W Ukrainie wojna stała się częścią codzienności. Przygotowanie plecaka z dokumentami i lekami na wypadek nocnego ostrzału, schodzenie na korytarz po usłyszeniu wybuchów czy oczekiwanie na rakiety – to dla wielu mieszkańców Kijowa rzeczywistość, z którą muszą mierzyć się każdego dnia. O tym, jak wygląda życie w cieniu wojny, ale także o młodzieży, która mimo wszystko szuka chwili beztroski i o pielgrzymach proszących Boga o pokój, opowiada o. Łukasz Orłowski OMI.
– Rano robiłem badania, później byłem w pracy, napisałem kazanie, pojechałem załatwić dokumenty do pozwolenia na pobyt tymczasowy w Ukrainie. Mimo wojny życie jakoś musi toczyć się dalej i trzeba zajmować się wciąż codziennymi sprawami – opowiada o. Łukasz Orłowski OMI.
Zwyczajne obowiązki przeplatają się jednak z koniecznością stałego przygotowania na zagrożenie. Każdy wieczór może bowiem przynieść kolejną noc pełną wybuchów.
– Każdy wieczór dla mnie to jest przygotowanie do tego, że może być ostrzał. Biorę plecak, pakuję do niego paszport, dokumenty, leki i pieniądze. Kładę go w korytarzu, żeby w nocy, kiedy byłyby ostrzały, móc wybiec z pokoju na korytarz i już tam zostać – mówi oblat.
Jednocześnie w Kijowie nadal toczy się zwykłe życie. Działają instytucje, realizowane są projekty, a ludzie starają się planować kolejne wydarzenia. Także ukraińska Telewizja EWTN, z którą związany jest o. Łukasz, przygotowuje się do ważnej rocznicy.

– W telewizji wszystko dzieje się tak jak zazwyczaj. Trwają wszystkie projekty, przygotowujemy się do 15. rocznicy naszej telewizji – zaznacza. Jednym z realizowanych przedsięwzięć jest film o jednej ze wspólnot dla rodzin w Ukrainie. Dla twórców stał się on czymś więcej niż tylko kolejnym projektem. – Traktujemy to jako okazję do tego, żeby pokazać, że choć jest wojna, Pan Bóg jest wciąż obecny. Są rodziny, które się spotykają i szukają jedności, które starają się jakoś tworzyć swoją przyszłość mimo wojny – podkreśla.
Młodzi szukają chwili beztroski
Wojna także młodym ludziom nie odebrała potrzeby spotkania, wspólnej modlitwy i odpoczynku. W oblackim klasztorze w Tywrowie trwają rekolekcje dla młodzieży prowadzone przez o. Krzysztofa Machelskiego OMI. Uczestniczy w nich około 30 osób – to zarówno młodzież z parafii podolskich, jak i z dużych miast.
Dla części uczestników wyjazd poza Kijów oznacza również chwilowe oderwanie się od rzeczywistości, w której zagrożenie może pojawić się w każdej chwili. – Niestety, być teraz w Kijowie, to znaczy być w rosyjskiej ruletce. Nie wiadomo tak naprawdę, w które miejsce tej konkretnej nocy spadnie rakieta – mówi o. Łukasz.
Oblat wspomina również o sytuacji, gdy pewna dziewczyna przyjechała z Kijowa na jedno ze spotkań młodzieży w Tywrowie. Ojciec Krzysztof opowiadał, że gdy żegnała się z nim, świadoma, że wraca do Kijowa, nie mogła powstrzymać łez.

Podobną możliwość odpoczynku i wytchnienia od wojennej codzienności mają także młodzi związani z Parafią św. Mikołaja w Kijowie. Razem z duszpasterzami, o. Antonem i o. Andrzejem, wyjechali w góry.
– Wyjechali na kilka dni z Kijowa, żeby pobyć razem z sobą i swoimi duszpasterzami i nacieszyć się trochę beztroską. W ukraińskich Karpatach nie ma też ostrzałów, czyli tego, co jest w Kijowie każdej nocy – zauważa oblat.
W tym samym czasie u oblatów trwają także rekolekcje „Kuźnia Charakteru” dla młodzieży.
„Po ludzku sytuacja jest beznadziejna”
Ojciec Łukasz Orłowski niedawno wrócił do Ukrainy po dwutygodniowym urlopie. Powrót nie był łatwy. Już pierwszego dnia po przyjeździe musiał zmierzyć się z rzeczywistością wojny.
– Pierwszego dnia, kiedy wracałem z dworca kolejowego, musiałem przeprawić się metrem z prawego brzegu Dniepru na lewy brzeg. Po całodziennej podróży autobusem musiałem stać i czekać na stacji metra, bo pociągi nie przekraczały rzeki – wspomina.
Ojciec Łukasz zauważa, że Rosjanie coraz częściej sięgają po rakiety. – Od razu, kiedy słyszę wybuch rakiety, idę na korytarz – mówi.
Jedna z takich nocy szczególnie zapadła mu w pamięć. Zamiast na korytarz, poszedł wtedy do kaplicy znajdującej się w mieszkaniu. – Położyłem się centralnie pod tabernakulum. Tam zasłania mnie ołtarz, okna są zaklejone folią i nie ma niebezpieczeństwa, że wpadną na mnie odłamki szkła – opowiada. Kilka minut później, po kolejnym wybuchu, do kaplicy przyszedł jego przełożony.
– Ta sytuacja była dla mnie z jednej strony straszna, a z drugiej znacząca. Pod tabernakulum czułem się bezpiecznie, między innymi przez obecność Pana Jezusa, a obok był przełożony i się modlił. I tak trwaliśmy kilkadziesiąt minut – wspomina o. Łukasz.
Pielgrzymi proszą o pokój
Wojna przynosi również pytania o to, kiedy i w jaki sposób może zakończyć się konflikt rosyjsko-ukraiński.
– Wszyscy widzimy, że po ludzku sytuacja jest beznadziejna. Bo są ludzie, którzy bogacą się na wojnie i nie są w ogóle zainteresowani tym, żeby ją zakończyć – mówi misjonarz.

Jednocześnie, jak podkreśla, Ukraińcy nadal szukają nadziei i zwracają się do Boga. W czerwcu wspominali 25. rocznicę wizyty Jana Pawła II w Ukrainie. Przypominano o jego miłości do tego kraju, a także o pozostawionym dziedzictwie i wezwaniu do budowania jedności.
– Wspominaliśmy jego wizytę również w kontekście napięć, które są między Polakami a Ukraińcami. Jan Paweł II zostawił nam przesłanie, żeby dążyć do jedności. To jest piękne, że chcemy szukać mimo wszystko Boga – zauważa oblat.
Szczególnym doświadczeniem była lipcowa pielgrzymka do Berdyczowa – jedna z najważniejszych pielgrzymek ukraińskich. Do sanktuarium przybyli wierni z różnych części kraju. Wielu z nich dotarło pieszo.
– Wiele osób modliło się wtedy w intencji pokoju. To pokazuje, że ludzie jeszcze nie są zmęczeni proszeniem Boga o pokój i wciąż wierzą, że może im go dać – podkreśla o. Łukasz.
Te słowa pokazują, że mimo strachu, zmęczenia i kolejnych wiadomości o atakach nie zniknęła potrzeba nadziei. W kraju, w którym noc może przynieść kolejny ostrzał, ludzie nadal spotykają się, młodzież wyjeżdża w góry, rodziny szukają jedności, a pielgrzymi przychodzą przed oblicze Matki Bożej i proszą o pokój. Bo choć wojna zmieniła codzienność, nie odebrała Ukraińcom wiary, że ta codzienność może jeszcze wyglądać inaczej.
Karolina Binek
Za: www.oblaci.pl
