1988.04.03 – Werona – Oto dwaj świadkowie waszej wiary. Beatyfikacja ks. G. Nascimbeni i ks. G. Calabria

„Wy jesteście tego świadkami” (Łk 24, 48).

Drogi Pasterzu Kościoła, który jest w Weronie, Księża Kardynałowie, umiłowani Bracia w episkopacie, najmilsi Bracia i Siostry diecezji Werona i Veneto.

1. Trwamy w okresie paschalnym, który rozpoczął się w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, aby rozciągnąć się na czas pięćdziesięciu dni. Tyle dni przeznaczył Chrystus na obcowanie ze swymi Apostołami po zmartwychwstaniu — potem zaś, od dnia, kiedy wstąpił do Ojca, na bezpośrednie przygotowanie do przyjścia Parakleta.

Liturgia Kościoła pozwala nam uczestniczyć w tym błogosławionym czasie niejako w podwójnym rytmie. Naprzód jest to rytm wydarzeń, które miały miejsce przed Wniebowstąpieniem, rytm bezpośrednich spotkań ze Zmartwychwstałym Panem, z kolei zaś rytm świadectw z Dziejów Apostolskich. Jest to świadectwo, jakie dają Apostołowie już po Zesłaniu Ducha świętego: czas Kościoła u samych jego początków.

Zachodzi ścisły związek pomiędzy pierwszym i drugim, jak to widać w czytaniach dzisiejszej liturgii.

2. Chrystus przychodzi do Apostołów, którzy znajdują się pod wrażeniem świeżej wiadomości o spotkaniu na drodze do Emaus. Gdy rozmawiają o tym, Chrystus staje wśród nich w widzialnej postaci, mówiąc: „Pokój wam!” (Łk 24, 36). Wszyscy jednak odczuwają lęk. Trudno się dziwić. Wiedzieli, że Chrystus skonał w męczarniach na krzyżu i został pogrzebany w grobie. Więc mogło się wydać „zatrwożonym i wylękłym… że widzą ducha” (Łk 24, 37).

Zmartwychwstały wówczas mówi do nich: „Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się” (Łk 24, 39). Wreszcie prosi, aby podali Mu „coś do zjedzenia” (por. tamże, w. 41).
Kiedyś apostoł Jan pisze: „widzieliśmy własnymi oczami, słyszeli własnymi uszami… ręce nasze dotykały” (por. 1 J 1, 1).

Świadectwo Apostołów opiera się na bezpośrednim doświadczeniu.

Aby zaś odpowiedzieć do końca na ich pytanie, Chrystus — podobnie jak w drodze do Emaus — wyjaśnia, iż „musiało się wypełnić wszystko, co o Nim napisane w Prawie, u Proroków, w Psalmach: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie” (por. Łk 24, 44. 46).

3. W dniu Pięćdziesiątnicy apostoł Piotr powtórzy to samo: „Bóg… spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał” (Dz 3, 18). Został więc skazany na śmierć krzyżową wyrokiem ludzkim, ale wyrok boski był inny, „Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami” (tamże, w. 15).

W taki sposób Kościół apostolski rósł w wierze i utrwalał się w tej pewności, że Jezus Chrystus „jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata. (…) Mamy Rzecznika wobec Ojca — Jezusa Chrystusa sprawiedliwego” (1 J 2, 2. 1).

Ci, których serca „pałały”, gdy Zmartwychwstały „otwierał im Pisma” (por. Łk 24, 32), gdy — jak w drodze do Emaus — pozwalał się poznać „przy łamaniu chleba” (tamże, w. 35), gdy obcował z nimi nawet przy posiłkach, stali się świadkami.

Na świadectwie apostolskim buduje się wiara Kościoła z pokolenia na pokolenie.

4. Ta wiara, stale karmiona Eucharystią, stale odnawiana przez modlitwę, a także czytanie i poznawanie świętych Ksiąg, ukształtowała życie Kościoła wśród poszczególnych ludów i narodów.

Ci, którzy przejęli pewność prawdy objawionej w Chrystusie od naocznych świadków, sami z kolei stawali się świadkami i fundamentem żywej tradycji.

Przybywając dzisiaj do waszego miasta, do Werony, mając przed oczyma to wszystko, co składa się — wczoraj i dzisiaj — na jego chrześcijańskie dziedzictwo, odważyłbym się powtórzyć do zgromadzonych tutaj to, co Chrystus powiedział do Apostołów: wy też „jesteście tego świadkami”Czyż słowa te nie stają się szczególnie aktualne i przekonywające za sprawą tych dwóch synów tutejszego Kościoła, którzy dziś poprzez beatyfikację dostępują chwały wśród waszej chrześcijańskiej wspólnoty?

5. Józef Nascimbeni, kapłan waszej diecezji, proboszcz waszej ziemi, duszpasterz związany z pasterskimi problemami i społecznymi potrzebami ludu, który przez zwyczaje i tradycje jest tak bliski dzisiejszym mieszkańcom Werony.

A jednocześnie szczególny świadek Chrystusa poprzez pełną miłości, mądrą i konkretną troskę o potrzeby swojego ludu; pionier dzieł i służb społecznych oraz chrześcijańskiego otwarcia się na stale pojawiające się problemy.

Źródłem tej gorliwej troski o dusze była Eucharystia, w której tak bardzo był rozmiłowany, że nigdy nie podejmował decyzji w żadnej ważnej sprawie bez długiej modlitwy przed Najświętszym Sakramentem. Posłannictwo proboszcza przeżywał w duchu misyjnym, otwartym na potrzeby Kościoła, oddany budowaniu i odbudowywaniu wiary oraz doświadczenia Chrystusa w duszach swoich wiernych. Dlatego w niezliczonych kazaniach pouczał dzieci i wiernych, był szczególnie oddany nauczaniu katechizmu, troszczył się o to, by dorosłym dostarczać okazji do refleksji nad doktryną i moralnością chrześcijańska, nie szczędził sił w zapewnianiu młodzieży formacji poprzez męskie i żeńskie oratoria. Te związane z tradycją Kościoła w Weronie środki apostolskie stały się dlań, jako dla duszpasterza, szkołą własnego uświęcenia. Posługując się takimi środkami potrafił znaleźć dostęp do życia swego ludu, który tak bardzo umiłował, i który chciał prowadzić do Boga. Zawsze starał się łagodzić nienawiści, zaradzać potrzebom ludzi najbiedniejszych; troszczył się o tych, którzy się oddalili i gorliwie ich szukał, o chorych, o żołnierzy, o emigrantów, o ubogich, których „uważał za swych panów, ponieważ wykradali mu jego serce” (por Informatio super virtutibus, n. 55).

Kierowany tym apostolskim duchem założył zgromadzenie Małych Sióstr Świętej Rodziny, ażeby za pośrednictwem ich pracy nadać większy jeszcze zasięg swej proboszczowskiej posłudze. Pragnął związać to zgromadzenie z pracą duszpasterską w parafii, ażeby czczona przez nie Rodzina Nazaretańska stała się modelem życia i świętości dla wszystkich chrześcijańskich rodzin.

6. Drugim świadkiem, który pozostawił głęboki ślad w waszym Kościele, jest ksiądz Jan Calabria: świadek miłości ubogich, żarliwej troski o dusze i wielkiego umiłowania Boga.

Ubóstwo znał z doświadczenia, bowiem, jak wiadomo, urodził się w rodzinie bardzo biednej; sam, korzystając w okresie nauki z miłosierdzia, ukochał nade wszystko ubogą młodzież, sieroty i dzieci opuszczone. Dzięki własnym doświadczeniom posiadał niezwykłą wrażliwość i umiejętność zbliżania się do młodych ludzi dalekich od wiary, pozbawionych jakiejkolwiek pomocy i nade wszystko potrzebujących rodzinnego ciepła.

To właśnie owo szczególne i szerokie doświadczenie ubóstwa rozbudziło w nim bezgraniczne zaufanie do Opatrzności Bożej. Swoje inicjatywy i fundacje zawszę nazywał „Dziełami Bożej Opatrzności”. Wiadomo, że od młodości pozostawał pod silnym wrażeniem słów Ewangelii: „Nie troszczcie się zbytnio i nie mówcie, co będziemy jeść?, co będziemy pić?, czym będziemy się przyodziewać? Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 33). W tym duchu nazwał swoją rodzinę zakonną „Ubogimi Sługami Bożej Opatrzności”, nakazując duchownym synom iść tam, „gdzie po ludzku nie można na nic liczyć”.

Ten program miłości, po ludzku paradoksalny, tak zuchwały, tak pełen zaufania, tak niezwykły, nie może nie zdumiewać i nie skłaniać do dziękczynienia Bogu, że pośród nas wzbudził tej miary świadka bezwzględnego zaufania słowom Ewangelii.

Jednak mówiąc o księdzu Calabria, trzeba także wspomnieć o jego miłości do Kościoła. Westchnienie, które — jak wiadomo — towarzyszyło ostatnim latom jego życia, było niejako odbiciem męki Odkupiciela. Odnosząc słowa te do Pana naszego, powtarzał z głębokim westchnieniem: „Mój Kościół, mój Kościół”.

Z tej pełnej bólu miłości do Oblubienicy Chrystusa narodziło się w sercu księdza Calabria oddanie kapłanom i zakonnikom. Jeszcze pamiętacie jego namiętne, nabolałe, gorące apele do władz kościelnych, do kapłanów i zakonników, do księży przeżywających trudności, w których wszystkich wzywał do radykalnej odnowy życia, do pełnego gorliwości powrotu do aposiolica vivendi forma. Tego apelu kierowanego do kleru i do osób żyjących życiem konsekrowanym nie wolno zapomnieć.

Obowiązkiem i dziedzictwem waszego Kościoła jest zachowanie go w całej jego żywotności, dawanie o nim wielkodusznego świadectwa w naszych czasach.

Także z miłości do Kościoła zrodziła się w sercu księdza Calabria troska o jedność chrześcijan. Modlił się o to, utrzymywał przyjaźń i kontakty z członkami innych Kościołów i wspólnot kościelnych, ofiarował opactwo w Maguzzano na siedzibę Włoskiej Sekcji „Catholica Unio”. Z jego listów jasno przebija przeczucie, że droga do pełnej jedności chrześcijan wiedzie przez włączenie całego Ludu Bożego w poszukiwanie i pragnienie tej jedności, której pragnął Chrystus.

7. Oto, najmilsi bracia i siostry, dwa przykłady, które Pan wzbudził pośród was, dwaj świadkowie waszej wiary, dwa wzorce dla was na czasy obecne.

Nie przestają oni mówić nam o świętości chrześcijańskiej rodziny, o umiłowaniu młodzieży, o zrozumieniu jej bied po to, aby je uzdrowić i im zaradzić. Wzywają oni dusze konsekrowane Bogu w posłudze kapłańskiej i w życiu zakonnym do uświęcenia; zachęcają do gorliwej miłości Kościoła Chrystusowego, jego cierpień i jego problemów, Kościoła, który Jezus z niewysłowioną miłością nazywa „swoim”.

Ich głos, któremu świętość przydaje tym większej powagi, proponuje dziś Kościołowi Werony wiążący program życia, program pracy duszpasterskiej, naglący i obejmujący wszystkich. Trzeba ratować rodzinę, ratować ją od rozpadu, od małostkowości hedonizmu, od pokusy porzucenia odnoszących się do niej praw moralnych i wymagań prawdziwej, uświęcającej miłości. Trzeba, byśmy — jak Apostołowie byli świadkami Chrystusa, świadomymi Jego obecności wśród nas, ażeby z miłości Chrystusa zrodziła się we wszystkich siła zaangażowania surowego, a jednocześnie wyzwalającego, które, i tylko ono, może prowadzić nas do lepszego jutra.

8. Oto, w dzisiejszym uroczystym dniu, obaj nowi Błogosławieni słuchają wraz z nami głosu Kościoła, który mówi słowami Psalmisty: „Wiedzcie, że godnym podziwu czyni Pan swego wiernego” (por. Ps 4, 4).

Zaiste. Pan tak czyni.

Wasi Błogosławieni to potwierdzają. Potwierdzają również prawdę tych słów z Pierwszego Listu apostoła Jana: „kto zachowuje naukę Chrystusa, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała” (por. 2, 5).

Wszyscy więc dziękujemy zmartwychwstałemu Panu za świadectwo doskonałej miłości Boga i bliźniego, jakie okazało się w życiu Błogosławionego Józefa i Błogosławionego Jana.

„Pałają serca nasze”… gdy Pan mówi do nas żywym przykładem naszych braci i rodaków.

Pałają… ośmielają się, odzyskują wiarę w dobro i prawdę. Jesteśmy znów, jak ci pierwsi uczniowie Chrystusa w wieczerniku: Chrystus stanął pomiędzy nami i rzeki: „czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych „sercach?… to Ja jestem” (Łk 24, 38-39).

Tak! On jest wśród nas: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki!” (Hbr 13, 8). Zostań z nami! Przemień nas! Bądź naszym życiem, „To Ja jestem”.

L’Osservatore Romano, wydanie polskie, 1988, nr 3-4 (100-101) s. 23-24