1984.08.28 – Castel Gandolfo – Sekret formacji. Przemówienie do uczestników III Światowego Kongresu Instytutów Świeckich

Bracia i Siostry!

  1. Bardzo się cieszę, że mogę raz jeszcze spotkać się z wami z okazji Światowego Kongresu Instytutów świeckich, zwołanego po to, aby zająć się tematem: „Cele i treści formacji członków instytutów świeckich”.

Jest to moje drugie spotkanie z wami, zaś podczas czterech lat dzielących nas od poprzedniego spotkania miałem wielokrotnie okazję zwracać się do poszczególnych instytutów.

Była jednak okazja szczególna, która pozwoliła mi mówić o was i dla was. W ubiegłym roku, na zakończenie zebrania plenarnego, na którym Kongregacja Zakonów i Instytutów Świeckich zajmowała się problemem tożsamości i posłannictwem waszych instytutów, zaleciłem między innymi pasterzom Kościoła troskę o to, by wierni mogli je zrozumieć nie tylko w sposób uproszczony i przybliżony, ale taki, w którym będą uwzględnione jego istotne cechy charakterystyczne” („L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, 1983/5-6). Poruszyłem także sprawę, która wchodzi w zakres rozważanego przez was w tych dniach tematu formacji: z jednej strony, wzywając instytuty świeckie do wzmocnienia więzi z Kościołem, z drugiej zaś, przypominając biskupom o ich odpowiedzialności za „oddanie do dyspozycji instytutów świeckich całego potrzebnego im bogactwa doktrynalnego” (tamże).

Cieszę się, że dziś mogę mówić bezpośrednio do was — ludzi odpowiedzialnych za działalność instytutów i zajmujących się w nich formacją, by potwierdzić ważność i doniosłość pracy formacyjnej.

Jest to praca o znaczeniu podstawowym, zarówno w sensie własnej formacji, jak i w sensie odpowiedzialności wszystkich członków instytutu za ich wkład w formację, zwłaszcza pierwszych lat, ale także obejmujących baczną uwagą okres późniejszy, zawsze.

  1. Wzywam was przede wszystkim i nade wszystko, abyście swój wzrok kierowali ku boskiemu Mistrzowi, od Niego bowiem płynie światło potrzebne w tej pracy.

Ewangelię można odczytać także jako opowieść o dziele, którego Chrystus dokonał wobec swych uczniów. Jezus głosi od początku „dobrą nowinę” ojcowskiej miłości Boga, ale potem stopniowo uczy głębokiej i bogatej treści zawartej w tej zapowiedzi; stopniowo, z bezgraniczną cierpliwością objawia siebie i Ojca, a kiedy trzeba, zaczyna od nowa: „tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś?” (J 14, 9). Można odczytywać Ewangelię także po to, aby odkryć pedagogię, którą stosował Jezus wobec swych uczniów, dając im podstawową formację: formację początkową. Tak zwana stała formacja przyjdzie później. Dokona jej Duch święty, który doprowadzi Apostołów do zrozumienia tego, czego uczył ich Jezus; pomoże im dojść do całej prawdy, do pogłębienia jej w życiu, na drodze ku wolności dzieci Bożych (por. J 14, 26; Rz 8, 14 itd.).

W tym spojrzeniu na Jezusa i Jego szkołę potwierdza się przeżyte przez nas wszystkich doświadczenie: nikt nie osiągnął doskonałości, do której jest wezwany, każdy z nas stale siebie kształtuje, stale jest w drodze.

Święty Paweł pisze, że Chrystus musi się w nas kształtować (por. Ga 4, 19), tak jak jesteśmy w stanie „poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę” (Ef 3, 19). Zrozumiemy to jednak tylko wtedy, gdy będziemy w chwale Ojca (por. 1 Kor 13, 12).

