2015.07.08 – El Quinche – Przemówienie do duchowieństwa, osób konsekrowanych i seminarzystów w Ekwadorze

Franciszek

PRZEMÓWIENIE PODCZAS SPOTKANIA Z DUCHOWIEŃSTWEM, ZAKONNIKAMI, ZAKONNICAMI I SEMINARZYSTAMI W EKWADORZE

8 lipca 2015 r., Sanktuarium El Quinche

Dzień dobry, Bracia i Siostry!

W ciągu tych dwóch dni, 48 godzin, które spędziłem z wami, zauważyłem, że jest coś szczególnego — wybaczcie — w ludzie ekwadorskim. Wszędzie, gdzie się udaję, spotykam się z radosnym przyjęciem, widać zadowolenie, serdeczność, nastrój religijny, bardzo pobożny, w każdym miejscu. Ale tu było coś w tej pobożności, na przykład w sposobie proszenia o błogosławieństwo — od najstarszego aż po «niemowlę», a to jest pierwsza rzecz, której się uczy — było w tym coś innego… I ja też miałem pokusę, jak biskup Sucumbíos, żeby zapytać: Jaka jest recepta tego ludu? Jaka? Myślałem o tym i się modliłem… Wiele razy pytałem Jezusa na modlitwie: Co jest szczególnego w tym ludzie? A dziś rano, gdy się modliłem, przyszło mi na myśl poświęcenie się Najświętszemu Sercu.

Myślę, że powinienem wam to powiedzieć jako przesłanie Jezusa: to wszystko, co jest waszym bogactwem, bogactwem duchowym, pobożności, głębi, bierze się z tego, że mieliście odwagę — bo były bardzo trudne chwile — odwagę poświęcenia narodu Sercu Jezusowemu, temu Sercu boskiemu i ludzkiemu, które nas tak bardzo kocha. Widzę was trochę takimi, Bożymi i ludzkimi. Z pewnością jesteście grzesznikami, ja też… lecz Pan wszystko przebacza… Strzeżcie tego! A potem, kilka lat później poświęcenie Sercu Maryi. Nie zapominajcie: to poświęcenie jest kamieniem milowym w historii ludu ekwadorskiego, i czuję, że jakby z tego poświęcenia pochodzi ta wasza łaska, ta religijność, to, co sprawia, że jesteście inni.

Dziś mam mówić do was, kapłanów, seminarzystów, zakonnic, zakonników, i coś wam powiedzieć. Mam przygotowane przemówienie, ale nie zamierzam go odczytać. Przekazuję je więc przewodniczącemu konsulty zakonnej, żeby później je opublikował.

Myślałem o Najświętszej Pannie, maślałem o Maryi. Dwa słowa Maryi — tu zawodzi mnie pamięć, nie wiem, czy nie powiedziała innych: «Niech mi się stanie». Oczywiście, poprosiła anioła, aby Jej wyjaśnił, dlaczego to Ona została wybrana. Ale powiedziała: «Niech mi się stanie». Są też inne słowa: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». Maryja nigdy nie chciała odgrywać głównej roli. Przez całe życie była uczennicą, pierwszą uczennicą swojego Syna. Była świadoma, że wszystko, co wniosła, było czysto darmowym darem Boga. Świadomość darmowości. Stąd to «niech mi się stanie», «czyńcie», aby przejawiła się bezinteresowność Boga. Zakonnice, zakonnicy, kapłani, seminarzyści, codziennie powracajcie, podejmujcie ową drogę powrotu do bezinteresowności, z którą Bóg was wybrał. Nie płaciliście za bilet wstępu do seminarium, aby rozpocząć życie zakonne. Nie zasłużyliście na nie. Jeśli jest tutaj jakiś zakonnik, ksiądz lub zakonnica, który uważa, że sobie na to zasłużył, niech podniesie rękę! Wszystko to jest za darmo. I całe życie zakonnika, zakonnicy, kapłana i kleryka, który idzie tą drogą — i powiedzmy, także biskupów — musi iść tą drogą bezinteresowności, powracać codziennie: «Panie, dzisiaj zrobiłem to, dobrze mi wyszło to, napotkałem takie oto trudności… Ale to wszystko pochodzi od Ciebie, wszystko jest darmowe». Bezinteresowność. Doświadczamy bezinteresowności Boga. Jeśli o tym zapominamy, powoli nabieramy ważności. «Spójrzcie na tego, jakich wspaniałych dokonuje dzieł»; «popatrzcie, tego mianowali biskupem takiego ważnego miejsca…»; «tego mianowali prałatem», a «tego…», i tym samym powoli oddalamy się od tego, co jest podstawą, a od czego Maryja nigdy się nie oddaliła: od bezinteresowności Boga.
Moja braterska rada: codziennie, najlepiej wieczorem, przed pójściem spać, warto spojrzeć na Jezusa i powiedzieć: wszystko mi dałeś darmo. I wrócić na swoje miejsce. Tak więc kiedy zostaję posłany w inne miejsce, czy też kiedy pojawia się trudność, nie protestuję, bo wszystko jest darmo dane, na nic nie zasługuję! Tak postępowała Maryja.

