Home WiadomościZe Świata Papież do duchowieństwa Rzymu: między rutyną a zapałem

Papież do duchowieństwa Rzymu: między rutyną a zapałem

Redakcja

Na początku Wielkiego Postu papież Leon XIV spotkał się 19 lutego z duchowieństwem Diecezji Rzymskiej, przekazując wskazania dotyczące aktualnych wyzwań duszpasterskich Kościoła lokalnego. Biskup Rzymu przedstawił kapłanom konkretne sugestie, które mogą pomóc w przezwyciężeniu zmęczenia duszpasterskiego, rutyny oraz zniechęcenia wynikającego z rosnącej obojętności wobec wiary i praktyk religijnych. Nakreślił też program pracy z młodymi. Publikujemy polskie tłumaczenie papieskiego przemówienia i następującego po nim dialogu z kapłanami.

Przemówienie Ojca Świętego

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Pokój z wami!

[Przemówienie powitalne Kardynała Wikariusza]

Drodzy Bracia!

Pozdrawiam was z wielką radością i dziękuję za waszą obecność tutaj dzisiejszego poranka. Dziękuję Kardynałowi Wikariuszowi za słowa, które do mnie skierował, i serdecznie pozdrawiam wszystkich: członków Rady Biskupiej, proboszczów, wszystkich obecnych tu prezbiterów. Jeśli prawdą jest, że jesteśmy na początku drogi wielkopostnej, to powiem, że nie jest to akt pokuty: jest to – przynajmniej dla mnie – wielka radość! Mówię to szczerze!

Na początku roku duszpasterskiego zainspirowały nas słowa Jezusa skierowane do kobiety samarytańskiej przy studni Jakuba: „O, gdybyś znała dar Boży” (J 4, 10).

Dar – jak wiemy – jest również zaproszeniem do przeżywania kreatywnej odpowiedzialności. Nie jesteśmy jedynie włączeni w nurt tradycji jako bierni wykonawcy już zdefiniowanej posługi duszpasterskiej, ale wręcz przeciwnie: dzięki naszej kreatywności i charyzmatom jesteśmy wezwani do współpracy z dziełem Boga. W tym kontekście pouczające są słowa, które Apostoł Paweł kieruje do Tymoteusza: „Przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie” (2 Tm 1, 6). Słowa te są skierowane nie tylko do pojedynczej osoby, ale także do wspólnoty, i dziś możemy usłyszeć je jako zwrócone do nas: Kościele Rzymu, pamiętaj, aby rozpalić na nowo dar Boży!

Co oznacza rozpalić na nowo? Paweł kieruje tę zachętę do wspólnoty, która w pewien sposób utraciła świeżość początków i zapał duszpasterski; wraz ze zmianą kontekstu i upływem czasu dostrzega się pewne zmęczenie, rozczarowanie lub frustrację, pewien duchowy i moralny upadek. Apostoł mówi więc do Tymoteusza i tej wspólnoty: pamiętajcie o rozpalaniu na nowo charyzmatu, który otrzymaliście. Czasownik użyty przez Pawła – rozpalić – przywołuje obraz żaru pod popiołem i – jak powiedział Papież Franciszek – „sugeruje obraz kogoś, kto dmucha w ogień, aby rozpalić jego płomień” (Katecheza, 30 października 2024).

Również w odniesieniu do ścieżki duszpasterskiej naszej diecezji możemy powiedzieć: ogień jest rozpalony, ale zawsze trzeba go na nowo rozniecać.

Rozpalony ogień jest nieodwołalnym darem, jaki dał nam Pan. Jest to Duch, który wytyczył drogę naszego Kościoła, jest to historia i tradycja, które otrzymaliśmy i które w zwyczajny sposób rozwijamy w naszych wspólnotach. Jednocześnie musimy z pokorą przyznać, że płomień tego ognia nie zawsze zachowuje tę samą żywotność i wymaga podsycania. Ponieważ jesteśmy pod presją gwałtownych zmian kulturowych i scenariuszy, w których realizujemy naszą misję, czasami ogarnia nas zmęczenie i ciężar rutyny lub jesteśmy zdeprymowani rosnącym zniechęceniem do wiary i praktyk religijnych, odczuwamy potrzebę podtrzymywania i podsycania tego ognia.

Dotyczy to w szczególności niektórych obszarów życia duszpasterskiego, które chciałbym pokrótce nakreślić.

Pierwsza dotyczy oczywiście zwyczajnej posługi duszpasterskiej w parafiach. W tym miejscu chciałbym przede wszystkim podzielić się z wami myślą wdzięczności, przywołując słowa, które Papież Franciszek skierował do was podczas jednej z ostatnich Mszy Krzyżma: „Dziękuję za waszą posługę; dziękuję za wielkie ukryte dobro, które czynicie […]; dziękuję za waszą posługę, która często pełniona jest pośród wielu trudów, nieporozumień i przy znikomym uznaniu” (Homilia podczas Mszy Krzyżma, 6 kwietnia 2023). Trudności i niezrozumienie mogą jednak być również okazją do refleksji nad wyzwaniami duszpasterskimi, którym należy stawić czoła. W szczególności, jeśli chodzi o związek między inicjacją chrześcijańską a ewangelizacją, potrzebujemy wyraźnej zmiany kierunku; rzeczywiście, duszpasterstwo zwyczajne jest zorganizowane według klasycznego modelu, który zajmuje się przede wszystkim zagwarantowaniem udzielania sakramentów, ale taki model zakłada, że wiara jest w jakiś sposób przekazywana również przez środowisko, społeczeństwo, jak i rodzinę. Tymczasem zmiany kulturowe i antropologiczne, które zaszły w ostatnich dziesięcioleciach, uświadamiają nam, że tak już nie jest – wręcz przeciwnie, obserwujemy coraz większą erozję praktyk religijnych.

Pilną sprawą jest zatem powrót do głoszenia Ewangelii – to jest priorytet. Z pokorą, ale też bez poddawania się zniechęceniu, musimy uznać, że „część naszych ochrzczonych ludzi nie doświadcza swojej przynależności do Kościoła”, co skłania nas do czujności wobec „sakramentalizacji bez innych form ewangelizacji” (Evangelii gaudium, 63). Przypomnijmy sobie pytania Apostoła Pawła: „Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił?” (Rz 10, 14). Jak wszystkie duże aglomeracje miejskie, Rzym charakteryzuje się ciągłą mobilnością, nowym sposobem osiedlania się i przeżywania czasu, coraz bardziej pluralistycznymi i czasami rozdrobnionymi więziami międzyludzkimi i rodzinnymi. Dlatego też konieczne jest, aby duszpasterstwo parafialne ponownie skoncentrowało się na głoszeniu, poszukując dróg i sposobów, które pomogą ludziom ponownie nawiązać kontakt z obietnicą Jezusa. W tym kontekście inicjacja chrześcijańska, często dostosowana do rytmu szkolnego, wymaga rewizji – należy wypróbować inne sposoby przekazywania wiary, również poza klasycznymi ścieżkami, aby spróbować zaangażować w nowy sposób dzieci, młodzież i rodziny.

Drugim aspektem jest to, aby nauczyć się pracować razem, w komunii. Aby nadać pierwszeństwo ewangelizacji we wszystkich jej różnorodnych formach, nie możemy myśleć i działać w pojedynkę. W przeszłości parafia była bardziej trwale związana z terytorium i należeli do niej wszyscy, którzy tam mieszkali; dzisiaj jednak modele i style życia przeszły od stabilności do mobilności i wiele osób, nie tylko z powodów zawodowych, przemieszcza się z racji różnych doświadczeń, żyjąc również w relacjach wykraczających poza granice terytorialne i kulturowe, do których przynależą. Sama parafia nie wystarcza, aby rozpocząć jakąkolwiek drogę ewangelizacji, zdolną dotrzeć do tych, którzy nie mogą w pełni uczestniczyć w życiu parafialnym. Na tak rozległym obszarze, jakim jest teren Rzymu, należy pokonać pokusę autoreferencyjności, która powoduje przemęczenie i rozproszenie, aby coraz bardziej współpracować, zwłaszcza między sąsiednimi parafiami, łącząc charyzmaty i potencjał, wspólnie planując i unikając nakładania się inicjatyw. Potrzebna jest większa koordynacja, która nie jest tylko doraźnym środkiem duszpasterskim, ale ma na celu wyrażenie naszej kapłańskiej komunii.

Chciałbym podkreślić jeszcze ostatnią kwestię: bliższy kontakt z młodymi. Wielu z nich – jak wiemy – „żyje bez jakiegokolwiek odniesienia do Boga i Kościoła” (Przemówienie do uczestników Posiedzenia Plenarnego Dykasterii Nauki Wiary, 29 stycznia 2026). Należy zatem uchwycić i odczytać głęboki niepokój egzystencjalny, który ich ogarnia – ich zagubienie, liczne trudności, a także zjawiska, które angażują ich w świat wirtualny, oraz objawy niepokojącej agresji, która czasami przeradza się w przemoc. Wiem, że znacie tę rzeczywistość i staracie się jej sprostać. Nie mamy łatwych rozwiązań, które zapewniłyby natychmiastowe rezultaty, ale w miarę możliwości możemy słuchać młodych ludzi, być obecni, przyjmować ich, dzielić się z nimi częścią naszego życia. Jednocześnie, ponieważ problemy te dotyczą różnych wymiarów życia, starajmy się również – jako parafie – dialogować i współpracować z instytucjami działającymi na naszym terenie, ze szkołami, specjalistami z dziedziny edukacji i nauk humanistycznych oraz wszystkimi, którym leży na sercu los i przyszłość naszych młodych ludzi.

A skoro mowa o wieku młodzieńczym, chciałbym skierować słowo zachęty do młodszych księży – prawie wszyscy tu jesteście, prawda? – którzy często doświadczają na własnej skórze potencjału i trudów swojego pokolenia i tej epoki. W trudniejszym i mniej satysfakcjonującym kontekście społecznym i kościelnym istnieje ryzyko szybkiego wyczerpania energii, nagromadzenia frustracji i pogrążenia się w samotności. Zachęcam was do codziennej wierności w relacji z Panem i do pracy z entuzjazmem, nawet jeśli obecnie nie widzicie owoców swojego apostolstwa. Przede wszystkim zachęcam was, abyście nigdy nie zamykali się w sobie: nie bójcie się konfrontacji – nawet jeśli chodzi o wasze zmęczenie i kryzysy – zwłaszcza ze współbraćmi, którzy waszym zdaniem mogą wam pomóc. Oczywiście od nas wszystkich wymaga się postawy słuchania i uwagi, dzięki której możemy konkretnie przeżywać braterstwo kapłańskie. Towarzyszmy sobie i wspierajmy się nawzajem.

