Kardynał Adrianus Simonis
HOMILIA ARCYBISKUPA ULTRECHTU PODCZAS MSZY ŚWIĘTEJ BEATYFIKACYJNEJ MARII TERESY OD ŚW. JÓZEFA (ANNY MARII TAUSCHER VAN DEN BOSCH)
Roermond, Katedra św. Krzysztofa, 13 maja 2006 r.
Każdy człowiek jest w gruncie rzeczy wielką tajemnicą, która przekracza jego samego. Każdy jest osobą całkowicie niepowtarzalną, ma własny charakter, temperament i własne „ja”. Jednak w głębi pozostajemy tajemnicą nawet dla samych siebie, ponieważ nie my siebie stworzyliśmy. Jesteśmy stworzeniami, które Bóg zamierzył i stworzył na swój obraz i podobieństwo, z miłości.
Nikt z nas nie prosił o życie. Otrzymaliśmy je od Boga za pośrednictwem rodziców. Bóg odwiecznie pragnął, abym istniał i ma wobec mojego życia określony zamiar.
Przychodzi mi tutaj na myśl dawne holenderskie powiedzenie: „Zostałem powołany do istnienia”. Wyraża ono prawdę, że moje życie, podobnie jak życie każdego człowieka, jest w swej istocie powołaniem. Ponieważ istnieję dzięki Bożej miłości, jestem powołany do odpowiedzi na tę miłość. Każdy człowiek jest powołany do miłowania Boga i do urzeczywistniania Jego miłości wobec innych, a tym samym do stawania się żywym dowodem istnienia Boga. Papież Benedykt XVI powiedział o tym wiele istotnych rzeczy w swojej encyklice Deus caritas est.
Dzisiejsza radosna uroczystość beatyfikacji siostry Marii Teresy Tauscher jest więc dla mnie jako człowieka starającego się żyć po chrześcijańsku, przede wszystkim okazją do głębokiego zastanowienia się nad własnym powołaniem. A właściwie nad osobistym powołaniem każdego z nas. Wszyscy jesteśmy powołani do miłości, do dawania siebie innym w najszlachetniejszym znaczeniu tego słowa. Dlatego każdy z nas jest powołany do świętości, do pełni życia. Sam Bóg mówi nam: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19,2). Podobnie Jezus kończy swoje nauczanie o chrześcijańskim sposobie życia w Kazaniu na Górze słowami: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48). Świętość życia nie jest ideałem przeznaczonym dla garstki niezwykłych, wyjątkowych ludzi. Należy ona do powołania każdego z nas. I właśnie o tym, bracia i siostry, Matka Maria Teresa była przekonana od najmłodszych lat, dzięki łasce Bożej i chrześcijańskiemu wychowaniu w solidnej rodzinie protestanckiej. Jednak przez wiele lat zmagała się z pytaniem o wolę Bożą dotyczącą konkretnej drogi jej życia. Życie każdego człowieka przybiera przecież własny, niepowtarzalny kształt.
Każdy zatem podąża własną drogą życia, zależnie od okoliczności, talentów i możliwości, jakie się przed nim otwierają. A także zależnie od łaski, którą Bóg obdarza go według swego wyboru.
Bóg bowiem sam wybiera tych, których obdarza swoimi łaskami. Jeden otrzymuje więcej, drugi mniej. Jeśli ktoś otrzymuje więcej, nigdy nie powinien się tym chlubić. Przeciwnie, kto więcej otrzymał, powinien też więcej dawać. Jezus mówi, że od tego, komu wiele dano, wiele będzie się wymagać. Maria Teresa dobrze o tym wiedziała. Dlatego poszukiwanie właściwej drogi życia od samego początku wiązało się dla niej z cierpieniem. Było to trudne poszukiwanie. Najpierw szukała prawdy, którą ostatecznie odnalazła w wierze katolickiej. Poszukiwała również sposobu realizacji swojego pragnienia życia zakonnego i całkowitego oddania się Chrystusowi oraz Jego Ewangelii. Po wielu zmaganiach i próbach odnalazła swoje powołanie w duchowości Karmelu.
Pod tym względem jej życie wykazuje niezwykłe podobieństwo do życia św. Edyty Stein, która po przeczytaniu biografii św. Teresy z Ávili zawołała: „To jest prawda”. Podobnie było z siostrą Marią Teresą. Jednocześnie fascynowało ją nabożeństwo do Boskiego Serca Jezusa jako znaku i źródła miłości, która oddaje wszystko. Dlatego postanowiła połączyć życie kontemplacyjne z czynnym życiem zakonnym i założyć własne zgromadzenie — Karmel Boskiego Serca Jezusa. Zgromadzenie to działa obecnie w dwudziestu krajach, prowadząc domy dla bezdomnych, sierot i ubogich dzieci, osób starszych oraz innych potrzebujących pomocy.
Bracia i Siostry!
Wystarczy kilka zdań, aby o tym opowiedzieć, ale tylko Bóg wie, ile cierpienia i prób kosztowało urzeczywistnienie tego wszystkiego. Kto zna życie Matki Marii Teresy, ten na wspomnienie jej imienia myśli o doświadczeniach i cierpieniu. Jej więź z Chrystusem, którego otwarte Serce było dla niej znakiem miłości oddającej siebie bez reszty, była tak głęboka, że całkowicie zjednoczyła się z Jego cierpieniem i opuszczeniem. W tym znaczeniu można mówić o szczególnej mistyce cierpienia, która stała się częścią jej duchowości. Dla nas, ludzi żyjącym w zsekularyzowanym świecie, brzmi to obco. Przywykliśmy przecież unikać cierpienia i wszystkiego, co wiąże się z bólem, wyrzeczeniem i trudem. Również Maria Teresa nie szukała cierpienia, a tym bardziej go nie wychwalała. Przeciwnie, jej wielkie dzieła miłosierdzia wypływały z troski o łagodzenie ludzkiego cierpienia. Była jednak realistką i wiedziała, że w życiu każdego człowieka istnieje cierpienie, którego nie sposób uniknąć, niezależnie od postaci, w jakiej się pojawia.
Sama doświadczyła go w szczególnym stopniu, ale nauczyła się rozumieć jego głęboki sens: cierpienie może nas oczyszczać i pomagać nam stawać się dojrzałymi ludźmi. Wszyscy znamy tę prawdę z własnego doświadczenia. Za ludzi naprawdę wielkich nie uważamy tych, którym wszystko w życiu przychodzi łatwo i którzy nigdy nie doznali niepowodzeń. Naprawdę wielcy są ci, którzy wiele przeżyli i potrafili pokonać poważne trudności oraz problemy. Ludzie, których doświadczenia wewnętrznie oczyściły. Choć cierpienie pozostaje wielką tajemnicą, Maria Teresa zrozumiała, że może ono stać się wezwaniem do dobroci i miłości. Widzieliśmy to ponownie w ubiegłym roku podczas katastrofy tsunami, która wywołała ogromną falę solidarności, współczucia i gotowości do poświęceń. Cierpienie może być również najwyższym wyrazem miłości. I to także znamy z własnego doświadczenia. Dwoje ludzi w atmosferze romantycznego zauroczenia i rodzącej się namiętności może bardzo łatwo obiecać sobie wieczną miłość. Jednak prawdziwa miłość okazuje swoją wartość dopiero wtedy, gdy romantyczne uniesienie przemija, a jedno musi ponosić rzeczywiste ofiary dla drugiego. Kiedy trzeba nauczyć się przebaczać i cierpieć ze względu na siebie nawzajem.
Cierpienie jako najwyższy wyraz miłości — tak właśnie przedstawia je Jezus, szczególnie w dzisiejszych czytaniach biblijnych. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13) — mówi Jezus. Matka Maria Teresa nauczyła się rozumieć to wszystko dzięki pełnemu łaski zjednoczeniu ze swoim Panem i Mistrzem. Słowa Jezusa: „Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was” oraz „abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał” (por. J 15,4.16) stały się rzeczywistością jej życia. Siłę do tego czerpała z Eucharystii, w której Chrystus nieustannie daje siebie, oraz z długich godzin cichej adoracji. W ten sposób, zgodnie ze swoim charyzmatem zakonnym, starała się całe życie i działalność poświęcić chwale Bożej, wynagradzaniu za grzechy i zbawieniu ludzi. Jej dzisiejsza beatyfikacja oznacza, że w sposób wzorowy i heroiczny praktykowała cnoty wiary, nadziei i miłości, a teraz może wstawiać się za nami u Boga, abyśmy na nowo nauczyli się, co znaczy być człowiekiem prawdziwie cnotliwym.
Bracia i Siostry!
Matka Maria Teresa nie żyła po to, aby pewnego dnia doczekać radości dzisiejszej uroczystości. Całkowicie oddała się miłości Boga i służbie ludziom. Była osobą zakonną w najszlachetniejszym znaczeniu tego słowa: związaną z Bogiem i Chrystusem, pozwalającą, aby Jego Duch ją inspirował i prowadził, tak by mogła stać się wszystkim dla wszystkich. Kiedy z polecenia Papieża mam dziś ogłosić ją Błogosławioną, pragnę świadomie uczcić w jej osobie wszystkie osoby zakonne, a szczególnie siostry zakonne. Nie, nie ogłaszam ich wszystkich błogosławionymi, bo moje uprawnienia nie sięgają tak daleko. Ale w jej osobie oddaję cześć wszystkim siostrom zakonnym, dziesiątkom tysięcy kobiet, które w ciągu ostatnich stu pięćdziesięciu lat wniosły niewyobrażalnie wielki wkład w życie Kościoła i społeczeństwa naszego kraju, a także wielu krajów Trzeciego Świata. Pracowały w opiece nad chorymi i osobami starszymi, w szkolnictwie oraz wykonywały proste, ale niezbędne zadania. Wiele z nich było po prostu świętymi osobami poświęconymi Bogu, które z różnych powodów nigdy nie doczekają się beatyfikacji czy kanonizacji. Ale tylko Bóg wie, jak często kosztem wielkich osobistych wyrzeczeń, cierpienia i prób służyły jako osoby zakonne królestwu Bożemu.
Matka Maria Teresa z pewnością cieszy się w niebie, że dzisiaj w jej osobie oddajemy cześć tym wszystkim dziesiątkom tysięcy kobiet.
Dziękujmy Bogu za tak wartościowe życie Matki Marii Teresy i prośmy za jej wstawiennictwem, aby życie zakonne ponownie rozkwitło i aby także w naszych czasach nie zabrakło odpowiedzi na Boże wezwanie.
Prosimy o to przez Chrystusa, zmartwychwstałego Pana.
Amen.
Tłumaczenie OKM
Za: https://www.rkkerk.nl/wp-content/uploads/2016/10/2006_5-6.11-Preek-kardinaal-Simonis-bij-zaligverklaring-zr.-Maria-Teresa-Tauscher.pdf
Copyright © Dicastero delle Cause dei Santi