Jan Paweł II w encyklice Redemptoris Mater — zalecam wam jej przeczytanie, tak, weźcie ją do ręki, przeczytajcie, z pewnością św. Jan Paweł II miał cyrkularny styl myślenia, był profesorem, ale był człowiekiem Bożym; zatem trzeba przeczytać ją kilka razy, aby wydobyć z niej całą jej treść — powiada, że być może Maryja — nie pamiętam dobrze tego wyrażenia, cytuję, ale chodzi mi o fakt — w obliczu krzyża, próby wiary mogła mieć chęć powiedzieć: «A powiedzieli mi, że On zbawi Izraela! Oszukali mnie!». Nie powiedziała tego. Nie pozwoliła sobie nawet tak pomyśleć, bo była kobietą, która wiedziała, iż wszystko otrzymała darmo. Moja rada brata i ojca: co wieczór zanurzcie się na nowo w bezinteresowności i powiedzcie: «Niech się stanie, dziękuję za każdą rzecz, którą mi dałeś».

Drugie, co chciałbym wam powiedzieć, to żebyście troszczyli się o zdrowie, ale przede wszystkim dbajcie o to, aby nie zapaść na pewną chorobę, która jest dość groźna, a nawet bardzo niebezpieczna dla tych, których Pan bezinteresownie powołał, aby za Nim poszli i Mu służyli. Nie zapadajcie na «duchowego Alzheimera», nie traćcie pamięci, a szczególnie pamięci o tym, skąd zostaliście wzięci. Jest taka scena, kiedy prorok Samuel został posłany, aby namaścić króla Izraela. Udał się do Betlejem, do domu niejakiego Jessego, który miał siedmiu czy ośmiu synów, nie jestem pewien, a Bóg mu powiedział, że wśród tych synów jest król. I oczywiście patrzy na nich i mówi: «To musi być ten», bo najstarszy był potężny, wysoki, przystojny, zdawał się odważny… A Bóg mówi: «Nie, to nie ten». Spojrzenie Boga jest inne niż spojrzenie człowieka. I tak przyjrzał się po kolei wszystkim synom, a Bóg mówi: «Nie, to nie ten». Prorok nie wiedział, co począć, a więc zapytał ojca: «Czy masz innych synów?». A ten odpowiedział: «Tak, jest jeszcze najmłodszy, ale pasie owce i kozy». «Zawołaj go!». I przyszedł chłopak, który mógł mieć jakieś 17-18 lat, a Bóg powiedział: «To on». Został wzięty od trzody. A inny prorok, kiedy Bóg każe jemu dokonać pewnych rzeczy jako prorok, mówi: «Kim jestem, skoro zostałem wzięty od trzody?». Nie zapominajcie, skąd zostaliście wzięci. Nie wypierajcie się swoich korzeni.

Św. Paweł wyraźnie wyczuwał to niebezpieczeństwo utraty pamięci i swojemu najbardziej umiłowanemu synowi, biskupowi Tymoteuszowi, którego wyświęcił, udziela rad duszpasterskich, a jedna z nich porusza serce: «Nie zapomnij o wierze twojej babki i matki», to znaczy: «Nie zapomnij, skąd zostałeś wzięty, nie zapominaj o swoich korzeniach, nie czuj się jak ktoś, kto awansował». Bezinteresowność jest łaską, która nie może współistnieć z awansem, a gdy ksiądz, seminarzysta, zakonnik, zakonnica wchodzą na drogę kariery — myślę o ludzkiej karierze — zaczynają chorować na duchowego Alzheimera i tracić pamięć o miejscu, z którego zostalił wzięci.

Dwie zasady dla was, księża i osoby konsekrowane, mężczyźni i kobiety: odnawiajcie codziennie poczucie, że wszystko darmo otrzymaliście, poczucie bezinteresowności wybrania każdego z was — nikt z nas na to nie zasługuje — i proście o łaskę, żeby nie utracić pamięci, by nie czuć się ważniejsi. To bardzo smutne, gdy widzimy księdza lub osobę konsekrowaną, którzy u siebie w domu mówili dialektem lub innym językiem, jednym z tych szlachetnych dawnych języków — a jest ich tak wiele w Ekwadorze! — i bardzo przykro, kiedy zapominają tego języka, kiedy nie chcą nim mówić. A to znaczy, że zapomnieli o miejscu, skąd zostali wzięci. Nie zapominajcie o tym, proście o łaskę pamięci. To są te dwie zasady, które chciałem uwypuklić. Jeśli będziecie żyli tymi dwiema zasadami — ale na co dzień, jest to trud codzienny, to przypominanie sobie każdej nocy tych dwóch zasad i proszenie o łaskę — jeśli będziecie żyli tymi dwiema zasadami, będą owocowały w życiu, pozwolą wam przyjmować w życiu te dwie postawy.

Pierwszą postawą jest służba. Bóg wybrał mnie, wziął mnie, dlaczego? Abym służył. Służba jest moją szczególną cechą. Nie mogę mówić: «teraz mam czas dla siebie», «mam swoje sprawy», «zamykam już mój sklepik», «tak, powinienem pójść i poświęcić dom, ale już jestem zmęczony», czy w przypadku sióstr: «w telewizji właśnie nadają kolejny odcinek pięknej telenoweli»… A zatem służba, służyć i nie robić innych rzeczy, służyć, kiedy jesteśmy zmęczeni, i służyć, kiedy ludzie nas męczą.

Opowiadał mi pewien stary ksiądz, który przez całe życie uczył w szkołach i na uniwersytetach, uczył literatury — geniusz — że kiedy przeszedł na emeryturę, poprosił prowincjała, żeby go posłał do dzielnicy nędzy, takiej gdzie mieszkają ludzie przejezdni, emigrujący w poszukiwaniu pracy, ludzie bardzo prości. I ten zakonnik raz w tygodniu szedł do swojej wspólnoty i opowiadał. Był bardzo inteligentny, a należał do wspólnoty przy wydziale teologii. Rozmawiał z innymi księżmi o teologii na tym samym poziomie, ale pewnego dnia powiedział do jednego z nich: «Wy, którzy jesteście… który z księży naucza tutaj traktatu o Kościele?». Jeden z profesorów podniósł rękę: «Ja». «Brakuje księdzu dwóch tez». «Jakich?». «Święty wierny lud Boży jest zasadniczo olimpijski — to znaczy czyni to, co chce — i ontologicznie natrętny». Zawiera to dużo mądrości, bo ten, kto obiera drogę służby, musi pozwolić, by go męczono, i nie tracić cierpliwości, ponieważ służy, żadna chwila nie należy do niego, żadna chwila nie należy do niego. Jestem tu, aby służyć: służyć w tym, co powinienem robić, służyć przed tabernakulum, modląc się za mój lud, modląc się w intencji mojej pracy, za ludzi, których Bóg mi powierzył.

Służba. Połącz ją z bezinteresownością, a wtedy, jak mówi Jezus: «Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!». Proszę, proszę was bardzo: nie handlujcie łaską! Proszę was bardzo, niech nasze duszpasterstwo będzie bezinteresowne. To straszne, kiedy ktoś traci to poczucie bezinteresowności i staje się… Tak, robi dobre rzeczy, ale to utracił.

Drugą natomiast postawą, jaką widzimy u osoby konsekrowanej, księdza, żyjących ową bezinteresownością i tą pamięcią — tymi dwiema zasadami, o których powiedziałem wcześniej, jest radość i szczęście. I jest to dar od Jezusa, dar, który On nam daje, jeśli o niego prosimy, jeśli nie zapominamy o tych dwóch filarach naszego życia kapłańskiego czy zakonnego, którymi są właśnie odnawiane każdego dnia poczucie bezinteresowności i nietracenie pamięci o miejscu, skąd zostaliśmy wzięci.

Tego wam życzę. «Tak, Ojcze, powiedziałeś nam, że być może to jest receptą naszego ludu: jesteśmy tacy dzięki Najświętszemu Sercu». Tak, to prawda, ale proponuję wam drugą receptę, podobną, zwróconą ku Sercu Jezusa: poczucie bezinteresowności. On siebie unicestwił, uniżył samego siebie, upokorzył, stał się ubogi, aby nas ubóstwem swoim ubogacić. Czysta bezinteresowność. I pamięć… rozpamiętujemy cuda, które Pan uczynił w naszym życiu.
Niech Pan udzieli tej łaski każdemu z was, nam wszystkim tu obecnym, i nadal — cisnęło mi się na usta: «wynagradza» — nadal błogosławi temu ludowi Ekwadoru, któremu macie służyć, jesteście powołani, by mu służyć, niech mu błogosławi z tą szczególną właściwością, którą natychmiast zauważyłem, odkąd tutaj przybyłem. Niech Jezus wam błogosławi, a Maryja ma was w swojej opiece.

Pomódlmy się razem do Ojca, który dał nam wszystko darmo, aby podtrzymywał w nas żywą pamięć o Jezusie.
[Ojcze nasz…]

I proszę, proszę was bardzo o modlitwę za mnie, ponieważ także i ja wiele razy odczuwam pokusę zapomnienia o owej bezinteresowności, z jaką Bóg mnie wybrał, i zapomnienia o miejscu, z którego zostałem wzięty. Módlcie się za mnie!
________________________________________

Poniżej zamieszczamy przemówienie Papieża przygotowane na to spotkanie, wręczone przewodniczącemu Ekwadorskiej Konferencji Zakonników.

Drodzy Bracia i Siostry!

Przynoszę do stóp Matki Bożej z El Quinche przeżycia tych dni mojej wizyty. Pragnę powierzyć Jej sercu osoby starsze i chore, z którymi spotkałem się w domu sióstr misjonarek miłości, a także wszystkie inne wcześniejsze spotkania. Składam je w sercu Maryi, ale również w waszych sercach kapłanów, zakonników i zakonnic, seminarzystów, abyście jako osoby powołane do pracy w winnicy Pańskiej byli strażnikami tego wszystkiego, czym lud Ekwadoru żyje, co cierpi i z czego się cieszy.

Dziękuję bpowi Lazzariemu, o. Minie i s. Sandoval za ich słowa, które dają mi sposobność do podzielenia się z wami kilkoma sprawami dotyczącymi wspólnej troski o lud Boży.

Pan zachęca nas w Ewangelii, byśmy przyjęli misję, nie stawiając waruków. Jest to ważne przesłanie, którego nie należy zapominać, a które w tym sanktuarium, poświęconym ofiarowaniu Matki Bożej, rozbrzmiewa ze szczególną mocą. Maryja dla nas, którzy tak jak Ona otrzymaliśmy powołanie, jest wzorem uczennicy. Jej ufna odpowiedź: «Niech mi się stanie według słowa twego!» (Łk 1, 38), przypomina nam Jej słowa podczas wesela w Kanie Galilejskiej: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie» (J 2, 5). Jej przykład jest zachętą, aby służyć tak jak Ona.

W ofiarowaniu Dziewicy możemy znaleźć kilka sugestii dotyczących naszego powołania. Dziewica jako dziecko była darem Boga dla Jej rodziców i dla całego ludu oczekującego wyzwolenia. Jest to wydarzenie, które często powtarza się w Biblii: Bóg odpowiada na wołanie swego ludu, posyłając dziecko — słabą istotę — które ma przynieść zbawienie, a jednocześnie przywraca nadzieję rodzicom w podeszłym wieku. Słowo Boże mówi nam, że w historii Izraela sędziowie, prorocy, królowie są darem, przez który Pan okazuje czułość i miłosierdzie swojemu ludowi. Są oni znakiem Bożej bezinteresowności: to On ich wybrał, sam ich wybrał i posłał. Wyzwala nas to z autoreferencyjności, uświadamia nam, że nie należymy już do siebie, że nasze powołanie wzywa nas, byśmy porzucili egoizm, dążenie do materialnych korzyści czy kompensacji uczuciowej, jak nam mówi Ewangelia. Nie jesteśmy najemnikami, ale sługami; przyszliśmy nie po to, by nam służono, lecz aby służyć, i czynimy to z całkowitym wyrzeczeniem, bez laski i bez trzosa.

Niektóre przekazy, dotyczące nabożeństwa do Matki Bożej z El Quinche, powiadają, że Diego de Robles sporządził figurkę na zlecenie Indian Lumbicí. Diego nie uczynił tego z pobożności, ale dla korzyści finansowych. Kiedy okazało się, że Indianie nie mogą mu zapłacić, zaniósł figurkę do Oyacachi i zamienił na deski cedrowe. Diego odmawiał też wykonania ołtarza dla wizerunku, aż do momentu, kiedy spadł z konia, znalazł się w niebezpieczeństwie i poczuł ochronę Maryi Panny. Wrócił do wioski i wykonał podstawę wizerunku. Również my wszyscy doświadczyliśmy Boga, który wychodzi nam naprzeciw na rozdrożu, powołuje nas, kiedy jesteśmy upadli, rozbici. Niech próżność i światowość nie pozwolą nam zapomnieć, skąd uratował nas Bóg! Niech Maryja z El Quinche uwolni nas od ambicji, egoistycznych interesów, nadmiernej troski o nas samych!

Celem «władzy», którą apostołowie otrzymali od Jezusa, nie są ich własne korzyści: nasze dary mają odnawiać i budować Kościół. Nie odmawiajcie dzielenia się, nie opierajcie się przed dawaniem, nie pozwólcie się uwięzić wygodzie, bądźcie źródłami wody, pełnymi i odświeżającymi, zwłaszcza dla dręczonych przez grzech, rozczarowanie, urazy (por. adhort. apost. Evangelii gaudium, 272).

Drugą rzeczą, o której przypomina mi ofiarowanie Maryi, jest wytrwałość. W sugestywnej ikonografii maryjnej tego święta mała Maryja oddala się od swoich rodziców i wchodzi na schody świątyni. Nie ogląda się i, z wyraźnym odniesieniem do ewangelicznego napomnienia, zdecydowanie idzie naprzód. My również, jak uczniowie w Ewangelii, wyruszamy w drogę, aby zanieść do każdego ludu i miejsca Dobrą Nowinę o Jezusie. Wytrwałość w misji oznacza, że nie chodzi się od domu do domu, szukając miejsc, gdzie będziemy lepiej potraktowani, gdzie będzie zasobniej i wygodniej. Wymaga zjednoczenia naszego losu z losem Jezusa aż do końca. Niektóre relacje o objawieniach Matki Boskiej z El Quinche mówią nam, że «Pani z dzieckiem na ręku» nawiedziła w kilka kolejnych wieczorów Indian z Oyacachi, gdy chronili się przed atakami niedźwiedzi. Kilkakrotnie Maryja wychodziła naprzeciw swoim dzieciom; one Jej nie wierzyły, były wobec tej Pani nieufne, ale podziwiały Jej wytrwałość, gdy przychodziła co wieczór o zachodzie słońca. Mamy być wytrwali, choć nas odrzucają, mimo ciemności, zamętu i niebezpieczeństw. Mamy być wytrwali w tym wysiłku, wiedząc, że nie jesteśmy sami, że idzie z nami święty lud Boży.

W pewien sposób w obrazie małej Maryi wchodzącej po stopniach świątyni możemy widzieć Kościół towarzyszący uczniowi misjonarzowi. Obok Niej są rodzice, którzy przekazali Jej pamięć i wiarę, a teraz wielkodusznie ofiarowują Ją Panu, aby mogła dalej iść swoją drogą. Jest Jej wspólnota, obejmująca «dziewice, jej druhny», Jej «towarzyszki» z zapalonymi lampami (por. Ps 45 [44], 15), w których ojcowie Kościoła widzieli zapowiedź tych wszystkich, którzy naśladując Maryję, szczerze pragną być przyjaciółmi Boga; są kapłani, którzy na Nią czekają, aby Ją powitać, i przypominają nam, że pasterze Kościoła mają obowiązek serdecznie przyjmować oraz pomagać w rozeznaniu każdego ducha i każdego powołania.
Podążajmy razem, pomagając sobie wzajemnie, i pokornie prośmy o dar wytrwałości w Jego służbie.

Ukazywanie się Matki Bożej z El Quinche było okazją do spotkania, do wspólnoty, w tym miejscu, które od czasu Inków było osadą wieloetniczną. Jakie to piękne, kiedy Kościół nieustannie stara się być domem i szkołą komunii, kiedy tworzymy to, co nazywam kulturą spotkania!