Najdrożsi, cieszę się, że mogłem przeżyć z wami tę chwilę dzielenia się. Jak niedawno przypomniałem, naszym pierwszym zobowiązaniem jest „pielęgnowanie i troska o wzrost powołania w nieustannym procesie nawrócenia i odnowionej wierności, który nigdy nie jest wyłącznie drogą indywidualną, ale zobowiązuje nas do troski o siebie nawzajem” (List apost. Wierność, która rodzi przyszłość, 13). W ten sposób będziemy pasterzami według Serca Bożego i będziemy mogli jak najlepiej służyć naszej rzymskiej diecezji. Dziękuję!

___________________________________

Dialog Ojca Świętego z kapłanami Rzymu

Kardynał Baldo Reina

Dziękujemy, Ojcze Święty, za to, co nam powiedziałeś. Z pewnością będzie to okazja do głębszej refleksji. Dziękujemy Ci również za czas, który nam teraz poświęcisz. Mówiłeś o gotowości do rozmowy z księżmi. Wielu z nich chciałoby zadać Ci wiele pytań. Podzieliliśmy je na cztery grupy według wieku. Pierwszy będzie ks. Francesco Melone, który jest jednym z księży wyświęconych przez Waszą Świątobliwość 31 maja, i zada Ojcu Świętemu pytanie dotyczące tego, o czym mówił Ojciec na końcu swojego wystąpienia, a mianowicie o zmaganiach młodego duchowieństwa. Po nim ks. Giacomo Pavanello, proboszcz parafii św. Grzegorza Wielkiego w dzielnicy Magliana, liczącej około 40 tysięcy mieszkańców, zada pytanie dotyczące wyzwań duszpasterskich naszych czasów. Następnie ks. Romano De Angelis, który był proboszczem w różnych parafiach miasta, a od kilku miesięcy jest jednym z kapelanów szpitala pediatrycznego Bambino Gesù, poruszy temat braterstwa kapłańskiego, który był również tematem poruszonym przez Ojca Świętego. Na koniec ks. Tonino Panfili, który od wielu lat zajmuje się w Wikariacie życiem konsekrowanym, a obecnie jest administratorem Bazyliki Świętego Krzyża Jerozolimskiego, zada pytania dotyczące starszych księży. W tym kontekście przypominamy sobie w tej chwili naszych starszych, chorych współbraci, którzy przebywają w domu spokojnej starości „San Gaetano” w Divino Amore. Tak więc ci czterej będą w pewnym sensie przemawiać w imieniu wszystkich. Dziękuję.

Pierwsze pytanie

Ojcze Święty, dzień dobry, zwracam się do Ciebie w imieniu młodych księży naszej diecezji, chociaż odpowiedziałeś już na wiele pytań, które nosimy w sercach, dziękujemy! W większości przypadków posługujemy duszpastersko wśród młodzieży naszych wspólnot. W młodych ludziach wyczuwa się wielkie pragnienie głębi i bliskości z Bogiem, a także potrzebę słuchania i wspólnoty. Jednocześnie jednak ujawniają się w nich liczne rany dotyczące relacji i emocji, którym często towarzyszą niepokoje i lęki, smutek i samotność. Czasami wydaje się więc łatwiejsze – a dla nas, księży, być może nawet bardziej satysfakcjonujące i dogodne – zajmować się przede wszystkim sferą emocjonalną, znieczulając ból poprzez wydarzenia wzbudzające emocje i silne przeżycia, zamiast pomagać im wejść w dialog z Bogiem. Relacja ta nie jest jednak wyrazista, głośna, wypełniona wielkimi tłumami ani moderowana przez charyzmatycznych liderów, ale karmi się w ukryciu modlitwy, czyniąc nas nie bohaterami, ale sługami zaufania do Pana. Tylko przyjaźń z Jezusem wypełnia naszą samotność, jak przypomniał Wasza Świątobliwość 10 stycznia tego roku, przyjmując tutaj rzymską młodzież i ich wychowawców. Pytam więc, Ojcze Święty, co radziłbyś nam, młodym księżom, abyśmy mogli wcielać Ewangelię w dzisiejszym świecie, zwłaszcza wśród naszych młodych ludzi, przedstawiając się im jako wiarygodni dorośli, nie zamieniając jednak ewangelizacji w animację, a rozeznania w rozrywkę? Dziękuję.

Odpowiedź Papieża Leona XIV

Dobrze. Pierwszą rzeczą, którą chciałbym powiedzieć, jest to, że jest to stan rzeczy, rzeczywistość dzisiejszego społeczeństwa, której w pewnym sensie nie możemy zmienić, ale musimy mieć oczy szeroko otwarte. Jest to rzeczywistość rodzin i wyzwań, przed którymi stają dzisiejsi młodzi ludzie, ponieważ często pochodzą oni z rodzin, które przeżyły bardzo poważne kryzysy, brak ojca, rozwód rodziców, ponowne małżeństwo, wielu z nich doświadczyło również porzucenia, trudności, z którymi młodzi muszą się zmierzyć w dzisiejszym życiu. Dlatego dla kapłana towarzyszenie młodzieży oznacza również poznanie ich rzeczywistości, bycie blisko nich w tym znaczeniu, towarzyszenie im, ale nie bycie tylko jednym z młodych. Ważne jest również świadectwo kapłana. Młody kapłan może zaoferować chłopcom i dziewczętom wzór życia, który pokazuje, że bycie przyjacielem Jezusa może naprawdę wypełnić ich życie. Oznacza to jednak, że sam kapłan – czy to młody, czy już nie tak młody – żyje w przyjaźni z Jezusem, aby ofiarować tym młodym nie tylko przykład, ale także doświadczenie życia, które może zmienić życie nastolatków. Myślę też, że duch ewangelizacji, o którym mówiłem kilka minut temu, powinien odnosić się również do ludzi młodych.

Kiedyś wszyscy młodzi przychodzili do parafii. Z pewnością wiele z waszych parafii ma oratorium, czyli miejsce, gdzie młodzież się spotyka, bawi… Niektórzy nadal przychodzą, ale nie możemy być zadowoleni tylko z tych, którzy przychodzą do parafii; dlatego też, być może nawet z tymi samymi młodymi ludźmi, trzeba organizować, myśleć, szukać inicjatyw, które mogą być formą wyjścia. Papież Franciszek dużo mówił o Kościele, który wychodzi. Musimy iść, musimy zapraszać innych młodych ludzi, wychodzić z nimi na ulice; oferować im różne formy aktywności… Sport może być również sposobem na zaproszenie młodzieży. Są też inne formy aktywności, sztuka, kultura… Zapraszać młodzież, aby przyszła, aby zaczęła poznawać. Być może poznawanie jest przede wszystkim ludzkim doświadczeniem przyjaźni, które może stopniowo pomóc w osiągnięciu doświadczenia komunii. Wielu młodych ludzi doświadcza izolacji, niesamowitej samotności po pandemii, ale to nie zaczęło się dopiero wtedy. Dzięki słynnemu smartfonowi, który prawdopodobnie wszyscy noszą dziś w kieszeni, żyją samotnie, nawet jeśli mówią: „Nie, mój przyjaciel jest tutaj”, ale nie ma między nimi ludzkiego kontaktu. Żyją w pewnego rodzaju oddaleniu od innych, w chłodzie, nie znając bogactwa i wartości prawdziwie ludzkich relacji. Dlatego też należy szukać sposobów, aby zaoferować młodym inny rodzaj doświadczenia przyjaźni, dzielenia się i – stopniowo – komunii, a na podstawie tego doświadczenia zaprosić ich również do poznania Jezusa, który zaprasza nas, abyśmy nie byli Jego sługami, ale przyjaciółmi.

Aby to wszystko osiągnąć, potrzeba dużo czasu, poświęcenia, a także refleksji, zastanowienia się, jak dotrzeć do tych młodych ludzi, którzy dziś często są wciągnięci w tragiczne życie, uzależnienie od narkotyków, przestępczość, przemoc, trudności czy odizolowanie… Niedawno jeden z młodych zadał mi takie pytanie: „Dlaczego tak dużo mówi Ojciec Święty o komunii i jedności? Jaka jest tego wartość?”. Nie rozumiał bowiem, doświadczając tego, co przeżywa, że wyjście z samotności i poszukiwanie przyjaciół oraz wspólnoty ma wielką wartość. Myślę więc, że tą drogą również młodzi księża, którzy są bliżsi młodzieży pod względem wieku, kultury i wykształcenia, mogą wyświadczyć wielką przysługę, głosząc to przesłanie, które w gruncie rzeczy jest zawsze Ewangelią.

Drugie pytanie

Wasza Świątobliwość, dzień dobry i serdecznie dziękuję za tę chwilę. Chciałbym zadać Ojcu Świętemu pytanie dotyczące czasów, w których żyjemy, naznaczonych postępującą marginalizacją spraw religijnych we współczesnym społeczeństwie, zwłaszcza w dużych miastach, takich jak Rzym. Jak możemy wywrzeć wpływ na tę kulturę postmodernistyczną, w której wszyscy żyjemy i którą oddychamy, nie powracając jednak do schematów z przeszłości, które okazałyby się nieco anachroniczne? Jakie priorytety powinniśmy przyjąć w naszym duszpasterstwie, aby móc ewangelicznie odpowiedzieć na wyzwania naszych czasów? Ujmę to inaczej: Ewangelia zawsze ulegała inkulturacji, dziś prawdopodobnie stoimy przed nową inkulturacją. Jak możemy sprawić, aby ta inkulturacja była wspomagana, towarzyszyła naszym inicjatywom, a nie była przez nie hamowana? Dziękuję.

Odpowiedź Papieża Leona XIV

Jedną z tych rzeczy, których sam szukam, jest odpowiedź na to wyzwanie rozpoczynające się od potrzeby prawdziwego poznania społeczności, w której jestem powołany do służby. Mówię osobiście. Mieszkałem w Rzymie przez cztery lata w latach 80., potem przez dwanaście lat od roku 2000 do 2012-2013, a teraz, od trzech lat, i za każdym razem, gdy wracam do Rzymu, w pewnym sensie odkrywam inny Rzym. Jest wiele spraw… „Wieczne Miasto”, powiedzmy, ulice są te same, tak samo dziurawe, ale życie bardzo się zmieniło. Dlatego, aby służyć również jako Biskup Rzymu, długo zastanawiałem się, kiedy w ostatnią niedzielę pojechaliśmy do Ostii, aby porozmawiać z tymi ludźmi, z tymi osobami – trzeba rozpocząć od jak najgłębszego poznania ich rzeczywistości. Nie mogę wprowadzać pewnej ciągłości: jeśli przenoszą mnie z jednej parafii do drugiej, myśląc: „To zadziałało tam, kontynuujmy to samo”. Jeśli chcesz kogoś kochać, musisz najpierw poznać. Jeśli chcesz kochać i służyć wspólnocie, bardzo ważne jest, aby ją poznać.

W świecie pełnym mobilności, o czym już trochę wspomniałem, istnieje wiele rzeczywistości, które nieustannie się zmieniają. Dlatego też potrzebny jest wysiłek ze strony proboszczów, kapłanów, a także wszystkich osób współpracujących w radzie parafialnej, aby naprawdę dostrzec wyzwania, przed którymi stoimy obecnie w tym miejscu, w tej parafii, które musimy jakoś dostrzec i poznać.

