1968.05.17 – Jasna Góra – Przemówienie do przełożonych wyższych przełożonych zakonów męskich

Drodzy Confratres!

Zdążając tutaj postanowiłam sobie być małomównym. Nie wiem, na ile mi się to uda, ponieważ trudno jest walczyć z wadą główną. Ale dlatego chciałem mówić stosunkowo niewiele, że wy sami, Najmilsi, w ciągu tej pracy powiedzieliście sobie już bardzo dużo i nieraz powstaje niepokój, by tych rzeczy rzetelnie powiedzianych i pogłębionych nie przysłaniać czymś zdawkowym. Niemniej jednak pragnę chociaż kilka myśli, z naszych ostatnich doświadczeń przekazać. Będą to myśli z toku współczesnego życia kościelnego w Polsce, z toku prac Konferencji Episkopatu i potrzeb przez nas wysuwanych.

Przede wszystkim trzeba witać z radością to stale pogłębiające się współdziałanie rodzin zakonnych z Episkopatem i duchowieństwem diecezjalnym. Schodzi ono na płaszczyznę praktyki systematycznej. Ta systematyczność na obecnym etapie wyraża się naprzód w tym, że obok instytucji dotychczas działających, mających swoje zasługi, jak Wydział Spraw Zakonnych przy Sekretariacie Prymasa Polski i Konsulta Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich, obecnie w ramach organizacyjnych Konferencji Episkopatu Polski działa Komisja Spraw Zakonnych, złożona przecież i z biskupów, pod przewodnictwem biskupa i z kapłanów znających życie zakonne, no i oczywista z przedstawicieli różnych rodzin zakonnych, łącznie z przewodniczącym Konsulty męskiej. Jest to więc pewnego rodzaju odpowiednik dla tych intencji, które się wyraziły w Konstytucji dogmatycznej o Kościele, która odsłania nam obecność w Kościele życia zakonnego, zakonów, związanych organicznie i z organizacją i z pracą Kościoła. Skromnym odpowiednikiem dla tej myśli, wyrażonej w konstytucji dogmatycznej jest właśnie ta obecność życia zakonnego w pracy hierarchii, w zainteresowaniach hierarchii i w życiu Kościoła w Polsce. I to jest taka baza, na której się opieramy we wzajemnym naszym stosunku i współpracy, baza, której nigdy sprzed oczu stracić nie możemy, nawet wtedy, gdy powstają niekiedy trudności, zda się, nie do pokonania, nawet wtedy, gdy są konflikty czy też nieporozumienia, wyrastające zazwyczaj w środowisku, w którym się coś robi, gdzie się pracuje, bo tam zazwyczaj, biorąc z pokorą pod uwagę „insufficientiam nostram”, trzeba się niekiedy z tym pogodzić, z tymi trudnościami i niepowodzeniami, które przyjęte po Bożemu jako „felix culpa”, niekiedy też mają „suum Redemptorem talem ac tantum” i to wychodzi bardzo często na lepsze. Tylko pesymista będzie się gnębił swoimi niepowodzeniami bez końca, ale człowiek ożywiony żywą wiarą, który zna myśl Bożą dogłębnie, który wczuwa się w działanie tego „qui dissimulat peccata nostra”, taki człowiek szybko się podnosi i rozpoczyna na nowo. Chociaż więc, Najmilsi, i my w naszym współdziałaniu i w pracy napotkalibyśmy się na trudności, niech one nas żadną miarą nie zniechęcają. Droga, którą obraliśmy, jest słuszna, znalazła ona swoje potwierdzenie na Soborze, który z jednej strony, podkreślając doniosłość życia zakonnego w Kościele, z drugiej oczekuje żywszego współdziałania rodzin zakonnych z hierarchią, duchowieństwem na odcinku tej duszpasterskiej, homiletycznej, katechetycznej, ascetycznej, liturgicznej pracy codziennej Kościoła współczesnego.

