Gdy papież Leon XIV przygotowywał się w ubiegłym miesiącu do opublikowania ważnego dokumentu na temat zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją, na chwilę odszedł od tego tematu, aby odpowiedzieć na wieczorną wiadomość na WhatsAppie dotyczącą części samochodowej. Jeden z jego najbliższych przyjaciół, Armando Jesús Lovera, przesłał mu zdjęcie migającej kontrolki na desce rozdzielczej samochodu, ostrzegającej o problemie z katalizatorem. Tę przyjaźń Leona z zamieszkałym w Hiszpanii Peruwiańczykiem i jego rodziną, w kontekście wizyty papieża w tym kraju, opisał amerykański dziennik “The New York Times”.
„Co się dzieje z tym Citroënem?” – odpisał papież. „Umiera” – odpowiedział Lovera. „Jedzie czy stoi gdzieś na poboczu?” – dopytywał papież. Lovera poinformował „Boba” – tak ma zapisanego papieża w telefonie, że wraca właśnie do domu w Hiszpanii po spotkaniu promującym jego nową książkę „Od Roberta do Leona”, poświęconą ich przyjaźni. „Ile jeszcze masz do przejechania?” – zapytał Leon. Następnie nalegał, by przyjaciel „uważnie obserwował temperaturę silnika” i „jechał ostrożnie”. Na koniec dodał ojcowską radę dla 52-letniego Lovery, redaktora katolickiego wydawnictwa, którego zna od dziesięcioleci: „Czasami przy małej prędkości silnik nie pracuje dobrze. Ale przy większej prędkości olej krąży normalnie”.
Lovera i papież Leon XIV są bliskimi przyjaciółmi od czasów, gdy przez siedem lat mieszkali razem w Peru w domu formacyjnym dla młodych ludzi rozeznających powołanie zakonne. Leon XIV wówczas misjonarz, ks. Robert Prevost, kierował tym domem. Przez kolejne dziesięciolecia, gdy Lovera przeniósł się do Hiszpanii, a Prevost został biskupem, kardynałem, a w końcu papieżem, ich przyjaźń pozostała niezwykle bliska. Lovera wraz z rodziną odwiedził papieża przez pięć dni w lipcu, a w sierpniu ponownie spotka się z nim w Rzymie. „Żeby pograć w tenisa” – mówi i dodaje: „I nakarmić ryby”. W miniony weekend, mimo napiętego programu wizyty w Hiszpanii, Leon znalazł czas, by wysłać przyjacielowi wiadomość. „Po prostu się przywitaliśmy” – opowiada Lovera.
Przyjaźń rozpoczęta w Peru
Pochodzący z katolickiej rodziny w Iquitos, w peruwiańskiej części Amazonii, Lovera wyjechał do Kolumbii z zamiarem zostania augustiańskim misjonarzem. Tam, w 1991 roku, po raz pierwszy spotkał przyszłego papieża. Wkrótce potem zamieszkał wraz z innymi augustianami w domu formacyjnym w Trujillo w Peru. Leon prowadził dla nich ćwiczenia duchowe, ale uczył ich także zarządzania finansami. „Mówił, że nie można dać czegoś, czego samemu się nie ma” – wspomina Lovera. Dodaje również: „Powtarzał mi, że wspólnota nie składa się z superbohaterów, ale z braci, którzy wspólnie decydują o tym, co jest najlepsze”.
Obaj dzielili zamiłowanie do muzyki, matematyki i długich podróży samochodowych. „Razem odbywaliśmy różne podróże” – mówi Lovera, który został kierowcą wspólnoty, choć nie miał jeszcze prawa jazdy. Przyszły papież podczas wielogodzinnych tras chętnie rozmawiał o samochodach, wyjaśniając między innymi, jak przejeżdżać przez zalane drogi. Kiedyś zatrzymał się na noc w skromnym domu rodziny Loverów. Nie było tam wolnego łóżka, jedynie kanapa. Ponieważ panował ogromny upał i wilgoć, ks. Robert Prevost zdecydował się spać w fotelu bujanym. „Moja mama umierała ze wstydu” – wspomina Lovera.
Gdy drogi się rozeszły
W 1999 roku ks. Robert Prevost opuścił Peru po wyborze na przełożonego augustianów na amerykańskim Środkowym Zachodzie. Niedługo później Lovera postanowił zrezygnować z drogi zakonnej. Uznał, że życie we wspólnocie nie jest dla niego, a ponadto chciał aktywniej protestować przeciwko polityce gospodarczej ówczesnego rządu Peru. Nie był też zachwycony propozycją wyjazdu do Rzymu na studia nad św. Augustynem. „Chciałem być bardziej niezależny” – mówi.
Według Lovery przyszły papież nie wygłosił mu kazania, lecz okazał zrozumienie. „Nie czuj się zobowiązany” – miał powiedzieć. Podkreślał, że święte życie można realizować na różne sposoby. Najczęściej jednak żartowali wtedy z tzw. problemu roku 2000 (Y2K), którego wielu ludzi obawiało się jako potencjalnej katastrofy komputerowej.
Poszukiwanie pluszowego misia
Po przeprowadzce do Hiszpanii Lovera rozpoczął pracę w katolickim wydawnictwie. Tymczasem ks. Robert Prevost został przełożonym generalnym augustianów, co wymagało licznych podróży po świecie, również do Hiszpanii. Lovera często odwiedzał także Chicago, gdzie spotykał się z rodziną przyszłego papieża.
Podczas jednej z wizyt w 2004 roku opowiedział mu o młodej Peruwiance mieszkającej w Hiszpanii, która zwróciła jego uwagę. Gdy zaprosił ją na randkę, odpowiedziała jedynie, że się zastanowi, wspominając przy okazji o pluszowym misiu, którego bardzo chciała mieć. „Powiedziałem mu: muszę znaleźć misia” – wspomina Lovera. Obaj ruszyli więc samochodem po centrach handlowych, aż w sklepie Target niedaleko New Lenox w stanie Illinois znaleźli odpowiednią zabawkę. Kobieta przyjęła prezent, ale początkowo odrzuciła zaloty Lovery. Ten jednak nie zrezygnował. Ostatecznie pobrali się podczas cywilnej ceremonii, której świadkiem był przyszły papież.
Mundial, dom i rodzina
W 2010 roku ks. Robert Prevost przyjechał do Hiszpanii na spotkania z augustianami. Lovera odebrał go z lotniska. Był to dzień finału mistrzostw świata w piłce nożnej. Przyszły papież, zagorzały kibic Realu Madryt, uznał, że muszą zatrzymać się, aby obejrzeć mecz. W pizzerii wspólnie oglądali zwycięstwo Hiszpanii nad Holandią po golu Andrésa Iniesty w dogrywce. „Razem z tłumem krzyczeliśmy: Jestem Hiszpanem!” – wspomina Lovera.
Dla niego papież jest kimś więcej niż przyjacielem, był życiowym doradcą. W 2012 roku towarzyszył mu nawet podczas oglądania domu, który Lovera i jego żona chcieli kupić w Valladolid. „Nigdy nie przestałem się z nim konsultować” – mówi.
W grudniu 2013 roku Robert Prevost pobłogosławił ich małżeństwo kościelne w Trujillo. Później odwiedzał rodzinę po narodzinach ich dwóch córek, które również ochrzcił. Dziewczynki, mające dziś 9 i 11 lat, nie do końca rozumieją, że ich „Roberto” jest papieżem. „Traktują go jak członka rodziny” – mówi ich ojciec.
„Rozmawiamy o samochodach”
Gdy córki rozpoczęły naukę w szkole, Lovera zaczął regularnie dzwonić do przyjaciela podczas jazdy po ich odbiór. Po wyborze Leona XIV na papieża częste rozmowy telefoniczne zamieniły się głównie w wiadomości tekstowe, ale kontakt pozostał regularny. W maju ubiegłego roku Lovera poprosił o zgodę na napisanie książki o ich przyjaźni. „Ufam ci. Jesteś moim przyjacielem” – miał odpowiedzieć papież.
W październiku pozowali do zdjęć razem z wydaną już książką, opisującą ich wspólne działania na rzecz ubogich i marginalizowanych mieszkańców Peru w czasach społecznych niepokojów. W ubiegłym miesiącu Leon wspomniał też, że jego brat, John Prevost, nadal dzwoni do niego z Chicago po pomoc informatyczną. „A Roberto mówi: `John, jestem papieżem`” – opowiada Lovera. „Och, przepraszam, Ojcze Święty. Komputer mi właśnie stanął`” – miał odpowiedzieć brat.
Sam Lovera zapewnia jednak, że podczas rozmów z papieżem nie poruszają tematów technologii, polityki czy przyszłości Kościoła. „Rozmawiamy o samochodach!” – mówi z uśmiechem.
