ROZMOWA z o. prof. dr. hab. Zdzisławem Kijasem OFMConv, wykładowcą, autorem licznych publikacji i dysertacji naukowych, postulatorem generalnym spraw kanonizacyjnych Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych
Stolica Apostolska ogłosiła Rok św. Franciszka (10 stycznia 2026 r. – 10 stycznia 2027 r.) z okazji 800-lecia śmierci świętego. Jak dobrze wykorzystać ten czas?
– Myślę, że najważniejsze jest, aby każdy z nas szukał Boga w tym, co przeżywa, czego doświadcza. Święty Franciszek rozpoczynał odkrywanie Boga od tego rodzaju pytań: czy to, co mam, jest wszystkim, co mieć powinienem.
Kiedy udał się na południe Italii, aby wziąć udział w wyprawie krzyżowej, we śnie usłyszał słowa: „Franciszku, komu lepiej służyć: panu czy słudze?”. Odpowiedział: „Panu”. Na to głos zapytał: „Dlaczego więc służysz słudze?”. Od tego momentu zaczął odkrywać obecność Boga we wszystkich wydarzeniach życia.
Dalej miał pragnienie zostania rycerzem, ale już tylko Chrystusa. Kolejnym przełomowym momentem w jego życiu było spotkanie z trędowatym. Wcześniej omijał ludzi dotkniętych trądem, tym razem zsiadł z konia i ucałował dłoń chorego. Duży wpływ na podejmowane działania miała wizja, jakiej Franciszek doświadczył w kościele San Damiano. Chrystus przemówił do niego z krzyża: „Odbuduj mój Kościół!”. Rok św. Franciszka to czas zadania sobie pytania, czy ja szukam Boga, jaka jest moja modlitwa, czy tylko proszę o rzeczy przyziemne, czy jednak mówię: pokaż mi, Panie, swoje oblicze, rozjaśnij ciemności mojego serca, nadaj sens temu czego doświadczam, powiedz, co mam czynić!
On nigdy nie przestał zadawać pytań. To go zaprowadziło również na miejsce odosobnienia do pustelni Alwerni (po włosku La Verna). Doświadczył tam szczególnego wybrania w postaci otrzymanych stygmatów – znaków męki miłości Jezusa na swoim ciele.
Jakie przesłanie kieruje do nas dzisiaj w kontekście obecnych wyzwań w świecie?
– Franciszek był człowiekiem pokornym, chciał być blisko Pana Boga. Zakochał się w Chrystusie i to zdeterminowało jego styl życia. Współczesny świat zachęca człowieka, aby zakochał się w przedmiotach (pieniądzach, samochodzie, domu) czy w swoich egoistycznych ideach. Natomiast św. Franciszek od ponad ośmiu wieków mówi, że w życiu najważniejsze jest zakochać się w Chrystusie i w tym, czego On jest źródłem. Zakochując się w rzeczach, staję się materialistyczny, zakochując się w Bogu – Osobie, staję się coraz bardziej Boży, oddany Bogu obecnemu także w drugim człowieku.
Dlaczego Ojciec Profesor wybrał drogę powołania w zakonie franciszkańskim?
– Zachwycił mnie oczywiście wzór, przykład życia świętego asyżanina. Jednak kiedy wstępowałem do zakonu, było tuż po beatyfikacji, a przed kanonizacją jego duchowego syna, Polaka – o. Maksymiliana Marii Kolbego. On w tamtym czasie był postacią pierwszoplanową w całej rodzinie franciszkańskiej, nie tylko w Polsce.
Świętego Maksymiliana zainspirowała postać św. Franciszka.
– To prawda, z wiedzy, którą posiadamy, wiemy, że św. o. Maksymilian Kolbe zauroczony był postacią św. Franciszka. Dawał tego wyraz bardzo często w swoich listach, pismach, które przesyłał m.in. do kleryków Papieskiego Wydziału Teologicznego Świętego Bonawentury w Rzymie, popularnie zwanego Seraphicum.
Ojciec Maksymilian umiał odczytać charyzmat franciszkańskiego ubóstwa w perspektywie współczesności. Zrozumiał, że nawet w podartym habicie dla przepowiadania Ewangelii należy korzystać z najlepszych narzędzi.
Pociągnięty przykładem św. Franciszka założył Niepokalanów, także wydawnictwo wyposażone w najlepsze maszyny drukarskie, rozgłośnię radiową. Miał nawet plany związane z budową pasa startowego, aby w ten szybszy sposób móc szerzyć dystrybucję czasopisma „Rycerz Niepokalanej”.
Co znaczy żyć na wzór św. Franciszka? Wszystkimi dostępnymi sposobami głosić Chrystusa?
– Święci mają nas inspirować, uczą bycia nowatorskimi w przekazywaniu świadectwa o obecności Boga w świecie. Każdy święty ma swój chronologiczny czas, żyje w konkretnym kontekście dziejów. Jednak to, czego są wzorem, to przede wszystkim rozkochania się w obecności i miłości Boga, ciągle żywej i twórczej, dynamicznej. Przykład świętych jest ponadhistoryczny, stąd aktualny jest także dzisiaj. Podobnie Franciszek z Asyżu. To nie tylko święty XIII wieku, ale też postać, która nadal inspiruje. Ciągle napomina, zachęca, bierze za rękę i pokazuje drogi, którymi trzeba pójść, aby swojemu życiu nadać sens i być światłem dla innych.
Czy współczesny świat przypadkiem nie zniekształca przykładu św. Franciszka, sprowadzając go do patrona ekologii bez odniesienia do Stwórcy?
– Patronem ekologii i ekologów św. Franciszka z Asyżu ogłosił w 1979 r. Papież Jan Paweł II. W ten sposób Ojciec Święty uwypuklił jego miłość i szacunek do przyrody, zwierząt – jako wielkich dzieł Stwórcy. Dlatego dziękuję za to ważne pytanie. Faktycznie w ruchu ekologicznym często patrzy się na św. Franciszka, lecz bez odniesienia do Boga. W ten sposób też ucisza się sumienie, jakoby wystarczyło skupić się na tym, co ziemskie, aby stać się człowiekiem na wzór św. Franciszka. To jednak jest komponowanie jego życia na potrzeby ideologii podważającej istnienie Boga lub świadomie Go odrzucającej. To rodzaj drastycznej redukcji jego autentycznego przesłania.
Przed takim właśnie podejściem do świata chce nas ustrzec sam św. Franciszek.
– Widzimy to, czytając choćby jego pochwałę stworzenia – „Pieśń słoneczną”. W roku ubiegłym przeżywaliśmy 800. rocznicę powstania tego utworu. Na tę okoliczność odbyło się wiele przedstawień, inscenizacji, musicali. I one na ogół zaczynały się od jej drugiej strofy chwalącej „brata słońce, księżyc”.
Trzeba mieć na uwadze, że tę pieśń Franciszek zaczynał od słów niezwykle ważnych: „Najwyższy, wszechpotężny, dobry, Panie”. Początek wszystkiego odnosił do Boga. Bóstwem nie jest przyroda, którą oglądamy. To Bóg jest Panem, dobrym Ojcem, naszym punktem odniesienia, zakotwiczeniem, źródłem wszelkiego porządku. Franciszek rozkochał się w stworzeniu dlatego, że było dziełem dobrego Ojca!
W jaki sposób św. Franciszek pomaga uczniom Jezusa być Jego autentycznymi świadkami w XXI wieku?
– Święty Franciszek wiele podróżował, bliski mu był ówczesny rodzaj awangardy kulturowej, był bogatym młodzieńcem, duszą towarzystwa. Jednak przestało mu to imponować, widział, że nie znajduje w tym szczęścia, którego pragnął. W taki właśnie sposób Franciszek powoli zaczął odkrywać obecność Boga w swoim życiu.
I to właśnie wtedy wszystko zaczęło mieć dla niego inny wymiar. Cierpienie stało się źródłem sensu, trudności – elementem duchowego wzrostu. I to jest dla nas bardzo istotna wskazówka. Mamy wciąż odkrywać źródło prawdziwego szczęścia, którym jest tylko Bóg, i poprzez osobiste świadectwo pomóc Go szukać także innym.
Z czasem stał się człowiekiem modlitwy. To znaczy, że nie sprowadzał modlitwy jedynie do chwil, choć bardzo ważnych, bycia na klęczkach przed Jezusem, ale uczynił nią całe swoje życie. Na jego wzór mamy stawać się ludźmi modlitwy.
Co współczesnego człowieka zamyka na przyjęcie prawdy o tym, że Bóg jest?
– Dziś, gdy pozornie mamy wszystko, to jednak wielu doświadcza nudy, zniechęcenia itp., życie dla nich traci sens. Dlaczego? Oczywiście powodów jest wiele, różnych. Jednak jednym z nich, i chyba najważniejszym, jest ten, że współczesny człowiek przestał szukać Boga. Przestał szukać tego wszystkiego, co wiąże się z Bogiem, co przychodzi niejako „z góry”, „z zewnątrz”, co jest darem itp. Można, oczywiście, rozprawiać o tym w nieskończoność, ale chcę jedynie powiedzieć, że człowiek sam z siebie nie jest w stanie nadać sobie sensu, który byłby w stanie zwrócić jego życie we właściwym kierunku, który podnosiłby go z upadków czy dawał radość w chwilach trudnych.
Wielu współczesnych pozbawionych jest marzeń, a „nudne” – w ich przekonaniu – życie jest podstawą do ulegania coraz bardziej agresywnym „przyjemnościom”, lansowanym natarczywie przez różne środowiska. W ten sposób zamykają też serce na poszukiwanie Boga, który jest – jak uczy wiara – źródłem wszystkiego, co piękne, trwałe, co daje moc i siłę do powstania z upadku.
Bóg znalazł Franciszka, ale jest też prawdą, że on Go szukał.
Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Bochenek
Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 7-8 lutego 2026, Nr 31 (8502)