Pamiętam jeszcze rok 1947, gdy duszpasterzowałem w Lublinie i zorganizowaliśmy dni skupienia dla zakonnic. Sam im przewodniczyłem przez dwa i pół roku pracy w Lublinie. I któregoś dnia usłyszałem, że ta praca żadną miarą nie może do biskupa należeć, bo zakony mają swój nurt i muszą w tym nurcie się utrzymać. Byłem wtedy nieposłuszny i prowadziłem te prace nadal do skutku, to znaczy dopóki mnie stamtąd wiatry Boże nie wydmuchały. Ale dzisiaj uważam, że ta praca była uzasadniona i że ona w jakimś wymiarze należy jednakże do biskupa. Nie w pełnym oczywista, z uwagi na, instytucjonalnie biorąc, specjalny charakter życia zakonnego i poszczególnych rodzin zakonnych, ale biskup jest odpowiedzialny za to, co się na terenie diecezji dzieje i ma prawo wglądu, oczywista w różnym zakresie, w życie nawet i rodzin zakonnych, a zwłaszcza, gdy chce nie tyle rządzić w tych rodzinach zakonnych ile chce służyć i pomagać. Dzisiaj te wątpliwości zupełnie odpadły zupełnie, owszem wiemy, że duch Soboru usprawiedliwia nie tylko służbę i pomoc, ale oczekiwania, które biskup może mieć w stosunku do rodzin zakonnych.

Ojciec Przewodniczący Konsulty przypomniał z naszego ostatniego spotkania kilka myśli wtedy wypowiedzianych. Zdaje się, Drodzy moi, że na przestrzeni tych kilku miesięcy jeszcze dokładniej przekonaliśmy się o konieczności współdziałania między hierarchią a rodzinami zakonnymi i to współdziałania pomocniczego i w różnym zakresie kierowniczego. My wiemy, że Sobór, jak to było i w Wieczerniku Zielonych Świątek, wywołał wiele niepokojów dodatnich lub też  ujemnych, bo tak prawdopodobnie było i w Wieczerniku Zielonych Świąt, gdy „factus est repente de caelo sonus tamquam advenientis spiritus vehementis ubi erant sedentes”. Pewnie, oni się tam modlili, wiemy, że trwali na modlitwie: „erant sedentes”, a Duch Boży to wszystko poruszył no i wtedy oni działali bardzo rozmaicie, reagowali różnie. Patrząc na niektórych widzowie mówili, że są pełni moszczu, że się poupijali. Może nam się wydawać, Drodzy moi, że dzisiaj po tym gwałtownym poruszeniu Ducha Świętego na Soborze Watykańskim II, że niepokój, który poruszył siedzących, też ma różne objawy. I niektórzy odsłaniają w tym niepokoju zaproszenie do jeszcze większej miłości. „Fortes in fide”, ale „veritatem facientes in caritate”, a inni rzeczywiście mogą robić wrażenie, że są troszkę pełni moszczu, jak gdyby sobie podpili. Na szczęście u nas takich objawów nie widzimy, w takim wymiarze, jak to się dzieje za granicą, zwłaszcza wśród rodzin zakonnych żeńskich. Tam przejawy są niekiedy niepokojące, zwłaszcza na terenie Ameryki Północnej. Może dlatego, że w dużym stopniu tam właśnie sprzeniewierzono się zasadzie ubóstwa chrześcijańskiego i obciążono się za bardzo tą doczesnością, która obciąża, która wiąże, która w jakiś sposób zniekształca duchowość zakonów. Być może, nie chciejmy być sędziami, ale niekiedy istotnie, odczuwa się to jakoby zwłaszcza w życiu niektórych rodzin zakonnych sens Soboru był zrozumiany nie w kierunku „maior caritas” i „fides intrepida”’, że raczej płytkie, słabe nowatorstwo, jakiś niepokój, który nie buduje, ale który często rujnuje.

Mówiłem wam kiedyś, Fratres, że już w czasie Soboru dostrzegliśmy, że na Soborze niektórzy Ojcowie uczą, a drudzy uprawiają demagogię słowa, wtedy ja poszedłem do Ojca Świętego i powiedziałem Mu, że niepokoi nas demagogia, która jest niekiedy uprawiana w niektórych przemówieniach i że to może wyrodzić niezdrowe prądy, niezgodne z tym autorytetem i powagą, którą Kościół nauczający i uświęcający ma utrzymać. Ojciec Święty odpowiedział mi wtedy, że każdy Sobór wywołuje pewien niepokój, ale to się wszystko powoli uspokoi, ufamy – w tym sensie – że wszyscy zrozumieją właściwy pozytywny sens Soboru i zaczną z nim współdziałać. W każdym razie, Najmilsi, na terenie naszej Ojczyzny, w której Kościół ma specjalną odpowiedzialność, odpowiedzialność rozszerzoną, odpowiedzialność nas wszystkich – i biskupów i kapłanów i przełożonych zakonów; w naszej Ojczyźnie, która boryka się – dzięki Bogu dotychczas zwycięsko, choć straty też ponosimy – boryka się z tym upowszechnianym zaprogramowanym ateizmem, ateizacją par force, która widzi, że nadal jest ogromne zaufanie do siły rządzącej społeczeństwem – nienawiść społeczna i represje, w ojczyźnie, w której do programu podcinania postawy odpornej społeczeństwa należy i zaprogramowana demoralizacja i nietrzeźwość, gdy jednocześnie widzimy tą fantastyczną niemal walkę z wolną myślą, ze swobodą myślenia i filozofowania. W sytuacji, w której nawet na odcinku społecznym kodeks pracy i zasady moralności gospodarczej prawie że są przekreślone, co rzutuje na codzienne życie milionów rodzin bardzo, ujemnie.

W naszej Ojczyźnie muszą być tacy ludzie, którzy wzajemnie się będą zachęcać: „Fratres, sobrii estote et vigilate”, żebyśmy się właśnie tym prądom nie poddali i sami zwycięsko przez nie przeszli i pomogli narodowi, którego jesteśmy synami i wobec którego, w imię cnoty miłości Ojczyzny, mamy obowiązki i musimy je wypełniać, a wypełnimy je przez tę wielką trzeźwość, którą my musimy zachować, nie poddając się tym, którzy są sami pełni niepokoju, tym „prurientes auribus”, tym najrozmaitszym demagogom i publicystom teologicznym, którzy mają możność wypowiadania swoich niedojrzałych myśli i je narzucają niekiedy siłą sytuacji, w jakiej jesteśmy, narzucają niekiedy i naszej młodzieży i naszym kapłanom, a nawet i ludowi Bożemu.

Tych dewiacji spotyka się bardzo dużo i nieraz od razu nikt się nie dziwi skąd one pochodzą, bo cały styl redakcyjny tego nowego myślenia wyłazi. Zdaje się, że łatwo rozpoznać ten program jakiegoś znaturalizowania teologii, bo to robi się nie tylko w Polsce, to dążenie do odarcia teologii z sensu objawionej nauki, kierującej ku uświęcającej łasce jest tak uwspółcześnione w teologii prawosławnej, której przecież patronuje słynny Metropolita Leningradzki Nikodem i pod którego wpływem do pewnego czasu była również i Światowa Rada Ekumeniczna, a poniekąd i inne Krajowe Rady Ekumeniczne, w wąskim zakresie – oczywista – nie wyłączając polskiej.

I u nas również, gdy się uważnie czyta niektóre wypowiedzi, niektóre artykuły, pisane zwłaszcza w Słowie Powszechnym, przez tych demagogów teologicznych, również dostrzegamy próby takiego odarcia teologii z elementów nadprzyrodzonych, by to było jak najbardziej zminimalizowane i do przyjęcia przez człowieka współczesnego. Ten minimalizm programowania i postulatów, wymagań zaznacza się niemal wszędzie, i niekiedy nawet w duszpasterstwie. Czy to będzie duszpasterstwo ogólne czy specjalistyczne, na odcinku powiedzmy duszpasterstwa zdrowia, może najbardziej, czy też na odcinku duszpasterstwa akademickiego w pewnym stopniu – owszem, owszem tak. Chrystus, owszem, godzimy się na Jego istnienie, ale niechże On za wiele od nas nie wymaga, bo to przecież nie jest nowoczesne. Jak gdyby Chrystus był tylko wczoraj, ale już nie dziś i nie jutro, a tymczasem my dobrze wiemy, że On jest „Pater futuri saeculi” i dlatego też musimy mieć, że tak powiem zuchwale,  pełną aprobatę dla obecności Chrystusa w Kościele, w świecie, jak do tego nas zachęca Sobór w swej Konstytucji Dogmatycznej.

Drodzy moi, na tym spotkaniu Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich zajęliście się w szczególny sposób zagadnieniem formacji w seminariach zakonnych, zgodnie z nauką Soboru. Ponieważ nie miałem możności wysłuchać odczytu O. Wizytatora Myszki, a na pewno był to referat wyczerpujący, dlatego też ja nie chcę wchodzić w meritum zagadnienia, a tylko na marginesie tego zagadnienia chciałbym powiedzieć pewne myśli, które snuje Episkopat na swoich Konferencjach, w swej pracy.

Wiecie, ponieważ Przełożeni Zakonni też biorą udział w tej pracy, że Kongregacja Nauki Chrześcijańskiej przystąpiła bardzo energicznie do przeglądu „Ratio studiorum” i formacji wewnętrznej w seminariach duchownych. Mamy na uwadze ciągle seminaria wyższe i inne instytuty teologiczne, nie wyłączając zakonnych, chociaż dla tych prawdopodobnie coś więcej i osobno jeszcze będzie powiedziane. Ale ta praca, którą obecnie prowadzi Kongregacja, rzutuje na wymagania, które są stawiane Konferencjom Episkopatu. Jedno z nich postulowało, ażeby Konferencja Episkopatu przedstawiła ramową „Ratio studiorum” w wyższych seminariach. Powołaliśmy odpowiednią Komisję, która pod przewodnictwem Biskupa Lecha Kaczmarka i przy współudziale Kardynała Wojtyły opracowała „Ratio studiorum”, ramowe oczywiście dla polskich seminariów i to zostało posłane do Rzymu do Kongregacji Nauki Chrześcijańskiej. Dodatkowo poproszono nas o ramowy projekt formacji życia wewnętrznego w seminariach. To też zostało uczynione, posłaliśmy. W wyniku tych dwóch dokumentów ostatnio wpłynęły nowe postulaty Kongregacji. Przysłano nam naprzód aprobatę generalną dla myśli zawartych w „Ratio studiorun”, ale jednocześnie poproszono o udzielenie odpowiedzi na cały szereg postulatów, który wyłoniły się w pracy nad porównywaniem tych najrozmaitszych projektów, które napłynęły do Kongregacji z całego świata. Jest to praca olbrzymia, zasiada do niej od razu ta sama Komisja pod przewodnictwem Biskupa Lecha Kaczmarka i niestety nie mogliśmy dotychczas udzielić odpowiedzi na te optata, ale w Gnieźnie pod koniec miesiąca czerwca obradować będzie Konferencja Episkopatu, która udzieli odpowiedzi Kongregacji na optata i będą one wysłane do Rzymu. Jak więc widzimy, wszystko jest w tej dziedzinie „in fieri”, ale praca się posuwa. Rozumiemy, że ostatni głos, decydujący głos dla tej formacji i „Ratio studiorum” zawsze będzie miała Konferencja Episkopatu danego kraju, bo taka jest myśl i linia postępowania Kongregacji w okresie posoborowym. Prawdopodobnie i tak będzie, że Kongregacja opracuje ramową Instrukcję czy też nową Konstytucję, która będzie dotyczyła „Ratio studiorum” w seminariach. Ale rzeczą będzie, przypuszczam, Konferencji Episkopatu materiał ramowy tak wszczepić w rzeczywistość polską, by jak najlepiej to odpowiadało naszym tutaj potrzebom, bo wiemy, że pod tym względem one są bardzo zróżniczkowane.

Dobrze widzimy to już dzisiaj, że Sobór, który pracował w wymiarze, że tak powiem, globalnym czyli całego globu, miał niekiedy poważne trudności, gdy szło o wskazania szczegółowe, bo musiał niekiedy postulować takie rzeczy, które w jednych krajach działają, a w innych nie, że przytoczę dwa przykłady: mianowicie – Sobór postulował powstanie diecezjalnych rad kapłańskich i rad duszpasterskich i gdy Episkopat Polski nad tą sprawą właśnie tutaj w dniach drugim trzecim i czwartym maja obradował, doszliśmy do wniosku, że postulaty, które Sobór wysunął, są poniżej tego stanu organizacji jaka istnieje w Polsce, ponieważ w Polsce istnieje instytucja dziekanów, która nie istnieje ani we Włoszech ani we Francji ani w Ameryce Północnej. Działają u nas w Polsce i Konferencje Dekanalne i Konferencje Dziekanów i kongregacje Dziekanów. Istnieją u nas w Polsce Wydziały Duszpasterstwa, niekiedy bardzo rozbudowane, jak na przykład w Archidiecezji Warszawskiej, gdzie Wydział Duszpasterstwa posiada piętnaście podkomisji dla różnych działów pracy. Wczoraj brałem udział, przypadkiem zupełnie, w takiej podkomisji duszpasterstwa wiejskiego, która pracuje w ramach wydziału duszpasterstwa przy Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Słowem, rozbudowa w tej dziedzinie u nas idzie o wiele dalej aniżeli postulują to tak zwany Rady Presbiterialne czy też Rady Duszpasterskie. Widzimy więc, że Sobór miał nie lada trudności, bo musiał ożywić niejedną instytucję kanoniczną, która na mocy Kodeksu powinna działać, ale która na mocy ludzkiej słabości nie działała, oczywista nie wszędzie. I to samo prawdopodobnie będzie i na odcinku formacji duchowej czy też intelektualnej naszej młodzieży w wyższych uczelniach teologicznych diecezjalnych i zakonnych.

Pamiętam, gdy miałem odczyt w Bazylice św. Piotra z okazji 400-lecia zaprowadzenia seminariów duchownych przez Sobór Trydencki w obecności Ojca Świętego – po tym referacie powiedziano mi, że postulujemy sprawy, do których nam bardzo daleko, w różnych jeszcze Dykasteriach i odcinkach życia kościelnego. My natomiast jesteśmy tu przekonani, mówię w grubym cudzysłowie, bo usiłują nas przekonać o tym, nigdzie tak podle się nie wychowuje młodzieży jak w seminariach duchownych w Polsce. Bo było potrzebne umocnienie takiego przekonania w społeczeństwie polskim, żeby usprawiedliwić atak na seminaria i żeby wobec społeczeństwa rozgrzeszyć się z zamachu na seminaria, przez zaprowadzenie wizytatorów świeckich, przez wprowadzenie nadzoru ministerstwa szkolnictwa i to bardzo daleko idącego nadzoru, bo nie wyłączając nawet, jak w ostatnim etapie, który nas doprowadził do buntu radykalnego, wcześniej niż młodzież akademicką, w ostatnim etapie zażądano prawa wglądu nawet w formacją duchową alumnów, czyli niewola sumień, to co zresztą jest dotychczas w Czechach, chociaż biskup Tomaszek wyraził opinię jakoby już ci wizytatorzy zostali wycofani z seminariów duchownych. No, dałby Bóg, żeby to się udało. Dzisiaj pozycja nasza jest o tyle mocniejsza, gdy idzie o obronę seminariów, że ostrze tego ataku przez wieloletni opór Episkopatu zostało starte, zostało złagodzone. Opór okazuje się był słuszny i nie można było ustąpić, jakkolwiek nie brak było ludzi, którzy dla doraźnych korzyści niekiedy doradzali jeszcze troszkę ustąpić, jeszcze to, jeszcze odrobinę, no co to szkodzi. My wiemy: podaj paluszek, to nie zorientujesz się, gdy nie będziesz władał ręką i tak dalej… Pod tym względem mieliśmy niesłychanie budujące przykłady jak się zachowywać należy i w czasach walki Episkopatu o wolność seminariów w okresie carskim, gdy na skutek tej walki większość stolic biskupich w Królestwie Kongresowym nie była obsadzona, bo biskupi nie chcieli się zgodzić na nadzór w seminariach duchownych. I mieliśmy jeszcze inny bardzo piękny przykład w okresie okupacji niemieckiej, kiedy Hans Frank zażądał wprost zlikwidowania wielu z seminariów w Polsce, zaprowadzenia numerus clausus i zebrała się wtedy pod przewodem Kardynała metropolity krakowskiego Konferencja biskupów i wtedy w czasach społecznej grozy, kiedy najdrobniejszy sprzeciw groził obozem koncentracyjnym, biskupi polscy powiedzieli „nie!” zgodzić się nie możemy” i wysłano delegację do H. Franka trzech biskupów, którzy to oświadczenie Frankowi złożyli. To są fakty historyczne w takiej sytuacji. Nasza sytuacja nie była tak tragiczna.

Nie mieliśmy przed sobą H. Franka, tylko różnych „Franków”, którzy usiłowali nas łudzić drobnymi ustępstwami dla świętego spokoju. Ale słuszny się okazał ten opór Episkopatu. Dziękujmy Bogu za łaski otrzymane i mamy nadzieję, że Bóg je pomnoży jako nagrodę wierności, ale „dum tempus habetis”. Najmilsi, musimy sami wiele rzeczy uczynić takich, które są wskazane przez Sobór i przez potrzeby nasze wewnętrzne, potrzeby krajowe.

Zdaje się, że najpilniejszą sprawą w tym uzupełnieniu formacji intelektualnej i formacji wewnętrznej w seminariach zakonnych jest obok stale pogłębianej teologii fundamentalnej, eklezjologia – tej doktrynie należałoby poświęcić i najwięcej czasu i najwięcej uwagi i najlepsze siły zakonne, bo to jest punkt wyjścia dla myślenia soborowego – Konstytucja Dogmatyczna o Kościele – a z drugiej strony postulaty dokształcenia duszpasterskiego.

Gdy idzie o pierwszą sprawę, nie rozwijam jej, bo leży ona w granicach powszechnego zamówienia Kościoła uniwersalnego. Gdy idzie o drugą, jest to szczególne zamówienie Kościoła w Polsce, bo siłą rzeczy, Najmilsi, wchodzicie w pracę duszpasterską coraz bardziej. Ksiądz Biskup Dąbrowski i O. Hołda dali materiały, które wskazują, zestawiając, jak tych cztery i pół tysiąca kapłanów zakonnych jest wciągniętych w pracę duszpasterską, katechetyczną, misyjną i inne. I widać, że tylko niewielka ilość kapłanów zakonnych pozostaje poza ściśle pojmowaną pracą duszpasterską, służy celom administracji wewnętrznej czy też formacji duchowej w zakonach, ale chociażby i taką pracę prowadzili, to zdaje się, że żaden kapłan zakonny w praktyce w rzeczywistości nie jest wolny od pracy duszpasterskiej w większym lub mniejszym zakresie, A więc siłą rzeczy się to dzieje, ale tutaj właśnie dostrzega się największe może braki, gdy idzie o to pogłębienie wiedzy duszpasterskiej, umiejętności duszpasterskiej. Wprawdzie jest „tirocinnium pastorale” ale zdaje się, że ono jest niewystarczające w stosunku do tych potrzeb, a niekiedy pod naciskiem konieczności przełożeni zakonni są skłonni prosić o dyspensy od tych studiów duszpasterskich – „tirocinnium pastorale”. Można by o tym mówić, chociaż to jest postulat Stolicy Świętej, aby w programach studiów zakonnych było więcej przedmiotów z zakresu teologii pastoralnej i pokrewnych dziedzin życia duszpasterskiego i pracy duszpasterskiej. I ten postulat w pewnym stopniu jest realizowany w Polsce, ale nie w pełnym zakresie. Ten postulat należałoby, moim skromnym zdaniem, tak realizować, żeby pod tym względem nie było różnicy programowej między seminariami diecezjalnymi i instytutami teologicznymi zakonnymi, żeby nie było różnicy. To znaczy, żeby synchronizować po prostu program, oczywiście „mutatis mutandis”, program instytutów zakonnych na odcinku nauk duszpasterskich z programem seminariów duchownych diecezjalnych. I to byśmy stawiali jako postulat z ramienia Konferencji Episkopatu Polski, on prawdopodobnie w szczegółach wróci na Komisję Spraw Zakonnych Episkopatu i tam szczegółowiej ta rzeczy się omówi.

W związku z tym będzie się łączył taki już szczegółowy postulat, drobny postulat, żeby pogłębiając umiejętności duszpasterskie w instytutach zakonnych jednocześnie w instytutach tych jak zresztą i w zakonach, które prowadzą duszpasterstwo lub pracę misyjną, żeby włączano się również w program Konferencji Episkopatu duszpasterski, homiletyczny i katechetyczny. Oczywiście o liturgicznym już nie mówię, bo „per se patet” liturgiem generalnym w każdym kraju jest Konferencja Episkopatu, ona wydaje decyzje, zatwierdzane przez Rzym i sprawa skończona. Tak że nie można tutaj uprawiać na własną rękę jakichś planów i programów, bo inaczej tworzy się nieład, jaki obserwujemy w innych krajach. Ale gdy idzie o te trzy dziedziny; program duszpasterski, program homiletyczny, program katechetyczny Konferencja Episkopatu bardzo prosi Wyższych Przełożonych Zakonnych, ażeby z tym programem zaznajamiali duchowieństwo zakonne, żeby ten program był uwzględniany w studiach instytutów zakonnych, a zwłaszcza żeby z tym programem byli zaznajamiani misjonarze diecezjalni, pracujący na terenie diecezji, prowadzący rekolekcje czy też misje, bo nieraz księża tak na te się skarżą. Ostatnio, ponieważ włóczyłem się po niewielkich parafiach z wizytacją kanoniczną i z tamtej strony Warszawy i z tej i tam gdzieś za Żninem więc spotykałem się z duchowieństwem dekanalnym i oni na to troszkę narzekają, że gdy zaproszą kogoś z kapłanów zakonnych, by przeprowadził misje czy rekolekcje i wtedy tak jak było postulowane – przedstawiają, żeby szło to po linii listów Episkopatu, chociażby konkretnie mojego i zeszłorocznego i tegorocznego, okazuje się, że nie znają tych dokumentów, przynajmniej no w tych wyjątkowych wypadkach, tak jak tłumaczyłem księżom, że może to jest kapłan tego typu kontemplacji, że on nic poza tym nie widzi, co się w Polsce dzieje, więc może to tak. Ale nie bardzo mi oni wierzyli, gdy im tak tłumaczyłem. I bardzo często rzeczywiście stawia się postulaty. Na rekolekcjach, powiem konkretnie, przepraszam, te muszę mówić „pro domo sua”, ale na rekolekcjach postulowaliśmy, ażeby zająć się sprawami w szerszym stopniu tych zagrożeń moralnych, które się tak wszczepiają w nasze życie, z wielkim – niestety – powodzeniem, zwłaszcza gdy idzie o ateizację, prawdopodobnie strachem wymuszoną, ale ona zostawia coś, i laicyzację, która na tym etapie się nasiliła przez organizację tych obrzędów państwowych, chrztu, bierzmowania, ślubów, pogrzebów państwowych – według tych programów. Mamy przecież już rytuał państwowy, jak to należy urządzać, byle to nie było tylko kościelne. Otóż wobec tych zagrożeń tym bardziej musimy być bardzo wrażliwi i dlatego jesteśmy wrażliwi i prosimy Was, konferencja Episkopatu przez moje usta prosi bardzo, żeby Przełożeni Zakonni w swoich rodzinach zakonnych więcej nacisku kładli na to, żeby duchowieństwo diecezjalne chciało się zainteresować tymi programami czy ogólnopolskimi czy też diecezjalnymi, jeżeli pracują na terenie konkretnej diecezji.

Nie chciałbym mnożyć tych postulatów, żeby nie wychodzić poza zakres tematu określonego: zasady formacji w seminarium duchownym według Soboru.

Chciałbym na zakończenie przynajmniej tyle powiedzieć, bo skłania mnie do tego Przewodniczący Konsulty, mianowicie, że byłem przedwczoraj pod Grójcem w miejscowości Jeziorza Wielka. Tam żeśmy czcili pamięć marianina – O. Kazimierza Wyszyńskiego, który się właśnie urodził, w tej Jeziorze. I gdy starałem się zapoznać bliżej z jego życiem, uderzyło mnie jedno, że ten człowiek wtedy żyjący w trudnym dla Polski okresie, bo to jest w latach 1700-1755 gdy umarł, w trudnym dla Polski okresie uważał, że trzeba ratować Polskę w dwojakim niejako kierunku: raz przez ożywienie czci Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, tak jak to w trudnym okresie czynił O. Kolbe, że trzeba naśladować Jej cnoty, tak jak nakazał nam, przynajmniej zalecił Paweł VI w allokucji „Signum Magnum” i że trzeba się oddawać w Jej macierzyńską niewolę. Oto, co się wyczytało w życiu człowieka, który żył 200 lat temu. Ja więcej nie powiem, żebym nie był posądzony o nepotyzm, bo nosi to samo nazwisko co ja, ale przysięgam, że poza nazwiskiem i czcią, którą mam, no, związki krwi nas nie łączą. A druga rzecz, która mnie uderzyła w jego życiu – to był syn ziemianina, dziedzica dóbr tam na tych jeziorach wielkich i ten młody człowiek patrzył na sytuacje, które istnieją w życiu pracowników rolnych, tych oto dziś zwanych robotników rolnych, ongiś fornali. I czym się ten człowiek zajmuje? Zajmuje się obroną ludzi. Mógł być niewrażliwy, jak często bywa, na sytuacje, na pracę ludzi; tym się zajął i to w bardzo intensywny sposób. Pisał na ten temat, zostawił bardzo ciekawe sformułowania. Oczywiście o tonacji kaznodziejskiej, ale wskazania. Wobec współczesnego zniewolniczenia, jakiemu podlega współczesny człowiek przez przekreślenie kodeksu prawa, przez wyzysk pracy, który dzisiaj jest fantastyczny, przez deformację, która istnieje na odcinku społeczno-ekonomicznym produkcji, przez prawdziwe zniewolniczenie współczesnego człowieka i przez ustrój kolektywistyczny i przez rodzące się technokracje – jakieś uwrażliwienie na człowieka, pogłębione uwrażliwienie na człowieka, to „misereor super turbam”, to wyrabiać chcemy, to przezwyciężać w sobie to zamknięcie się, ten egoizm uprawiany dla własnej wygody, to jakieś znieczulenie, które niekiedy może powstawać wtedy, gdy człowiek ułoży sobie jakoś życie i w tym życiu tkwi, a obok męczą się ludzie i męczą się fantastycznie, męczą się straszliwie niekiedy, zwłaszcza te rodziny, te matki tych licznych rodzin, z czym się my tak często spotykamy.

Gdy tak się na to patrzy, Moi Drodzy, gdy się z bliska to widzi, to wtedy naprawdę szkoda każdego grosza, który idzie na zbytek, na garnitury. To jest mój, że tak powiem fiblik, chciejcie to tak nazwać – wszystko jedno – ale naprawdę to są bolesne rzeczy. Ja już Wam mówiłem o tym bezskutecznie tyle razy, o tych kawalerach, których habity wiszą w szafie, defilujących wszędzie. Tak często ich spotkać można, tych kawalerów. Niech sobie tam gdzież w Paryżu i nago chodzą, ale wy pilnujcie habitu. Na litość Bożą, prosimy Was o to, jeśli chcecie to na kolanach, pilnujcie habitu, sami nie dawajcie złego przykładu, bo się nic dobrego z tego nie doczekacie.

Mnie zastanawia, Drodzy moi, jedno zjawisko, to tak z pokorą mówię i po cichu. Przez moje ręce dotychczas przeszło 46 dekretów Kongregacji Sakramentów, zwalniających od obowiązków wynikających ze święceń. Zjawisko w Polsce nie spotykane, nowe, w ostatnich miesiącach, w czym 35 zakonnych, reszta kler diecezjalny. I niekiedy się to tak sypnie jak grad, od razu dwa, trzy, cztery. Już prosiłem, na litość Bożą, nie przysyłajcie nam tego pocztą. Nie mogą tam tego zrozumieć. Róbcie to jakoś, żeby się nikt o tym nie dowiedział, bo to jest demoralizujące. Pewnie, rzecz jasna, słusznie powiecie, lepiej się pozbyć kogoś, który zatruwa organizm zdrowy aniżeli tolerować. To wszystko prawda, ale nie idzie o ten koniec, tylko idzie o ten początek, od czego to się zaczyna. Już teraz postanowiłem sobie sam rozmawiać z tymi ludźmi, którzy przychodzą, by „sub secreto” taki dekret odebrać. To są rzeczy bardzo bolesne. I kto wie, czy takie patrzenie przez palce na niejedną zachciankę, a tych zachcianek jest tak dużo, czy ono powoli, powoli nie prowadzi do tego.

Nie chciałbym, Drodzy moi, tym akcentem skończyć tego, jak widzicie jestem nałogowcem, bo nie poprawiłem się i za długo mówię, nie chciałbym tym akcentem kończyć, ale chciałbym, żebyście to sobie jak najbardziej wszczepili w Wasze sumienie Wyższych Przełożonych Zakonnych, odpowiedzialnych za życie zakonne w Polsce, to życie zakonne, bez którego Kościół nie może normalnie, że tak powiem, pracować. Przecież niemal każda inicjatywa, która ożywiła Kościół, jak i ta, o której wspominałem, O. Kazimierza Wyszyńskiego, ona wychodziła przecież z rodzin zakonnych. I dlatego też i dzisiaj, Drodzy moi, dzisiaj my też raczej oczekujemy, żeby życie zakonne nie utrudniało realizacji Soboru, tylko tak, jak było tu powiedziane, żeby życie zakonne przyczyniło się do realizacji Soboru w duchu pogłębiającej się miłości i potęgującej się wiary w służbie. Służba ludziom i to pokorna służba ludziom ogromnie nam osobiście pomaga do zajęcia wyrównanego stanowiska w tym zmęczonym, znużonym, udręczonym, zniewolniczanym społeczeństwie polskim. Pracujecie w stolicy Służebnicy Pańskiej i niech Jej postać, służącej Bogu Wcielonemu, niech będzie dla Was, Najmilsi, i wzorem i pomocą i radością.

/Tekst spisany z taśmy nieautoryzowany/