2007.02.25 – Przemyśl – Abp Józef Michalik: List pasterski o św. Andrzeju Boboli

 

METROPOLITA PRZEMYSKI Arcybiskup Józef Michalik
L.dz. 240/022/2007
List pasterski o św. Andrzeju Boboli

Drodzy Bracia i Siostry
Drodzy Czciciele św. Andrzeja Boboli

Są wydarzenia, które zaistniały w historii raz jeden, ale ich wartość tworzy w kolejnych latach nową historię, promuje refleksję, wzory zachowań i czyny. Chciałbym dziś nawiązać do pewnego wydarzenia, które miało miejsce dokładnie 350 lat temu.

16 maja 1657 roku zginął (…) na terenach dawnej Rzeczpospolitej, niezwykły, gorliwy misjonarz ksiądz Andrzej Bobola, który był 49 ofiarą krwawych prześladowań pośród jezuitów w tamtym okresie.

Andrzej urodził się w 1591 roku na Bobolówce w Strachocinie na terenie diecezji Przemyskiej i tutaj został ochrzczony. Wychowany w katolickiej rodzinie od najmłodszych lat nie tylko poznawał naszą wiarę ale wrastał w nią, coraz bardziej wiązał się i utożsamiał z żyjącym w Kościele Chrystusem. Słowa i czyny Zbawiciela: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie” (Łk 9,23), „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28,19), „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.” (Mt 10,38), stawały się powoli sposobem jego myślenia i życia.

Po ukończeniu szkoły odbył nowicjat w Wilnie i tam został przyjęty do Zakonu Jezuitów, oraz wyświęcony na kapłana. Szybko zasłynął jako dobry organizator i wybitny kaznodzieja. Ludzie nie tylko słuchali go chętnie, ale nawracali się i zmieniali życie. Swoim słowem i łaską porywał katolików, prawosławnych i protestantów. Nazywano go „duszochwatem”. Jego autorytet i sława rosła nieustannie, ale niestety, wyzwalała nienawiść wrogów. W okrutnych, wyszukanych mękach zginął 350 lat temu, ale nie zszedł ze sceny”, nie przestał kochać Pana Boga i swej Ojczyzny, nie przestał troszczyć się o ludzi. Zaczął to tylko czynić inaczej.

Po raz pierwszy sam dał o sobie znać w 45 lat po męczeńskiej śmierci, w czasie oblężenia miasta, kiedy to ukazał się we śnie ks. Godebskiemu rektorowi Kolegium w Pińsku mówiąc, że ks. rektor szuka pomocy nie tam gdzie powinien i że to on pomoże strapionym zakonnikom jeśli odnajdą jego ciało i pochowają je oddzielnie. Dokonano tego, otoczono modlitwą ciało Męczennika i wtedy okazało się, że wokół Andrzeja Boboli zaczynają dziać się rzeczy niezwykłe. Ludzie doznawali cudów i łask. Do jego trumny szli królowie (np. król August został uzdrowiony), oraz ludzie prości, szli prosić i dziękować, gdyż wszystkim z woli Bożej przychodził z pomocą.

To do niego i z nim modlono się i odprawiano procesje w roku 1920, kiedy na osłabioną Polskę, tuż po odzyskaniu wolności napadły wojska sowieckie. Zwycięski „Cud nad Wisłą” nastąpił podczas intensywnych modlitw do Matki Bożej i po zakończeniu nowenny do św. Andrzeja Boboli. Z oblężonymi w Warszawie modlił się ówczesny nuncjusz apostolski Achille Ratti, który później jako papież Pius XI kanonizował św. Andrzeja Bobolę w 1938 roku w Rzymie.

Papieże znali historię Janowskiego Męczennika ze Strachociny. Nabożeństwem darzył go Pius XII, który swoją ostatnią, krótką ale ważną encyklikę poświęcił św. Andrzejowi, nazywając go Niezwyciężonym atletą Chrystusa” (16.V.1957). Papież poruszył w tym dokumencie ważne sprawy dla Polski, chociaż troską obejmował cały Kościół i swoją wizją wybiegał daleko w przyszłość. Nazwał tam Polskę „przedmurzem chrześcijaństwa” (antemurale christianitatis) stwierdzając, ze nasza ojczyzna i nasz naród był zawsze wierny Chrystusowi i że obrona prawdziwej wiary wiąże się wprawdzie z koniecznością ofiar, ale jest i pozostanie naszą misją dziejową wyznaczoną przez Opatrzność.

Andrzej Bobola na twardszej niż granit cnocie pokory zbudował swoje życie duchowe. Bóg pokornym łaskę daje i dzięki temu o. Andrzej doszedł do wielkich blasków świętości. Kochał nade wszystko Boga i ludzi a nie siebie i dlatego rozkochiwał dusze w Jezusie, pozyskiwał ludzi dla Kościoła i nawracał ich na właściwą drogę życia. On już wtedy wiedział, że Polska winna być nie tyle mocna militarnie czy ekonomicznie, co silna moralnie, bo cóż po liczbie żołnierzy jeśli będą sprzedajni, cóż po bogactwie kupców, magnatów i biznesmenów jeśli swe dobra zdobywają krzywdą ludzką, wbrew prawu i potem wywożą je za granicę. Należy przypomnieć, że od roku 2002 święty Andrzej Bobola jest Patronem Polski, której przychodził z pomocą w różnych, trudnych momentach jej dziejów. Nic dziwnego, ze Papież zachęcał Polaków, aby obchodząc „trójwiekową rocznicą męczeństwa św. Andrzeja Boboli, rozważali głęboko wzniosłe jego cnoty i budzili w sobie poczucie obowiązku wstępowania w jego ślady” (tamże).

Drodzy Bracia i Siostry,

Z całą odpowiedzialnością za dary Boże trzeba i dziś przypominać, że Pan Jezus raz na zawsze wyraził swoją wolę, abyśmy poznali prawdziwego Boga i pamiętali o zbawieniu, o życiu po śmierci, które osiągamy, jeżeli będziemy pełnić wolę Bożą.Wśród zaleceń naszego Zbawiciela jest troska o zbawienie wszystkich ludzi: ,Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28,19). A więc, wszelkimi sposobami mamy głosić Ewangelię, bronić jej, wykładać i szerzyć. Jest to zadanie dla kapłanów i świeckich, dla Akcji Katolickiej, Stowarzyszeń i Wspólnot Katolickich, dla rodziców, nauczycieli i wszystkich środowisk. Poznać Słowo Boże, przeżywać prawdę, że „Bóg jest miłością” (1 J 4,8) i zachęcać do czynów z miłości nawet jeśli spotkamy się z niezrozumieniem czy prześladowaniem. Oto najważniejsze dziś zadanie.

Nie przemogą Kościoła ci, którzy zamęczyli świętego Andrzeja, ani nowocześni prześladowcy, którzy zabili ks. Władysława Findysza, błogosławionego męczennika ze Żmigrodu, czy księdza Jerzego Popiełuszkę, a także tylu innych kapłanów i świeckich. Nie przemogą Kościoła i jego Ewangelii ci, którzy dzisiaj, wypominając nasze biskupie i kapłańskie słabości zapominają, że siłą Kościoła nie są ludzie, ale jest żyjący w nim Jezus Chrystus, który przebacza grzechy zachęcając do nawrócenia: „idź w pokoju i nie grzesz więcej” (por. J 8,11). Przykład św. Andrzeja Boboli przypomina dziś mocniej niż kiedykolwiek obowiązek uczciwszego, bardziej ofiarnego życia wszystkich chrześcijan: biskupów, księży, zakonów i świeckich. Jedynie święci są pełnymi świadkami Chrystusa i skutecznymi siewcami Ewangelii.

(…) Powrót do prawdy i nawrócenie jest zawsze potrzebne, ale fałsz intencji polega na tym, że oczyszczenia chcą niekiedy dokonywać ci, którzy ten Kościół, jego kapłanów i wiernych po II wojnie światowej brukali, szkalowali i łamali, a nawet męczyli i zamykali do więzień. Nie przestali nas i w ostatnich latach szkalować, wmawiając światu, że naród, który złożył najwięcej ofiar przy ratowaniu Żydów w czasie II wojny światowej bywa oskarżany jako antysemicki. Dziś próbuje się z kolei wmówić nam, że Kościół, który w Polsce najmocniej opierał się ideologii komunistycznej nie ma prawa do godnej historii z okresu powojennego, bo prześladowcy siłą lub naciskami złamali kilku jego kapłanów, którzy zresztą w większości wypadków uczciwością życia i pracą naprawili chwilową słabość i pokazali, kto był przyczyną ich załamania, a kto jest siłą ich duchowego odrodzenia.

Drodzy Bracia i Siostry,

Dzielę się dziś z Wami moim głębokim przekonaniem, że i w najbliższych latach będzie toczony bój o obraz wiary i rolę Kościoła w Polsce, w Europie, w świecie. Chodzi tu o to czy religia ma pozostać sprawą formalną, prywatną, właściwie martwą czy żywotnie i twórczo będzie obecna w życiu prywatnym i publicznym. Chodzi o to czy w ustanawianych prawach uszanuje się Boże przykazania chroniące wszystkich, także najsłabszych i biednych, czy Bóg będzie miał w życiu ludzi i narodów należne sobie pierwsze miejsce. Jeśli bowiem o losach świata będą decydować sami ludzie tylko dlatego, że zdobyli władzę, że mają siłę i pieniądze, wtedy stajemy już o krok od niebezpieczeństwa przemocy i niesprawiedliwości. Sługa Boży Jan Paweł II przestrzegał, że demokracja bez etyki łatwo przeradza się w totalitaryzm. Warto o tym pamiętać. Warto zaufać bardziej Bogu niż ludziom, a jeśli ludziom to takim, którzy nie lekceważą Boga i słabego, biednego człowieka.

Mówię o tym, bo jestem przekonany, że trzeba prostować myślenie i przestrzegać przed niebezpieczeństwami. Wierzę, że wszystko zależy od naszego umiejętnego i mądrego poder¬wania się do czynów. Możemy przy tym liczyć na Bożą pomoc, na wstawiennictwo Matki Naj¬świętszej, na interwencję św. Andrzeja Boboli i naszych świętych.

Jan Paweł II na progu wolnej Polski mówił z nadzieją: „jestem dobrej myśli. Polacy już nieraz umieli być wolnymi. Umieli swoje umiłowanie wolności przekształcać w twórczość” (Płock 7.VI.199l), „Wiele z tego, co będzie jutro, zależy od zaangażowania się dziś dzisiejszego pokolenia chrześcijan” (Częstochowa 15.VI.1991).

A zatem to wiara, sumienna praca i ofiarny trud naszych kapłanów oraz ludzi gotowych poświęcić życie dla Boga i Chrystusa, dla Ojczyzny i drugiego człowieka zdecydują o losach naszych i naszego narodu. Takich ludzi gorącej wiary i wielkiego poświęcenia bardzo potrzeba naszemu światu i naszemu narodowi. Widzimy ich niewielu, bo pewnie nie lubią się reklamować, ale niech wytrwają, patrząc na przykład i modląc się o pomoc nowego Patrona Polski św. Andrzeja Boboli. On sam już wielokrotnie przypominał o mocy swojego wstawiennictwa. Uruchomi je i ujawni także dziś. Oto dlaczego z ufnością modlimy się do niego słowami Papieża Piusa XII z jego niezwykłej encykliki, niech Polska i każde polskie serce poczuje się przedmurzem chrześcijaństwa, bo Bóg tę właśnie rolę narodowi polskiemu przeznaczył” (Pius XII). A więc odwaga w wyznawaniu wiary i obrona zasad życia według Ewangelii staje się zadaniem każdego z nas, zadaniem Kościoła w naszej Ojczyźnie.

Pius XII nie krępował się powiedzieć przed światem już w 1957 roku o „roli polskiego narodu” w zachowaniu jedności i męstwa w wierze. Nie wstydzę się i ja – wbrew wielu małodusznym — przypomnieć zachętę wielkiego Papieża: Bracia Rodacy „postępujcie nadal mężnie, ale z tą odwagą chrześcijańską, która idzie w parze z roztropnością i z tą mądrością, która umie bystro patrzeć i przewidywać. Wiarę katolicką i jedność zachowujcie” (Invicti athletae Christi, 16.V.1957). Kościół w Polsce musi się bardziej zjednoczyć wokół Chrystusa i Jego Matki poprzez modlitwę, zjednoczyć się w wierze i gotowości do życia bardziej pokornego, gotowego do ofiar, życia zgodnego z Bożymi przykazaniami, o których trzeba mówić w rodzinach i w miejscach pracy, które należy zachować w dniach odpoczynku.

Taka postawa przyniesie dobre owoce. Tym dojrzalsze one będą z im większą miłością Krzyża Chrystusowego i naszego codziennego Krzyża włączymy się do przebudowy naszej Ojczyzny. (…) Przypatrując się powołaniu naszemu podejmujmy refleksję nad odpowiedzialnością za Ewangelię i gotowość do życia wiarą, a także gotowość do jej obrony. Usłużmy też Kościołowi i jego pasterzom naszą serdeczną (…) modlitwą. Pamiętajmy o prześladowanych za wiarę i cierpiących dla imienia Chrystusowego, których i dzisiaj na świecie nie brakuje.

Całym sercem polecam Was wszystkich Matce Najświętszej i św. Andrzejowi Boboli, Patronowi Polski. A na życie z wiary z serca błogosławię.

Wasz Arcybiskup