Home DokumentyPolskie dokumenty o życiu konsekrowanymEpiskopat PolskiEpiskopat Polski - BiskupiHomilie i przemówienia biskupów 1990.01 – Warszawa – Bp Tadeusz Gocłowski CM, Wymagania, jakie stawia chwila obecna rekolekcjonistom i misjonarzom

1990.01 – Warszawa – Bp Tadeusz Gocłowski CM, Wymagania, jakie stawia chwila obecna rekolekcjonistom i misjonarzom

Redakcja

 

Bp Tadeusz Gocłowski CM


WYMAGANIA, JAKIE STAWIA CHWILA OBECNA REKOLEKCJONISTOM I MISJONARZOM

Materiały Komisji Duszpasterskiej KWPZM. Dni skupienia dla zakonnych kaznodziejów rekolekcyjno-misyjnych, Warszawa, styczeń 1990 r.

 

 

Wstęp

Wśród wielu znanych dziedzin, pracy, które podejmował Kościół w Polsce w ostatnim 45-leciu była praca misjonarsko-rekolekcyjna. Dziś – w związku z wydarzeniami zachodzącymi w Polsce – gdy analizujemy sytuację aktualną i jej wymagania – nie możemy nie podkreślić tego, że Kościół w Polsce a w nim zakony nigdy nie zaprzestały tej pracy, mimo, że w innych Kościołach Lokalnych, zwłaszcza na zachodzie ta praca została niestety zaprzepaszczona.

Duszpasterstwo dokonuje się zawsze w trzech płaszczyznach:

  1. Praca zwyczajna w parafii.
  2. Praca w środowiskach zawodowych czy w grupach apostolskich.
  3. Praca o charakterze nadzwyczajnym, gdy towarzyszy tej pracy szczególne błogosławieństwo, czyli rekolekcyjne i misyjne.

Dziś, gdy analizujemy na nowo pracę parafialną, pracę w nowych wspólnotach, które wchodzą w skład tej wielkiej wspólnoty parafialnej – nie możemy nie przeanalizować również wymogów chwili obecnej w pracy misyjno-rekolekcyjnej.

1. Ewangelizacja w aktualnej sytuacji życia Polski.

Ewangelia jest zawsze ta sama. Zbawcze orędzie jest zawsze skierowane do człowieka. Człowiek w swych najgłębszych pragnieniach, w swym dążeniu do Boga jest również zawsze ten sam. Ważne jest jednak to, co zostało wyrażone w tytule: chwila obecna i jej wymagania. Każda epoka, każde pokolenie miały swoje wymagania. Wydaje się jednak, że ta chwila nasza, obecna jest szczególna. W czym się to wyraża? W historii ludzkości zawsze dochodziło do zmagań między tym co określało się pojęciem sacrum i profanum. To sacrum i profanum pozostawało w bezpośredniej relacji do Boga, do całego świata wartości, do pewnego kształtu cywilizacji budowanej na jednym lub drugim dokonywanym wyborze. A jak jest dziś? Przechodzi do historii system społeczno-polityczny zwany totalitarnym, a który pragnął objąć swym wpływem całego człowieka, wszystkie przejawy jego życia: indywidualnego, rodzinnego, publicznego. Nie można powiedzieć, by system ten zdobył sobie uznanie, ale był faktem z całą jaskrawością swego brutalizmu /nie zawsze tzn. nie w każdym czasie uświadamianego brutalizmu, choć w każdym czasie wywierającego swój wpływ na człowieka, na społeczeństwo/. Jak się to stało, że system ten, który wydawał się mieć tak silne oparcie w potędze militarnej, w wyłączności środków przekazu, we wszechwładnym aparacie milicyjnym – dziś przechodzi do historii na drodze parlamentarnej? Jako ludzie wierzący widzimy w tym rękę Bożej Opatrzności, ale Bóg nie wkracza bezpośrednio w działanie. System ten był sprzeczny z naturą człowieka. W tym znaczeniu sam się eliminował. Często wypowiada się – i słusznie – opinię, że jest to coś, co zdarzyło się po raz pierwszy: spokojne odejście systemu totalitarnego. I stąd zachowanie się człowieka, formy pracy Kościoła trzeba podejmować w warunkach zupełnie nowych. Co więcej daje się nam dużo rad i pewnie są one słuszne, pod warunkiem, że jest się wewnątrz, a rady daje się również sobie dla realizacji. Pan Stefan Wilkanowicz pisze: „Kościół musi zapomnieć o dziesiątkach lat życia w sytuacji oblężonej twierdzy i nauczyć się unikać przywilejów. Siłę oporu zastąpić cnotą inicjatywy, uznać prawo i obowiązek różnienia się, duszpasterstwo religijno-symboliczno-patriotyczne przekształcić w duszpasterstwo środowiskowo-zawodowe” /”Kościół w nowej sytuacji”, w: Znak 1989, str. 24/. Myślę, że Kościół musi się stale uczyć, ale naprawdę nie musi niczego „przekształcać”, np. duszpasterstwa religijnego – symbolicznego – patriotycznego. To są uogólnienia. Cytowany autor dodaje: „stąd nowa rola duszpasterzy: nie wystarczy opierać się, wspierać i moderować opozycjonistów, ale przede wszystkim trzeba budzić nadzieję, pokazywać zadania i obowiązki, przygotowywać do działania społecznego w duchu chrześcijańskim, budować aktywne i otwarte wspólnoty. Pieśń «Ojczyzno ma …» odchodzi w przeszłość. Jaki popularny muzyk wyrazi najlepiej potrzebny kształt patriotyzmu?” /jw., str. 25/.

Zauważcie, Drodzy Bracia! Dużo tu słusznych stwierdzeń! Owszem, trzeba rozdawać zadania i obowiązki i przygotowywać do działania społecznego! Wiemy jednak, że w minionym 50-cioleciu Kościół nie tylko śpiewał pieśń „Ojczyzno ma …” To jest zbyt duże uproszczenie. To, że naród pozostał wierny, to owoc również nieustannej pracy Kościoła. Zwracam Waszą uwagę na liczne, interesujące wypowiedzi, które zawarte są w 410 numerze „Znaku”, a które pochodzą od Posłów i Senatorów z OKP. Jeden z ruch pisze: „Zwyciężyła tu nie tyle „Solidarność” dopiero odradzająca się jako Związki Zawodowe, co nowo ugruntowana idea solidarności wspierana formacyjnie przez Kościół i nauczanie społeczne. Nie do przecenienia okazała się rola duchowieństwa katolickiego i jego otwarcie” /str. 33/ Myśl ta, powtarza się często a dotyczy ona „dużego autorytetu Kościoła w ogóle” /str. 70/. Mówimy o tym nie tylko dlatego, by świadectwo dać prawdzie, ale również i dlatego, by powiedzieć, że społeczeństwo przetrwało również dzięki pracy Kościoła. Ta praca dała efekty nawet mimo destrukcyjnego wpływu systemu. Poseł Andrzej Kern z województwa łódzkiego pisze: „Widoczny upadek etosu pracy nie jest następstwem degeneracji ludzi, lecz braku przekonania o skuteczności oraz oczywistość wad w organizacji procesu pracy. Ze stwierdzenia tego – pisze dalej – wynika bardzo ważki i – na szczęście – optymistyczny wniosek: do przywrócenia wartości etycznej i ekonomicznej ludzkiej pracy potrzebna jest nie tyle odbudowa mentalności pracownika, co systemowe zmiany w organizacji procesu pracy” /str. 25/. Jest to, myślę, dość optymistyczny wniosek, może nawet zbyt optymistyczny, bo jest potrzebna również zmiana mentalności, która się uformowała przez całe lata byle jakiej pracy na pańszczyźnianym polu pracy.

2. Uwarunkowania naszego czasu.

Świat współczesny niewątpliwie tęskni za tym, by życie publiczne nie miało cech negatywnych, lecz by było poszukiwaniem wartości, które w sposób autentyczny kształtują relacje społeczne. Takie jest pragnienie, ale rzeczywistość jest nieco inna. W roku ubiegłym byliśmy większymi pesymistami. Dziś rysuje się bardziej optymistyczny obraz. Ludzkość zmierza do tego, by tę dziedzinę życia coraz bardziej oczyścić z konfliktów, a równocześnie wprowadzić w życie społeczne zasady w pełni demokratyczne. Po tylu przykrych doświadczeniach chrześcijanie, zwłaszcza krajów, w których dotychczas panował system totalitarny pozostają w pewnej rezerwie do życia publicznego co zachęca chrześcijan, by nie stali na uboczu, jeśli warunki, w których chrześcijanie żyją, dają możliwość rzeczywistego uczestnictwa. Papież mówi: „Nowa sytuacja – zarówno w Kościele, jak i w życiu społecznym, ekonomicznym, politycznym i kulturalnym – domagają się dzisiaj ze szczególną siłą zaangażowania świeckich. Bierność, która zawsze była postawą nie do przyjęcia, dziś bardziej jeszcze staje się winą. Nikomu nie godzi się trwać w bezczynności” /Christifideles Laici, n. 3/. Ojciec Święty powie jeszcze mocniej w tym samym dokumencie czyli Adhortacji o Powołaniu i Misji Świeckich w Kościele, gdy stwierdzi: „Prawo i obowiązek uczestnictwa w polityce dotyczy wszystkich i każdego, formy tego udziału, płaszczyzny na jakich on się dokonuje, zadania i odpowiedzialność mogą być bardzo różne i wzajemnie się uzupełniać. Ani oskarżenie o karierowiczostwo, o kult władzy, o egoizm i korupcję, które nierzadko są kierowane pod adresem ludzi wchodzących w rozpowszechniony pogląd, że polityka musi być terenem moralnego zagrożenia, bynajmniej nie usprawiedliwiają sceptycyzmu i nieobecności, chrześcijan w sprawach publicznych” /n. 42/. Społeczeństwo polskie w minionych 45 latach pozostawało w ogromnym procencie poza oficjalnym nurtem działań politycznych. Nie zrezygnowało z tych działań, ale nie widziało dla siebie miejsca. To wyczucie zdecydowanej większości społeczeństwa trzeba ocenić pozytywnie. Działania polityczne, społeczne czy gospodarcze muszą zmierzać do dobra wspólnego społeczeństwa i być przejawem faktycznego upodmiotowienia społeczeństwa.

Ku czemu zmierza działalność rekolekcjonistów, misjonarzy? Ku formowaniu sumień. Ta dziedzina życia publicznego – politycznego pozostawała, jak gdyby poza naszym zainteresowaniem. Jej praktycznie nie było. Dziś ten temat musi się zjawiać w naszym oddziaływaniu. Zauważmy, ile tym tematom poświęca czasu Jan Paweł II. Jest to dziedzina niezmiernie trudna. Kardynał Ratsinger napisze: „Moim zadaniem, raz jeszcze należy zdać sobie jasno sprawę z tego, że ani rozum, ani wiara nie obiecuje nikomu z nas, że pewnego dnia nastanie doskonały świat. Świat taki nie istnieje. Ciągłe nasze oczekiwanie, spekulowanie o stopniu jego możliwości i bliskości, stanowi poważne niebezpieczeństwo dla naszej polityki i społeczności. Anarchistyczny fanatyzm jest tu nieuchronnym skutkiem. Aby zachować demokrację, to znaczy zachować i rozwijać sprawiedliwość na ludzką miarę, trzeba jak najszybciej nauczyć się od nowa odważnie akcentowań swą niedoskonałość i uznać stale ciążące zagrożenia nad wszystkim, co ludzkie. Moralne są już jedynie te programy polityczne, które budzą odwagę” /Demokracja pluralistyczna a chrześcijaństwo w: „Znaki czasu”: 12/88, s. 93/.

3. Nauczanie Kościoła.

Chrześcijański etos podejmuje problem odpowiedzialności za świat. Nie może to być ucieczka od świata, ale zadanie dla człowieka. Chodzi o rozwinięcie tkwiącego w świecie i w umyśle dynamizmu. Jest rzeczą oczywistą, że posłannictwo Kościoła nie ma charakteru politycznego, gospodarczego czy społecznego. Kościół jednak z racji swej misji – integralnie pojętej służby człowiekowi – może i powinien służyć wspólnocie ludzkiej kształtującej się według Bożego prawa. Kościół uznaje wszystko, co jest dobre w dzisiejszym dynamizmie społecznym.

Kościół, nie łącząc się z żadną formą kultury, czy systemem politycznym, gospodarczym czy społecznym, pragnie służyć dobru wszystkich. Płaszczyzną nienaruszalną musi jednak być uznanie fundamentalnych praw osoby, rodziny i narodu oraz działanie na rzecz wspólnego dobra.

Jakie są zasady?

1. Kierowanie się duchem Ewangelii.
2. Wypracowanie jedności życia religijnego i aktywności obywatelskiej czyli wypracowanie pewnej syntezy przedsięwzięć ziemskich i dóbr
Formowanie sumienia zmierza do tego, by prawo Boże wpisało się w życie państwa ziemskiego. To z kolei zmierzać będzie do wprowadzenia ducha chrześcijańskiego w świat oraz zdobycie świadomości, że chrześcijanie są świadkami Jezusa Chrystusa w świecie.
3. Sprawą, która pozostaje u podstaw kształtowanej odpowiedzialności laikatu za życie publiczne jest dobro wspólne. Katolicka etyka społeczna problem ten czyni podstawą refleksji i działań. Sobór stwierdza: „Dobro wspólne obejmuje sumę tych warunków życia społecznego, dzięki którym jednostki, rodziny i zrzeszenia mogą pełniej i łatwiej osiągnąć swoją własną doskonałość” /GS n. 74/. Interesującą refleksję na ten temat snuje Zbigniew Madej na łamach wydawanego przez Ojców Jezuitów „Posłańca Serca Jezusowego”. Pisze on: „Dobro wspólne budowane jest przez wszystkich członków społeczeństwa. Aby to jednak było możliwe, konieczna jest zgoda przynajmniej większości z nich co do tego, co jest tym dobrem i w jaki sposób ma ono być osiągane. Wiadomo bowiem, że każdy może inaczej je sobie wyobrażać i inaczej widzieć sposób jego realizacji. Osiągnięcie zgody w tych kwestiach uzależnione jest od dojrzałości społecznej i moralnej obywateli. Gotowość podporządkowania własnych interesów dobru wspólnemu, poczuwanie się do odpowiedzialności za losy innych, duch ofiarności i życzliwości – stanowią o powodzeniu całego przedsięwzięcia. Przy czym zachodzi tutaj sprzężenie zwrotne: duch solidarności ułatwia budowanie dobra wspólnego, ale i wspólne dobro zespala i jednoczy społeczeństwa” /VII /1987/2/. Zaangażowanie więc w życie publiczne, podjęcie tego tematu przez Kościół uważam za ważną dziedzinę pracy formacyjnej. System komunistyczny w sposób dramatyczny zaciążył na zmarnowaniu wielu talentów całego pokolenia Polaków, którzy gdzie indziej są dobrymi menadżerami, ludźmi z inicjatywą, a którzy we własnym kraju nie zdobywają się na twórcze działania. W encyklice „Sollicitudo rei socialis” Papież zwraca uwagę na to, iż system spowodował, że „zamiast twórczej inicjatywy, rodzi się bierność, zależność i podporządkowanie wobec biurokratycznego aparatu, który, jako jedyny „dysponent” i „decydent” jeśli nie wręcz „posiadacz” ogółu dóbr wytwórczych stawia wszystkich w pozycji mniej lub bardziej totalnej zależności” /SRS n. 15/.

4. A jaka jest sytuacja i stopień zaangażowania katolików w Polsce? Prze wiele lat panował klimat ucieczki w prywatność. Lata 1980-81 ożywiły w sposób wybitny zaangażowanie w życie społeczne. Stan wojenny i lata po nim następujące spowodowały pewne zamrożenie, które jest widoczne do dziś zwłaszcza gdy chodzi o przynależność do Związków Zawodowych „Solidarność”. Naród jednak wykazuje duże rozeznanie i dojrzałość, co zwłaszcza objawiło się w związku z wyborami do parlamentu. Odzyskiwanie podmiotowości przez na ród, włączenie się w życie publiczne będzie wymagało pewnego przygotowania. Faktem jest, że ten proces może być przyspieszony dzięki odzyskiwaniu przez naród autentycznego dostępu do środków społecznego przekazu, zwłaszcza do telewizji. Ważną jest rzeczą, by wchodząc w życie publiczne, czynić to z pełnym poczuciem i zrozumieniem chrześcijańskiej tożsamości. To może nastąpić przez:

