1987.05.10 – Rzym – Chrystus stał się dla nich „bramą” świętości. Beatyfikacja kard. Ferrari, bpa Moreau, O. Jameta i S. Frassinello

1. „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec” (J 10, 7).

Tak mówi o sobie Chrystus.

W dzisiejszą, czwartą niedzielę okresu wielkanocnego czytamy ten zapis Janowej ewangelii, w której Jezus nazywa siebie „dobrym pasterzem” (J 10, 11).

Dobry Pasterz jest „bramą owiec”.

On „poniósł nasze grzechy na drzewo [krzyża], abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości: zostaliśmy uzdrowieni Krwią Jego ran” (por. 1 P 2, 24).

Tę naukę głosi apostoł Piotr żywym słowem świadka, przemawiając w dniu Pięćdziesiątnicy, i tę samą wykłada w swym pierwszym Liście.

Chrystus jest „bramą owiec”, albowiem przez ofiarę swego Krzyża wprowadził nas w nowe życie. A to nowe życie w Bogu zostało potwierdzone Zmartwychwstaniem.

2. Kościół żyje wiarą w tajemnicę paschalną Chrystusa. Z tej wiary rodzi się świadomość nowego życia, życia Bożego, do którego wprowadza wszystkich, którzy należą do owczarni dobrego Pasterza.

Świadomość ta wyraża się w sposób szczególnie uroczysty i szczególnie radosny, gdy dane jest Kościołowi dawać świadectwo o świętości swych synów i córek, tak jak to dzieje się w dniu dzisiejszym.

Oto Chrystus, ukrzyżowany i zmartwychwstały, stał się „bramą” świętości dla tych sług i służebnic Bożych, którzy dzisiaj dostępują chwały ołtarzy jako błogosławieni.

3. Chrystus stał się „bramą” świętości dla kardynała Andrea Carlo Ferrari, który najpierw był biskupem Guastalla i Como, a następnie, przez dwadzieścia siedem lat rządził archidiecezją mediolańską, postępując z pasterskim zapałem śladami swych wielkich poprzedników, Ambrożego i Karola.

Wspierany mocną wiarą i światłą gorliwością, umiał z nieomylnym rozeznaniem wskazywać właściwą drogę w nowej i trudnej rzeczywistości religijnych i społecznych sytuacji swojej epoki. Umiał okiem Dobrego Pasterza dostrzec problemy pasterskie, wyłaniające się z owych sytuacji historycznych i wskazać, jak należy do nich podejść i jak je rozwiązać. Dlatego jego przykład jest wciąż ogromnie aktualny.

Świadom tego, że nieznajomość podstawowych zasad wiary i moralności wystawia wiernych na niebezpieczeństwa ateistycznej i materialistycznej propagandy, zorganizował nowoczesną i skuteczną katechezę, której forma odpowiadała potrzebom różnych środowisk. Odnowił również styl pracy pasterskiej: czerpiąc natchnienie z przykładu „dobrego Pasterza”, powtarzał z całą stanowczością, że zamiast biernie czekać, aż wierni zbliżą się do Kościoła, trzeba niezwłocznie, tak jak Jezus, znów iść na ulice i place, wychodzić ludziom naprzeciw, przemawiać ich językiem. Sam jako pierwszy wyszedł naprzeciw ludowi przemawiając językiem swoich słuchaczy. Wiadomo, że trzykrotnie wizytował rozległą archidiecezję ambrozjańską, docierając — na mule lub pieszo — do najbardziej odległych i nieprzystępnych miejscowości. W wielu miejscach od niepamiętnych czasów nie widziano biskupa. Spoglądając na tę szeroko zakrojoną a jednocześnie dokładną działalność pasterską niektórzy powiadali: „powrócił święty Karol!” (Positio super virtutibus, p. 267).

Doniosłą zasługą kardynała Ferrari było także to, że wyczuwając i rozumiejąc pilną potrzebę włączenia świeckich w życie wspólnoty kościelnej, organizował ich siły w ten sposób, by obecność chrześcijańska w społeczeństwie stała się bardziej wyraźna. Wśród świeckich szczególną troską otaczał młodych, z którymi zawsze potrafił znaleźć wspólny język, wzbudzając w nich entuzjazm i chęć do działania. Gorliwie propagował Akcję Katolicką mężczyzn i kobiet; to pod jego wpływem rozrosła się ona w Mediolanie i promieniowała na całą Italię. Zaangażował się także w projekt utworzenia Katolickiego Uniwersytetu i mógł cieszyć się początkiem jego realizacji.

Jednakże sekret niestrudzonej działalności apostolskiej nowego Błogosławionego tkwi w jego życiu wewnętrznym, opartym na głębokich przekonaniach teologicznych, przesyconym czułym, synowskim nabożeństwem do Matki Bożej, skoncentrowanym na Jezusie Eucharystycznym i na Krzyżu, i odznaczającym się wielką dobrocią dla wszystkich, wzruszającą troską o ubogich oraz heroicznym spokojem w znoszeniu cierpienia. 29 września 1921 roku w okrutnych bólach dręczącej go choroby zapisał w swym dzienniku te ostatnie słowa: „Niech się dzieje wola Boga zawsze i we wszystkim”. Oby kard. Andrea Carlo Ferrari, którego dziś wzywamy jako „błogosławionego”, pomagał nam w naszym uświęceniu, które polega na stałym wypełnianiu woli Bożej.

4. Idąc śladem dobrego Pasterza, Louis-Zephirin Moreau poświęcił życie opiece nad powierzonym mu stadem w Saint-Hyacinthe w Kanadzie. Najpierw jako ksiądz, a z kolei jako biskup tej młodej diecezji, znał dobrze swoje owce. Pracował niestrudzenie, by zapewnić im pokarm, „aby ludzie mieli życie i mieli je w obfitości” (por. J 10, 10). Był dla wiernych wzorem człowieka całkowicie oddanego Bogu, a później prawdziwym pośrednikiem. Kościół słusznie oddaje mu dziś cześć i ukazuje jako przykład pasterza.

„Dobry biskup Moreau” zawsze umiał całą uwagę poświęcić każdemu człowiekowi. Każdego szanował, niósł konkretną pomoc przyjmowanym przez siebie ubogim. Chętnie odwiedzał parafie i szkoły. Pozostawał w bliskiej łączności z kapłanami, udzielał im rad, zachęcał ich do działania, do rozwijania życia wewnętrznego i do pogłębiania wiedzy, tak by nieśli chrześcijanom katechezę oświeconą wiarą, którą sami rozumieli i przeżyli. Biskup umiał sprawy osądzać jasno i na jego słowie, odważnym i jednoznacznym, można było polegać zarówno wtedy, kiedy swe nauczanie kierował do wszystkich, jak i wówczas, gdy udzielał odpowiedzi poszczególnym ludziom.

Zdając sobie sprawę z potrzeb rozrastającej się diecezji, bp Moreau pomnożył inicjatywy w zakresie wychowania religijnego młodzieży i szkolnictwa, opieki nad chorymi, organizacji wzajemnej pomocy, a także tworzenia nowych parafii oraz formacji kandydatów do kapłaństwa. We wszystkich tych dziedzinach dał dowody odwagi i cierpliwości w pokonywaniu przeszkód.

W realizowaniu licznych dzieł zabiegał o współpracę zgromadzeń zakonnych. Rozumiał wielką wartość życia konsekrowanego i wspierał instytuty odważne w swym ubóstwie. Osobiście wniósł poważny wkład w rozwój życia duchowego i nadanie kierunku nowopowstającym instytutom zakonnym oraz tym, które zakładały nowe domy w jego diecezji. Poza Saint-Hyacinthe biskup Moreau był znany jako wzorowy mąż Kościoła. Przenikliwie analizował problemy swoich czasów; nieugięty i rozważny, bronił zasad i wartości podstawowych, pracował na rzecz jedności chrześcijan, z pożytkiem spełniał rolę mediatora. Jako uważny rozmówca Stolicy Apostolskiej pozostawał w pełnej komunii z Następcą Piotra, z całą pilnością przekazując jego nauczanie.

Mimo słabego zdrowia prowadził surowy tryb życia, Tylko siła, którą czerpał z modlitwy, pozwalała mu sprostać ogromnym obowiązkom. Odmalował swój własny obraz, pisząc: „Niewiele wypełnimy z powierzonych nam zadań, jeśli nie będziemy pozostawali w głębokim zjednoczeniu z naszym Panem”. Można określić go mianem biskupa Najświętszego Serca: dzień po dniu pasterz dawał życie za swoje owce, gdyż kochał je gorącą miłością Chrystusa.

5. Teraz spójrzmy na francuskiego księdza, Pierre-Francois Jamet. W wielorakiej działalności kapłańskiej zawsze pełen był żarliwej miłości. Zadziwia nas on odwagą oraz umiejętnością łączenia w sobie cech człowieka o wielkiej kulturze, wiernego kapłana i sługi ubogich.

Wkrótce po otrzymaniu święceń kapłańskich został mianowany spowiednikiem sióstr ze zgromadzenia Dobrego Zbawiciela. Z narażeniem życia pozostał nim w czasie rewolucji francuskiej. Dał dowód bezwzględnego przywiązania do Kościoła i nie opuścił swych owiec. Zmuszony do ukrywania się z radością sprawował sakramenty. Umiał dostrzegać niebezpieczeństwa zagrażające wierze, ale całą nadzieję pokładał w darach Bożych.

Przez pewien czas, ciesząc się powszechnym szacunkiem, pełnił trudne obowiązki profesora uniwersytetu. W owej działalności kierował się troską o właściwe wychowanie i o formację tak intelektualną, jak i moralną oraz duchową, W środowisku, w którym ścierały się antagonistyczne postawy i przekonania, rektor Jamet okazywał zawsze szacunek każdemu, jednocześnie z całą stanowczością dba o rozwój instytucji, za które był odpowiedzialny. Oddany i zawsze przystępny, prawdziwy sługa, człowieka, sumiennie wypełnił swe obowiązki.

Pierre-Francois Jamet nigdy, w żadnym momencie nie przestał służyć ubogim. Pobudzał i zachęcał siostry ze zgromadzenia Dobrego Zbawiciela do rozwijania prowadzonych przez nie dzieł, stając się ich „drugim założycielem”. Podziwiamy w nim niezachwianą wspaniałomyślność oraz troskę o zapewnienie stałej opieki najbardziej upośledzonym braciom. Coraz lepiej organizował opiekę nad osobami chorymi umysłowo; tak bardzo je umiłował, że nauczył się je pielęgnować, a często nawet je liczył. Był prekursorem pomocy głuchoniemym. Nauczył ich sposobu porozumiewania się, odnalezienia własnego języka; pomógł im w odzyskaniu własnej godności. Czcimy w nim twórcę i budowniczego miłosierdzia.

Pierre-Francois Jamet swą rozległą działalnością daje także świadectwo tego, czego może dokonać człowiek, gdy mieszka w nim Bóg. „Boże mój — mówił — ja jestem Twój, tak jak Ty jesteś mój”. Był pasterzem prowadzącym swe owce po ścieżkach życia. Zwłaszcza siostry ze zgromadzenia Dobrego Zbawiciela wprowadził na drogę naśladowania Odkupiciela i zażyłości z Przenajświętszą Trójcą. Rozpoznajemy go w słowach modlitwy, którą powtarza za Jezusem; „Ojcze Święty, zachowaj dla chwały imienia swego dzieci, które mi powierzyłeś, i spraw, by zawsze stanowiły jedno”.

6. Jezus stał się także „bramą” świętości dla Benedetty Cambiagio. Założycielki Instytutu Sióstr Benedyktynek Opatrzności. Jako kobieta silna i przedsiębiorcza, zdobyła dla swego ideału, którym było pełne oddanie Chrystusowi, także swego męża Jana Baptystę Frassinello. Wraz z nim stworzyła rodzinę gotową przyjąć dziewczęta, które potrzebowały wsparcia materialnego i moralnego przewodnictwa. W ten sposób powstał instytut, który uczynił wiele dobrego dla dziewcząt pozbawionych opieki wychowując je na dobre chrześcijanki i szlachetne matki rodzin, umiejące szanować siebie, społeczeństwo i Kościół.

W trudach realizacji tego apostolskiego planu błogosławiona Benedetta czerpała siłę z niezachwianej wiary, której korzenie tkwiły w głębokiej pokorze, podsycanej codzienną kontemplacją Ukrzyżowanego. Ta prosta kobieta opierała swoją działalność na podstawach ściśle teologicznych; na Eucharystii będącej źródłem odwagi, światła i wytrwałości; na całkowitej uległości „Bożej Opatrzności”; na czynieniu wszystkiego tylko przez wzgląd na miłość do Boga i dla Jego upodobania. Właśnie w tym tkwi sekret wewnętrznej siły, którą nowa Błogosławiona odznaczała się pośród nawet największych trudności: zdołała pokonać wszystkie przeciwności, bowiem oddała się bez reszty mocy Bożej w przeświadczeniu, że „jeśli Bóg czegoś chce, nie omieszka dostarczyć odpowiednich środków”.

Błogosławiona Benedetta Cambiagio Frassinello staje dziś przed nami jako wzór żywej wiary, nadziei i odwagi, cnót, które realizowała w niestrudzonej służbie miłości, umiejącej przy pomocy najprostszych i najuboższych środków dotrzeć do serca i wzbudzić w nim postanowienie naprawdę chrześcijańskiego życia.

7. Drodzy nasi bracia i siostro! Andrea! Louis! Pierre! Benedetto!

Oto „Chrystus (…) cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli (…) Jego śladami” (1 P 2, 21).

Dobry Pasterz zna owce swoje i one Go znają. Oto dzisiaj, tenże sam Chrystus, ukrzyżowany i zmartwychwstały — Chrystus, nasza Pascha, woła każdego z was po imieniu: Andrea! Louis! Pierre! Benedetto! Wypełniło się na was wezwanie Dobrego Pasterza, „abyście życie mieli i mieli w obfitości” (por. J 10. 10).

Kościół, słuchając świadectwa o waszym życiu, raduje się prawdziwą wielkanocną radością.

Agnus redemit oves.

Kościół uwielbia swego Odkupiciela i Oblubieńca. A ciesząc się waszym wyniesieniem do chwały błogosławionych, głosi potęgę miłości Tego, który z pokolenia na pokolenie i z wieku na wiek nie przestaje być „Bramą”.

L’Osservatore Romano, wydanie polskie, 1987, nr 6 (91) s. 8-9