Pożegnania: pogrzeb śp. ks. Stanisława Łukasika SCJ

Dla wielu z nas to może dzień smutny, bo każdy pogrzeb jest momentem smutku i żałoby, ale nie beznadziei, bo Bogu bogatemu w miłosierdzie przedstawiamy tego, którego ogarniamy dziś wdzięcznością za powołanie, życie zakonne, kapłaństwo, ale także za ludzkie gesty braterstwa, przyjaźni i dobroci – powiedział ks. bp Józef Wróbel podczas Mszy św. 14 stycznia w Stadnikach na pogrzebie śp. ks. Stanisława Łukasika, sercanina.

Razem z Księdzem Biskupem, eucharystyczną ofiarę za zmarłym 9 stycznia w domu zakonnym w Pliszczynie ks. Stanisławem, sprawowali liczni sercanie przybyli z kraju i zagranicy (Austrii, Niemiec, Ukrainy, Słowacji, Białorusi). Wcześniej rektor seminarium ks. Artur Sanecki przewodniczył wprowadzeniu trumny z ciałem Zmarłego do kościoła, gdzie modlono się na różańcu wspólnie z najbliższą rodziną Zmarłego Kapłana, rodakami z Węglówki, przedstawicielami parafii z Pliszczyna, klerykami, postulantami, nowicjuszami i znajomymi ks. Stanisława.

Sobotni poranek. Wigilia uroczystości Chrztu Chrystusa, która zamyka tak bardzo nam wszystkim bliski liturgiczny okres Narodzenia Pańskiego. Ten piękny dzień okazał się także, z woli
Opatrzności, zakończeniem ziemskiej pielgrzymki naszego Drogiego Współbrata
– mówił w homilii pogrzebowej ks. Kazimierz Sławiński, który razem z ks. Stanisławem pracował w Austrii.

Wolno nam przypuszczać, a przede wszystkim z wiarą spodziewać się, że we wspomniany sobotni poranek Ks. Stanisław, ujęty za rękę przez swego Mistrza i Pana, usłyszał od Niego te kojące słowa: Nie trwóż się! To Ja, który przychodzę, aby cię zabrać do siebie, abyś i ty był tam, gdzie Ja jestem.

Kaznodzieja przypomniał historię życia i powołania ks. Stanisława podkreślając trudne wydarzenia z lat dzieciństwa i młodości. Był czwartym dzieckiem z siedmiorga rodzeństwa. Po śmierci ojca w 1941 r., który był kowalem w Węglówce, troje rodzeństwa zostało wywiezionych na przymusowe roboty do Niemiec. Jako czternastoletni chłopiec pracował w kuźni i na gospodarstwie. A pod koniec wojny razem z innymi rówieśnikami zmuszony był przez okupanta do kopania rowów obronnych. Po wojnie terminował u kowala w Krakowie, jednak myślał o kapłaństwie. Pielgrzymował w tej intencji na Jasną Górę. Niebawem dołączył do swego młodszego brata Władysława, który wstąpił do małego seminarium Księży Sercanów w Krakowie Płaszowie.
Ówczesny rektor ks. Michał Wietecha odwiedził dom rodzinny Łukasików i po rozmowie z matką przyjął 19-letniego Stanisława do małego seminarium. Na drogę otrzymał od matki cztery koszule i koc. Po ukończeniu gimnazjum w grudniu 1948 r. został nowicjuszem w Stadnikach. 20 grudnia 1949 r. złożył pierwszą profesję, natomiast po dwóch latach nauki w Tarnowie razem z bratem zdał maturę. W latach 1952-56 studiował w Seminarium Diecezjalnym w Tarnowie i gdy do święceń kapłańskich pozostało dwa i pół miesiąca, umarła matka. Święcenia otrzymał razem z bratem 24 czerwca 1956 r. z rąk bpa Karola Pękali.

W domu musiała panować prawdziwie religijna atmosfera, skoro spośród siedmiorga rodzeństwa, aż czworo poświęciło się na służbę Bogu w życiu zakonnym – podkreślił ks. Sławiński. (nieżyjąca już siostra była Franciszkanką Rodziny Maryi. Trzej bracia: Stanisław, Władysław inajmłodszy z rodzeństwa Andrzej zostali Sercanami)

Po święceniach przez 2 lata pracował ks. Stanisław w krakowskim biurze dla dobroczyńców, a potem studiował romanistykę na KUL-u oraz filologię francuską. W Stadnikach był wykładowcą języków: francuskiego, łaciny i angielskiego. Stąd przez 5 lat dojeżdżał do Tarnowa, by uczyć tam języka francuskiego sercańskich licealistów. Pracował także duszpastersko pomagając w różnych parafiach. W roku 1981 wyjechał na misje do ówczesnego Zairu (Kongo), gdzie na różnych placówkach pracował przez 6 lat. Od 1988 r. pracował przez 14 lat w Austrii w kilku parafiach razem z innymi sercanami z Polski i Niemiec. Organizował w tym czasie spotkania polskich rodzin. W 75 roku życia wrócił do Polski i zamieszkał w Pliszczynie, skąd udawał się z pomocą sercanom na Ukrainie i Białorusi.

Chciał być nadal aktywny i to nie tylko jako już od lat zapalony sportowiec i cierpliwie ćwiczący grę na różnych instrumentach. Jego kapłańskie serce podpowiadało mu podjęcie pracy duszpasterskiej poza naszymi wschodnimi granicami. Chciał tam koniecznie pojechać, ale trudności wizowe, a przede wszystkim doznanie bolesnego wylewu, oddaliło, jak się okazało na zawsze, taką perspektywę – kontynuował Kaznodzieja, zauważając jego życzliwość dla potrzebujących pomocy.

W całym swoim życiu był naprawdę człowiekiem Bożym. Rozumiał, jak bardzo ważne jest, byśmy jako kapłani pierwsi szczerze i wielkodusznie odpowiedzieli na powołanie do świętości, które Bóg kieruje do wszystkich ochrzczonych. Zdawał sobie sprawę, że droga do świętości wiedzie przede wszystkim przez modlitwę i nic nie zdoła jej zastąpić – dodał ks. Sławiński, dziękując Zmarłemu za świadectwo radosnego i ofiarnego kapłaństwa.

Nie zostawiłeś nam w spuściźnie wielu rzeczy napisanych, ale czyniłeś rzeczy warte napisania. Całym swoim życiem udowodniłeś, że są wartości, którym warto się poświęcić – zakończył swą homilię.

O bogatym w wielkie ideały życie zakonne i kapłańskie ks. Stanisława mówił także prowincjał ks. Tadeusz Michałek, nazywając Zmarłego jednym z mocnych kolumn Zgromadzenia i Prowincji. Podziękował za pracę jako wykładowcy, misjonarza, duszpasterza, a szczególnie za postawę ducha i wartości, którymi żył i w które wierzył.

Dziękujemy za ducha radości i entuzjazmu, umiłowania młodych i sportu, za wciąż obecne marzenia do podejmowania nowych wyzwań – mówił Ksiądz Prowincjał, wspominając, że mimo choroby ks. Stanisław jeszcze niedawno prosił o wyjazd do pracy na Ukrainę. Ks. Michałek podziękował także wszystkim za obecność i modlitwę, a rektorowi i wspólnocie w Pliszczynie za opiekę nad ks. Stanisławem.

Na koniec wszystkim biorącym udział w obrzędzie pogrzebowym podziękował jego brat, ks. Władysław Łukasik.

Zmarły śp. ks. Stanisław Łukasik został pochowany na cmentarzu w Stadnikach. W drodze na cmentarz kondukt żałobny prowadził ks. Jan Strzałka, przełożony domu, w którym przebywał w ostatnich latach ks. Stanisław i w którym w sobotni poranek odszedł do domu Ojca.

Ks. Andrzej Sawulski SCJ

Za: www.sercanie.pl