Home DokumentyDokumenty Kościoła o życiu konsekrowanymFranciszekFranciszek - Homilie i przemówienia 2017.10.01 – Bolonia – Franciszek, Słowa Papieża podczas spotkania z kapłanami, osobami zakonnymi, seminarzystami seminarium regionalnego i diakonami stałymi w katedrze w Bolonii

2017.10.01 – Bolonia – Franciszek, Słowa Papieża podczas spotkania z kapłanami, osobami zakonnymi, seminarzystami seminarium regionalnego i diakonami stałymi w katedrze w Bolonii

Redakcja

 

Franciszek

SŁOWA PAPIEŻA PODCZAS SPOTKANIA Z KAPŁANAMI, OSOBAMI ZAKONNYMI, SEMINARZYSTAMI SEMINARIUM REGIONALNEGO I DIAKONAMI STAŁYMI W KATEDRZE
W BOLONII

Bolonia, Katedra św. Piotra, 01 października 2017 r.

 

 

Papież Franciszek:

Dobry wieczór, a właściwie dzień dobry! Dziękuję wam za obecność. Spotkanie z osobami konsekrowanymi, kapłanami i diakonami jest dla mnie pociechą. To oni prowadzą w znacznej mierze działalność apostolską Kościoła – uczestniczą w niej także świeccy – a osoby zakonne starają się dawać nam świadectwo życia wolnego od ducha światowości. Bardzo wam dziękuję. Aby nasze spotkanie było bardziej spontaniczne, postanowiłem, że będziecie zadawać pytania, a ja będę odpowiadał. Otrzymałem wiele propozycji pytań, ale zadane zostaną dwa.

Kapłan:

Ojcze Święty, chciałbym przedstawić jedno z wielu pytań nadesłanych przez kapłanów, diakonów oraz osoby konsekrowane. Jezus wysłał swoich uczniów po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam zamierzał przyjść (por. Łk 10, 1). W jaki sposób ten ewangeliczny wymóg braterstwa może się wyrażać i rozwijać w naszym życiu kapłańskim? Dziękuję.

Papież Franciszek:

