Ks. Zbigniew Pawlak
ŻYCIE MODLITWY A EUCHARYSTIA. KONFERENCJA DO MISJONARZY I REKOLEKCJONISTÓW ZAKONNYCH
Dni skupienia misjonarzy ludowych, Kraków – Warszawa, styczeń 1988 r. Materiały Komisji ds. Duszpasterstwa KWPZM, rok 1988.
Życie modlitwy w perspektywie wiary
Wszystkie nasze rozważania, jakie podejmujemy w tych trzech dniach skupienia, koncentrują się wokół wiary, ściślej – wokół problemu przekazywania wiary.
Czym jest wiara? W swym najgłębszym znaczeniu jest ona egzystencjalnym /nie tylko intelektualnym/ odniesieniem się człowieka do Boga. Obejmuje więc całego człowieka, całe jego życie i wszystkie jego sprawy. Inicjatywa w tym układzie wywodzi się jednak od Boga. On daje początek, bo wzywa człowieka do jedności ze Sobą przez uczestniczenie w Jego życiu. Mówimy dlatego o powołaniu do wiary. Mówimy też, że jest darem – łaską, ponieważ to Boże wezwanie stwarza sytuację, w której możliwy się staje układ z Panem Bogiem, bo On czeka na ludzką odpowiedź. Układ, ten zostaje przez człowieka podjęty, jeśli człowiek Bogu zawierzy i w konsekwencji przyjmie od Boga model życia, jaki Pan Bóg przez Objawienie mu wskazał. Model ten zasadza się na miłości – miłości do Boga i czynnej miłości bliźniego. Wiara zatem jest odpowiedzią, tzn. zawierzeniem objawiającej się Bożej Miłości i życiem miłości /wiara bez uczynków jest martwa/.
Ekspresywność wiary – życie modlitwy. Wiara ma także swój wyraz. Jest nim modlitwa. Mówi się o niej, że jest ona dialogiem – rozmową z Bogiem. Określenie to nie stoi w sprzeczności z pojmowaniem modlitwy jako wyrazu, czyli ekspresji wiary. Skoro wiara jest odpowiedzią dawaną Bogu, czyli postawą dialogu wobec Boga, więc i wyraz tej postawy – modlitwa jest również dialogiem.
Szczytową formą przeżywania wiary jest uczestniczenie w Eucharystii. W niej najpełniej Bóg oddaje się człowiekowi i wzywa człowieka, żeby on także w niej oddał się Bogu. Skoro Eucharystia jest szczytowym przeżyciem wiary, w niej również znajdziemy szczytowy jej wyraz – modlitwę.
Po tym wstępnym naszkicowaniu wzajemnych relacji między wiarą, modlitwą i Eucharystią czas przejść do właściwego tematu: „Życie modlitwy a Eucharystia. Ponieważ jest prawdą podstawową, że „Ofiara Eucharystyczna jest źródłem i szczytem całego kultu Kościoła i całego życia chrześcijańskiego” /KK 11; KL 41/, przyjmuję jako założenie metodyczne następujący tok refleksji:
- Modlitwa otwiera człowieka na Tajemnicę Eucharystii.
- Eucharystia jako modlitewne „stanie przed Bogiem”.
- Eucharystia źródłem pogłębienia życia modlitewnego.
- Modlitwa otwiera człowieka na Tajemnicę Eucharystii
W orbicie działania Ducha Świętego. Msza święta jest przede wszystkim dziełem mocy Ducha Świętego. O tę moc modlimy się w epiklezie przed konsekracją. Tej mocy przypisujemy też owoce Eucharystii: wzrost miłości i zjednoczenie Kościoła. To wszystko nazywamy „Wielką Tajemnicą Wiary”. Uczestniczyć w niej człowiek nie może o własnych siłach. Tylko Duch Święty może człowieka uczynić zdolnym do pełnego uczestniczenia w Eucharystii, która jest jego dziełem. Ten bezwzględny warunek dobrego i pełnego uczestniczenia w Eucharystii skłania człowieka do szukania pomocy za pośrednictwem modlitwy.
Już przez samą modlitwę wchodzi człowiek w orbitę działania Ducha Świętego. Modlitwa bowiem jest darem Boga, jest sama w sobie rzeczywistością nadprzyrodzoną. To złudzenie i błąd sądzić, że człowiek o własnych siłach jest w mocy nawiązać kontakty z Bogiem. Bardzo głęboko pisał na ten temat wielki protestancki teolog Dietrich Bonhoeffer: „Jest to bardzo niebezpieczny i powszechny błąd sądzić, że serce samo z siebie, z natury rzeczy zdolne jest do modlitwy. Mylimy nasze naturalne życzenia, nadzieje, wzdychania, skargi i radości z modlitwą … To wszystko możemy wykonać naszymi naturalnymi siłami, ale mieszać te naturalne przeżycia z modlitwą, to tak, jak mieszać niebo z ziemią, mylić człowieka z Bogiem. Bo modlić się to wcale jeszcze nie znaczy wyrzucić zawartość serca. Modlić się, to znaczy znaleźć drogę do Boga, niezależnie od tego, czy serce jest pełne czy puste. A tego właśnie człowiek o własnych siłach nie może” /Das Gebetbuch der Bibel/. To więc, że za pomocą mojego głosu, gestu ręki, myśli nawet, mogę nawiązać kontakt z Bogiem, zawdzięczam Duchowi Świętemu. Duch Święty w człowieku się modli – uczył św. Paweł.
Co znaczy: udyspozycyjnić człowieka do uczestnictwa w Eucharystii? Życie modlitwy jest więc życiem w Duchu Świętym. On właśnie jest w stanie udyspozycyjnić człowieka do uczestniczenia w Eucharystii. Co to znaczy?
- Znaczy najpierw pozwolić zrozumieć Tajemnicę Bożą na tyle, na ile Bóg uzna to za konieczne. Człowiek nie wydrze Bogu tajemnicy przy pomocy samego naturalnego rozumu. Ludzkiej refleksji nad prawdami objawionymi musi towarzyszyć łaska illuminacji. Mamy tu do czynienia z „darem rozumu” – jednym ż darów Ducha Świętego.
- Znaczy to również udzielić człowiekowi daru pokory i skruchy, a w konsekwencji czystości. Nie tylko grzechy stanowią dla człowieka przeszkodę w pełnym uczestniczeniu w Eucharystii. Również doświadczenie ograniczoności, nieudolności i nieautentyczności w postawie wobec Boga woła o pomoc Ducha Świętego. Wyraził to dobrze wspomniany już Bonhoeffer: „To jest straszny ból pragnąć się modlić, a nie móc; odczuwać, że cały krzyk serca przebrzmiewa we własnym wnętrzu; doznawać przewrotności swojego serca i słów, których Bóg słuchać nie chce”. Myślę, że takie bolesne doświadczenie swojej małości i niegodności wobec Majestatu Boga jest również łaską, jest „darem bojaźni bożej”, bo właśnie taka postawa otwiera duszę na przyjęcie daru świętości.
- Doświadczenie bowiem własnej niemocy i ograniczoności rodzi w człowieku pragnienie autentycznej modlitwy i rzeczywistego kontaktu z Bogiem. Zaspokojenie tego pragnienia „obiecuje” mu Eucharystia. Bo człowiek wierzący wie – wie mądrością wiary – że w obliczu Boga prawdziwym odnaleźć się może jedynie wśród modlącego się Ludu Bożego – Oblubienicy Chrystusa, która razem ze swoim Panem staje przed Ojcem Niebieskim w akcie Eucharystycznej Ofiary. Aby tego zbawiennego pragnienia doświadczyć – pragnienia rodzącego się z bólu niemocy i wiary Kościoła, nie obędzie się bez wpływu Ducha Świętego, który przychodzi do człowieka z „darem mądrości”. Bez tego daru, naturalne doświadczenie niemocy staje się pokusą, która skończyć się może tragicznie.
- Modlitwa wreszcie sprawia, że codzienne życie człowieka staje się żertwą ofiarną, ponieważ ona kształtuje w człowieku postawę sługi bożego bezustannie współdziałającego z Bogiem. Wiemy jak istotna jest taka postawa dla realizacji kapłaństwa powszechnego. Mówiąc prościej – człowiek, który się modli, nie przychodzi na zgromadzenie eucharystyczne z pustymi rękami, przynosi tzw. „ofiary duchowe”. Są one bez wątpienia owocem współdziałania z Duchem Świętym, który obdziela wierzącego człowieka „darem pobożności”.
- Eucharystia jako modlitewne „stanie przed Bogiem”
W drugiej modlitwie eucharystycznej modlimy się następującymi słowami: „… dziękujemy, że nas wybrałeś, abyśmy stali przed Tobą i Tobie służyli”. Oczywiście każda modlitwa dokonuje się w obecności Boga. Można powiedzieć więcej: „czy jemy, czy pijemy”, cokolwiek czynimy, powinniśmy czynić ze świadomością na obecność Bożą – czynić na Jego chwałę. Można by nawet zapytać? Czy w ogóle możliwa jest taka sytuacja, która by zaistniała bez Boga? Oczywiście: nie. Nawet grzech dokonuje się przed „oczami Bożymi”. Na tym właśnie polega obraza Jego Majestatu, czyli religijny i nadprzyrodzony wymiar każdego grzechu. Zatem – czy słuszne jest eksponowanie modlitwy eucharystycznej jako tej, która szczególnie dokonuje się w Obliczu Boga?
Teologia mówi o różnych stopniach Bożej obecności. Podkreśla, że Bóg wszędzie obecny jest nawet w piekle. Można więc przyjąć, że także sama modlitwa w niejednakowym stopniu stawia nas wobec Boga. Sądzę, że najbardziej szczytowe przeżywanie Obecności Bożej w porządku zwyczajnym /bo trzeba założyć łaski nadzwyczajne – mistycznie dokonuje się w czasie Ofiary Eucharystycznej.
Ofiara Eucharystyczna jest bowiem sakramentalnym uobecnieniem w czasie i przestrzeni /TU i TERAZ/ Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa Pana. Kto był świadkiem tego epokowego zdarzenia? Mówimy: Matka Boża, św. Jan Apostoł, Maria Magdalena, inni … Słusznie. Głównym jednak ŚWIADKIEM Śmierci Syna Bożego był BÓG OJCIEC. To przede wszystkim w Jego Obecności i na Jego „oczach” dokonała się ta Ofiara. Można by więc obrazowo powiedzieć, że w tej wielkiej chwili „otwarło się Niebo”.
W czym różni się w swojej istotnej treści to WIELKIE ZDARZENIE od każdej EUCHARYSTYCZNEJ OFIARY? Czyż nie wierzymy, że Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, choć dokonało się w czasie, ma wymiar ponadczasowy, wieczny? Czy to wielkie, zbawcze ZDARZENIE nie uobecnia się w przestrzeni i czasie, w którym dokonuje się Eucharystia?
Gdy odmawia się ANAFORĘ – WIELKĄ MODLITWĘ EUCHARYSTYCZNĄ odnosi się bardzo silne wrażenie, że świadomość tej szczególnej OBECNOŚCI BOŻEJ, świadomość „otwartego nieba” mocno towarzyszyła przez wieki Kościołowi. Tak bardzo w tej modlitwie rozmodlił się Kościół! Powstaje pytanie: Czy ta świadomość towarzyszy naszym wiernym – tak często znudzonym podczas Mszy świętej, szukającym Boga jedynie „w świątyni lasu”, na szczytach gór, w zaciszu domowym, a w najlepszym wypadku – w pustym kościele? Czy ta świadomość szczególnej Obecności Bożej towarzyszy nam kapłanom modlącym się i sprawującym Ofiarę „in persona Christi”?.
III. Eucharystia źródłem życia modlitewnego
Oto, co na ten temat mówi Instrukcja Świętej Kongregacji Obrzędów „Eucharisticum Mysterium” o Kulcie Tajemnicy Eucharystycznej z 25 maja 1967 r.: „Sprawowanie Eucharystii w ofierze Mszy świętej jest prawdziwie początkiem i celem kultu …, jest źródłem i szczytem całego kultu Kościoła i całego życia chrześcijańskiego”.
Ksiądz rektor Stanisław Czerwik, w poprzednim wykładzie, ukazał dokładnie sposób i zakres wpływu Eucharystii na kształtowanie się wiary, a więc także modlitwy, która wypływając z Eucharystii ciągle do Niej powraca /Eucharystia – źródło i cel pobożności/. Nie będę więc tego powtarzał, co zostało tu już powiedziane.
Ograniczę się więc tylko do wskazania: jak modlitwa Eucharystyczna uczy wiernych poprawnej postawy wobec Boga na modlitwie. Wskazanie to wydaje mi się o tyle potrzebne, zwłaszcza z pastoralnego punktu widzenia, o ile modlitwa współczesnego chrześcijanina skażona jest duchem czasu, a więc duchem materializmu praktycznego – konsumpcjonizmu. Przykładem tego skażenia mogą być niektóre nasze spotkania z umierającymi, z którymi trudno nawiązać rozmowę na temat jego duszy i jej zbawienia. Bardzo często umierający człowiek interesuje się wyłącznie tym, czy wyzdrowieje. Ten zresztą motyw staje się powodem odwlekania decyzji na przyjęcie sakramentów.
Z modlitwy eucharystycznej możemy się natomiast wiele nauczyć. Może najpierw tego, że każda modlitwa, która jest próbą zbliżenia się do Boga, powinna rozpoczynać się aktem skruchy. Postawie tej powinna też towarzyszyć świadomość, że oto stoję przed Bogiem. Czyż nie w braku tej świadomości leży przyczyna naszych roztargnień, nawet bezmyślności?
Liturgia eucharystyczna uczy także, że modlitwa jest nie tylko mówieniem, ale także słuchaniem – jest dialogiem, reakcją człowieka na Boże Słowo – reakcją skruchy, prośby, dziękczynienia, uwielbienia. Postawa ta najmocniej występuje w tzw. ANAFORZE, a zwłaszcza w prefacji. Właśnie ona ukazuje najistotniejszy motyw każdej modlitwy: uwielbienie Boga dla Niego samego. Uwielbienie – za Jego dzieło stworzenia i odkupienia. Gdyby chrześcijanie o tym pamiętali, może nie byłoby tylu zawiedzionych, zrezygnowanych, bez sensu i radości życia. Eucharystia, jest rzeczywiście modlitwą pokoju i radości. I chyba każda modlitwa była by taką, gdyby była jakimś odzwierciedleniem tej pierwszej.
Rzut oka na anafory wschodnie pozwala stwierdzić – pisze Joaquim O. Bragança /Lizbona/ – że owocami, o które najusilniej się błaga, są poza jednością Kościoła: „umocnienie wiary, uświęcenie duszy i zdrowie ciała, życie wieczne, odpuszczenie grzechów oraz ufność w miłosierdzie Boga, końcowe zmartwychwstanie i wspólnota Świętych” /Eucharystia, Kolekcja Communio, Pallottinum, 1986, s. 266/.
Wnioski końcowe
- Między Eucharystią a życiem modlitwy zachodzi „sprzędzenie zwrotne”. Chociaż w dokumentach Stolicy Apostolskiej bardziej podkreśla się Eucharystię jako źródło wszelkiej pobożności, a więc także modlitwy, konieczna jest także modlitwa, jako „droga” ku Eucharystii. Pięknie wyraził to Tomasz Merton: „To przede wszystkim Duch Święty nauczył nas, głównie przez encykliki Ojca świętego, że chrześcijańskie życie modlitwy jest i musi pozostać organiczną jednością, której ośrodkiem jest tajemnica Eucharystii. Łaska Boża, która płynie z tego ośrodka przenikając cały korpus naszego modlitewnego życia, rozlewa się przez jego arterie, dożywiane dzięki różnym formom liturgicznych nabożeństw – sakramenty i sakramentalia. Aby ten potok łask był ożywczy i obfity, nasze umysły muszą się głęboko zanurzyć w modlitwie Kościoła przez czynny udział w jego liturgii, kiedy to modli się on i wielbi Ojca wraz z Chrystusem, Najwyższym Arcykapłanem. Taki czynny udział wymaga jednak zrozumienia, zrozumienie zaś jest niemożliwe bez czytania i rozmyślania. Wynika stąd, że publiczna i prywatna modlitwa chrześcijan nie są bynajmniej sobie przeciwstawne, lecz uzupełniają się wzajemnie w harmonijnej organicznej jedności”. /Chleb żywy, Znak, Kraków 1975 s. 129 n./.
- Są też wnioski pastoralne. Wobec niepokojącego zjawiska obniżania się frekwencji na zgromadzeniach niedzielnych, obok akcji informacyjnej: czym jest Msza święta, i napominającej: że lekceważenie sobie Eucharystii jest zagrożeniem dla życia wiecznego, trzeba kłaść większy nacisk na codzienną modlitwę – na bezustanny kontakt modlitewny z Panem Bogiem. Satysfakcjonowanie się samą frekwencją na Mszy świętej to stanowczo za mało. Należy także przez praktykę bezustannej modlitwy /akty strzeliste/ i współdziałanie w życiu codziennym z Bogiem budzić świadomość potrzeby przygotowania „ofiar duchowych” na niedzielną Eucharystię.
- W świetle powyższych rozważań bardziej oczywisty staje się integralny związek „Modlitwy godzin” z Eucharystią. Sądzę, że czas zachęcać już ludzi świeckich do odmawiania „Modlitwy godzin”.
Zanim Pan Jezus dokonał Ofiary na Krzyżu, sam przedtem wiele się modlił. Modlił się także o to, aby znalazł siły na dokonanie Ofiary /modlitwa w Ogrójcu/. Z modlitwą na ustach umierał. Sprawił, że Jego Śmierć otwarła człowiekowi dostęp do Ojca. A to jest właśnie warunkiem i podstawą wszelkiej modlitwy człowieczej.
Archiwum KWPZM
