Kardynał Péter Erdő
POTRZEBUJEMY PRZYKŁADU SIOSTRY SARY. HOMILIA PRYMASA WĘGIER WYGŁOSZONA PODCZAS MSZY ŚWIĘTEJ BEATYFIKACYJNEJ SÁRY SALKAHÁZI
Budapeszt, Bazylika św. Stefana, 17 września 2006 r.
(Iz 50, 5–9a; Jk 2, 14–18; Mk 8, 27–35)
Drodzy Bracia i Siostry!
1. „Święć się imię Twoje!” – to pierwsza prośba w naszej najważniejszej modlitwie, Ojcze nasz, której nauczył nas sam Jezus. Uświęcenie imienia Bożego jest naszą najważniejszą prośbą, naszym największym pragnieniem. W szczególnych okolicznościach może ono wymagać od nas nawet wypełnienia woli Bożej za cenę własnego życia. Jeśli w tym świetle odczytamy kolejne prośby Modlitwy Pańskiej, zrozumiemy, co według naszej wiary oznacza uświęcenie imienia Bożego. „Przyjdź królestwo Twoje!” – to znaczy: niech Bóg króluje w naszym życiu, niech Jego wola objawia się w życiu wspólnoty i każdego człowieka, zarówno na tym świecie, jak i w wieczności, gdy nadejdzie pełnia czasów. „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” – mówi Jezus. Kiedy w Modlitwie Pańskiej prosimy o wypełnienie woli Bożej, podejmujemy wielkie zobowiązanie: że sami uczynimy wszystko, aby postępować zgodnie z Jego wolą.
Przed chwilą usłyszeliśmy słowa z Listu św. Jakuba Apostoła: „Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? […] Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie”. Nasza chrześcijańska wiara wzywa nas zatem z całą mocą do okazywania miłości bliźnim przez konkretne czyny. Miłość ta może wymagać pracy, hojnego dzielenia się dobrami, poświęcenia drugiemu człowiekowi czasu, zainteresowania i troski. Może również wymagać tego, co nazywamy wyrzeczeniem, czyli rezygnacji z czegoś, na co mamy ochotę, co uważamy za przyjemne, pożyteczne, dające rozrywkę, a nawet potrzebne.
Wypełnianie woli Bożej wiąże się jednak niekiedy również z cierpieniem. Podczas dzisiejszej Mszy Świętej usłyszeliśmy słowa z Księgi Izajasza: „Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem”. Właśnie w tym dramatycznym kontekście rozbrzmiewają słowa Ewangelii. Jezus, niezależnie od oczekiwań swoich współczesnych, mówi, kim naprawdę jest. Nam zaś pozostaje uczyć się od Niego. Musimy przyjąć tę prawdę i według niej kształtować własne życie. Jeśli mówimy, że przyjęliśmy Chrystusa i należymy do grona Jego uczniów, nie możemy podążać drogą, którą sami sobie wyznaczyliśmy, przekonani, że jest to Jego droga. Powinniśmy natomiast wpatrywać się w Jezusa i wciąż na nowo zastanawiać się, jaka naprawdę jest Jego droga i czego rzeczywiście od nas oczekuje. Być może okaże się ona mniej pociągająca niż byśmy pragnęli. Być może będzie także trudniejsza. Jeśli jednak rozpoznamy z całą pewnością, że jest to Jego droga, potrafimy z radością przy niej wytrwać. Jezus mówi: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je”.
2. Podczas dzisiejszej uroczystej Mszy Świętej, kiedy na mocy decyzji Ojca Świętego Benedykta XVI ogłaszamy błogosławioną Sarę Salkaházi ze Zgromadzenia Sióstr Służby Społecznej, otrzymujemy w jej osobie wzór do naśladowania i orędowniczkę.
Jest ona dla nas wzorem dawania świadectwa o Chrystusie, ponieważ właśnie świadectwo jest najstarszym znaczeniem chrześcijańskiego męczeństwa. Świadectwo to, będące zarazem uświęceniem imienia Bożego, wyraża się w niezliczonych czynach codziennego życia, ale w sposób najpełniejszy i nieodwołalny urzeczywistnia się w śmierci przyjętej z wiary w Chrystusa i wierności Jemu. Sara Salkaházi była osobą inteligentną, poszukującą, utalentowaną i otwartą. Zdobyła dyplom nauczycielski, zajmowała się dziennikarstwem, literaturą piękną i działalnością społeczną. Odczuwała szczególne powołanie do poświęcenia życia służbie ludziom znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej. Dlatego przyjęła powołanie zakonne i wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Służby Społecznej, które na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku uchodziło za jedną z najnowocześniejszych form życia konsekrowanego. W jej działalności dziennikarskiej i organizacyjnej, obok pomocy najuboższym i prowadzenia bezpłatnych kuchni, szczególne miejsce zajmowały troska o poszanowanie godności kobiet oraz zrozumienie ich ówczesnej sytuacji życiowej. Dzięki spojrzeniu przenikniętemu chrześcijańską wiarą siostra Sara dostrzegała, jak ogromny ciężar pracy, obowiązków rodzinnych i społecznych spoczywał na kobietach, które pracowały i wychowywały dzieci, zwłaszcza tych pochodzących z uboższych warstw społecznych. Zajmowała się również dziewczętami i była założycielką Katolickiego Związku Kobiet. Śluby czasowe złożyła w 1930 roku, natomiast śluby wieczyste mogła złożyć dopiero około dziesięciu lat później. Odczuwała także powołanie misyjne, obejmujące nie tylko ludzi oddalonych od wiary, lecz również mieszkańców odległych części świata. Dlatego zgłosiła gotowość do pracy w Brazylii. Nie było jej jednak dane tam wyjechać. Pogarszająca się sytuacja w ojczyźnie i rosnące potrzeby społeczne wymagały od niej coraz większego zaangażowania. Posługiwała w wielu miejscach, między innymi na Zakarpaciu, gdzie panowały szczególnie trudne warunki.
Jednocześnie coraz bardziej pogłębiało się w niej pragnienie złożenia całego życia Bogu w ofierze. W 1943 roku dokonała aktu ofiarowania siebie, którego tekst zachował się do naszych czasów. Pragnęła ofiarować swoje życie za Zgromadzenie Sióstr Służby Społecznej, gdyby Kościół, zgromadzenie lub siostry dotknęły prześladowania. Taki akt ofiarowania siebie ma dramatyczny wymiar w relacji między duszą człowieka a Bogiem. Życie wielu świętych pokazuje, że Bóg osobiście troszczy się o nas i że niekiedy, jeśli taka jest Jego miłość i mądrość, niejako bierze nas za słowo i przyjmuje naszą ofiarę w dosłownym znaczeniu. Miłość Chrystusa skłoniła siostrę Sarę, aby najpierw przyjmowała w domu zakonnym osoby prześladowane z powodów politycznych, a następnie uciekających przed prześladowaniami Żydów, zapewniając im schronienie. Gdyby czyniła to wyłącznie z ludzkiego współczucia, już samo to zasługiwałoby na szacunek. Ona jednak, kierując się nauką Chrystusa, miała przed oczyma najważniejsze przykazanie Prawa: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. […] Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie była osamotniona w tej służbie miłości. Wraz z innymi wybitnymi przedstawicielami Kościoła, takimi jak błogosławiony Wilhelm Apor i Józef Mindszenty, a przede wszystkim ze swoją przełożoną Margit Slachtą oraz współsiostrami, podejmowała ryzyko, aby ratować prześladowanych. Także w innych domach Zgromadzenia Sióstr Służby Społecznej prowadzono zorganizowaną akcję ratunkową. Na przykład w domu w Klużu wiele prześladowanych kobiet przebierano w habity zakonne, natomiast w domu centralnym przy ulicy Thököly sama Margit Slachta udzielała schronienia licznym osobom, również mężczyznom, którzy niekiedy musieli ukrywać się na strychu, nawet w skrzyni. Były to dni wielkiego strachu. Nawet po dziesięcioleciach niektórzy z tych, którzy je przeżyli, w agonii przez wiele dni krzyczeli, jakby na nowo doświadczali tamtych wydarzeń. Były to również dni strachu dla sióstr podejmujących tak wielkie ryzyko. Siostra Sara i jej towarzyszki ze względu na swoje pochodzenie nie należały do osób prześladowanych. Jednak prowadzona przez nie akcja ratowania ludzi była niebezpieczna. Dlatego siostra Sara obawiała się o swoje towarzyszki. Być może również o nich myślała, kiedy ofiarowała swoje życie za ich ocalenie. Miała jednak w pamięci także wiadomości napływające ze Związku Radzieckiego o torturowaniu i mordowaniu kapłanów oraz zakonników.
