Wiadomości z misji od o. Symeona

Ślę Wam gorące pozdrowienia z mieściny nad wodospadami, z Boali w Burkina Faso. Dobijam pierwszego tygodnia mojej obecności na nowej placówce, toteż chciałbym skreślić Wam kilka słów. Motyw jest jeszcze jeden – lada dzień wybywam do wiosek w lesie, na jakiś tydzień. Więc po powrocie będzie pewnie sporo do opowiedzenia a i obowiązki się nawarstwią. Tak więc piszę dziś, by podsumować moje pierwsze kroki w nowym miejscu i w nowej roli.

Do Boali przybyłem wraz z Kordianem, w czwartek 10-ego października. Wyjechaliśmy z domu w okolicach 10h00, ale drobne sprawy na mieście opóźniły nasz wyjazd ze stolicy do ok 11:30. Udało nam się dotrzeć na miejsce w okolicach 13:00, na smaczny mięsny obiad. Od tygodnia jemy codziennie mięso lub ryby. Posiłki są tutaj bardziej „bogate”, przede wszystkim z racji prostego faktu, że jesteśmy tutaj we dwoje – wraz z Kongijczykiem Jean de Dieu (gwardianem i ekonomem domu). Po przyjeździe zacząłem się rozpakowywać i instalować w nowym pokoju (właściwie „dwu-pokoju”: sypialnia i biuro parafialne). Wcześniej jednak nieco wysprzątałem, powyrzucałem zbyteczne kartony i „klamory”. W czwartek skupiłem się na sypialni, w piątek ogarniałem biuro parafialne. Pokój mam dość przytulny. Jest łóżko, jest szafa i trzy małe etażerki. Nie mam w pokoju żadnego biurka ani krzesła. Jedynie malutki taboret. Biurko jest natomiast w biurze, i to dość sporych rozmiarów – tak jak lubię: wszystko na widoku. Jedynym mankamentem pokoju jest wilgoć. Jedna ze ścian pokoju oddalona jest od muru ogradzającego naszą koncesję jedynie jakieś 20-30 cm. To sprawia ze miedzy murem ogrodzenia a murem domu wciąż jest mokro a ściana złapała okazałego grzyba. Ufam że w przeciągu tygodni uda nam się zburzyć ścianę ogrodzenia, by słońce wysuszyło nasz dom. Problemem są zainstalowani na naszej (przynależącej do parafii, czytaj diecezji) ziemi. Trzeba ich zatem grzecznie wyprosić i dać nieco grosza na budowę nowej chatki. Sąsiedzi informowani już byli od kilkunastu miesięcy. Nadszedł więc odpowiedni moment. Sprawa jest o tyle istotna że właśnie w tym kierunku będzie budowane nowy dom parafialny, który w najbliższych kilku(nastu?) latach będzie naszym klasztorem. Póki co szykujemy się jedynie do przedłużenia murów naszego ogrodzenia. Lada dzień zostaną rozpoczęte prace nad fundamentami.
Sprzątając biuro powoli zaznajamiałem się z całą zastaną dokumentacją. Jest tego… Jednym z pierwszych wyzwań jest zarządzanie katolicką szkoła na naszej parafii. Powoli zaznajamiam się z regułami i z personelem. Jest to szkoła podstawowa, gdzie uczęszcza ok 150 maluchów. Poza szkoła jest oczywiście parafia – centrum i wioski. W centrum mamy ok 15 grup parafialnych. Funkcjonują też tzw. CEB (communauté ecclésiale de base) co w Polsce znane jest jako „Model Parafii Wspólnota Wspólnot”, z którym zaznajamiał nas ks. Czekański na wykładach z Teologii Pastoralnej. Jak dobrze że notatki się zachowały! Ogólnie świetna sprawa. Parafia została już podzielona na 4 sektory. Każdy sektor ma przełożonego i doradców. Jest też skarbnik i sekretarz. Mają cotygodniowe spotkania w swojej dzielnicy, gdzie kapłan dociera raz na jakiś czas. Każda wspólnota organizuje swoje „parafialne życie”. Dbają o swoich chorych i ubogich, podejmują formację własną i w perspektywie mają stać się wspólnotą w misji, która będzie oddziaływała na innych mieszkańców ich dzielnicy. W ten sposób budowana wspólnota stanowi żywą część parafii. Poza tymi wspólnotami jest oczywiście rada parafialna, z którą miałem już pierwsze spotkanie, w poniedziałek po południu. Była to okazja bym przedstawił swój pomysł na tegoroczne duszpasterstwo. Rozpoczęliśmy od medytacji Słowa Bożego. Później przeszliśmy do zagadnienia wymagań wobec członków rady oraz nakreśliliśmy ścieżki którymi pragniemy iść. Podjęliśmy też temat miesiąca misyjnego. Z małym opóźnieniem ale ufam że uda nam się zorganizować nocne czuwanie (z konferencją i filmem na temat św. Franciszka) oraz kilka akcji charytatywnych na terenie parafii. Przy okazji spotkania z całą radą parafialną zapowiedziałem też kilka spotkań które chciałbym zrealizować w najbliższych tygodniach. Jedno z nich już się odbyło – dziś miałem przyjemność rozmawiać z grupą liturgiczną, w której skład chodzą ministranci, lektorzy, chór i zakrystianin. Odkurzyliśmy pewne normy liturgiczne, które muszą być niezwłocznie wprowadzone w życie (np. biały obrus na ołtarzu) i wyznaczyliśmy kilka spraw naglących, które będzie trzeba omówić niebawem (wymiana żarówek w kościele, zakup nowych ubrań dla ministrantów i lektorów). Przede mną jeszcze spotkania na temat historii parafii – zgłosiła się grupa trzech osób które przygotują dla mnie małe résumé, oraz na temat sytuacji społecznej parafii – tutaj też powstał pewien komitet, który przygotuje raport na temat bogatych, biednych, i ich codziennej pracy. Maja także w planie wypunktować mocne strony parafii oraz jej mankamenty i bolączki. W ten sposób łatwiej będzie odpowiedzieć na realne wyzwania.

Mówiąc krótko, jestem pod wrażaniem jak niezwykle sprawnie funkcjonuje afrykańska parafia. Jasne, póki co zatrzymaliśmy się na słowach, życzeniach i spotkaniach. Pewnie aplikacja wymagań i projektów jeszcze mnie rozczaruje, ale już sam fakt, że w parafii są ludzie tak bardzo zaangażowani, ludzie którym mogę powierzyć przygotowanie tego czy tamtego, że są chętni i gotowi, by przyjść i porozmawiać, że się palą do nowych projektów… to mnie póki co rzuca na kolana by Bogu dziękować za tę misję.

Z pewnością wielkim wyzwaniem jest życie sakramentalne. W niedzielę, na Mszy rozpoczynającej nowy rok duszpasterski (na którą przyjechali moi bracia z Bimbo), było rzeczywiście sporo osób (ekipa organizacyjna zaprosiła także pasterzy z innych kościołów, które istnieją w Boali! Wierni, pobudzeni hasłem tegorocznego roku duszpasterskiego, wyszli sami z inicjatywą iż potrzeba większego zbliżenia z protestantami). Niestety już w tygodniu do kościoła przychodzi nie więcej niż 10 osób. Wczoraj i dziś, gdy rok duszpasterski już oficjalnie się rozpoczął, mogłem naliczyć kolejno 11 i 14 osób. Niestety do komunii przystąpiły 2/3 osoby. Codziennie odmawiany jest różaniec przy grocie, z racji na miesiąc październik. Niestety tu też frekwencja nie rzuca na kolana. Przychodzi mniej więcej 5-10 osób.

To tyle jeśli chodzi o centrum. Poza kościołem w Boali mamy jeszcze 25 lub 26 kaplic we wioskach. Jest sektor przy głównej drodze wiodącej do Bangui; tutaj mamy 10 kaplic. Jest tez jedna kaplica blisko centrum, przy wodospadach. Kolejno mamy dwa sektory „leśne”. Jeden liczy trzy wioski, w tym jedna bez kaplicy (więc jeśli będą tam wierni to będziemy budować), i tam właśnie wybieram się w najbliższy piątek. Zajrzę do Kuzindoro, Malanginzy oraz dwóch kaplic z pierwszego sektora – Gomoko i Bouboui. Chciałbym spędzić dwie noce w każdej wiosce. W ten sposób będę miał okazję odprawić dwie Eucharystie, spotkać się z radą kaplicy, z katechumenami, dać sposobność do spowiedzi i odwiedzić chorych. I tak w każdej wiosce. Wrócę zatem w następną sobotę. A w niedzielę po Mszy (27 października) ruszam do Bimbo na spotkanie z aspirantami. W Bimbo zostanę do wtorku i popołudniu już ponownie spotkam się z radą parafialną (mamy spotkania raz w miesiącu, w ostatni wtorek). Potem Wszystkich świętych na miejscu i od 6 listopada dalej na wioski. Ufam że do połowy listopada skończę sektor „1” i wraz z adwentem będę mógł odwiedzać wioski z ostatniego sektora, liczącego 12 wiosek. W tym 3 do których można dojechać samochodem. Pozostałe są do osiągniecia na motorze, poza jedną, najbardziej oddaloną wioską – Bondara. Tam, po dotarciu do Borofia (tutaj rozpoczynaliśmy naszą pielgrzymkę z aspirantami) trzeba iść przez góry ok 20 km. Rzeczywiście „misje Ad Gentes” : )

Póki co mam zamiar odwiedzić wszystkie wioski. Później z Jean de Dieu podzielimy się sektorami i każdemu przypadnie połowa.Praca duszpasterska rzeczywiście mnie pochłania. Ostatnie dni porządkuję jeszcze dokumentację – listy katechistów, kaplic, grup parafialnych, ale już niebawem więcej będę w terenie niż przy biurku. Ufam że zdrowie pozwoli. Po ostatniej malarii nie ma już śladu.

Jutro czeka mnie jeszcze miła „niespodzianka”. Hieronim będący „w drodze do Kongo” (jedzie na definitorium – posiedzenie zarządu Prowincji; Hirek jako Prezes naszej fundacji automatycznie wchodzi w skład zarządu Prowincji św. Benedykta w Kongo), zajrzy do nas z krótką wizytą z noclegiem. Także zanim wyruszę w busz, ucieszę się darem braterskiej wspólnoty.

Niech Wam wszystkim Bóg hojnie błogosławi! +
Do usłyszenia niebawem!

Za: www.prowincja.panewniki.pl