Home DokumentyDokumenty Kościoła o życiu konsekrowanymBenedykt XVIBenedykt XVI - Kanonizacje i beatyfikacje osób konsekrowanych 2012.06.03 – Besançon – O. Bruno Cadoré OP, Homilia generała Zakonu Kaznodziejskiego, wygłoszona podczas Mszy Świętej Beatyfikacyjnej o. Jana Józefa Lataste, w uroczystość Najświętszej Trójcy

2012.06.03 – Besançon – O. Bruno Cadoré OP, Homilia generała Zakonu Kaznodziejskiego, wygłoszona podczas Mszy Świętej Beatyfikacyjnej o. Jana Józefa Lataste, w uroczystość Najświętszej Trójcy

Redakcja

 

O. Bruno Cadoré OP

HOMILIA GENERAŁA ZAKONU KAZNODZIEJSKIEGO, WYGŁOSZONA PODCZAS MSZY ŚWIĘTEJ BEATYFIKACYJNEJ O. JANA JÓZEFA LATASTE, W UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCY

Besançon (Micropolis), 03 czerwca 2012 r.

 

Wyobrażam sobie, bracia i siostry, ciszę, jaka zapadła po pierwszym kazaniu młodego kaznodziei w więzieniu w Cadillac. Tego dnia Bóg nie przemówił do swojego ludu spośród płomieni. Przemówił natomiast w tym miejscu odciętym od świata, gdzie przebywały kobiety z wyrokiem sądowym. Właśnie usłyszały Błogosławionego Jana Józefa, który mówił im o nieskończonej miłości wiernego Boga, podnoszącego je z upadku — te, które po swoim przewinieniu i skazaniu być może niewiele już oczekiwały od życia. Zamknięte w samotności, poczuciu winy i wstydzie, usłyszały skierowane do nich słowo od Boga, choć uważały, że nie są tego godne. Odbierają to słowo jak tryskające źródło żywej wody, które obmywa wszelką nieczystość, zaspokaja pragnienie bycia uznanym i kochanym, łagodzi ranę pozostawioną przez popełnione zło, przez dopuszczenie się tego, co najgorsze, przez zdradę. Podnosząc głowy — „jak kwiaty po burzy” — czują na sobie ojcowskie spojrzenie Boga, który nie chce sprowadzać ich do tego, co uczyniły, lecz pragnie je przyjąć i kochać po prostu takimi, jakie są dzisiaj. I oto nieśmiało odzyskują ufność, poruszone niesłychaną ufnością Tego, który jest ich Ojcem. Czy istnieje lud, który tak jak ty słyszał głos Boga mówiącego spośród płomieni? — pytało Pismo. W Cadillac, w pierwszym dniu rekolekcji, objawienie dokonuje się w ciszy więzienia, w nocy zapomnienia i bolesnej pamięci o popełnionych zbrodniach. A objawienie przychodzi poprzez głos zwracający się do więźniarek: „moje drogie siostry”. Słowa te są echem głosu Boga, który wybiera sobie lud, albo — jeszcze bardziej radykalnie — daje poznać, że nie może wybrać sobie ludu, nie przyjmując wraz z nim tych kobiet skazanych wyrokiem ludzi. Ciszę odosobnienia i samotności nagle zastępuje pełna ufności cisza człowieka, który powierza się miłości, aby odważyć się żyć na nowo, ponownie uwierzyć, że została mu obiecana przyszłość i że przyszłość nie musi mieć oblicza przeszłości. W głębi tej ciszy rozbrzmiewają słowa młodego kaznodziei: niesłychane wezwanie do zupełnie nowej wolności.

Tak, w tym więzieniu, być może po straszliwych wewnętrznych zmaganiach, po odrzuceniu, porywach entuzjazmu, zwątpieniu i zawstydzającej pamięci… w tym więzieniu słowa młodego kaznodziei docierają do osadzonych jako echo Boga, który nie jest podobny do nikogo innego i który zwraca się do swojego ludu, aby wyrwać go z niewoli i obdarzyć wolnością.

Wyobrażam sobie tę ciszę, bracia i siostry, do której przedłużenia Błogosławiony Jan Józef zaprasza więźniarki podczas długich godzin adoracji Najświętszego Sakramentu. Brat Jan Józef jest bowiem prorokiem nie tylko dlatego, że w imieniu Boga kieruje słowo miłosierdzia, lecz także dlatego, że zaprasza do życia konkretną obecnością. Cisza adoracji ma moc i głębię Słowa Bożego. Jest bowiem niejako zamieszkana przez samo Słowo Boga, które dokonuje dzieła Ojca. Syn przechodzi wśród nas, oddaje za nas swoje życie, a Jego obecność rozbłyska w nas, aby otworzyć w naszych sercach drogę, na której uczymy się nazywać Boga naszym Ojcem. Przychodzi niejako rozpalić nasze życie ogniem tajemnicy Najświętszej Trójcy. I przemienia ludzkie życie i ludzkie oblicza.

To Słowo musi przebyć drogę w głębi naszych ciemności. Musi przejść przez to wszystko, co nas zniewala i zamyka w nas samych: przez nasze porażki i winy, nasze uwikłanie w grzech, nasz brak nadziei. Słowo przychodzi do nas dyskretnie, aby zrodzić nas do wolności. Prawda tego Słowa, paradoksalnie milczącego, jest o wiele bardziej radykalna i prawdziwa niż wszelka gadanina: Bóg jest miłością, tylko miłością, miłością bez reszty. I to wszystko. A raczej: jest miłością całkowitą, jakiej nie potrafilibyśmy sobie wyobrazić. Miłością, która się daje, miłością Tego, który, aby kochać, daje samego siebie każdemu bez żadnych warunków.

Bóg jest miłością i dyskretnie zbliża się do każdego. Zaczynając od tych kobiet i mężczyzn, którzy mogliby sądzić, że już nigdy nikogo nie będą obchodzić. Kiedy przywołujemy tę tajemnicę miłosierdzia, staje nam przed oczami tak wiele twarzy. Oto młody przyjaciel zniewolony przez przemoc, nad którą nie potrafi zapanować i która zadaje mu cierpienie, ponieważ jednocześnie nad nim panuje i budzi w nim odrazę. I oto słyszy, że jest synem oczekiwanym i kochanym przez Tego, przez którego — jak sądził — został potępiony. Oto radosne zgromadzenie więźniów w Norfolk, kiedyś skazanych, być może jeszcze przez długi czas pozostających w zamknięciu, którzy jednak wiedzą już, że są wolni, ponieważ otrzymali przebaczenie i zostali przyjęci przez Ojca, który — zanim jeszcze odważyliby się to sobie wyobrazić — już wyszedł im na spotkanie. Oto jeszcze inny przyjaciel, wyczerpany życiem, który nie ośmiela się uwierzyć, ponieważ sądzi, że dopuścił się zdrady, a pewnego dnia odkrywa, że nie ma sensu osądzać samego siebie, lecz że może na nowo żyć dzięki przebaczeniu, które uznaje w nim dziecko Boże. I wreszcie jesteśmy my wszyscy, bracia i siostry. To my wszyscy zostajemy wezwani przez ciszę adoracji więźniarek z Cadillac. Wezwani wraz ze wszystkimi braćmi i siostrami Błogosławionego Jana Józefa, pomimo naszych słabości i niewierności, wszyscy jesteśmy powołani, aby podnieść głowę i żyć jak dzieci Boże.

W głębi tej ciszy w Cadillac Błogosławiony Jan Józef był prorokiem. Jako apostoł więzień był prorokiem, ponieważ w imieniu Boga skierował do więźniarek z Cadillac słowo miłosierdzia i podźwignięcia. Więcej niż tylko słowo — były to słowa zapowiadające drogę nowego życia, podobnie jak czynił to Jezus wobec Nikodema, niewidomego od urodzenia, Marii Magdaleny i Samarytanki. Od tamtej nocy w Cadillac Błogosławiony Jan Józef był prorokiem jeszcze bardziej dlatego, że miał odwagę zaprosić „kobiety bez znaczenia”, aby stały się znakiem tej obietnicy przyjaźni Boga. Przyjaźni, w której wszystkie mogłyby żyć razem, bez względu na osobę, bez osądzania i bez żadnego warunku poza zachowaniem najdalej posuniętej dyskrecji, która każdemu zapewnia wolność. Nie tylko wolność od osądzania i sprowadzania człowieka do jego przeszłości, ale jeszcze bardziej — wolność bycia kochanym.

Ale z samego serca tych wspólnot — tak bardzo podobnych do naszych — brat Jan Józef przemawiał jako prorok także wtedy, gdy mówił o przywróceniu człowiekowi jego miejsca. Było to oczywiście słowo ewangeliczne: nikt nie może zostać na zawsze zamknięty w zranionym obrazie samego siebie. Ale właśnie dlatego, że było to słowo ewangeliczne, było ono również słowem odnoszącym się do życia społecznego: czym byłoby społeczeństwo, które nie potrafiłoby zakwestionować własnego postępowania i ponownie dać miejsca tym, których wykluczyło?

A to słowo skierowane do ludzkich społeczeństw jest prorockie, ponieważ mówi w pewien sposób, na czym naprawdę polega godność społeczeństwa. Kiedy Jan Józef mówi o przywróceniu człowiekowi jego miejsca, bardziej niż o poszczególnych więźniarkach mówi o całej ludzkości, która okazuje swoją wielkość na tyle, na ile potrafi przebaczać. Na tyle, na ile wsłuchując się w miłość, która oddaje samą siebie i staje się mocą komunii, sama gotowa jest stać się znakiem komunii budowanej i opartej na przyjaźni Boga z ludźmi.

Przyjaźń Boga… Błogosławiony Jan Józef mówił o św. Dominiku, że pragnął on założyć Zakon Kaznodziejski jako zakon „przyjaciół Boga”. O Betanii zaś, o tym dziele, za które dzisiaj składamy dziękczynienie, mówił, że albo będzie dominikańska, albo nie będzie jej wcale. Czy wolno mi dzisiaj powiedzieć, że gdyby nie było Betanii, Zakonowi Kaznodziejskiemu brakowałoby czegoś istotnego? Zakonowi, który pragnie stawać się przyjacielem ludzi, aby wszystkim głosić, że zostali zbawieni przez jeszcze większą przyjaźń Boga. Zakonowi św. Dominika, który pragnie czerpać odwagę swojego przepowiadania ze źródła miłosierdzia.

Miłosierna przyjaźń Boga, która pewnego dnia, w Cadillac, w czasie próby została odczuta jako łagodność, a pośród nocy — jako Światło.

O. Bruno Cadoré OP
Generał Zakonu Kaznodziejskiego

Tłumaczenie OKM
Za: www.lataste2012.org


Copyright © Dicastero delle Cause dei Santi

 

 

 

 

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda