Do Kamedułek u Świętej Sabiny w Rzymie. Na Górze Przemienienia – 1966.03.23

Córki najdroższe!

Wy nie możecie przyjść do mnie i dlatego ja przychodzę do was, ponieważ nikt w Kościele nie powinien być pozbawiony tego bez­pośredniego i bliskiego kontaktu z Głową Kościoła.

Wasza odważna i heroiczna decyzja oddalenia się od świata, decyzja, która nazywa się „klauzurą”, zamyka was tu i nie pozwala na kontakty, z których normalnie może korzystać każda inna wspól­nota wiernych. Dlatego sądziłem, że dobrze będzie, gdy odwiedzając Świętą Sabinę złożę wam krótką wizytę głównie w tym celu, by utwierdzić was w przekonaniu, iż wasza klauzura nie jest więzie­niem i nie wyłącza was ze wspólnoty Kościoła.

Witając was, cieszę się widokiem waszego domu tak pięknie odnowionego i waszej licznej wspólnoty uradowanej z przyjęcia Nas tutaj. Cóż wam powiemy? Dwie myśli tylko. Pierwsza z nich do­tyczy waszego stosunku do Kościoła.

Kościół patrzy na Was

Patrząc na wasze życie od zewnątrz, można by powiedzieć, że jesteście oddzielone: nie idziecie w procesji razem ze wszystkimi innymi wiernymi, nie uczestniczycie w różnych pięknych zgroma­dzeniach, podczas których wszyscy inni wierni śpiewają i jednoczą się, tworząc jedno serce i jedną duszę wokół ołtarza Bożego. Wy jesteście poza tym wszystkim, oddzielone.

Czy to oddzielenie materialne, zewnętrzne, społeczne, oddziela was od Kościoła? Przychodzę wam powiedzieć: popatrzcie, Kościół myśli o was, nie jesteście zapomniane. A więc, oddzielenie, które byłoby najbardziej groźne, to duchowe, nie istnieje. Dlaczego tak jest? Dlaczego Kościół o was szczególnie pamięta, dlaczego na was patrzy? Kościół patrzy na was, ponieważ poświęciłyście się temu rodzajowi życia, aby trwać w nieustannej rozmowie z Panem, aby uzdalniać się do coraz lepszego rozumienia Jego głosu, aby ten nasz biedny ludzki głos wyrażać w sposób czystszy i bardziej in­tensywny. Z tego stosunku między niebem a ziemią uczyniłyście jedyny program waszego życia. Wy, zakonnice kontemplacyjne, od­dałyście się Bogu, który was całkowicie pochłonął. A więc, w was Kościół wypowiada się w sposób najdoskonalszy. Można powie­dzieć, że znajdujecie się jakby u jego szczytu.

Cóż bowiem innego chce Kościół czynić na tym świecie, jak nie łączyć dusze z Bogiem, jak nie stwarzać im tę możliwość wypowia­dania „Ojcze nasz”, jak nie rozmawiać z Bogiem? Cóż innego chce czynić Kościół, jak nie prowadzić każdą duszę do postawy wsłuchiwania się w słowo Boże? Wiecie, że całe nasze zbawienie płynie z tego wsłuchiwania się w słowo Pana, gdyż stąd płynie wiara, a z wiary wszystko inne: fides ex auditu (wiara ze słuchania). A Kościół głosi słowo Boże, Kościół przemawia, Kościół pracuje, prowadzi misje, duszpasterstwo. Dlaczego? Bo chce, aby dusze się otwierały i przyjmowały słowo Boże, Jego orędzie, Jego Ewangelię, a przyjmując je, aby uwierzyły, a wierząc, aby układały swoje życie według woli Bożej i osiągały zbawienie.

Wy właśnie oddałyście całe swoje istnienie temu słuchaniu słowa Bożego i dawaniu na nie odpowiedzi, oddałyście je całkowicie, nie zachowując dla siebie niczego. Zapomniałyście o wszystkim innym, aby mieć jedynie tę możliwość w całej jej intensywności, w jej naj­wyższej mierze. I dlatego to Kościół widzi w duszach kontempla­cyjnych tych, którzy realizują jego program, częściowo oczywiście, ale w jego formie najpełniejszej. Stoicie na szczycie życia religijne­go, które Kościół chce rozwijać wśród ludzi.

Znajdujecie się jakoby na górze Przemienienia, jakby na roz­mowie z Bogiem, w uszczęśliwiającej wizji prawdziwej rzeczywisto­ści Jego Bóstwa, które stało się Ciałem i towarzyszem naszej drogi. Ale mimo to, nie wolno wam zapomnieć o tej niezliczonej liczbie dusz, które są poza wami.

Wybrane, ale nie oddzielone

Jesteście wybrane, ale nie oddzielone. Jesteście wezwane do roz­mowy z Bogiem, ale nie dla was samych. Macie i wy misję, która wykracza poza indywidualne sprawy waszej duszy i poza maleńki zakres waszej wspólnoty. Znalazłyście się na tym wysokim stopniu życia religijnego nie tylko dla własnego rozwoju, dla własnej ko­rzyści, dla własnego uświęcenia. Jesteście tu także dla całego Ko­ścioła. I dlatego te więzy duchowe, które są tak bardzo realne, które stanowią „obcowanie świętych”, nie zostały zerwane. „Wręcz przeciwnie, stają się one tym bardziej oczywiste i bardziej napięte. Podobnie jak wtedy, gdy rozpina się żagiel, nitki płótna coraz bar­dziej się naprężają, tak i wy, skoro jesteście wezwane do rozmowy z Panem, odczuwacie poza sobą napięcie całego świata, świata, który nie wierzy, świata grzesznego, ale także i tego dobrego. I Kościoła, który jest po to, by podnosić, ale trudzi się i potrzebuje kogoś, kto poda mu rękę, kogoś, kto dołoży swój własny trud; potrzebuje waszej modlitwy, waszej ofiary, waszego przykładu, wa­szej rozmowy z Bogiem.

Przychodząc do was, chciałbym właśnie to wam przede wszyst­kim zalecić: nie zapominajcie o Kościele, nie myślcie też, że wasza wspólnota jest wszystkim na tym świecie. Świat jest dla was, có­reczki. Cały Kościół jest dla was i dlatego w sercach waszych po­winno trwać wspomnienie tego, co mówią św. Paweł i św. Piotr o naszej wielkiej wspólnocie powszechnej.

Módlcie się

Módlcie się za misje, módlcie się za konających, módlcie się za chorych, módlcie się za grzeszników, módlcie się za kapłanów, módlcie się za dzieci, módlcie się o nowe powołania zakonne, módl­cie się za tych wszystkich, którzy zdążają do Królestwa Bożego. To powinno być treścią waszych myśli i waszych trosk. To powinno ożywiać, rozgrzewać waszą modlitwę, czynić ją płomienną,. nie­mal natarczywą. Nie idzie się na spotkanie z Panem tak beztrosko, jakby chodziło o pogawędkę przyjacielską. Musicie nosić w wa­szym sercu mękę świata. „Odłączyłam się po to, by się zjednoczyć z innymi; oddzieliłam się, aby się ofiarować, aby cierpieć; oddzie­liłam się, by być ofiarą, która zadośćuczyni za innych. Otrzymuję łaski, które przechodzą wprawdzie przeze mnie, ale które powinny zalewać cały świat, rozszerzyć się na cały świat”.

Musicie bardzo odczuwać ten zmysł solidarności z całym Ko­ściołem; i tu miałbym wam wiele do powiedzenia. Wiecie, że Ko­ściół cierpi. Wiecie, że w tylu miejscach Kościół napotyka prze­szkody, nie może mówić, nie może się rozwijać. Wiecie, że jeszcze tylu chrześcijan, tyle zakonnic również nie ma możliwości wyzna­wania swojej wiary, swego powołania, gdyż warunki im na to nie pozwalają. Powinnyście nosić w swych sercach to cierpienie Ko­ścioła i same być ukrzyżowane tak, jak Chrystus jest ukrzyżowany w tych duszach, które dla Jego chwały i dla Jego Imienia cierpią mękę świata. Czyż nie to jest najważniejsza sprawa? Niech to będzie jakby obrączka, która złączy was z całym Kościołem. Czy zgadzacie się na to?

Bądźcie doskonale

A druga myśl? — Wy same mogłybyście ją wyrazić, gdybyście nie były zobowiązane do milczenia. Są to stosunki, jakie łączą was z waszym Zgromadzeniem. Jakimi chciałbym je widzieć?

Nie miałoby sensu zostać zakonnicą i pozostać niedoskonałą. Przyszłyście dlatego, że chcecie szukać doskonałości i osiągnąć ją. Nie chciałyście tu przyjść, aby kłócić się o sprawy drugorzędne, ale pragniecie naprawdę przyjąć program nakreślony wam przez Re­gułę i przylgnąć do niego z radością, w sposób doskonały, starając się nadawać blasku temu wypełnianiu waszego prawa. Działać można w bardzo różny sposób. Można coś robić byle zbyć, a moż­na to samo czynić z uwagą, w dobrym duchu, dając dobry przy­kład, ze słodyczą i radością. Gdy zdarza się coś, co nam nie odpo­wiada, mówmy: „Panie, to właśnie okazja do zdobycia się na mój mały, a przecież wielki heroizm”. Nie macie wielkich okazji, tak jak żołnierze, lotnicy, czy żeglarze, do pełnienia czynów heroicznych pod względem fizycznym lub moralnym. Wasz heroizm to wasza; Reguła i musicie starać się wypełniać ją wiernie.

Powtarzam: chcemy, by wszystkie Zgromadzenia zakonne, ale szczególnie takie jak wasze, stawiające sobie wyższe wymagania,. były doskonałe, albo żeby ich wcale nie było. Czyż nie tak?

Tego roku w lecie w jednym mieście Ameryki, w Denver, od­bywało się wielkie zebranie sióstr ze wszystkich Zgromadzeń za­konnych Ameryki. Jedna z nich powiedziała: „My powinnyśmy być w.awangardzie”. Świetnie! Kościół bierze was na serio. Wy, zakon­nice, powinnyście być w awangardzie przez swój przykład, przez przejęcie się Ewangelią, nadanie Regule całej jej pełni, ukazywanie światu, że naprawdę chcecie być wzorowe.

Tu jednak trzeba zrobić pewne zastrzeżenie, bo możecie powie­dzieć: dawać przykład znaczyłoby, że inni wiedzą, co my tu we­wnątrz robimy, a przecież te mury nie są przezroczyste, nikt nas nie widzi, nikt nic o nas nie wie. Nie łudźcie się. Świat wie dosko­nale, czy jesteście gorliwe, czy też letnie i niedoskonale. Nie wiem,, jak to się dzieje, ale istnieje tu jakaś przejrzystość i świat wie, czy dane Zgromadzenie jest dobre i doskonałe, czy naprawdę jest roz­grzane miłością, czy też jest letnie i żyje sobie tak, jakby wykony­wało jakikolwiek zawód.

Niechże wynikiem tej mojej wizyty będzie postanowienie, że bę­dziecie Kamedułkami takimi, jak należy, że będziecie realizować autentycznie pojęcie mniszek kontemplacyjnych, wiernych Kościo­łowi, dążących wspólnie do tego jedynego czynu, w którym stresz­cza się i zawiera wszystko w tym i w przyszłym życiu — do miłości.
In Cristo nella Chiesa, 161— 167.