Dzięga A. Bp, To Ja jestem, nie bójcie się. Homilia

Drodzy Siostry i Bracia – uczestnicy sympozjum i wszyscy kochani pielgrzymi – uczestnicy tej liturgii!

Szokujące jest na pozór świadectwo św. Pawła, które przed chwilą usłyszeliśmy. Szokujące dlatego, iż z niezwykłą odwagą, wielu z pośród nas powiedziałoby: zbyt ryzykownie, wypowiada ocenę swojego życia: nie jestem winien niczyjej krwi, ponieważ zawsze z wielką odwagą, jednoznacznie, do końca, głosiłem Ewangelię każdemu, komu według przekonania serca uznałem, że głosić należy. Nie jestem winien niczyjego grzechu, niczyjego potępienia. Szokujące świadectwo. Niewielu znam ludzi, którzy mogliby się dzisiaj pod tego typu oceną swojego życia podpisać. Ja bym się podpisać bał. Natomiast przemawia do nas za moment sam Jezus Chrystus, Ten, który zostawiwszy nieco Apostołów, pozwolił im dotknąć osamotnienia, wątpliwości, wzmocnionej jeszcze tym faktem, że byli na wodzie. Głębina pod nimi i ciemność dookoła nich. To jest ta wątpliwość: gdzie jestem? wątpliwość: jakie są moje możliwości? i wątpliwość: co będzie za minutę, za godzinę? Zobaczyli Jezusa Chrystusa i zlękli się. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czego się bardziej zlękli: tego niespodziewanego w środku jeziora spotkania, nieprzygotowani na niespodzianki; czy też zlękli, się, że ten Jezus, z Którym idą razem , na Którego liczą, jest już tylko zjawą, że stało się coś, że to już tylko Duch Jezusa, zostaliśmy sami…! I padają słowa Jezusa Chrystusa: „To Ja jestem, nie bójcie się”.

Tylko w duchu tych słów człowiek, który czuje się zjednoczony z Chrystusem, może poczuć pokój serca, pokój, który nie jest uśpieniem, pokój, który jest pewnością, który przemienia się w siłę woli, w jednoznaczność decyzji, pokój działania, w którym nie ma wątpliwości, nie ma kalkulacji, nie ma kompromisów. „To Ja jestem”. Gdy stwierdzisz, że w tobie ten głos słychać, głos samego Jezusa: „To ja jestem”, że słyszysz go w sercu, że czujesz go w swoich myślach, że ten głos i obecność Jezusa jest wewnątrz twoich decyzji i twoich czynów, już nie ma miejsca na wątpliwości, to już jest pokój pełen dynamizmu, pełen mocy, pełen aktywności, pełen podążania do przodu. Chyba tylko mocą takiego pokoju, takiej jednoznaczności, mógł św. Paweł powiedzieć o sobie słowa, które dzisiaj słyszeliśmy. Słowa, których należy życzyć każdemu, aby mógł je wypowiedzieć przed śmiercią, albo np. żegnając się ze wspólnotą, w której przeżył miesiąc, rok, czy 25 lat, i podsumowując ten okres czasu jest w stanie do tej wspólnoty takie jednoznaczne, dla nas niemal szokujące słowa, wypowiedzieć. To jest pokój Chrystusowy, pokój, który jest jednocześnie płonącym ogniem miłości, ogniem podpalającym miłością świat, to jest pokój Chrystusowy, który jest jak miecz, jednocześnie rozdzielający rodziny wewnątrz, rozdzielający ludzi, powodujący, że ci, którzy są z Jezusem, patrzą na życie, na świat, na sprawy, na problemy bez żadnych wątpliwości, jednoznacznie. A ci drudzy tak się wikłają w kompromisy, w kalkulacje, w przeliczenia i statystyki. Pokój Chrystusowy jest jak miecz obosieczny, bo jest stanem serca, który nie dopuszcza i stagnacji i dynamizmu jednocześnie, który nie dopuszcza letniości. Przywołaj sobie te słowa: „Obyś był zimny, albo gorący. A iżeś był letni, pocznę cię wyrzucać z moich ust”(Ap 3, 15-16)

