Jan Paweł II
«OMNIA POSSUM». LIST APOSTOLSKI, W KTÓRYM PRZYZNAJE SIĘ GODNOŚĆ BŁOGOSŁAWIONYCH CZCIGODNEMU SŁUDZE BOŻEMU LUDWIKOWI ZEFIRYNOWI MOREAU, ZAŁOŻYCIELOWI SIÓSTR ŚW. JÓZEFA ORAZ SIÓSTR ŚW. MARTY
Rzym, 10 maja 1987 r.
Na wieczną rzeczy pamiątkę. — «Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia» (Flp 4, 13). Tymi słowami, skierowanymi przez św. Pawła do umiłowanych Filipian, Apostoł odsłania najgłębsze usposobienie swego ducha, jednakowo zadowolonego zarówno w dostatku, jak i w niedostatku, zarówno w uniżeniu, jak i w chwale. Wyraża także niezachwiane przekonanie, że ani teraz, ani w przyszłości nie zabraknie mu sił w zmaganiach, pokusach, prześladowaniach, a nawet w obliczu samej śmierci. Tym bowiem, który go umacnia, jest Bóg miłości – Ten, który wprawdzie poraził go z powodu nienawiści, jaką żywił wobec uczniów Chrystusa, lecz zarazem napełnił go tak wielką swoją miłością, że poświęcił całe swoje życie Bogu i oddał wszystkie siły ponad to, do czego zdolne jest ludzkie stworzenie. Myśl nasza spontanicznie zwraca się ku Apostołowi Narodów, gdy rozważamy życie nowego błogosławionego Kanady – Ludwika Zefiryna Moreau. Swój pierwszy list pasterski, skierowany do wiernych diecezji Saint-Hyacinthe, rozpoczął on bowiem następującymi, uroczystymi słowami:
„Żywimy nadzieję, że zdołamy wiernie pełnić naszą misję i wytrwale zachowywać święte obyczaje przekazane nam przez przodków, spoglądając na nie niczym na jasną gwiazdę pośród wzburzonego morza. One bowiem wskażą nam drogę w niebezpieczeństwach, które nam zagrażają. Każdemu dobru, którego się podejmujemy, towarzyszą trudności, i tym większe, im większych dzieł się podejmujemy. Nie dopuścimy jednak, aby zwyciężyła słabość i małoduszność ani by brak zasług, wiedzy czy doświadczenia nas zniechęcił. Dlatego każdego dnia będziemy z wielką ufnością powtarzać wraz z tym samym Apostołem: «Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia», powierzając samych siebie łasce Bożej”.
Ten błogosławiony Sługa Boży przyszedł na świat 1 kwietnia 1824 roku w kanadyjskim mieście Bécancour. Pochodził z rodziny rolniczej; miał dwanaścioro rodzeństwa i był piątym z kolei dzieckiem. Rodzice nigdy nie przypuszczali, że będzie mógł poświęcić się nauce. Dopiero proboszcz parafii, dostrzegłszy jego niezwykłą inteligencję i wybitną pobożność, zachęcił go do podjęcia nauki w seminarium. Chłopiec nie zawiódł pokładanych w nim nadziei ani swoich nauczycieli, ani przełożonych. Nie tylko sumiennie wypełniał własne obowiązki, lecz także nauczał młodszych uczniów w seminarium w Nicolet. Nadmierna praca poważnie jednak nadwyrężyła jego zdrowie. W tym czasie Bóg poddał cnotę Ludwika ciężkiej próbie. Arcybiskup Quebecu nie chciał dopuścić go do święceń kapłańskich. Pragnąc jednak zostać kapłanem, za zgodą własnego biskupa zwrócił się z pokorną prośbą do biskupa Marianopolis o udzielenie mu święceń, okazując przy tym wielką pokorę i gotowość przyjęcia każdej decyzji. Postawa ta wywarła na owym czcigodnym pasterzu tak głębokie wrażenie, że życzliwie przyjął jego prośbę. Co więcej, biskup koadiutor Marianopolis, Jan Karol Prince, przyjął młodzieńca do swego domu, troskliwie go ukształtował niczym garncarz glinę, starannie wykształcił i wreszcie, 19 grudnia 1846 roku, tuż przed uroczystością Narodzenia Pańskiego, udzielił mu święceń kapłańskich. Ten sam biskup powierzył mu pierwsze obowiązki kapłańskie: ceremoniarza katedry, odpowiedzialnego za sprawy wspólnot zakonnych miasta Marianopolis oraz kanclerza biskupiego. Dzięki wiernemu pełnieniu tych zadań Sługa Boży szybko zjednał sobie życzliwość wszystkich. Wkrótce powszechnie zaczęto nazywać go „dobrym księdzem Moreau”.
Gdy w 1852 roku została erygowana nowa diecezja Saint-Hyacinthe (Św. Jacka Odrowąża), przed Sługą Bożym otworzyło się jeszcze rozleglejsze pole pracy. Jan Karol Prince, pierwszy biskup tej diecezji, dobrze znając jego cnoty i niezwykłe zdolności, bez wahania powierzył mu odpowiedzialne zadania w zarządzaniu diecezją. Mianował go kanclerzem kurii biskupiej, powierzył opiekę nad instytutami zakonnymi, a wkrótce także urząd proboszcza katedry, wikariusza generalnego oraz administratora diecezji na czas swoich częstych nieobecności. Kiedy w lipcu 1875 roku biskup Saint-Hyacinthe odszedł do Pana, Ludwik został wybrany wikariuszem kapitulnym. Następnie, na prośbę duchowieństwa i wiernych, którzy jednakowo podziwiali jego cnoty, został mianowany biskupem Saint-Hyacinthe – czwartym z kolei pasterzem tej młodej diecezji, lecz pierwszym spośród nich pod względem świętości życia.
Po przyjęciu sakry biskupiej 16 stycznia 1876 roku natychmiast przystąpił do pracy apostolskiej, niosąc niczym pochodnię słowa św. Pawła, które przytoczyliśmy na początku. Wyrażały one bowiem z jednej strony pokorne uznanie własnej słabości, z drugiej zaś głęboką ufność i mocną nadzieję, że wszystko zakończy się pomyślnie, oraz niezłomną wolę przezwyciężenia wszelkich trudności związanych z pełnieniem pasterskiej posługi. Pomagała mu w tym także doskonała znajomość potrzeb diecezji, duchowieństwa i wiernych, dzięki czemu łatwiej mógł zaradzać istniejącym problemom – odnawiając dawne dzieła i tworząc nowe instytucje. Nowy biskup wniósł do życia diecezji niezwykle wiele dobra. Wzniesiono okazałą katedrę, która dzięki swojej wielkości i pięknu do dziś służy ludowi Bożemu. Zakładał szkoły, a dla zapewnienia im właściwej opieki i wychowania powołał zgromadzenie zakonne. Następnie utworzył także drugą rodzinę zakonną – Siostry św. Marty – przeznaczoną do posługi kapłanom. Kapłanów darzył wyjątkową miłością. Nazywał ich swoimi pomocnikami, doradcami, braćmi i przyjaciółmi. Często ich odwiedzał, zawsze był dla nich dostępny, dodawał im otuchy w listach kierowanych do każdego z osobna, podczas synodów zachęcał do gorliwej służby, a gdy jakaś parafia nie była w stanie zapewnić godziwego utrzymania swemu duszpasterzowi, spieszył mu z pomocą. Ze szczególną troską zabiegał również o odkrywanie i wspieranie chłopców powołanych do kapłaństwa, niejednokrotnie finansując ich naukę z własnych środków.
Od swoich kapłanów słusznie wymagał całkowitego oddania powierzonej im owczarni, sam jednak jeszcze gorliwiej wypełniał obowiązki pasterza. Nieustannie troszczył się o swoich wiernych, nauczając ich zarówno kazaniami, jak i listami pasterskimi oraz wykorzystując wszelkie środki, jakimi dobrzy pasterze Chrystusa leczą duchowe rany swoich dzieci i prowadzą je ku dobru. Szczególnym przedmiotem jego nauczania była Osoba Chrystusa i niewyczerpane bogactwo Jego Najświętszego Serca. Z wielką miłością mówił również o Najświętszej Maryi Pannie oraz o Jej Oblubieńcu, św. Józefie, którego otaczał szczególną czcią i którego imię nadał jednemu z założonych przez siebie zgromadzeń zakonnych. Najbardziej wymownym świadectwem jego świętości były jednak jego cnoty, przede wszystkim wyjątkowa miłość bliźniego, prostota, której nie utracił nawet jako biskup, oraz duch pokuty. Najpierw sam żył tym, czego później nauczał. Inaczej trudno byłoby wyjaśnić, dlaczego lud tak licznie i z takim oddaniem podążał za swoim pasterzem. Przez dwadzieścia pięć lat Ludwik kierował piękną diecezją Saint-Hyacinthe jako gorliwy i roztropny pasterz, mimo że przyszło mu znosić bardzo ciężkie trudy. Gdy 24 maja 1901 roku odszedł do Ojca niebieskiego, biskupi tego regionu zgodnie nazwali go „świętym biskupem”.
Określenie to było w pełni zasłużone. Sława jego cnót szybko rozeszła się szeroko, dlatego rozpoczęto proces kanoniczny. Proces informacyjny prowadzono w latach 1929–1934, a proces apostolski w latach 1953–1955. Natomiast dopiero 10 maja 1983 roku ogłoszono dekret stwierdzający heroiczność cnót Sługi Bożego. Ponieważ wielu wiernych ufało jego wstawiennictwu, wkrótce pojawiły się również upragnione znaki cudownej pomocy. Ten, który za życia otaczał miłością ubogich i potrzebujących, także po śmierci przychodził z pomocą znajdującym się w niebezpieczeństwie. Tak stało się w przypadku ośmioletniej Colleen Margaret O’Brien, która została uzdrowiona z histiocytozy limfatycznej nosogardła. Po przeprowadzeniu przewidzianego prawem badania stwierdzono 22 stycznia 1985 roku, że uzdrowienie nastąpiło w sposób nadprzyrodzony, ponieważ było natychmiastowe, całkowite i trwałe. Konsultorzy teologiczni, a następnie kardynałowie i biskupi podczas kongregacji zwyczajnej 8 lipca 1986 roku potwierdzili, że uzdrowienie to miało charakter prawdziwego cudu. Po wydaniu 10 listopada tego samego roku dekretu o cudzie została otwarta droga do uroczystej beatyfikacji Sługi Bożego Ludwika Zefiryna Moreau oraz innych Sług Bożych.
Uroczystość ta odbyła się dzisiaj, 10 maja 1987 roku, na placu św. Piotra w Rzymie. W obecności licznie zgromadzonych kardynałów, biskupów i wiernych wypowiedzieliśmy uroczyście formułę beatyfikacyjną następującej treści:
„Spełniając życzenie naszych Braci Carlo Marii Martiniego, arcybiskupa Mediolanu, Louisa Gonzagi Langevina, biskupa Saint-Hyacinthe, Jeana Badré, biskupa Bayeux i Lisieux, Giuseppe Siri, arcybiskupa Genui-Bobbio, jak również wielu innych Braci w biskupstwie oraz licznych wiernych, po wysłuchaniu opinii Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, Naszą władzą apostolską zezwalamy, aby Czcigodni Słudzy Boży Andrzej Karol Ferrari, Ludwik Zefiryn Moreau, Piotr Franciszek Jamet oraz Benedykta Cambiagio Frassinello odtąd byli nazywani Błogosławionymi, a ich święto mogło być obchodzone każdego roku: Andrzeja Karola Ferrari 2 lutego, Ludwika Zefiryna Moreau 24 maja, Piotra Franciszka Jameta 12 stycznia oraz Benedykty Cambiagio Frassinello 21 marca, w miejscach i w sposób określony przez prawo. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.”
Następnie wezwaliśmy wstawiennictwa nowych Błogosławionych i wygłosiliśmy homilię ukazującą ich cnoty dla zbudowania całego Kościoła.
Chcemy, aby to, co postanowiliśmy, zachowało swoją moc teraz i w przyszłości, niezależnie od wszelkich przeciwnych postanowień.
Dan w Rzymie, u Świętego Piotra, pod Pierścieniem Rybaka, dnia 10 maja 1987 roku, w dziewiątym roku Naszego Pontyfikatu.
AUGUSTINUS Kard. CASAROLI
Sekretarz Stanu
Tłumaczenie OKM
Za: www.vatican.va
Copyright © Dykasterium ds. Komunikacji – Libreria Editrice Vaticana
