednych, tak jak o nim mówią: Papa de los povres. On chce się z nimi spotkać, chce z nimi być. Mimo wielu trudności organizacyjnych, a także dotyczących bezpieczeństwa, bo jest to strefa dość zdezorganizowana i rozrzucona – rzeczywiście klasy społeczne są różne i ludzie, którzy tutaj mieszkają są różni. Ale Papież bardzo chciał to miejsce odwiedzić, praktycznie sam prosił o to spotkanie”.

Zwracając się do mieszkańców slumsów Papież wspomniał o trudnościach, z którymi muszą się zmagać. Ich sytuację porównał do tego, co przeżywała Święta Rodzina w Betlejem.

„Musieli oni opuścić swą miejscowość, swych bliskich i przyjaciół – mówił Papież. – Musieli pozostawić swoją własność i udać się do innej ziemi. Ziemi, na której nikogo nie znali, nie mieli domu ani rodziny. W tym momencie ta młoda para miała Jezusa. W tym kontekście ta młoda para podarowała nam Jezusa. Byli sami na obcej ziemi – cała trójka. Nagle zaczęli się pojawiać pasterze, ludzie, którzy tak jak oni musieli zostawić swą własność, aby osiągnąć lepsze możliwości dla rodzin. Żyli w niesprzyjających warunkach pogodowych i «innego rodzaju». Gdy dowiedzieli się o narodzinach Jezusa, zbliżyli się, stali się bliskimi, sąsiadami. Niespodziewanie stali się rodziną Maryi i Józefa, rodziną Jezusa”.

Franciszek zauważył, że to zbliżenie, otwarcie się na innych jest konsekwencją pojawienia się w maszym życiu Jezusa. Wiara w Niego czyni nas bliźnimi, solidarnymi, skłania do zaangażowania. „Wiara, która nie staje się solidarnością, jest wiarą martwą i zakłamaną, wiarą bez Chrystusa i bez Boga. A pierwszym solidarnym był Pan, który wybrał życie pośród nas” – podkreślił Ojciec Święty.

Papież przyznał, że on sam przybył do tej ubogiej dzielnicy właśnie ze względu na Jezusa.

„Przybywam jak ci pasterze – powiedział Ojciec Święty. – Chcę stać się bliźnim. Chcę pobłogosławić waszą wiarę, pobłogosławić wasze ręce, pobłogosławić waszą wspólnotę. Przyszedłem, aby podziękować wraz z wami, gdyż wiara stała się nadzieją, nadzieja zaś pobudza miłość. Wiara, którą budzi Jezus, jest wiarą będącą w stanie marzyć o przyszłości i walczyć o nią dzisiaj. Właśnie dlatego chcę was zachęcić, abyście nadal byli misjonarzami, abyście nadal rozgłaszali tę wiarę na tych ulicach i w tych zaułkach, stając się bliskimi zwłaszcza najmłodszych i starców. Wspierajcie młode rodziny i tych wszystkich, którzy przeżywają chwile trudności”.

Na zakończenie Franciszek zawierzył wszystkich mieszkańców tej ubogiej dzielnicy Asunción wstawiennictwu Świętej Rodziny, aby – jak powiedział – jej wzór i świadectwo nadal były światłem na drodze, bodźcem w trudnych chwilach.


Papież odprawił rano Mszę św. w parku Ñu Guazú w Asunción, na tym samym miejscu, gdzie w 1988 r. św. Jan Paweł II kanonizował  męczenników o. Rocha Gonzáleza de Santa Cruz i dwóch jego towarzyszy zabitych przez Indian. Byli oni jednymi z jezuickich misjonarzy, którzy w XVII wieku zakładali redukcje dla Indian Guarani i w ten sposób bronili ich przed hiszpańskimi zdobywcami. Na pamiątkę tego wydarzeniu w parku Ñu Guazú wybudowano niewielkie sanktuarium z krzyżem papieskim.