Stoimy tutaj przed tronem Królowej, na Jasnej Górze zwycięstwa, u tronu Tej, która jest dana Narodowi polskiemu jako nadzieja, źródło mocy, jako pomoc ku obronie i ku zwycięstwu. Przybywamy w to miejsce zawsze, gdy w sercach naszych jest niepokój, abyśmy tu stanąwszy i w Jej oczy spojrzawszy, dotknęli znowu pokoju, abyśmy znowu uzyskali jednoznaczny obraz – jasność widzenia, jasność rozeznania, a tym bardziej, że przecież przeżywamy dni modlitwy o Ducha Świętego, przygotowujemy się na Jego zstąpienie i stajemy niemal jak ci uczniowie w Wieczerniku, zalęknieni i wystraszeni. Posiadali – praktycznie mówiąc – całą wiedzę intelektualną, która była im potrzebna do aktywności apostolskiej, ale nie mieli w sobie ducha, a sama wiedza to o wiele za mało. I sam duch bez wiedzy, to też nie wszystko. Dopiero gdy na ten fundament uporządkowanej wiedzy przyjdzie moc i światło Ducha, wtedy zarówno informacja staje się logiczna i spójna, i te informacje, które do tej pory były jako zbiór danych, teraz pokazują pewien sensowny, całościowy obraz. Przede wszystkim jednak, gdy Duch przychodzi, serce zaczyna czuć i pragnąć czegoś a jednocześnie wola się ku temu wyrywa. Otwierają się wtedy drzwi Wieczernika i ci wystraszeni przed chwilą, zalęknieni i pełni kalkulacji, szukający może kompromisów, chociaż patrzący z nadzieją w przyszłość, wychodzą na zewnątrz. Mówią językami i natychmiast nawracają tysiące. Są jak ta młoda wspólnota, która rozwija się dynamicznie, bo ma w sobie świeżego ducha.

Siostry i Bracia! Jak echo brzmią tutaj słowa Jana Pawła II: Nie bójcie się otworzyć drzwi Chrystusowi! Nie bójcie się przyjąć Ducha! Słowa Jana Pawła II z placu, który wtedy zwał się Placem Zwycięstwa: „Niech zstąpi Duch Twój!” I niech odnowi oblicze tej ziemi, odnowi serca, odnowi myśli, odnowi dłonie, oczy, odnowi działania, i w ten sposób niech odnowi oblicze tej ziemi.

Trzeba i takiej perspektywy w obecnej trzydniowej refleksji na Jasnej Górze Zwycięstwa, perspektywy spojrzenia sercem, pełnym Chrystusowego pokoju, który nie jest uśpieniem, który jest dynamicznym, ostrym widzeniem drogi przed sobą, który jest energią podążania do przodu, który jest aktywnością pełną kontemplacji i kontemplacją pełną aktywności, który jest pełnym napięcia otwarciem się na drugiego człowieka i na świat, ale pełnym napięcia pozytywnego, który jest dawaniem nieustannym. I w tym duchu trzeba nam spojrzeć i rozeznać jeszcze jedno napięcie. Napięcie, które w tym miejscu, przy Maryi przywołane, nie budzi lęku. „Kładę nieprzyjaźń pomiędzy ciebie i Niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje i potomstwo Jej. Ono zmiażdży ci głowę”.

Cóż jest innego celem ostatecznym wszystkich nas, pielgrzymujących przez ziemię w imię Chrystusa, z nadzieją, którą Chrystus jest dla świata, pielgrzymujących i niosących Nadzieję, którą jest Chrystus. Cóż jest naszym celem, jeśli nie zdeptanie głowy węża, jeśli nie udział, chociaż cząstkowy, ale realny, w tym zdeptaniu? Bez lęku patrz na nowe inicjatywy, myśli, i tchnienia Ducha Świętego. Nie bój się! Bez lęku patrz na nowe energie, rodzące się w sercach ludzi Chrystusowych i nie bój się. Bez lęku patrz na nowe obszary serc głodnych Chrystusa i nie bój się tam iść. Bez lęku patrz i słuchaj na tych, którzy mówią nieco „po swojemu”, swoimi słowami, nawet gdy się z tym nie zgadzasz. Jeśli wiesz, że ktoś mówi szczerze i działa szczerze, to przez niego też Duch Boży działać może. I nie tyle oceniaj człowieka, ile patrz w serce, tak, jak powiedział Jen Paweł II w tamtym roku, u początku pontyfikatu, do młodzieży na Placu przed kościołem św. Anny w Warszawie, stwierdzając, że miarą człowieka najwłaściwszą i sprawiedliwą i pełną jest serce. Patrz w serce i serca kształtuj. Niech Najświętsza Maryja Panna, Królowa Polski, Pani naszego Narodu, mistrzyni życia konsekrowanego, Ta, która w sobie lęku nie miała nigdy (nawet gdy postawiła pytanie: Jakże się to stanie? – nie było w tym pytaniu śladu lęku, nie było wątpliwości; bardziej może była to prośba o dopowiedzenie, tylko o dopełnienie obrazu, bo serce Jej od początku krzyczało: fiat. I po tym dopowiedzeniu fiat wyrzekły Jej usta); niech Jej wstawiennictwo u Boga wyprosi i mnie i tobie dar Ducha Świętego na te dni, na ten czas, dla tych serc, dla polskiego Narodu, który jest zalękniony dzisiaj podwójnie, bo zalękniony jest zarówno uwarunkowaniami, w których żyje i pracuje lub nie pracuje, jak też zalękniony jest tym, co się okaże za tydzień, za dwa tygodnie i co te dni najbliższe przesądzą o latach najbliższych. Nie bójcie się, cokolwiek będzie, nie bójcie się: „Ja jestem”. Amen.