Świadomość, że stale jesteśmy w drodze, jest aktem pokory, odwagi i ufności. Znajdujemy tego odbicie i naukę na wielu stronicach Pisma świętego, na przykład w wędrówce Abrama z ziemi rodzinnej do nieznanego mu celu, do którego wzywa go Bóg (por. Rdz 12, 1 nast.); w pielgrzymce ludu Izraela z Egiptu do ziemi obiecanej, z niewoli do wolności (por. Wj); w samym zdążaniu Jezusa do miejsca i chwili, w której wywyższony nad ziemię, przyciągnie wszystkich do siebie (por. J 12, 32).

  1. Powiedziałem — akt pokory, który pozwala uznać własną niedoskonałość; akt odwagi, by stawić czoło trudom, rozczarowaniom, zawodom, monotonii tego, co się powtarza i nowości tego, co się zaczyna; przede wszystkim zaś akt ufności, gdyż Bóg towarzyszy nam na tej drodze, co więcej: Chrystus jest drogą (por. J 14, 6), On — i tylko On — jest twórcą chrześcijańskiej formacji. To Bóg, choć wykorzystuje okazje dostarczane przez ludzi, jest prawdziwym „Formatorem”, „Panie, Tyś naszym ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. Dziełem rąk Twoich jesteśmy my wszyscy” (Iz 64, 7).

To podstawowe przekonanie winno kierować naszym postępowaniem zarówno wtedy, gdy chodzi o własną formację, jak i wtedy, kiedy jesteśmy wezwani do tego, by wnieść wkład w formację innych osób. Właściwe podejście do zadania formacji oznacza świadomość, że to nie my formujemy, lecz Bóg. My możemy i musimy stać się okazją i narzędziem, zawsze z zachowaniem szacunku dla tajemniczego działania łaski.

W konsekwencji formacja osobista, a także formacja tych, którzy zostali nam powierzeni, zmierza zawsze — za przykładem Jezusa — ku poszukiwaniu woli Ojca: „nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który mnie posłał” (J 5, 30). Formacja, jeśli sięgnąć najgłębiej, polega w istocie na wyrabianiu w sobie coraz większej zdolności poddania się zamysłom Boga wobec każdej osoby i wobec historii, po to, ażeby świadomie współpracować w realizacji Jego planu odkupienia ludzi i całego stworzenia, by odkrywać i żyć zawartą w każdej chwili wartość zbawienia: „Ojcze nasz, niech Twoja wola spełnia się” (Mt 6, 9-10).

  1. To odniesienie do woli Bożej przypomina mi wskazanie, którego udzieliłem wam podczas naszego spotkania w 1980 roku: w każdej chwili waszego życia i we wszystkich codziennych czynnościach winniście być „całkowicie poddani woli Ojca, który postawił was w świecie i dla świata” (A.A.S. LXXII, n. 7, s. 1021). Powiedziałem także, że oznacza to dla was zwrócenie szczególnej uwagi na trzy aspekty, które zbiegają się ze sobą w rzeczywistości waszego specyficznego powołania jako członków instytutów świeckich.

Pierwszy aspekt odnosi się do postępowania śladami Chrystusa na drodze rad ewangelicznych, złączonego z całkowitym oddaniem się osobie Zbawiciela, ażeby dzielić Jego życie i Jego misję. To oddanie, uznane przez Kościół za szczególną formę konsekracji, staje się również zakwestionowaniem ludzkiej pewności siebie wtedy, gdy jest ona owocem pychy; oznacza wyraziściej „świat nowy”, chciany przez Boga i zapoczątkowany przez Jezusa (por. Lumen gentium, 42; Perfectae caritatis, 11).

Drugi aspekt to kompetencja w zakresie waszego specyficznego, nawet najskromniejszego i najhardziej zwyczajnego pola działania wraz z „pełną świadomością własnego wkładu w budowę społeczeństwa” (Apostolicam actuositatem, 13), niezbędna do tego, by „wielkoduszniej i skuteczniej służyć” braciom (Gaudium et spes, 93). W ten sposób świadectwo staje się bardziej wiarygodne: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J i3, 35).

Trzeci aspekt odnosi się do obecności przeobrażającej świat, to znaczy do „osobistego wkładu przyczyniającego się do tego, aby w historii spełniał się zamysł Boży” (Lumen gentium, 34), ożywiając i doskonaląc porządek doczesnej rzeczywistości duchem ewangelicznym poprzez działanie w samym wnętrzu tej rzeczywistości (por. Lumen gentium, 31; Apostolicam actuositatem, 7, 16, 19).

Życzę wam, by owocem tego Kongresu stało się dalsze pogłębienie, zwłaszcza przez wykorzystywanie tych środków, które pomagają w wychowawczym wyeksponowaniu owych trzech aspektów, o których była mowa, jak też i wszystkich innych, istotnych, takich jak wychowanie do życia w wierze, we wspólnocie kościelnej, w działalności ewangelicznej oraz połączenie tego wszystkiego w jedną życiową syntezę właśnie po to, by wzrastać w wierności powołaniu i posłannictwu, które Kościół szanuje i wam powierza, uznając, że odpowiadają one oczekiwaniom Kościoła i ludzkości.

  1. Zanim zakończę, pragnę raz jeszcze podkreślić podstawowy punkt: ostateczną rzeczywistością i pełnią jest miłość. „Kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4, 16). Także ostatecznym celem każdego powołania chrześcijańskiego jest miłość; w instytutach życia konsekrowanego ślubowanie zachowania rad ewangelicznych staje się główną drogą, wiodącą do Boga darzonego najwyższą miłością i do braci, którzy wszyscy są wezwani do dziecięctwa Bożego.

W wysiłku formacyjnym, miłość znajduje wyraz i oparcie oraz dojrzewa we wspólnocie braterskiej, aby stać się świadectwem i czynem.

Od waszych instytutów, z racji wymogu obecności ich w świecie, stawianego przez ten rodzaj powołania, Kościół nie żąda takiego życia wspólnego, jakie charakteryzuje instytuty zakonne. Wymaga jednak „braterskiej wspólnoty, zaszczepionej i ugruntowanej w miłości”, która czyni niejako ze wszystkich członków „jedną szczególną rodzinę” (kan., 602); wymaga, by członkowie jednego instytutu świeckiego „zachowywali między sobą wspólnotę troszcząc się o zachowanie jedności ducha i autentycznego braterstwa” (kan., 716, par. 2).

Jeśli ludzie będą oddychać ową atmosferą duchową, która stoi u podstaw szerszej wspólnoty kościelnej, cały wysiłek formacyjny nie minie się z celem.

  1. Na zakończenie nasz wzrok zwraca się raz jeszcze w stronę Jezusa. Każda formacja chrześcijańska otwiera się na pełnię życia synów Bożych, tak że podmiotem naszego działania jest w rezultacie sam Jezus: „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). Stanie się to prawdą tylko wtedy, gdy każdy z nas będzie mógł powiedzieć: „Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża”, z Chrystusem, który „samego siebie wydał za mnie” (tamże, 19-20).

Takie właśnie jest wzniosłe prawo sequela Christi: ogarnąć Krzyż. Droga formacji nie może przebiegać obok niego.

Niech również i w tym Matka Najświętsza będzie wam przykładem. Ona, która — jak przypomina Sobór Watykański II — „w czasie życia ziemskiego, podobnego do innych, pełnego trosk rodzinnych i pracy” (Apostolicam actuositatem, 4) „szła naprzód w pielgrzymce wiary i utrzymała wiernie swe zjednoczenie z Synem aż do Krzyża” (Lumen gentium, 58).

Niech zadatkiem Bożej opieki będzie Apostolskie Błogosławieństwo, którego z serca udzielam wam i wszystkim członkom waszych instytutów.

L’Osservatore Romano, wydanie polskie, 1984, nr 8 (56) s. 12