Celestyn Napiórkowski OFMConv
MARYJA WZOREM WIARY. KONFERENCJA DLA MISJONARZY I REKOLEKCJONISTÓW ZAKONNYCH
Dni skupienia misjonarzy ludowych, Kraków – Warszawa, styczeń 1988 r. Materiały Komisji ds. Duszpasterstwa KWPZM, rok 1988.
Pełną zaufania propozycję o. Jury, by mówić do misjonarzy na temat: „Maryja wzorem wiary” przyjąłem odruchem niecierpliwej samoobrony: „Nie wchodzi w rachubę. Przecież swój kalendarz dokładnie już porozdawałem”. Napisałem odmowny list, ale, swoim zwyczajem, nie wysłałem, by się odleżał. Natychmiast spadły rozterki. Jakiś duch chodził za mną i nie dawał spokoju: „Weź łaskawie pod uwagę, że chodzi o siewców, którzy często wychodzą siać. Ich zjazd to szansa siania w ich sianie, czyli sianie do potęgi. Jeśli ty, otrzymawszy piękną łaskę pracy w mariologii, nie znajdujesz czasu na słowo o Maryi do siewców Słowa, siejącym wyjątkowo obficie, również o Matce Słowa, to jeszcze dzisiaj składaj rezygnację z pracy w Katedrze Mariologii”. Pod listem do o. Jury dopisałem, że jednak „Tak!”.
Temat można – oczywiście – rozwijać wszelako. Biorąc pod uwagę profesję Słuchaczy, główne wypowiedzi nauczycielskiego urzędu Kościoła naszych czasów, a również własne zawodowe pasje tematyczne, organizuję niniejszą wypowiedź w sposób następujący: najpierw przypomnę naukę Vaticanum II, „Marialis cultus” i „Redemptoris Mater”/1/, następnie przedłożę w czterech punktach trochę teologicznych komentarzy: na czym polega autentyczna duchowość maryjna /2/, wzór Maryi a wzór Chrystusa /3/, Maryja wzorem wiary, a nie wzorem religii /4/, wreszcie – o potrzebie równowagi między hasłem „Przez Maryję do Chrystusa” a hasłem „Przez Chrystusa do Maryi” /5/.
- Podstawowe teksty nauczycielskiego urzędu Kościoła od de Beata do Redemptoris Mater na temat Maryi jako wzoru wiary
By nie mnożyć słów ponad to, co konieczne, niech wystarczą trzy koronne wypowiedzi: Sobór, Marialis cultus/adhortacja Pawła VI z 1974 r./ oraz encyklika Jana Pawła II Redemptoris Mater.
Sobór w LG VII i VIII za św. Ambrożym /Expos. Lc. II,7 PL 15, 1555/ przyjął teologiczną kategorię typu Kościoła i odniósł ją do Matki Bożej. Maryja jest typem, czyli pierwowzorem Kościoła /LG 63/. Natychmiast sobór wyjaśnił, co przede wszystkim rozumie przez ten nie bardzo spopularyzowany wówczas tytuł maryjny: Maryja jest typem Kościoła, tzn. jest obrazem i wzorem wiary, nadziei i miłości, doskonałego zjednoczenia z Chrystusem, macierzyństwa i dziewictwa, posłuszeństwa i szukania we wszystkim woli Bożej, a także zaangażowania się w apostolską działalność Kościoła i wzorem duchowego macierzyństwa /LG 63-65/.
Co Sobór napisał w koniecznej zwięzłości słowa, rozwinął papież Paweł VI w „Marialis cultus”. Mocniej niż Sobór podkreślił znaczenie maryjnej wzorczości. Uczynił to zarówno ogólnie, jak schodząc do szczegółów.
Ogólnie postawił tezę o podstawowym znaczeniu naśladowania Maryi. Naśladowanie /actuosa imitatio/ Matki Pana zaliczył do istotnych elementów kultu maryjnego /MC 22/. Stwierdził, że Maryja jako „pierwsza i najdoskonalsza Uczennica Chrystusa” posiada „powszechną i trwałą wartość wzoru” /MC 35/. Jest przecież „doskonałą chrześcijanką” i „najwspanialszym przykładem życia ewangelicznego” /MC 36/. Chrześcijanin, który poszukuje wzorca autentycznej pobożności chrześcijańskiej, niech patrzy na Maryję. Bóg bowiem postawił Ją przed nami jako „wzór ducha pobożności” /MC 16/ i jako „nauczycielkę” dla wszystkich chrześcijan /MC 21/.
Schodząc do szczegółów Autor „Marialis cultus” wskazał bardzo konkretnie, co w Maryi można i trzeba naśladować: najpierw samą i całą Jej pobożność, czy może lepiej – typ pobożności tej najdoskonalszej i pierwszej chrześcijanki. Co najsilniej uderza w Jej pobożności, to pełna łączność z Chrystusem, wewnętrzna dyspozycja na Boga i na Jego świętą wolę /MC 16/, przekształcenie całego swego życia na jeden doskonały wyraz kultu Boga /MC 21/, pełne poddanie się woli Bożej /MC 21 i 36/, wrażliwość na działanie Ducha Świętego i doskonała uległość jego działaniu /MC 26/, biblijność, czyli zasłuchanie się w Słowo Boże, by czynić je lampą swojej drogi i normą pobożności /MC 30/; następnie uderza w Maryi oblubieńcza wierność Chrystusowi, rozmodlenie i macierzyńska służba życiu. Okazuje się, że te szczegóły raczej nie są szczegółami, ale zasadniczym ukierunkowaniem pierwszej chrześcijanki. Niech Jej pobożni czciciele nie szukają szczegółowych sytuacji, w których mogliby powtarzać Jej zachowania, ale niech jak Ona całkowicie otworzą się na Boga, na Ducha Świętego, całkowicie oddadzą się Jezusowi Chrystusowi i świętej Jego sprawie w ewangelizacji oraz apostolstwie, niech Słowo Boże uczynią codziennym Chlebem swojej pobożności …, niech kobiety zauważą, iż wielkość Maryi leży w Jej macierzyństwie i w przyjęciu daru dziecka.
Niewątpliwie Autor „Marialis cultus” ukazuje wiarę Maryi w jej egzystencjalnym, wszystko obejmującym wymiarze, nie kładzie jednak akcentu na samą nazwę „wiara”. Owszem, stwierdza, że „Kościół uważa Ją /tzn. Maryję/ za najlepszy znak i wzór wiary, miłości i pełnej łączności z Chrystusem” /MC 16 – za LG 62/, nie organizuje jednak swojego wykładu, ani nawet jakiejś znaczniejszej jego części wokół idei wzorczości Maryi we wierze. Uczyni to dopiero Jan Paweł II w Redemptoris Mater. Ta niezwykle obszerna encyklika niemal jedną piątą tekstu poświęca wprost i bezpośrednio tematowi wiary Maryi przedkładanej chrześcijanom do kontemplacji, refleksji oraz naśladowania. Chodzi przede wszystkim o drugi punkt pierwszej części zatytułowany „Błogosławiona, która uwierzyła”.
Rozważając słowa Elżbiety „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła /Łk 1,45/, papież twierdzi, że:
- są to kluczowe słowa pozdrowienia Elżbiety skierowane do Matki Pana;
- wypowiadają one „zasadniczą prawdę o Maryi, która stała się rzeczywiście obecna w tajemnic Chrystusa właśnie przez to, że „uwierzyła” /RM 12/;
- według nich – Maryja cała powierzyła się Bogu, doskonale współdziałała z łaską, odpowiedziała „Tak” całą sobą; „Przez wiarę bezwzględnie powierzyła siebie Bogu, a zarazem całkowicie poświęciła samą siebie, jako służebnicę Pańską, osobie i dziełu swego Syna” /RM 13/;
- możemy mówić o abrahamicznej wierze, a więc przypisywać wierze Maryi jakiegoś olbrzymiego znaczenia funkcję historiozbawczą: „W zbawczej ekonomii Objawienia Bożego wiara Abrahama stanowi Początek Starego Przymierza; wiara Maryi przy zwiastowaniu daje początek Przymierzu Nowemu” /RM 14/; żaden z papieży tak wyraźnie i tak mocno nie wypowiedział się o abrahamicznym znaczeniu wiary Matki Pana;
- Jak u Abrahama, tak u Maryi, wiara to nie tylko przyjęcie za prawdę objawienia Bożego, ale to również „zawierzenie siebie”, a więc wiara w pojęciu biblijnym, a nie scholastycznym; zawierzyła siebie, jak Abraham, wbrew nadziei /Rz 4,18/ i, jak Abraham, szła drogą wiary, chociaż nie rozumiała, „w półcieniu wiary” /RM 14 i 37/ oraz w ciemnej nocy wiary /RM 17 – wyraźnie wzięte ze św. Jana od Krzyża /Droga na Górę Karmel, II, rozdz. 3,4-6//;
- maryjne itinerarium wiary niosło ze sobą trudne próby, a pod krzyżem swoistą kenozę wiary /RM 18/;
- wiara – jak wskazuje ewangelia nawiedzenia – otwiera Matkę Pana na skwapliwe służenie potrzebującym; wyrażenie papieża stanie się terminem technicznym komentatorów „Magnificat”; zdaniem Jana Pawła II bije z pieśni „opcja na rzecz ubogich” – wyraźnie przejęte z latynoamerykańskiej teologii wyzwolenia, która w „Magnificat” dostrzega taką przede wszystkim opcję /RM 37/;
- wiara czyni Maryję świadkiem Chrystusa i pierwszym świadkiem wiary /RM 37/.
Historia nie zna drugiego dokumentu Kościoła, który by tak zasadniczo i programowo pisał ikonę Maryi jako wzoru wiary. Żaden sobór i nikt z papieży nie skierował do Kościoła tak żarliwego apelu o zapatrzenie się w Maryję wierzącą, o zachwycenie się przykładem wiary pierwszej Chrześcijanki, by wierzyć, jak Ona.
Należy przy tym wykluczyć zawężone, tradycyjno-podręcznikowe czy ascetyczne rozumienie wiary jako akceptacji Bożego orędzia. Jan Paweł II przejął biblijne rozumienie wiary. Według niego wiara to cała postawa człowieka wobec Boga: intelektualna, wolitywna i emocjonalna, powiedzielibyśmy – integralna, personalistyczna i egzystencjalna; nauka wiary i życie z wiary. Naśladować zatem wiarę Maryi znaczy po prostu naśladować Maryję, żyć jak Ona, żyć „po maryjnemu” /RM 48/.
W tym kontekście pojawia się w encyklice pojęcie autentycznej duchowości maryjnej. Przystańmy tutaj na chwilę. Nauczyciele duchowości maryjnej, stając przed numerem 48, pochylają się nad wyjątkowo interesującym znaleziskiem mariologicznym.
- Autentyczna duchowość maryjna
Przyzwyczailiśmy się do określonego języka. Kiedy np. mówimy o pobożności maryjnej, spontanicznie myślimy o nabożeństwie DO MARYI; oczekujemy informacji o tym, jak ktoś modlił się do Maryi, jakie stosował praktyki na Jej cześć, jaki przywilej Matki Pana specjalnie wyróżniał itd. Przez „duchowość maryjną” rozumie się na ogół jakieś szczególne skoncentrowanie się na Maryi, życie myślą o Niej, oddaniem się Jej, zaufaniem Jej opiece itd. Podobnie, kiedy mówimy o kimś, że był /czy jest/ wielkim czcicielem Maryi – pragniemy podkreślić jego szczególne, nabożeństwo DO MARYI. Okazuje się jednak, iż może istnieć i istnieje inaczej rozumiana „duchowość maryjna” czy po prostu „maryjność”. Można i należy mówić o duchowości maryjnej wtedy, gdy chrześcijanin stara się kształtować swoją duchowość na duchowości Maryi, kiedy swoją drogę wytycza według drogi Maryi, własne myślenie ustawia zgodnie z myśleniem Maryi, swoje odniesienie do Ojca, Słowa Wcielonego oraz Bożego Ducha upodabnia do odniesień stwierdzanych i podziwianych u Maryi. „Duchowość maryjna” w tym drugim znaczeniu to po prostu duchowość Maryi, którą usiłujemy sobie przyswoić. Chodzi więc o duchowość NA WZÓR MARYI. Obok pobożności DO MARYI staje zatem pobożność NA WZÓR MARYI, czy JAK MARYJA. Obok pobożności maryjnej dwuliterowej /DO/ istnieje pobożność maryjna trzyliterowa /JAK/. Obie należą do wielkiej tradycji chrześcijańskiej. Kiedy jednak patrzy się w historię chrześcijańskiej duchowości, bez trudu stwierdza się, że pobożność DO Maryi płynie przez historię jak olbrzymia rzeka, podczas gdy maryjna pobożność JAK – przypomina mały strumyk. Maryjność naśladowania to sierotka Marysia w porównaniu z maryjnością błagania. Człowiek woli otrzymywać niż wysilać się w naśladowaniu, woli prosić o powodzenie w życiu niż naśladować Maryję w losie ubogich Jahwe. Woli oczekiwać pomocy od Matki Nieustającej Pomocy niż jak Maryja spieszyć z nieustającą pomocą. Woli wyciągać ręce do Wspomożenia wiernych niż wspierać tych, którzy ręce wyciągają. Woli od Maryi ulgę w cierpieniu niż cierpienie z Maryją i na wzór Maryi. Woli szukać pocieszenia niż pocieszać. Jeśli słyszy, że Maryja, na pewno pocieszy, chrześcijanin łatwo daje się przekonać i po pociechę spieszy.
Nie sprowadzą tłumów czcicieli takie nabożeństwa, w czasie których tłumaczy się, że maryjność to zerwanie z grzechem, zapominanie o sobie, by myśleć o drugich, poświęcanie się i służba, życie według Ewangelii i apostolskie zaangażowanie, całkowite poświęcenie się Chrystusowi i Jego dziełu w Kościele, cierpienie z cierpiącymi, przede wszystkim z cierpiącym Chrystusem i płacz z plączącymi …
Maryjność JAK, NA WZÓR Maryi, stanowczo mniej pociąga. Nie jest tak atrakcyjna. A przecież nie ma autentycznej maryjności bez tych trzech czy sześciu liter: JAK, NA WZÓR … Taka jest nauka „Redemptoris Mater”. Jan Paweł II jasno tłumaczy, co to jest autentyczna „duchowość maryjna” – musi w niej być życie z wiary: „W takim to kontekście Rok Maryjny winien by posłużyć do ponownego i pogłębionego odczytania również tego, co Sobór powiedział o Bogarodzicy Dziewicy obecnej w tajemnicy Chrystusa i Kościoła, a czego przypomnieniu mają służyć rozważania zawarte w niniejszej Encyklice. Chodzi zaś tutaj nie tylko o samą naukę wiary, ale także o życie z wiary – w tym wypadku więc o autentyczną „duchowość maryjną” w świetle całej Tradycji, a w szczególności o taką duchowość, do jakiej wzywa sobór”/Sobór Watykański II, Konst. dogm. o Kościele, Lumen gentium, 66–67/, /RM 48/.
Duchowość maryjna zatem to życie z wiary; gdy nie ma życia z wiary, może być dewocja maryjna, swego rodzaju pobożność maryjna w sensie DO MARYI, ale nie ma autentycznej duchowości maryjnej.
Nie porzucajmy tej myśli. Pozostańmy przy sprawie wzorczości Maryi.
- Wzór Maryi a wzór Chrystusa
W „Marialis cultus” Ojciec święty przypomina, że „Chrystus jest jedyną drogą, która doprowadza do Ojca /por. J 14,4-11/. Chrystus jest najwyższym wzorem, na którego podobieństwo uczeń powinien kształtować swoje postępowanie /por. J 13,15/, tak mianowicie, by odczuwał w sobie to, co jest w Nim /por. Fil 2,15/, żył Jego życiem i posiadał Jego Ducha /por. Gal 2,20; Rz 8,10-11/. Kościół zawsze tego nauczał i dlatego należy się strzec, by w działalności duszpasterskiej nie odchodzić od tej nauki” /MC 56/. Św. Bonawentura, zafascynowany ideą Chrystusa, naszego Nauczyciela, Drogi i Wzoru, napisał dla swoich braci franciszkanów dziełko pt. „Chrystus jeden nauczyciel wszystkich – Christus unus omnium Magister” – skomentował słowa Mt 23,10: „Jeden jest nauczyciel wasz, Chrystus”. Kaznodzieje i Ojcowie duchowni nie zapomną tego abecadła: chrześcijanin to człowiek, który uwierzył w Chrystusa, zawierzył Chrystusowi, zakochał się w Chrystusie, zapatrzył się w Chrystusa, zauroczył się Chrystusem, idzie za Chrystusem, słucha Chrystusa, żyje w Chrystusie i na sposób Chrystusa, tego Chrystusa, który stał się sercem światłem jego oczu, ogniskową i zwornikiem jego pobożności, krótko – wszystkim we wszystkim.
W jednym jednak Chrystus nie jest wzorem, dla chrześcijanina, nie jest, ponieważ być nie może, mianowicie Chrystus nie jest wzorem stosunku do Chrystusa. Kiedy chrześcijanin pyta, co znaczy zawierzyć Chrystusowi, kochać Go i Mu służyć … nie znajdzie odpowiedzi w przykładzie Chrystusa. Znajdzie odpowiedź w Jego słowie, ale nie w Jego przykładzie. A przecież to niesłychanie ważna sprawa mieć przed oczyma Kogoś, kto najwłaściwiej zbudował wszelkie swoje odniesienia do Chrystusa. W tym miejscu wzór Matki Pana jest absolutnie niezastąpiony, jedyny, niepowtarzalny, najdoskonalszy, przy tym aktualny dla wszystkich stuleci. W Maryi otrzymaliśmy wzór wiary w Chrystusa, którego nie znajdujemy w Chrystusie.
Co przede wszystkim jaśnieje w tym wzorze? Nietrudno wskazać: – całkowite i bezwarunkowe zawierzenie Chrystusowi, czy – jak ktoś woli – całkowite oddanie się Chrystusowi – w Jego życiu historycznym i w Jego życiu w Kościele, czyli oddanie się Chrystusowi historycznemu i mistycznemu. Służebnica Pańska była całkowicie dla Niego. Od wieków dla Niego przewidziana i wybrana, podczas Jego ziemskiej pielgrzymki żyjąca całkowicie dla Niego. Jak absolutnie nikt z ludzi Maryja miała prawo powtarzać „Cała Twoja jestem, i wszystko moje jest Twoje, o, Jezu – Tota tua!”.
Decydując się na temat „Maryja wzorem wiary”, nie możemy uciec od faktu maryjnej koncentracji na Chrystusie. Teilhard de Chardin mówił o zwijaniu się całego kosmosu wokół kosmicznego Chrystusa. Myśli, uczucia, wiara, nadzieja i miłość Maryi, cała Jej ludzka egzystencja, „zwijają się” wokół Chrystusa = absolutnego Centrum. Teilhardowska kosmiczna koncentracja wokół Chrystusa to hipoteza urzekająca pięknem i rozległością horyzontów, ale tylko hipoteza; Maryjna zaś koncentracja na Chrystusie to prawda Ewangelii, nieogłoszony dogmat /nie ogłoszony, ponieważ zbyt ewidentny, by potrzebował dogmatyzacji/, dla chrześcijan powszechnie dostępny i zobowiązujący wzór.
Przejdźmy do czwartego punktu zamyślenia nad Maryją wzorem wiary.
- Maryja wzorem wiary, a nie wzorem religii
Coraz powszechniej przyjmuje się dzisiaj zaproponowane przez Karla Bartha rozróżnienie między wiarą a religią. Powtarza się, że chrześcijaństwo nie jest religią, ale wiarą, „Wiarą”, ponieważ przychodzi z góry jako Boży dar, który przyjmujemy; nie „religią”, bowiem religie wyrastają z wysiłku człowieka, by pochwycić i zawłaszczyć bóstwo oraz zbawienie, Religię wymyśla człowiek, wiarę daje Bóg. Buddyzm jest religią, islam jest religią, ale chrześcijaństwo jest czymś radykalnie większym, ponieważ jest wiarą. Chrześcijanie w sposób niezmordowany usiłują przekształcić chrześcijaństwo z wiary w religię: konsekwentnie wymyślają i proponują różne, przez ludzi wymyślane techniki zbawienia, co owocuje w ewidentnym przeroście rytualizmu i pobożnych praktyk, które mają zapewnić zbawienie; do własnych działań zbawczo asekuracyjnych przywiązują stanowczo większą wagę niż one na to zasługują. Kaznodzieja chrześcijański ma przepowiadać wiarę, a więc Słowo Boże, a nie ludzkie pomysły, Objawienie Boże, a nie objawienia ludzkie, niezwykłości Boże, a nie niezwykłości ludzkie, mimo że szare szeregi chrześcijan wykazują zdumiewający głód takich ludzkich, religijnych niezwykłości; ma przepowiadać Boga i Boga-Człowieka, a nie człowieka; jeśli mówi o człowieku, czyni to w taki sposób, by ujawniać w nim wspaniałość Boga, Jego zdumiewające dzieła, a również Jego Słowo do człowieka i o człowieku.
Ponieważ główną treścią chrześcijańskiego Objawienia jest Bóg objawiony i przychodzący w Jezusie Chrystusie, chrześcijańskie przepowiadanie kaznodzieja wypełni Jezusem Chrystusem, a wszystko inne będzie uwzględniał o tyle, o ile mieści się i wiąże z tym radykalnym sednem wiary chrześcijańskiej. Słowo Boże odwieczne, Słowo Boże wcielone, Słowo Boże ukrzyżowane i zmartwychwstałe oraz Słowo Boże napisane, czyli Chrystus napisany, Christus scriptus – jak pięknie powiada św. Bonawentura, ma wypełniać słowa chrześcijańskiego kaznodziei, również maryjnego. Zwiastując Chrystusa nie zapomni, bo i jakże! – o Jego niezrównanej Matce. Katecheta, kaznodzieja i teolog mają zwiastować Słowo Boże, głosząc i budząc wiarę, że w Jezusie Chrystusie Bóg zaofiarowuje nam usprawiedliwienie, odpuszczenie grzechów, nadzieję i wszelkie autentyczne dobro. Zachodzi uzasadniona obawa, że tematyka kazań przesuwa się niekiedy, może nawet często, od tego Centrum wiary ku tematom wtórnym, albo nawet spoza Słowa Bożego, spoza Objawienia, co grozi przekształceniem wiary chrześcijańskiej w religię, czy może raczej zafałszowania chrześcijańskiej wiary elementami obcymi, które pochodzą nie od Boga, a od człowieka. Można bez trudu wskazać kazania o Matce Najświętszej, również autorów świętych, w których Chrystus jakoś dziwnie oddala się od chrześcijanina, kryje się niejako gdzieś poza horyzontem, pozostawiając na scenie swoją Matkę; jakżeż często zarówno kazania, jak „pobożne książki” o Matce Najświętszej ukazują Maryję bliższą człowiekowi niż Chrystus; katolicy w Polsce stający pod amboną częściej słyszą o Maryi Pośredniczce, niż o Chrystusie Pośredniku. Trzeba stwierdzić – tak w kazaniach mariologicznych jak w ascetycznej literaturze o Matce Bożej – swego rodzaju monofizytyzm, czy semimonofizytyzm chrystologiczny. W sposób wyraźnie niewystarczający przepowiada się o wciąż aktualnym zbawczym znaczeniu człowieczeństwa Chrystusa, doskonałego i niezawodnego instrumentu zbawienia, człowieczeństwa decydującego o doskonałym pośrednictwie Chrystusa. Maryja zdaje się przejmować czy zastępować zbawczo-pośredniczącą funkcję Chrystusa, a w świadomości chrześcijan zdaje sią bliższa niż Bóg-Człowiek.
- Potrzeba równowagi między zasadą „Przez Maryję do Chrystusa” a zasadą „Przez Chrystusa do Maryi”
Polskie urzeczywistnianie Kościoła, przede wszystkim w ostatnich dziesięcioleciach, dokonuje się programowo „przez Maryję”. Najpierw „Wielka Nowenna”, później peregrynacja kopii obrazu jasnogórskiego, wielokrotnie powtarzane oddawanie się w niewolę Matki Najśw., co z czasem, za kardynałem Wojtyłą, zaczęliśmy nazywać „zawierzeniem”, które to akcje ogarniały różne środowiska, stany, grupy i jednostki administracyjne Kościoła, powtórna peregrynacja, koronacje obrazów Matki Bożej i ich rekoronacje, ożywianie dawnych i tworzenie nowych sanktuariów maryjnych, zakładanie w każdej parafii „Pomocników Matki Kościoła” … Polski model urzeczywistniania Kościoła „per Mariam” … Stanęły za nim wysokie i najwyższe autorytety Kościoła nad Wisłą. Beatyfikacja i kanonizacja ojca Maksymiliana Marii Kolbego jeszcze wyżej podniosły wysoką falę teorii oraz praktyki duszpasterstwa w duchu zasady „Per Mariam ad Christum”. Nieprzekonanym /czy nie w pełni przekonanym do tego modelu teologii, ascetyki i duszpasterstwa/ wskazywano dobre doświadczenia naszego Kościoła /wskazuje się je nadal/: zwycięskie opieranie się Kościoła w Polsce nieustannym, konsekwentnym, chociaż bogatym w asortymencie i zmieniającym metody atakom ze strony antykościoła, uniknięcie dramatycznych wstrząsów w trudnym okresie posoborowej odnowy, wzrastający prestiż w święcie, omijanie tego kraju przez światowy kryzys wiary, aż wreszcie argument zupełnie nieoczekiwany – polski papież, wyraźnie „maryjny” z „Totus tuus” w herbie. Doświadczenia te włączone w argumentację „Po owocach ich poznacie je” posiadają olbrzymią siłę przekonywania. Przywołuje się je nie tylko w apologii samej zasady „Przez Maryję do Chrystusa”, ale również w obronie polskiej interpretacji tej zasady, a polska interpretacja – wszelkie czy niemal wszelkie formy naszej pobożności maryjnej osłania opiekuńczo hasłem „Per Mariam”.
Jeśli niektórzy teologowie, rzadko w dyskusjach, jeszcze rzadziej w drukowanym słowie, przypominają konieczność wyraźniejszego chrystocentryzmu, uspokaja się ich: „Przecież per Mariam ad Christum! Przecież tak naprawdę to nie ma problemu! Nie szukajcie problemów tam, gdzie ich w istocie nie ma, wy, rozszczepiacze teologicznego włosa!”.
Jeśli świeccy czy duchowni na zebraniach i odprawach, zdobywając się na odwagę, zgłaszają pytania, a nawet zastrzeżenia, przypomina się im, jak mało pojętnym dzieciom, wszechmocną teologię, a właściwie jakżeż często już ideologię hasła „Przez Maryję do Chrystusa”.
Z punktu widzenia teologicznego zasada „Per Mariam ad Christum”, niewątpliwie słuszna w określonym znaczeniu, wymaga dopełnienia zasadą „Per Christum ad Mariam”. Co więcej, ta druga zasada – w imię katolickiej i – szerzej – chrześcijańskiej – ortodoksji – musi być zawsze szanowana jako zasada pierwsza, bardziej podstawowa, radykalniej centralna i nieodzowna, analogicznie do tego, jak Jezus Chrystus jest pierwszy, radykalniej w centrum Ewangelii, wiary, moralności, duchowości i pobożności chrześcijańskiej.
W centrum poprawnie ustawionej świadomości chrześcijanina stoi Jezus Chrystus, Odkupiciel, Zbawiciel, Pośrednik, Kapłan, Prorok, Pasterz, Przyjaciel, Nauczyciel, Droga itd. Urzeczywistniać Kościół znaczy siać i zakorzeniać świadomość odkupienia w Chrystusie, bez którego nie ma dla nas ratunku przed grzechem i zatraceniem, nie ma odkupienia i zbawienia, nie ma chrześcijaństwa, nie ma Kościoła i Matki Kościoła. Jezus Chrystus, uosobione Miłosierdzie Ojca, wcielona Miłość, pełnia Objawienia i jedyna szansa ocalenia człowieka, w pełni i doskonale Zbawiciel, niezawodny Pośrednik, najskuteczniejszy Orędownik, wielki Mojżesz wyciągający do Ojca ramiona w nieustannej modlitwie wstawienniczej za braci …, wielki zbawczo Obecny pośród wspólnoty odkupionych, obecny w Słowie, w sakramentalnych znakach, zwłaszcza w świętej Eucharystii, we wspólnocie gromadzącej się w Jego imię, poza którym nie ma zbawienia, i we wszystkich potrzebujących i najmniejszych … Zawsze bliski, bliższy od najbliższych, bliższy nam niż my sami, bliższy niż umiłowani Święci i Najświętsza. Wszyscy bliscy i najbliżsi, w tym święci i Najświętsza, o tyle są nam bliscy, o ile uczestniczą w nieocenionej bliskości Jezusa-Zbawiciela.
Jezus Chrystus wzywa do siebie – bezpośrednio do siebie: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię” /Mt 11,28/. Któż wobec tych słów ośmiela się twierdzić, że iść wprost do Jezusa kryje w sobie zuchwalstwo?! …
Jezus Chrystus z woli Ojca stał się i wciąż pozostaje naszym u Niego Orędownikiem: „Zawsze żyje, żeby się wstawiać za nami” … /Hebr 7,25; por. 9,24/.
Jezus Chrystus odpuszcza nam grzechy i posyła Ducha Świętego do serc naszych, byśmy byli dziećmi Bożymi i mogli wołać z radością w niebo: „Abba, Ojcze!” /Mk 14,36/.
Chrześcijański kaznodzieja pracuje nad indywidualnym i społecznym dojrzewaniem podstawowej świadomości odkupienia i Odkupiciela, uświęcenia i Uświęciciela. Urzeczywistniać Kościół to dzierzgać więzy między odkupionymi i Odkupicielem.
Jezus Chrystus buduje wspólnotę swoich, wyznacza funkcje i rozdziela dary: ten jest Piotrem, tamten Janem, Jan Poprzednikiem, a Szczepan świadkiem. Każdy w Jezusowej wspólnocie ma swoje określone miejsce i zadania. Nikt w tej communio nie został pozostawiony przypadkowi. Również Matka Pana. Kto spogląda w Jezusa Odkupiciela, dostrzeże i Piotra, i Janów, Marię, Martę i Szczepana; zachwyci się też Matką. Wszystkich i wszystko znajdzie na właściwym miejscu, we właściwych poustawiane zależnościach i proporcjach. Świadomość odkupienia i Odkupiciela rodzi świadomość odkupionych i „Odkupionej w sposób doskonalszy”. Dochodzi się do tego wszystkiego „per Christum”, „in Christo” i „cum Christo”. Czy można wskazać właściwszą drogę wchodzenia w głąb chrześcijaństwa, właściwszą zasadę budowania mariologii oraz tzw. pobożności i duchowości maryjnej?
Jan Paweł II trzykrotnie w „Redemptoris Mater” wyjaśnia głęboki sens odnajdywania Maryi poprzez misterium Chrystusa: w numerze 26 pisze: „Kościół więc od pierwszej chwili „patrzył” na Maryję poprzez Jezusa, tak jak „patrzył” na Jezusa przez Maryję”. Rozważając w numerze 27 obecność Maryi w Wieczerniku, przypomniał za LG 65, że „Kościół patrzy na Nią w świetle Słowa, które stało się człowiekiem” i że tak było zawsze, „kiedy bowiem Kościół coraz głębiej wnika w najwyższą tajemnicę Wcielenia, rozmyśla także o Matce Chrystusa …”. W numerze 30 stwierdza Jan Paweł II zasadniczą poznawczą komplementarność obu zasad: „Przez Maryję do Chrystusa” i „Przez Chrystusa do Maryi”. Mówi o „dwóch nierozerwalnych aspektach tej samej tajemnicy zbawienia”. Pisze: „Jeśli tajemnica Słowa Wcielonego pozwala nam dostrzec tajemnicę Boskiego Macierzyństwa, a z kolei kontemplacji Matki Bożej wprowadza w głębokie zrozumienie tajemnicy Wcielenia, to trzeba to samo powiedzieć o tajemnicy Kościoła i o roli Maryi w dziele zbawienia”. Zdaniem Papieża, jedno wyjaśnia drugie.
Czy polskie budowanie Kościoła i pobożności maryjnej wystarczająco liczy się z zasadą „Per Christum et cum Christo, et in Christo”? Przez Jezusa i w Jezusie trzeba rozumieć Boga i obejmować Go ufną, miłującą wiarą, również Kościół i jego dwie zbawiające dłonie: Słowo Boże i Sakramenty. Przez Chrystusa i w Chrystusie należy pojmować życie chrześcijańskie, chrześcijańską duchowość, nasze miejsce i rolę w świecie, a także miejsce i rolę Chrystusowej Matki. Jezus został nam dany jako podstawowe Światło, w którym wszystko się rozjaśnia, nabiera właściwych kształtów, barw i znaczenia.
Tytuł mariologicznego rozdziału Konstytucji dogmatycznej o Kościele Drugiego Soboru Watykańskiego otrzymał sformułowanie „Błogosławiona Dziewica Boża Rodzicielka w Tajemnicy Chrystusa i Kościoła”, a nie „Chrystus i Kościół w Tajemnicy Błogosławionej Maryi Dziewicy Bożej Rodzicielki”.
Kilka lat temu przed setkami młodych katolików w nowej auli KUL stanęła kalwinka z redakcji „Jednoty”. Proszono ją, by mówiła o czci Matki Najświętszej. Pani Barbara odprawiła niejako spowiedź powszechną, wyznając to, co i jak ona czuła i przeżywała w kwestii czci maryjnej. Powiedziała mniej więcej tak /nie jestem w stanie odtworzyć słów, nie zdradzam jednak treści/: „Cóż ja wiem o katolickiej pobożności? Wiem to, co obserwuję, co widzę i słyszę. Nie znam przecież wnętrz polskich pobożnych katolików. Na takiej to dostępnej mi podstawie wydaje mi się, że katolicka Maryja zasiada na tronie i jest olbrzymia. Na jej kolanach, albo obok niej – mały Jezus. Ona zawsze wielka, On zawsze mały. Tymczasem w moim kalwińskim rozumieniu wiary Jezus jest wielki, a Maryja mała. Owszem, były takie czasy, kiedy Jezus był mały, będąc dzieckiem, a Matka Go piastowała na swoich kolanach. Jednak był to epizod, który nie może zdominować świadomości wiary. Nie można na dalszy plan przesuwać paschalnego misterium Chrystusa. Zresztą, nawet wtedy, gdy Jezus był mały, nawet wówczas był wielki, nieporównywalnie większy od Matki …”.
Tak cię piszą, jak cię widzą. Nie przeceniając takiego pisania, trzeba je wszakże brać pod uwagę /umieć słuchać, słuchając człowiek mądrzeje – audiendo fit homo sapiens/.
Nie łatwo mówić na te tematy. Tak łatwo być źle zrozumianym. Tak trudno dźwigać ciężar oskarżenia o atak na cześć Czci Najgodniejszej. Przeciwko pytaniom szybko przywołuje się imiona wielkich zasłużonych, tych w aureoli i tych, jeszcze nie, którzy nie mieli wątpliwości … Dlatego, ryzykując takie refleksje, dobrze jest zasłonić się, choć trochę, uznanymi autorytetami. Niech więc przemówią autorytety.
Podczas Kongresu Mariologicznego w Lublinie /28-30 sierpnia 1986/ wygłoszono 66 referatów i komunikatów. Pod względem klasy teologicznej najlepszy – moim zdaniem – był referat ks. prof. Romualda Raka nt. „Kult eucharystyczny a nabożeństwa maryjne”. Autor odwołał się do ks. prof. Wacława Schenka i do ks. Karola Wojtyły, jeszcze nie papieża, nie kardynała i nie biskupa. Ta wielka trójka – Rak – Schenk – Wojtyła – mają tu coś bardzo ważnego ad rem.
Ks. prof. Rak przypomniał pewien krótki artykuł ks. Karola Wojtyły pt. „Tajemnica Maryi” opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” w 33 numerze z 17 sierpnia 1958 roku, którego to tekstu nie odnotowała bibliografia pism K. Wojtyły sporządzona przez Wydawnictwo „Znak”. Pod artykułem redakcja zamieściła w ramce uwagę, iż autor, ks. Karol Wojtyła, właśnie teraz otrzymał nominację na biskupa sufragana krakowskiego. Otóż autor artykułu „Tajemnica Maryi” pisze wyraźnie dla środowiska „Tygodnikowego”, które raczej zachowywało rezerwę odnośnie do polskiej pobożności maryjnej. Młody ks. Wojtyła żarliwie tłumaczy, że chrześcijanin musi mieć świadomość odkupienia, a w odkupieniu musi zauważyć Maryję i wypowiadać to w swojej pobożności. Ks. prof. Rak zwrócił w Lublinie uwagę na pierwszą przesłankę rozumowania młodego krakowskiego księdza, że mianowicie chrześcijanin to człowiek, który ma /czy raczej powinien mieć/ żywą świadomość odkupienia i Odkupiciela, że ta świadomość winna organizować wiarę, życie i całą chrześcijańską świadomość, że bez tego Chrystusowego centrum i wszechogarniającego misterium Chrystusa Odkupiciela nie ma głębokiego, zdrowego chrześcijaństwa, chociaż mogą być metrykalne zapisy, obrzędy, manifestacje i pobożne praktyki …, że bez tego nawet sakrament pojednania i Komunia święta mogą być zdegradowane do rzędu pobożnych praktyk, którymi ktoś usiłuje przypodobać się Matce Bożej i zjednać sobie Jej względy. Dopiero fundamentalna chrześcijańska świadomość Chrystusa porządkuje religijne prawdy, buduje właściwą hierarchię wartości i pozwala poprawnie oceniać różne pobożne praktyki z obchodami i manifestacjami …
Drugi szczegół z lubelskiego Kongresu wydobyty przez ks. prof. Romualda z przeszłości z myślą o teraźniejszym i przyszłym urzeczywistnianiu Kościoła: Otóż w 1980 czy 1981 roku ks. prof. Wacław Schenk jechał pociągiem do Lublina; w Sędziszowie dosiadł się jakiś kapłan. W rozmowie o pobożności maryjnej ów kapłan zauważył, iż św. Paweł, poza jednym miejscem /Ga 4,4: „Gdy nastała pełnia czasów …”/ w ogóle nie mówi o Maryi i nie zna maryjnej pobożności …, a przecież tak bez trudu mógł więcej napisać. Ks. Schenk zauważył basem, że św. Paweł pracował w warunkach misyjnych: „Spróbuj ty, bracie, pojechać na misje i zacznij mówić o Maryi … Misjonarz musi mówić przede wszystkim o Chrystusie, który dla nas i dla naszego zbawienia umarł i zmartwychwstał …”. Przywołując to na pamięć, śląski i lubelski pastoralista zwrócił uwagę na pogaństwo w Polsce. Przecież Polska potrzebuje misji. W kraju tym mnóstwo ludzi, również katolików, pojęcia nie ma, co znaczy odkupienie, człowiek odkupiony, nowe życie w Chrystusie … Jeśli wierzą, to selektywnie: jedne dogmaty – tak, inne – ależ skąd? Jeśli chodzą do kościoła, to od czasu do czasu, od wielkiego dzwonu. Jeśli uznają hierarchię wartości, to wcale nie ewangeliczną, lecz najwyżej umieszczają „urządzenie się w życiu”. Liczba takich Polaków, zdaniem Profesora, dochodzi do 50% wszystkich ochrzczonych. Pesymista, a może optymista? W takiej sytuacji pobożność typu „Per Mariam ad Christum” z peregrynacjami, z poświęceniami, z Pomocnikami Maryi itd. po prostu to nie wystarcza. Coraz wyraźniej żyjemy w sytuacji misyjnej, w sytuacji wciąż narastających patologii społecznych, w sytuacji zaniku świadomości grzechu i odkupienia. Urzeczywistnianie Kościoła typu „Przez Maryję do Chrystusa” nie wystarcza. Musi przyjść organiczna, zupełnie podstawowa katechizacja narodu, głoszenie grzechu i łaski, zbrodni i kary, absolutnie konieczności metanoi,zwiastowania Chrystusa Ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, nieba i piekła, uświęcenia w prawdzie, którą jest Jezus /„Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą” – J 17,17/, boskich i kościelnych przykazań, porządnego rachunku sumienia /ludzie nie noszą do kościoła książeczek, nie pomagają sobie książeczką przy rachunku sumienia, zatracają świadomość grzechu, wielu grzechów/. Trzeba podjąć może nie syzyfowy trud dopominania się o podstawową uczciwość, słowność, solidność, nieprzekupność … Atrakcyjne, przyciągające Polaków nabożeństwa maryjne niech nie sprowadzają się do dewocji i płytko rozumianego patriotyzmu; można je przecież potraktować jako wdzięczne okazje, kontekst, środowisko i szanse przekazu chrześcijańskiego elementarza, do inicjacji chrześcijańskiej, przez ogromne rzesze Polaków nigdy głęboko nie przeżytej. U kolan Matki, pod Jej spojrzeniem, za Jej przykładem.
Tyle na temat potrzeby komplementarności między zasadą „Per Mariam” i zasadą „Per Christum”. Prudentia pastoralis nie dopuści, oczywiście, do takiego nauczania „Per Christum ad Mariam”, by ktokolwiek zrozumiał, że trzeba modlić się do Chrystusa o wstawiennictwo do Maryi. Jeszcze raz stwierdzamy problem właściwego języka. Na innych miejscach Jan Paweł II dał, być może, bardziej szczęśliwą propozycję językową: „tajemnica człowieka rozjaśnia się w tajemnicy Chrystusa”. Właśnie o to chodzi, że tajemnica Maryi rozjaśnia się w tajemnicy Chrystusa. Najłatwiej odnaleźć zrównoważone słowo o Maryi, oglądając Ją w światłach tajemnicy Syna. Redemptoris Mater iRedemptor Matris wzajemnie przynależą do siebie.
Swego rodzaju karierę robi w Polsce główka Matki Bożej z jasnogórskiej ikony: jedynie główka Matki Bożej, bez Dzieciątka. To jakiś symbol tendencji do rozluźnienia świadomości najściślejszego związku tajemnicy Maryi z Tajemnicą Syna. Trzeba przywrócić Dziecko Matce. Z punktu teologicznego trzeba zaprotestować przeciwko tendencji do autonomizacji Matki Najświętszej.
Zakończenie. Niech nastąpi dialog.
Archiwum KWPZM
