2016.08.21 – Mississauga – Abp S. Gądecki, Apostolstwo i heroiczna miłość. Święto patronalne św. Maksymiliana Marii Kolbe

Abp Stanisław Gądecki

Apostolstwo i heroiczna miłość. Święto patronalne św. Maksymiliana Marii Kolbe

21 sierpnia 2016 – Mississauga

W dniu patronalnym tutejszej parafii podejmijmy refleksję nad dwoma sprawami ściśle związanymi z dzisiejszą Ewangelią, które wciąż dręczą człowieka religijnego. Z jednej strony nad pytaniem: czy znajdę się pośród nielicznych zbawionych? Z drugiej strony, – czy jestem zdolny do przejścia przez wąską bramę, czy jestem zdolny do heroicznej miłości, jakiej przykład zostawił nam patron Waszej parafii – św. Maksymilian Kolbe?

1. „CZY TYLKO NIELICZNI BĘDĄ ZBAWIENI?”

a. Najpierw pierwsza sprawa, czyli pytanie: „Czy tylko nieliczni [ολιγοι] będą zbawieni?” (Łk 13,23). Nad tym problemem zastanawiało się wielu teologów; ilu ludzi wejdzie do nieba, a ilu się potępi. W zależności od swego teologicznego przygotowania dawali oni różne odpowiedzi na to pytanie. Jedni mówili o piekle zapełnionym aż po brzegi, w którym znajdzie się prawie cała ludzkość. Inni – o całkowicie pustym piekle. Jeszcze inni przeczyli w ogóle istnienie piekła.

Nie wszyscy oni pamiętali o tym, że odpowiedzi na to pytanie udzielił wcześniej sam Jezus. Z jednej strony powiedział – w zda się pesymistycznej tonie: „Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało [ολιγοι] jest takich, którzy ją znajdują” (Mt 7,14). Ten pesymistyczny osąd nasz Zbawiciel uzupełnił jednak optymistycznym sądem: „Lecz powiadam wam: Wielu [πολλοι] przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim…” (Mt 8,11-12). Ostatecznie więc – co potwierdza Apokalipsa – do królestwa Bożego dostanie się wielu świętych pochodzących z pogańskich narodów: „Potem ujrzałem: a oto wielki tłum [οχλος πολυς] , którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem…” (Ap 7,9) (Augustyn, Sermo 111,1-2).

b. Jeśli więc idzie o liczbę zbawionych, to Pan Bóg nie stawia nam – ze swej strony – żadnych przeszkód. Opus Dei, czyli Dzieło Boże już zostało wykonane. Jezus Chrystus – przez swoją śmierć i zmartwychwstanie – już dokonał zbawienia wszystkich ludzi, ponieważ Bóg pragnie, aby każdy stworzony przez Niego człowiek znalazł się w Jego domu. On „który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tym 2,4).

Pozostaje nam jednak do wykonania opus hominis, czyli dzieło człowieka. Pozostaje nasz osobisty wysiłek naśladowania Chrystusa, brania na siebie własnego krzyża i ofiarowania własnego życia na służbę bliźnim.

Nie wystarczy tylko pragnąć zbawienia. Nie wystarczy liczyć na to, że Pan Bóg przyjmie nas takimi, jakimi jesteśmy. Nie wystarczy przynależność do określonego narodu, instytucji czy tradycji. Nie wystarczy sama wiedza o Jezusie, o Ewangelii i chrześcijaństwie. Od strony pozytywnej potrzebne są czyny; potrzeba jest „oliwa” sprawiedliwych czynów w naszych rękach: „Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21), czyli człowiek sprawiedliwy.

Tak to – w dniu ostatecznym – nie będziemy sądzeni na podstawie domniemanych przywilejów, ale na podstawie naszych uczynków. Na podstawie dobroci serca, pokory, umiarkowania, miłosierdzia, umiłowaniu sprawiedliwości i prawdy oraz szczerego zaangażowania się na rzecz pokoju i pojednania. To jest „paszport”, który pozwala nam wejść do życia wiecznego (por. Benedykt XVI, Rozważanie przed modlitwą „Anioł Pański” – 26.08.2007).

Jeśli ktoś nie osiąga zbawienia, to nie dzieje się tak z winy Boga, ale z winy samego człowieka, który świadomie i dobrowolnie wszedł na drogę zła nie chce z niej zejść. Ci, którzy dobrowolnie wybrali nieprawość i nie chcą zaprzestać jej czynienia, usłyszą surowe słowa Zbawiciela: „Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!” (Łk 13,27)

c. „Usiłujcie wejść przez ciasną bramę” (Łk 13,23). Co oznacza owa „ciasna brama”? Czy chodzi tu o przejście zarezerwowane dla nielicznych wybranych? Nie, przesłanie Chrystusa jest wprost przeciwne: wszyscy mogą wejść do życia wiecznego, lecz jednocześnie dla wszystkich te drzwi są ciasne. Wejście do życia wiecznego jest otwarte dla wszystkich, ale jest „ciasne”, czyli wymaga od człowieka przejścia przez „przesmyk krzyża”. Tak, tą ciasną „Bramą” królestwa Bożego jest sam Chrystus. „Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9).

