Życie w cieniu wirusa

Dominikański Sekretariat Misyjny zebrał relacje naszych braci pracujących poza granicami Polski.

Blisko stu dominikanów z Polski pracuje lub studiuje obecnie w 22 krajach świata. Najwięcej z nich posługę duszpasterską wykonuje w Europie, w tym w krajach byłego Związku Radzieckiego. Polscy dominikanie są obecni również w Azji, Australii oraz w Ameryce Północnej. Jak wygląda ich codzienność w czasie ogarniającej świat pandemii koronawirusa?

  • TAJWAN

Choć na sąsiadującym z Chinami Tajwanie życie w cieniu wirusa toczy się już od blisko dwóch miesięcy, przypadków zakażenia jest jednak stosunkowo mało. Do tej pory odnotowano ich ponad 60, z czego zmarła tylko jedna osoba. Ojciec Andrzej Wójcik, proboszcz parafii św. Katarzyny w Kaohsiung, podkreśla, że choć wyspa utrzymuje ścisłe więzy ekonomiczne z Chinami, gdzie pracuje i przebywa kilkaset tysięcy Tajwańczyków, to gdy tylko pojawiły się pierwsze wieści o wirusie, rząd wprowadził obowiązkową dwutygodniową kwarantannę dla wszystkich przybywających z krajów, gdzie wystąpiły zachorowania. „Tajwan był bardzo dobrze przygotowany do epidemii – dodaje o. Tomasz Zalewski z Tajpej – ponieważ w 2003 roku zmagał się już z wirusem SARS”. Tajwańska Regionalna Konferencja Biskupów ogłosiła, aby wierni w czasie liturgii nosili maseczki, przy wejściu do kościoła mierzona jest temperatura i dezynfekuje się ręce. W niektórych diecezjach zawieszono odprawianie mszy świętych. W Kaohsiungu biskup decyzje pozostawił poszczególnym parafiom.

  • JAPONIA

„Od Środy Popielcowej we wszystkich kościołach archidiecezji tokijskiej nie ma mszy świętych – mówi o. Paweł Janociński – a większość kościołów, wliczając w to największy kościół dominikański w Japonii, w Shibuya jest zamknięta na cztery spusty”. Choć nie ma codziennej mszy, to są sprawowane modlitwy południowe i wieczorne. Otwarty jest kościół św. Ignacego, będący centrum duszpasterskim katolickiej Japonii. Posługę pełnią w nim ojcowie jezuici. „Przynajmniej tam ludzie mogą pójść i się pomodlić” – dodaje o. Paweł. Istnieje za to możliwość odprawiania mszy świętych w małych grupach, co dotyczy zwłaszcza licznych żeńskich wspólnot zakonnych. Wyjątkiem w kościele japońskim jest diecezja Jokohama. Tam biskup pozostawił proboszczom możliwość decydowania, czy msza będzie odprawiana, czy też nie. Blisko 40 km od Tokio znajduje się amerykańska baza wojskowa Camp Zama, gdzie ojciec Paweł odprawił niedzielną mszę świętą, dołączając się do apelu prezydenta Trumpa, który ustanowił 15 marca Narodowym Dniem Modlitw.

  • AUSTRALIA

W Australii nie ma jeszcze tak drastycznych ograniczeń jak w Polsce czy innych krajach Europy. Ludzie zaczęli robić jednak zapasy, więc sklepy wprowadzają godziny, kiedy zakupy mogą robić tylko seniorzy. Szkoły pozostają otwarte, bo na podstawie doświadczenia z Szanghaju, ma to pomóc w kontroli rozprzestrzeniania się wirusa. Odwołane są natomiast imprezy gromadzące powyżej 500 uczestników, dlatego niektóre diecezje rezygnują z planowanych wydarzeń, nawet jeśli uczestniczyłoby w nich mniej 500 osób. Warto dodać, że ten dozwolony limit osób, jest na tyle wysoki, że rzadko w którym kościele ogranicza on publiczne sprawowanie Eucharystii. Ojciec Piotr Kruk mieszkający na przedmieściach Sydney, w diecezji Parramatta, opowiada, że uczelnia, na której polscy dominikanie są kapelanami (Western Sydney University) przenosi nauczanie do Internetu i zawiesza wszelkie publiczne zajęcia. W kościele zostały wprowadzone na razie tylko środki zaradcze: brak wody święconej, mycie rąk przed udzieleniem komunii św., ograniczenie w przekazywaniu znaku pokoju i udzielaniu komunii świętej do ust.