Jeśli chodzi o rzeczywistość dzisiejszego świata, nie wspomniałem dotąd o rzeczywistości, która dociera do nas, nawet jeśli tego nie chcemy: o sztucznej inteligencji, korzystaniu z internetu, które są obecne również w życiu kapłana. Na marginesie, chciałbym zachęcić was do oparcia się pokusie przygotowywania homilii za pomocą sztucznej inteligencji! Podobnie jak wszystkie mięśnie w ciele, które umierają, jeśli ich nie używamy, nie poruszamy, tak samo mózg potrzebuje ćwiczeń, a zatem również nasza inteligencja, wasza inteligencja, musi być nieco ćwiczona, aby nie stracić tej zdolności. Ale potrzeba znacznie więcej niż to, ponieważ aby wygłosić prawdziwą homilię, która jest dzieleniem się wiarą – sztuczna inteligencja nigdy nie będzie w stanie dzielić się wiarą! To jest najważniejsze: jeśli możemy zaoferować posługę, powiedzmy zinkulturyzowaną – w miejscu, w parafii, w której pracujemy, ludzie chcą zobaczyć twoją wiarę, twoje doświadczenie poznania i pokochania Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelii. I to jest coś, co musimy nieustannie pielęgnować.

Dlatego mówię bardzo szczerze, odpowiadając na wszystkie pytania, że częścią odpowiedzi jest znaczenie życia modlitewnego. Nie chodzi tylko o rutynę jak najszybszego odmawiania brewiarza, który noszę również w telefonie komórkowym, ale o czas spędzony z Panem, słuchanie Słowa Bożego, modlitwę psalmami, które są pochwałą Pana. Ale chodzi także o zdolność do nawiązania dialogu, do prawdziwego słuchania i wyrażania trudności, które noszę w sercu: „Dlaczego, Panie, czego ode mnie pragniesz? Co mogę zrobić?”. Wówczas, dzięki temu doświadczeniu życia autentycznie zakorzenionego w Panu Bogu, możemy ofiarować coś, co nie należy do nas. Nie dlatego, że mam do zaoferowania to, kim jestem – to często jest mistyfikacją, spotykaną w internecie, na TikToku – gdy chcemy być sobą w tym sensie: „Mam wielu obserwujących (followers), wiele lajków, ponieważ widzą, co mówię…”. To nie jesteś ty: jeśli nie przekazujemy przesłania Jezusa Chrystusa, być może popełniamy błąd i musimy bardzo dobrze i z wielką pokorą zastanowić się nad tym, kim jesteśmy i co robimy. Ale dzięki tej postawie miłości, służby, pokory i słuchania możemy naprawdę odkryć, co możemy zrobić, aby odpowiedzieć tej wspólnocie, w której jesteśmy powołani do służby.

Trzecie pytanie

Ojcze Święty, w ciągu tych 39 lat od święceń kapłańskich doświadczyłem, że braterstwo kapłańskie jest możliwe i piękne. Również dlatego, że w naszych plebaniach w Rzymie mamy możliwość przyjmowania księży z innych diecezji, którzy są bogactwem nie tylko ze względu na pomoc, jaką nam świadczą, ale także dlatego, że wzbogacają braterstwo kapłańskie. I rzeczywiście, przebywając razem, doświadczamy tego, o czym mówił św. Jan Berchmans: „Życie wspólnotowe jest wielką pokutą, ale doświadczyłem, że jest ono również źródłem ogromnej radości”. Trzy proste epizody: po popołudniowym złym samopoczuciu, następnego ranka zdałem sobie sprawę, że moi współbracia, nie mówiąc nic, zorganizowali się w nocy na godzinne zmiany, aby dyskretnie sprawdzać, jak się czuję. Inny epizod, który mnie poruszył, miał miejsce, gdy zmarła moja matka – jestem jedynakiem, ojciec już nie żył – młody współbrat, widząc, że jestem nieco poruszony, powiedział mi: „Romano, pamiętaj, że dopóki ja żyję, nigdy nie będziesz w życiu sam”. Przeżyłem również bolesny moment, bolesne niezrozumienie, i wtedy oświeciła mnie Ewangelia: modlić się za tę osobę, za tego współbrata, i prosić Pana, aby mu błogosławił. A po kilku miesiącach radość z wiadomości o pojednaniu. W obliczu tego wszystkiego mówię jednak, że istnieją pewne niebezpieczeństwa, Ojcze Święty, o których chcę wspomnieć, prosząc o radę i kilka wskazówek. Pierwszym z nich jest trudność bycia sobą z obawy przed plotkami, przed byciem sprzedanym za trzydzieści srebrników, tak aby ktoś mógł się wykazać, opowiadając różne rzeczy. Następnie, różne wrażliwości, które możemy mieć, są z pewnością bogactwem, ale istnieje pokusa, aby zamiast przekształcić je w szanse, tworzy się przeciwstawne drużyny, które walczą między sobą. I wreszcie, to, co wydaje mi się największym niebezpieczeństwem, a mianowicie zazdrość: to znaczy niezdolność do cieszenia się z uzdolnień współbrata, który ryzykuje, że stanie się wrogiem tylko dlatego, że jest ceniony i odnosi sukcesy duszpasterskie. Czasami przychodzą mi na myśl nieco gorzkie słowa jednego z braci, które jednak mają tu pewne znaczenie: „Jeśli chcesz komuś zaszkodzić, mów o nim dobrze”, ponieważ wtedy wystawiasz go na ciosy. Ale z pewnością Wasza Świątobliwość może nam dać cenną wskazówkę, jak to wszystko docenić. Dziękujemy, Ojcze Święty!

Odpowiedź Papieża Leona XIV

Dziękuję. Mógłbym powiedzieć jak profesor: „Ale przecież już odpowiedział Ksiądz na swoje pytanie, więc…”. Zacznę od czegoś naprawdę bolesnego – powiedziałbym, że negatywnego – co czasami przypomina swego rodzaju „pandemię” wśród duchowieństwa na całym świecie. Nazywa się to invidia clericalis, czyli zazdrość klerykalna, która polega na tym, że kapłan, widząc, że inny kapłan został powołany do pełnienia funkcji proboszcza w większej, piękniejszej parafii, powołany do pełnienia funkcji wikariusza, powołany do… no nie wiem… wtedy relacje między nimi ulegają zerwaniu; i nie tylko to, ale także plotki, krytyka, różne komentarze… Niszczy się, zamiast budować więzi, mosty przyjaźni i braterstwa kapłańskiego. Mówię to od razu, aby odłożyć tę kwestię na bok, ale proszę, bądźmy ostrożni w tej rzeczywistości. Wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy uczucia, emocje, wiele rzeczy, ale jako księża – i mam nadzieję, że już od czasu seminarium – możemy dawać wzorce życia, w których kapłani mogą być naprawdę przyjaciółmi, braćmi, a nie wrogami lub obojętnymi względem siebie. Nie wiem, co jest gorsze: być wrogiem czy być obojętnym wobec drugiego człowieka, należy pomyśleć o obu tych sytuacjach.

Widziałem piękne przykłady braterstwa kapłańskiego i opowiem o kilku z nich, ponieważ mogą one posłużyć wszystkim, zarówno młodszym, jak i starszym. Pewien ksiądz z Chicago, który miał swoich kolegów z seminarium, zawarł z nimi od dnia święceń kapłańskich pakt, umowę: że co miesiąc – sam nie wiem, wybrali czwarty czwartek, albo coś w tym rodzaju – co miesiąc będą się ze sobą spotykać. Był to „rocznik” liczący sporą liczbę księży, a ja poznałem ich, gdy jeden z nich, który był już biskupem pomocniczym w Chicago, miał 93 lata i nadal gromadzili się ci, którzy dożyli tego wieku. Przez całe życie chcieli kontynuować tę piękną przyjaźń, którą nawiązali już w seminarium. Nie były to jednak zwykłe spotkania, ale doświadczenie modlitwy, podczas którego poświęcali część dnia na modlitwę, a następnie na studium.

I tutaj chcę powiedzieć wszystkim jeszcze jedną rzecz: studium w naszym życiu musi być ciągłe, nieustanne. Kiedy słyszę od kogoś – to jest fakt historyczny, powiedział mi to pewien ksiądz – „Nie otworzyłem książki od czasu, gdy opuściłem seminarium”. O matko – pomyślałem – jakże to smutne! I jakże smutne dla jego wiernych, którzy muszą słuchać Bóg wie czego. Musimy się też na bieżąco uczyć, a ta grupa księży, podczas comiesięcznych spotkań, za każdym razem po kolei mówili do każdego: „Twoja kolej, wybierz artykuł, jakiś temat”. Osoba ta wysyłała ten tekst wszystkim z wyprzedzeniem, wszyscy go czytali, a potem podczas dzielenia się rozmawiali o teologii, duszpasterstwie, nowych inicjatywach, rzeczywistości Kościoła itp. To było coś pięknego. I to z ich własnej inicjatywy.

I tu pojawia się kolejna bardzo ważna kwestia: jeśli siedzę tutaj i mówię: „Nikt mnie nie odwiedza” – co może się zdarzyć niektórym z was – nie bójmy się zapukać do drzwi innych, przejąć inicjatywę, powiedzieć kolegom lub grupie przyjaciół, niektórym: „Dlaczego od czasu do czasu nie spotkamy się, aby wspólnie coś przestudiować, wspólnie rozważyć, pomodlić się, a potem zjeść dobry obiad?”. Proboszcz, który ma najlepszą kucharkę, może zaprosić innych, aby wspólnie zjeść dobry obiad. Ci, o których mówię – księża z Chicago – wszyscy grają w golfa. Latem chodzili więc razem uprawiać sport. Chodzi o to, że ktoś musi wyjść z inicjatywą. Może nie da się tego zrobić z każdym – jestem tu bardzo realistyczny – Bóg stworzył nas wszystkich różnymi, dzięki Bogu! Powiedzmy, że nie ma dwóch osób, które byłyby takie same, ale czuję się lepiej z tym lub tamtym. Ten drugi jest dobrym człowiekiem, ale nie będę miał do niego zaufania – o czym wspomniał Ksiądz w pytaniu – nie można opowiadać całej historii swojego życia każdemu, kto akurat przechodzi obok. Trzeba znaleźć kilka osób, z którymi można przeżyć coś razem, aby mieć szansę na przyjaźń, braterską relację o nieco większej głębi, dzielenie życia, aby nie czuć się samotnym. Tak jak ten młody ksiądz, który powiedział: „Dopóki ja tu jestem, nigdy nie będziesz sam”. Powinniśmy starać się budować braterskie relacje kapłańskie również w tym sensie. Nie zawsze będzie to proboszcz ze swoimi wikariuszami, może lepiej grupa proboszczów – nie wiem, trzeba się przyjrzeć rzeczywistości. Trzeba jednak stworzyć sytuacje, które przełamią tę tendencję prowadzącą do samotności, izolacji od innych. I naprawdę starać się znaleźć trochę czasu – oczywiście nie może to być codziennie – ale z pewną regularnością, aby zorganizować spotkanie, i to nie za pośrednictwem ekranu. To jest ważne, może mieć swoją wartość, ale obecność, spotkanie się, zorganizowanie spotkania, aby dzielić się radościami, a także trudnościami życia. Dzielić się doświadczeniami. Może nadejść moment, w którym ktoś znajdzie się w kryzysie – zdrowotnym lub związanym z innymi trudnościami – i jeśli pozostaje sam, kryzys często oddala nas od tego, czym jest nasze życie. Jeśli mam grupę zaufanych osób, z którymi przeżyłem pewne doświadczenia, mogę nadal podążać razem z nimi, jeśli jest ktoś, z kim mogę dzielić trudności, chwile próby itp. Byłby to więc bardzo konkretny rodzaj doświadczenia, o którym nadal można marzyć; ten rodzaj życia kapłańskiego promujący autentyczne braterstwo kapłańskie.

Czwarte pytanie

Wasza Świątobliwość, w dniu Twojego wyboru, zdałem sobie sprawę, że jestem już jednym z najstarszych księży. Nawet Papież jest o rok młodszy ode mnie! A kiedy uczestniczę w spotkaniach w Wikariacie, wszyscy są młodsi ode mnie – kardynał, wiceregens, biskup, dyrektorzy – i dlatego jest to ciągłe doświadczanie tego wieku, teraz już dojrzałości. W parafii mamy emerytowanego biskupa, który jest starszy ode mnie, ale są też trzej księża pochodzący z różnych diecezji i tam przeżywamy piękną wspólnotę braterską, aby kontynuować tę tak ważną rozmowę. Ci młodzi ludzie są bogactwem. Reprezentuję więc pokolenie starszych księży, jestem dziś tutaj głosem wszystkich prezbiterów zaawansowanych wiekiem. Wielu odczuwa samotność po życiu całkowicie poświęconym Ewangelii i Kościołowi: po tak wielu spotkaniach z ludźmi, tak wiele samotności. Wielu, niestety, dotkniętych chorobą, musiało wycofać się jeszcze przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Pytanie jest dwojakie: co sugeruje Ojciec Święty tym z nas, którzy są samotni i chorzy, i którzy obecnie ofiarowują swoją słabość i swoje ograniczenia – wraz z Chlebem Eucharystycznym – Jezusowi-Ofierze. Ale pytam również o to, Wasza Świątobliwość: jak my, starsi księża, w naszych prezbiteriach, możemy pomóc młodszym pozostać duchowo młodymi, entuzjastycznymi w głoszeniu Słowa, pełnymi pasji w budowaniu Kościoła – Oblubienicy Chrystusa?

Odpowiedź Papieża Leona XIV

Jedno, co mogę powiedzieć, to że nawet jeśli nie da się zrobić wszystkiego idealnie, trzeba w pewnym sensie przygotować się w życiu na to, aby w odpowiednim momencie zaakceptować swój wiek, starość, chorobę, a także samotność. Jeśli jednak ktoś przeżył całe życie w duchu dialogu, przyjaźni, wspólnoty i braterstwa, to rzeczywiście może znaleźć bardzo konkretne odpowiedzi na takie doświadczenia, jak samotność i choroba. Są ludzie – mówimy to z pewną bezpośredniością – którzy już jako młodzi idą przez życie z pewną goryczą, nigdy nie doświadczyli przyjaźni, braterstwa czy wspólnoty. I dlatego już jako młodzi lub w średnim wieku żyją z tą goryczą, zawsze są niezadowoleni i zawsze mają nieco negatywne nastawienie.

Jeśli ktoś przeżywa całe życie jako wędrówkę, która wiedzie nas naprzód, nawet z ciężarem lat, często także – czy to w młodości, czy w podeszłym wieku – z chorobami, z tymi trudnościami, będzie miał zdolność – z łaską Bożą – do przyjęcia krzyża, cierpienia, które nadchodzi, ponieważ czyni to z tym samym duchem modlitwy i poświęcenia, jaki chciał mieć w dniu święceń kapłańskich, kiedy powiedział Panu: „Tak, Panie, chcę podążać za Tobą we wszystkim i przyjmę to, co daje mi życie, jako część Twojej woli”.

W tym przypadku potrzebna jest głęboka duchowość, którą należy pielęgnować, już od czasów seminarium i potem. Nie mogę powiedzieć 22-latkowi: „Przygotuj się na moment, kiedy osiągniesz 80 lat” – ale jest to cała droga, sposób na wejście w życie z pewnym duchem wdzięczności. Nie mówiłem jeszcze o tym, ale należy zacząć od wdzięczności za to, że zostaliśmy powołani do kapłaństwa. Często zapominamy, jak wielkie jest nasze powołanie i jak ważne jest ono dla życia Kościoła. Nie w sensie klerykalizmu – „Oto tu ja jestem” – ale dlatego, że Pan powołał nas, abyśmy byli Jego przyjaciółmi, uczniami, sługami całego Jego ludu, a to jest piękne! Życie w duchu wdzięczności od pierwszego dnia mojego kapłaństwa pomoże mi żyć – nawet jako osobie starszej, dźwigającej krzyż choroby – mówiąc: „Dziękuję Ci, Panie, za życie, za dar, który mi dajesz”.

Wiecie bardzo dobrze, że w wielu krajach – w Europie, we Włoszech… w Kanadzie jest to już legalne – w wielu miejscach mówi się o eutanazji: kwestia końca życia, ludzie, którzy nie czują już sensu życia i zmagają się z ciężarem choroby i mówią: „Nie chcę już tego znosić, wolę odebrać sobie życie”. Jeśli jesteśmy tak negatywnie nastawieni do naszego życia, a czasami cierpimy mniej niż wiele innych osób, jak możemy im powiedzieć: „Nie, nie możesz odebrać sobie życia, musisz to zaakceptować…”. Ale potem sami zachowujemy się w ten sposób, jesteśmy bardzo negatywnie nastawieni do wszystkiego. To znaczy, że to my musimy być pierwszymi świadkami tego, że życie ma ogromną wartość. A wdzięczność w ciągu całego życia jest bardzo ważna.

Również pokora. Pokora: postawa uznania, że to nie ja, ale to Pan Bóg dał mi życie, to Pan towarzyszy mi i niesie mnie w swoich ramionach, nawet w tych chwilach, kiedy jestem najsłabszy. Pan jest z nami. Życie w tym duchu daje życie i nadzieję.

Oprócz tego bliskość. I tutaj chciałbym zaprosić wszystkich obecnych do refleksji: z pewnością wszyscy znamy jakąś starszą osobę, chorego, księdza, świeckiego, siostrę zakonną… którzy przeżywają chwile wielkich trudności. Zadzwońmy do nich, odwiedźmy ich. Podejmijmy wysiłek, aby pomóc tym cierpiącym osobom. W przeszłości często zdarzało się, że ksiądz z parafii – powiedzmy, w każdy czwartek – przynosił Komunię i olej (chorych), odwiedzał wszystkich chorych w parafii. Dzisiaj, gdy jest mniej księży, a więcej osób starszych, stało się to: „No cóż, wyślijmy świeckich, niech oni to zrobią”. Świeccy wykonują piękną służbę, przynosząc na przykład Komunię do domów. Nie oznacza to jednak, że ksiądz może pozostać w domu i przeglądać internet, podczas gdy inni odwiedzają chorych. To znaczy, również dla nas jest to służba, apostolat, bardzo ważna forma duszpasterstwa, aby żyć w bliskości z tymi, którzy cierpią.

Starsi księża również pełnią swoją służbę. Nawet jeśli są chorzy i leżą w łóżku, jeśli przeżyli życie pełne służby i poświęcenia, doskonale wiedzą, że ich modlitwa może być także wielką służbą, wielkim darem. Ich życie nadal ma wielki sens. Mogą pamiętać i nadal towarzyszyć wielu osobom, sytuacjom, wspólnotom, które potrzebują ich modlitwy. Aby żyć tym duchem – oczywiście, jeśli ktoś nie modlił się przez czterdzieści lat, a potem mówi: „Leżę w łóżku, nie wiem, co robić, to trudne” – również w tym przypadku trzeba poddawać się ciągłej formacji naszego życia duchowego. Zaczyna się to od przygotowania, zanim staniemy się, powiedzmy, starsi i chorzy.

W tym miejscu mogę dodać jeszcze jedną rzecz, która dotyczy wszystkich i może przybierać różne formy: nie bójmy się kontynuować pięknej praktyki duchowego towarzyszenia, posiadania w swoim życiu kogoś, kto nas zna. Przyjaciela – dobrze. Jednak często może to być dobry spowiednik, ksiądz, osoba o wielkiej mądrości duchowej, która będzie mogła nam towarzyszyć i pomagać w chwilach wielkich trudności. Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy przeżywamy trudne chwile, różnego rodzaju ból, ale posiadanie zaufanej osoby, która naprawdę może nam towarzyszyć z wielką bliskością, w sercu, w duchu – to także wielki dar, który możemy uznać za pomoc w naszym życiu. Niektórzy – mam nadzieję, że wielu z was ma ten dar – choć nie wszyscy go mają – mają również dar towarzyszenia innym, gdy przeżywają tego rodzaju trudności.

Nie jest to więc tylko okres starości, ale całe życie, które musimy przeżyć w tej wspólnej wędrówce, wędrówce z Jezusem i we wzroście w duchu wiary, nadziei i autentycznej miłości.

Było to ostatnie pytanie. Jeśli zadacie mi więcej pytań, być może nie będzie już dzisiaj odpowiedzi! Chcę jednak ponownie i bardzo szczerze powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony z tego spotkania z wami. Niestety, nie można go organizować częściej… Jako biskup diecezjalny co miesiąc spotykałem się z księżmi i mówię to do biskupów. Słyszałem o diecezji, w której biskup przychodził na spotkanie z duchowieństwem na pierwsze dziesięć minut, a potem wychodził… Mam nadzieję, że to nie jest Wasza Eminencja… Ale to było w innym kraju! Trzeba umieć żyć, towarzyszyć i wędrować razem – kardynałowie, arcybiskupi, biskupi, wikariusze biskupi, proboszczowie ze swoimi wikariuszami – żyć tym duchem. Nie tylko tego, co jest zapisane na papierze w programie, ale w autentycznym duchu braterstwa w tym sensie i w zaangażowaniu, aby wspólnie realizować naszą misję służby w Kościele. Życzę więc wam szczerze dobrej wędrówki wielkopostnej, która jest czasem nawrócenia i radości dla wszystkich. I abyśmy mieli również okazję w przyszłości żyć w tym duchu. Możemy zakończyć błogosławieństwem.

Vatican News/KAI
SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda