15. Drążek D. CSsR, Ewangelizacja przez mass-media

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica

Cieszę się, że mogę być tutaj pośród tak zacnego grona i dziękuję serdecznie za zaproszenie. Przekazuję także pozdrowienia od Ojca Dyrektora, który towarzyszy w modlitwie i jak zresztą słuchacze „Radia Maryja”, którzy wiedzą o tym, że ta konferencja się tutaj odbywa, że jesteśmy tutaj zgromadzeni i że podejmujemy te wszystkie wyzwania, które gdzieś przed naszymi zakonami i zgromadzeniami stoją. To krótkie słowo chciałbym jakby w takich dwóch częściach ująć.

Pierwsza to może bardziej taka opowieść o pewnym takim prowadzeniu osobistym, a później na temat ewangelizacji związanej z dziełem, w którym od pięciu lat posługuję, czyli „Radio Maryja”, Telewizja „Trwam” i Wyższa Szkoła Kultur Społecznej i Medialnej. A wszystko tak naprawdę zaczęło się w ósmej klasie, kiedy taki kolega, Waldek miał na imię, podszedł do mnie, on był lektorem w nowo powstałej parafii Salezjanów, myślę, że tutaj są inspektorzy i siostry inspektorki Salezjanów. Na takim polu gdzie były pomidory powstawała nowa parafia, no i wówczas zaprosił mnie do tego, żebym posługiwał, jako ministrant, jako lektor. Ja nigdy specjalnie jakoś blisko kościoła nie byłem w tym czasie i ministrantura może nie tyle mnie nie interesowała, no, ale mówię skoro zaprasza, noto pójdę. Później się okazało, że salezjanie, to całkiem fajni ludzie i jest salezjańska organizacja sportowa, można było grać w piłkę, różne zespoły organizować. Więc to był jakby pierwszy krok, przez który Pan Bóg jakby mnie w ogóle przyciągną do zainteresowania sprawami może nie tyle jeszcze kościoła, ale gdzieś w okolicach kościoła zaczynałem się kręcić. To był ten pierwszy krok. I Waldek, który pojawił się w takim etapie na pięć minut, później odszedł.

Później było Biuro „Radia Maryja”, bo to był początek lat dziewięćdziesiątych i taka Pani Krystyna – dzielna kobieta, która założyła Biuro „Radia Maryja”, jak wiecie radio utrzymuje się wyłącznie z ofiar słuchaczy, ona kiedyś poprosiła mnie o zastępstwo żebym jej pomógł, zrobiła jakąś herbatę, no po prostu próbowała mnie zwerbować – dzisiaj tak to widzę. A później chciała zawieźć pieniądze do Torunia, ale nie chciała jechać sama z tymi pieniędzmi, więc ja byłem takim bodyguardem Pani Krystyny i z reklamówką pieniędzy jechaliśmy. I wtedy po raz pierwszy spotkałem Ojca Dyrektora, to był rok 1992, późna wiosna, więc gdzieś na początku radia. Ja byłem wtedy w ósmej klasie i zaciekawiło mnie to dzieło, ponieważ to był mały domek, radio wtedy nie było jeszcze tak popularne, rozpowszechnione, to dopiero powstawało. W tym domku były konfitury, jeszcze z pajęczyną. Pamiętam jeszcze takie wełniane papucie, które się zakładało, żeby tam wejść. Tam nie było żadnych wygłuszeń, żadnych specjalnych studiów. Niczego praktycznie nie było. To startowało, powiedzmy jak domek państwo Poznańscy zostawili, tak to zaczęło funkcjonować. Ale Ojciec Dyrektor do tego największego pomieszczenia – tam skąd dziś mówimy Różaniec o 20:20 sprowadził figurę Matki Bożej Fatimskiej i to było największe pomieszczenie Radia. To nie było studio, to nie była reżyserka, tylko to była kaplica. I Matka Boża została tam wprowadzona w znaku fatimskim i do dzisiaj tam jest. I jeżeli widzimy o 20:20 w TV Trwam różaniec to jest właśnie to pomieszczenie.

