List Apostolski Celsitudo ex humilitate, ogłaszający św. Wawrzyńca z Brindisi Doktorem Kościoła – 1959.12.19 – Watykan

Jan XXIII, papież, na wieczną rzeczy pamiątkę.

Wspaniałość pokory: tak, jak ze społeczności rybaków Chrystus Pan wybrał tych, których ustanowił siewcami słowa Bożego i nauczycielami narodów, tak też do dzielnej Rodziny franciszkańskiej powołał pokornego brata, który przyozdobił Kościół święty przykładami, mocą mowy i bogactwem nauki. Mówimy tu o Wawrzyńcu z Brindisi, tak nazywanym w Zakonie Braci Mniejszych Kapucynów alumnie. «O inaestabilis dilectio caritatis / O niepojęte umiłowanie miłości»[1]. Chrystus, który Kościoła, Oblubienicy swojej, w jej dziejach nigdy nie opuścił, ale ją umacniał, zaradzając panoszącemu się złu, a kiedy pojawiły się szalone zuchwałości nowatorów i dopuszczano się wrogich ataków na imię katolickie, a wiara w ludzie bardzo osłabła i obyczaje podupadły, powołał Wawrzyńca, aby bronił tego, co było zwalczane, ratował, co ginęło, ukazywał to, co wszystkim służy do zbawienia. Który, kiedy znowu zarazy przyniosły niegodziwości i komentarze fałszywych opinii, kiedy inne zepsucia omotały ludzi, przedstawiał je w jasnym świetle, a wiernych blaskiem swoich cnót umacniał w prawym i wychowywał ich według zasad zbawczych.

Jak więc Rzym cieszy się z Wawrzyńca, atlety Chrystusa niezwyciężonego, który Kościołowi wyczerpanemu okrutnymi szaleństwami dodał siły, niszcząc wściekłość wrogów, tak też Brindisi szczyci się z tego, że wydało tak szlachetnego Wawrzyńca, który przywrócił mu, nękanemu złem domowym i obcym, gorliwość religijną i zdolność prawego myślenia.

W tym to mieście Apulii dnia 22 lipca 1559 roku ujrzał on światło dzienne nie dla siebie, nie dla przemijających rzeczy światowych, lecz dla Boga i dla przywrócenia ludziom chrześcijańskiej mądrości. Któż mógł się spodziewać dobrodziejstwa niebiańskiego, że ten, który wydawał się mały, chociaż umysłem daleki od psot, lubiący się modlić i często wygłaszający do obecnych święte przemówienia, będzie powołany do obowiązku apostolskiego. Ten w bardzo delikatnym wieku, gdy jeszcze nie był świadomy powabu pożądliwości, ostro rozkazywał ciału i ledwo godny kary, przeciwstawiał się dobrowolnym pokusom. To, co postanowił jako chłopiec, uczynił jako dojrzały młodzieniec, wstąpił do franciszkańskiej rodziny Braci Mniejszych Kapucynów w ich weneckiej Prowincji, u których z łatwością wyćwiczył się w pokorze chrześcijańskiej, posłuszeństwie, umiłowaniu modlitwy, pilności w przestrzeganiu przepisów, a kiedy tylko rozpoczął studia, upewnił się, że cnotliwe życie jest najwspanialszą nagrodą. Mistrz z urodzenia ogarnął całą filozofię i teologię i na ile tylko pozwalał mu czas, podjął naukę języków, zwłaszcza greckiego, hebrajskiego i chaldejskiego, co było niezwykłym przykładem gorliwości. Już ze szkoły wyszedł on mówcą który wyjątkową wymową rozwiązywał zagadki rozumu, umysły duchowo pokrzepiał, dając odpowiedzi na nurtujące je trudne pytania, a upartych przełamywał i pokonywał.

Wyświęcony na kapłana w 1583 roku natychmiast podjął obowiązek kaznodziejski i to posłannictwo Jezusa Chrystusa niezmordowanie pełnił niemal do śmierci. Gdy więc wędrował po licznych regionach Europy, ani żadne przeciwności, ani żadne inne trudności nie zdołały go odwieść od głoszenia Królestwa Bożego, aby jak największą liczbę ludzi doprowadzić do zbawienia. Pokonawszy trudy podróży przez Alpy, długo przemierzał kraje północne, aby tak wielu ludzi w owych czasach zagubionych utwierdzić w prawdziwej wierze. Z tej racji ówcześni znani pisarze uważali Wawrzyńca z Brindisi za wodza i księcia Braci Kapucynów, który za opatrznościową Bożą radą ustrzegł lud i wielką ilość maluczkich z prostego ludu od fałszywych opinii dysydentów albo po zbiciu ich błędów w dyskusji przywrócił do jedności Kościoła. Odziany w ubogą szatę, obdarzony niezwykle bystrym umysłem, pokorny franciszkanin udawał się do pałaców książęcych, aby tam jednać katolickich mężów. Kiedy na Węgrzech doszło walki wojsk chrześcijan z wojskami tureckimi, trzymając wysoko wzniesiony krzyż, szedł z wojskiem i tak odniósł sławne zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi krzyża.

Wawrzyniec nauczał jednak nie tylko słowem, lecz także życiem, był to bowiem mąż odznaczający się wspaniałymi cnotami rozwiniętymi do najwyższej doskonałości, jaką osiągają tylko święci bohaterowie Kościoła. Posiadając dar zarządzania rzeczami i dar rady, był przełożonym niektórych prowincji Zakonu we Włoszech, a potem urząd ten pełnił w Austrii, w Czechach, w Bawarii i Tyrolu, a w końcu został przełożonym generalnym swego Zakonu. Pełniąc te urzędy, dbał o wprowadzenie i ścisłe zachowywanie zasad życia franciszkańskiego w Zakonie. Mimo tego, że pracował w różnych warunkach, jako pośrednik neapolitańczyków udał się do Filipa III, króla Portugalii, aby go wyzwolić od oskarżenia o bezprawia. Jako obrońca jego sprawiedliwości miał osądzić, co jest przyczyną skłócenia społeczeństwa i zamącenia stosunków międzyludzkich. Po tym posłowaniu do Lizbony 22 lipca 1619 roku przypominał jakby poległego w boju obowiązku apostolskiego.

Już za życia u Biskupów rzymskich i prawie u wszystkich książąt Europy miał sławę obdarzonego szczególnymi cnotami, które sam Bóg potwierdził dokonanymi cudami. Zaś po śmierci jeszcze wyraziściej błyszczał jako gwiazda w Kościele sławą świętości i cudami, jakie zostały wymodlone za jego wstawiennictwem. Słusznie więc stało się, że poprzednicy nasi, papież Pius VI zaliczył go do uczestników chwały Błogosławionych, zaś Leon XIII przyozdobił chwałą Świętych i ukazał go jako przykład, który będą podziwiać wszyscy wierni chrześcijanie. Au tego wielkiego i wspaniałego męża najważniejsze były apostolstwo i nauczanie: apostołował ustani, kształcił piórem, walczył obydwoma. Nie przypisywał sobie zasługi i nie zamknął się w sobie, ale oddany modlitwie i pisaniu w cieniu klasztoru, pełen zapału, z miłości do Chrystusa i do braci, nie mógł się powstrzymać także od zajęć domowych, jak też zewnętrznych. Mówiąc z kościelnych ambon o dogmatach chrześcijańskich, o obyczajach, o Pismach Świętych, o cnotach Świętych Pańskich, pobudzał wiernych do pobożności, a grzeszników zanurzonych w bagnie wzywał do obmycia się i do poprawy życia. A mianowicie, wzniecając w umysłach słuchaczy ogień, którym sam płonął, wywoływał u nich łzy, których mocą łagodnie pobudzał do żalu. Przemawiając zaś poza obrębem miejsc świętych do wyznawców prawdziwej religii, bronił jej roztropnie i śmiało. Na zebraniach Żydów i heretyków stawał jakby chorąży Kościoła Rzymskiego i wielu nakłonił do porzucenia i wyrzeczenia się wyznawanej fałszywej nauki.

Godne jest podziwu, ile ten mąż, który prawie nigdy nie odpoczywał od pobożnych kazań i prac apostolskich, często w godzinach wolnych od głównych zajęć, napisał wiele książek niemal z każdej dziedziny świętej nauki. Jego «Opera omnia / Dzieła wszystkie», prawdziwe skarby mądrości, świeżo odnalezione w bibliotekach i ogłoszone drukiem, liczą piętnaście woluminów. Z tych zaś wypada Nam wspomnieć dzieło noszące tytuł «Explanatio in Genesis / Wykład Księgi Genesis», w którym Wawrzyniec jako surowy sędzia osądził naukę i praktyki Żydów, dokładnie zbadał boską naukę Ojców Kościoła oraz różne sentencje i kontrowersje doktorów scholastycznych. Liczne woluminy poświęcone są świętej wymowie, w których, naturalnie, zamieszczone są płomienne kazania, a wśród nich na Adwent i Wielki Post, na niedziele, na święta Świętych Pańskich oraz na inne uroczystości. Na szczególną uwagę zasługuje dzieło zatytułowane «Mariale», zawierające pełną naukę o Najświętszej Dziewicy, Bożej Rodzicielce. Wykłada w nich w formie kazań w sposób zadziwiająco głęboki i mądrze o równych podstawach i treści tej nauki. Zajmuje się również tym, co później Nasi Poprzednicy, niezapomnianej pamięci Pius IX i Pius XII, zdefiniowali słownie, a mianowicie, że Najświętsza Maryja Dziewica została zachowana od zmazy pierworodnej i wzięta z ciałem i duszą do chwały niebieskiej. W ostatnich zaś trzech woluminach, których treścią jest «Luthera-nismi hypotyposis» (Hypotypoza luteranizmu), ten doskonale wykształcony obrońca nauki katolickiej, skutecznie odsłaniał ludowi błędy, jakie rozpowszechniali nauczyciele herezji. Dzieło to będzie więc ożywiać umysły tych wszystkich, którzy zajmują się teologią zwłaszcza wyjaśnianiem i obroną dogmatów katolickich, a także tych, którzy przygotowują się do wykładania i obrony prawdy oraz do prowadzenia innych do zbawienia. Ci wszyscy, którzy pójdą śladami autora, który odsłonił błędy, wyjaśnił rzeczy ciemne, rozpraszał wątpliwości, będą kroczyć drogą pewną.

Dla podniesienia zasług Wawrzyńca, który tak bardzo wzbogacił i przyozdobił sprawę katolicką, jej święte tajemnice oraz jej wielkość, z radością posłużymy się świadectwami Biskupów Rzymskich, Poprzedników Naszych, którzy często mówią bądź to o jego znamiennej gorliwości w Winnicy Pańskiej, bądź też o jego niezwykłej sile.

Papież Paweł V doceniał przede wszystkim to, że zapobiegł klęsce, która zagrażała Kościołowi w Niemczech[2]. Papież Urban VIII zaś napisał o nim: «Dzięki składamy Bogu, który jest przedziwny w Sługach swoich; kiedy bezbronny Kapłan, niosąc sztandar Krzyża, przemówił świętym słowem do wojujących mieczami, przywrócił do chrześcijańskiej i apostolskiej władzy nie tylko Cesarskie Majestaty, szczycące się ze zwalczania religii i z barbarzyńskiej wzgardy wobec Boskości»[3]. Nie mniej doceniali podejmowane przez niego prace papieże Klemens XIV i Pius VI[4]. Zaś w pismach papieża Leona XIII czytamy: «Albowiem nie tylko… mówił dobrze w języku niemieckim, lecz znał także grecki, chaldejski, syryjski, a zwłaszcza hebrajski, którym władał tak, że Żydzi, którzy go słuchali, sądzili, iż jest on członkiem ich narodu. Bez wątpienia Bóg, podobnie jak Apostołów, obdarzył Wawrzyńca darem języków, aby mógł przemawiać do wielu, jak też wielu przeznaczył do zbawienia»[5]. Ponadto papież ten mówi: «Niebawem osiągnął to, że nie tylko doskonale opanował nauki teologiczne, ale i w praktyce świetnie je wyjaśniał, bądź to, kiedy pouczał i zachęcał do praktykowania cnót, bądź to dla pozyskania Żydów i poskromienia arogancji heretyków, jak też wtedy, kiedy wiernie zapamiętywał ich słowa i natychmiast i… skutecznie odrzucał»; „gdziekolwiek tylko mógł czynem i słowem, przykładem życia, prostował błędy i wykrzywiał zło, bronił wiary i autorytetu biskupiego)[6]. Również papież Benedykt XV, w trzecim wieku po odejściu tego znakomitego kapłana, kierując List do Braci Mniejszych Kapucynów, nie wahał się wyrazić tę oto pochwałę: «Pomiędzy przewspaniałymi mężami z Opatrzności Bożej pracującymi w Kościele, których pomocy nigdy nie zabrakło, szczególne miejsce zajmuje owa przesławna ozdoba waszego Zakonu, Wawrzyniec z Brindisi»[7]. Papież Pius XI, ujmując to samo krótko, nazwał Brindyzyjczyka «wielkim światłem nauki i świętości»[8].

Zatem nic dziwnego, że Zakon Braci Mniejszych Kapucynów u bezpośredniego mojego Poprzednika, wspaniałej pamięci Pius XII, gorąco zabiegał, aby Wawrzyniec z Brindisi w sposób właściwy został włączony do liczby Świętych Doktorów Kościoła. Kiedy zaś podobne prośby wnieśli również liczni Świętego Kościoła Rzymskiego Kardynałowie, Arcybiskupi, Biskupi, a także przełożeni Zakonów i Kongregacji zakonnych i inni uczeni mężowie, zarówno duchowni, jak i świeccy, a także profesorowie Uniwersytetów, Instytutów i Seminariów, tenże Nasz Poprzednik, wysłuchawszy ich próśb, polecił Świętej Kongregacji Rytów tę tak wielkiego znaczenia rzecz wyrazić w formie «Votum / Wniosku».

Święta Kongregacja, posłuszna poleceniu Najwyższego Kapłana, delegowała zespół mężów, zdolnych dogłębnie zbadać tę sprawę «ex officio / z urzędu». Kiedy ci zaś wykonali pracę i doręczyli swoje głosy w formie drukowanej, zapytano tychże Ojców Purpuratów z Kongregacji Rytów, czy warunki, które po świetlanej pamięci Poprzedniku Naszym, papieżu Benedykcie XIV, przy przyznawaniu tytułu Doktora całego Kościoła zwykło się zachowywać, a mianowicie niezwykła świętość życia, wybitna nauka teologiczna i Najwyższego Kapłana oświadczenie mają zastosowane do osoby Świętego Wawrzyńca z Brindisi w procesie uznawania go Doktorem Kościoła powszechnego. Zaś w czasie Zgromadzenia Zwyczajnego odbytym w Pałacu na Watykanie dnia 14 miesiąca listopada 1950 roku ci sami Kardynałowie Świętego Rzymskiego Kościoła, z zachowaniem świętych praw, po dokładnej relacji złożonej przez Czcigodnego Brata Naszego Klemensa Świętego Kościoła Rzymskiego, Kardynała Micarę, Biskupa Veliterno, tejże sprawy Ponensa czyli Rektora, i po wysłuchaniu Prałatów urzędowych, zwłaszcza drogiego syna Salwatora Natucci, w tym czasie Promotora Generalnego Wiary, zgodnie stwierdzili, że Sprawa może być dalej prowadzona. Tenże Nasz poprzednik, Pius XII, dla rozważenia tej sprawy, aperire distulit mentem suam / odroczył ją chcąc przez to otrzymać większą pomoc w ogłoszeniu tak wielkiej wagi orzeczenia.

Kiedy odszedł On spośród żywych, zostawiając swoje wielkie pragnienie, a My z woli Boga zostaliśmy powołani na tron Piotra, Ukochany Syn Nasz, Kajetan Świętego Kościoła Rzymskiego Kardynał Prezbiter Cicognani, Prefekt Świętej Kongregacji Rytów, po zapoznaniu się ze wszystkimi dokonaniami, dnia 28 miesiąca listopada 1958 r. zdał Nam sprawę. My zaś, dokładnie wszystko przemyślawszy, radę tejże Świętej Kongregacji uznaliśmy i potwierdzili.

W końcu, skoro te rzeczy tak się mają, My, spełniając życzenia Braci Mniejszych Kapucynów i pozostałych orędowników, po upewnieniu się i dojrzałym zastanowieniu, mocą tego Listu, pełnią Naszej Apostolskiej władzy ŚWIĘTEGO WAWRZYŃCA Z BRINDISI, WYZNAWCĘ, CZYNI­MY, USTANAWIAMY I OGŁASZAMY DOKTOREM KOŚCIOŁA POWSZECHNEGO, polecając, aby jego wspomnienie było obchodzone dnia 21 miesiąca lipca, to jest w przeddzień jego narodzin [dla nieba] dnia 22 tegoż miesiąca, i aby odbierał cześć od całego Kościoła wraz ze Świętymi Wyznawcami, nie-Biskupami, a także wraz z Doktorami Kościoła Powszechnego, oraz aby został zapisany w Martyrologium Rzymskim; znosząc przeciwne Konstytucje i Rozporządzenia Apostolskie oraz wszystkie inne przeszkody.

To oznajmiamy, ustanawiamy, nakazując obecnym podpisanym Listem, ważnym, skutecznym, a także pozostającym zawsze w mocy w swoim pełnym i nienaruszonym brzmieniu; tak to zostało prawnie orzeczone i określone, i od tej chwili jest nieodwołalne, i bez znaczenia będzie to wszystko, co później, gdziekolwiek i ktokolwiek, świadomie lub nieświadomie, głosiłby z autorytetem.

Dan w Rzymie u Świętego Piotra, pod Pierścieniem Rybaka, dnia 19 miesiąca marca, w święto Św. Józefa, Oblubieńca Najśw. Maryi Panny, 1959 roku, naszego zaś Pontyfikatu pierwszego.

 


[1] „O, jak niepojęta jest Twoja miłość”, słowa z: Praeconium paschale, czyli prefacji przy poświęceniu paschału w Wielką Sobotę; nazywanej także od pierwszych słów Exsultet.

[2] Zob. Arch. VAT. Borgh., II, 67, karty 296-311.

[3] Bullarium Ordinis Fratrum Cappucinorum, II, s. 292.

[4] Zob. tamże, IX, s. 4.

[5] Acta Leon. XIII, II, 1981, s. 432

[6] Tamże, s. 435.

[7] „Acta Apostolicae Sedis”, XI, 1919, s. 268.

[8] Zob. „L’Osservatore Romano”, 1 marca 1934.

 


„Acta Apostolicae Sedis” 51, 1959, s. 456-461; „Acta Ordinis Fratrum Minorum” 78, 1959, fasc. V, s. 269-272.
Przekład z łaciny Salezy B. Brzuszek OFM.

Copyright © Konferencja Episkopatu Polski