Istotą tego pytania jest braterstwo w życiu kapłanów. Braterstwo to wyraża się we wspólnocie prezbiterium. Pójdźmy jednak dalej. Czasami, gdy żartują ze sobą zakonnicy i księża diecezjalni, ci drudzy mówią: „Ja należę do zakonu założonego przez św. Piotra” – czyli do tego prawdziwego zakonu – „a wasz założył taki czy inny święty albo błogosławiony…”. Tak jest, prawda? Ale co stanowi centrum, samą istotę duchowości życia kapłana diecezjalnego? Diecezjalność. Nie możemy oceniać życia kapłana diecezjalnego, nie pytając, jak przeżywa on swoją przynależność do diecezji. Diecezjalność jest bowiem doświadczeniem przynależności: należysz do pewnego organizmu, którym jest diecezja. To znaczy, że nie jesteś „libero”, jak w piłce nożnej, nie jesteś wolnym zawodnikiem – w amatorskiej piłce nożnej istnieje pozycja libero. Nie, nie jesteś „libero”. Jesteś człowiekiem należącym do organizmu, którym jest diecezja, do jego duchowości i do jego życia. Tak samo jest z radą kapłańską i całym prezbiterium. Myślę, że często o tym zapominamy, ponieważ jeśli nie pielęgnujemy ducha diecezjalności, stajemy się zbyt wielkimi indywidualistami, zbyt samotni, narażając się na bezowocność, a także na pewną… powiedzmy delikatnie… nerwowość. Stajemy się trochę rozdrażnieni, żeby nie powiedzieć neurotyczni, trochę jak starzy kawalerowie. Tak wygląda samotny ksiądz, który nie utrzymuje więzi ze wspólnotą prezbiterium. „Vae soli!” – mawiali Ojcowie pustyni (por. Koh 4, 10 Wulg.) – „Biada samotnemu!”, bo źle skończy. Dlatego tak ważne jest pielęgnowanie i rozwijanie poczucia przynależności do diecezji, które obejmuje również wymiar synodalności w relacji z biskupem. Ta wspólnota ma szczególną siłę i zawsze powinna kierować się otwartością. Chodzi zarówno o zobowiązanie do otwartości, jak i o cnotę otwartości. O chrześcijańską szczerość, taką, jaką praktykował Paweł, czyli odwagę mówienia, powiedzenia wszystkiego. Paweł zawsze postępował z taką odwagą. Posługiwał się słowem „parresia”: iść naprzód… Odwaga mówienia, ale również odwaga cierpliwego znoszenia trudności, dźwigania ich na swoich barkach: hypomenein, hypomoné. Są to dwie cnoty, którymi Paweł posługiwał się, opisując człowieka Kościoła. Ta odwaga mówienia i odwaga cierpliwego znoszenia trudności są konieczne, aby żyć w duchu diecezjalności. Odwaga mówienia. „Ale nie, lepiej nic nie mówić…”. Pamiętam, że kiedy studiowałem filozofię, pewien stary jezuita, spryciarz, dobry człowiek, ale trochę przebiegły, poradził mi: „Jeśli chcesz przetrwać w życiu zakonnym, zawsze myśl jasno, ale mów tak, żeby nikt cię nie zrozumiał”. Jest to pewna forma klerykalnej obłudy, nazwijmy rzecz po imieniu. „Nie, ja myślę tak, ale jest biskup, jest ten wikariusz, jest jeszcze tamten… Lepiej milczeć… A potem omówię to sobie z przyjaciółmi”. To brak wolności. Jeśli kapłan nie ma swobody mówienia, parresii, nie przeżywa właściwie swojej przynależności do diecezji. Nie jest wolny, a do życia w duchu diecezjalności potrzebna jest wolność. Drugą cnotą jest cierpliwe znoszenie trudności. Trzeba znosić biskupa, zawsze. Wszyscy my, biskupi, mamy swoje [braki], wszyscy. Każdy z nas ma swoje wady… Trzeba znosić biskupa. Trzeba znosić współbraci: nie podoba mi się to, co mówi tamten… Popatrz na tego, popatrz na tamtego… To ciekawe: człowiek, któremu brakuje swobody i odwagi, aby mówić otwarcie wobec wszystkich, zaczyna postępować niegodnie i obmawiać innych za plecami. Nie ma cierpliwości, by znosić trudności w milczeniu, nie potrafi cierpliwie dźwigać ich ciężaru. A my musimy zrobić wszystko, aby zdobyć cnotę mówienia sobie prawdy prosto w oczy, roztropnie, ale otwarcie. To prawda, że jeśli nie zgadzam się z jakimś współbratem podczas spotkania, nie powinienem mówić: „Jesteś łajdakiem”. Nie. Powinienem powiedzieć: „Nie zgadzam się, ponieważ uważam, że jest tak i tak”, bez obrażania. Ale mam swobodnie powiedzieć to, co myślę. A jeśli ktoś mnie męczy, przychodzi zawsze z tymi samymi opowieściami i być może psuje całe spotkanie… cierpliwość, cierpliwość w znoszeniu tego. Bardzo pomaga nam tutaj myśl o Bogu, który w Jezusie Chrystusie okazał cierpliwość, to znaczy znosił nas wszystkich.

Diecezjalność wymaga więc cnoty jasnego mówienia, która czyni nas wolnymi oraz drugiej cnoty – cierpliwości.

Ale jest także lud Boży, który nie należy do prezbiterium, lecz należy do Kościoła diecezjalnego. A życie w duchu diecezjalności oznacza również życie razem z ludem Bożym. Kapłan powinien zadać sobie pytanie: jaka jest moja relacja ze świętym ludem Bożym? I tutaj pojawia się bardzo poważna wada, z którą trzeba walczyć: klerykalizm. Drodzy kapłani, jesteśmy pasterzami, pasterzami ludu, a nie urzędnikami kościelnymi. Myślę o dawnych czasach we Francji, o epoce dworów, o „Monsieur l’abbé”, duchownym pełniącym funkcję urzędnika państwowego. Ale także dzisiaj, nawet bez tytułu „Monsieur l’abbé”, jest wielu takich duchownych, urzędników od spraw świętych. Ich stosunek do ludu przypomina – i to jest bardzo brzydki obraz – relację między panem a robotnikiem: ja jestem duchownym, a ty jesteś ignorantem. Zastanówcie się dobrze: nasz klerykalizm jest bardzo silny, bardzo silny. Potrzebujemy wielkiego i nieustannego nawracania się, aby być pasterzami. Niedawno skończyliśmy czytać – nie wiem, czy również we włoskiej liturgii, bo ja nadal korzystam z argentyńskiego brewiarza – traktat św. Augustyna O pasterzach w Godzinie Czytań. Widzimy tam wyraźnie, jak Augustyn ukazuje nam, kim jest pasterz. Nie duchowny opanowany klerykalizmem, lecz pasterz ludu. Nie oznacza to populisty. Nie. Pasterz ludu to ktoś bliski ludziom, ponieważ został do nich posłany, aby pomagać im wzrastać, nauczać ich, uświęcać i pomagać im odnaleźć Jezusa Chrystusa. Natomiast pasterz nadmiernie przywiązany do klerykalizmu przypomina faryzeuszy, uczonych w Prawie i saduceuszy z czasów Jezusa: liczy się tylko moja teologia, moje poglądy, to, co należy robić, a czego nie wolno. Jest zamknięty w swoim świecie, a lud pozostaje gdzieś daleko. Nigdy nie podejmuje dialogu z rzeczywistością życia ludu.

Bardzo podobał mi się dzisiejszy obiad… Nie tyle dlatego, że lazania była bardzo smaczna, ile dlatego, że był tam lud Boży, także najubożsi, a pasterze byli pośród ludu Bożego. Pasterz powinien utrzymywać z ludem Bożym potrójną relację – i to właśnie jest synodalność. Powinien iść na przedzie, aby wskazywać drogę. Powiedzmy, że jest to pasterz katecheta, pasterz, który uczy, którędy należy iść. Powinien być pośród ludzi, aby ich poznawać. Chodzi o bliskość: pasterz jest blisko, pośród ludu Bożego. Powinien także iść z tyłu, aby pomagać tym, którzy pozostają w tyle, a niekiedy również pozwolić samemu ludowi rozpoznać, którą drogę wybrać. Lud bowiem wie, ma dobry „węch”. Owce potrafią wyczuć, gdzie znajdują się dobre pastwiska. Ale nie można pozostawać wyłącznie z tyłu. Nie. Trzeba zajmować wszystkie trzy pozycje: z przodu, pośrodku i z tyłu. Dobry pasterz powinien umieć tak się poruszać.

Podsumuję, żebyśmy nie zapomnieli. Relacja wynikająca z przynależności do diecezji, relacje między nami, kapłanami, relacja z biskupem, z odwagą mówienia wszystkiego i odwagą znoszenia wszystkiego. Relacja z ludem Bożym, bez której popadam w klerykalizm, jeden z najcięższych grzechów. Augustyn w traktacie O pasterzachtak dobrze opisuje klerykalizm, tak dobrze! A wobec ludu Bożego trzeba zajmować te trzy miejsca: na przedzie ludu Bożego, jako przewodnik, jako katecheta, aby wskazywać drogę; pośród ludzi, aby ich poznawać, aby dobrze rozumieć, jacy są; i z tyłu, aby pomagać tym, którzy pozostają [na końcu], a także pozostawić im trochę wolności i zobaczyć, jak działa „węch” ludu Bożego w wybieraniu dobrej trawy.

Poza tym smutne jest, gdy pasterz traci z oczu lud, lud Boży, gdy nie wie, co robić… Bardzo smutne jest, kiedy kościoły pozostają zamknięte – niektóre muszą być zamknięte – albo gdy na drzwiach widnieje tabliczka: „Otwarte od tej do tej godziny”, a potem nie ma nikogo. Spowiedź tylko w określonym dniu, od tej do tej godziny. Przecież to nie jest biuro związku zawodowego! To miejsce, do którego przychodzi się adorować Pana. A jeśli wierny chce adorować Pana i zastaje zamknięte drzwi, to dokąd ma pójść? Pasterze, którzy mają przed oczami lud Boży, zadają sobie pytanie: co mogę zrobić, aby być blisko mojego ludu? Czasami myślę o kościołach stojących przy bardzo ruchliwych ulicach, a jednak zamkniętych. Niektórzy proboszczowie spróbowali je otworzyć i zadbać o to, aby zawsze był dostępny spowiednik, a nad konfesjonałem paliło się światło. I taki spowiednik nie nadążał ze spowiadaniem. Ludzie widzą otwarte drzwi, wchodzą, dostrzegają światło i idą do spowiedzi. Drzwi zawsze otwarte, zawsze gotowość do służenia ludowi Bożemu.

To wszystko składa się na diecezjalność.

Chciałbym teraz powiedzieć o dwóch wadach, które występują wszędzie. Nie wiem, może w Bolonii ich nie ma, dzięki Bogu, ale wszędzie można je spotkać. Nie u wszystkich, lecz u niektórych.

Pierwsza to traktowanie posługi kapłańskiej jako kariery kościelnej. W dawnych żywotach świętych pisano: „W tym wieku poczuł powołanie do kariery kościelnej”. Tak się kiedyś mówiło. Ale nie o to mi chodzi. Mam na myśli prawdziwą postawę karierowicza, który chce piąć się po szczeblach hierarchii. To zaraza w prezbiterium. Istnieją dwie poważne zarazy i to jest jedna z nich. Karierowicze starają się za wszelką cenę zrobić karierę i zawsze mają brudne paznokcie, bo chcą wspinać się coraz wyżej. Taki człowiek potrafi wywołać wiele niezgody we wspólnocie kapłańskiej. Myśli o karierze: „Teraz skończę pracę w tej parafii i dadzą mi inną, większą…”. Co ciekawe, kiedy karierowicz kończy pracę w jednej parafii, a biskup powierza mu inną, nie tak „wysoką”, lecz „niższą”, obraża się. Obraża się! „Ale przecież mnie należy się tamta!”. Nic ci się nie należy. Twoim jedynym zadaniem jest służyć. Trzeba mówić o tym jasno. Karierowicze wyrządzają ogromną szkodę jedności wspólnoty prezbiterium, ogromną szkodę, ponieważ należą do wspólnoty, ale wszystko robią po to, aby samemu awansować.

Drugą częstą wadą jest plotkowanie. „A tamten…” – „Widziałeś tego?” – „Mówią o nim…” – „Mówią o tamtym…”. I dobre imię współbrata kapłana zostaje splamione, jego reputacja zniszczona. Niszczenie dobrego imienia innych. Plotkowanie jest wadą, którą nazywamy wadą „klauzurową”. Gdy w prezbiterium jest wielu ludzi zamkniętych w sobie, pojawiają się plotki i obmawianie innych. „Dziękuję Ci, Panie, że nie jestem jak inni, ani jak ten celnik” (por. Łk 18, 11). „Dzięki Bogu, nie jestem taki jak on!”. To właśnie melodia plotkowania, również plotkowania wśród duchownych. Karierowiczostwo i plotkowanie to dwie wady właściwe klerykalizmowi.

W jaki sposób ten ewangeliczny wymóg braterstwa może się wyrażać i rozwijać w życiu kapłanów? Przez życie w duchu diecezjalności, przez odwagę mówienia zawsze jasno i cierpliwego znoszenia innych; przez dobrą relację z ludem Bożym, zarówno wtedy, gdy idziemy na przedzie, wskazując drogę, jak i wtedy, gdy jesteśmy wśród ludzi, blisko nich, podejmując dzieła miłosierdzia oraz wtedy, gdy idziemy z tyłu, aby widzieć, jak podąża lud, i pomagać tym, którzy pozostają w tyle. A także przez unikanie wszelkich form klerykalizmu, ponieważ jego dwiema najgorszymi wadami są karierowiczostwo i plotkowanie.

Nie wiem, czy odpowiedziałem na pytanie… Diecezjalność – to właśnie szczególny charyzmat kapłana diecezjalnego. A diecezjalność oznacza to wszystko, o czym powiedziałem. Dziękuję.

Drugie pytanie (osoby zakonnej):

Ojcze Święty, mam pytanie dotyczące życia zakonnego, choć sądzę, że nie tylko jego. Uczy nas Ojciec Święty, że abyśmy jako osoby konsekrowane byli świadkami radości i nadziei, musimy odrzucić mentalność przetrwania i stanąć razem z Jezusem pośród Jego ludu, dotykając ran Jezusa w ranach świata. W ciągu tych lat dał nam Ojciec Święty wiele wskazówek. Prosimy jednak powiedzieć, jakie najważniejsze kroki powinniśmy podjąć, aby zdecydowanie wejść na tę drogę. Dziękuję.

Papież Franciszek:

Popaść w mentalność przetrwania to tak, jakby „czekać na karawan”, karawan pogrzebowy. Czekamy, aż przyjedzie karawan i zabierze nasze zgromadzenie. Jest to pesymizm lekko przypudrowany nadzieją. Taka postawa nie przystoi ludziom wiary. W życiu zakonnym „czekanie na karawan” nie jest postawą ewangeliczną. Jest postawą człowieka, który pogodził się z porażką. A kiedy czekamy na karawan, radzimy sobie, jak możemy i dla bezpieczeństwa gromadzimy pieniądze, aby mieć jakieś zabezpieczenie. Ta mentalność przetrwania prowadzi do zaniku ubóstwa, do szukania bezpieczeństwa w pieniądzach. Czasami słyszy się: „W naszym zgromadzeniu jesteśmy już stare” – słyszałem to od niektórych sióstr – „jesteśmy stare i nie ma powołań, ale mamy majątek, żeby zabezpieczyć sobie ostatnie lata”. A to najpewniejsza droga do śmierci. W życiu konsekrowanym poczucia bezpieczeństwa nie daje liczba powołań ani obfitość pieniędzy. Bezpieczeństwo pochodzi skądinąd. Nie chciałbym mówić o sprawach, o których wiem z racji pełnionego urzędu. Powiem tylko o tym, co każdy może zobaczyć. Niektóre zgromadzenia stają się coraz mniejsze, a ich majątek coraz większy. Widzicie zakonników i zakonnice, którzy kurczowo trzymają się pieniędzy, traktując je jako zabezpieczenie. To właśnie istota mentalności przetrwania: przetrwam, jestem bezpieczny, bo mam pieniądze. Problem nie dotyczy przede wszystkim czystości ani posłuszeństwa. Nie. Dotyczy ubóstwa. Ryba psuje się od głowy, a życie konsekrowane zaczyna się psuć od braku ubóstwa. I rzeczywiście tak jest. Święty Ignacy nazywał ubóstwo „matką i murem” życia zakonnego: „matką”, ponieważ rodzi życie zakonne, i „murem”, ponieważ chroni je przed wszelką światowością. Mentalność przetrwania prowadzi do życia na sposób światowy, do pokładania nadziei w sprawach tego świata, zamiast wejścia na drogę nadziei Bożej, nadziei pokładanej w Bogu. Pieniądze są naprawdę zgubą dla życia konsekrowanego. Ale Bóg jest bardzo dobry, bardzo dobry, ponieważ kiedy jakiś instytut życia konsekrowanego zaczyna gromadzić coraz więcej pieniędzy, Pan jest tak dobry, że posyła mu złego ekonoma albo złą ekonomkę, którzy doprowadzają wszystko do ruiny. I to jest łaska! Kiedy majątek jakiegoś zgromadzenia zakonnego przepada, mówię: „Dziękuję Ci, Panie!”, ponieważ jego członkowie zaczną wchodzić na drogę ubóstwa i prawdziwej nadziei pokładanej w dobrach, które daje Pan. Na drogę prawdziwej nadziei na owocność, którą daje podążanie drogą Pana. Proszę was, mówię wam to zawsze: zawsze, zawsze róbcie rachunek sumienia z ubóstwa. Z ubóstwa osobistego, które nie polega jedynie na proszeniu przełożonego czy przełożonej o pozwolenie na zrobienie czegoś. Jest czymś głębszym, o wiele głębszym. Ale także z ubóstwa całego zgromadzenia, ponieważ właśnie w nim kryje się [prawdziwe] przetrwanie życia konsekrowanego, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. To znaczy, że tam znajduje się prawdziwa nadzieja, dzięki której życie konsekrowane będzie się rozwijać.

Jest jeszcze coś innego. Pan często nawiedza nas przez niedostatek środków: brak środków, brak powołań, ograniczone możliwości… Przez prawdziwe ubóstwo, nie tylko ubóstwo wynikające ze ślubu, ale również ubóstwo rzeczywiste. A brak powołań jest bardzo rzeczywistym ubóstwem! W takich sytuacjach ważne jest, aby rozmawiać z Panem: dlaczego tak się dzieje? Co dzieje się w moim zgromadzeniu? Dlaczego sprawy przybierają taki obrót? Dlaczego brakuje tej owocności? Dlaczego młodzi ludzie nie odczuwają entuzjazmu, nie zachwycają się moim charyzmatem, charyzmatem mojego zgromadzenia? Dlaczego zgromadzenie utraciło zdolność przyciągania ludzi i budzenia powołań? Trzeba przeprowadzić prawdziwy rachunek sumienia dotyczący rzeczywistej sytuacji i powiedzieć całą prawdę. Dotyczy to również kapłanów diecezjalnych i świeckich, ale chciałbym powiedzieć to przede wszystkim zakonnikom. Proszę was, wyświadczcie mi przysługę: rozważcie trzy ostatnie punkty adhortacji Evangelii nuntiandi, tego posynodalnego dokumentu duszpasterskiego, który nadal jest aktualny. Nie zestarzał się, nie! Nadal zachowuje swoją moc. Błogosławiony Paweł VI przedstawia tam „portret ewangelizatora”, ukazuje, jakim powinien on być. Na tej podstawie zróbcie rachunek sumienia: „Czy ja i moje zgromadzenie tak postępujemy?”. A może, jak mówi Paweł VI, jest to zgromadzenie smutne, zgorzkniałe, które nie wie, co robić?… Rozważcie te punkty. Pomogą wam zrobić rachunek sumienia z mentalności przetrwania. Ale istoty problemu szukajcie zawsze w ubóstwie: w tym, jak przeżywać ubóstwo.

W pytaniu padły również słowa: „…i stanąć razem z Jezusem pośród Jego ludu, dotykając ran Jezusa w ranach świata”. Jest to w pewnym sensie droga wskazana w Flp 2, 7. Drogą Jezusa jest uniżenie – „uniżył się”, „ogołocił samego siebie” – uniżenie się wobec ludu Bożego, wobec tych, którzy cierpią, którzy nie mogą ci niczego dać. Siłę do tego można czerpać jedynie z modlitwy. Pamiętam, że kiedyś w mojej poprzedniej diecezji pracowały w szpitalu siostry zakonne, Austriaczki. Były już starsze, naprawdę nie miały powołań i z wielkim bólem musiały wrócić do ojczyzny. I ten szpital został bez sióstr. Ale był tam pewien koreański kapłan, który podjął starania i sprowadził siostry z Korei. Przywiózł cztery, wszystkie młode. Przyjechały w poniedziałek, a w środę poszły już na oddziały. Kiedy w sobotę odwiedziłem ten szpital, wszyscy chorzy mówili: „Jakie te siostry są dobre! Jak bardzo mi pomogły!”. Pomyślałem sobie: „Przecież te Koreanki znają hiszpański tak dobrze, jak ja koreański. Jak więc chorzy mogą mówić: «Jakie te siostry są dobre!»?”. Ale one z uśmiechem brały chorych za rękę, głaskały ich i w ten sposób docierały do serca ludu Bożego, do ludzi cierpiących, do ran, do cierpiącego ciała Jezusa.

Kiedy żyje się w taki sposób, nieznajomość języka kraju, w którym się przebywa, jest ogromnym ubóstwem, naprawdę wielkim ubóstwem. Te siostry doświadczały takiej sytuacji, ale żyły w pokoju i czyniły wiele dobra. Uniżyć się, dotykać cierpiącego ciała Jezusa i ubogich. Taka postawa pozwala przezwyciężyć mentalność przetrwania. Jest to sposób myślenia właściwy tym, którzy budują królestwo Boże, ponieważ właśnie 25. rozdział Ewangelii Mateusza wskazuje nam tę drogę do królestwa Bożego. Mentalność przetrwania jest zawsze pesymistyczna. Nie otwiera nowych perspektyw, jest zamknięta. I prowadzi ku cmentarzowi.

Zejść, jak Jezus, ku Jego cierpiącemu ciału, ku najsłabszym, chorym i wszystkim tym, o których mówi 25. rozdział Ewangelii Mateusza. Taka postawa nie kieruje spojrzenia ku cmentarzowi, lecz otwiera perspektywę owocnego życia. To jest zasiewanie, a wzrost nasienia daje Pan. Dlatego mówię o tych dwóch rzeczach: o ubóstwie i o postawie wobec cierpiącego ciała Chrystusa. Ze szczerością. Bez ideologii. Dziękuję.

Mówią mi, że jesteśmy spóźnieni i musimy już się pożegnać. Bardzo wam dziękuję za obecność. Dziękuję za wasze świadectwo. A osobom zakonnym chciałbym powiedzieć jeszcze jedną rzecz, ponieważ mniej mówiłem do nich niż do kapłanów diecezjalnych: życie konsekrowane jest policzkiem wymierzonym duchowej światowości! Idźcie naprzód!

 

Tłumaczenie OKM
Za: www.vatican.va


Copyright © Dykasterium ds. Komunikacji – Libreria Editrice Vaticana

 

 

 

 

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda