7. Giertych W. OP, Konferencja II. Wiara w życiu konsekrowanym

Życie nadprzyrodzone, realizujące się w duszy poprzez cnoty teologalne jest delikatną, ale też i bardzo trwałą roślinką. Łatwo może ono być zgaszone, wyparte ze świadomości, ignorowane. Wówczas faktycznie przestaje ono wpływać na myślenie, na decydowanie, na zmaganie się i ukierunkowanie swej sfery emocjonalnej. Przestaje ono wpływać na kulturę, na ludzkie odniesienia, na życie. Ale jest ono roślinką trwałą, ponieważ opiera się ono na mocy Bożej. Czasem życie nadprzyrodzone, zdawałoby się, że całkowicie wyparte z psychiki, zignorowane, i na pewno nierozwinięte, nagle budzi się i rozwija. To życie, otrzymane od Boga trwało w jakimś zakątku duszy, ale było uśpione.

Wiarę otrzymaną od Boga, wprowadzającą życie łaski w rozruch należy karmić, aby ona nie zgasła. Ewangelia wskazuję nam na trzy pokarmy dla wiary. Jezus mówi o sobie: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (J 6, 51). Kuszącemu On odpowiada: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4, 4). A o sobie Jezus mówi: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło” (J 4, 34). Trzeba zatem przyjmować z wiarą sakramenty i w ich moc wierzyć, przywołując łaski otrzymanych wcześniej sakramentów. Trzeba wsłuchiwać się w Słowo Boże oraz trzeba studiować teologię, to święte pouczenie, oparte na objawionym Słowie, jakie jest przekazywane w Kościele w celu karmienia, wzmacniania i chronienia wiary. I trzeba rozpoznawać w życiu sygnały i zaproszenia pochodzące od Boga oraz odpowiadać na nie hojnym, prawdziwym darem z siebie. Wtedy życie wiarą wiarę wzmacnia.

Wiara dojrzała jest wiarą uformowaną, czyli ukształtowaną przez miłość. Tradycyjnie rozróżnia się we wierze trzy momenty: wiarę w to, że Bóg jest – credo Deum esse; wierzenie Bogu – credo Deo, czyli uznawanie Boga za prawdomównego, a więc przyzwolenie umysłu, aby przyjąć za prawdziwe Słowo Boże oraz nauczanie Kościoła; oraz wiarę, która jest w ruchu i faktycznie zmierza ku Bogu – credo in Deum. Dopiero ten trzeci wymiar wiary, w którym ona jest ukształtowana przez nadprzyrodzoną miłość, caritas, oznacza pełne zjednoczenie z Bogiem dające usprawiedliwienie. We wierze zmierzającej ku Bogu, człowiek „bierze siebie w garść” i wyrusza na pielgrzymkę. Wsłuchuje się w głos Boga i na ten głos, skierowany do niego osobiście, odpowiada.

Życie konsekrowane 

Wiara uformowana przez miłość kierująca z przyjaźni ku Bogu uwrażliwia na Boże sugestie, na rady ewangeliczne. Tych rad, podanych w Kazaniu na Górze jest wiele. „Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące” (Mt 5, 39-41). Nie są to przykazania Boże, które by zawsze obowiązywały, a jedynie rady, zapraszające do dobrowolnego hojnego odzewu. Człowiek wierzący dojrzale, kierujący się ku Bogu, żyje w wewnętrznym nastawieniu, in praeparatione animae, by podszepty Boże słyszeć, i gdy Bóg jemu osobiście coś podpowiada, to reaguje on na to, podejmując sugerowaną radę. Wierzący autentycznie odczytuje swoje życie, jako ciągle przeżywane wraz z Bogiem, i Bogu odpowiada, z miłości i twórczo, wtedy, gdy Bóg stawia przed nim jakieś wyzwania.

Niektórych zaś ludzi Bóg powołuje szczególnie, aby przyjęli oni jako stałą zasadę życia trzy podstawowe rady ewangeliczne, które jakby podsumowują wszystkie pozostałe, dane w Ewangeliach rady. Życie konsekrowane, oparte na konsekracji chrzcielnej, ale sięgające dalej, wyraża głębiej wewnętrzną zgodę na zmierzanie ku Bogu, na bazie Jego sugestii. We chrzcie, człowiek wyrzeka się szatana oraz grzechu. W życiu zaś konsekrowanym, człowiek rozpoznaje, że został on przez Boga szczególnie wybrany i przeznaczony do składania głębszego daru. Opierając się więc na Bogu człowiek wyrzeka się nie tylko grzechu, ale również rzeczy dobrych, z których składa Bogu dar. Wyrzeka się gromadzenia bogactwa, założenia własnej rodziny i korzystania z popędu seksualnego oraz wyrzeka się autonomii własnej woli, którą podporządkowuje Bogu. Ślubowanie przyjęcia rad ewangelicznych jako stałej zasady życia, ogromnie zatem wzmacnia życie duchowe. Człowiek, który składa śluby oraz nimi żyje, przylega mocno do Boga, co oczywiście nadal dokonuje się poprzez wiarę uformowaną przez miłość.

Jest wiele sposobów przeżywania życia konsekrowanego. Są w Kościele pustelnicy, są osoby żyjące w instytutach świeckich, są osoby żyjące w zakonach czy też w stowarzyszeniach, w których składa się śluby czy też przyrzeczenia. Te różne formy życia konsekrowanego mają różne sposoby chronienia oraz karmienia życia duchowego, oraz mają różne misje i zadania, ale te zadania nie są najważniejsze. Ważniejsze od misji danego instytutu jest samo życie konsekrowane. Misja czy to instytutu czy też danej osoby w instytucie mogą się zmienić w trakcie życia, ale życie konsekrowane pozostanie. We wielu zgromadzeniach zakonnych w Kościele powszechnym dokonano w latach posoborowych błędnego przestawienia, i postawiono misję na pierwszym miejscu. We niektórych amerykańskich żeńskich zgromadzeniach zakonnych zaczęto kłaść główny akcent na formację zawodową, po to, aby siostry mogły kompetentnie uczyć w szkołach czy pracować w służbie zdrowia, natomiast formację duchową oraz teologiczną, która niesie i wzmacnia życie duchowe ograniczono lub pominięto, albo też i studiowano teologię, ale nie w taki sposób, aby ona karmiła wiarę. Skutek tego jest taki, że te zgromadzenia dzisiaj wymierają. Można być lekarzem czy nauczycielką bez życia konsekrowanego, a więc, po co wstępować do zgromadzenia, jeśli misja jest sprawą najważniejszą? W życiu konsekrowanym trzeba więc czuwać nad tym, aby życie cnotami teologalnymi wzmocnionymi przez śluby było sprawą najważniejszą, stanowiącą zasadniczą oś życia, a więc sprawą, której poświęca się największą i najważniejszą uwagę. Więź z Bogiem ma być prosta, dziecięca, ale zadbanie o to, by ta więź była podtrzymywana i karmiona, musi się dokonywać dojrzale, na miarę człowieka dorosłego, odpowiedzialnego, wykształconego. 

Życie zakonne wyrazem religijności

Jedną z form życia konsekrowanego jest życie zakonne. Życie zakonne stanowi pewien sposób chronienia i karmienia życia duchowego oraz pogłębiającego je życia konsekrowanego. Formy życia konsekrowanego bywają różne, ale to, co w nich jest najważniejsze, a więc życie ślubowanymi radami ewangelicznymi, wzmagające życie duchowe jest wszędzie takie same. A więc, życie konsekrowane zakonników i zakonnic oraz życie konsekrowane osób żyjących w instytutach świeckich, w swej istocie jest identyczne. U zakonników i zakonnic życie konsekrowane realizuje się w widzialnej strukturze prawnej, określanej jako Zakon. Osoby będące w instytutach świeckich nie mają takiej widzialnej struktury prawnej. U nich nie zachodzi zmiana stanu prawnego. Oni są osobami świeckimi, ale mają takie same życie konsekrowane, jakie mają mnisi żyjący w klasztorach. Zakonnicy, żyjący pełnią życia konsekrowanego w chronionej strukturze klasztoru, wychodzą z klasztoru na zewnątrz ku wiernym, jako osoby zakonne, aby z bogactwa swego życia duchowego służyć Kościołowi. Osoby będące w instytutach świeckich żyją ukryte w świecie, jako osoby świeckie, i podobnie z bogactwa swego życia duchowego, wzbogaconego życiem konsekrowanym wnoszą w świat wiarę, która działa przez miłość, ale czynią to od wewnątrz świata, w którym tkwią.

W życiu zakonnym zachodzi jeszcze jeden dodatkowy moment poza prawną strukturą, która chroni życie konsekrowane. Życie zakonne jest wyrazem cnoty religijności, a więc oddawania Bogu należnej czci, ze sprawiedliwości.

Religijność to nie to samo, co wiara. Religijność przynależy do porządku moralnego. Wyrasta ona z naturalnego pragnienia widzenia Boga, które jest przedłużeniem ciekawości poznawczej. Skoro naturalnym rozumem można dojść do tego, że istniejąca rzeczywistość jest zależna od jakiegoś Absolutu, to można też dojść do wniosku, choć z trudem, że należy się temu Absolutowi uznanie. Religijność jest konsekwencją najszlachetniejszego naturalnego pragnienia, jaki jest w człowieku i dlatego bycie człowiekiem religijnym jest oznaką wielkiego humanizmu. Zasadniczy kierunek religijności, jednak, jest od dołu do góry, od człowieka ku Absolutowi, a nie jak we wierze, od góry do dołu. Wiara chrześcijańska, jest Bożym darem przystosowującym umysł ludzki do tego, aby przylgnął do Boga, Pierwszej Prawdy oraz umożliwiającym obcowanie z Bogiem i właśnie, dlatego różni się ona istotnie od religijności. Dlatego, nie jest rzeczą właściwą mówić o wierze muzułmańskiej czy tym bardziej buddyjskiej. Natomiast możemy mówić o religijności pozachrześcijańskiej. Religijność występuje na całym świecie, i to od zarania dziejów. Bycie człowiekiem religijnym nadaje moralną oś i porządek wszelkim innym naturalnym pragnieniom człowieka. Religijność jest nie tylko indywidualna, ale i zbiorowa, przez co nadaje ona społecznościom równowagę. Społeczeństwa, które stały się areligijne są chwiejne, pozbawione pewności odnośnie najważniejszych prawd i wartości moralnych. Są one bardziej podatne na manipulacje ideologiczne i polityczne, i w końcu zazwyczaj znajdują one sobie jakąś nową niekiedy zdziwaczałą, zastępczą religię. Natomiast społeczeństwa o silnej tradycji religijnej są zakorzenione.

Religijność przynależy do naturalnego porządku moralnego, co nie oznacza, że należy ją uważać za nieistotną. Porządek teologalny nie neguje porządku moralnego, ale je uświęca, zapewniając życiu moralnemu dostęp do łaski Bożej. Łaska przystaje do ludzkiej natury, i ją od wewnątrz przemienia. Wiara, będąca darem nadprzyrodzonym zakorzenia się w ludzkich władzach i następnie wyzwala realne moralne postawy, w tym i postawy społeczne. Wiara przemienia zatem religijność od wewnątrz opierając ją na objawionych prawdach, a nie tylko na naturalnej intuicji religijnej, i nadaje ona jej nadprzyrodzoną owocność, a z kolei religijność dostarcza wierze chroniące ją i społecznie wyrażającą ją ramy. Teza, w gruncie rzeczy protestancka, głosząca, iż życie wiarą jest tak bogate, że nie potrzebuje ono religijności, a nawet poprzez religijność jest ono wypaczane, jest z gruntu błędna. Wiara potrzebuje ram religijności i nie zwalnia ona z naturalnego obowiązku oddawania Bogu szacunku.

Życie zakonne poprzez swoją określoną strukturę i swoje praktyki religijne wyraża zatem religijność, czyli oddawanie Bogu należnej czci, i to publicznie. Zakonnicy żyją w odrębnej od świata wspólnocie, stosują się do prawa zakonnego, zachowują obserwancje zakonne. Noszą czasem habit zakonny, zachowują klauzurę. Osoby żyjące w instytutach świeckich też są zobowiązane do spełniania aktów religijności i też potrzebują do tego jakichś form, ale dokonują oni tego nie poprzez widzialną z zewnątrz formę życia, tylko poprzez takie same przejawy religijności, jakie wyrażają niekonsekrowane osoby świeckie.

Kapłaństwo a życie konsekrowane

Niektórzy mężczyźni, będący czy to w instytutach świeckich czy będący zakonnikami, są także kapłanami. Kapłaństwo ministerialne jest udziałem w jedynym kapłaństwie Chrystusa, nie tylko dla własnego życia duchowego, in persona sua, jak w przypadku każdego ochrzczonego, ale także w imieniu Chrystusa, in persona Christi. Kapłan jest trwale utożsamiony z Chrystusem, poprzez udział w Jego trzech munera, w misji kapłańskiej, prorockiej i królewskiej Chrystusa. Kapłan składa ofiarę w imieniu Chrystusa, udziela sakramentów, głosi, nie swoje nauczanie, ale nauczanie Chrystusa oraz gromadzi lud Boży przy ołtarzu.

Jaką rolę w kapłaństwie spełnia więc życie konsekrowane w przypadku kapłana, który nie jest księdzem diecezjalnym, tylko jest zakonnikiem czy członkiem instytutu świeckiego? Skoro kapłaństwo jest obiektywnym udziałem w misji Syna Bożego, posłanego na świat przez Ojca niebieskiego, kapłaństwo, w jakimś sensie jest dla ludu Bożego. Natomiast życie konsekrowane jest dla Boga, i tylko dla Boga. Oznacza to, że kapłan zakonnik przeżywa w sobie dwa kierunki, jeden ku Bogu, wzmocniony jego życiem konsekrowanym i drugi, ku ludowi. Musi on więc czuwać, aby jego posługa wobec ludu, nie angażowała go tak, aby zapominał on o prymacie relacji do Boga. Pomagają mu w tym bracia zakonni, członkowie jego wspólnoty, którzy nie są kapłanami, ponieważ przypominają mu oni swoim bytem o prymacie życia konsekrowanego, również w ramach zakonnego kapłaństwa.

Kościół szczególnie ceni ten dodatkowy wymiar duchowy, jaki wynika z życia konsekrowanego u kapłanów, którzy wiodą życie konsekrowane. Dlatego w niektórych językach do kapłanów diecezjalnych mówi się „Księże!”, a do kapłanów konsekrowanych mówi się „Ojcze!”, co wyraża oczekiwanie wiernych, iż życie duchowe kapłanów konsekrowanych tak się rozwinie, że dorosną oni do ojcostwa duchowego.

Zachowanie hierarchii ważności

Pamiętając o tych rozróżnieniach, trzeba ciągle pamiętać o prymacie życia teologalnego. Przede wszystkim trzeba żyć wiarą, nadzieją i miłością, kierując z miłości wiarę ku Bogu. Najważniejsze zatem jest zadbanie o jakość życia teologalnego. Jest to sprawa ważniejsza niż zadbanie o cnoty moralne. Błędne jest rozumowanie, że najpierw trzeba zwalczyć w sobie nieład moralny, a dopiero potem będzie można pomarzyć o jakimś obcowaniu z Bogiem. O więzi z Bogiem trzeba zadbać od razu, nawet, jeżeli w psychice i w etosie jawią się ciągle niedobre skłonności i zdarzają się bolesne upadki. Jedynie poprzez otwarcie się na Boga przez żywą wiarę, wierzący grzesznik znajdzie boską a nieludzką moc, która z czasem mu pomoże wygrzebać się z grzechu.

Następnie, życie ślubami w ramach życia konsekrowanego, poprzez które podejmuje się rady ewangeliczne, należy przeżywać wewnątrz życia teologalnego. To zjednoczenie z Bogiem poprzez wiarę i miłość są racją i sensem życia konsekrowanego. Życie konsekrowane wzmacnia więź z Bogiem. Trud życia życiem konsekrowanym przypomina czasem o konieczności świadomego opierania się na Bogu. Opór cielesności i psychiki, które niekiedy buntują się przeciwko ślubom posłuszeństwa, czystości i ubóstwa przypomina naocznie, że bez opierania się na łasce nie zrealizuje się autentycznie złożonych ślubów oraz przypomina, że zostały one złożone Bogu z miłości, i to tej miłości, która wyrasta z wiary. Bez odważnego trzymania się Boga wiarą i miłością, życie konsekrowane nie ma sensu. I w miarę postępu życia, gdy spełnianie złożonych ślubów okazuje się trudniejsze niż się ono wydawało w momencie składania tychże ślubów, konsekrowany odkrywa, iż musi ciągle pogłębiać swoją więź z Bogiem. Wiara przestaje wtedy być jedynie deklaracją, w której akceptuje się za prawdziwe objawione Słowo. Wiara staje się opieraniem się na Bogu, który nadal jest i pozostaje tajemniczy. Wiara staje się kroczeniem do przodu, ku Chrystusowi, na drodze czasem najeżonej trudnościami, na drodze, która zdaje się być niepewna, właśnie, dlatego, że jest ona tak tajemnicza. Wiara ponawiana staje się codziennym opieraniem się na tym jednym i jedynym mocnym fundamencie, jakim jest chodzenie po wodzie! Kto zasmakował opierania się wyłącznie na Bogu, ma odwagę przy Bogu trwać, do Niego zmierzać, na Niego tylko liczyć i o prymat Boga w swoim życiu zawalczyć.

Jeśli wiedzie się życie konsekrowane w ramach życia zakonnego, to trzeba stale pamiętać, że pogłębiana wiara przemienia od wewnątrz religijność i wszystkie obyczaje zakonne oraz nadaje im żywotny sens. Nie ilość czy też tradycyjność pobożnych praktyk jest istotna, ale duch, w jakim one są spełniane. Chrześcijanin oddaje Bogu cześć przede wszystkim poprzez osobistą relację z Bogiem. I ona jest ważniejsza od różnych zwyczajowych form religijności. „Z czym stanę przed Jahwe i pokłonię się Bogu wysokiemu? Czy stanę przed Nim z ofiarą całopalną, z cielętami rocznymi? Czy Jahwe się zadowoli tysiącami baranów, dziesiątkami tysięcy potoków oliwy?… Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre. I czego żąda Jahwe od ciebie, jeśli nie pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości i pokornego obcowania z Bogiem twoim?” (Mi 6, 6-8).

Życie zakonne ma swoje obyczaje, swoje tradycje pobożności, swoje zwyczajowe pacierze, swoje zakonne obserwancje, ale one nie są najważniejsze, i nie należy je traktować na sposób sakralny. Trzeba czuwać, aby one rzeczywiście służyły rozwojowi życia duchowego, aby się przyczyniały do pogłębiania wiary, nakierowanej przez miłość ku Bogu, aby one nie męczyły swoją ilością i może już nieadekwatnością, aby one przypadkiem nie przesłaniały wiary. Trzeba czasem się przyjrzeć jak te obyczaje mieszczą się wśród pozostałych pokarmów dla wiary oraz na ile one rzeczywiście służą tym, którzy się zaprawiają w coraz głębszym obcowaniu z Bogiem. Dlatego te obyczaje i tradycje mogą czasem być zmieniane, oczywiście, nie na sposób zbuntowany, rewolucyjny, ale poprzez właściwe instancje zakonne. Natomiast w formacji zakonnej, więcej uwagi trzeba kłaść na życie teologalne i życie konsekrowane niż na zewnętrzne zachowywanie zwyczajowych form religijności i obserwancji zakonnych. Gdy się o tym zapomni i nada się przesadne znaczenie obserwancjom zakonnym, a niewystarczająco zadba się o życie duchowe, to może się okazać, że formacja nie będzie formacją, tylko formatowaniem, czymś w rodzaju tresury, narzucaniem zewnętrznych ram i prawnie wymaganych obyczajów przy niedorozwoju czy niedokarmieniu życia teologalnego, czyli obcowania z żywym Bogiem.

Podsumowując zatem, w życiu kapłanów zakonników trzeba czuwać nad prymatem życia konsekrowanego w ramach posługi kapłańskiej. Natomiast w życiu zakonnym, męskim i żeńskim, trzeba czuwać nad prymatem życia konsekrowanego w ramach życia zakonnego, z jego obyczajami, obserwancjami i sposobami wspólnotowego życia. W życiu zaś konsekrowanym, każdym, zakonnym czy świeckim, trzeba czuwać nad jakością życia teologalnego, wiary, uformowanej przez miłość, kierującej ku Bogu, ponieważ ta więź z Bogiem nadająca sens zachowywaniu ślubów posłuszeństwa, czystości i ubóstwa, otwiera na ożywczą dynamikę łaski.

Niedorozwój życia wiarą w życiu konsekrowanym

Życie konsekrowane jest szczególnie cenione w Kościele, przede wszystkim, dlatego, że przypomina ono o prymacie Boga. Poprzez życie ślubami wzmacnia się więź z Bogiem. Służy ono rozwojowi wiary, skierowanej z miłości ku Bogu. Nieraz w dziejach Kościoła zdarzały się jakieś formy zahamowania wiary, i życie konsekrowane przypominało wtedy o wadze i głębi obcowania wprost z Bogiem. Widzimy to, od samych początków zorganizowanego życia konsekrowanego. Gdy starożytne imperium rzymskie stało się chrześcijańskie, wielu chrześcijanom wydawało się, że cel już został osiągnięty. Cesarz był chrześcijaninem, państwo deklarowało, iż uznaje wartości chrześcijańskie, prześladowania się skończyły, a więc cel Kościoła został osiągnięty. Wówczas w proteście przeciwko takiemu uproszczonemu rozumowaniu, na Zachodzie, św. Augustyn napisał swoje De civitate Dei, a w na Wschodzie pustelnicy udali się na pustynię, aby głębiej żyć z Bogiem. Pokazali oni przez to, że w gruncie rzeczy nie doczesny sukces polityczny chrześcijan jest najważniejszy, tylko prawdziwa więź z Bogiem poprzez wiarę, która otwiera na moc samego Boga.

Życie konsekrowane, wskazujące na to, co jest w centrum życia Kościoła uwalnia wiarę od ideologicznych manipulacji. Jest ono dla Kościoła znakiem, iż można swoje życie oprzeć na Bogu, i to całe życie, a więc nie tylko chwilę młodzieńczego zauroczenia, tylko całe życie, aż do śmierci, i nie tylko jakiś uboczny wymiar tego życia, ale wszystko to, co się na nie składa. Jest ono znakiem wskazującym, iż łaska nie jest jakimś mitem, jakąś poetycką mrzonką, ale jest rzeczywistością, nadprzyrodzoną, i realną, wyzwalającą prawdziwe, konsekwentne ludzkie decyzje.

Życie konsekrowane nie może dopuścić do tego, by wiara pozostała niedorozwinięta, czy też by została spłycona, zbanalizowana, i faktycznie zignorowana. Gdy tak się będzie działo, to z czasem życie konsekrowane zacznie się sypać. Cnota wiary jest darem łaski zapodmiotowanym we władzach duchowych człowieka, a więc przede wszystkim w intelekcie oraz po części w woli. Wiara nie dokonuje amputacji władz duchowych, ponieważ we wierze one nadal zachowują swoją godność, naturalną funkcję oraz zdolność, ale poprzez życie teologalne intelekt i wola są wyprowadzone dalej ku życiodajnej tajemnicy, która będzie miała swój dalszy ciąg w wizji uszczęśliwiającej w niebie. Oznacza to, że wewnątrz życia wiarą jest miejsce dla myślenia, dla decydowania, dla autentycznego kierowania swym życiem osobistym i moralnym, oraz dla zespolenia razem uczuć, wrażliwości, zdolności do wolnego wyboru oraz kultury intelektualnej w jedną, spójną, powiązaną z wiarą syntezę. Czuwanie nad rozwojem wiary oraz karmienie jej poważnym pokarmem z czasem wpływa na wyrobienie moralnego charakteru, czyli zdolności do pełnych inwencji reakcji na postrzegane osobiście wyzwania, oraz także przekłada się na dojrzałą chrześcijańską kulturę. Wobec Boga trzeba pielęgnować dziecięcą, ufną wiarę, ale wobec życia ze wszystkimi jego wyzwaniami, trzeba być osobą dorosłą, odpowiedzialną. I dojrzale, na sposób dorosły trzeba czuwać nad tym, aby dziecięca wiara wobec Boga była karmiona, i aby ona się rozwijała oraz wpływała na całe życie. Wysiłek intelektualny włożony w poznawanie dorobku wielkich świętych, doktorów Kościoła jest potrzebny, gdy się jest osobą wykształconą i się wiedzie życie konsekrowane, i to nie, po to, aby mieć materiał do głoszenia innym, ale dla siebie, dla wyrobienia osobistej wewnętrznej syntezy, która będzie życie konsekrowane niosła.

Niewłaściwe zatem jest redukowanie wiary jedynie do poziomu przeżyciowego. Jest w życiu religijnym miejsce dla przeżyć religijnych, radosnych i czasem smutnych, indywidualnych i zbiorowych, właściwych dla okresu młodzieńczego i także w życiu dorosłym, ale wiara nie może się do tego sprowadzać. Teza, głosząca, iż wiara to jest sprawa tylko uczuć, uczuć religijnych, których nie należy ranić, ale ciągle tylko uczuć, jest jakimś potwornym spłaszczeniem wiary. Wiara to przede wszystkim sprawa nie uczuć, ale przekonań, z których wynikają konsekwentne i odpowiedzialne działania. Zdarzają się czasem duszpasterze, którzy utożsamiają wiarę z radosnym nastrojem, który można w ramach różnych happeningów wyczarować, a gdy przychodzi moment poważnego myślenia, ci sami duszpasterze niekiedy uważają, iż dyskurs należy przeprowadzać przede wszystkim poza wiarą, na gruncie tylko filozofii, sicut Deus non esset – jak gdyby Boga nie było! A więc wiara jest utożsamiana z sentymentalnymi, emocjonalnymi przeżyciami, a rozum pozostaje na poziomie autonomicznym, funkcjonując nawet i sceptycznie, poza wiarą. Takie podejście powoduje wewnętrzny rozziew pomiędzy niekiedy podniecającymi zbiorowymi wyrazami religijności i faktycznym życiem. Nie rozwija ono życia intelektualnego wewnątrz wiary, nie tworzy kultury chrześcijańskiej i nie rozwija ono osobistej odpowiedzialnej kultury czynu wewnątrz wiary.

Gdyby tego typu podejście miało zapanować w życiu konsekrowanym, wiara byłaby wtedy potraktowana jedynie jako chwilowe, uczuciowe wzruszenia. Natomiast zabrakłoby wtedy świadomego, dojrzałego rozwijania życia teologalnego oraz świadomego karmienia go pokarmem, który by był na poziomie intelektualnym odpowiadającym wykształceniu człowieka. Spojrzenie wiary, jeśli ma być dojrzałe, musi ono także przekładać się na kulturę, musi wpływać na poglądy na temat Boga, Kościoła, świata, człowieka, jego biologii, historii, psychologii, jego życia społecznego i ekonomicznego, itd. Oraz zabrakłoby wtedy odwagi do życia na sposób odpowiedzialny, po ludzku dojrzały, w ramach wiary. Niedorozwój czy wręcz deficyt życia wiary przekłada się na poważne zranienia życia konsekrowanego czy też życia zakonnego.

U jednych to się może przejawiać w przesadnym akcentowaniu życia intelektualnego, które nieco kpi z wiary. Wiara jest wtedy traktowana jako potrzebne być może przeżycie emocjonalne dla maluczkich, ale człowiek wykształcony, delektujący się własnymi osiągnięciami intelektualnymi i pomysłami preferuje towarzystwo intelektualistów a nie prostych wiernych. Taki człowiek karmi swoje myślenie przede wszystkim uczoną strawą formułowaną i rozwijaną, całkowicie poza wiarą, i niekiedy przesiewa prawdy wiary poprzez kryteria pochodzące spoza wiary, kryteria, które jemu wydają się jedynie intelektualnie godne do przyjęcia. Pogłębianie takiej wiedzy nie integruje wówczas życia intelektualnego wokół tajemnic wiary, tylko coraz bardziej od wiary odpycha. Czasem bywa to tłumaczone sobie rzekomo duszpasterską troską, a więc chęcią poznania tego, co tam ludzie poza wiarą myślą, ale jeżeli przy tym brak wysiłku gruntownego zapoznania się z poważną syntezą intelektualną skonstruowaną na bazie objawionej i przyjętej wiarą tajemnicy, i jeżeli brak oceniania własnego życia w świetle tegoż najważniejszego kryterium, jakim jest ta objawiona Boża tajemnica, to takie życie wiary, oraz powołanie bardzo szybko zaczną się chwiać.

U innych deficyt życia teologalnego może się przejawiać w ciągłym narcystycznym egocentryzmie, w szukaniu miłej atmosfery dla siebie, szukaniu sposobów realizacji siebie oraz zapewnienia sobie zadowolenia z życia. A jeśli to samozadowolenie ciągle będzie niewystarczające, to pojawi się szukanie jakiś pomocnych kierunków psychologii, jakiś psychoterapii, czy też szczególnych sportów mających zapewnić dobrego samopoczucie, a w sumie koncentrujących na sobie. W takim podejściu zapomina się, że szczęście przychodzi, gdy się ma coraz więcej problemów, i to coraz wyższego rzędu, i gdy się je z wiarą podejmuje. Koncentracja na sobie, na własnym samopoczuciu na swoich doznaniach i swoich tylko pomysłach nie może dać ostatecznego błogosławieństwa i z czasem nudzi i siebie i innych.

U jeszcze innych deficyt życia teologalnego może przejawiać się w ucieczce w ideologiczne manipulacje wiary, w imię jakiś doczesnych celów. Najczęściej, u ludzi wykształconych jest to ucieczka w politykę. Wiara jest wtedy ciągle mieszana i nawet utożsamiania z określonym aktualnym stanowiskiem politycznym, skutkiem, czego ludzie się dzielą, kłócą, na siebie obrażają, i z czasem odkrywają, że to nie miłość Chrystusowa ich zgromadziła razem, a jedynie pokrewne poglądy na tematy doczesne.

Jeszcze inni, ci, którzy nie mają ani szerszych zainteresowań naukowych, ani poglądów politycznych i którzy jakoś ze swego życia nie są niezadowoleni, a jeśli są, to nie odważają się wobec siebie do tego przyznać, gdy nie rozwijają oni w sobie życia teologalnego i nie dbają o jakość faktycznego obcowania z Bogiem, uciekają oni wtedy w pustą, fasadową religijność. W życiu zakonnym taka ucieczka może się zdarzyć. Traktuje się wtedy odziedziczone praktyki religijne jako niezmienny bagaż, który trzeba, choćby i mechanicznie i bezdusznie, spełnić. Posługę duszpasterską traktuje się jako mechaniczną pracę, którą trzeba, choćby i taśmowo, wykonać. Przejawy życia wspólnotowego oraz dochodzenie do decyzji we wspólnocie traktuje się jako działanie pozorowane, a właściwe zainteresowania, decyzje i więzi ludzkie są gdzieś indziej. Takie mechaniczne, bezduszne, bezkrytyczne, bezdyskusyjne życie zakonne może trwać latami. Jedni znajdują w tym jakąś dla siebie zadowalającą pozycję, a inni psychicznie się degenerują trwając w ludzkiej niedojrzałości. Wiara wtedy nie jest czynnikiem, który rozwija myślenie, rozszerza horyzonty i pobudza ku większej ofiarności i ludzkiej dojrzałości. Nie jest mobilizacją sił ludzkich dla dobra Kościoła. Wiara wtedy gaśnie przykryta niekiedy męczącą religijnością i pustym życiem zakonnym.

Typowym ucieczkom przed dojrzałym życiem wiary, również w ramach życia konsekrowanego, warto się przyjrzeć, po to, by podjąć trud wyzwalania się od nich. Dopiero, gdy wiara będzie się wyzwalała z zahamowań i ograniczeń, gdy będzie się stawała coraz bardziej czysta, gdy coraz bardziej będzie ona zasadniczą osią życia, zapewni ona otwartość na całą ożywczą moc łaski Bożej. Jedynie ciągła otwartość na ciągle nową dynamikę łaski Ducha Świętego zapewni duchową owocność życiu, dostarczy błogosławieństwa, i przy okazji, przyczyni się do nowej ewangelizacji!