Prawie trzy lata po wybuchu wojny Sudan pozostaje podzielony między armię rządową a Siły Szybkiego Reagowania, w Darfurze i Kordofanie nadal trwają walki. 25 mln Sudańczyków zagrożonych jest głodem. Miliony rodzin żyje w prowizorycznych warunkach, nie mając dostępu do wody i podstawowych leków. Po czasie przymusowej ewakuacji do Chartumu powracają misjonarze, którzy swą misję muszą zaczynać praktycznie od zera.
Podzielony wojną kraj
W ostatnich tygodniach do stolicy Sudanu powróciło co najmniej milion mieszkańców, którzy opuścili Chartum w czasie najcięższych walk. W tej sytuacji Kościół próbuje zacząć od nowa. Biskupi starają się wspierać ludność. Ordynariusz diecezji El Obeid nadal znajduje się na pierwszej linii frontu, ponieważ miasto otoczone jest przez rebeliantów. Ich działania sponsorują Zjednoczone Emiraty Arabskie, a gra idzie o złoto, którego ten afrykański kraj ma pod dostatkiem. Biskup Chartumu stara się stopniowo wznowić kościelną działalność w stolicy, ale wszystko przebiega z wielką ostrożnością, ponieważ sytuacja jest niepewna i nieprzewidywalna.
Powolny powrót misjonarzy
Przed wojną w Sudanie posługiwało 120 zakonników i sióstr zakonnych z różnych zgromadzeń, obecnie pozostało ich około dwudziestu. Wśród nich jest jedenastu misjonarzy kombonianów, którzy pośród trudności próbują wznowić działalność zniszczonych przez wojnę misji, szkół, przychodni i parafii. Ojciec Diego Dalle Carbonare, jest prowincjałem kombonianów w Egipcie i Sudanie. Włoski misjonarz podkreśla, że „gdyby w Chartumie ponownie wybuchły walki, osoby, które powróciły i próbują odbudować swoje życie, byłyby zmuszone do ponownej ucieczki”. „Byłoby to ogromne cierpienie dla wszystkich – zauważa. – Również dla nas, jako Kościoła, byłby to bardzo ciężki cios”. Do Chartumu powrócili już kombonianie, również franciszkanki i misjonarki miłości chcą reaktywować swą działalność. „Cały Kościół powoli próbuje wrócić do normalności” – mówi ojciec Diego Dalle Carbonare.
Chartum – „miasto-widmo”
Włoski misjonarz relacjonuje, że po swym powrocie kombonianie zastali w Chartumie ogromne zniszczenia, zwłaszcza w budynkach rządowych, bankach, sklepach i obiektach handlowych. Centrum nadal jest „miastem-widmem. „Nie jest całkowicie zniszczone, ale jest puste: na ulicach nie ma prawie nikogo, co nie jest normalne dla tego miasta. Rano spotyka się tam kilka osób, ale wieczorem wszyscy odchodzą, bo w nocy okolica jest niebezpieczna” – opowiada ojciec Diego Dalle Carbonare. Jak mówi, obiekty kościelne zostały przede wszystkim splądrowane: jest mniej zniszczeń konstrukcyjnych, ale wiele rzeczy zostało zabranych. „Wiele osób schroniło się w naszych obiektach, a potem, kiedy wyjeżdżały, zabrały, co mogły” – mówi misjonarz. W mieście jest mnóstwo zniszczonych i porzuconych na ulicach samochodów. „Wciąż jednak istnieje możliwość odbudowy – mówi kombonianin –budynki nie są całkowicie zrównane z ziemią, ale uszkodzone, nadają się więc do naprawy”.
Piekło Darfuru i Kordofanu
Ojciec Diego Dalle Carbonare zauważa, że na terenach kontrolowanych przez armię rządową – na północy i wschodzie Sudanu – życie powoli toczy się dalej. „Oczywiście panuje poważny kryzys gospodarczy, jak w każdym kraju ogarniętym wojną, ale szkoły działają, ludzie pracują, a my, jako Kościół, również kontynuujemy życie parafialne” – relacjonuje. Zupełnie inna sytuacja panuje w Darfurze i Kordofanie. „Tam panuje piekło, totalny chaos, okrutne zniszczenia i powszechna przemoc” – mówi misjonarz. Wskazuje, że Darfur jest w rękach słynących z bestialstwa Sił Szybkiego Reagowania od czasu, gdy pod koniec października ub.r. zajęły El Fasher. Nieliczne informacje, które docierają, mówią o podpalonych wioskach, zbombardowanych szkołach i szpitalach oraz ciągłych atakach i okrutnej przemocy wobec ludności cywilnej, w tym masowych gwałtach na kobietach i kilkuletnich dziewczynkach.
Bezprecedensowa katastrofa humanitarna
W Sudanie sytuacja humanitarna jest bardzo poważna, to jeden z najgorszych i przedłużających się kryzysów na świecie, gdzie 25 milionów ludzi zagrożonych jest chronicznym głodem. Ponad połowa kraju cierpi z powodu braku bezpieczeństwa żywnościowego, a około 7 milionów dzieci nie chodzi do szkoły od trzech lat. „Całe pokolenie ryzykuje utratę dostępu do edukacji, to prawdziwy dramat” – przypomina misjonarz. Organizacje pozarządowe napotykają ogromne trudności w dostarczaniu pomocy, często z powodu biurokracji, korupcji i braku bezpieczeństwa. W rozmowie z agencją informacyjną włoskiego episkopatu SIR, Ojciec Diego Dalle Carbonare zwraca się z apelem do społeczności międzynarodowej – począwszy od rządów europejskich – aby „nie zapomniała o tej wojnie. Oczywiste jest, że uwaga skupia się dziś na Iranie, Bliskim Wschodzie i Ukrainie, ale Sudanu nie można ignorować”.
