Nie dyskutujemy już o tym, czy chronić dzieci. Dziś pytamy, jak robić to jeszcze lepiej – mówi ks. Piotr Lorek SDB, delegat Inspektorii św. Jana Bosko ds. ochrony małoletnich oraz członek Rady przy Delegacie KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży.
Karol Białkowski: Wakacje kojarzą się dzieciom z odpoczynkiem i beztroską. Dlaczego salezjanie tuż przed ich rozpoczęciem organizują szkolenie „Bezpieczne wakacje”?
Ks. Piotr Lorek SDB: Bo organizacja wypoczynku dzieci i młodzieży to jest nasze DNA. Wynika z charyzmatu salezjańskiego i z tego, co pozostawił nam św. Jan Bosko. Dla nas troska o dzieci nie jest czymś dodatkowym, ale czymś zupełnie naturalnym. Chcemy, aby wakacje były dobrze przygotowane, radosne i bezpieczne. Dobra organizacja przed wyjazdem sprawia, że jest duże prawdopodobieństwo, iż wszystko przebiegnie spokojnie. A jeśli wydarzy się coś nieprzewidzianego, wychowawcy będą wiedzieli, jak właściwie zareagować. Dzisiaj dochodzi jeszcze jeden aspekt. Wiemy znacznie więcej niż kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu o różnych formach krzywdy, jakich doświadczają dzieci. Mamy wyniki badań, doświadczenia i konkretne procedury. To są znaki czasu. Nie możemy udawać, że tego nie wiemy.
Co jest najważniejszym przesłaniem tego szkolenia?
Że bezpieczeństwo nie zaczyna się wtedy, gdy wydarzy się coś złego. Ono zaczyna się dużo wcześniej – od dobrego przygotowania wychowawców, przemyślanej organizacji i odpowiedzialności za każde dziecko. Dlatego podczas szkolenia rozmawiamy nie tylko o standardach ochrony małoletnich, ale także o praktycznych sprawach: organizacji kolonii, transporcie, zakwaterowaniu, pokojach, sanitariatach, podziale obowiązków czy czynnikach ryzyka. Chcemy nauczyć wychowawców przewidywania, a nie tylko reagowania.
Bardzo mocno odwołuje się Ksiądz do systemu wychowawczego św. Jana Bosko. Dlaczego po ponad 150 latach nadal pozostaje aktualny?
Bo opiera się na człowieku. Bo służy człowiekowi w jego pełnym rozwoju. Św. Jan Bosko stworzył system zapobiegawczy, który nie koncentruje się na karaniu, ale na budowaniu dobra. Jego filarami są rozum, religia i miłość. Rozum oznacza odpowiedzialność. Myślę, przewiduję, przygotowuję się, znam przepisy, wiem, jakie mogą pojawić się zagrożenia. Religia przypomina nam, że wychowanie nie kończy się na organizacji czasu. Chcemy prowadzić młodych ludzi również do Boga i pokazywać im zdrową duchowość. Natomiast miłość to autentyczna troska o dobro dziecka. Nie wystarczy lubić dzieci. Trzeba umieć okazywać im życzliwość w sposób mądry, odpowiedzialny i bezpieczny. Do tego dochodzi jeszcze coś bardzo charakterystycznego dla pedagogiki salezjańskiej – obecność wychowawcy.
Dlaczego właśnie obecność jest tak ważna?
Bo wychowawca nie może być tylko organizatorem programu. Powinien być z dziećmi. Św. Jan Bosko nazywał to asystencją. Chodzi o bycie blisko wychowanków, wspólne spędzanie czasu, rozmowę, obserwowanie ich, budowanie relacji i tworzenie środowiska bogatego w wartości. Wtedy wychowawca zna dzieci, wie, jak funkcjonują, szybciej zauważa zmianę zachowania i może odpowiednio wcześnie zareagować. Mówimy też o duchu rodzinnym. Tam, gdzie dzieci naprawdę szczerze się śmieją, dobrze się czują, wiedzą, że są akceptowane i bezpieczne, tam łatwiej budować zdrowe relacje. Do tego potrzebna jest również jedność wychowawców. Wszyscy powinni kierować się tymi samymi wartościami i reagować według wspólnie przyjętych zasad.
W programie szkolenia znalazły się również kodeksy zachowań wobec wychowanków. Niektórzy traktują je jak zbiór ograniczeń.
A ja powiedziałbym odwrotnie. To nie są sztuczne przepisy stworzone po to, żeby utrudnić pracę wychowawcom. One wynikają z mądrości wychowawczej i z doświadczenia. Dobry wychowawca nie przestrzega zasad dlatego, że musi. Robi to dlatego, że wie, iż chronią one dziecko, ale również jego samego. Trzeba je znać, wyjaśniać wychowankom, przypominać o nich i samemu być ich najlepszym przykładem.
Jednym z najtrudniejszych tematów jest rozpoznawanie przemocy. Po czym wychowawca może poznać, że z dzieckiem dzieje się coś niepokojącego?
Nie ma jednego objawu, który zawsze oznacza krzywdę. To byłoby zbyt proste. Na pewno zwracamy uwagę na dzieci samotne, wycofane, mające trudności w relacjach z rówieśnikami, bardzo niską samoocenę albo przeciwnie – bezkrytycznie ufające wszystkim. Niepokojące mogą być również nagłe problemy szkolne, zachowania autodestrukcyjne, silne trudności emocjonalne czy dolegliwości psychosomatyczne, których nie potrafią wyjaśnić lekarze. Ale trzeba zachować ogromny rozsądek. Podobne zachowania mogą wynikać z bardzo różnych przyczyn. Czasem jest to zwyczajny bunt okresu dojrzewania albo kryzys emocjonalny. Rolą wychowawcy nie jest wydawanie diagnozy, ale uważna obserwacja i rozeznanie, czy dziecko nie potrzebuje pomocy.
Co powinien zrobić wychowawca, gdy dziecko opowie o doznanej krzywdzie?
Najpierw je wysłuchać i okazać wsparcie. Dziecko musi usłyszeć, że potraktowaliśmy je poważnie i że nie zostanie z tym samo. To bardzo ważne, bo osoby skrzywdzone często odczuwają ogromny wstyd, poczucie winy i lęk, że nikt im nie uwierzy. Często boją się także konsekwencji ujawnienia prawdy. Kolejny krok to spokojna ocena sytuacji. Trzeba oddzielić fakty od własnych emocji. Wychowawca nie prowadzi śledztwa i nie wydaje wyroku. Jego zadaniem jest przekazać sprawę właściwym osobom – kierownikowi wypoczynku, psychologowi, pedagogowi czy innym odpowiedzialnym – oraz sporządzić odpowiednią notatkę. To bezpieczna droga zarówno dla dziecka, jak i dla wychowawcy.
Czy świadomość osób pracujących z dziećmi rzeczywiście się zmienia?
Zdecydowanie. Jeszcze kilka lat temu pytania dotyczyły tego, czy w ogóle trzeba zajmować się ochroną małoletnich. Dzisiaj już nikt tego nie kwestionuje. Teraz uczestnicy pytają przede wszystkim, jak zachować się w konkretnej sytuacji, jak nie popełnić błędu i jak jeszcze lepiej chronić dzieci. To pokazuje, że dojrzewamy jako środowisko wychowawców. Coraz mniej skupiamy się wyłącznie na reagowaniu na krzywdę, a coraz bardziej na budowaniu dobrego i bezpiecznego środowiska wychowawczego. I właśnie o to chodzi. Z naszych szkoleń tylko przed tymi wakacjami skorzystało ponad 150 osób, które będą prowadzić wypoczynek dla dzieci i młodzieży. W ramach Szkoły Animatora Salezjańskiego kurs wychowawcy kolonijnego ukończyło ponad 20 młodych animatorów. Wśród uczestników są też tacy, którzy regularnie pogłębiają swoją wiedzę teoretyczną, by być jeszcze lepszymi wychowawcami lub animatorami w praktyce.
Na koniec – gdyby miał Ksiądz zostawić wychowawcom jedną radę przed wakacjami…
Obecność. Ale obecność rozumną, serdeczną i odpowiedzialną. Taką, która przewiduje zagrożenia, zachowuje zdrowe granice i buduje zaufanie. Jeżeli wychowawca naprawdę jest z dziećmi, zna je i autentycznie troszczy się o ich dobro, zrobił już bardzo wiele, by te wakacje były bezpieczne.