Obraz ofiarowania mówi nam, że mała Maryja, pobłogosławiona przez kapłanów, usiadła na stopniach ołtarza, a potem wstała i tańczyła. Myślę o radości, którą wyrażają obrazy uczty weselnej, o przyjaciołach pana młodego, o pannie młodej strojnej w klejnoty. Jest to radość człowieka, który odkrył skarb i zostawił wszystko, aby go zdobyć. Spotkanie Pana, mieszkanie w Jego domu, zażyłość z Nim zobowiązuje, by głosić królestwo i nieść zbawienie wszystkim ludziom. Przekroczenie progu świątyni wymaga od nas, byśmy się nawrócili, jak Maryja w świątyni Pana, i wyruszyli w drogę, aby głosić Go braciom. Dziewica, jako pierwsza uczennica misjonarka, po zwiastowaniu anielskim natychmiast wyruszyła do wioski w Judei, aby dzielić się tą wielką radością, tą samą, która sprawiła, że św. Jan Chrzciciel poruszył się w łonie swej matki. Ten, kto słucha Jej głosu, «porusza się z radości» i staje się z kolei zwiastunem Jej radości. Radość ewangelizacji pobudza Kościół i sprawia, że wyrusza on w drogę, jak Maryja.

Chociaż powodów uzasadniających przeniesienie sanktuarium z Oyacachi w to miejsce jest wiele, jeden jest szczególnie przekonujący: «to miejsce jest bardziej dostępne, dla wszystkich wygodne i blisko położone». Tak to pojmował arcybiskup Quito, br.Luis López de Solís, gdy polecił zbudować sanktuarium, mogące zgromadzić i przyjąć wszystkich. Kościół wyruszający w drogę przybliża się i dostosowuje, aby nie być daleko, rezygnuje ze swojej wygody i śmiało dociera na wszystkie peryferie, które potrzebują światła Ewangelii (por. adhort. apost. Evangelii gaudium, 20).

Powróćmy teraz do naszych zadań, wzywani przez powierzony nam święty lud. Wśród tych zadań nie zapominajmy o tym, by otaczać opieką, ożywiać i ukierunkowywać pobożność ludową, której doświadczamy w tym sanktuarium i która jest tak bardzo rozpowszechniona w wielu krajach Ameryki Łacińskiej. Wierny lud potrafił wyrazić wiarę we własnym języku, ukazać swoje najgłębsze uczucia bólu, zwątpienia, radości, niepowodzenia, wdzięczności za pomocą różnych form pobożności: procesji, świec wotywnych, kwiatów, śpiewów, które przeobrażają się w piękny wyraz zaufania Panu i miłości do Jego Matki, która jest również naszą Matką.

W El Quinche historia ludzi oraz historia Boga zbiegają się w dziejach kobiety, Maryi. I w domu, naszym domu, w siostrze matce ziemi. Przekazy o tym nabożeństwie mówią o cedrach, niedźwiedziach, szczelinach w skale, która była tutaj pierwszym domem Matki Bożej. Mówiliśmy o ptakach okrążających w przeszłości to miejsce i o kwiatach, które dzisiaj zdobią jego otoczenie. Początki tego nabożeństwa prowadzą nas do czasów, kiedy prostsza była spokojna harmonia ze stworzeniem — kontemplacja «Stwórcy, który żyje pośród nas i w tym, co nas otacza, a którego obecności ‚nie powinno się wytwarzać’» (enc. Laudato si’, 225), lecz która odsłania nam się w świecie stworzonym, w Jego umiłowanym Synu, w Eucharystii, pozwalającej chrześcijanom czuć się żywymi członkami Kościoła i aktywnie uczestniczyć w jego misji (por. Dokument z Aparecidy, 264), w Matce Bożej z El Quinche, która stąd towarzyszyła pierwszemu głoszeniu wiary ludom tubylczym. Jej zawierzamy nasze powołanie; niech Ona uczyni każdego z nas darem dla naszego ludu, niech nas obdarza wytrwałością w zaangażowaniu i zapale, by iść i nieść Ewangelię Jej Syna Jezusa — wraz z naszymi pasterzami — aż po krańce, aż na peryferie naszego drogiego Ekwadoru.

Copyright © Konferencja Episkopatu Polski

Za: L’Osservatore Romano (7-8/2015)