Home DokumentyReferaty, Konferencje, ArtykułyTeologia życia konsekrowanego Napiórkowski Celestyn OFMConv, Współczesny wydźwięk kerygmatycznego charakteru teologi św. Bonawentury

Napiórkowski Celestyn OFMConv, Współczesny wydźwięk kerygmatycznego charakteru teologi św. Bonawentury

Redakcja
 

 

O. Celestyn Napiórkowski OFMConv.

WSPÓŁCZESNY WYDŹWIĘK KERYGMATYCZNEGO CHARAKTERU TEOLOGII
ŚWIĘTEGO BONAWENTURY

Zebranie Plenarne KWPZM, Jasna Góra, 15-16 października 1974 r.

 

 

Koniec ery programowego i obowiązkowego tomizmu w nauczaniu kościelnym, obok nieuniknionego w takiej sytuacji przejściowej pewnego chaosu filozoficzno-teologicznego, umożliwił zwrócenie się ku bogactwu myśli innych wielkich mistrzów, których wydało chrześcijaństwo. Każdy monizm jest niebezpieczny i szkodliwy, ponieważ zawęża pole widzenia. Odnosi się to również do monizmu teologicznego /w sensie zapatrzenia się w geniusz jednego człowieka/. Oficjalne otwarcie się katolicyzmu na teologiczny pluralizm zachęca do spotkania z innymi wielkimi myślicielami chrześcijaństwa.

O ile poprawnie zrozumiałem zadanie postawione memu referatowi, winienem mówić o św. Bonawenturze w taki sposób, by to przydało się przełożonym zakonnym w Polsce odpowiedzialnym za studia teologiczne przynajmniej we własnych prowincjach. Nie chodzi więc o św. Bonawenturę in se, ale o św. Bonawenturę ad nos, albo – precyzyjniej – o „Sanctus Bonaventura ad Provinciales Poloniae” i to na odcinku studiów teologicznych. Można by więc sformułować temat: „Studium teologii dzisiaj według interpretacji św. Bonawentury” lub „Bonawenturiańskie inspiracje dla współczesnych studiów teologii”.

Mistrz Bonawentura, z którym mamy dzisiaj spotkanie przy temacie studiów teologicznych, bardzo mocno podkreślił ich praktyczność, związek z życiem i charakter mądrościowy. Zatrzymując się przy tym temacie, nie zrezygnujemy z przypomnienia niektórych myśli luźniej z nim związanych, a to dlatego, by ze względów formalnych nie zubożyć interesującej problematyki.

1. SCIRE PROPTER AMARE

Z racji jubileuszu 700-lecia śmierci św. Tomasza z Akwinu KUL zorganizował sympozjum naukowe oraz przygotował uroczystość liturgiczną w kościele akademickim. Rektor uniwersytetu, O. Albert Krąpiec, rozpoczął homilię od zestawienia dwu wielkich kolegów: Tomasza i Bonawentury. Powiedział, że wszyscy sporo zawdzięczamy tym dwu gigantom ducha. Wszyscy, czy chcemy, czy nie chcemy, wyrośliśmy w nurtach tradycji, które z nich biorą początek. Są to jednak wyraźnie różne tradycje. Tomasza można wypowiedzieć w słowach: „scire propter ipsum scire”; tak cenił prawdę, że nie wahał się szukać jej dla niej samej. Bonawenturę trzeba podsumować inaczej: „scire propter amare”; wiedzę traktuje i zaleca traktować jako środek i drogę do miłości.

Celność tej charakterystyki potwierdzają teksty Doktora Anielskiego i Doktora Serafickiego na temat m.in. celu i charakteru teologii.

Doktor Anielski na pytanie „Utrum sacra doctrina sit scientia practica”, odpowiedział, że jest ona i speculativa i practica, pierwszeństwo jednak przyznał spekulacji: „Magis tamen est speculativa quam practica” /STh I ql a4/.

Doktor Seraficki przesunął akcent na praktyczność. Na pytanie, czy teologia jest po to, by kontemplować, czy też po to, byśmy byli lepsi, odpowiedział, że jedno i drugie, ale bardziej drugie: „Scientia theologica … pro fine habet tum contemplationem, tum ut boni fiamus, et quidem principalius, ut boni fiamus” /In I Sent. Proem. q3. I 12-13/. „Poznanie bowiem, że Chrystus za nas umarł itp. … pobudza do miłości … Trzeba więc przyjąć, że /teologię uprawia się po to/, byśmy stawali się dobrzy, „ut boni fiamus” /Jw/.

Praktyczne nastawienie teologii św. Bonawentury wypowiedziało się w niechęci do nadmiaru spekulacji, rozumowań, definicji i podziałów, które ogromne przysługi oddają, w innych dyscyplinach. Opowiedział się za teologią, która w oparciu o nadprzyrodzone Objawienie daje człowiekowi wiedzę wystarczającą, i użyteczną do zbawienia /Brev. Prologus. V. 201./. Opisuje cały świat, ale pod kątem przydatności do osiągnięcia doskonałego szczęścia. Owocem Pisma św. jest pełnia szczęścia w niebie, ponieważ Pismo św. zostało napisane nie tylko po to, byśmy wierzyli, ale także po to, byśmy wiecznie poznawali, wiecznie kochali i bez końca znajdowali zaspokojenie wszystkich pragnień. W tym samym celu należy tworzyć teologię i ją studiować /Jw. 201n./. „Po to jest ta nauka – napisał o teologii – żebyśmy byli dobrzy i zbawili się: „ut boni fiamus et salvemur” /Brev. 5. V. 206/.

Tak sformułowany cel postuluje odpowiednią postawę studenta i profesora teologii. Nie zdołają osiągnąć tego celu przez samą refleksję; musi dojść właściwe nastawienie woli. W bonawenturiańskim widzeniu teologii, teolog bez głębokiej wiary jest karykaturą teologa: „jeśli nie uwierzycie, nie zrozumiecie” /In Lucam. Proemium, n 8. VII 4/.

Cel wyznacza metodę. Teologię należy wykładać w taki sposób, by osiągnąć odpowiednie nastawienie woli, a ponieważ jest faktem, że wolę bardziej pociąga przykład niż argumenty, obietnica niż rozumowania, pobożność niż definicja, dlatego uprawianie teologii nie powinno opierać się na definicjach i podziałach /wyraźna aluzja do arystotelesowskiej teorii dowodzenia: Poster. I, c. 7/, ale winna dobierać takie techniki, które poruszyłyby skutecznie człowieka. Ludzkie rozumowania nie posiadają dość wewnętrznej mocy, by zjednać słuchacza. Należy stawiać na autorytet Pisma św., autorytet najwyższy, niezawodny, przewyższający każdy ludzki geniusz /V 207/.

Bonawentura zna właściwie tylko jedno źródło teologii: księgę Pisma świętego: „Kto więc pragnie się uczyć, niech poszukuje wiedzy w źródle, czyli w Piśmie św.” /Coll. I in Hex. nr 7. V 421/.

O żadnej innej księdze nie wyraził się w ten sposób. Jedynie Pismo św. daje wiedzę, która zbawia. Ani pisma filozofów, ani summy magistrów, ani wypowiedzi świętych, jeśli się je rozważa w oderwaniu do Pisma św., nie zbawiają człowieka. Bonawentura cytuje tekst Pseudo-Dionizego Areopagity z De divinis nominibus, który swoim ekskluzywizmem i radykalizmem przypomina późniejsze „sola scriptura” protestantyzmu: „nihil assumendum est, nisi quod ex eloquiis sacris divinitus est expressum” /Jw/.

Interesujące, że Bonawentura nie wyróżnia specjalnie Ojców Kościoła, ich autorytetu; to samo odnosi się do Magisterium Kościoła. Tak on, jak inni mistrzowie jego wieku, ponad wypowiedzi papieży stawiali niejednokrotnie reskrypty cesarskie czy książęce.

2. PRZEZ TEOLOGIĘ KU MĄDROŚCI

Sprawowanie urzędów znaczy klęskę nauki. Z ręki, która chwyta władzę, z zasady wypada książka. Bonawentura zostawszy generałem Zakonu w 1257 r. musiał porzucić systematyczną pracę naukową na uniwersytecie. Kontakt z Alma Mater Parisius jednak zachował. W 1273 r. wygłaszał konferencje wobec całej społeczności uniwersyteckiej, magistrów i scholarów /sławne Collationes in Hexaemeron/. Dziewiętnastą collatio poświęcił w całości tematowi, jak należy studiować teologię.

Jeśli ktoś pragnie właściwie studiować teologię, przypomniał we wstępie, należy cały wysiłek włożyć w to, by poprzez odkrywanie prawdy, zdobywać mądrość i miłość /V 420/. W jaki jednak sposób poszukiwać prawdy, by znaleźć mądrość? Wielu pragnie być uczonymi i mądrymi, zostają jednak co najwyżej i tylko uczonymi, nie dochodząc do mądrości, mądrość bowiem jest szlachetniejsza i stoi wyżej, niż wiedza. Jednak wiedza kryje w sobie olbrzymią atrakcyjność; zdobywając ją, człowiek potrafi rozmiłować się w niej do tego stopnia, iż zatrzymuje się na miej, jak gdyby osiągnął metę, podczas gdy przebiegł dopiero połowę dystansu. Droga od wiedzy do mądrości okazuje się dziwnie trudna. Żeby przebyć ją bezpiecznie, należy między wiedzę i mądrość wstawić świętość. Prawidłowy kierunek prowadzi od wiedzy do świętości, od świętości połączonej z wiedzą – do mądrości: wiedza —–> świętość —–> mądrość.

Bez uprawiania nauk oraz zdobywania świętości człowiek nie stanie się mądry. Sama wiedza łatwo może zgubić człowieka, jak zgubiła Adama, który przecież znał dobro i zło /Jw/. Wydaje się, że – zgodnie z myślą Bonawentury – można ułożyć równanie: wiedza + świętość = mądrość.

Nie każde, ale właściwe uprawianie teologii, prowadzi do mądrości, która odsłania sens życia, obdarowując zrozumieniem, czym jest człowiek i kim jest Bóg, nie tylko ukazuje prawdę, ale również uczy pięknie żyć. Właściwe studiowanie Pisma św. czyli teologii /Bonawentura przez studium teologii rozumie studiowanie Pisma św.; uprawiać teologię znaczy – według niego: „operari in sacra Scriptura”/ znamionują cztery przymioty: ordo, assiduitas, complacentia i commesuratio.

Ordo czyli właściwe ocenianie ksiąg

Student teologii ma do dyspozycji wiele ksiąg: księgę Pisma św., księgę Sentencji, księgi filozofów i księgi świętych. Teologia ma być nauką jednej księgi, tzn. Pisma św. Inne księgi ma traktować jako pomoc w czytaniu księgi nad księgami. Ma z nich korzystać niejako mimochodem, jak złodziej, który porywa i ucieka, a nie pozostaje na miejscu kradzieży /V 422/. Wody teologii winny powracać do swojego pierwotnego źródła /Jw/.

Assiduitas czyli lektura wytrwała i systematyczna

Bonawentura piętnował „czytanie” Pisma św. bez rozsądnego planu, systematyczności i wytrwałości. Lectio vagabunda – jak mówił – bardzo skutecznie utrudnia poznanie tekstu, świadczy też niepochlebnie o studencie: „Brak ładu wewnętrznego wskazuje na brak ładu w duszy” /Jw. 422/.

Complacentia czyli przeżywanie poznanej prawdy

Pismo św. ma stać się dla studenta pokarmem. Żeby pokarm właściwie służył, człowiek musi go zjeść a organizm strawić i wcielić w siebie. Trzeba Pismo św. zjeść /sumere/, przetrawić jak chleb /masticare/ i wcielić w siebie /incorporare/. Dopiero wówczas obdarowuje człowieka zbawieniem /V 423/.

Commesuratio czyli studiowanie w miarę

Student winien wystrzegać się lenistwa, które sprawia, że studiuje on mniej niż należy, ale również zbyt wielkiego zapału do studium świętego tekstu, towarzyszy bowiem temu przecenianie własnych możliwości /”velit sapere super vires”/. /V 424/ Na innym miejscu Bonawentura przypomniał, że mądrość zdobywa się nie tylko przez słuchanie, ale również przez wprowadzanie w życie tego, co się usłyszało: „non audiendo solum sed observando fit homo sapiens” /Coli. II in Hex., nr 3. V 337/.

Na końcu konferencji o studiowaniu teologii dorzucił kilka uwag na temat wewnętrznych kwalifikacji studenta i profesora tej dyscypliny: żeby z własnym wewnętrznym pożytkiem „czytać” Pismo św., trzeba to czynić: 1/ z pokorą, 2/ ładem w sferze emocjonalnej, 3/ skupieniem oraz 4/ stałym skierowaniem na Boga, pierwszy i ostatni warunek szczególniej podkreślił: – innych dowartościowywać, siebie przewartościowywać; bez uznania własnych nędz nie sposób dojść do mądrości; najbardziej podstawowym sposobem osiągnięcia mądrości jest uświadamiać sobie własne braki i być małym we własnych oczach; całemu procesowi nauki winna przyświecać myśl, że ostatecznie chodzi o Boga, którego jedynie warto pragnąć; jeśli się o tym pamięta, nie szkoda poświęcać czasu także na inne studia, które dzięki temu nabierają, autentycznych wartości /V 424/. W ten sposób Bonawentura miał odwagę pouczać studentów i profesorów najsławniejszego wówczas uniwersytetu.

3. TRADYCJA  OTWARTA NA NOWE

Postawienie na czołowym planie „ut boni fiamus et salvemur” zadecydowało o stosunku do filozofii. Warto o tym wspomnieć, bo nasze czasy mają wiele pod tym względem wspólnego z czasami Tomaszów i Bonawentur. Tu i tam „szło nowe”; tu i tam wkracza nowa filozofia atakując starą. Tu i tam widzimy chaos myślowy na uniwersytetach. Jedni wołają, o wierność staremu, drudzy z nadzieją wyciągają ręce ku zmianom. Problem konserwatystów i progresistów, wierności tradycji i zrywanie z nią, był tak samo aktualny w ich czasach, jak w naszych.

Przyzwyczajono nas do schematu, że Tomasz stanął przy Arystotelesie, Bonawentura przy Platonie przeciw Arystotelesowi. Do przyjęcia się tego obrazu przyczynił się w znacznej mierze E. Gilson, którego interpretacja filozofii średniowiecznej w znacznej mierze zadominowała w naszym myśleniu o dwu wspomnianych luminarzach XIII w. F. Van Steenberghen, profesor historii filozofii na Uniwersytecie w Lowanium, wykazał, że ten schemat za bardzo upraszcza sprawę. Bonawentura nie był antyarystotelesowski. Przeciwnie, wysoko cenił Stagirytę, cytował, często powołując się na wszystkie jego pisma. Uważał jednak, że ujmuje on rzeczywistość zbyt jednostronnie, podobnie zresztą, jak Platon, z tym jednak, że uczeń i mistrz zwrócili uwagę na różne aspekty rzeczywistości? Arystoteles na rzeczy, Platon na idee. Chociaż Bonawentura wysoko stawiał filozofię Platona, idąc w tym za św. Augustynem, uznawał krytycznie, że Platon pewność poznawczą za bardzo wiązał ze światem idei lekceważąc świat rzeczy, dlatego słusznie krytykował go za to Arystoteles, który jednak z kolei pewność poznania za bardzo wiązał za światem rzeczy, rezygnując z pewności opartej na ideach. Można powiedzieć, że Platon szedł drogą mądrości, Arystoteles drogą nauki. Pierwszy patrzył w górę, drugi w dół; pierwszy zaniedbywał dół, drugi górę /Sermo Christus unus omnium magister. V. 572/. Bonawentura sądził, że Augustynowi udało się uniknąć błędu jednostronności obu wielkich filozofów, a przejąć ich pozytywy: „Obie zaś mowy, mianowicie mowę mądrości i nauki, Duch Święty dał Augustynowi” … /V 572/.

Niepokój Bonawentury na widok nowej filozofii, która z wydziału atrium zwycięsko atakowała wydział teologiczny, płynął z dwu źródeł: z troski o ortodoksję i z troski o kerygmatyczny oraz sapiencjalny charakter teologii.

Arystotelizm docierał do Świętego tak, jak do innych teologów XIII wieku, albo w czystej postaci autentycznych pism Stagiryty, albo poprzez komentatorów. Nawet autentyczny arystotelizm mógł zaniepokoić ortodoksyjnego teologa, ponieważ przyjmował wieczność świata, co wydawało się wielu nie do pogodzenia z dogmatem o stworzeniu. Bardziej jednak niepokoiły niektóre interpretacje arystotelizmu. Niektórzy arystotelicy oddali Filozofowi kiepską przysługę mieszając jego myśli z własnymi pomysłami, np. panteizmem, co wpisywano na konto Arystotelesa. Powstał w ten sposób arystotelizm wyraźnie heterodoksyjny /David z Dinant, pocz. XIII w., Amalryk z Beny + 1206 lub 1207, Averroes 1126-1198, Siger z Brabantu 1235-1281/, który spotkał się z potępieniem zarówno papieży, jak biskupów i teologów. Świadomość tej sytuacji pozwala właściwiej zrozumieć niepokój nauczycielskiego urzędu Kościoła oraz wielu teologów, w tym również Bonawentury, który mimo wielkiego szacunku dla geniusza Arystotelesa ostrzegał przed zamienianiem wina w wodę, czyli teologii /względnie Pisma św./ w filozofię.

W tamtym niepokoju przebija ta sama nuta, którą słyszymy dzisiaj z ust Pawła VI czy niższych rangą hierarchów i niektórych teologów. Papież Grzegorz IX, w liście do teologów paryskich z lipca 1228 r. pisał ze stanowczą dezaprobatą o bólu, jakiego doznaje patrząc, jak niektórzy teologowie usiłują zastąpić nowościami wprowadzone przez Ojców terminy, co wprawdzie zjednuje słuchaczy i służy imponowaniu uczonością, nie przyczynia się jednak do właściwie rozumianego postępu słuchaczy. Papież wyrzucał, że w miejsce teologii zgodnie z przyjętą i zaaprobowaną tradycją świętych, wprowadza się jakieś doktryny i burzy właściwy porządek każąc królowej /czyli teologii/ pozostawać na usługach służącej /czyli Filozofii/. /Chartularium Universitatis Parisiensis, t. I, 114n/.

Tomasz i Bonawentura zajęli dwie różne postawy wobec „nowego”, które jednych entuzjazmowało, innych przerażało, wielu niepokoiło. Tomasz dostrzegł ogromne walory nowej filozofii, ale obok tego niektóre braki, których chrześcijaństwo nie mogło zaaprobować. Skorygował więc Stagirytę i przyjął na własność. Bonawentura również dostrzegł zalety i braki; nie korygował, ale przeprowadził selekcję; to, co uważał za pożyteczne, wintegrował w model tradycyjny, przez co ubogacił go i odnowił.

II Sobór Watykański w dekrecie Optatam totius /nr 16 nota 32/ zalecił uczenie się od św. Bonawentury teologii nastawionej na tworzenie lepszego życia, na pobożność i mądrość; zacytował tekst z Itinerarium mentis in Deum/V 296/: „Niech /nikt/ nie wierzy, jakoby mu wystarczało czytanie bez namaszczenia, badanie bez pobożności, dociekanie bez podziwu, rozważanie bez radości, miłość bez czci, wiedza bez miłości, pojętność bez pokory, zapał bez łaski Bożej, zgłębianie bez mądrości wlanej przez Boga”.

Na tym można by zakończyć. Ośmielę się jednak jeszcze sformułować:

4. KILKA WŁASNYCH SPOSTRZEŻEŃ NA TEMAT SYTUACJI TEOLOGII W POLSCE

Co można potraktować jako ostatni punkt, zakończenie lub pierwszy głos w dyskusji.

Potrzebujemy więcej teologii biblijnej

Do niedawna mieliśmy jedynego doktora nauk biblijnych: Ks. prof. Eugeniusza Dąbrowskiego. Obecnie trudno już zliczyć takich doktorów. Niezaprzeczalną zasługą ks. profesora Stanisława Lacha jest stworzenie Szkoły Biblijnej i wykształcenie mnóstwa biblistów. Łatwiej dziś w Polsce o biblistę niż moralistę czy logika. Jednak nasza biblistyka ma charakter zbyt leksykalny i historyczny. Wiele komentarzy wydawanych przez księży pallotynów nie zachęca do studium, bo wiele w nich erudycji, mało teologii. Właściwie nie mamy teologii biblijnej. Na Wydziale Teologicznym KUL-u dla szerokich rzesz studentów nie ma w ogóle takiego przedmiotu. Jest jedna godziny tygodniowo, ale tylko dla specjalistów w Szkole Biblijnej /ks. prof. K. Romaniuk/. Duszpasterze nie rozchwytują polskich komentarzy biblijnych, ponieważ nie bardzo wiedzą, w jaki sposób wykorzystać je w duszpasterstwie.

Nasi profesorowie w seminariach nie umieją przeskoczyć swoich z kolei profesorów. Wykładają najchętniej to, co sami najlepiej umieją, a więc leksykalno-historyczną egzegezę akademicką, a nie pastoralnie ustawiony wykład czytań liturgicznych, które przede wszystkim staną się problemem dla młodego księdza.

W Polsce prawie nie ma Ojców Kościoła

Poznań zainicjował przed wojną serię przekładów z patrystyki, wojna przerwała tę piękną pracę. Po wojnie kilka tomów ukazało się na ATK i w Paxie. To bardzo mało.

Polska nie ma Ojców Kościoła, ponieważ nie ma patrologów. Na polskim niebie świeciła jedna gwiazda patrologiczna; nazywano ją „Ojciec Szymusiak”. Na ATK świeciła inna, mniejsza gwiazda, ks. prof. Marian Michalski. Gwiazda O. Szymusiaka zgasła dla Polski, ks. Michalski odszedł na emeryturę. Polska nie posiada ani jednego habilitowanego patrologa.

W Seminariach dowiadujemy się z Czuja czy Pieszczocha, że Ojcowie byli, jacy byli, co napisali i niewiele więcej. Czyli wstęp do Ojców. Nie kontaktujemy niemal zupełnie z teologią Ojców – chyba poprzez podręczniki.

Ponieważ według Ratio Studiorum wymiar godzin z patrystyki jest znikomy, diecezje i zakony zlecają ten „michałek” dogmatykowi, historykowi czy komuś innemu, a przełożeni nie widzą konieczności kształcić człowieka specjalnie dla tego przedmiotu. Zresztą, gdzie ich kształcić, u kogo? Dlatego trudno się spodziewać rychłej zmiany na lepsze.

Kiedyś pracowali pięknie nad patrystyką polscy jezuici. Obecnie skoncentrowali się na katechetyce i dogmatyce; patrystyka jest do wzięcia. Jeśli zakony nie wezmą tej sprawy w swoje ręce, nikt jej raczej nie weźmie.

Gdyby katolicyzm był protestantyzmem z zasadą „sola scriptura”, można by nie czynić z tego problemu, ale katolicyzm, również polski, chce być chrześcijaństwem Biblii, i tradycji, w której Ojcowie Kościoła grają ogromnie ważną role.

Odnowa Kościoła rozpoczyna się od odnowy biblijnej i patrystycznej. Tak było za czasów wielkiego Erazma, tak było za wielkiego Piusa i Jana.

Za dowartościowaniem patrystyki /również biblijnej teologii/ przemawia postulat źródłowej równowagi w naszej teologii.

Teologia ma wiele źródeł: obok Pisma św. – sobory, synody, Ojcowie, teologowie, święci, liturgia, papieże, biskupi, wiara Ludu Bożego, rozum itd. Teologia zasługuje na nazwę w pełni katolickiej, kiedy czerpie we właściwych proporcjach ze wszystkich swoich źródeł. Nie jest w pełni katolicka ani teologia tylko Biblii, ani tylko lub przede wszystkim Ojców, ani teologia tylko Soboru Trydenckiego, papieży, spekulacji czy Vaticanum II. Przewartościowanie jednego źródła z niedowartościowaniem innego, godzi w katolickość teologii. Scholastyka przewartościowała w teologii funkcję rozumu, później przewartościowano Tridentinum, obecnie istnieje niebezpieczeństwo przewartościowania Vaticanum II, traktuje się go bowiem niekiedy jako punkt dojścia, a nie również jako start w nowe.

Teologia, a zwłaszcza przepowiadanie w Polsce – ośmielam się wypowiedzieć taką obawę, wyakcentowuje, by nie wyrazić się „przeakcentowuje” – nauczanie papieży, pozostawiając na uboczu, nawet w zaniedbaniu, niemniej ważne źródła teologii. Piękną dewizę „Polonia semper Fidelis” można rozumieć szeroko, po katolicki, w sensie „zasłuchana w całą autentyczną spuściznę chrześcijańską i jej wierna”, albo w znaczeniu zawężonym: „zasłuchana w głos papieża i jemu zawsze wierna”.

Że nie jest to stanowisko „haeresim sapiens”, przekonała nas historia rozdziału Lumen gentium o Matce Bożej. Pierwszy schemat mariologiczny został utkany ze 117 tekstów papieskich. Biblia i patrystyka zajmowały w nim skromniejsze pozycje. Autor schematu podał nawet uzasadnienie obranej metody: Pismo św. – to trudna lektura, Ojcowie – jeszcze trudniejsza. Najprościej zwrócić się do papieży jako do „proxima et universalis veritatis norma”. Otrzymaliśmy więc w schemacie mariologię ostatnich papieży. Mimo tego ojcowie soborowi nie tylko że nie uznali jej za teologię w pełni katolicką, ale nie chcieli nawet nad nią dyskutować.

Mało znamy współczesne kierunki filozoficzne

Od czasów księdza Piwowarczyka, który w Krakowie spierał się z Drobnerem o Marksa, trudno zauważyć w Polsce księdza, który byłby wybitnym znawcą marksizmu.

Seminaryjni profesorowie historii filozofii przerabiają starożytność i średniowiecze, nie zawsze zdołają wyłożyć całość filozofii nowożytnej, a z reguły nie mają czasu /czy tylko czasu?/ na filozofie współczesne, którymi żyje nasz świat. Alumni wchodząc w pracę kapłańską wiedzą sporo o Sokratesie i stoikach, nie orientują się natomiast w nurtach myślowych dnia dzisiejszego. Ksiądz w Polsce może nie znać leibnizmu czy nawet kantyzmu, ale nie może nie znać marksizmu. Współczesne filozofie, jak egzystencjalizm, fenomenologia i marksizm, są bardzo słabo znane w naszym duchowym środowisku, Na wydziale teologicznym KUL młodzież, od lat prosi o wykłady na temat „Współczesne nurty filozoficzne”. Bez skutku. W Polsce obowiązuje ustawa, że wszyscy doktoranci muszą przed doktoratem zdać egzamin z filozofii, i to niezależnie od tego, czy studiują weterynarię czy teologię. Księża, przystępując do doktoratu z teologii, z reguły wybierają do egzaminu z filozofii marksizm i egzystencjalizm i stwierdzają, że właściwie nie znają tych rzeczy i muszą, się uczyć niemal od zera.

Tymczasem myślenie dialektyczne i historyczne przeniknęło już w znacznej mierze polskie sfery intelektualne.

Stanowisko Tomasza i Bonawentury wobec nowych nurtów filozoficznych może być dla nas bardzo inspirujące.

Zachód oczekuje od polskiej teologii kontaktu z prawosławiem

Księdzu polskiemu, który przez wiele lat przebywał na Zachodzie w środowisku teologicznym, postawiłem pytanie, czy my, Polacy, moglibyśmy unieść coś cennego do teologii zachodniej.

Teologii chyba nie damy – odpowiedział. Jeśli od nas czegoś oczekują, to rzetelnej pobożności, której im brakuje, są przeintelektualizowani. Głębokie myśli oni mają, tylko że nie posiadają odwagi według nich żyć. Nadto moglibyśmy pośredniczyć w zetknięciu Zachodu ze wspaniałą duchowością prawosławia; być pomostem między Wschodem a Zachodem, mamy do tego dane. Znamy język rosyjski. Włosi palą się do pisania prac z prawosławia, a nie znają rosyjskiego. Zresztą, oni są inaczej duchowo ustawieni, trudno im wejść w tę mentalność. O nas, Polakach, mówi się, że jesteśmy wychowani na kulturze zachodniej, ale mamy duszę wschodnią. Nam łatwo Wschód zrozumieć.

KUL stworzył na wydziale teologicznym sekcję teologii porównawczej i ekumenicznej z nastawieniem na prawosławie. Komisja Ekumeniczna Episkopatu od lat naciska, by nie tylko ją rozwijać, ale by stworzyć Instytut Ekumeniczny. Posiadamy zbiory do prawosławia i grekokatolicyzmu, o jakich Zachód może tylko marzyć; na KUL przeszła stara, bezcenna biblioteka prawosławna i grekokatolicka przejęta po wojnie w Przemyślu. Strychy niektórych naszych plebanii na Podlasiu i w Białostockim kryją cenniejsze materiały, niż niejedne Instytuty Ekumeniczne na Zachodzie. Nie można jednak ruszyć pracy z miejsca, nie można angażować asystentów, ponieważ nie ma studentów. Biskupi i prowincjałowie nie przysyłają na ten kierunek studiów, który w Seminariach jest jeszcze mniejszym „michałkiem” niż patrologia. Cieszę się, że mogę powiedzieć o tym na tym forum, które jest władne sytuację poprawić.

 

Archiwum KWPZM

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda