Home DokumentyDokumenty Kościoła o życiu konsekrowanymJan Paweł IIJan Paweł II - Kanonizacje i beatyfikacje osób konsekrowanych1984.10.21 – Rzym – Jan Paweł II, Bulla Kanonizacyjna ogłaszająca Błogosławionego Michała Febres Cordero Świętym Kościoła

1984.10.21 – Rzym – Jan Paweł II, Bulla Kanonizacyjna ogłaszająca Błogosławionego Michała Febres Cordero Świętym Kościoła

Redakcja

 

Jan Paweł II

BULLA KANONIZACYJNA OGŁASZAJĄCA BŁOGOSŁAWIONEGO MICHAŁA FEBRES CORDERO ŚWIĘTYM KOŚCIOŁA

Rzym, 21 października 1984 r.

 

 

Święty Jan Chrzciciel de la Salle, czcigodny założyciel Instytutu Braci Szkół Chrześcijańskich, w drugim rozdziale Reguły postanowił: «Właściwą cechą tego Instytutu jest wiara, dzięki której Bracia mają patrzeć na rzeczy okiem wiary; wszystko czynić dla chwały Boga, do którego wszystko odnoszą… Po wtóre, Instytut nasz zmierza do tego, aby chłopcy byli troskliwie kształceni, wychowywani w bojaźni Bożej i wszelkimi sposobami wspomagani, by zachowali swoją niewinność… Ponadto, aby poruszeni natchnieniem Bożym, brzydzili się grzechem i wszystkim, co narusza ich czystość» (Reg. 1718).

Ta zaś właściwa natura Instytutu Lasaliańskiego, która przez wiarę łączy człowieka z Bogiem, głęboko ukształtowała ducha Brata Michała — który w świecie nazywał się Franciszek Febres Cordero — będącego zarazem człowiekiem Boga i człowiekiem oddanym ludziom, jako prawdziwy chrześcijański nauczyciel, zachowujący w głębi serca głos nieba, a zarazem apostoł przekazujący to pragnienie swoim uczniom. Jasno też wynika z jego życia, że «Duch Pański napełnia okrąg ziemi», jak czytamy w Księdze Mądrości. Jeśli zaś Kościół przez swoich Świętych nieustannie rozszerza miłość Chrystusa, Michał czynił to samo w sposób właściwy, zwłaszcza przygotowując dzieci do Pierwszej Komunii świętej i starannie je do niej przysposabiając.

Jeśli zaś święty Paweł wszystkich ochrzczonych nazywa «świętymi» i wszyscy chrześcijanie przez chrzest są wezwani do świętości, błogosławiony Michał, poruszony Duchem Bożym i przeniknięty charyzmatem swojego Założyciela wyrażonym w Regule, stał się nowym człowiekiem, który nie tylko żyje głęboką wiarą, ale czuje się przynaglony do głoszenia Chrystusa; w ten sposób, na ile mógł, urzeczywistniał Boże zamiary zbawienia ludzi, przede wszystkim przez wychowanie i formację chrześcijańską.

Jeśli zaś, po tym krótkim wprowadzeniu, zapytamy o życie Błogosławionego, rodził się on w Cuenca w Ekwadorze dnia 7 listopada 1854 roku, w szanowanej rodzinie: jego ojciec, Francisco, człowiek wybitny i wszechstronnie wykształcony, uczył języka angielskiego w kolegium kościelnym w Cuenca; matka zaś, Ana Muñoz, odznaczająca się wielką cnotą, słynęła z troski o ubogich.

Co się zaś tyczy naszego Franciszka, najstarszego z rodzeństwa, od samego początku doświadczał on cierpienia: był bowiem słabego zdrowia i kruchej budowy, a nadto cierpiał na wadę nóg, która utrudniała mu chodzenie. Gdy jednak osiągnął piąty rok życia i podziwiał w ogrodzie wonne róże, nagle — rzecz zdumiewająca — zeskoczył z krzesła i uczynił kilka kroków, jakby wezwany przez Najpiękniejszą Panią, którą wszyscy pobożnie uznali za Maryję, Matkę Chrystusa.

Poważniejsze jednak i boleśniejsze były udręki duchowe, związane z jego powołaniem zakonnym, ku któremu się skłaniał: rodzicom bowiem, a zwłaszcza ojcu, nie podobało się skromne życie Braci Szkół Chrześcijańskich, nauczycieli Franciszka, w których Instytucie nie było żadnej ludzkiej chwały ani wielkości; dlatego, jeśli syn chciał się poświęcić Bogu, powinien zostać kapłanem diecezjalnym. W tym celu wysyłają go do seminarium; lecz ponieważ jego droga była inna, a serce pozostawało przy Braciach, których podziwiał zarówno za pobożność, jak i za miłość bliźniego, życie seminaryjne stało się dla niego uciążliwe i nie do zniesienia; po trzech miesiącach, znużony i dręczony silnym bólem głowy, musiał powrócić do domu.

Tam, gdy jego zdrowie się pogarszało, rodzice w końcu ustąpili jego prośbom i pozwolili mu wstąpić do Instytutu Braci Szkół Chrześcijańskich; matka wyraziła na to zgodę także na piśmie. Mógł więc odważny młodzieniec powtórzyć słowa psalmu: «Uradowałem się…» (Ps 122 [121], 1).

Przyjmując habit, Franciszek zmienił — jak to jest w zwyczaju — także imię, przybierając imię Michał i odbył nowicjat w Cuenca, swoim mieście rodzinnym. Czy już wtedy przeczuwał trudności i konflikty, jakie będzie musiał znosić dla zachowania powołania? Być może. Pewne jest jednak to, że nad jego życiem gromadziła się burza, która miała głęboko wstrząsnąć jego duszą.

Ojciec bowiem, obawiając się utraty ukochanego syna, wielokrotnie próbował odwieść go od wybranej drogi, podczas gdy on oddawał się studiom, modlitwie i gorliwie podejmował apostolstwo — mimo wielkiej surowości ze strony ojca, która pozostała bez skutku. Roztropny przełożony kolegium powiedział bowiem ojcu, że byłoby niesprawiedliwe odrywać syna od zgromadzenia, skoro ten trwa w swoim postanowieniu. Niech więc sam na piśmie oświadczy, czy chce wytrwać, czy nie.

Na to wezwanie Michał odpowiedział: «Jestem głęboko przekonany, że mam powołanie do Zgromadzenia Braci Szkół Chrześcijańskich i tylko w nim mogę żyć szczęśliwie. Jeśli ojciec pragnie szczęścia syna, niech pozwoli mi iść drogą wyznaczoną przez Pana». Ojciec odebrał tę odpowiedź jako zniewagę. Choć nie wyrwał syna ze zgromadzenia, pozbawił go swojej obecności i przez sześć długich lat nie odzywał się do niego. Michał, pogrążony w bólu, powierzył wszystko Ojcu niebieskiemu, ufając, że otrzyma pomoc — i nie zawiódł się.

Gdy bowiem przyjaciel jego ojca został uwięziony, ojciec napisał do syna, prosząc go o wstawiennictwo u prezydenta Republiki Ekwadoru, Gabriela Garcíi Moreno. Syn uzyskał jego uwolnienie. Później także sam ojciec potrzebował pomocy, gdy w czasie zamieszek politycznych został pojmany i zagrożony wygnaniem — i tym razem sprawa zakończyła się pomyślnie dzięki wstawiennictwu Michała. W ten sposób więź między ojcem a synem została odbudowana i umocniona.

Gdy ustała surowa zima ojcowskiego gniewu, nadeszła jakby wiosna, objawiła się czysta dusza młodzieńca, pełna radości z odzyskanej zgody i wielkiej pracowitości. Wiedząc, że w wychowaniu młodzieży jest tylko narzędziem w ręku Boga, kształtował w sobie miłość, pokorę i uległość, którymi przez długie lata — zwłaszcza w Quito — kierował się w swojej pracy. Tam bowiem od roku 1869 działał jako nauczyciel, pisarz i wychowawca, starając się jak najlepiej formować młodzież według zasad chrześcijańskich. Bracia Szkół Chrześcijańskich zmierzają bowiem do tego, aby głęboko kształtować w sercach młodych zasady religijne i moralne, które pozostaną w nich przez całe życie. Brat Michał, obdarzony wszelkimi cnotami, realizował to w sposób godny podziwu.

Podziwiano w nim zarówno gorliwość i nadprzyrodzoną miłość, jak i solidną wiedzę oraz zdolność dostosowania poziomu nauczania do możliwości słuchaczy. Szczególnie widoczne to było w pracy z młodzieżą skupioną wokół Najświętszego Serca Jezusowego, którą formował z wielką troską — jakby to były dzieci jego modlitw i ofiar — spośród których zrodziło się wiele powołań kapłańskich i zakonnych. Równie wielką troską otaczał dzieci, które przez dwadzieścia siedem lat przygotowywał do Pierwszej Komunii świętej, przekazując im — jakby krew do żył — swoje głębokie przeżycia duchowe.

Swoją pobożność czerpał z samego źródła — z Chrystusa: rano przez udział we Mszy świętej, a w ciągu dnia przez częste nawiedzanie Najświętszego Sakramentu. Być może właśnie dlatego, że tak ściśle był zjednoczony z Boską Mądrością, «Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością» (Ps 34 [33], 6), przenikał głęboko rzeczy niebieskie i z wielką pewnością sądził o sprawach, zarówno gdy był dyrektorem kolegiów, jak i mistrzem nowicjuszy.

Długie ćwiczenie w posłuszeństwie stopniowo przygotowało go także do sprawowania władzy: tak iż ten, który uważał się za niezdolnego do kierowania innymi, w rzeczywistości dzięki wybitnym przymiotom ducha i umysłu okazał się do tego jak najbardziej zdatny. Były to: znajomość i praktyka reguły, umiłowanie modlitwy, duch umartwienia, roztropność w podejmowaniu decyzji, cierpliwość i szczególna pobożność. Te właśnie cnoty sprawiały, że potrafił zarazem pobożnie i święcie pielęgnować w nowicjuszach dzieło łaski i działania Ducha Świętego, jak i umiejętnie uczyć ich, w jaki sposób mogą najlepiej podobać się Ojcu niebieskiemu.

Dwa są skrzydła, na których opierają się członkowie Instytutu Lasaliańskiego: gorliwość, czyli troska o zbawienie bliźnich, oraz wiara, dzięki której patrzą na wszystko z perspektywy nieba i wszystko przenikają duchem nadprzyrodzonym. Błogosławiony Michał posiadał w stopniu wyjątkowym tę zdolność osądzania rzeczy, ponieważ zarówno w myśleniu, jak i w uczynkach miłości żył wiarą. Wiara ta sprawiała, że łatwo osiągał wewnętrzne skupienie i zachowywał umiar we wszystkim. Ona też sprawiała, że nie przywiązywał się do dóbr przemijających. Łatwo więc zrozumieć, dlaczego w czasie zamętu politycznego roku 1895 z gotowością odrzucił zaszczytną i godną — według opinii przeciwników — propozycję, która była mu przedstawiona, pod warunkiem, że opuści swoje Zgromadzenie.

W tym samym duchu przyjął również wybór na członka Akademii w Quito. Wówczas powiedział do współbrata: «Gdyby to zależało ode mnie, odrzuciłbym taki zaszczyt. Ponieważ jednak moi przełożeni tak postanowili, przyjmuję go, będąc przekonanym, że dobrze uczyniłem, skoro stałem się członkiem Akademii przez posłuszeństwo». Zarówno w powodzeniu, jak i w przeciwnościach, zawsze odnajdywał wolę Bożą w woli swoich przełożonych, czy była mu bliska, czy wymagała od niego przezwyciężenia siebie.

Ten mąż Boży doznał wielkiej radości, gdy w roku 1888, przy okazji beatyfikacji Jana Chrzciciela de la Salle, udał się do Rzymu jako przedstawiciel Braci Szkół Chrześcijańskich z Ekwadoru. Były to dla niego dni bardzo jasne i szczęśliwe: nie tylko przyniosły upragniony odpoczynek po długiej pracy, ale także odnowiły jego ducha. A ponieważ był szczególnie oddany Maryi, Matce Chrystusa, nie opuścił Włoch, zanim nie nawiedził Jej domu w Loreto. Pragnął również udać się do Lourdes, ale — jak wierzył — Matka Boża natchnęła go, że ten, kto wszedł na drogę doskonałości, nie powinien szukać dla siebie takich okazji.

Z powodu niesprawiedliwych ustaw, które w roku 1904 zostały ogłoszone we Francji i ograniczały wolność zgromadzeń zakonnych w szkołach, wielu Braci musiało opuścić ojczyznę. Aby mogli oni łatwiej uczyć dzieci języka hiszpańskiego w Ameryce Łacińskiej, należało uzupełnić i udoskonalić podręczniki już wcześniej przygotowane przez Braci. Z tego powodu przełożony generalny Instytutu zaprosił Michała do Lembeek, do głównego domu Zgromadzenia, aby opracował potrzebne teksty. Pokorny i łagodny Sługa Boży tak odpowiedział na to zaproszenie: «Pragnę tylko tego, czego przełożony sobie życzy; w tym, co on uzna za stosowne, chcę trwać, przekonany, że w ten sposób służę woli Bożej».

Zanim jednak wyruszył z Guayaquil, modlił się przy grobie ojca, matki i brata Aureliusza, przeczuwając, że już nie powróci do ojczyzny z powodu surowego klimatu Europy, który mógłby być dla niego szkodliwy. I rzeczywiście, stało się tak, jak przewidywał. Po krótkim pobycie w Paryżu udał się do Lembeek, niedaleko Brukseli, gdzie spędził rok. Tam jednak jego słabe zdrowie zaczęło się pogarszać w czasie bardzo ostrej zimy, jak roślina, która więdnie w obcym klimacie. Mimo to trwał w samotnej pracy, ciesząc się, że nawet jeśli często dręczy go gorączka, wszystko dzieje się zgodnie z wolą Bożą.

Przełożeni, obawiając się dla niego kolejnej ciężkiej zimy, wysłali go do Hiszpanii, gdzie klimat był łagodniejszy. Tam nadal opracowywał podręczniki i uczył przyszłych nauczycieli języka hiszpańskiego. Nie sposób opisać wszystkiego, co o jego cnotach mówili Bracia i uczniowie w nowym miejscu; opinia o nim była tam taka sama jak wcześniej w Quito, Paryżu i Lembeek.

W czasie zamieszek w Katalonii w roku 1909 wspólnota Braci w Premia została przyjęta przez Braci z kolegium „Bonanova”, aby uniknąć grabieży. W tym trudnym czasie Michał, odznaczający się niezłomną odwagą i męstwem, dodawał otuchy młodym, mówiąc: «Nie bójcie się: oddani pod opiekę Najświętszej Dziewicy, niczego nie stracimy». Rzeczywiście, Maryja, której obraz umieścił w oknie swojego pokoju przed wyjazdem, otoczyła opieką zarówno dom, jak i jego mieszkańców.

Chociaż nie ukończył jeszcze sześćdziesiątego roku życia, zbliżał się już kres jego życia — i był on taki, jak całe jego życie: jasny i spokojny. Ten bowiem, który przeżył swoje lata w wierze i posłuszeństwie, w tych samych postawach przylgnął do Boga, gdy Ten go wzywał i mógł powtórzyć słowa psalmisty: «Ja zaś pokładam ufność w Tobie, Panie… w Twoich rękach są moje losy» (Ps 31 [30], 15–16).

Gdy inni, obawiając się jego śmierci, przypominali mu, że nie ukończył jeszcze swojego dzieła, pełen wiary i pokory odpowiadał: «Jeśli rozpoczęte prace mają służyć chwale Bożej, Bóg wzbudzi innych, którzy lepiej je wykonają». Tak więc ten dobry pracownik winnicy Pańskiej bez żadnej skargi opuścił pole, które tak gorliwie uprawiał. Umierając dnia 9 lutego 1910 roku, pozostawił podwójne dziedzictwo: pisma odznaczające się wielkim talentem oraz przykład życia całkowicie oddanego Chrystusowi i zbawieniu bliźnich.

Sława świętości, która już za jego życia szeroko się rozeszła, po jego śmierci jeszcze bardziej wzrosła, a sam Bóg potwierdził pamięć o swoim słudze znakami z nieba. Dlatego rozpoczęto proces mający na celu wyniesienie Sługi Bożego na ołtarze. W latach 1923–1924 przeprowadzono dochodzenia zarówno w Barcelonie, jak i w Quito, a zebrane akta przesłano do Rzymu. Po wydaniu Dekretu o pismach Michała sprawa została oficjalnie wprowadzona przez władzę Kościoła, za zgodą Najwyższego Kapłana Piusa XI, dnia 13 listopada 1935 roku.

Następnie w latach 1938–1945 przeprowadzono procesy apostolskie dotyczące cnót w diecezjach Barcelony, Quito i Cuenca w Ekwadorze; a dnia 4 maja 1952 roku wydano Dekret stwierdzający ważność i prawomocność wszystkich procesów.

Sprawa cnót teologalnych i kardynalnych oraz innych z nimi związanych była następnie rozpatrywana w Świętej Kongregacji Obrzędów: najpierw na posiedzeniach wstępnym i przygotowawczym; podczas posiedzenia odbytego dnia 24 stycznia 1967 roku kardynał Luigi Masella, sprawozdawca sprawy, przedstawił do rozstrzygnięcia pytanie: czy Sługa Boży Michał Febres Cordero praktykował wszystkie cnoty w stopniu heroicznym.

Na to pytanie wypowiedzieli się kolejno kardynałowie, urzędnicy i konsultorzy. Sprawozdanie z tych obrad zostało przedstawione papieżowi Pawłowi VI, który dnia 9 lutego tego samego roku je zatwierdził.

Po przekształceniu Świętej Kongregacji Obrzędów w Świętą Kongregację Spraw Kanonizacyjnych papież udzielił dyspensy od obowiązku odbycia zgromadzenia ogólnego i polecił wydać Dekret o cnotach dnia 11 września 1969 roku. .Następnie Dekretem z dnia 7 lipca 1977 roku Paweł VI, Nasz Poprzednik, uznał cud dokonany przez Boga za wstawiennictwem Sługi Bożego Michała, udzielając łaskawego zwolnienia od drugiego cudu, i wyznaczył dzień 30 października tego samego roku na jego beatyfikację.

Podczas tej uroczystej ceremonii, w której Michał został wpisany do grona Błogosławionych, Paweł VI, Nasz Poprzednik, po przedstawieniu jego życia, tak ukazał znaczenie i aktualność jego dzieła: «Michał — powiedział — pozostawił Kościołowi, a zwłaszcza zakonnikom i swoim współbraciom, duchowe dziedzictwo: aby kontynuowali dzieło wychowania młodzieży, tak by szkoła chrześcijańska — najwłaściwsze i najskuteczniejsze środowisko wychowania w społeczeństwie — była miejscem, a wręcz domem, w którym młodzi będą kształtowani w duchu odpowiedzialności i wielkoduszności, umocnieni w zasadach, przygotowani do działania dla dobra wspólnego i gotowi bronić praw wszystkich, zwłaszcza ubogich; aby coraz pełniej dojrzewali i byli otwarci na nadzieję odnowy chrześcijańskiej. Jest to wezwanie pilne i ważne, które trzeba podjąć z zaangażowaniem. To właśnie zaleca i do tego wzywa Brat Michał».

W dniu samej beatyfikacji, to znaczy 30 października 1977 roku, dokonał się jeszcze jeden cud za wstawiennictwem Błogosławionego Michała: całkowite uzdrowienie Beatriz Gómez de Núñez; cud ten otworzył drogę do kanonizacji. Po wydaniu Dekretu dnia 25 lutego 1982 roku sprawa została ponownie podjęta; a dnia 20 grudnia tegoż roku teologowie konsultorzy uznali cud, który wcześniej został potwierdzony przez komisję lekarską. Następnie dnia 21 lutego 1984 roku także zgromadzenie plenarne kardynałów potwierdziło nadprzyrodzony charakter cudu.

Dekret o cudzie został przez Nas zatwierdzony dnia 7 kwietnia tego roku; a na konsystorzu, który odbył się dnia 25 czerwca tegoż roku, wyznaczyliśmy dzień 21 października na uroczystą kanonizację.

Dzisiaj zatem, sprawując Mszę świętą w Bazylice Watykańskiej w obecności licznych wiernych, zwłaszcza z Instytutu Braci Szkół Chrześcijańskich, wypowiedzieliśmy formułę kanonizacji w następujących słowach: «Na cześć Świętej i Nierozdzielnej Trójcy, dla wywyższenia wiary katolickiej i wzrostu życia chrześcijańskiego, mocą władzy naszego Pana Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz Naszą, po dojrzałym namyśle i częstym wzywaniu pomocy Bożej, za radą wielu naszych Braci, ogłaszamy i orzekamy, że Błogosławiony Michał Febres Cordero jest Świętym, i wpisujemy go do katalogu Świętych, postanawiając, że ma być czczony z pobożnością w całym Kościele. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego».

Po tym poleciliśmy protonotariuszom apostolskim sporządzić niniejsze listy dekretalne, a następnie wygłosiliśmy przemówienie o życiu i wybitnych cnotach świętego Michała Febres Cordero i wezwaliśmy jego wstawiennictwa.

To wszystko, co uczyniliśmy i postanowiliśmy, niech pozostanie ważne i nienaruszone teraz i w przyszłości.

Dano w Rzymie, u Świętego Piotra, dnia dwudziestego pierwszego października roku Pańskiego tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego czwartego, w siódmym roku naszego pontyfikatu.

JA, JAN PAWEŁ
Biskup Kościoła Katolickiego

Iosephus Del Ton, protonotariusz apostolski

Tłumaczenie OKM
Za: www.vatican.va


Copyright © Dykasterium ds. Komunikacji – Libreria Editrice Vaticana

 

 

 

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda