Ekwador – Dwaj salezjanie wyszli cało z katastrofy samolotu

W środę, 14 maja, w mieście Macas lekki samolot „Cessna”, którym lecieli salezjanie: ks. Domenico Bottasso i ks. Marcelo Coronel Álvarez, a wraz z nimi wolontariusz, pochodzący z plemienia Shuar, i pilot Paúl Cruz,  roztrzaskał się o ziemię. Pomimo tego wypadku pasażerom nic się nie stało.

Pilot opowiada, że o godz. 15.55 dostał pozwolenie z wieży kontrolnej na lądowanie na lotnisku „Edmundo Carvajal” w Macas. Samolot wylądował bez problemów, ale podczas gdy mijał północny kraniec pasa, pan Cruz zauważył, że z kabiny wydobywa się dym, pochodzący ze środkowej części radia. „Poinformowałem wieżę kontrolną, że wracam na płytę. Skręciłem w lewo i coś zadzwoniło. Hałas dochodził z tylnej części silnika” – opowiada.

Kiedy próbował zawrócić na lotnisko, dym już wypełnił kabinę samolotu, i przy tej znikomej widoczności, jaka panowała, pilot chciał poderwać samolot, by przelecieć nad drogą “Padre Juan Vigña”, zauważył jednak, że ten manewr uniemożliwiają mu niektóre znajdujące się tam drzewa. “By się ratować pociągnąłem drążek sterowy ze wszystkich sił, jakie miałem, wtedy samolot wzniósł się w górę i poczułem jak coś elastycznego ściąga mnie do tyłu: to były przewody (wysokiego napięcia), których w ogóle nie widziałem” – dodaje pan Cruz.

W wyniku tego zdarzenia samolot zapalił się i upadł. Pięciu pasażerom udało się wyjść z płomieni bez szwanku. Później szpital IESS w Macas potwierdził ich dobry stan zdrowia.

Wspólnota salezjańska z Ekwadoru dziękuje Bogu i Maryi Wspomożycielce za uratowanie pasażerów samolotu, salezjanów i świeckich.

Za: www.infoans.org.