I wtedy właśnie spotkałem po raz pierwszy Ojca Dyrektora i pamiętam z tego spotkania tylko spojrzenia, takie badawcze spojrzenia. O co chodzi, kto to jest i powiedziałbym nawet takie trochę podejrzliwe, ale z drugiej strony zaciekawienie. To wrażenie gdzieś sobie zachowałem. Później był czas liceum salezjańskiego, bo właśnie się okazało, że Pan Bóg jakoś tak pokierował, że Salezjanie otworzyli liceum w Bydgoszczy, bo właśnie stamtąd pochodzę. W tym liceum były różne perypetie. Ja nie byłem do końca takim łatwym człowiekiem. Przeszedłem przez trzy podstawówki, w liceum było też tak na pewnym etapie, że w trzeciej klasie mieszkałem poza domem. Zdarzało się nocować gdzieś na klatkach schodowych itd. Ale wtedy nauczyciele i salezjanie, gdzieś mnie tu zawsze doprowadzili do jakiegoś, jako takiego pionu. I wówczas też przyjeżdżałem do radia, jako taki wolontariusz, żeby coś tam pomóc. Z księdzem Jerzym Balcerakiem, czasy wzrastania – takie drobiazgi. Ale gdzieś zawsze do radia przyjeżdżałem no i kręciło mnie to – powiem może tak kolokwialnie.

Później przyszedł czas, kiedy trzeba decydować po maturze, co dalej. No nie bardzo jeszcze wiedziałem gdzie pójść. Salezjanie patrzyli, ja też. Ale pojawił się Pan Paweł – to był mój historyk, który powiedział, że on jest też wykładowcą na Uniwersytecie Mickiewicza w Poznaniu, że może bym na dziennikarstwo, politologię tam poszedł. No i w sumie, ponieważ był dla mnie jakimś autorytetem, znowu pojawił się jakiś człowiek jakiś drogowskaz, który wskazał jakąś drogę w tym prowadzeniu. No i poszedłem tam, i studiowałem, tam mieliśmy taką fajną paczkę. Mieliśmy stolik w stołówce na Wojka, tam się spotykałem ja, Zielonoświątkowiec, ateista i PO-wiec, wtedy Unio-Wolnościowiec. I rozmawialiśmy, a przy okazji robiliśmy wiele ciekawych fajnych rzeczy. Między innymi o Poznańskiej piątce męczenników salezjańskich i Misterium Męki Pańskiej w Cytadeli w Poznaniu. W pewnym momencie udało się nam też pojechać do Ojca Świętego. Skracam te wszystkie wywody. To był rok 2001 i wtedy ja już kończyłem studia. I wtedy gdzieś ta myśl po głowie mi chodziła, że to będą chyba jednak Redemptoryści. Bo w czasie studiów jeździłem też do Radia Maryja, miałem tam praktyki studenckie. Zresztą był problem na uniwersytecie, żeby mi wypisali skierowanie do Radia Maryja. Wykładowcy tak dziwnie na mnie patrzyli, choć z zainteresowaniem, ale ja się specjalnie nie przejmowałem tymi etykietami, bo dlaczegóż miałbym się tym jakoś specjalnie przejmować.

W każdym razie wtedy z Ojcem Św. to spotkanie. I mówię tak. Nie chcę, aby inni to słyszeli. Bo tam wszyscy ucho nadstawiają, no i mówię sobie: nie. Podchodząc nie wiedziałem, co mam powiedzieć w sumie. I wówczas, kiedy podaliśmy sobie dłonie z Ojcem Świętym, a Ojciec Święty miał tak potężne dłonie, chyba trzy razy taką jak moja. I tak trzymaliśmy, patrzyliśmy. Ja miałem w pewnym momencie wrażenie, że on wszystko wie, że ja nic nie muszę mu mówić i w związku z tym poprosiłem go tylko o błogosławieństwo, z tą decyzją, że Ojcze Prowincjale, że idę do Redemptorystów. I poszedłem, papiery złożyłem, bo chciałem połączyć to z jakąś datą , więc w święto manifestu PKWN 22 lipca w Warszawie w naszym Prowincjalacie Św. Marii Magdaleny – syn nawróconej grzesznicy.

I poszedłem wtedy do Redemptorystów. Tam trafiłem. Bardzo ważny czas formacji, także cały czas miałem kontakt z Radiem Maryja, słuchałem też Radia Maryja w Seminarium, bo mogliśmy mieć radio. I kiedy tylko mogłem to się tam pojawiałem, również także tak w ramach wakacji osobistych.

Później w 2007 roku zostałem posłany do Radia Maryja i do Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Cały czas Ojcze Prowincjale żyję poza klasztorem, mieszkając w akademiku wraz ze studentami tej uczelni, ale nie narzekam. W tej chwili mieszka nas trzech ojców w akademikach: Ojciec Rektor – Zdzisław Klawka, znany może także niektórym z was, był przełożonym prowincjalnym, Ojciec Benedyk Cisoń z radia, no i ja. Tam ze studentami staramy się tworzyć taką wspólnotę uniwersytecką, modlitwy, duszpasterską i dobrych relacji – powiedziałbym – wychowawczych. To jest moja krótka historia, i powiedzenie, że Pan Bóg prowadzi. Że Pan Bóg posyła jakichś ludzi daje jakieś wskazówki, daje jakieś drogowskazy, że przeprowadza swój plan i że Panu Bogu nic nigdy nie wyrywa się spod kontroli. Pan Bóg ma zawsze kontrolę nad tym, co się dzieje. To nie jest tak, że w pewnym momencie mu się coś z rąk wymyka. Jesteśmy w Jego rękach cały czas i Boża opieka jest nad nami cały czas.

Kiedy teraz posługuję od tych pięciu lat w Radiu Maryja, to takim bardzo ważnym momentem dla mnie to są katechezy, które są ubogacające, bo cały czas mam kontakt z nauczaniem kościoła. Katechizm wertujemy od początku do końca i tak już któryś raz z rzędu idzie ten katechizm w Radiu Maryja Kościoła Katolickiego, ale ludzie też dzwonią. Ze swoimi przeżyciami, ze swoimi doświadczeniami. Oni też głoszą katechezy. Wiadomo ludzie są różni. I ludzie mają różne przemyślenia, różne doświadczenia. I każdy ma do tego prawo, żeby się wypowiedzieć, nieraz w sposób mądrzejszy, nieraz trochę głupszy wydawałoby się. Ale to są ludzie Pana Boga i jest ważne, żeby wyrazili to, co gdzieś w nich jest – to jest jakby pierwsza rzecz.

Mamy też programy nocne. To są takie Nikodemowe rozmowy po północy. Kiedy już zwykle gości nie ma i możemy tak sobie ze słuchaczami porozmawiać. Pamiętam nieraz przychodzi, jest taka zmiana nocna i przynoszą jakąś drożdżówkę, zawsze dwa kawałki drożdżówki przynosi taka pani i herbatę. Właśnie w nocy otwierają się drzwi. Za pierwszym razem ja się wystraszyłem, ale się okazało, że ta pani ma taki zwyczaj, że dla ojca, który ma w nocy dyżur, piecze drożdżówkę i przynosi herbatę. A nieraz zdarzają się wyzwiska. Wy nie słyszycie wszystkich telefonów, które się zdarzają. Bo jeżeli ktoś od razu zaczyna kląć, to mamy taki opóźniacz, który powoduje, że…. Ja raz, drugi raz pozwoliłem żeby ludzie na antenie usłyszeli jak jest. To się teraz trochę rzadziej zdarza. Trzeba to powiedzieć. Ale zdarza się dużo częściej, kiedy jest temat Matki Bożej. Kiedy gdzieś pojawia się słowo Maryja.  Te wyzwiska przychodzą. Nie będę w tak zacnym gronie cytował tego, co nieraz słyszymy.

Poza tym pielgrzymi do radia przychodzą. Nieraz nie chce się już, i tak jest w rzeczywistości, że przyjeżdżają specjalnie itd., Ale my nie raz nie mamy. Powiem o sobie a nie za innych. Ja nieraz nie mam już sił zejść do tych ludzi, bo wiem, że znowu coś ze mnie będą chcieli. Ale jak już zejdę i się przełamię, to wtedy jest już, że tak powiem, wciągające, urzekające. Ci ludzie, którzy z różnych stron Polski przychodzą, bo to jest dla nich ważne miejsce. Bo tutaj czegoś ważnego doświadczyli. Kierowcy dzwonią. Kierowcy tirów dzwonią. Mam wrażenia, że tu na tej sali jest wielu słuchaczy Radia Maryja, więc to wszystko słyszycie. Tak samo pielgrzymki do różnych parafii, tam gdzie ludzie mieszkają. Bardzo lubię błogosławić tych ludzi, bo przychodzą po błogosławieństwo, żeby ich pobłogosławić. I to jest chyba też ważne zadanie księdza. Ja to tak odbieram, żeby częściej ludzi błogosławić. Czynić znak krzyża na czole.

Są też politycy w Radiu Maryja. To jest jeden z podstawowych zarzutów nieraz. Zastanawiam się, co by powiedział św. Alfons, który mówił o wykluczonych, opuszczonych. Czy my czasem nie chcemy opuścić i wykluczyć polityków, którzy stanowią prawo. Którzy nieraz wykluczają tym prawem, ale mam wrażenie, że Panu Bogu też zależy na zbawieniu Donalda Tuska, prezydenta itd., Bo to nie są ludzie, na których Panu Bogu by nie zależało? Na każdym zależy Panu Bogu. I ostatecznie przed Panem Bogiem, ja jestem przekonany, zegnie się każde kolano. Bo jest napisane istot niebieskich i ziemskich i podziemnych, a każdy znaczy każdy. I nawet dziś wśród tych w jakimś zwiedzeniu świadomym nieświadomym dzisiaj występują przeciwko Panu Bogu, przeciwko Kościołowi. To ich kolana też się zegną, tak jak w ogrodzie oliwnym wszyscy padli na twarz, kiedy Jezus powiedział „Ja jestem”. I nic nie mili do powiedzenia, tylko padli na twarz. I tak się zastanawiam, moi kochani, jak tę dobrą nowinę o Jezusie Chrystusie, który umiłował każdego człowieka przekazywać na falach eteru. Bo my ciągle chodzimy po takich piaskach. Jak tę dobrą nowinę przekazywać, jak balansować sprawy społeczne? To nie jest takie proste dla nas. My nie jesteśmy alfą i omegą. My nie jesteśmy doskonali. Zdajemy sobie z tego sprawę, ale szukamy tych możliwości, bo musimy przedrzeć się przez to, co Oustin Raney nazwał lawiną informacyjną.

Wyobraźcie sobie, że każdego dnia dociera do nas 34 GB informacji. Jak macie komputer z dyskiem to po prostu 34 GB by się zapełniały 100 500 słów, gdzieś każdego dnia wchodzi do naszej głowy. Mam takie dane, że aby zobaczyć każdą z istniejących dziś stron internetowych przez minutę. To musielibyśmy żyć 300 000 lat. Dzisiaj, każdego miesiąca dostajemy tyle informacji, ile nasi dziadkowie w ciągu całego życia, a my w ciągu każdego miesiąca. W jednym wydaniu, bo są takie wyliczenia New York Times, to jest takie pismo w USA, to w jednym wydaniu jest więcej informacji niż mieszkaniec XVII wiecznej Anglii dostarczył w ciągu całego życia. O 40% wzrasta każdego roku pojemność cyfrowa. To jest nieprawdopodobne. Zobaczmy ten zalew informacji i w ogóle w tym zalewie ludzie mają usłyszeć słowo Boga. Do ludzi ma dotrzeć Bóg z dobrą nowiną, która jest wyjątkowa. My o tym wiemy, tylko nieraz kisimy sprawę (takie słowa mi się nieraz włączają, bo żyję ze studentami). Poprzez formę, gdy idzie o wyrażenie tego słowa Dobrej Nowiny. Dlatego musimy szukać form i środków i staramy się to robić.

I oczywiście dotarcie z Ewangelią jest bardzo trudne, bo dzisiaj media funkcjonują na granicy balansowania emocji. Zobaczmy, ewangelia jest wymagająca. A dzisiaj chodzi o to raczej, aby od siebie nie wymagać. Tak jak na przykład telewizja jest medium, o którym mówi się, że jest medium dla analfabetów. Bo zobaczmy, książka wymaga zaangażowania mojego. Autor dał jakiś wkład, bo napisał. Ale ja też muszę dać wkład. Bo muszę sobie tego Kmicica, Juranda, czy kogoś wyobrazić. A jak ja ich już widzę, to ja jestem po prostu biernym obrońcą. Ja nie mam żadnego wkładu. Dlatego media zachęcają nas dzisiaj do tego, aby nie dawać swojego wkładu, tylko, żeby wszystko po prostu dostać na tacy, który według schematu, który oni sobie wymyślą. Żeby w ten sposób, ludzie myśleli, tak jak oni chcą żeby myśleli. I my musimy teraz przedostać się z tą dobrą nowiną. Jak to zrobić? Paweł VI mówi tak, że ludzie, choćbyśmy nie głosili im Ewangelii będą mogli się zbawić na innych drogach dzięki Miłosierdziu Bożemu. Jesteśmy na terenie przesiąkniętym Bożym Miłosierdziem, ale czy my sami możemy się zbawić, jeśli zaniechamy jej głoszenia? I to jest ciekawe, to jest ostatnio obiektem mojej autorefleksji.

Z powodu gnuśności, lęku, wstydzenia się Ewangelii, jak pisał św. Paweł. Lub kierowania się fałszywymi poglądami. I myślę, że także dzisiaj możemy to rozważyć, jako osoby duchowne, zakonne, czy nie dajemy sobie zaszczepić jakiegoś kompleksu. Kompleksu wycofania. Jakiejś bierności, że katolik, a zwłaszcza ksiądz, siostra zakonna to oni po prostu muszą nakryć się kocem, wejść pod stuł i starać się tak oddychać, żeby inni nie słyszeli. I to jest z katolikami świeckimi, że w ten sposób prezentuje się obraz katolika świeckiego. Że on nie ma prawa uczestniczyć w niczym, bo katolik to wykluczony dzisiaj, a tym bardziej ksiądz i siostra zakonna. Czy my nie ulegamy właśnie dzisiaj jakimś takim wdrukowywanym w nas kompleksom. Mnie boli, jako młodego księdza, jest tu ksiądz arcybiskup, jest tu mój przełożony, ale mnie boli, jako młodego księdza to, że nieraz, jako osoby, z poganami ręka w rękę, może nieraz przy okazji różnego rodzaju koniaczkach, szydzą z posługi naszej i sióstr Nazaretanek. Bo także siostry Nazaretanki posługują w Radiu Maryja. Że ręka w rękę przeciwko swoim współbraciom w wierze występują słownie i nie tylko słownie. To mnie boli. Ale taka jest rzeczywistość. I można udawać, że tego nie ma, można tworzyć jakieś swoje projekcje.

Chrześcijanin to jest ktoś najbardziej realny w świecie. Bo świat podpowiada nam, żeby nie stawać w prawdzie, tylko się zawsze dobrze czuć. Ale jeżeli ja stanę w prawdzie osoby i zobaczę, że jestem grzesznikiem, to wcale się dobrze nie poczuję, bo przeżywam pewien dyskomfort. Bo myślę, że Redemptorysta Ojciec Dariusz to musi być Bóg wie, kim, a się okazuje, że jest grzesznikiem. Przeżywam oczywiście dyskomfort. Ale nie ma nawrócenia bez stanięcia w prawdzie. Więc chrześcijanin jest człowiekiem, który jest najbardziej realny w świecie. Najbardziej realny. Najbardziej twardo stąpający po ziemi. I myślę, że takie postawy także staramy się w Radiu Maryja promować. Takie, które nie pójdą za jakąś światopoglądową neutralnością, relatywizmem, które nie wykluczą Chrystusa z przestrzeni społecznej. Bo tak się zastanawiam. Ostatnio w procesji Bożego Ciała się zastanawiałem. Po co wychodzimy z Panem Jezusem na ulicę w czasie Bożego Ciała. Jak później zwijamy się w przestrzeni społecznej, publicznej, politycznej. Bo to nie jest przestrzeń dla osób duchownych, dla ewangelii, bo to nie jest ta przestrzeń. Czyli Ewangelia to jest taka opowiadanka, tak? Która niczego ma nie zmieniać. Którą mamy sobie czytać, mamy się fajnie czuć. Opowieści z Narni będziemy sobie opowiadać, a Ewangelia nie będzie zmieniała nas, nie będzie zmieniała naszych relacji. Czyli będzie zawsze obok życia.

Ja wiem, że Ewangelia jest księgą życia.  Dlatego ona ma zmieniać te wszystkie konteksty rodzinne, społeczne, polityczne, zakonne, we wspólnotach zakonnych. Przecież też jest wiele do zmiany i nawracania się. I każdy to przecież wie z nas, jeżeli staje w prawdzie o sobie. Dlatego też, kiedy ja słyszę, a słyszałem, że również księża mówili ludziom i to na misjach świętych, że słuchajcie Radia Maryja i módlcie się z Radiem Maryja, ale jak tam zaczynają mówić o polityce to natychmiast wyłączajcie. To znaczy, co? Różaniec mów z Radiem Maryja, a wiadomości słuchaj w TVNie i będziesz miał spójną wizję życia, bardzo spójną. Zobaczmy chociażby jak media promują rodzinę. Serial z tą matką Madzi na pewno odżyje, bo niebawem 19.11 Sąd ma wydać decyzję czy aresztować, czy nie matkę Madzi, więc znowu będzie saga. Później widzę w jakimś programie publicystycznym coś takiego, jak występuje tak zwana celebrytka i przepraszam, że to powiem, mam nadzieję, że prowincjał mnie później nie skrzyczy, ale to jest cytat: „ona mówi, że woli być zimną suką niż matką polką”, tak powiedziała. I to jest wzór dla rodziny. Wystarczy, że się gdzieś jakaś manifa, antifa, konopie, pięciu na krzyż zbierze i już jest Bóg wie, jakie wydarzenie. A jak Ojciec Święty spotyka się z rodzinami całego świata w Mediolanie, to telewizja przemilczy. Jak Ojciec Święty spotyka się z młodzieżą całego świata, telewizja nie pokazuje? Ksiądz arcybiskup był tydzień temu w Watykanie podczas pielgrzymki w roku wiary, pielgrzymki rodziny Radia Maryja, 10 000 ludzi wyjechało z Polski, żeby u grobów apostolskich powiedzieć przy biskupach, pasterzach Polski, którzy pojechali wraz z nami, „wierzę”. 10 000 ludzi. Msza św. przy konfesji św. Piotra celebrowana przez sekretarza stanu, kardynała Bertone, który mówił też swoje słowo. Ksiądz arcybiskup, za co też w tym momencie dziękuję przy was wszystkich, wygłosił także dla nas Boże Słowo – homilię. I telewizja polska ani słowem się nie zająknie. Oni nawet nie pokazali w tą środę, że była audiencja, bo zwykle dają to, co papież powiedział po Polsku, ale ponieważ pozdrowił rodzinę Radia Maryja, więc nie dali.

Zobaczmy ile możemy stracić. Czy ewangelizacja to już jest samowystarczalność? Ewangelizacja to jest odwaga chrześcijan. O tym mówił synod biskupów, o nowej ewangelizacji. Odwaga chrześcijan, którzy się nigdy nie poddają, która ciągle szuka nowych możliwości. Chrystus jest ekspansywny i mówi: „Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody, wszystkich i na cały świat. To znaczy ekspansja, nie bierność, nie poddawanie się. I jasne, możemy nadawać na misce od druszlaka, możemy dzisiaj wysyłać sobie gołąbki z pocztą, zamiast wejść na multipleks i oddać pole. Ale jak oddamy pole będziemy ludźmi bez świadectwa. To znaczy sprywatyzujemy swoją wiarę. Bo wiara prywatna to jest wiara bez świadectwa. Czy mamy prawo być ludźmi bez świadectwa, jako chrześcijanie? „Psu na budę” to jest do niczego niepotrzebne takie chrześcijaństwo bez świadectwa.

Dlatego bardzo wam kochani przełożeni dziękuję za tę modlitwę, którą zanosicie w swoich klasztorach, za słowa wsparcia, za to dzisiejsze słowo wsparcia. Właśnie przyjechałem, gdy przyjmowaliście tą uchwałę w związku z TV Trwam. No może ja jestem młody i narwany, ale mam nadzieję, że nie tylko narwany, ale także…. W każdym bądź razie „Alleluja i do przodu”

Bóg zapłać. A przy wyjściu chciałbym ofiarować takie książeczki „By odnowić oblicze ziemi” to jest już dwunasty zeszyt ze świadectwami słuchaczy Radia Maryja, co to dzieło Ewangelizacji uczyniło w ich życiu. A w tych kopertach znajduje się przesłanie Ojca Świętego Benedykta XVI na rocznicę powstania Radia Maryja w tym roku 21 pierwszego grudnia. I może z niektórymi z was zobaczymy się w Toruniu. Zapraszamy serdecznie.  Bóg zapłać.