Słusznie zatem Stolica Apostolska stwierdza w swoim dekrecie, że Sara Salkaházi została zamordowana jako wierna uczennica Chrystusa: swoim życiem dała świadectwo wiary wyrażającej się w czynach. Kiedy 27 grudnia 1944 roku została rozstrzelana nad Dunajem wraz z katechetką Vilmą Bernovics i osobami, które ukrywała w domu przy ulicy Bokréta, przyjęła śmiercionośny strzał, czyniąc powoli, z wielką godnością, szeroki znak krzyża. Wcześniej uczyła także młode dziewczęta, aby nie czyniły znaku krzyża pospiesznie i niedbale, lecz aby niejako przyoblekały się w Chrystusa ukrzyżowanego, jednocząc się z Tym, którego ten znak im przypomina.
3. Świadectwo krwi złożone przez Sarę Salkaházi pozostaje aktualne także dzisiaj. Nie jest aktualne w taki sposób jak sensacyjna wiadomość prasowa czy wydarzenie budzące zainteresowanie całego świata, lecz w znaczeniu o wiele głębszym: odsłania bowiem fundamenty naszego człowieczeństwa. Kiedy w tamten zwyczajny, ponury, szary zimowy dzień dosięgła ją śmierć, pozostała po niej cisza. Jej miejsce pozostało puste. Szeptem przekazywano sobie wiadomość, że tak, ją również rozstrzelano nad Dunajem. Najpierw wśród sióstr, a później także wśród innych ludzi rozchodziła się, budząc głębokie poruszenie, świadomość: a więc została męczennicą! Potem jednak nadeszły inne czasy i pojawiły się inne lęki. Nie zawsze istniała możliwość rozpoczęcia na Węgrzech oficjalnego kościelnego procesu beatyfikacyjnego. Z biegiem czasu z milczenia wyłaniały się jednak coraz to nowe świadectwa, a także głosy wdzięczności, wzruszenia i uznania, początkowo bardzo ciche. Jej imię znalazło się wśród Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, a w 1996 roku w archidiecezji ostrzyhomsko-budapeszteńskiej rozpoczął się oficjalny proces beatyfikacyjny. Po pięćdziesięciu latach odżyła bowiem pamięć o niej. Uznaliśmy, że nadszedł czas, abyśmy mogli zwracać się do niej jako do niebiańskiej orędowniczki i widzieć w niej autentyczny wzór chrześcijańskiego życia. Wzór znany nam nie tylko z legend odległych stuleci, wzór osoby, która nie żyła na dworze królewskim ani w środowisku ludzi uprzywilejowanych, lecz realizowała chrześcijańskie powołanie, zawsze wymagające wysiłku, w zwyczajnych warunkach. Jest nam bliska, ponieważ prowadziła proste życie, doświadczyła wielkich burz węgierskiej historii XX wieku i ukazała przykład świętości kobiety.
Przykładu siostry Sary potrzebujemy szczególnie w obecnym roku jubileuszowym. Modlimy się o duchową odnowę naszego narodu w duchu wynagrodzenia i pojednania. O odnowę, która jest możliwa jedynie w prawdzie, sprawiedliwości i miłości; o taką postawę, która pozwala dostrzec człowieka nawet w najsłabszych i najuboższych, ponieważ człowiek pozostaje największą wartością w każdym społeczeństwie i w każdej epoce. Odnowa i pojednanie są zaś pilnie potrzebne zarówno w naszym społeczeństwie, jak i między narodami, tutaj, w Kotlinie Karpackiej i na całym świecie. Nasza wiara katolicka wskazuje nam drogę i daje siłę. Jeśli bezwarunkowo pójdziemy za Chrystusem, nasze życie stanie się wartością dla otaczających nas ludzi i całego narodu, a także dla dziejów świata. W postaciach świętych oblicze Chrystusa jaśnieje przed nami w milionach ludzkich sytuacji, w niezliczonych chwilach historii. Mężczyźni i kobiety, młodzi i starzy, ludzie ze wszystkich kontynentów i narodów ukazują światu to odwieczne oblicze. Obecność Chrystusa przynosi zaś światu pokój, niezniszczalną nadzieję i radość, a także obietnicę i rękojmię chwały życia wiecznego.
Wielka Pani Węgrów, módl się za nami! Błogosławiona Saro Salkaházi, męczennico, módl się za nami! Ojcze nasz, który jesteś w niebie, święć się imię Twoje! Amen.
Tłumaczenie OKM
Za: https://www.magyarkurir.hu/hirek/erdo-peter-szentbeszede-salkahazi-sara-boldoggaavatasan
Copyright © Dicastero delle Cause dei Santi
