8. Przybyło W. ASC, Trynitarny wymiar życia konsekrowanego

W jaki sposób nasze doświadczenie wiary osób konsekrowanych jest darem dla nowej ewangelizacji? Co my, jako osoby konsekrowane, możemy dać Kościołowi w roku wiary i w czasach nowej ewangelizacji?

Jedną z odpowiedzi może być zaproponowany temat: ukazać pełniej trynitarny wymiar życia konsekrowanego. Jest to zachęta wypływająca z Vita consecrata, adhortacji Jana Pawła II, która zaczyna się słowami: „Życie konsekrowane głęboko zakorzenione w przykładzie życia i nauczaniu Chrystusa Pana, jest darem Boga Ojca udzielonym Jego Kościołowi za sprawą Ducha Świętego” (VC 1). To wyraźne podkreślenie trynitarnego wymiaru życia konsekrowanego na samym początku dokumentu kieruje nas ku stwierdzeniu, że jest to temat aktualny w obecnym czasie historii.

Pragnę podzielić się z wami tym tematem bardziej od strony przeżycia duchowego, doświadczenia miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego w życiu osoby konsekrowanej, pamiętając, że duchowość to przeżyta teologia dogmatyczna. Zainteresowanych pogłębieniem tego tematu odsyłam do książki o. Jacka Zdrzałka CSsR, Trójca Święta źródłem życia zakonnego.

Każde powołanie jest trynitarne

Bóg powołuje z miłości

Wiara prowadzi nas do punktu fundamentalnego i podstaw powołania do życia konsekrowanego. Ono nie dokonuje się, bo osoba chce i pragnie realizować jakąś formę życia w Kościele. Nie dokonuje się, ponieważ osoba pragnie swoje życie poświęcić dla służby ludziom biednym, potrzebującym, żyjącym na marginesie życia, dzieciom, czy kobietom. U początku powołania nie jest pragnienie służenia Kościołowi przez naukę czy budowę monumentalnych świątyń.

Istnienie każdego człowieka jest owocem miłości Boga Ojca. Człowiek przychodzi na świat, bo w Bogu Ojcu rodzi się pragnienie powołania człowieka z niebytu do życia. Zanim człowiek przychodzi na świat istnieje wcześniej w odwiecznym pragnieniu Boga. Fundamentem, podstawą, inicjacją powołania jest wola Boga Ojca. Wolą Boga Ojca człowiek jest chciany i zamierzony. Człowiek w pragnieniu Ojca jest taki, jakiego On chce. Pragnienie Ojca jest konkretne i niektóre osoby powołuje do specjalnych zadań, jak uczy Słowo Boże: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię” (Jer 1, 5a). „Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię” (Iz 49, 1b). „Teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę” (Iz 49, 5a). „Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją…” (Ga 1, 15).

W pragnieniu Ojca człowiek jest zrodzony nie tylko jako osoba, ale również jako osoba z konkretnym powołaniem. Niektórych Bóg powołuje obdarowując ich szczególnym darem (LG 8). Są poświęceni (consecratur) do bycia z Nim i służby dla Niego (LG 9). W tajemnicy tego powołania kryje się miłość Ojca do konkretnej osoby. Osoba umiłowana przez Ojca odwieczną miłością zostaje wybrana do realizacji swojego istnienia na drodze powołania do życia konsekrowanego.

Świadomość i doświadczenie tego daru budzi w osobie wdzięczność i zachwyt. Świadoma daru życia i powołania jako miłości otrzymanej, staje się zdolna do dawania życia i miłowania na wzór miłości Boga Ojca, bezinteresownie. Bowiem zrozumienie i uświadomienie sobie darmowości, wzbudza gotowość do dzielenia się darem otrzymanym. Miłość staje się sensem życia osoby konsekrowanej.

Doświadczenie daru jest ważne w procesie rozeznawania i pogłębiania motywacji do życia konsekrowanego. Niektóre osoby konsekrowane nie mają doświadczenia miłości Boga Ojca. Trudności wielokrotnie wynikają z zaburzonego obrazu własnego ojca. Doświadczenie przemocy, nieobecność fizyczna albo psychiczna ojca rodziny, bardzo często prowadzi do braku relacji z Bogiem Ojcem. Osoby proszące o przyjęcie do instytutów zakonnych odwołują się częściej do naśladowania Jezusa, odkrycia darów Ducha Świętego (zwłaszcza osoby z ruchów charyzmatycznych). Bardzo rzadko werbalizują swoje doświadczenie duchowe, jako doświadczenie miłości Boga Ojca. Brakuje odniesienia do odwiecznej miłości Boga Ojca, w której zostali powołani bez żadnych warunków wstępnych. Pominięcie tego doświadczenia i brak zwrócenia uwagi w procesie formacji sprawia, że powołanie do życia konsekrowanego jest budowane na piasku. Przychodzi powódź i potoki wezbrane uderzają w powołanie, ono się wali, bo jest zbudowane bez solidnego fundamentu (por. Łk 6, 47-49). Życie ludzkie, a tym bardziej życie konsekrowane bez odniesienia do relacji z Bogiem, który jest Miłością, wcześniej, czy później, traci swoje znaczenie.

Przełożony, przełożona (na początku są to osoby odpowiedzialne za formację początkową), są osobami, które mają ogromną rolę w pomocy osobom powołanym do życia konsekrowanego. O miłości Ojca nie wystarczy czytać w podręcznikach teologii. Miłość, której się nie doświadczyło, jest martwą literą na papierze. Jeżeli osoba wstępująca do instytutu nie ma osobistego doświadczenia miłości Boga, jest z rodziny, w której obecność ojca była problematyczna, a w procesie formacji początkowej napotka wymagającego i „zimnego” (wymagającą i „zimną”) przełożonego, jej dom powołania do życia konsekrowanego będzie budowany na piasku, który wcześniej czy później runie.

Bóg, który daje życie i powołanie do szczególnej z Nim zażyłości jest pierwszym Ojcem, który wychowuje. (Wychowanie, edukacja, od łac. educare, znaczy wydobywanie na zewnątrz) To znaczy, że wydobywa z serca człowieka to, co On sam tam umieścił. Wychowawca – formator, przełożony, jest pomocnikiem Boga Ojca, staje się ojcem nie przez tytuł, ale przez to, że pomaga wychowankowi wydobyć miłość zaszczepioną w nim przez Boga Ojca.

Tutaj jest uzasadnienie dla przedłużonej formacji początkowej, zwłaszcza w prenowicjacie. Osoba, która idzie prawie od razu do nowicjatu i tam uczy się o naśladowaniu Jezusa przez profesję rad ewangelicznych oraz o charyzmacie, jako darze Ducha Świętego, buduje powołanie bez odniesienia do miłości Boga Ojca. Czym będzie dzielić się osoba konsekrowana, która nie doświadczyła i nie zna miłości Boga Ojca? Zbiorem reguł moralnych i przepisów? Istnieje niebezpieczeństwo, że będzie żyła poprawnym życiem religijnym, a nie pogłębioną wiarą.

Powołany naśladuje Syna

Miłość Boga najpełniej wyraziła się w Osobie Syna. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Syn jest tym, który pokazuje nam Ojca. „Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy»” (J 14, 8). „Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca?” Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?” (J 14, 9).

Nikt nie może nas lepiej wprowadzić w miłość Ojca, jak Jego Syn. Syn zostaje posłany, abyśmy my ludzie mogli odnaleźć drogę do Ojca i doświadczyć Jego miłości. Ojca odnajdziemy spotykając Syna Bożego. Osobiste spotkanie Jezusa w życiu osoby konsekrowanej owocuje usłyszeniem wezwania do pójścia za Nim i naśladowania Go. My, jako osoby konsekrowane, to wezwanie do naśladowania i pozostania z Jezusem odczuwamy w sposób specyficzny. Możemy opowiedzieć osobistą historię spotkania Jezusa, która w jakiś sposób splata się z ewangelicznymi historiami uczniów Jezusa. (Każdy z nas ma swoją świętą historię). Jest to historia pierwszej miłości, miłości, która czyni osobę konsekrowaną mocną, odważną i daje śmiałość w życiu i posłudze (por. RdC 22).

Wartość doświadczenia miłości Jezusa w wezwaniu do naśladowania Go jest jak iskra, która rozpala ogień. Jest to ogień miłości, który oczyszcza, przemienia i ogrzewa. Daje nową jakość życia osobie. Konsekrowany w osobistym spotkaniu z Jezusem może odkryć i na nowo odbudować swoje poczucie wartości. Jest zdolny do pokonania trudności, które spotyka na drodze życia konsekrowanego. Uwalnia się od powinnościowego stylu życia. To oznacza, że nie „musi” się modlić, nie „musi” się dobrze zachowywać. Osoba pragnie jak najgłębiej wchodzić w relację na modlitwie, pragnie wypełniać zobowiązania, które przyrzekła. Jej najgłębszym pragnieniem jest utożsamić się z Jezusem przyjmując Jego dążenia i sposób życia (por. VC 25).

Jednym z większych cierpień, jakie doświadczają osoby konsekrowane jest niska samoocena, brak poczucia własnej wartości. Kapłani są krytykowani, siostry zakonne prowadząc wiele dzieł, często sobie z nimi nie radzą, niektóre są przepracowane. Wielokrotnie dzieła, na które miały, można by powiedzieć, monopol osoby zakonne, teraz prowadzone lepiej są przez świeckich, stowarzyszenia katolickie, np. zakłady opieki, czy szkoły. To wszystko sprawia poczucie zagubienia, bezużyteczności.

Wezwanie do naśladowania Jezusa jest przede wszystkim wezwaniem do bycia z Ojcem na wzór Jezusa. To odczucie i usłyszenie, jak Ojciec mówi do mnie: Ty jesteś moim umiłowanym Synem, jesteś moją umiłowaną córką, w którym znalazłem moje upodobanie (por. Mt 3, 17). Oznacza to przyjęcie osobowej miłości z całym wewnętrznym przeświadczeniem, że niczym się na nią nie zasługuje. Jest to tak wielki dar, że można doświadczyć własnej niegodności i małości, wołając „Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym” (Łk 5, 8).

Pierwszym i podstawowym wymiarem naśladowania Jezusa jest przeżycie uczuć Syna. To oznacza powtórzenie w swoim życiu życia Jezusa, kochania miłością Jezusa, bo On pierwszy „do końca nas umiłował” (por. J 13, 1). Miłość na wzór Jezusa czyni osobę konsekrowaną zdolną do podjęcia i wypełnienia misji, której szczytem jest oddanie życia z miłości. Powołany staje się zdolny do uczynienia ze swojego życia daru. Czuje się posłany do świata, aby swoim życiem ukazywać piękno życia Jezusa i Jego miłości do Ojca.

Właściwie rozumienie formacji polega na tym, że przyjmuje się, iż życie konsekrowane jest nigdy nie kończącą się formacją, «uczestnictwem w dziele Ojca, który za pośrednictwem Ducha kształtuje w sercach (…) myśli i uczucia Syna» (VC, 66; por. RdC, 15). Przemiana uczuć w uczucia Jezusa owocuje konkretnym działaniem. Jest byciem przy drugim człowieku z sercem Jezusa. Oznacza pójście tam, gdzie inni pójść nie chcą, pomoc tam, gdzie inni już nie chcą pomagać, stanięcie przy człowieku, którego wszyscy opuścili. Owocuje służbą ubogim, uciśnionym, ludziom z marginesu. Ale nie tylko, miłość Jezusa dosięga każdego człowieka. Uczucia Jezusa są również przy bogatych materialnie, ustawionych życiowo, wiodących dostatni tryb życia. Konsekrowany patrzy na wszystkich sercem Jezusa, dlatego nie odrzuca nikogo. Jest przy Magdalenie i Zacheuszu, przy Piotrze i Judaszu, Łazarzu i Nikodemie. Jest dyspozycyjny każdego dnia, aby przekazywać światu miłość Ojca, tak jak czynił to Syn.

Naśladowanie Syna Bożego nie może być podjęte, jako postawa egoistyczna, by siebie postawić ponad innymi, którzy nie są zdolni do takiego sposobu życia. Celem naśladowania jest uczynienie ze swojego życia daru, tak jak Syn stał się darem Ojca dla ludzi. Szczytem naśladowania Jezusa jest zdolność do oddania życia z miłości. Pójście za Jezusem jest zgodą na przyjęcie krzyża. Ta decyzja może być tylko motywowana miłością. Na wzór Syna Bożego, osoba konsekrowana przyjmuje życie od Ojca i traci je z miłości do tych, których Ojciec jej powierzył. Ta postawa wyklucza wszelkie cierpiętnictwo, jest natomiast najdoskonalszym stopniem miłości.

Miłość swój szczególny wyraz znajduje w Eucharystii. W niej osoba konsekrowana zjednoczona z Jezusem staje się darem ofiarnym, połamanym chlebem złożonym na ofiarę Ojcu dla życia świata. Symbol łamanego chleba jest symbolem trudnej wierności. Wierność w pójściu za Jezusem nie jest łatwa. Wymaga gotowości do „połamania siebie” i dania innym, nie samorealizacji, ale bycia do dyspozycji i bycia „dla”.

W naszych instytutach spotykamy osoby, które nie mają za sobą doświadczenia osobistego spotkania z Jezusem, jako ważnego i decydującego momentu o przyjęciu zaproszenia do naśladowania. Mogą czuć się wezwane do wykonywania dzieł, budowania kościołów, pracy na misjach, poświęcenia dla innych, troski o biednych, bo tak czynił Jezus. Czują się pociągnięte przez przykład osób, wspólnot… Wtedy może się okazać, że osoba Jezusa jest przysłonięta przez działanie, inną osobę, przez pragnienie wspólnoty. Konsekrowany wówczas może czynić wiele pięknych dzieł, ale tak naprawdę czyni je bardziej dla siebie, niż dla Jezusa. Doświadczając trudności osobistych, albo trudności zewnętrznych nie będzie zdolny do nadania im sensu, jeżeli nie spotka się osobiście z Jezusem, a przede wszystkim nie doświadczy zaproszenia bardziej do relacji niż do działania. Właśnie w czasach, kiedy świat podkreśla znaczenie wydajności, osoba konsekrowana jest powołana, aby świadczyć o znaczeniu osobistego spotkania, i „tracenia czasu”, aby być w bliskiej relacji.

Radykalną odpowiedzią na zaproszenie Syna do naśladowania, są śluby zakonne. Dziewictwo, ubóstwo i posłuszeństwo to sposób kochania Jezusa i upodobnienia do Niego. Ten, kto spotkał Syna, idzie za Nim, chce być taki jak On, całkowicie oddany Ojcu i Jego planowi zbawienia świata. W ślubach istotną rolę odgrywa wybór, który zakłada całkowitość oddania. Naśladować Jezusa nie można tylko w jakiejś sferze życia. Tylko odpowiedź całkowita i pełna umożliwia upodobnienie do Jezusa w miłości. Jej rezultatem jest radość. Pełnia oddania sprawia bowiem, że osoba konsekrowana czuje się spełniona, nie potrzebuje dodatkowych potwierdzeń i jest szczęśliwa.

Powołany jest umocniony Duchem Świętym

Uznanie Jezusa za Pana swojego życia, naśladowanie Jego sposobu życia i oddania się Ojcu jest związane ze „szczególnym darem Ducha Świętego”, aby osoba konsekrowana mogła odpowiedzieć na otrzymane powołanie. To za sprawą Ducha Świętego osoba może zachwycić się pięknem tego powołania. Dzięki Duchowi może usłyszeć osobiste wezwanie do pójścia za Synem, aby będąc z Nim oddawać chwałę Ojcu. Jak Jeremiasz może wołać: „Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” (Jr 20, 7). Już od samego początku pojawienia się myśli o naśladowaniu Syna jest obecny Duch Święty. On daje natchnienie osobie, by podjęła tę konkretną drogę życia. To On sprawia, że osoba staje się zdolna przyjąć powołanie i dać odpowiedź. Duch kształtuje powołanie w osobie, czyni ją zdolną do stopniowego upodobniania się do Syna (por. VC 19).

Dar Ducha nie jest głosem, który zniewala i przymusza osobę do realizowania swojego życia w ten konkretny sposób. To wołanie jest delikatne, uwzględniające wolność daną w odpowiedzi. Odpowiedzieć wielkodusznie na ten dar znaczy być wdzięcznym. Osoba odczuwa bowiem, że sama z siebie nie może niczym zasłużyć, aby należeć do wspólnoty Jezusa oddającej chwałę Ojcu. Wdzięczność pomaga osobie otworzyć przestrzeń swojego serca na działanie Ducha i zaangażować się w proces wzrastania w miłości, czyli w proces formacji nie tylko początkowej, ale również formacji ciągłej, przyjmując również pośrednictwa ludzkie.

Duch Święty jest Pocieszycielem, Tym, który jest posłany, aby pozostał z nami na zawsze. Będąc z osobą konsekrowaną staje się jej przyjacielem, zazdrosnym o Jezusa i Jego powołanych. Uczy jak przyjąć i zrealizować dar. W ten sposób Duch Święty staje się animatorem powołaniowym, towarzyszy w drodze, aby pomóc w osiągnięciu celu. Jest tym, który kształtuje ikonę Jezusa w sercu ucznia. Duch Święty towarzyszy też osobie w rozpoznaniu prawdy o sobie samej. On prowadzi ją do poznania własnej tożsamości i pomaga jej ukształtować tożsamość, która najlepiej odtwarza „boski wzór” (In verbo Tuo…, s. 40).

Bez uwzględnienia daru Ducha niemożliwa byłaby realizacja powołania i przyjęcie daru życia konsekrowanego, jako własnej misji. Dlatego każda posługa spełniana przez osobę konsekrowaną jest pełniona na mocy szczególnego daru Ducha Świętego. W innym przypadku należałoby powiedzieć o realizacji darów naturalnych.

W dzisiejszych czasach ze względu na malejąca liczbę powołań w naszym rejonie świata, towarzyszy nam pokusa wyprzedzenia Ducha Świętego, albo nauczenia Go, w jaki sposób powinien działać w sercach ludzkich. Jednak musimy pamiętać, że nie możemy powołania odczytywać tylko i wyłącznie w ludzkich wymiarach. (Gdy zauważamy wyraźny spadek liczby powołań w Europie i w Ameryce Północnej, to następuje wzrost w Azji i Afryce.) Całe duszpasterstwo powołań powinno być skierowane ku temu, aby rozeznawać, co Duch czyni w sercu człowieka, ku czemu go pociąga. Podstawowym warunkiem, aby rozeznać działanie Boże w ludzkim sercu, jest bycie człowiekiem duchowym. Dlatego podstawą każdego duszpasterstwa powołań jest wezwanie do nawrócenia i wewnętrznego odrodzenia, aby prymat życia w Duchu postawić na pierwszym miejscu (In verbo Tuo…, s. 40). W innym wypadku będzie to handel powołaniowy, a nie duszpasterstwo powołań.

Wielu wysiłkom powołaniowym towarzyszy bezpłodność, bo brakuje im dogłębnego słuchania Ducha. Wołanie o prymat życia duchowego jest wielkim wołaniem do osób konsekrowanych o nawrócenie i świadectwo świętości. Trzeba pozwolić, aby Duch Święty prowadził każdego i każdą z nas tak, aby życie według Ducha pociągało innych do naśladowania. Postawienie życia duchowego na pierwszym miejscu jest wymaganiem wielokrotnie powtarzanym w ostatnich dokumentach dotyczących życia konsekrowanego (por.VC 93; RdC 20; In verbo Tuo…, s. 41).

To za sprawą Ducha stajemy się zdolni usłyszeć wołanie Jezusa do radykalnego pójścia za Nim. To Duch Święty czyni nas synami w Synu Jezusie. To Duch uświadamiając nam nasze synostwo pozwala nam wołać „Abba Ojcze”. Zjednoczeni z Synem, ożywieni Duchem i skierowani całkowicie ku Ojcu stajemy się świadkami zdolnymi ewangelizować na nowo, bo z nowym doświadczeniem duchowym (por. RdC 20).

Nowe życie w Duchu Świętym

My, jako osoby konsekrowane możemy włączyć się w dzieło nowej ewangelizacji dzięki odnowionemu doświadczeniu duchowemu, ożywionemu mocą Ducha Świętego. To doświadczenie jest obecne w każdej rodzinie zakonnej od początku. Zrodziliśmy się w pragnieniu Ojca, zrealizowaliśmy się dzięki twórczemu impulsowi Ducha Świętego, który odczytali nasi założyciele i założycielki, towarzyszymy Jezusowi tam, gdzie nas Duch poprowadzi.

Chcę zwrócić uwagę na doświadczenie duchowe. Ono jest obecne bardzo mocno na samym początku naszych wspólnot zakonnych. Otwarcie na doświadczenie Ducha stało się inspiracją dla wielkodusznej odpowiedzi tych, którzy odczytali ją jako pierwsi. Obojętnie, czy były to pojedyncze osoby, czy grupy osób. To doświadczenie Ducha było tak mocne, świeże i twórcze, że pozwoliło pokonać wiele trudności i sytuacji, po ludzku wręcz niemożliwych do przezwyciężenia, aby zaowocować nie tyle nową strukturą w ramach Kościoła, co przede wszystkim nowym sposobem życia razem z Jezusem dla wypełniania Jego posłannictwa na ziemi tak, jak chce tego Ojciec. Struktura, reguły, konstytucje, tradycje… są późniejsze.

Powrót do tej inspiracji Ducha jest warunkiem, że świeżość, autentyczność i twórczość początków, nadal będzie aktualna. Osoba konsekrowana stanie się zdolna do odpowiedzi na natchnienia Ducha i odczytania Jego twórczej inspiracji w obecnym czasie historii. Prowadzona przez Ducha odkrywa miłość Boga, słucha jego Słowa i pozwala wciąż na nowo wcielać się Jezusowi w życie świata poprzez jej posługę, jakakolwiek ta posługa jest (por. RdC 20).

Odkrycie starego, ale jakże nowego tchnienia Ducha, jest możliwe dzięki położeniu akcentu na życie według Ducha. Oznacza ono powrót do duchowości początków, czyli nowe zrozumienie darowanego charyzmatu, które zaowocuje nowym zrywem duchowym. Odczytanie i przyjęcie na nowo daru Ducha początków ma moc do wzbudzenia także dzisiaj tej samej siły Ducha w sposób konkretny, bo przynoszący takie same, a może i większe, jak na początku owoce. Przykładem mogą być niektóre rodziny zakonne, np. Siostry Matki Bożej Miłosierdzia ze św. Faustyną, kapucyni ze św. o. Pio, franciszkanie ze św. o. Maksymilianem. Nie zawsze nowe życie w Duchu wymaga założenia nowego zgromadzenia w Kościele, jak było w przypadku Matki Teresy. Często osoby żyjące obok nas, odczytują natchnienia Ducha, działającego nadal w Zgromadzeniu, i idą za nim rozpoczynając nowe życie w Duchu. Oni nie zmieniali charyzmatu, oni, dzięki otwarciu na Ducha, na nowo odczytali miłość Ojca i w konkrecie codziennego życia, uwarunkowań kulturowych i historycznych, towarzyszą Jezusowi tam, gdzie ich prowadzi. Otwarcie na Ducha daje im zdolność docierania do duchowego wnętrza innych ludzi. Także dzisiaj, w naszym kraju, mamy do czynienia z osobami konsekrowanymi, które odkrywając ducha początków, dają się prowadzić Duchowi i czynią większe dzieła niż założyciele ich zgromadzeń. Wystarczy dobrze się przyjrzeć i zobaczyć owoce, które objawiają się w prowadzeniu wielu do osobistego spotkania z Jezusem i przebaczającą miłością Ojca. Ku temu jest ukierunkowana trynitarna realizacja powołania: osoba konsekrowana ma pozwolić Duchowi, by pouczał ją, jak uzdolnić ludzi do przyjęcia miłości Ojca i życia w zjednoczeniu z Jezusem, by jak On wypełniać wolę Ojca.

Trzeba nam na pierwszym miejscu postawić życie duchowe. Musimy pozwolić prowadzić się Duchowi, aby odkryć, dokąd On nas dzisiaj prowadzi (por. VC 93). Jest to wezwanie radykalne. Wymaga, aby zacząć od postawienia na codzienny, osobisty kontakt z Panem, który w Słowie Bożym ukazuje swoją miłość i odkrywa wolę. Głęboka relacja z Panem daje moc do życia w głębokich relacjach we wspólnocie, by razem służyć człowiekowi i być świadkami miłości Pana do jego ludu (por. RdC 20).

Nowe wspólnoty

Nowe życie w Duchu przynosi owoce najpierw w samej osobie konsekrowanej, w jej pogłębionej relacji z Jezusem, by przyjąć miłość Ojca i żyć na Jego chwałę. Zawsze prowadzi do odnowienia wspólnoty. Nic nie ukazuje bardziej tajemnicy Trójcy Świętej, jak świadectwo życia wspólnoty. Moc Ducha początków, zanim przybierała konkretne struktury i była opisana w regułach, owocowała wspólnotą uczniów i uczennic Pana, zamieszkujących razem, by dar Ducha był bardziej widoczny dla świata.

Wspólnota życia konsekrowanego jest powołana, aby odzwierciedlać życie Boga Trójjedynego. Jedność we wspólnocie na wzór Trójcy nie jest tylko odczuwaniem, taką emocjonalną bliskością, że znika indywidualność. To właśnie im bardziej indywidualni członkowie wspólnoty złączeni przez dar Ducha, zgromadzeni wokół Jezusa, oddają chwałę Bogu, tym bardziej cała wspólnota jest podobna do swojego pierwowzoru, jakim jest Trójca Święta. We wspólnocie realizujemy naszą jedność z Jezusem. On jest centrum naszych wspólnot, jest bratem w każdym współbracie i współsiostrze. Dlatego brat i siostra to sakrament Chrystusa i możliwość spotkania Boga w Duchu miłości (por. VC 51).

Wydaje się jednak, że chociaż żyjemy w jednym domu, wspólnie się modlimy, śpiewamy i pracujemy, to w rzeczywistości wiele osób konsekrowanych żyje na własny rachunek; sami organizują swoje najważniejsze sprawy, a potem udają się po potwierdzenie (nie pozwolenie) do przełożonych. Dbają o własne, prywatne interesy, o swoją prywatną duchowość i ostatecznie modlą się do „swego” Boga, którego stworzyli sobie na swój prywatny obraz i użytek. Często są to osoby bardzo religijne. Jednak nie pozwolili się prowadzić Duchowi i dotknąć miłości Ojca, usłyszeć, że są to oni są umiłowanymi dziećmi, a nie dzieła, które wykonują. Ciągle zarabiają modlitwami na miłość, zapominając, że już są kochani.

Czy można wyobrazić sobie czas, kiedy osoby konsekrowane i wspólnoty, które tworzą będą rzeczywiście świadectwem tego, do czego zostały powołane: wspólnotami mocnymi Duchem, zgromadzonymi wokół Jezusa, wyrażającymi piękno bycia razem w imię Boga?

Myślę, że tak. Jeżeli pozwolą się prowadzić Duchowi Świętemu odkrywając, co Bóg mówi do nich w swoim Słowie(por. RdC 20). Osoby tworzące takie wspólnoty są się zdolne do przyjęcia i zmagania się ze swoimi słabościami, bo są pewne miłości. Przyjmują cierpienie od współbrata i współsiostry, bo nauczyli się udzielać przebaczenia, gdyż wcześniej sami go doświadczyli. Chętnie dzielą się swoim życiem duchowym, bo sami bogacą się słuchając duchowych doświadczeń współbraci i współsióstr. Droga do Boga, na której wspierani mocą Ducha, stopniowo przemieniają swoje uczucia w uczucia Syna, jest najważniejszą i najbardziej decydującą rzeczywistością ich życia.

Jakie doświadczenie wiary, my osoby konsekrowane możemy dać Kościołowi? Klimat duchowy, którym żyją poszczególne osoby konsekrowane i całe wspólnoty. Nic bardziej nie pomnaża liczby, jak świadectwo tych, którzy żyją wiernie, w zgodzie łamiąc chleb i modląc się wspólnie (Por. Dz 2, 42 – 47).

Na koniec chcę zacytować modlitwę bł. Elżbiety od Trójcy Świętej, karmelitanki bosej, która umarła w wieku 26 lat. Jej życie, jako osoby konsekrowanej było przykładem oblubieńczej relacji z Trójcą Świętą. Nie pisała traktatów, myślę, że ich nawet nie znała, doświadczyła miłości Ojca, Syna i Ducha, żyła zjednoczona z tą miłością, nazywając ją „moi Trzej”, a siebie „uwielbieniem Jego majestatu” (por. Ef 1, 12).

Boże mój, Trójco, którą uwielbiam,

pomóż mi zapomnieć o sobie samej,

abym mogła zamieszkać w Tobie,

nieporuszona,

spokojna – tak, jakby moja dusza była już w wieczności.

Oby nic nie zmąciło mego pokoju,

ani nie wyprowadziło mnie z Ciebie,

o mój Niezmienny,

ale niech każda chwila unosi mnie coraz dalej,

w głębie Twego Misterium!

Uspokój duszę moją.

Uczyń ją swym niebem,

swoim mieszkaniem umiłowanym

i miejscem swego spoczynku.

Niech nigdy nie zostawię Cię tam samego,

ale niech trwam tam całą sobą,

cała – czuwając przebudzona w wierze,

cała – adorując (wielbiąc),

cała – poddana Twemu twórczemu działaniu.