Polak w Chinach przed narodzinami Marco Polo

18 listopada 1247 roku, na siedem (!) lat przed narodzinami słynnego podróżnika Marco Polo, franciszkanie Jan z Pian del Carpine i Benedykt Polak powrócili do Lyonu? Skąd? Z dworu wielkich chanów mongolskich, na który udali się z polecenia papieża Innocentego IV.

Wielki wenecki podróżnik i gawędziarz Marco Polo już na początku swojej księgi „Opisanie świata” stwierdza, wspominając swoją podróż na Wschód, że od kiedy Pan Bóg stworzył Adama, nie było na świecie człowieka, który by tyle cudowności widział co on. Trudno ocenić, ile cudowności widzieli franciszkanie Jan z Pian del Carpine i Benedykt Polak podczas podobnej wyprawy, ale pewne jest, że zdążyli z niej szczęśliwie wrócić do domu siedem lat przed narodzinami sławnego Wenecjanina. Franciszkańscy wysłannicy Innocentego IV odbyli swą podróż do chana Gujuka w Karakorum w latach 1245-1247, natomiast Marco Polo przyszedł na świat w roku 1254, a w podróż do chana Kubilaja jako siedemnastolatek wyruszył wraz z ojcem Niccolò i stryjem Matteo w 1271 roku. Jego dzieło spisane w genueńskiej niewoli przez Rusticella z Pizy – jak sam tłumaczy – trochę dla zabicia czasu, trochę dla uciechy czytelnika, stało się niewątpliwie jednym z najpoczytniejszych tekstów w historii. Wystarczy wspomnieć, że sam Krzysztof Kolumb dysponował jednym z egzemplarzy, na którym poczynił notatki podczas swoich wypraw, a który do dziś przechowywany jest w Sewilli. Trzeba jednak pamiętać, że pierwsze informacje o ziemiach Wielkiego Imperium Mongolskiego z opisami podróży, zwyczajów, zachowań dają świadectwa franciszkańskich emisariuszy papieskich.

[…] Papież Innocenty IV miał poważny problem. W ekskomunikowanym imperatorze Fryderyku II nie mógł szukać oparcia, a wieści o nieokiełznanych najeźdźcach ze Wschodu nie napawały nadzieją. Atmosferę horroru podgrzewała tajemniczość wojowników, pojawiających się niczym Jeźdźcy Apokalipsy, potrafiących przebyć w jedną dobę odległość nawet stu kilometrów. Nie znano ich kultury, wierzeń, zwyczajów, taktyki wojennej, planów, aspiracji. Średniowieczni skrybowie – bazując na własnych obserwacjach i na nie zawsze do końca wiarygodnych opowieściach – próbowali charakteryzować tę zatrważającą i niebezpieczną hordę, pustoszącą kolejne połacie chrześcijańskiej ziemi. Benedyktyński kronikarz Matteo Paris z Sant’Albano w 1240 roku pisał o nich, że są odczłowieczeni, bardziej przypominają bestie niż ludzi, sycą się krwią, pożerają psie i ludzkie mięso, ubrani w skóry, niskiego wzrostu, masywnej budowy, krzepcy, zwarci, w boju niezwyciężeni.

Summus Pontifex zaniepokojony sytuacją chrześcijańskiej Europy, jeszcze przed zwołaniem soboru Lyońskiego, przekazał bullę „Cum non solum” z 13 marca 1245 roku skierowaną do władcy Mongołów legatowi, którym został zasłużony już wtedy franciszkanin Jan. Urodził się w Pian del Carpine nieopodal Perugii, był rówieśnikiem świętego Franciszka z Asyżu, jednym z pierwszych jego towarzyszy i jednym z najaktywniejszych misjonarzy i krzewicieli minoryckiego stylu życia. Znalazł się w drugiej, dobrze już przygotowanej wyprawie do Niemiec wraz z innymi znakomitymi postaciami z historii franciszkanizmu: Tomaszem z Celano, Jordanem z Giano, Cezarym ze Spiry. Papież wiedział, komu powierza misję, choć i tak nadzieja na jej powodzenie wymagała wielkiej wiary. Warto zauważyć, że Jan miał już ponad sześćdziesiąt lat, ale był za to doświadczonym dyplomatą, a przy tym człowiekiem skromnym i przystępnym; jego towarzysz też nie był już młodzieńcem. Często w opisach wyprawy do Karakorum o Benedykcie Polaku wspomina się zaledwie na marginesie, trzeba jednak uznać, że bez niego legacja skazana byłaby na niepowodzenie, służył bowiem – o czym w swoim dziele pisze sam Carpini – jako tłumacz, a wrodzonego sprytu, przezorności i hartu ducha też mu nie brakowało.

Można się zastanawiać, jak to się stało, że jedynie ta wyprawa zakończyła się szczęśliwie, wysłannicy dotarli w końcu do celu podróży, dostarczyli Gujukowi papieski list i powrócili żywi, skąd przybyli. Trzy inne legacje zakończyły się fiaskiem. Sam fakt, że chodziło o franciszkanów usposobionych pokojowo, znających ważne zalecenia ich duchowego przywódcy, brata Franciszka, był ich ogromnym atutem. Wiedzieli, że – jak można przeczytać w Regule zatwierdzonej – mają iść przez świat, nie wszczynając kłótni, nie spierając się na słowa i absolutnie nie osądzając innych. Mają za to być pokorni, spokojni, skromni, zawsze łagodni, a rozmawiać – nie pogardzając nikim – ze wszystkimi i to tak, jak trzeba. W tym zaś względzie jedno z Napomnień przestrzega, by bracia  roztropnie przewidywali, co należy mówić i opowiadać. Jako bracia mniejsi wiedzieli też, że wchodząc do któregokolwiek domu, mają używać ewangelicznego pozdrowienia „Pokój temu domowi”, a tam, jeśli ktoś okaże gościnę, mogą jeść i pić to, co im podadzą, co w zetknięciu z innymi kulturami też nie było bez znaczenia.

[…] Święty Bonawentura jako generał zakonu w komentarzu do reguły napisał, że kto chce zostać franciszkaninem, musi być gotowy na męczeństwo. Świadomość możliwego męczeństwa uzdalnia człowieka do spojrzenia na siebie, na ziemskie życie, na podejmowane zadania w zupełnie nowej perspektywie. Jan i Benedykt byli realistami i wiedzieli doskonale, jak może się zakończyć taka ich wyprawa. Będąc jednak realistami, mieli też przekonanie, że nie można liczyć tylko na własną wiedzę i zręczność, ale warto roztropnie słuchać dobrych rad, wiedzieć, do kogo się udać po pomoc. O takiej roztropności świadczył bez wątpienia doskonały ekwipunek, jaki z pomocą książąt przygotowali na drogę: przede wszystkim bobrowe i borsucze futra jako dary otwierające kolejne wrota wschodniego świata.

Wyprawa ta przetarła szlaki kolejnym podróżnikom, dostarczając też konkretnej wiedzy o pokonanej drodze, o warunkach klimatycznych, o spotkanych ludziach, o zwyczajach… – pisze we wstępie do książki „Między papieżem a wielkim chanem. O franciszkanach w Azji środkowo-wschodniej” jej redaktor, o. Andrzej Zając OFMConv. Publikacja ta jest interdyscyplinarną monografią, której centralnym elementem jest spektakularna franciszkańska ekspedycja wysłana przez papieża Innocentego IV do władcy Imperium Mongolskiego w latach czterdziestych XIII wieku.

Książka powstała jako efekt konferencji naukowej poświęconej franciszkanom w Azji środkowo-wschodniej, a zorganizowanej przez Instytutu Studiów Franciszkańskich w Krakowie.

Więcej na temat publikacji i jej dostępności na stronie: isf.edu.pl.

Za: www.franciszkanie.pl