Do przejście przez „ciasne drzwi” można przygotować się tylko podczas życia ziemskiego. W chwili naszej śmierci brama zostaje dla człowieka nieodwołalnie zamknięta; skończył się dla niego czas zasługiwania. Po śmierci jest się albo po jednej albo po drugiej stronie „drzwi” królestwa Bożego, czyli w niebie albo w piekle. Dusze znajdujące się w czyśćcu są już „za drzwiami królestwa”, ale jakby w „przedsionku”, gdzie muszą się jeszcze oczyścić i dojść do miłości doskonałej.

d. „Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi” (Łk 13,30). „Pierwsi” to Żydzi, którzy zostali wybrani przez Boga na samym początku. „Ostatni” to wszystkie inne narody, które poznały Chrystusa później. „Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi”.

Ostatecznie jednak pierwszeństwo w królestwie Bożym nie zależy od narodowości, ale od naśladowania ducha Chrystusowego: „A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,27-28).

Tak więc – odpowiadając na pytanie „Czy tylko nieliczni będą zbawieni?” – Jezus mówi o rzeczach, które nie bardzo nam się podobają. Ale właśnie dlatego, że nic nie ukrywa, wskazuje nam prawdziwą choć trudną drogę do radości. I właśnie z tej racji jest to dla nas Dobra Nowina, którą możemy przyjąć tylko z wdzięcznością i z uległością (por. Klemens Stock SJ, Droga do radości).

2. ŚW. MAKSYMILIAN KOLBE

Na wezwanie do przejścia przez „ciasną bramę” św. Maksymilian Kolbe udzielił konkretnej odpowiedzi w dwojaki sposób; przez gorliwe apostolstwo oraz przez heroiczną miłość.

a. apostolstwo

Najpierw zrozumiał, że mamy nie tylko sami wsłuchiwać się w Słowo Boże i nim żyć, ale że trzeba jednocześnie przekazywać je innym, tak by ono drugiego człowieka uszczęśliwiało, doskonaliło i pomagało mu w osiągnięciu zbawienia wiecznego.
Pod wrażeniem szeroko zakrojonej akcji antykatolickiej, której był świadkiem w Rzymie w czasie swoich studiów, Maksymilian założył Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae), którego celem było właśnie apostolstwo. Dla realizacji tego celu członkowie Rycerstwa mieli oddawać się na całkowitą i wyłączną służbę Niepokalanej. Temu programowi Kolbe poświęcił się z całym zapałem i pozostał mu wierny aż do śmierci

Gdy w roku 1936 na kapitule prowincjalnej został wybrany przełożonym Niepokalanowa opuścił Japonię i – po sześciu latach nieobecności – powrócił do kraju. Od tego momentu sława polskiego Niepokalanowa nieustannie rosła. Co roku zgłaszało się do niego ok. 1800 kandydatów. O. Kolbe osobiście przyjmował ok. 100 zgłaszających się, stosując bardzo surową selekcję. W ten sposób w 1939 roku Niepokalanów liczył już 13 ojców, 18 kleryków-nowicjuszów, 527 braci profesów, 82 kandydatów na braci i 122 chłopców w małym seminarium.

Wydawany przez niego Rycerz Niepokalanej osiągnął nakład 750 tys. egzemplarzy. Rycerzyk Niepokalanej i Mały Rycerzyk Niepokalanej miały łączny nakład 221 tys. egzemplarzy. Mały Dziennik – nakład codzienny 137 tys., a niedzielny – 225 tys. egzemplarzy. Ponadto drukowano jeszcze Informator Rycerstwa Niepokalanej, Biuletyn Misyjny i Echo Niepokalanowa. Kalendarz Niepokalanej w 1937 roku liczył 440 tys. egzemplarzy nakładu. Było to prawdziwe apostolstwo prowadzone z ogromnym rozmachem pośród prostych ludzi. W służbie dla nich Kolbe starał się zaangażować dostępne mu zdobycze techniczne. W roku 1938 zbudował radiową stację nadawczą, myślał również o wybudowaniu lotniska (por. kard. Karol Wojtyła, Konferencja prasowa. Rzym, Sala Stampa – 14.10.1971).

Zaczynając od niczego i nie zważając na opinię tych, którzy z nieufnością patrzyli na zakonnika zaangażowanego w apostolstwie prasy, będąc przy tym człowiekiem wątłego zdrowia (mającym tylko ćwierć płuca) Kolbe stał się prekursorem w dziedzinie katolickich środków masowego przekazu. Jego duchowa orka przygotowała Polskę na próbę krwi, która – w czasie drugiej wojny światowej – pociągnęła za sobą śmierć ok. 6 milionów polskich obywateli.

b. heroiczna miłość

Ale św. Maksymilian to nie tylko apostolstwo. To przede wszystkim duch ożywiający to apostolstwo, czyli heroiczna miłość do Boga i człowieka. Tę miłość zdobywał on zarówno w trakcie swojego życia aktywnego, jak i jako więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego.

Auschwitz to miejsce, w którym odczuwało się szczególną degradację człowieka, gdzie wielu ludzi przeżywały kryzys człowieczeństwa. Gdzie odnosiło się wrażenie, że cały świat tonie w nienawiści. Po wyzwoleniu obozu wielu byłych więźniów podejrzewano o to, że przeżyli kosztem innych (kradnąc jedzenie, brutalnie walcząc o lepsze miejsce pracy, współpracując z SS jako funkcyjni itp. (por. ks. Manfred Deselars, Czy św. Maksymilian Maria Kolbe popełnił samobójstwo?)

I oto niespodziewanie w tym horrendalnym miejscu nastąpił wstrząs, będący następstwem heroicznej decyzji 47. letniego Ojca Kolbe. Tą decyzją wydał on samego siebie na dwa tygodnie powolnego umierania z głodu, a jednocześnie – jako ksiądz – stał się towarzyszem innych więźniów skazanych na śmierć, którym pomagał umrzeć. „Faktem jest, że od momentu, gdy ojciec Kolbe znalazł się pośród nich, ci nieszczęśliwi poczuli się nagle otoczeni opieką i chronieni, a w celach gdzie oczekiwali bezlitosnego zakończenia dramatu, zaczęły rozbrzmiewać modlitwy i śpiewy. Oprawcy sami byli tym wstrząśnięci: „Czegoś takiego nigdy nie widzieliśmy” – mówili.

Znalazł się wśród nas ktoś, „kto w tę noc duchową wysoko wznosi sztandar miłości… Był to wstrząs pełen optymizmu, regenerujący i dodający sił… Mówienie o tym, że Ojciec Maksymilian umarł dla jednego z nas lub dla jego rodziny jest co najmniej uproszczeniem sprawy. Ta śmierć była ratunkiem dla tysięcy ludzi i na tym polega wielkość tej śmierci” (inż. J. Bielecki – więzień Auschwitz).

W chwili, gdy niektórzy chrześcijanie tracą własną tożsamość, ojciec Maksymilian Kolbe staje pośród nas nie po to, aby pouczać nas teologicznymi wywodami, ale by uczyć nas swoim życiem i śmiercią, by złożyć świadectwo „największej miłości”. Zapewne heroizm nie jest dostępny dla wszystkich, ale czy zaniechanie dążenia do heroizmu nie jest porażką? (por. kard. Karol Wojtyła, Konferencja prasowa. Rzym, Sala Stampa – 14.10.1971).

Słowa ojca Kolbe: „Tylko sama miłość jest twórcza” górują nad polityką, egoizmem, przemocą i zaślepioną pychą ludzi żyjących bez Ewangelii. Ono powinno się wyryć w naszych duszach i w nowej historii świata. Jest to nauka, którą ojciec Kolbe zdobył w szkole Maryi, którą ciągle przekazuje i zawsze będzie przekazywać Kościołowi i światu (por. Papież Paweł VI, Papież Paweł VI, Homilia podczas Mszy Świętej beatyfikacyjnej, Watykan – 17.10.1971).

ZAKOŃCZENIE

Medytując nad tym wszystkim, prośmy na koniec naszego świętego patrona w intencji tutejszych duszpasterzy oraz w intencji wszystkich wiernych związanych z tą parafią:

Święty Maksymilianie, wyrażając nasz podziw dla twojej gorliwości apostolskiej, prowadzącej Lud Boży do wiary w Chrystusa i czci dla Jego Niepokalanej Matki, prosimy cię, spraw, abyśmy i my mogli ze wszystkich naszych sił pracować w służbie królestwa Bożego.

Podziwiając twoją heroiczną ofiarę miłości – dzięki której dobrowolnie oddałeś swoje życie dla ocalenia życia brata – prosimy cię, pomóż nam, abyśmy nigdy nie zapomnieli o tym, że wiara w Chrystusa jest jedynym zwycięstwem, które pokonuje zło.