1. pełniejsze zrozumienie Ewangelii,
2. poznanie katolickiej etyki społecznej,
3. wyrobienie sumienia, które będzie zdolne do wydawania ocen,
4. pogłębienie w sobie chrześcijańskiej wizji człowieka i społeczeństwa,
5. zdobycie umiejętności pracy w strukturach demokratycznego państwa,
6. pogłębienie w sobie poczucia odpowiedzialności za państwo, za małą ojczyznę i zdobycie umiejętności wypracowania proporcji dobra ogólnego i dobra regionu. Włączenie się np. przez Kościół, przez jego członków do organicznej pracy w związku z uczeniem się od podstaw samorządu terytorialnego, jest wielką sprawą. Oczywiście nie będzie tu chodziło o bezpośrednią pracę kapłanów, ale o pomoc świadczoną przez Kościół katolickiemu narodowi w procesie powrotu do pracy w zdrowych strukturach organizacyjnych państwa.

4. Formy udziału w życiu publicznym 

1. Najpierw będzie chodzić o wypowiadanie zbiorowych opinii, sądów, przekonań, co ma wpływ na stan społecznej świadomości. Uczciwość, prawdomówność, wolność od koniunkturalizmu – będzie to zależało od właściwie ukształtowanego sumienia. Niekiedy są sprawy, które budzą wyjątkowe emocje i wówczas istnieje niebezpieczeństwo utraty kontaktu z prawdą. Tak się dzieje w tej chwil i z trudnym problemem Elektrowni Jądrowych, które wywołują tyle emocji społecznej /np. głodówka, artykuł w Telewizji panów Hrynkiewicza i Kolędy w n. z wczorajszej niedzieli /21.I.90/ pt. „Żarnowiec – porażka rozsądku”. Sam tytuł jest obrazą dla przeciwników i wywołuje on swoje emocje. P. Premier w telefonicznej rozmowie mówił mi o Komisji ekspertów, która podzieliła się dokładnie na dwie równe grupy zwolenników i przeciwników/.

2. Pełnienie funkcji o charakterze kierowniczym lub decyzyjnym. Jest tu duża możliwość służby publicznej, ale łączyć się z tym musi szczególnie wyostrzona odpowiedzialność.

3. Działalność w obszarze zawodowych kwalifikacji. Jest to obszar ponownie odzyskiwany. W tę dziedzinę wchodzi trudna sprawa pewnego pluralizmu związkowego oraz stosunku związków zawodowych do władz państwowych i do przedsiębiorców katolickich. Zasada sprawiedliwości i jej funkcjonowanie w społeczeństwie postkomunistycznym – to wielki problem formacji moralnej, by zmienić dotychczasową mentalność np. w dziedzinie własności i stosunku do niej.

4. I wreszcie obszar działań społecznych. Chodzi tu głównie o pracę w organizacjach katolickich i stowarzyszeniach. W tej dziedzinie życie jest szczególnie wymarłe. Komuniści zniszczyli wszystko, co rozwijało się w Kościele w okresie przedwojennym. Z jakim trudem przychodzi nam powrót do stowarzyszeń. Likwidacja np. wszystkich organizacji charytatywnych w formach zorganizowanych – wyrządziła ogromną krzywdę społeczeństwu katolickiemu. Do tej pracy nie są również przygotowani kapłani. Praca Kościoła w pewnym sensie została sklerykalizowana. Zatraciło się właściwe widzenie posłannictwa w Kościele. To, co należy do pracy ludzi świeckich, robią księża, bo do tego przyzwyczaili się przez 50 lat; ludzie świeccy zaś, którzy nie widzą swojego powołania i misji w wymiarach właściwych, chcieli, by sięgnąć po funkcje właściwe duchownym. Jest to wielki teren pracy, który czeka na uaktywnienie. Senator Janusz Ziółkowski apelował o nieklerykalizowanie laikatu i nielaicyzowanie duchowieństwa. Jest to problem wielopostaciowy.

Zanim przejdziemy do podsumowania, chciałbym zwrócić uwagę na pewne realia, które towarzyszą życiu polskiego społeczeństwa, a które mają zasadniczy wpływ na pracę Kościoła. W okresie powojennym trzy zwłaszcza środowiska podejmowały zasadnicze inicjatywy w życiu narodu: robotnicze, inteligenckie i młodzieżowe. Czwarte środowisko – wiejskie było, owszem wrażliwym, ale raczej tylko odbiorcą tamtych inicjatyw zmierzających do obrony tożsamości narodu i jego suwerenności. Te dążenia nigdy w historii Polski nie były obojętne również Kościołowi. Więcej, Kościół stał się znaczącym środowiskiem, w którym realizowały się tamte dążenia. System totalitarny miał tego pełną świadomość i stąd spotęgowana inwigilacja nad działalnością Kościoła. Kościół nie traktował tej działalności jako obcej w stosunku do swej misji, bo człowiek jest drogą Kościoła /RH/ i to człowiek tak indywidualny jak człowiek żyjący we wspólnocie narodu. Współdziałanie zwłaszcza robotniczo-inteligenckie to nowa jakość społeczno-polityczna w polskim krajobrazie. Nie chodzi nam w tej chwili o analizy o charakterze politycznym, ale o zwrócenie uwagi na pewne realia, które są ważne dla pracy Kościoła. I jedno i drugie środowisko: inteligenckie i robotnicze stało się przedmiotem szczególnie silnej indoktrynacji. I można powiedzieć, że obydwa środowiska w pewnym okresie i w pewnym stopniu uległy marksistowskiej ideologii. Konsekwentna praca Kościoła, niezwykły autorytet Prymasa Tysiąclecia, opatrznościowy wpływ Jana Pawła II sprawiły, że obydwa środowiska nie tylko zbliżyły się do siebie, ale równocześnie zbliżyły się do Kościoła. Płaszczyzną tego spotkania stała się wielka wartość „Solidarności”, która wyrosła z korzeni chrześcijańskich i która opiera się na katolickiej etyce społecznej. Niegdyś lewicujące środowiska jedno i drugie /inteligenckie i robotnicze/ poddały się jak gdyby nowemu bierzmowaniu, które zwłaszcza przeprowadził Jan Paweł II w czasie swych trzech Pielgrzymek do Ojczyzny. To zbliżenie do Kościoła nie miało tylko charakteru okazjonalnego, jak to niekiedy chce się twierdzić. Był to często autentyczny powrót do wartości chrześcijańskich.

W minioną sobotę w czasie galowego koncertu w Filharmonii Warszawskiej p. Gustaw Holoubek powiedział: „Witam przedstawicieli najwyższej hierarchii naszego Kościoła” /20.I.1990/. Komunizm usiłował zamknąć Kościół, jego pracę jedynie w murach świątyń, usuwając go ze szkół, z pracy w Stowarzyszeniach. Tymczasem Kościół, choć nie w sposób formalny, przeniknął do zakładów pracy głównie poprzez postawy chrześcijańskie wiernych, ale również przez pracę kapłanów. A. Hall nazwał tę pracę „wznoszeniem podstaw wolności człowieka w Polsce i wewnętrznej suwerenności narodu” /„Polemiki i refleksje”, Londyn 1989, str. 103/. A dziś? Ks. Kardynał Henryk Gulbinowicz kiedyś powiedział, że rekolekcjoniści i misjonarze powinni dziś odłożyć do archiwum swoje dotychczasowe kazania i opracować nowe. Prawdy wiary są zawsze te same, ale w kazaniach mamy odbicie okoliczności czasu. Kazania Piotra Skargi odzwierciedlają to wszystko, czym żyła Polska w latach 1536-1612. Jak pięknie mówił Piotr Skarga: „Ten najlepszy okręt Ojczyzny naszej wszystkich nas niesie, wszystko w nim mamy. Gdy się z okrętem źle dzieje, gdy dziur jego nie zatykamy, gdy wodę z niego nie wylewamy, gdy się o zatrzymanie jego nie staramy, gdy dla bezpieczności jego wszystkim co w domu jest nie pogardzamy, zatonie i z nim my sami poginiemy” /Kazania sejmowe 1597/, wyd. J. Tazbir i M. Korolko, Wrocław 1972, str. 44-45/. Ale nie trzeba sięgać po wiek XVI. Kazania np. Księdza Jerzego Popiełuszki brzmiały dziś niemal jak kazania Piotra Skargi, choć on zginął przed 6-ciu laty. Jak wielkie jest więc przyspieszenie naszego czasu.

Więc w jakim kierunku ma pójść nasza praca? Papież mówi: „Pilnym i odpowiedzialnym zadaniem świeckich jest dawanie świadectwa tym wartościom ludzkim i ewangelicznym, które posiadają wewnętrzny związek z działalnością polityczną, jak wolność, sprawiedliwość, solidarność, wierne i bezinteresowne oddanie sprawie wspólnego dobra, prosty styl życia, preferencyjna akcja na rzecz ubogich i najmniejszych. Wymaga to, by byli coraz bardziej ożywieni duchem rzeczywistego uczestnictwa w życiu Kościoła i coraz lepiej znali jego naukę społeczną. W spełnianiu tego zadania stałym wsparciem będzie dla nich bliskość wspólnot chrześcijańskich i ich pasterzy” /Ch. L. 42/.

Nie ulega wątpliwości, że „Solidarności” nie można traktować jako pomostu, który był potrzebny dla przejścia od totalitarnego państwa do demokracji. Solidarność i jako związek zawodowy i jako wartość musi na stałe pozostać w życiu Narodu i Państwa. Papież nazywa ją: „stylem oraz narzędziem polityki, która chce dążyć do prawdziwego rozwoju człowieka” /P. CH. L. n. 42/. A co to znaczy? Papież odpowiada: „Wymaga /to/ czynnego i odpowiedzialnego uczestnictwa w życiu politycznym wszystkich i każdego obywatela oraz rozmaitych grup, związków zawodowych, partii: wszyscy razem i każdy z osobna jesteśmy odbiorcami polityki i jej aktorami” /tamże/. Już w „Sollicitudo rei socialis” Jan Paweł II stwierdził, że Solidarność „jest to mocna i trwała wola angażowania się na rzecz wspólnego dobra, czyli dobra wszystkich i każdego, wszyscy bowiem jesteśmy odpowiedzialni za wszystkich” /n. 38/. Jest to bowiem „droga do pokoju i do rozwoju” /SRS n. 39/.

Tak zarysowane zadania wymagają obecnie procesu wdrożenia, wymagają systematycznej formacji.

Jeśli mówimy o duszpasterstwie poszczególnych środowisk, to zakładamy, że katolicy należący do tych środowisk uczestniczą w życiu wspólnot parafialnych jak wszyscy inni wierni i tam dokonuje się ich permanentna formacja. Obejmuje ona takie dziadziny jak: małżeństwo, rodzina, współpraca w wielkim procesie wychowania młodego pokolenia, systematyczne życie sakramentalne itd. Natomiast duszpasterstwo środowiskowe obejmuje dziedziny właściwe dla tych grup.

Gdy chodzi o środowisko robotnicze, to należy najpierw stwierdzić, że wychodzi ono z okresu komunistycznego jeszcze bardziej związane z Kościołem niż kiedykolwiek. Tu jest lepsza sytuacja niż w środowisku inteligenckim czy nawet młodzieżowym. Nie mówię o środowisku rolniczym, tradycyjnie związanym z Kościołem, choć trzeba odzyskać robotników rolnych, zwłaszcza tam, gdzie brak było dobrej sieci duszpasterstwa parafialnego. Robotnicy na ogół oczyścili się z tendencji laickich. W okresie minionych dziesięciu lat tzn. najpierw lat 80-8l, potem w okresie po stanie wojennym czy zwłaszcza w roku 1988, czyli ponownej fali wielkich strajków: w Nowej Hucie, Gdańsku, na Śląsku, w Szczecinie, w Stalowej Woli, nigdzie /prawie/ nie dostrzegło się obojętności religijnej. Robotnicy tłumnie uczestniczyli w nabożeństwach. Kościół, jak podkreśli w swojej książce „Robotnicy 88” Wojciech Giełżyński, Londyn 1989, str. 203/ „odegrał i tym razem wielką rolę”. W sposób zewnętrzny robotnicy manifestowali i manifestują swoją więź z Kościołem w czasie wielkich uroczystości religijnych: Piekary, Pielgrzymka Świata Pracy na Jasną Górę – czy też lokalne uroczystości np. w Biechowie w archidiecezji Gnieźnieńskiej.

Pytanie zasadnicze, na którego odpowiedź wszyscy czekamy to: „Co dalej?” Bo przecież taki jest cel tego spotkania. To „co dalej” zależy od tego, jaki jest punkt wyjściowy. Ten punkt wyjściowy jest dobry, jakżeż różny od środowisk w innych krajach Europy Wschodniej, które przeżywają podobne jak my procesy.

Musi być przede wszystkim nieco inna forma pracy duszpasterskiej niż dotychczas. Ta była częściowo związana z klimatem protestu. Tak Jak praca polityczna, związkowa jest dziś trudna, bo trzeba przejść od form walki do spokojnej pracy, a to jest i mniej atrakcyjne i bardziej wymagające, tak również formacja religijno-etyczna wymaga systematyczności.

1. Trzeba stworzyć coś w rodzaju „Pracowniczych uniwersytetów, katolickiej nauki społecznej”. Zakładam, że nie będą to masowe środowiska formacyjne. Będą to formy kształcenia liderów katolickich. Równocześnie z tym trzeba utrzymać, nadając im inny nieco kształt, nabożeństwa środowiskowe. Tu głównie chodzić będzie o formowanie postaw etycznych. Jestem przeciwny klerykalizowaniu zakładów pracy czyli wchodzeniu księży w jakieś organizacje związkowe itp., ale trzeba utrzymać ścisłą więź z zakładami pracy z okazji uroczystości narodowych czy religijnych. Trzeba wszędzie umieścić w zakładach pracy Krzyże: w siedzibach związkowych i halach produkcyjnych. Nie jest to narzucanie komukolwiek przekonań religijnych, gdyż społeczeństwo jest katolickie. Opłatki, któreśmy urządzali w Stoczniach, w porcie i w innych wielkich zakładach pracy gdańskiego wybrzeża gromadziły całą załogę, która kończyła na danej zmianie pracę. Należy ożywić i nadać im nowy wymiar – święta patronalne poszczególnych grup zawodowych. Dotychczas są to głównie uroczystości św. Barbary i Katarzyny – patronki Kolejarzy.

2. Osobno zostanie omówiona sprawa stowarzyszeń. W Gdańsku odrodziło się przybierając nieco nowy kształt treściowy „Bractwo św. Brygidy”. W minionym okresie kładło ono akcent na rewindykacje polityczne. Dziś jednak, kiedy sprawy te są nieaktualne, Bractwo którego członkami są robotnicy, podejmuje zadania formacyjne ściśle chrześcijańskie, a także działalność charytatywną w środowisku robotniczym, np. opieka nad szpitalem stoczniowym /odwiedzanie chorych stoczniowców etc./. Dalszą formą zbliżoną do stowarzyszeń, jest zorganizowana przed trzema laty z okazji pobytu w Gdańsku Ojca Świętego Jana Pawła II tzw. Kościelna Straż „SEMPER FIDELIS”. Miała ono charakter okazjonalny, a obecnie przekształciła się niemal w formalne stowarzyszenie, z tym, że tu należą nie tylko robotnicy, ale również inni mężczyźni /inteligencja, studenci/.

3. Sprawą zasadniczej wagi jest opieka nad hotelami robotniczymi. Dziś jest to środowisko otwarte, dla nas z punktu widzenia administracyjnego, ale raczej zamykające się z motywów moralnych. Klimat, jaki od lat tam panuje jest klimatem deformującym. Specyfika tego środowiska to: pijaństwo, ciągłe frustracje, brak zainteresowań wyższego rzędu /kultura/. Chodzi o dość duże grupy ludzi i stąd sprawa jest pilna. Subkultura tu panująca nie bardzo pozwala na zmianę klimatu, ale trzeba podejmować próby.

Nie chciałbym dłużej zatrzymywać się nad schorzeniami, będącymi efektem minionego okresu. Ta sprawa nie dotyczy tylko świata robotniczego, ale w tym środowisku jest to może bardziej widoczne. To wymaga właśnie pracy duszpasterskiej w środowisku. Narzekania na nie przygotowanie kapłanów do pracy duszpasterskiej w środowiskach zawodowych jest uzasadnione nie tylko brakiem kapłanów, ale również brakiem doświadczenia. Stefan Wilkanowicz w swym ostrym sformułowaniu stwierdza, że „obecny stan, w którym duszpasterstwa środowiskowe czy zawodowe stanowią margines pracy Kościoła, należy uznać za patologiczny, a nie „normalny” /„Kościół w nowej sytuacji” w: Znak, nr 411, /VIII/ 1989, str. 27/.

 

Archiwum KWPZM

 

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda