Pauliści: Kongres społeczny w Kanadzie

W dniach 1-4 września 2012 r. kanadyjski Instytut Louisa Evena oraz Pielgrzymi św. Michała zorganizowali w Rougemont (45 km od Montrealu), doroczny Międzynarodowy Kongres Sprawiedliwości Społecznej i Kredytu Społecznego.

Tematem tegorocznego kongresu jest  hasło „The church is God’s family in the world. In this family no one ought to go without the necessities of life” (Benedict XVI, Deus Caritas est) „Kosciół jest rodziną Bożą w świecie. W tej rodzinie nie powinno być nikogo, kto cierpiałby z powodu braku tego, co konieczne. ” (Benedykt XVI, Deus caritas est).

Kongres poprzedziło Międzynarodowe Seminarium Naukowe pt: „Sprawiedliwość społeczna w świetle nauki Kościoła”, które odbyło się w dniach 22-30 sierpnia 2012 r. Wykłady na temat Kredytu Społecznego szkockiego inżyniera S. Douglasa jako konkretnej formy wprowadzenia w życie katolickiej nauki społecznej prowadzil Alain Pilote – pielgrzym św. Michała.

Swoje wystapienia mieli również zaproszeni z całego świata goście, wśród nich paulista z Polski – ks. dr Ryszard Maria Tomaszewski, który wygłosił referat na temat  „Idea of justice in social doctrine of the Church” (Pojęcie sprawiedliwości w nauce społecznej Kościoła).


Poniżej treść referatu ks. Ryszarda Marii Tomaszewskiego:

Pojęcie sprawiedliwości w nauce społecznej Kościoła

Przede wszystkim chciałbym podziękować Instytutowi Luisa Evena w osobie Pani Dyrektor Thérèse Tardif za zaproszenie na to sympozjum. Od lat pragnąłem poznać z bliska Wasze dzieło i oto jestem tutaj, aby nie tylko wziąć udział w tym ważnym wydarzeniu, ale także by podzielić się swoimi refleksjami jako polski kapłan i paulista z Towarzystwa Świętego Pawła, które jest zgromadzeniem zakonnym założonym we Włoszech przez bł. Jakuba Alberionego. W swoim wystąpieniu często będę nawiązywał do tego Człowieka Kościoła, który uważał, że jest jego małym sługą, ale służył mu na wielką skalę, tj. angażując wszystkie swoje siły i możliwości: fizyczne, materialne i duchowe. Służył mu zwłaszcza za pomocą apostolstwa wydawnictw.

Jedno z dzieł ks. Alberionego nosi tytuł Catechismo sociale (pol. Katechizm społeczny). Powstanie książki sięga kwietnia 1948 r., kiedy to we Włoszech odbyły się pierwsze wybory polityczne[1]. Pomimo dość pomyślnego wyniku dla katolików, ks. Alberione przeczuwał nadchodzące walki ideologiczne i aby przygotować do nich ludzi, postanowił zapoznać ich z nauką społeczną Kościoła. W kanadyjskiej recenzji Katechizmu opublikowanego w Stanach Zjednoczonych pod tytułemDesign for a just society (1962) podkreśla się, że dzieło ks. Alberionego jest pomocne w formowaniu katolików do odpowiedzialności społecznej, w tym do podjęcia obowiązków politycznych[2]. Na podstawie nauczania papieży, przede wszystkim Leona XIII, Piusa XI i Piusa XII, książka ukazuje podstawę wszelkiego zaangażowania społecznego, którą są dwie cnoty życia publicznego: sprawiedliwość i miłość.

Zgodnie z Magisterium Kościoła ks. Alberione uznawał każdą formę organizacji państwowej za doskonałą pod warunkiem, że opiera się ona na wierze w Boga. Monarchia, republika monarchiczna czy republika demokratyczna są w gruncie rzeczy instytucjami równie doskonałymi, gdyż każda z nich ma wszystkie środki do osiągnięcia dobra doczesnego obywateli (por. CS nr 228). W każdym razie władza państwowa, jak każda władza, pochodzi od Boga i zależy od Boga (por. CS nr. 144-166). Nawet jeśli osoby, które ją reprezentują, są wybierane przez ludzi, to zawsze Bóg kieruje ludzką historią i byłoby błędem sądzić, że można rządzić państwem niezależnie od Niego. Konsekwencją tego błędu jest żądanie absolutnego rozdziału państwa i Kościoła. Liberalny slogan „Wolny Kościół w wolnym państwie” jest czystą iluzją, ponieważ istnieją obszary działania i jurysdykcji zarezerwowane wyłącznie dla państwa lub wyłącznie dla Kościoła, a są również takie, które podlegają jurysdykcji mieszanej, jak np. zawieranie związków małżeńskich, edukacja i wychowanie, obyczajowość, wolne wykonywanie praktyk religijnych itd. Obowiązki religijne nie są nigdy sprawą wyłącznie prywatną, lecz wypełnia się je w przestrzeni społecznej, a to oznacza, że stanowią część życia publicznego. Państwo i Kościół winny zatem działać wspólnie (por. CS nr 237-240). Dwadzieścia wieków historii Kościoła ukazuje, że jest on prawdziwym promotorem postępu cywilizacyjnego. W Katechizmie społecznym ks. Alberionego czytamy:

„Bowiem to najwybitniejsi synowie tego Kościoła zakładali pierwsze przytułki, ochronki, szpitale, leprozoria; przygotowywali pod uprawę ugory, osuszali bagna, a wokół wspaniałych opactw tworzyli wioski, warsztaty, ośrodki handlowe i miasta. To święci biskupi, księża i mnisi zakładali na alpejskich przełęczach schroniska chroniące wędrowców, patronowali rozejmom w czasach wojen, zakładali zakony zajmujące się wykupywaniem niewolników, tworzyli nisko oprocentowane lombardy[3], tworzyli bractwa pomagające skazanym na śmierć i opiekujące się więźniami.

Heroiczne postaci św. Bazylego, św. Grzegorza, św. Leona Wielkiego, św. Benedykta, św. Bernarda, św. Franciszka, św. Jana Bożego, św. Kamila de Lellis, św. Karola Boromeusza, św. Wincentego a Paulo, św. Jana Benedykta Cottolengo, św. Jana Bosko, ojca Flanagana i wielu innych przyniosły społeczeństwu dużo więcej chwały niż jakakolwiek inna grupa społeczna.

Tylko tam, gdzie Kościół dotąd nie mógł rozwinąć swojej dobroczynnej działalności, znajdujemy niewolnictwo i poligamię (…). I tylko tam, gdzie duch chrześcijański osłabł, znajdujemy ewidentne przejawy upadku cywilizacji” (CS 217).

To powiązanie dobra publicznego z religią dostrzegał według bł. Jakuba Alberionego król Węgier, św. Stefan, dla którego nie istniały dwa rodzaje porządku – boski i ludzki, czy też religijny i państwowy, lecz „po prostu jeden sprawiedliwy porządek” (CS nr 166). Dlatego też węgierski monarcha identyfikował naruszenie porządku publicznego, czyli praw cywilnych, z naruszeniem porządku boskiego, czyli przykazań Bożych. Z tego punktu widzenia każde naruszenie prawa czy przestępstwo polityczne jest zawsze grzechem, a zatem wymaga także ekspiacji religijnej. W praktyce prawodawstwo św. Stefana nakładało np. na krzywoprzysięzcę surowy post, a zabójca, poza innymi karami, musiał pościć przez trzy lata o chlebie i wodzie (tamże). Tłumaczy się to przekonaniem, że wszelki fałsz i niesprawiedliwość wyrządzają szkodę religii, ale zarazem społeczeństwu, które jest nimi dotknięte, gdyż przykazania Boże najlepiej gwarantują poszanowanie godności człowieka, natomiast ich nieprzestrzeganie narusza zarówno porządek naturalny, jak i nadprzyrodzony. Zatem obydwu winna dotyczyć kara.

Ksiądz Alberione wyciąga stąd następujące wnioski: sprawiedliwość społeczna jest nie tyle kwestią struktur społecznych, ile kwestią religii, która polega na poznaniu prawdy o Bogu i o człowieku. Każdy system społeczny negujący tę prawdę lub oddzielający prawdę o człowieku od prawdy o Bogu, czyli oddzielający antropologię od teologii, jest systemem zwodniczym. Potwierdzenie tej swojej socjologii ks. Alberione znalazł w orędziu papieża Piusa XII na Boże Narodzenie 1942 r.:

„Doktryna czy aktywność społeczna, która neguje ten wewnętrzny, fundamentalny związek z Bogiem tego wszystkiego, co dotyczy człowieka, czy też go nie uwzględnia, idzie błędną drogą; a budując jedną ręką, drugą przygotowuje środki, które wcześniej czy później staną się zagrożeniem dla dzieła i zniszczą je” (CS 142).

W Polsce mieliśmy księży i biskupów, którzy władcom i rządzącym odważnie przypominali tę prawdę. Wielu z nich zapłaciło za to cenę życia i męczeństwa. Najbardziej znane przykłady to bł. ks. Jerzy Popiełuszko zamordowany przez tajne służby reżimu komunistycznego w 1984 r.; św. Maksymilian Kolbe, franciszkanin zamordowany w Auschwitz w 1941 r.; św. Andrzej Bobola, jezuita zamęczony w 1657 r. przez kozaków, św. Stanisław ze Szczepanowa, biskup Krakowa zabity przez króla mieczem podczas odprawiania mszy św. w 1079 r., gdyż odważył się przypomnieć władcy, że dobro publiczne powinno stać ponad jego osobistymi ambicjami. Wszyscy oni walczyli o ład społeczny zbudowany na zasadach ewangelicznych i wierze katolickiej. Np. Andrzej Bobola, bity nahajkami i policzkowany, kopany i wleczony wyboistą drogą na przywiązanym do konia sznurze, gdy kozacy zaproponowali mu wolność pod warunkiem, że zaprze się swojej wiary, odpowiedział: „Jestem katolickim kapłanem. W tej wierze się urodziłem i w niej też chcę umrzeć. Wiara moja jest prawdziwa i do zbawienia prowadzi. Wy raczej powinniście czynić pokutę, bo inaczej przy waszych błędach w żaden sposób nie dostąpicie zbawienia. Przyjmując moją wiarę, poznacie prawdziwego Boga i wybawicie dusze swoje’”[4]. Te słowa wywołały wzmożone okrucieństwo kozaków: kapłan był powtórnie bity biczami, na wzór Chrystusa uwieńczony koroną cierniową, policzkowany i straszliwie sponiewierany, aż zraniony zakrzywioną szablą upadł. Wówczas wykłuto mu prawe oko, w różnych miejscach zdarto z niego skórę, okrutnie przypiekając rany ogniem i nacierając je szorstką plecionką. I na tym nie koniec: obcięto mu uszy, nos i wargi, a język wyrwano przez otwór zrobiony w karku, ostrym szydłem ugodzono go w serce. Około godziny trzeciej po południu jezuita dobity cięciem miecza zdobył palmę męczeństwa, zostawiając wspaniały obraz chrześcijańskiego heroizmu.

Sprawiedliwość społeczna, taka jak ją rozumie Kościół, wymaga zawsze swego rodzaju bohaterstwa, zaparcia się siebie, rezygnacji ze swoich potrzeb, praw, nawet z egzystencjalnego bezpieczeństwa. Praktykowali ją przez wieki nie tylko wielcy męczennicy, lecz także zwykli, często nieznani ludzie. Chciałbym przywołać tylko jeden przykład opowiedziany przez kard. Stefana Wyszyńskiego, polskiego prymasa uwięzionego przez rząd komunistyczny, gdy powiedział reżimowi swoje „Non possumus”. Przykład, o którym mówi kardynał, pochodzi z czasu II wojny światowej. Podczas bombardowania polskich pozycji, Stefan Wyszyński, wówczas młody kapelan wojskowy, spowiadał żołnierzy. Okoliczne drogi były pełne przerażonych ludzi, szukających bezpiecznego schronienia, ale pewien rolnik mimo niebezpieczeństwa obsiewał pole zbożem. Księdzu Wyszyńskiemu wydało się to dziwne. Gdy wyspowiadał żołnierzy, podszedł do tego człowieka, który go zapytał: „Ksiądz się boi?”. Przyszły prymas odpowiedział tym samym pytaniem: “A pan się boi? Dziwne, że pan się nie boi, ponieważ ja się boję. Ale zastanawia mnie to, że pan wsiewa zboże w ziemię, gdy wszyscy uciekają.” Rolnik wytłumaczył: “Proszę księdza, jak to zboże zostawię w spichlerzu, spłonie. A gdy je wrzucę w ziemię, wpierw czy później ktoś z niego chleb będzie jadł”[5]. To akt heroicznej odwagi, lecz przede wszystkim akt sprawiedliwości społecznej, wierności własnym obowiązkom społecznym mimo ekstremalnych warunków.

Pius XI w encyklice Divini Redemptoris (1937) definiuje sprawiedliwość społeczną jako wymaganie od poszczególnych osób tego wszystkiego, co jest niezbędne dla dobra wspólnego (por. CS nr 240). Jako wzór takiego zaangażowania społecznego ks. Alberione wskazuje Samarytanina, który przerywa swoją podróż, by zająć się rannym znalezionym przy drodze (por. Łk 10, 30-37). Czyn Samarytanina został przedstawiony w Ewangelii jako obowiązek religijny, tzn. wypełnienie przykazania miłości bliźniego. Jest to jednak czyn jak najbardziej publiczny, czyli akt sprawiedliwości społecznej, sprawiedliwości, która staje się miłosierdziem (por. CS nr 323).

Chciałbym zakończyć swoje wystąpienie cytatem z Katechizmu społecznego, który uważam za szczególnie aktualny w naszych burzliwych i coraz trudniejszych dla katolików czasach: “Nie jest godziwa otwarta rebelia przeciw ustanowionej władzy; jest jednak godziwym zastosować uczciwe środki do słusznej obrony i ochrony dobra publicznego. W międzyczasie należy modlić się i uzbroić w cierpliwość, oczekując nadejścia godziny Bożej” (CS nr 153). W optyce alberiońskiej także modlitwa jest aktem sprawiedliwości społecznej, który służy dobru wspólnemu doczesnemu i dobru wiecznemu oraz jest aktem miłosierdzia. Wierność modlitwie niezależnie od czasu i sytuacji, również wymaga heroicznego samozaparcia.



[1] Por. Lucina Bianchini, Introduzione. Come è nato il presente catechismo?, [w]: Giacomo Alberione, Catechismo sociale. Elementi di Sociologia Cristiana, Edizioni Paoline, Roma 1985, s. 5. Cytując książkę, będę używał skrótu CS.

[2] Por. Prairie Messenger, Listopad 1962.

[3] Nisko oprocentowany lombard (wł. Monte di pietà) to instytucja finansowa powstała pod koniec XV wieku we Włoszech z inicjatywy franciszkanów, której celem jest udzielanie pożyczek o ograniczonej wysokości (mikrokredyt) na warunkach bardziej korzystnych w stosunku do rynkowych, udzielanych pod zastaw. Klienci musieli zastawić coś, co miało wartość przynajmniej o jedną trzecią wyższą od pożyczki, o jaką się zwracali. Pożyczka zazwyczaj była udzielana na okres jednego roku. Jeżeli po upływie tego czasu nie zwracano jej, zastaw był wystawiany na licytację.

[4] Pius XII, Invicti Athletae Christi (1957).

[5] S. Wyszyński, Nauczanie społeczne 1946-1941, Warszawa 1990, s. 906.

Za: www.paulus.org.pl