14. Kot M. MC , Świadectwo zaangażowania Misjonarek MIłości w nową ewangelizację

Wprowadzenie M. Weroniki Sowulewskiej:

Siostra Martyna jest od 23 lat w Zgromadzeniu Matki Teresy z Kalkuty. Z tego 15 lat przebywała w Rosji. Pracowała z upośledzonymi umysłowo w administracji i służąc biednym w ich domach, także bezdomnym. Od trzech lat jest przełożoną regionalną na Polskę, Czechy, Słowację, Węgry i Rumunię. Myślę, że będzie to bardzo dla nas świadectwo radykalnej miłości. 

ŚWIADECTWO SIOSTRY MARTYNY, MISJONARKI MIŁOŚCI[1]

Mam nadzieję. Przepraszam nie jestem przyzwyczajona do mówienia publicznie. W dodatku będąc przez tyle lat w zgromadzeniu angielskojęzycznym. Jak chciałam przygotować to świadectwo to przychodziło mi to z wielkim trudem. Język naszego zgromadzenia jak i „kliczki” którymi posługiwała się nasza Matka bardzo trudno przetłumaczyć. Bardzo proszę o cierpliwość i wyrozumiałość.

Ktoś mnie już spytał w tym gremium, kiedy Matka będzie kanonizowana. Czekamy jeszcze na potwierdzony cud. Tutaj przypomniało mi się zdanie powiedziane przez przyjaciela naszego domu ks. Masburga, który powiedział, że ma nadzieje, że to nie będzie za wcześnie, bo wtedy wszyscy będą mówili o niej jak o pracowniku socjalnym. O tym, co ona robiła dla biednych, a nie o tym, co robiła dla Pana Jezusa. Myślę, że na nas też się tak często patrzy, jako na siostry od biednych, które pracują z biednymi, a Matka nam zawsze powtarzała: ”pamiętajcie – wy nie jesteście pracownikami socjalnymi, wy należycie do Jezusa. To jest pierwsza rzecz – należycie do Jezusa”.

Żeby powiedzieć, jaki jest nasz charyzmat, musimy powiedzieć, na czym on polega. W naszych Konstytucjach jest powiedziane, że celem naszego Zgromadzenia jest zaspokajanie pragnienia Jezusa Chrystusa na krzyżu. Przez profesję rad ewangelicznych, oraz ślubu, całym sercem oddanej, bezinteresownej służby najbiedniejszym z biednych. Wszystkie nasze śluby są związane z krzyżem. Pan Jezus, kiedy prosił Matkę, aby założyła nasze Zgromadzenie, mówił, że On pragnie, aby siostry były ubogie ubóstwem krzyża, żeby były posłuszne posłuszeństwem Jego na krzyżu. Żeby kochały tak jak On kochał na krzyżu. Żeby były całe tylko dla Boga, dla Jezusa jak On był dla Boga.

Całkowitość tych trzech ślubów ma się wyrażać w tym naszym czwartym ślubie, który odchodzi od krzyża. Ten ślub był przyjęty, jako wołanie Jezusa na krzyżu: „pragnę” i „pragnę miłości dusz”. Jezus mówił Matce, o czym dowiedziałyśmy się z jej ukrytych pism, że pragnę abyście przyprowadzały do mnie dusze. Ja pragnę miłości dusz. Pragnę tych najbiedniejszych z biednych. Mamy w naszym charyzmacie to pragnienie Boga. Jezus pragnie miłością tych najbiedniejszych, miłością, której sam pragnie. W rozwoju naszego charyzmatu, okazało się, że nie chodzi tylko o przynoszenie do Pana Jezusa biednych, ale że to Chrystus cierpi w najbiedniejszych z biednych, Chrystus oczekuje naszej miłości w najbiedniejszych z biednych. Matka mówiła: „On stał się dla nas Eucharystią, aby zaspokoić nasz głód Boga, a stał się najbiedniejszym z biednych, aby zaspokoić swój głód bycia kochanym. Abyśmy mogły dotykać Go, służyć Mu”.

Także naszą szczególną misją przyznaną w Kościele, jest praca i poświęcenie dla uświęcenia w Kościele najbiedniejszych z biednych. Właśnie ta część – uświęcenie Jezusa w najbiedniejszych z najbiedniejszych – stała się znanym obrazem naszego Zgromadzenia, czy naszego charyzmatu. Matka znacznie częściej mówiła o tej Ewangelii na pięciu palcach: wy mieście to uczynili, to jest bardzo ważne, niż o samym pragnieniu Pana Jezusa.

Ale też nasze Konstytucje mówią o tym, że owocność naszej pracy, zależy przede wszystkim od najprostszych środków. Mamy być w środkach naszej pracy, apostolatu wykorzystując jak najprostsze środki. Środki te są wyposażone w moc Boga samego. A także wybieranie pokornych posług wobec najbiedniejszych, naśladując uniżenie samego Jezusa. Także, aby posługa była taka bezpośrednia, uboga, pokorna, właśnie taka, która zaspokaja pierwsze potrzeby ludzi najbiedniejszych.

Także nasza owocność zależy od tego, że mamy zupełnie polegać na Bożej Opatrzności. Środki, którymi służymy biednym to tylko to, co sam nam Bóg daje. A nie to, co same żebrzemy czy prosimy. Pytano Matki jak sobie dacie radę, a ona odpowiadała: „Nie słyszano, aby ktoś kto służy biednym kiedyś zbankrutował” No i daje nam na nasze życie i na biednych także.

No i jeszcze czwarty punkt – oparcie się o Maryję. Matka zawsze nam powtarzała: „bądźcie całe w zupełności dla Jezusa, przez Maryję. To ona stała pod krzyżem, to ona usłyszała pragnienie Jezusa, to ona prosiłaby nasze Zgromadzenie.” To może niepokornie wobec naszych matek, ale właśnie tak Matka tak widziała i nam mówiła. I właśnie Maryja jest tą, przez którą się modlimy, tą, której powierzamy naszych najbiedniejszych z biednych. To ona mówiła: „Naucz ich modlić się na różańcu i wszystko będzie dobrze. Pójdziesz do rodzin.” Matka miała takie nabożeństwo do Cudownego Medalika i chciała abyśmy rozdawały je biednym. Ona zawsze rozdawała.

Chciałabym opowiedzieć jedną historię z Nowosybirska o Cudownym Medaliku właśnie. Gdy odwiedzałyśmy szpitale, to wszystkim chorym rozdawałyśmy Cudowne Medaliki. Chorzy wierzyli lub nie, ale chciałyśmy się przysłużyć temu, aby ich otworzyć na naszą obecność tam i zawsze rozdać te Cudowne Medaliki. I pamiętam w jednym momencie już weszłam do jednej sali, chory mówi: „a siostry mnie wzywały”. Weszłyśmy i powiedziałyśmy, że musimy już pójść. Podarowałam Cudowny Medalik mówiąc, że to znak obecności Maryi. Powiedziałam, aby chory powtórzył prostą modlitwę: Maryjo, Matko Jezusa bądź nam Matką. I niech to będzie znak obecności jej z wami. I poszłyśmy. W przyszłą niedzielę ta kobieta czekała już z nami. „Wiesz cud mi się wydarzył. Miałam taką wielką ranę na nodze i miałam mieć przeszczep skóry, ale mam cukrzycę. Także lekarz mówił mi, że ten przeszczep może za piątym albo szóstym razem się przyjmie. A wiesz on mi się przyjął za pierwszym razem. Teraz mnie wypisują, abym nie złapała tu jakiejś innej infekcji. Wierz mi to była dla mnie jakby osoba Maryi, ja z Nią rozmawiałam, jej wszystko powierzyłam. I wiesz, co ja mam teraz zrobić, bo ja jestem nauczycielką i zawsze mówiłam moim uczniom, że Boga nie ma. Co ja mam teraz im powiedzieć, ja już tego nie mogę im powtórzyć?” To był znak, który nazywamy ubogim środkiem. To właściwie Pan się nami posługuje, jeśli tylko wiemy, że to On, a nie myślimy, że to my dla niego możemy cokolwiek zrobić.

Oceniając, ja byśmy miały żyć naszym charyzmatem, to ten cały ślub oddanej całym sercem bezinteresownej służby najbiedniejszym z biednych, właściwie musi być aplikowany różnie w różnych sytuacjach w różnych krajach. I był by problemem od samego początku, kiedy siostry otwierały kolejne misje w kolejnych kulturach. Bo to, że on powinien być całym sercem oddanym biednym, to to się nie zmienia. Że jest to bezinteresowna służba, także. Nie mamy prawa do żadnej rekompensaty ani finansowej, ani takiej jak wdzięczność, czy że ludzie się poprawili, czy oglądania rezultatów. Musimy być bezinteresowne. Służba powinna się wyrażać oddanie najbiedniejszym z biednych. I to staje się problemem. Zawsze musimy się zdecydować, kto jest najbiedniejszym z najbiedniejszych, do kogo powinnyśmy pójść i jaką służbę powinnyśmy świadczyć. Najbiedniejsi z najbiedniejszych są dla nas takim darem, bo zawsze trzymają nas w realnym świecie, są takim wielkim przyziemnym darem, w którym możemy spotkać samego Jezusa.

Ale kiedy siostry przyjechały do Polski, to to tutaj takim znakiem są bezdomni, a jeśli bezdomni to i alkoholicy. Starałyśmy się im pomagać i służyć. A zawsze nasze działania zmierzają do tego, aby doprowadzić ich do Pana Jezusa. Bo to jest naszym celem. Nie tylko, aby spotkać i rozpoznać Go wiarą w biednych, ale żeby i oni mogli do Niego dojść. W Polsce nie jest to jeszcze takie trudne, bo mamy większość ochrzczonych. Także, jeśli przyjmujemy ich w naszej posłudze w bardzo opłakanym stanie, to łaska chrztu w nich działa. Także można ich potem przygotować do spowiedzi, czy przyjęcia Komunii, czy czasem, jeśli są nawet z nami w nieprzyjacielskich stosunkach, bo czasem przychodzą pijani, albo żądają takich rzeczy, których nie można spełnić. Wiedzą, że jak będą bardzo chorzy, to mogą przyjść, a my ich przyjmiemy i właśnie w takich momentach oni na działanie Boga się otwierają i przynajmniej umierają przyjąwszy sakramenty święte, albo w ostatniej chwili mogą o to miłosierdzie Pana Boga poprosić.

Pamiętam taką sytuację, o której opowiadały mi siostry z Gruzji. Otóż podczas chodzenia do biednych odwiedzając także rodziny, aby przynieść Pana Jezusa do najbiedniejszych z biednych, gdy szły ulicą zatrzymał je mężczyzna i powiedział chodźcie tutaj jeden człowiek umiera. Obie weszły. Jedna pełna zapału, druga wyczuwała niebezpieczeństwo widząc jak to wszystko wygląda. Siostra zaczęła im rozdawać medaliki i uczyć modlitwy. Wchodziło i wychodziło tam bardzo dużo mężczyzn. A druga widzi Matkę Boską miłosierną i  słyszy wewnętrzny głos: „ty w jej rękach jesteś schowana i ona Cię utrzyma i tutaj będziesz”. Odeszły stamtąd, a kiedy spotkały później tego mężczyznę, który ich tam przyprowadził, on powiedział: „Muszę was przeprosić, bo jak was zawołałem i weszłyście do domu, to właściwie chcieliśmy was zgwałcić, ale niczego nie mogliśmy wam zrobić. Teraz już wiem, co zrobię jak będę umierał: przebaczę wszystkim, którzy przeciwko mnie występowali, przeciwko mnie zgrzeszyli. A wierzcie mi mam, co przebaczać.”

Wskazówką jak mamy służyć naszym biednym i otwierać się na to, co mówi do nas Pan Bóg, było zamknięcie domu na ulicy Wiatracznej w Warszawie. Nie mogłyśmy się zgodzić, by stał się on takim dużym kombinatem dla bezdomnych. Siostry wydawały tam 300 obiadów dziennie. Rekolekcje, katechezy. Wszystko się rozwijało świetnie, ale przyszedł czas, że ten dom trzeba zamknąć. Pewnie też, dlatego że byłyśmy za bardzo zadowolone z siebie i tego, co robimy. Ale to było dla nas też łaską, bo w tym samym momencie pojawiła się możliwość otwarcia domu w Łodzi. Siostry natychmiast spakowały się i pojechały tam. Siostry znowu wróciły do odwiedzania rodzin, które już jakoś zaniedbały będąc z bezdomnymi. Zaczęły znów przygotowywać ludzi do małżeństwa, zachęcać, aby ochrzcili dzieci itd. Ta posługa jest dla nas bardzo ważna.

Teraz miałyśmy taki przypadek – opowiadała o nim jedna z sióstr – że ktoś przyszedł prosząc, aby odwiedzały kobietę, która się zamknęła w domu. Chyba była maltretowana przez męża i wpadła w taką depresję, że nikomu nie chciała otwierać drzwi. Miała dwójkę dzieci. Jej mama powiedziała im, żeby poszły i przyprowadziły taką siostrę z niebieskimi paskami. Siostry kilka razy w roku podchodziły, ale ona nigdy nie otworzyła drzwi. W końcu siostra poczuła, że powinny pójść jeszcze raz. Tym razem otworzyła. Pewnie też z tego powodu, że zagrożono, że odbiorą jej dzieci, ponieważ dom był bardzo zniszczony i panowały tam złe warunki. Dom był rzeczywiście zaniedbany, wszędzie pełno karaluchów. Siostry zaprosiły wolontariuszy, którzy zaczęli sprzątać to mieszkanie, malować, przygotowywać. W zeszłym tygodniu przyszła ze swoim starszym synem, pierwszy raz po roku wyszła z domu i powiedziała: „Siostro, niech siostra pomoże, bo Adam chce być ochrzczony”. Obaj jej synowie nie byli ochrzczeni. Pragnieniem Pana Jezusa jest, aby siostry odnalazły dzieci, które można przygotować do chrztu. Podobnie jest w wielu rodzinach.

Niebezpieczeństwem dla nas, było też w pewnym momencie to, jak wybierać drogę posługi duchowej w służbie biednym. Na przykład w Pradze siostry miały taki duży dom dla bezdomnych, potem ktoś zażądał zwrotu tego domu, bo był własnością innej osoby. Gdy kupiłyśmy dom i zaczęłyśmy tam pracować, siostry powiedziały, to będzie główny dom dla duchowych potrzeb. Stołówka tylko w sobotę i w niedzielę, jak inne jadłodajnie są zamknięte. A tak to można tam przyjść na adorację, modlitwę, katechezy. Ci, którzy chcieliby śpiewać mieli by taką możliwość. Ale zauważyłyśmy, że to nie dla nas. My musimy zająć się taki podstawowymi potrzebami ludzi. Teraz zorganizowały 12 łóżek w tym domu, gdzie można przyjmować bezdomnych. To je otwarło na posługę wobec tych, którzy przychodzą zawszeni, z wszystkimi chorobami skórnymi. Teraz nie słyszymy, aby ktoś umierał na ulicy, jak to było kiedyś. Ale przychodzą też ludzie, którzy nawet nie są ochrzczeni. Bo wielu jest nieochrzczonych w Czechach. Jedna z czeskich nowicjuszek powiedziała, że w jej klasie na 30 osób tylko jedna była ochrzczona, i to nie była ona. Ci, którzy nie mieli sakramentów, mogą poprosić o chrzest, kiedy są bardzo chorzy czy umierają. A też inni proszą o przygotowanie do chrztu. Mamy w tym wielką pomoc kapłanów. Tam i tu w Polsce bez pomocy innych Zgromadzeń i kapłanów nie zapewnilibyśmy pełnej opieki duchowej, to było by zupełnie niemożliwe.

Na przykład jednym z takich owoców zamknięcia Wiatracznej było to, że siostry, które wcześniej myślały, żeby lepiej organizować rodzaj wyjazdu na tydzień dla najbiedniejszych, zaczęły to najpierw organizować, jako taką wycieczkę relaksacyjną, aby wyciągnąć bezdomnych z ich środowiska. Ważne było spotkanie z Bogiem przez piękno stworzonej przez Niego natury. Tam jeden ksiądz, który z nami był, powiedział: ja tak nie chcę. Spróbujmy inaczej, spróbujmy głosić im rekolekcje. Więc teraz, co miesiąc siostry biorą taką grupę ok 40 ludzi na rekolekcje dla bezdomnych. W Szczecinie w naszym domu siostry mają, co miesiąc 3-5 dni, podczas których oni mogą tam zostać i otrzymać większą wiedzę o Panu Bogu, spotkać Go.

Siostra François opowiadała mi, że w Szczecinie był jeden człowiek, który – gdy go pierwszy raz widziała – był brudny i zaniedbany. Na pytanie: czy przyłączy się do rekolekcji? odpowiedział, że nie wie, co to są rekolekcje. Ale był chory, więc chciał zostać gdzieś przynajmniej na kilka dni. Dlatego wziął udział w rekolekcjach. Okazało się, że był ochrzczony i był Białorusinem, ale nigdy się nie spowiadał, nigdy nie przyjął Komunii Świętej. Pod koniec rekolekcji powiedział, że chciałby się wyspowiadać. Kapłan się na to zgodził, wyspowiadał go on przyjął sakramenty święte, a po dwóch tygodniach umarł.

Dziękuję za uwagę.

 


[1] Tekst nieautoryzowany, spisany z nagrania