o. Wojciech Ciak OCD
ODNALEZIENIE MIEJSCA W KOŚCIELE W OPARCIU O ŻYCIE ŚW. TERESY OD JEZUSA
I ŚW. TERESY OD DZIECIĄTKA JEZUS
Konferencja podczas dnia skupienia przełożonych klasztorów żeńskich, Warszawa, 16 listopada, 2000 r.
Wprowadzenie
W obecnym czasie dla wielu wierzących nastał trudny czas swoistego zagubienia. Z jednej bowiem strony wydaje się, że Chrystus gdzieś się ukrył i nie ma wiele do powiedzenia obecnym ludziom. A z drugiej strony wydaje się, że świat idzie swoimi drogami, tworzy nową etykę poza Jezusem Chrystusem. A w tym wszystkim Kościół wydaje się czymś niepotrzebnym z całą swoją strukturą, z całym swoim nauczaniem i proponowanym stylem życia.
A może jednak jest to sprawa widzenia i przeżywania w inny sposób osoby Jezusa Chrystusa, współczesnego świata i Kościoła? Jednak to widzenie i przeżywanie nie jest owocem moich koncepcji, poszukiwań na poziomie intelektu. To inne widzenie i przeżywanie jest sprawą łaski. Na czym ta łaska polega? Jest to, mówiąc bardzo ogólnie, łaska bycia żywą cząstką Kościoła, bycia „córką Kościoła”, jak to miało miejsce w przypadku św. Teresy od Jezusa, czy bycia „w sercu Kościoła”, w przypadku św. Teresy od Dzieciątka Jezus.
Spróbujmy ukazać w życiu tych dwóch świętych kobiet te czynniki, doświadczenia, dzięki którym w sposób świadomy i zaangażowany przeżywały Kościół ich czasów i odczytały w nim swoje miejsce.
Należy jeszcze zaznaczyć, że nasze Święte widzą swoje życie w sposób nie podlegający dyskusji w ramach środowiska Kościoła.
Zakładamy, że podstawowe dane z życia tych świętych oraz podstawowe ich dzieła są znane.
Pomijamy nakreślenie tła historycznego, w którym dane przyszło żyć naszym świętym.
I. Św. Teresa od Jezusa (1515-1582) a Kościół
1. Św. Teresa doświadcza pragnienia nieba i niebezpieczeństwa potępienia
Należy najpierw przywołać jej wspomnienie z Życia a wyprawie z bratem do Maurów, aby tam ponieść śmierć męczeńską. Już wtedy, mając 7 lat, zdawała sobie sprawę, że życie ludzkie znajduje swój końcowy finał albo w wiecznym potępieniu albo w chwale. To uchwycenie tajemnicy ludzkiego losu znajdowało swój wyraz w tym, że długo o tym rozmawiała ze swoim bratem Rodrygiem i z upodobaniem powtarzali „po wiele razy: Na wieki, na wieki, na wieki”(Ż 1,4)[1].
Jej dążenie do wieczności, które w pewnych okresach słabło, było jednak czymś decydującym o jej wyborze życia zakonnego czy dalej o jej zdecydowaniu się na modlitwę.
W tym wszystkim jednak miała różne okresy wahań i doświadczyła na samej sobie, jak może człowiek duchowo cierpieć, jeśli w swoim życiu nie jest na drodze prowadzącej do nieba. W takiej sytuacji człowiek skazuje siebie na swoiste konanie. Oto dwa opisy tej sytuacji: Nurzałam się przez blisko dwadzieścia lat w tym morzu burzliwym, wciąż upadając, to znów podnosząc się i to słabo tylko, i potem znowu upadając i wiodłam życie tak przeciętne … Takie życie rzec mogę, należy do najsmutniejszych, jakie sobie można przedstawić, bo ani się Bogiem nie cieszyłam, ani nie miałam zadowolenia ze świata. Gdy używałam przyjemności światowych, wspomnienie na to, co winna jestem Bogu, sprawiało mi udręczenie; gdy byłam na samotności z Bogiem, przywiązania światowe rozstrajały mię. Jest to walka tak uciążliwa, że nie rozumiem, jak mogłam ją wytrzymać, choćby jeden miesiąc, a cóż dopiero przez tyle lat (Ż 8,2).