Wyjątkową formę ma papieski ołtarz, który został wykonany przez artystę plastyka Koki Ruiza między innymi z 32 tys. kolb kukurydzy oraz innych warzyw i owoców. Jednym z materiałów, z których zbudowano ołtarz, są orzechy kokosowe, na których paragwajskie dzieci umieściły swoje modlitwy, a także rysunki dedykowane Papieżowi. O ołtarzu, który swoim kształtem przypomina fasadę jezuickiego kościoła z redukcji, gdzie żyli Indianie Guarani, opowiada pracujący w Paragwaju franciszkanin o. Grzegorz Adamczyk:

„Jest to ołtarz wykonany praktycznie z wszystkich owoców paragwajskiej ziemi. Przede wszystkim z tego, co jest najbardziej popularne w Paragwaju, czyli z kukurydzy. To była prawie 3-miesięczna praca ponad 40 artystów, którzy to wszystko zmontowali. W ołtarzu najbardziej widoczne są elementy jezuickie, związane z redukcjami. Po jednej stronie mamy św. Ignacego, założyciela jezuitów, a po drugiej św. Franciszka jako patrona Papieża. Ołtarz wykonany jest z elementów roślinnych. Z czasem zapewne ulegnie on zniszczeniu, ale jest tak zakonserwowany, aby jeszcze jakiś czas po wizycie Franciszka można było go obejrzeć, ponieważ naprawdę jest na co patrzeć. Wydaje mi się, że ten ołtarz odzwierciedla tę miłość Paragwajczyków, serca paragwajskiego do Papieża i to, jaką wartość ma dla nich jego wizyta.”

Ołtarz, który ma długość 40 m i wysokość 17, został wykonany w San Ignacio w prowincji Misiones, gdzie kiedyś znajdowały się jezuickie redukcje. W trzech częściach przetransportowano go na odległość 226 kilometrów do miejsca papieskiej liturgii. Msza była sprawowana po hiszpańsku, a niektóre modlitwy w języku Indian Guarani, którzy stanowią 20 % mieszkańców Paragwaju.

Homilia Papieża była poświęcona dzisiejszej Ewangelii, mówiącej o rozesłaniu apostołów na głoszenie Dobrej Nowiny. Ojciec Święty skupił się na jednym słowie, które według niego odsłania tajemnicę tego tekstu:

„Moglibyśmy skupić się na słowach «chleb», «pieniądze», «torba», «laska», «sandał», «suknia» i to jest słuszne. Wydaje mi się jednak, że jest słowo kluczowe, które mogłoby pozostać niezauważone. Jest to słowo centralne w duchowości chrześcijańskiej, w doświadczeniu bycia uczniem: «gościnność». Jezus jako dobry nauczyciel, pedagog, wysyła ich, aby żyli gościnnością. Mówi im, aby pozostali tam, gdzie dadzą im mieszkanie. Wysyła ich, aby nauczyli się jednej z najbardziej podstawowych cech charakterystycznych wspólnoty ludzi wierzących. Moglibyśmy powiedzieć, że chrześcijanin to ten, kto nauczył się gościć kogoś, dawać mieszkanie.”

Franciszek kontynuował, że powinniśmy okazywać gościnności każdemu bez względu na jego poglądy lub brak wiary. Szczególna gościnność należy się głodnym, przybyszom, chorym, bezrobotnym, prześladowanym, wszystkim tym, którzy są odrzucani przez społeczeństwo, a to znaczy, że mamy także przyjmować grzeszników. Jest jednak pewna postawa, która jest przeciwieństwem gościnności.

„Często zapominamy, że jest zło, które poprzedza nasze grzechy. Jest korzeń, który powoduje bardzo wiele szkód, który po cichu niszczy wiele istnień ludzkich. Jest zło, które powoli zagnieżdża się w naszym sercu i «wyjada» naszą żywotność: tym złem jest samotność. Może ona mieć różne przyczyny i różne powody. Jak bardzo niszczy ona życie i jak wiele zła nam wyrządza. Oddziela nas od innych, od Boga, od wspólnoty, zamyka nas w sobie samych. Dlatego właściwością Kościoła, tej matki, nie jest przede wszystkim zarządzanie rzeczami czy projektami, ale uczenie się życia w braterstwie z innymi. To gościnne braterstwo jest najlepszym świadectwem, że Bóg jest Ojcem, gdyż «po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali» (J 13, 35)” – powiedział Ojciec Święty.

Franciszek przypomniał, że Bóg poprzez swego Syna obdarowuje nas swoją miłością i wyrywa nas z samotności:

„Bóg nigdy nie zamyka horyzontu, nigdy nie jest bierny wobec życia i cierpienia swych dzieci. Bóg nigdy nie daje się przewyższyć w wielkoduszności. Dlatego zsyła nam swego Syna, daje Go, przekazuje Go, dzieli się Nim, abyśmy nauczyli się drogi braterstwa i daru. Jest to zdecydowanie nowy widnokrąg, jest to zdecydowanie nowe Słowo na wiele sytuacji wykluczenia, rozdzielenia, zamknięcia, izolacji. Jest to Słowo, które przerywa milczenie samotności”.

Papież wzywał do wytrwałości w głoszeniu Dobrej Nowiny, która zawsze „odpowiada na najgłębsze potrzeby ludzi”, nawet wtedy, kiedy oni odrzucają nasze świadectwo:

„Oczywiście nie możemy nikogo zmusić do przyjęcia nas, do goszczenia nas; jest to oczywiste i należy to do naszego ubóstwa i naszej wolności. Ale jest również pewne, że nikt nie może zmusić nas, byśmy nie byli gościnni i nie przyjmowali życia swego ludu. Nikt nie może prosić nas, abyśmy nie przyjmowali i nie troszczyli się o życie naszych braci, szczególnie tych, którzy stracili nadzieję i smak życia. Jakże pięknie jest wyobrazić sobie nasze parafie, wspólnoty, kaplice, miejsca, gdzie są chrześcijanie, jako prawdziwe ośrodki spotkania między nami i z Bogiem.”


Po Mszy św. Franciszek odmówił wraz z zebranymi modlitwę Anioł Pański. Przed nią  Papież podkreślił znaczenie Maryi w życiu Ludu Bożego.

„Na zakończenie tej liturgii kierujemy nasze ufne spojrzenie na Dziewicę Maryję, Matkę Bożą i Matkę naszą. Jest Ona podarunkiem Jezusa dla Jego ludu. Dał On nam Ją jako Matkę w godzinie Krzyża i cierpienia. Jest to owoc oddania się Chrystusa nam. I od tamtego czasu zawsze była Ona i pozostanie ze swymi dziećmi, szczególnie z tymi najmniejszymi i potrzebującymi. Podobnie jak w wielu innych krajach Ameryki Łacińskiej, również wiara Paragwajczyków jest nasycona miłością do Dziewicy. Przybywajcie z ufnością do swej Matki, otwierajcie przed Nią swe serca oraz powierzajcie Jej swe radości i smutki, swe oczekiwania i cierpienia. Dziewicę, która trwała z Apostołami w oczekiwaniu na Ducha Świętego (por. Dz 1 13-14), proszę także, aby czuwała nad Kościołem i umacniała braterskie więzi między wszystkimi jego członkami. Oby z pomocą Maryi Kościół był domem wszystkich, domem, który umie gościć, matką dla wszystkich ludów” – powiedział Franciszek.

Po zakończeniu Mszy Papież powrócił do nuncjatury apostolskiej, gdzie spotkał się z wszystkimi 22 biskupami Paragwaju i zjadł z nimi obiad.


Jednym z ostatnich aktów papieskiej podróży do Ameryki Łacińskiej było spotkanie z młodzieżą na Costanera, szerokiej promenadzie nad zatoką Asunción przepływającej przez stolicę kraju rzeki Paragwaj, malowniczo wcinającej się w miasto. Po obiedzie z biskupami Franciszek pożegnał się z personelem nuncjatury, która przez ostatnie trzy dni była jego rezydencją. Na trasie przejazdu na spotkanie z młodymi Ojca Świętego pozdrawiały wiwatujące tłumy wiernych.

Witając Papieża bp Ricardo Jorge Valenzuela Ríos, odpowiedzialny w episkopacie za duszpasterstwo młodzieży, mówił, że przybyła tam ona z całego kraju z entuzjazmem i optymizmem, a także otwarta na przyjęcie słowa pouczenia. Przypomniał, że 27 lat temu św. Jan Paweł II także spotkał się z młodymi Paragwajczykami i wielu z nich po tym wydarzeniu zdecydowało się pójść za Jezusem. Teraz młodzi przynoszą tu swój krzyż pielgrzymi, będący repliką krzyża Światowych Dni Młodzieży, który przemierza całe terytorium Paragwaju. Przybywają z wielkim pragnieniem, by walczyć z panującymi w społeczeństwie antywartościami: konsumpcjonizmem, wyobcowaniem, hedonizmem, konformizmem, marginalizacją i egoizmem. Marzą o nowym narodzie, braterskim i solidarnym. Bp Valenzuela prosił też w imieniu młodzieży: „Jeśli to możliwe, przyjedź znowu do Paragwaju”.

Po tym wprowadzeniu zaprezentowano Papieżowi pełną kolorów inscenizację muzyczno-baletową. Przedstawiła ona alegorycznie rzeczywistość, a także marzenia i pragnienia młodych Paragwajczyków.

Następnie Franciszek wysłuchał dwóch świadectw. Pierwsze z nich złożyła 25 letnia pielęgniarka Liz Fretes, zaangażowania w duszpasterstwo młodzieży. Jej rodzice rozwiedli się, a do tego jej matka od dwóch laty cierpi na chorobę Alzheimera. Dziewczyna nigdy nie mogłaby kontynuować nauki, gdyby nie pomoc kogoś zupełnie obcego. Jednak równocześnie musi dbać o chorą matkę, która wymaga nieustannej opieki medycznej. Jako pielęgniarka umie to robić, nawet teraz, gdy jej mama w pewnym sensie stała się jej dzieckiem. Opiekuje się także babcią, która mieszka razem z nimi. Ze wzruszeniem i łamiącym się głosem Liz dodała, iż nie przypuszczała, że to doświadczenia pełnego poświęcenia się mamie tak bardzo pozwoli jej dojrzeć i stać się silną, a także umocnić relację z Bogiem. Zapytała Papieża, jaki model Kościoła i społeczeństwa w tak trudnych sytuacjach życiowych i skomplikowanych historiach osobistych młodzi powinni dziś realizować.

Drugie świadectwo złożył 18-letni Manuel de los Santos Aguiler, pochodzący z małej wioski. Opowiadał o swoim trudnym dzieciństwie, o rodzinie żyjącej w skrajnej biedzie, która zmusiła rodziców do wysłania go do miasta, by zarabiał na życie. Tam doświadczył niewolniczej pracy, maltretowania i wpadł w nałogi. Zrozpaczony zdecydował się wrócić do pracy na roli, gdzie zarabiał na utrzymanie swoje i mamy. Niedawno jego matka zmarła i teraz został zupełnie sam. Zaangażował się w pracę parafialną, by pomagać innym, ale wyznaje, że dziś komuś takiemu jak on, bez żadnych szans na lepszą przyszłość, żyje się naprawdę trudno. Zapytał Papieża, co mogą zrobić on i jemu podobni młodzi, którzy potrzebują umocnienia w wierze, żyjąc w świecie bez perspektyw, często bez pracy i możliwości kształcenia się.

Po świadectwach przedstawiciel młodzieży Orlando odczytał fragment Ewangelii św. Mateusza: osiem błogosławieństw z kazania na górze. Papież, wyraźnie wzruszony świadectwami dwojga młodych, zrezygnował z przygotowanego wcześniej tekstu i spontanicznie odniósł się do tego, co usłyszał. Rozpoczął nawiązując do słów Orlando, wypowiedzianych po odczytaniu Ewangelii. Zbliżywszy się do Ojca Świętego, prosił go on, by modlił się o wolność dla każdego z obecnych na spotkaniu.

„Wolność jest darem, który dał nam Bóg. Ale trzeba umieć go przyjąć. Trzeba wiedzieć jak mieć wolne serce, bo wszyscy wiemy, że w świecie jest tyle pętli, które je zniewalają i nie pozwalają, by było ono wolne. Wykorzystywanie, brak środków do życia, narkomania, smutek, te wszystkie rzeczy zabierają nam wolność. Tak więc wszyscy razem, dziękując Orlando, który poprosił o to błogosławieństwo, [prośmy] o serce wolne, serce, które może powiedzieć to co myśli, które może powiedzieć to co czuje, i które może robić to co myśli i czuje! Takie jest serce wolne! I o to poprosimy wszyscy razem, o to błogosławieństwo, o które Orlando poprosił dla nas wszystkich. Powtórzcie za mną: «Panie Jezu, daj mi serce wolne. [Daj,] by nie było ono niewolnikiem wszelkich pułapek świata. By nie było niewolnikiem wygody, oszustwa. By nie było niewolnikiem łatwego życia. By nie było niewolnikiem uzależnień. By nie było niewolnikiem fałszywej wolności, która jest robieniem tego, co mi się podoba, w każdej chwili»” – powiedział Papież.

Po tej spontanicznej modlitwie Papież nawiązał do świadectw.

„Wysłuchaliśmy dwóch świadectw, Liz i Manuela. Liz uczy nas jednej rzeczy, tak jak Orlando nauczył nas modlić się, byśmy mieli serca wolne. Liz, swoim życiem uczy nas, że nie można być jak Poncjusz Piłat: umyć sobie rąk. Liz mogła z całym spokojem umieścić swoją mamę w domu opieki, babcię oddać do innego domu opieki i prowadzić życie młodego człowieka bawiąc się i studiując to, co by tylko chciała. Ale powiedziała: «Nie! Babcia i mama…». I Liz przemieniła się w służącą, posługującą. A jeśli chcecie, [powiem] jeszcze mocniej: w pokojówkę mamy i babci. I zrobiła to z miłością. Do tego stopnia, że, jak powiedziała, nawet role się odwróciły w końcu stała mamą swojej mamy, przez sposób, w jaki się zajmuje swoją mamą z tą chorobą tak okrutną, które wprowadza zamieszanie. A ona spala swoje życie aż do teraz, gdy ma 25 lat, służąc mamie i babci. Sama? Nie, Liz nie była sama. Tu chcę wam powiedzieć dwie rzeczy, które powinny nam pomóc. Mówiła o aniele, o cioci, która była [dla niej] jak anioł. I mówiła o spotkaniu z przyjaciółmi podczas weekendów, ze wspólnotą ewangelizacyjną młodych, z grupą młodzieżową, która zasilała jej wiarę. I to są dwaj aniołowie. Ciocia, która ją strzegła, i ta grupa młodzieżowa, która dawała jej więcej siły, aby iść naprzód. I to się nazywa solidarność” – mówił Papież.

Franciszek dodał, że Liz pokazała, co znaczy wypełnianie dziś czwartego przykazania „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Swoim życiem pokazała, jak spalać się służąc matce, a tym samym wykazać najwyższy stopień solidarności. Jest to też najwyższy stopień miłości. Podobnie głębokie było drugie świadectwo, które złożył Manuel.

„Manuelowi nie podarowano życia. Manuel nie jest dzieckiem, które miało łatwe życie. Powiedział słowa twarde: był wykorzystywany, maltretowany, popadł w nałogi. Był sam. Wykorzystanie, maltretowanie i samotność. Ale zamiast żyć niegodziwie, zamiast kraść, poszedł do pracy. Zamiast mścić się na życiu, patrzył dalej. I Manuel użył pięknego zdania: «Mogłem iść dalej, choć w sytuacji, w której się znalazłem, było trudno mówić o przyszłości». Ilu z was tutaj dzisiaj ma możliwość studiowania, chodzenia codziennie na Mszę z rodzin, ma możliwości, by nie zabrakło wam tego co istotne? Ilu z was ma to wszystko? Wszyscy, którzy to wszystko mają, niech powiedzą: «Dziękuję Ci, Panie! Dziękuję!». Bo tu mieliśmy to świadectwo chłopca, który od dziecka poznał, czym jest ból, smutek, który był wykorzystywany, maltretowany, który nie miał co jeść i który był sam. Panie, chroń tych chłopców i dziewczęta, bedących w takiej sytuacji” – mówił Papież.

Franciszek przypomniał raz jeszcze podstawowe słowa, które dziś powinny towarzyszyć młodym ludziom: wolność serca, służba, solidarność, nadzieja, praca, walka o życie czy pójście naprzód. Zauważył, że nawet jeśli my sami mamy łatwe życie, to dziś dla wielu młodych wcale nie jest ono łatwe. Często rozpacz popycha ich ku przestępczości czy korupcji. „Tym chłopcom i dziewczętom musimy powiedzieć, że jesteśmy blisko nich, że chcemy im podać rękę, że chcemy im pomóc: solidarnością, miłością, nadzieją” – mówił Papież. Dodał, że dziś potrzebujemy młodych, którzy poznali Boga i stał się On dla nich siłą życia.

„Poznanie Boga, przybliżenie się do Jezusa jest nadzieją i siłą. I tego potrzebujemy od młodych dzisiaj. Młodych z nadzieją i młodych z mocą. Nie chcemy młodych dwuznacznych, nie chcemy takich, którzy są trochę tak, a trochę nie. Nie chcemy takich, który się szybko męczą i którzy żyją zmęczeni, z twarzami znudzonymi. Chcemy młodych silnych, chcemy młodych z nadzieją i mocą. Dlaczego? Ponieważ znają Jezusa, ponieważ znają Boga, ponieważ mają serce wolne. Serce wolne, powtórzcie! Solidarność. Praca. Nadzieja. Wysiłek. Znać Jezusa. Znać Boga i siłę. Czy młody człowiek, który tak żyje, może mieć znudzoną twarz? Czy ma serce smutne? I to jest droga. Ale do tego trzeba wyrzeczenia, trzeba iść pod prąd. Błogosławieństwa, które przeczytaliśmy przed chwilą, są programem Jezusa dla nas. To jest program idący pod prąd” – powiedział Papież.

Franciszek zachęcił, by wszyscy powrócili do tekstu błogosławieństw z 5 rozdziału Ewangelii św. Mateusza, by go czytali i medytowali.  W końcu jednak dał młodym do zrozumienia, że musi już odejść. A to nie bardzo im się podobało. Rozentuzjazmowana młodzież nie chciała zatem dopuścić Ojca Świętego ponownie do głosu.

„Muszę już iść. Któregoś dnia pewien ksiądz żartując powiedział mi: «Niech ojciec tym młodym dalej tak radzi, żeby rozrabiali. Niech dalej tak im mówi! Ale później, to co zbroją młodzi, naprawić musimy my!». [A więc] rozrabiajcie! Ale także pomóżcie uporządkować i zorganizować to rozrabianie. Rozrabiajcie, ale dobrze to sobie zorganizujcie! Rozrabiajcie tak, by mieć serce wolne, by to rozrabianie dało wam solidarność, by to rozrabianie dawało wam nadzieję. By było to rozrabianie, które rodzi się z tego, że poznaliście Jezusa i wiecie, że Bóg, którego poznaliście, jest waszą siłą. I w ten sposób rozrabiajcie!” – powiedział Papież.

Na koniec Franciszek odmówił z młodymi spontaniczną modlitwę, która była syntezą zakończonej katechezy o wolnym sercu i nadziei.

„Panie Jezu, dziękuję Ci za to, że tu jestem. Dziękuję Ci, że mi dałeś braci takich jak Liz, Manuel i Orlando. Dziękuję Ci, że nam dałeś wielu braci, którzy są tacy jak oni, którzy Cię spotkali, Jezu, którzy Cię znają, Jezu; którzy wiedzą, że Twój głos jest ich siłą. Jezu, proszę cię za chłopców i dziewczęta, którzy nie wiedzą, że Ty, ich Bór, jesteś ich mocą. Jezu, proszę Cię z chłopców i dziewczęta, którzy nie wiedzą, że jesteś ich mocą i boją się żyć, boją się być szczęśliwi, boją się marzyć. Jezu, naucz nas marzyć, pragnąć rzeczy wielkich, pięknych, które wydają się zwykłe, ale rozszerzają serce. Panie Jezu, daj nam siłę, daj nam serce wolne, daj nam nadzieję, daj nam miłość i naucz nas służyć. Amen” – modlił się Papież.

Po tej modlitwie Franciszek udzielił wszystkim błogosławieństwa i ruszył w drogą na międzynarodowe lotnisko stolicy Paragwaju.


Papież po spotkaniu z młodzieżą wyruszył papamobile w pięciokilometrową drogę do międzynarodowego portu lotniczego Asunción. Paragwajczycy mieli zatem ostatnią już okazję, by pozdrowić następcę św. Piotra na swojej ojczystej ziemi. Wzdłuż trasy przejazdu żegnały Franciszka tłumy ludzi, kilka razy poważnie utrudniając służbom porządkowym swobodny  przejazd kolumny samochodów.

Po drodze Papież zatrzymał się jeszcze na chwilę modlitwy przed centrum handlowym Ycuá Bolaños. W tym miejscu w 2004 r. miała miejsce wielka tragedia. W wyniku pożaru zginęło tam 400 osób, a ponad pół tysiąca zostało rannych; wśród ofiar były liczne dzieci.

Po przybyciu na lotnisko Franciszek zbliżył się najpierw do grupy chorych na wózkach inwalidzkich, z którymi się przywitał i błogosławił je. Następnie miał kilkuminutowe spotkanie z prezydentem Horacio Manuelem Cartesem Jarą w lotniskowym saloniku. Samą ceremonię pożegnalną rozpoczął krótki koncert chóru i zespołu dziecięcego. Wykonano kilka utworów powstałych w jezuickich redukcjach paragwajskich. Dzieci wręczyły też Franciszkowi drobne upominki rękodzielnicze wykonane przez Indian Guarani. Z kolei wystąpił zespół taneczny, a także grupa znanych wokalistów, którzy wykonali utwór specjalnie skomponowany na cześć Ojca Świętego. Ostatnimi akcentami było poświęcenie tablicy, która upamiętnia wizytę Franciszka w Republice Paragwaju, i przejście przez szpaler dzieci ubranych w stroje Gwardii Szwajcarskiej.

O godz. 19.36 czasu miejscowego, czyli o 1.36 czasu środkowoeuropejskiego, samolot włoskich linii lotniczych Alitalia z Ojcem Świętym na pokładzie odleciał z Asunción. Tym samym zakończyła się jego podróż apostolska do Ameryki Łacińskiej, dziewiąta pielgrzymka zagraniczna tego pontyfikatu.


Zakończyła się podróż apostolska do Ameryki Południowej. Papież jest już w Watykanie. Po niemal 13-godzinnym locie z Paragwaju tuż po godz. 13:30 Franciszek doleciał na podrzymskie lotnisko Ciampino. Stamtąd samochodem udał się do Watykanu. Po drodze, zgodnie z wprowadzoną przez siebie tradycją, nawiedził Bazylikę Matki Bożej Większej, gdzie podziękował Maryi za pomyślną podróż.

W drodze powrotnej z Paragwaju do Rzymu Ojciec Święty spotkał się z dziennikarzami. Pierwsze pytania zadali dziennikarze, z krajów które Papież odwiedził. Pytali się m.in. o zaangażowanie Franciszka w spór między Boliwią i Chile o dostęp do morza. Ojciec Święty opowiada się rozwiązaniem tego problemu na drodze dialogu. Przypomniał jednak, że spór ten jest rozstrzygany na szczeblu międzynarodowym i dlatego on nie chce się w tę sprawę angażować. Dziennikarze pytali też o inne sprawy lokalne. Na przykład, dlaczego Paragwaj nie ma swego kardynała.

W odpowiedzi na jedno z kolejnych pytań Ojciec Święty nawiązał do światowego kongresu ruchów ludowych w Boliwii i wyjaśnił, dlaczego chciał wziąć udział w tym wydarzeniu.

„Jest mi to bliskie – wyznał Papież. – Bo jest to zjawisko ogólnoświatowe. Spotykamy się z nim również na Wschodzie, na Filipinach, w Indiach, Tajlandii. Są to ruchy, które zaczynają się organizować i to nie tylko po to, by protestować, lecz by coś zrobić. I mają siłę, skupiają naprawdę wielu ludzi, którzy nie czują się reprezentowani przez nikogo, nawet przez związki zawodowe, bo jak twierdzą, również związki zawodowe stały się korporacją i już nie walczą. Oczywiście trochę tu upraszczam. Ale ludzie odnoszą wrażenie, że nie walczy się już o prawa najuboższych. I Kościół nie może być obojętny. Kościół ma nauczanie społeczne i prowadzi dialog z tym ruchem. I wychodzi mu to całkiem dobrze. Sami widzieliście. Wiedzieliście entuzjazm ludzi, którzy odkryli, że Kościół nie jest im daleki, że ma nauczanie, które pomaga im w walce. Jest to dialog. To nie oznacza, że Kościół opowiada się za drogą do anarchii. Nie to nie są anarchiści. Oni pracują z odrzuconymi, coś robią, idą naprzód”.


 

Źródło: Radio Watykańskie