  • STANY ZJEDNOCZONE

Seattle, gdzie duszpasterzem akademickim przy dominikańskim klasztorze Najświętszego Sakramentu jest o. Marcin Szymański, stało się jednym z głównych centrów pandemii koronowirusa w USA. Uniwersytety przeszły na nauczanie online, msze święte zostały odwołane, kościoły pozostają jednak otwarte. „Przygotowujemy się do przeniesienia naszych regularnych tygodniowych spotkań online” – mówi o. Marcin. W aglomeracji San Francisco Bay Area liczącej około 7–8 mln. mieszkańców zdiagnozowano ponad 300 przypadków koronawirusa. Studiujący w Oakland bracia dominikanie Jacek Kępiński i Paweł Jamróz, oceniają, że w związku z epidemią działo się tam stosunkowo niewiele w porównaniu choćby do Polską: „Działania podjęte w kraju są oceniane w mediach jako niewystarczające. Większość decyzji zapada lokalnie, na poziomie hrabstw, ewentualnie poszczególnych stanów”. Restrykcje zaczęły obowiązywać również we wspólnocie klasztornej, do której należą polscy dominikanie. Magister zabronił podawania ręki czy innych bezpośrednich form kontaktu między braćmi.

  • IRLANDIA

Sytuacja w Europie jest różna, a w wielu krajach, w których jeszcze kilka dni temu tętniło normalne życie towarzyskie, tradycyjne miejsca spotkań pustoszeją. W niedzielę można było bez problemu iść do restauracji czy pubu w stolicy Irlandii. Pracujący wśród Polonii o. Cezary Binkiewicz z klasztoru Najświętszego Zbawiciela w Dublinie zauważa, że choć klika dni temu biskupi zalecili, by w kościołach liczba wiernych nie przekraczała 100 osób, co było postanowieniem władz państwowych, to jednocześnie nie zostały zamknięte galerie handlowe. Sytuacja zmieniła się jednak dość szybko. W minioną sobotę irlandzcy biskupi poinformowali w swoich diecezjach, że do 29 marca nie będzie publicznie sprawowanych mszy świętych, więc w niedzielę kapłani odprawiali je w prywatnych kaplicach. Kościoły mają jednak pozostawać otwarte.

Przełożony klasztoru dominikanów w Waterford, o. Krzysztof Kupczakiewicz, podkreśla, że o ile do tej pory w jego kościele modlitwa brewiarzowa odmawiana była publicznie z wiernymi, teraz została przeniesiona do wewnętrznej kaplicy klasztornej. „Modlimy się za chorych oraz za lekarzy, pielęgniarki i wszystkich na głównym froncie” – dodaje.

W klasztorze dominikanów w Galway, gdzie mieszka o. Marek Cul, codziennie jest sprawowana msza święta konwentualna, w której stara się uczestniczyć cała wspólnota klasztorna. „Wieczorem, po nieszporach odmawiamy wspólnie różaniec święty. Całość naszych modlitw jest transmitowana online i dostępna na naszej stronie internetowej. Bracia starają się prowadzić modlitwy bardziej starannie niż zwykle”. Z całą pewnością sytuacja mobilizuje braci do działania. „Nie wiem, czy to jest skutek epidemii – mówi o. Cul – czy też może świadomości, że wraz z nami modlą się przy swoich komputerach wierni, którzy są pozbawieniu bezpośredniego udziału w liturgii. W każdym bądź razie zaczęliśmy śpiewać hymny brewiarzowe, które do tej pory były recytowane”.

  • WŁOCHY

Zdecydowanie najbardziej dramatyczna sytuacja jest obecnie we Włoszech. Ojciec Michał Paluch, rektor Papieskiego Uniwersytetu Angelicum w Rzymie, podkreśla, że ulice miasta stały się puste, a wszyscy mieszkańcy Wiecznego Miasta poddani są obowiązkowej kwarantannie. Wychodząc do miasta należy przygotować sobie auto-usprawiedliwienie z podaniem swoich danych – określić ważny powód wyjścia z domu. „Angelicum przeszło w zeszłym tygodniu na wykładanie online. Pozwala to kontynuować pracę, ufamy, że będziemy mogli zaliczyć naszym studentom semestr” – mówi o. prof. Paluch. Mieszkając w wiekowych murach rzymskiej uczelni, jej rektor dodaje: „Na szczęście klasztor ma duże krużganki i ogród, więc warunki naszego odizolowania są stosunkowo komfortowe”.

  • NIEMCY

Dość trudna sytuacja jest w Niemczech. „Nim zamknięto wszystkie placówki oświatowo-kulturalne w Bawarii – opowiada o. Jan Kulik, proboszcz prowadzonej przez polskich dominikanów parafii Świętego Alberta i Wszystkich Świętych w Monachium – musieliśmy w trybie natychmiastowym zamknąć jako pierwsze nasze przedszkole, ponieważ u jednego dziecka wynik testu na wirusa okazał się pozytywny. Później odwołano bierzmowanie, które miało się odbyć u nas w najbliższą sobotę, z udziałem kardynała Reinharda Marxa”. Podobna sytuacja, również z podejrzeniem zarażenia koronawirusem jednego z dzieci, chodzącego do należącego do parafii przedszkola, miała miejsce w sąsiedniej parafii św. Gertrudy, gdzie proboszczem jest o. Maciej Złonkiewicz. W sobotę i niedzielę kościół przy Weyprechtstrasse był cały dzień otwarty. Niektórzy wierni przyszli pomodlić się w milczeniu, inni zjawili się, gdyż nie dotarła do nich informacja o odwołaniu mszy. Niektórzy prosili o sakrament spowiedzi lub o komunię. „W sobotę wieczorem i w niedzielę odprawiałem mszę w kaplicy domowej z udziałem kilku osób – opowiada proboszcz parafii. – Udzielałem chrztu Anicie, która niebawem ma iść do pierwszej komunii. Oprócz niej była tylko mama i matka chrzestna. Obrzęd ograniczony był do najściślejszego kręgu najbliższych. Takie zalecenia kurii”. Mówiąc o ograniczeniach i niebezpieczeństwie związanym z szybkim rozprzestrzenianiem się choroby, o. Jan Kulik wraca wspomnieniami do nie tak dawnej historii: „mnie osobiście przypomina to wszystko podobny czas niepewności, strachu, lęku przed przyszłością, kiedy to w 1981 roku generał Jaruzelski wprowadził stan wojenny, mundurowi na ulicach, czołgi… ale wtedy wróg był przynajmniej widzialny. Przypominają mi się słowa taty: »Boisz się? Nie bój się. Bóg jest większy od tego wszystkiego«”.

  • BELGIA

Polscy dominikanie obecni są również w Belgii. Tak sytuację opisuje o. Mateusz Łuksza, mieszkający w Liège: „jest spokojnie, chociaż bary, restauracje, szkoły są zamknięte. Bez paniki, ale ludzie chyba w większości stosują się do zarządzeń rządu. W ubiegły czwartek biskupi anulowali msze aż do 3 kwietnia. Dzisiaj wszyscy w klasztorze byliśmy obecni na obiedzie, co zdarza się naprawdę rzadko. Staramy się nie wychodzić. W związku z tym, że ludzie nie mają możliwości uczestnictwa we mszy, my również jej nie odprawiamy. Gromadzimy się na lekturze Słowa”.

  • UKRAINA

Choć odnotowano już pierwsze przypadki zachorowania na COVID-19 u naszych wschodnich sąsiadów, to jednak reakcje władz państwowych i kościelnych wydają się być tam powolniejsze. W Chmielnickim na Ukrainie dopiero od wtorku, 17 marca, zaczął się okres poważnej kwarantanny, a więc nie tylko zamknięcia szkół i uniwersytetów, co miało miejsce w ubiegłym tygodniu, lecz także restauracji, sklepów, instytucji kulturalnych itp. Opowiada o. Jakub Gonciarz: „W minioną niedzielę, zgodnie z zaleceniami miejscowych biskupów, w parafii Chrystusa Króla, gdzie w wolnych chwilach posługujemy, zostały wprowadzone dwie dodatkowe msze święte, by umożliwić wiernym zgromadzenie się w mniejszych wspólnotach. Wyraźnie spadła frekwencja na wszystkich mszach (w sumie ośmiu), co np. oznacza, że na odprawianej przeze mnie »dziewiętnastce« było ok. 300 osób. Przez cały dzień trwała spowiedź. Komunia bez zmian, czyli do ust pod dwoma postaciami. Wprowadzono jednak: dezynfekcję rąk posługujących, usunięto wodę święconą, ograniczono znaku pokoju, odwołano wszelkie spotkania duszpasterskie i katechezy. A z drugiej strony, pod koniec tygodnia mają się odbyć rekolekcje parafialne. Także rekolekcje, na które nas zaproszono w innych parafiach, mają się odbywać zgodnie z planem”.
We Lwowie jeszcze w niedzielę życie toczyło się w miarę normalnie. Jednak sytuacja zaostrzyła się na tyle, że również dominikanie zawiesili prowadzenie zajęć w duszpasterstwie akademickim. Ponieważ na msze święte w tygodniu przychodzi niewiele osób, będą one odprawiane jak dotychczas. W mieście zostały zamknięte sklepy i punkty usługowe. Jak stwierdził o. Tomasz Słowiński, jeden z trzech dominikanów Polskiej Prowincji posługujący we Lwowie: „Gonimy Polskę!”.

  • ROSJA

Inaczej sytuację ocenia o. Krzysztof Bujak, proboszcz parafii rzymskokatolickiej w Kursku, leżącym 550 km na południe od Moskwy oraz gromadzący się tam wierni: „Reakcje naszych parafian, w każdym razie tych, którzy regularnie przychodzą na mszę św., być może kogoś oburzą. Ludzie z większą uwagą śledzą to, co się dzieje w Polsce, bo czują z nią więź albo przez jakieś korzenie rodzinne, albo dlatego, że uważają ją za kraj ludzi wierzących; też większość tutejszych proboszczów była Polakami. Gdy dowiedzieli się o zamykaniu w niektórych miejscach kościołów w niedziele, reagowali zdziwieniem, niedowierzaniem i nierzadko rozczarowaniem. Wielu uważa, że to, co się dzieje wokół tej kolejnej epidemii, to psychoza nakręcana przez media. Nie mogą tylko zrozumieć, dlaczego poddają się jej chrześcijanie, w tym także biskupi i księża. Jeden ze studentów powiedział: „kult zdrowia”. Ojciec Krzysztof dodaje: „Dla mnie osobiście wielkim bólem było to, że w awangardzie zamykania kościołów w niedziele były nasze największe klasztory. Po raz kolejny poczułem wielką wdzięczność Bogu, że pozwala mi żyć i pracować w Rosji”.

  • CZECHY

W stolicy Czech ojcowie Błażej Matusiak i Maciej Niedzielski prowadzą polską parafię przy klasztorze i kościele dominikanów. „Początkowo – mówi o. Błażej – obowiązywał zakaz zgromadzeń powyżej stu osób. W związku z tym w polskiej parafii zamierzaliśmy odprawić dwie msze, jedna po drugiej. Kiedy przyszło ograniczenie do 30 osób, wszystko się zmieniło. Teraz w dni powszednie odprawiana jest w południe msza konwentualna z udziałem dominikanek czynnych z pobliskiego klasztoru, dostępna także dla pracowników przebywających w budynku”. Pochodzący z Torunia dominikanin ma mocne postanowienie, żeby unikać szerzenia i przyjmowania niepotrzebnych treści (panika, defetyzm, niesprawdzone informacje). A ponieważ jest znawcą i miłośnikiem muzyki klasycznej, zachęca do korzystanie z oferty Berlińskich Filharmoników.

* * *

Nie on jeden jako sposób na radzenie sobie z zaistniałą sytuacją poleca obcowanie ze sztuką. Ojciec Wojciech Giertych, teolog Domu Papieskiego, który od 14 lat mieszka w Watykanie, właśnie skończył czytać po angielsku powieść napisaną przez świętego kardynała J. H. Newmana, pt. „Callista”. Rzecz dzieje się w Afryce, czyli dzisiejszej Tunezji w czasach świętego Cypriana z Kartaginy. „Polecam lekturę! – stwierdza papieski teolog. – Dobrze robi czytanie dzieł świętych, nawet tych lekkich”.

Jarosław Krawiec OP,  dyrektor Sekretariatu Misyjnego

Za: www.dominikanie.pl