Jeszcze jeden dramatyczny tekst: Pragnęłam żyć, bo dobrze to rozumiałam, że nie żyłam, tylko raczej szamotałam się w cieniu śmierci, a nie było kto by mi dał życie. Ten którym mógł mi je dać, słusznie odmawiał mi swej pomocy, za to, że tyle razy już mię do siebie nawrócił, a ja Go znowu opuszczałam” (Ż 8,12). Ta jej relacja oddaje bardzo wiele z tej wewnętrznej sytuacji duchowego konania człowieka. I nie chodzi tu o jakiś tam przerysowany opis od strony literackiej. Jest to relacja reporterska pisana z pola doświadczeń.
Jednak tragizm człowieka ujawnia się dopiero w piekle. Teresa zdaje nam również z tego relacje, bo otrzymała łaskę zobaczenia i niejako doświadczenia tego, co mogłoby być jej udziałem „na zawsze, na zawsze”. Oto wstrząsający opis: Czułam w duszy swojej ogień, na określenie którego, jakim jest i jak na duszę działa, nie staje mi ani wyrazów, ani pojęcia, a przy tym w ciele cierpiałam boleści nie do zniesienia … spotęgowane jeszcze do nieskończoności tą jasną i niewątpliwą świadomością, że jest to męka wieczna, która nigdy się nie kończy. Lecz wszystka ta okropna męka ciała niczym jest znowu w porównaniu z męką duszy. Jest to takie konanie, taki ucisk, takie jakby duszenie się, takie dojmujące strapienie i takie gorzkie rozpaczliwe znękanie, że nie wiem, jakimi słowami to wszystko określić. Choćbym to nazwała nieustającym śmiertelnym konaniem, mało to jeszcze tej nazwy … (Ż. 32,2).
Oprócz tego w innych widzeniach zobaczyła, ale nie doznała na sobie, inne rzeczy straszne i poszczególne kary za grzechy (Ż 32,3).
Ta łaska zmierzenia się niejako z rzeczywistością piekła wywołała w niej szczególną wrażliwość na fakt, że inni ludzie idą na potępienie. Doświadczała w sobie ogromnego bólu, kiedy wewnętrznie poznała, że tylu chrześcijan z powodu reformacji idzie na potępienie (Ż 32,6) i pisze, że serce się kraje na widok tylu dusz, idących na zgubę. Oby już był koniec temu nieszczęściu! Obym już nie patrzała na zgubę dusz, z każdym dniem się mnożącą (Dd 1,4).
W podobny sposób zareagowała na wieść, że tyle dusz idzie na potępienie w Ameryce, bo brakuje tych, którzy przekazywaliby im prawdziwą wiarę. Wyznaje, że pozostawała tak przejęta żalem nad ich zgubą że prawie odchodziła od siebie … i zalewała się łzami, i prosiła Pana, aby coś w tej sprawie jej dozwolił uczynić (F 1,7).
Ogólnie spotykamy się z dosyć specyficznym doświadczeniem św. Teresy. Doświadcza na sobie konania duchowego w sytuacji, kiedy jest niewierna, doświadcza i poznaje, co mogłoby ją spotkać w piekle, gdyby nie nawróciła się i poznała także cierpienia innych ludzi potępionych oraz doświadczyła bólu z powodu potępienia wielu chrześcijan jej czasów i Indian nie znających Chrystusa.
2. Św. Teresa od Jezusa w Kościele doświadcza cierpień Jezusa Chrystusa
Odwołamy się najpierw do wyznania św. Teresy, które podprowadza nas do samego momentu jej nawrócenia: W takim żyjąc znękaniu, choć dusza moja pragnęła odpocznienia, nie dawały go jej znaleźć złe nałogi moje, w których ciągle trwałam. Pewnego dnia zdarzyło mi się, że wszedłszy do kaplicy domowej, ujrzałam obraz sprowadzony na jakąś uroczystość mającą się odbyć w klasztorze … Obraz ten przedstawiał Chrystusa, całego okrytego ranami, tak wiernie oddanego, że na widok jego dusza moja wstrząsnęła się do głębi, oglądając Pana w takim stanie, bo obraz ten żywo przedstawiał, co Chrystus Pan dla nas ucierpiał. Tak wielki ogarnął mię żal na myśl, jak źle odwdzięczyłam się za te rany, że zdawało mi się, że serce we mnie pęka; rzucając się przed nim na kolana, z wielkim wylaniem łez błagałam Pana, by mię już raz przecie umocnił, abym Go nie obrażała.
Sprawa nawrócenia Teresy może wydawać się czymś niezrozumiałym, bo łatwo niekiedy z perspektywy własnej przeciętności pytać się o to, z czego ona miałaby się nawracać. Jednak jej sytuacja duchowa przed nawróceniem była czymś poważnym. Przy swojej bowiem wrażliwości na osobę drugiego i pragnieniu oddania się w sposób całkowity komuś drugiemu próbowała przez całe lata swoje serce dzielić pomiędzy Bogiem a człowiekiem, pomiędzy Jezusem Chrystusem a drugim człowiekiem. To dziwne staranie przedłużało się i ona sama była tym już zmęczona i wyznaje, że nie żyłam, tylko raczej szamotałam się w cieniu śmierci (Ż 8, 12). To wszystko sprawiało cierpienia, które nic nowego nie przynosiło. Dopiero stanięcie wobec cierpienia Jezusa stało się dla niej czymś wyzwalającym. Zobaczyła bezsens swojego ocierania się o śmierć w sensie duchowym, bezsens swoich cierpień – wobec cierpień Jezusa. Ale doświadczyła również swojej niewdzięczności wobec cierpiącego Jezusa.
Nie miejsce na wchodzenie w dokładniejszą analizę tego ważnego wydarzenia duchowego dla niej samej i w konsekwencji dla Kościoła. Chcę jedynie podkreślić to, że jej wyzwolenie z cierpienia bezsensu i cienia śmierci – dokonało się w spotkaniu z wyzwalającym cierpieniem Jezusa.
Warto jeszcze dodać, że to spotkanie dokonało się w Kościele, czyli w konkretnej cząstce Kościoła, jaką była jej wspólnota zakonna i w czasie Kościoła, jakim był okres Wielkiego Postu 1554 roku.
Natomiast wydarzenia, które miały miejsce w związku z Reformacją pomijając całą ich historyczną złożoność, pozwoliły Teresie nie tylko odkryć tragedię ludzi idących na potępienie, ale odkryła rzecz dla niej bardzo znamienną. W tym wszystkim Jezus Chrystus jest niejako na nowo wydawany na ukrzyżowanie – chcieliby na nowo zasądzić na śmierć Chrystusa (Dd 1,5; por. 35,3-5).
Ale oprócz cierpienia Jezusa uświadomiła sobie również i Jego zatroskanie o człowieka. Otóż doświadczając łaski poznania piekła przekonała się niemalże namacalnie, że On ją bardziej miłował niż ona samą siebie (Ż 32,5).
A z kolei bolejąc nad Indianami, którzy umierali bez poznania Jezusa, wyznaje, że mam to przekonanie, że więcej w Jego oczach waży jedna dusza, którą byśmy, z Jego łaski i miłosierdzia naszą pracą i modlitwą Jemu pozyskali, niż wszelkie inne, jakie byśmy mogli oddać Mu usługi (F 1,7).
Dopiero te doświadczenia: cierpień i tragedii człowieka idącego na potępienie oraz uświadomienie sobie cierpień Jezusa wciąż wydawanego na Krzyż i Jego pragnienie zbawienia duszy – pozwala na właściwe podejście do Kościoła, dodajmy walczącego, pielgrzymującego przez ziemię.
3. Doświadczenie Kościoła wojującego przez św. Teresę od Jezusa
Dokonajmy prostej rzeczy. Spróbujmy nachylić się nad I rozdziałem „Drogi doskonałości”. W oparciu o jego lekturę możemy odtworzyć ten obraz Kościoła, jaki miała przed sobą Teresa od Jezusa w swoistym widzeniu duchowym. Ten obraz, który ona nam przekazuje, a który chcemy tu odtworzyć, jest owocem swoistego przepracowania danych, jakie dotarły do niej o sytuacji Kościoła w ówczesnej, powiedzmy, Środkowej Europie.
Zaznacza się, że dane nie były pełne i pochodziły ze źródeł nie zawsze obiektywnych, bo zabarwionych interesami korony hiszpańskiej[2]. A przy tym, nawiązując do wydarzeń we Francji mówi o luteranach zamiast o kalwinach, czyli jej orientacja jest dosyć ogólna[3]. Pomimo to, ważna jest jej interpretacja tych wydarzeń w Kościele na poziomie duchowym, ponad ujęciem politycznym.
W jaki sposób Teresa przeżywa ten Kościół jej czasów? Jest to dla niej rzeczywistość żywa, mówi o tym, co w pewnym sensie widzi, odczuwa, przeżywa. Odnosi się wrażenie, że dokonuje żywej relacji z tego, co widzi. Na potwierdzenie tego jest fakt, że pisząc o tej całej sytuacji Kościoła w jego różnych przejawach, używa czasu teraźniejszego, co będę starał się poniżej zaznaczyć.
a. Kościół jako przedłużenie Jezusa Chrystusa
Najpierw przeżywa fakt, że w jej czasach Jezus Chrystus jest na nowo wydawany na Ukrzyżowanie (Dd 1,2). I przeciw Chrystusowi powołują tysiące fałszywych świadków (Dd 1,5).
Przy tym warto zaznaczyć, że z jednej strony ma żywe doświadczenie obecności Jezusa w tych wydarzeniach, jakie wtedy miały miejsce. Pisze np., że wobec wieści napływających z Francji „płakała razem z Panem i prosiła Go, aby zaradził tak wielkiemu złu” (Dd 1,2; wł. tł.). Tę żywą wiarę w obecność doświadczanego Pana wyraża w modlitwie skierowanej do niego, w której użala się nad niewdzięcznością chrześcijan (Dd 1,3). Z drugiej zaś strony, to wszystko, co dotyczy Jezusa Chrystusa odnosi się i do Kościoła. I to przejście dokonuje się w pewnym sensie naturalnie.
Oto dwa przykłady: Dd 1,2: jej życie modlitwy i życie modlitwy sióstr ma na celu przynieść pewne pocieszenie dla Pana oraz ma być za tych, którzy bronią Kościoła. I jako pewne dopełnienie tej myśli wyżej wyrażonej, dodaje zachętę skierowaną do swoich sióstr: „pomóżmy w tym, co możemy temu mojemu Panu” (tł. wł.).
Dd 1,5 – w drugim przypadku przytoczmy tekst: Świat ogarnięty Jest ogniem, chcą na nowo wydać na Chrystusa wyrok – Jak o tym Jest mowa – stąd pojawia się tysiące świadków, chcą zmieszać Jego Kościół z błotem. W tym zdaniu, przedzielonym wtrąceniem mówiącym o źródle jej wiadomości i świadkach, jest również naturalne, spontaniczne przejście od Chrystusa do Jego Kościoła.
Chcemy tu mocno podkreślić, że w całym przeżywaniu tych bolesnych wydarzeń przez Teresę ma miejsce to widzenie Jezusa Chrystusa w Kościele, Jezus Chrystus przedłuża się w Kościele.
Takie widzenie Kościoła doprowadziło ją do przekonania wiary, że jest córką Kościoła i to wyznawała tuż przed swoją śmiercią[4].
b. Kościół to ochrzczeni
Człowiek, który doznał łaski chrztu, staje się członkiem Kościoła (V 32,6). To widzenie Kościoła w ludziach ochrzczonych jest czymś uzupełniającym wobec tego, o czym wyżej była mowa. Jednak ten obraz Kościoła w tym ujęciu jest bardzo potargany, można rzec dramatycznie zróżnicowany.
Widzi tych, którzy chcą Jezusa na nowo skazać na Ukrzyżowanie i powołują przeciw Niemu tysiące świadków (Dd 1,5) i określa ich bardzo zdecydowanymi terminami: zdrajcy (Dd 1,2), nieprzyjaciele (tamże). Właśnie chrześcijanie są tymi, którzy są niewdzięczni wobec dobroci Pana i oni Jemu sprawiają ból i są w tym sprawianiu bólu, nienasyceni (Dd 1,3).
Widzi również i tych, którzy idą na zatracenie. I tych idących na zatracenie widziała dużo (Dd 1,2) czy bardzo wielu (Dd 1,4). Jednak warto tu zaznaczyć, że odróżnia osoby idące na zatracenie od Kościoła[5].
Ten widok idących na zatracenie wielu osób wywołuje w niej cierpienie i gotowość oddania i tysiąc razy swojego życia, aby ocalić choć jedną osobę od potępienia wiecznego (Dd 1,2), czy, zaznacza dalej, że nie chciałaby już więcej widzieć ich zatracania się (Dd 1,4).
Warto może tu jeszcze zauważyć jedną sprawę. Otóż Teresa wobec tych chrześcijan, którzy zadają cierpienia Kościołowi, w ocenie jest bardzo surowa, używa, z punktu widzenia dzisiejszej wrażliwości, określeń mało-ekumenicznych. Mówi o nich z pewną pasją niechęcią. Zaś wobec tych, którzy idą na potępienie jest przygnieciona smutkiem i zarazem stara się uczynić, co tylko możliwe, aby zapobiec temu nieszczęściu wobec innych osób. Wyłaniają się tu dwa oblicza Teresy, tej oburzonej wobec niewierności i niewdzięczności chrześcijan wobec Jezusa i tej przejętej bólem i zatroskaniem matki wobec Jezusa jako Oblubieńca.
Na szczęście w Kościele są nie tylko tacy chrześcijanie. Są również i tacy, którzy budują Kościół. Ma tu na myśli teologów, kaznodziejów i obrońców Kościoła. Można zapytać – kogo konkretnie miała na myśli Teresa, kiedy wspomina o tych ostatnich – ludzi polityki, żołnierzy …? (Dd 1,2).
Na tej zróżnicowanej mapie Kościoła umieszcza również Teresa siebie i siostry wokół niej zgromadzone.
c. Rola jej i wspólnoty sióstr z nią zgromadzonych
To widzenie Kościoła z całym jego dramatyzmem nie oddala jej od życia i od podjęcia konkretnych zadań. Podejmuje walkę tam, gdzie jest i razem z tymi, które są obok niej. Na czym ta walka polega?
Najpierw przez gorliwe życie radami ewangelicznymi ona sama i jej siostry mają być wiernymi przyjaciółmi Jezusa i przynosić Mu pewną pociechę, pokrzepienie (Dd 1,3).
Następnie przez modlitwę, rozumianą tu jako zajęcie wszystkich sióstr, mają przychodzić w intencjach tych, którzy są bezpośrednio w świecie zaangażowani w sprawy Jezusa i Kościoła.
Również przez modlitwę, i to błagalną mają prosić o zbawienie tych, którzy są zagrożeni przez udział w tych całych zawirowaniach owych czasów (Dd 1,5). Warto może zadać sobie pytanie – na czym jednak konkretnie to życie w Karmelu terezjańskim jako cząstce Kościoła wojującego polegało? Na czym polegało ich wojowanie? W czym ono się przejawia?
Przede wszystkim ma to być żywa czystka Kościoła, małe „kolegium Jezusa” (Dd 27,6), wspólnota żyjąca na wzór wspólnoty jerozolimskiej.
Chcąc zaś przyjść na pomoc Kościołowi misyjnemu wobec wyzwań w odkrytych Amerykach zakłada inne wspólnoty podobne do tej, co ta pierwsza w klasztorze św. Józefa w Avila (F 1-3). Ogólnie możemy podsumować, że św. Teresa od Jezusa wobec doświadczenia tragizmu losu ludzkiego i cierpień Jezusa sama stara się żyć zgodnie z jej powołaniem w Kościele. A następnie, pod wpływem przynagleń pochodzących od Pana, znamienny moment przyjęcia Komunii św., podejmuje fundacje nowych wspólnot karmelitańskich, gdzie siostry jako córki Kościoła mają razem z Jezusem podejmować zmagania o zbawienie ludzi.
Pisze w związku z tym najpierw o samej sobie: „Wstyd mnie ogarnia, gdy widzę Ciebie w takim stanie i gotowa już jestem znosić wszelkie, jakie na mnie przyjść mogą cierpienia i za wielkie dobro je sobie poczytywać, skoro przez nie choć odrobinę mogę się stać do Ciebie podobna. Pójdziemy razem, Panie; którędy Ty szedłeś, tam i ja chcę pójść, przez co Ty przechodziłeś, przez to i ja przejść pragnę” … I w podobnym duchu zwraca się do swoich sióstr: „Tak, córki, obejmujcie oburącz krzyż Tego, który za was na nim cierpiał i umarł. Choć deptać po was będą za nic to sobie miejcie; choć będą na was miotali obelgi, nie zważajcie na nie … Przypatrujcie się, z jakim trudem On, upadający od znużenia postępuje … (Dd 26,6.7).
II. Odczytywanie swojego miejsca w Kościele przez św. Teresę od Dzieciątka Jezus (1873-1897)
Przejdźmy obecnie do św. Teresy od Dzieciątka Jezus i postarajmy się pokrótce prześledzić w podobnym kluczu, co poprzednio, jej życie i pisma.
1. Doświadczenie pragnienia wieczności
Jest to pragnienie ujawniające się u niej od bardzo wczesnych lat. Mamy na to liczne wskazania w jej Rękopisach. Przywołam tu tylko niektóre: „Wracam jednak do Niedzieli. Ten radosny dzień, który mijał tak szybko, miał w sobie nutkę melancholii. Pamiętam, że mego szczęścia nic nie mąciło do czasu komplety, lecz w czasie tego oficjum myślałam już o tym, że dzień odpoczynku się kończy …, że nazajutrz trzeba będzie wrócić do codzienności, pracować, uczyć się. I znów czułam, że ziemia jest miejscem wygnania … wzdychałam za wiecznym odpoczynkiem w niebie, za Niedzielą bez zachodu słońca w Ojczyźnie …
Oraz inny fragment, związany jeszcze z przeżywaniem niedzieli: W drodze do domu wpatrywałam się w gwiazdy, migoczące łagodnie; ich widok był dla mnie czarujący … Wśród nich było zwłaszcza skupisko złotych pereł, które rozpoznawałam z radością, uważałam bowiem, że tworzą literę T … Pokazywałam ją Tacie, mówiąc, że moje imię wypisane jest w Niebie, po czym nie chcąc patrzeć na brzydką ziemię prosiłam, by mnie prowadził za rękę. Wtedy nie zważając, gdzie stawiam kroki, zadzierałam głowę w górę, podziwiając bez końca gwieździsty nieboskłon … (Rękopisy A, s. 58-59)[6].
Można rzec, że cały czas żyje w takim ciągłym odnoszeniu się do wieczności, jest osobą zranioną przez wieczność. I to dziwne zranienie ciągle w niej się odnawia, okazję do tego mogą stanowić różne i czasami drobne sprawy. Ważne jest jednak to stałe odnoszenie się ku innej rzeczywistości. Przeczytajmy jako ilustrację tego, co powiedzieliśmy fragment mówiący o wrażeniach z powrotnej podróży z Włoch do Francji: Po zwiedzeniu jeszcze Pizy i Genui wróciliśmy do Francji. Po drodze widok był wspaniały, raz jechaliśmy wzdłuż morza … Pod wieczór widzieliśmy sporo małych przystani morskich, w których pojawiało się mnóstwo świateł, a na Niebie lśniły już pierwsze gwiazdy … Ach, co za poezja rodziła się w duszy na widok tych rzeczy, które oglądałam po raz pierwszy i ostatni w życiu! … Bez smutku jednak patrzyłam, jak znikają, moje serce wyrywało się ku innym cudownościom, napatrzywszy się już pięknu ziemi; przedmiotem jego pragnień było piękno Nieba i, aby moc je ofiarować duszom … (Tamże, s. 147).
Warto odnotować jeden znamienny fakt, w sumie dosyć pozorny, słowo niebo pisze zawsze z dużej litery.
2. Jej cierpienia i zaufanie w Jezusie Chrystusie, który stał się Człowiekiem
Chodzi tu o długi okres, w sumie 10 lat, kiedy przeżywała swoje wewnętrzne rozdarcie. Była zanurzona w swojej wrażliwości na to, co powiedzą o niej inni i zarazem podejmowała próby czynienia wszystkiego „wyłącznie dla Boga”. Była to terezjańska forma przeżywania życia „pomiędzy” Jezusem Chrystusem a ludźmi, światem rodziny, ojcem, jej siostrami i najbliższą rodziną. Dopiero cud nocy Bożego Narodzenia (25 grudnia 1886) wyzwolił ją z tej sytuacji. Wspominając tę noc pisze: Jezus, wdzięczne małe Dziecię, ledwie od godziny na świecie, przemienił noc mojej duszy w potoki światła … Tej nocy, w której stał się słabym i cierpiącym z miłości do mnie, uczynił mnie silną i dzielną, przyodział mnie w zbroję (Tamże, s. 106).
Należy nadmienić, że ta wrażliwość była dla niej źródłem wielkiej duchowej udręki, choć nigdy nie zabrakło jej w tym wszystkim dobrej woli.
3. Okrycie pragnień i cierpień Jezusa
Spotkanie z Jezusem cierpiącym i zarazem z pragnącym zbawiania ludzi dokonało się w sposób dosyć prosty, a zarazem wstrząsający, wkrótce po owej łasce. Pewnej Niedzieli, kiedy patrzyłam na obraz Naszego Pana na Krzyżu, uderzyła mnie krew, spływająca z jednej z Jego Boskich dłoni. Zasmuciłam się bardzo na myśl, że ta krew spada na ziemię i nikt się nie kwapi, aby ją przyjąć. Postanowiłam, że będę trwać w duchu u stóp Krzyża, by przyjmować tę Boską rosę ze świadomością, że trzeba później rozlać ją na dusze grzeszników … Słyszałam też nieustannie krzyk Jezusa na Krzyżu: „Pragnę!”. To słowo rozpaliło we mnie nieznany i gwałtowny żar … Chciałam dać pić mojemu Ukochanemu i sama czułam, że trawi mnie pragnienie dusz … Jeszcze nie dusze kapłanów przyciągały mnie wówczas, lecz dusze wielkich grzeszników, płonęłam pragnieniem, by ich wyrywać z wiekuistego piekła” (Tamże, s. 108-109).
W tym opisie szczególnie uderza jej wyczucie osoby Jezusa: widzi Go Ukrzyżowanego, czyli chce powiedzieć, że agonia Chrystusa wciąż trwa. I zarazem ten Jezus pragnie obdarzać ludzi swoim zbawieniem, chce nakarmić głodnych grzeszników łaską zbawienia.
Ona jednak nie chce pozostać tylko na poziomie chwilowych wzruszeń, ale chce Jezusowi towarzyszyć, chce być blisko Niego, wpatrywać się w Jego twarz. Uczy się tego towarzyszenia.
Dlatego, po wstąpieniu do Karmelu, już w dniu swoich obłóczyn (10.01.1889) podpisała się po raz pierwszy jako Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza (Tamże, s. 157). A w zaproszeniu na jej profesję wieczystą napisze, że Bóg Wszechmogący, Stworzyciel Nieba i ziemi, Niepodzielny Władca Świata, oraz Pełna chwały Najświętsza Panna Maryja, Królowa Dworu niebieskiego, pragną powiadomić o Zaślubinach Dostojnego ich Syna Jezusa, Króla nad Króle i Pana nad Pany, z Panną Teresą Marin, obecnie Damą i Księżniczką królestw wniesionych w posagu przez Boskiego jej Oblubieńca, czyli: Dziecięctwa Jezusa i Jego Męki, skąd wywodzą się jej szlacheckie tytuły: od Dzieciątka Jezus i Świętego Oblicza (Tamże, s. 169).
To ma swoją wymowę, chce być blisko Jezusa jako Tego, który jest Dzieckiem Boga Ojca a zarazem chce być przy Jego Obliczu, Obliczu Sługi Cierpiącego według Izajasza.
4. Troska o zbawienie innych
W sposób wyraźny ta troska o zbawienie innych dochodzi w niej do głosu, po spotkaniu z Jezusem wiszącym na Krzyżu, wobec przypadku głośnej sprawy zbrodniarza Pranziniego (1887). Doświadcza w sobie gorącego pragnienia, aby walczyć o jego duszę, aby otworzyć go na dar zbawiającej Krwi. Po całej akcji, do której włączyła Celinę, swoją siostrę, otrzymuje znak, że Pranzini otworzył się na dar zbawienia i przed wykonaniem na nim wyroku ucałował krucyfiks (Tamże, s. 108-110).
Przeżywała również troskę o działalność misyjną Kościoła, czego wyrazem są jej bracia kapłani misjonarze. A misje, to otwieranie ludziom drogi prowadzącej do nieba w Kościele (Rękopis C, s. 283).
Pod koniec zaś życia odczytuje przynaglenie, aby w swoje chorobie wejść w sytuację duchową tych ludzi jej czasów, którzy nie wierzą w niebo. To oznaczało jednocześnie decyzję na przyjęcie szczególnie trudnych cierpień przenikniętych poczuciem bezsensu (Tamże, s. 227-234).
5. Szukanie miejsca w Kościele
Jej pragnienie nieba od najwcześniejszych lat życia, jej rozpoznanie Jezusa wciąż cierpiącego i pragnącego zbawienia ludzi, jej świadomość, że los grzeszników jest zagrożony wiecznym potępieniem, skłania ją do poszukiwania swojego miejsca w Kościele.
Jest rzeczą znamienną, że kiedy odczytała te zasadnicze rysy swojego doświadczenia, o których wyżej napisałem, chce jak najszybciej wstąpić do Karmelu.
W Karmelu zaś odczytuje w sposób pogłębiający swoje miejsce w Kościele i wiemy, że znajduje je w sercu Kościoła (Rękopis B, s. 195-203).
Będąc zaś w sercu Kościoła słyszy z całą wrażliwością cierpienia i pragnienia Jezusa i słyszy razem z Nim serce Boga Ojca, które jest przeniknięte Miłością Miłosierną (Rękopis A, s.181-182). Słyszy zmagania i niedomagania Kościoła na wielu frontach, w sposób szczególny czuje sprawę wierności i gorliwości kapłanów w ich powołaniu (Rękopis C, s. 279-280).
Słyszy pilną potrzebę ukazania ludziom drogi ewangelicznego życia, pełnej prostoty, która prowadziłaby do nieba (Rękopis C, s. 221-222).
Słyszy również problemy współczesnego jej świata – zwłaszcza fakt niewiary wśród wielu ludzi. I stara się z Jezusem wejść w ich sytuację duchową, aby zbawiać ich mocą cierpienia (Tamże, 227 -234).
a. Odczytywanie miejsca w Kościele
Kiedy próbuje się odczytać życie i pisma naszych świętych – św. Teresy od Jezusa i św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, choćby tak dosyć ogólnie, jak dokonaliśmy tego obecnie, to dochodzi się do przekonania, że w ich podejściu do Kościoła rzeczą najważniejszą jest odczytanie w Nim swojego miejsca.
Jednak to odczytanie zostaje poprzedzone doświadczeniem w sobie tęsknoty za niebem i potrzebą oparcia się na Jezusie, odkryciem faktu, że Jezusa agonia w jakiś sposób w dalszym ciągu trwa oraz przejęciem się losem innych ludzi, zwłaszcza tych, którym grozi wieczne potępienie. Bez tych doświadczeń, bez łaski tych doświadczeń – trudno mówić o możliwości odczytania swojego miejsca w Kościele.
Dzięki zaś temu odczytaniu stają się one głosem prorockim – z jednej strony upominającym Kościół, w tym, co jest w nim małoduszną niewiernością a z drugiej strony ukazują mu nowe sposoby wierności wobec Jezusa i człowieka danych czasów.
Dopiero ten ich głos prorocki, który został przez ich życie wcielony, może zostać poddany refleksji teologa i w jej wyniku można odczytać to – jak Kościół uobecnił się w ich życiu. Ale to już jest inna sprawa.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto podkreślić. Św. Teresa od Jezusa w mocy Ducha Świętego zakładała wspólnoty karmelitańskie jako żywe cząstki Kościoła, jako swoiste „streszczenie” Kościoła. Z kolei, Mała Teresa, wstępuje do jednej ze wspólnot karmelitańskich, i choć wiele jest podnoszonych zarzutów, co do życia tej wspólnoty, to jednak w niej odczytuje swoje miejsce w sercu Kościoła. W takiej wspólnocie karmelitańskiej, a nie innej, na pewno biednej pod wieloma względami, dokonuje pogłębienia powołania karmelitańskiego na wielu odcinkach.
Podsumowanie
Ogólnie w tym wszystkim nie chodzi o nowe teorie na temat Kościoła czy o nowe żądania wobec Kościoła. Najpierw muszą zostać spełnione pewne nieodzowne warunki, aby odczytać i podjąć swoje miejsce w Kościele. Bez wsłuchania się w tajemnicę losu ludzkiego, bez wsłuchania się w Chrystusa i bez doświadczenia coś z tych tajemnic – wszystkie rozważania na temat Kościoła mogą stać się tylko przesypywaniem informacji, zbiorem zgrabnych teorii i szumem słów, które zagłuszają nas samych.
Życie w Kościele jest nam zawsze darowane razem z łaską chrztu świętego i najpierw ważne jest przyjęcie daru z całą wdzięcznością i bojaźnią.
[1] Posługuję się wydaniem: Święta Teresa od Jezusa, Dzieła t. 1-3, Kraków 1997, czasami odwołuję się do wydanie hiszpańskiego jej dzieł: Santa Teresa de Jesus, Obras completas, Madrid 1984.
[2] C.V. 1,5 z przypisem z wydania hiszpańskiego.
[3] C.V. 1,2, z przypisem, podobnie co poprzednio.
[4] Efrén de la M. de Dios y Otger Steggink, Tiempo y vida de Santa Teresa, Madrid 1977, s.983-984
[5] W tym kontekście należy przywołać pielgrzymkę Jana Pawła II do Ziemi Świętej, w czasie której przepraszał Żydów za krzywdy wyrządzone im przez chrześcijan czy synów i córki Kościoła, a nie za krzywdy Kościoła. To rozróżnienie jest bardzo istotne.
[6] Opieram się na wydaniu: Teresa z Lisieux, Rękopisy autobiograficzne, Kraków 1997.
Archiwum KWPŻZZ
