Home DokumentyReferaty, Konferencje, ArtykułyFormacjaFormacja wstępna Duda Stefan CR, Psychologia miłości i przyjaźni w konferencjach dla nowicjuszów

Duda Stefan CR, Psychologia miłości i przyjaźni w konferencjach dla nowicjuszów

Redakcja
Stefan Duda CR

PSYCHOLOGIA MIŁOŚCI I PRZYJAŹNI W KONFERENCJACH DLA NOWICJUSZÓW

Dni Skupienia Mistrzów Nowicjatów i Wychowawców Kleryków – Kraków-Styczeń 1970 r.

 

Elżbieta Sujak w ciekawym artykule ogłoszonym w Tygodniku Powszechnym z dnia 5.2.1970r. pod tytułem „Zagrożenia miłości” pisze tak: „Można rozpatrywać miłość ze stanowiska psychologii – ale na razie niewiele mamy wiedzy ścisłej w sprawie miłości, przeważa wciąż jeszcze wiedza seksuologiczna nad wiedzą humanistyczną. To też próżno szukamy wiedzy o miłości w podręcznikach psychologii”.

Całkiem podobnego zdania jest specjalista od tych spraw z pozycji ateizmu, Kozakiewicz. Cytuję: „W rozważaniach „o miłości” nie możemy oczekiwać zbyt wielkiej pomocy ze strony zawodowych psychologów, podobnie, jak nie można oczekiwać od zawodowych astronomów zbyt wielkiej pomocy w dziale formowania naukowego poglądu na świat. I jedni i drudzy mogą dostarczyć budulca do takiej czy innej doktryny, ale sami ograniczają się do notowania zjawisk i opisu faktów”. /U podstaw wychowania seksualnego, Warszawa, 1969, str. 65/.

Wynika z tego, że obecny stan wiedzy psychologicznej na temat zjawiska miłości jest jeszcze daleki od zadawalającego, a także i to, że nie wystarczy być psychologiem, by zagadnienie miłości ustawić właściwie. Z wypowiedzi tych wynika także i to, że psychologię miłości można bardzo różnie przedstawić. I to co proponujęponiżej, jest tylko jedną z wielu propozycji, wcale nie jestem przekonany, że najlepszą. Uważam jednak, że dośćwyraziście odgranicza pojęcia – robi to ostro, a ostrość pojęć dla młodzieży jest rzeczą wielkiej wagi. Młodzież nie lubi pojęć mało precyzyjnych albo wieloznacznych. Lepiej czasem uprościć zagadnienie, ująć w pewien schemat, a podać je wyraziście.

Więc jak przedstawiać zagadnienie miłości?

Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę z tego, że miłość jest procesem dynamicznym, tak samo jak życie. Ma początek – można powiedzieć, narodziny – i jakiś rozwój. Może wzrastać, ale ulega też zahamowaniu i regresji.

Proces ten jest naturalny i częściowo samorzutny, związany z samą dynamiką życia ludzkiego. Bywa, że sam podmiot jest nim zaskoczony. Ale jak wszystko co ma się stać naprawdę ludzkie nie może być zostawione naturalnemu biegowi, lecz winien zostać opanowany i odpowiednio ukierunkowany zgodnie z wytyczonymi skądinąd celami własnego życia.

Każda psychologia miłości będzie próbowała podać etapy jej kształtowania się. Myślę, że jest to konieczne także w konferencjach dla alumnów, zwłaszcza, że kolejność tych etapów nie zawsze jest jednakowa u wszystkich, nie rzadko napotyka się u jednego i tego samego człowieka regresy do etapów wcześniejszych, czy też na przemienne ich występowanie. Świadomość tych procesów, rozumienie ich znaczenia – jak wykazała psychoanaliza – już jest lekarstwem dla psychiki i w niejednym wypadku może wybawić człowieka z poważnych tarapatów.

Wśród tych etapów wydaje się rzeczą konieczną zwrócić uwagę na trzy, które – aczkolwiek wiążą się z sobą – to sązjawiskami całkiem różnymi. Będzie to: seksualizm, erotyzm i po prostu miłość. Ponieważ we wszystkich trzech zjawiskach wielu ludziom wydaje się, że chodzi o miłość, dlatego można też, a w pewnych wypadkach będzie lepiej mówić, jak to robi kardynał Wojtyła, o miłości zmysłowej, uczuciowej i osobowej, zależnie od tego, który element odgrywa zasadniczą rolę.

Seksualizm /miłość zmysłowa/

Seksualizm ujawnia się u mężczyzny przede wszystkim jako „kłopoty ze sobą”, z własnym ciałem, jego dojrzewaniem i procesami dokonującymi się w nim, jak erekcja, polucja, podniecenie. Wiąże się z tym stanem szukanie sposobów przezwyciężania tych trudności.

Seksualizm, to również sprawa identyfikacji siebie w swojej świadomości jako mężczyzny i pogodzenie się z tą rolą w życiu. Przy tej identyfikacji dużą rolę odgrywa i powinna odegrać osoba ojca. Własnego ojca. Stąd ważna sprawa zbliżenia się psychicznego chłopca dorastającego do własnego ojca. Sprawa już się komplikuje, gdy wziąć pod uwagęwczesne odejście syna z domu i rzadkie jego powroty. Alumnom, którzy od wczesnych lat są w zakonie, należałoby umożliwić kontakt z ojcem. Gorzej, jeżeli syn wyobcował się ze środowiska rodzinnego. Jego powroty do domu w okresie ferii są zbyt uroczyste i nie prowadzą do zbliżeń, które umożliwiłyby identyfikację z ojcem.

Inny problem, to zbytnie przywiązanie do matki, albo raczej brak zerwania pierwotnego kontaktu z matką. Może to prowadzić do zafiksowania seksualizmu, a może i do skrzywienia popędowości w kierunku homoseksualizmu. Rzecz o tyle charakterystyczna, że z chłopcem idącym do seminarium bardziej uczuciowo związana jest zazwyczaj matka. Ona go odwiedza w seminarium, ona modli się o jego powołanie, ona najbardziej czeka na jego kapłaństwo. Nie rzadko teżidealizuje się ten związek, jako sublimację stosunku kapłana do kobiety, co nie wydaje się być zgodne z rzeczywistością.

Praktycznym wnioskiem będzie postulat aktywizowania ojców naszych alumnów do współpracy, np. odwiedziny, częstszy kontakt z alumnami, wspólne spędzenie czasu.

Seksualizm to także problem spontanicznego zainteresowania się ciałem kobiecym, jako czymś, co jest odpowiednikiem ciała męskiego i uwrażliwienie na jego płciowość.

O ile nazwiemy miłością zainteresowanie się drugim człowiekiem pod kątem jego ciała – bo niewątpliwie będzie tu wchodziło w grę jakieś pożądanie – to będzie to miłość czysto egoistyczna i konsumpcyjna, w kategoriach rzeczy, tak jak miłość do pokarmu koniecznego do zaspokojenia uczucia głodu. Dlatego zwiemy ją miłością zmysłową albo zmysłowością, gdyż zmierza do prostego zaspokojenia zmysłów, rozładowania napięcia, ulżenia sobie. O ile zostanie zrealizowana, prowadzi do dezintegracji człowieka, stanie się jednym ze źródeł infantylizujących człowieka, fiksujących jego rozwój i psychiczne dojrzewanie.

Seksualizm w człowieku wydobywa się na pierwsze miejsce w rozwoju osobniczym w okresie przedpubertalnym, około roku 14 do 16 u chłopców, w związku z dojrzewaniem biologicznym. Fakt ten, o ile nie jest dobrze i we właściwej porze ustawiony, bywa niebezpieczny dla człowieka, bo niesie ze sobą poważną ekspansję dynamizmów popędowych. Łatwo ściąga na siebie przesądną uwagę i w swoim nurcie więzi energię psychiczną do tego stopnia, że jednostka nie jest w stanie sobie poradzić.

Trzeba zatem zwrócić uwagę alumnom przede wszystkim na to, by swoją płciowość życzliwie zaakceptowali, by pogodzili się z faktem, że są mężczyznami i nie dziwili się tym faktom, które się z tym zjawiskiem wiążą m.in. temu, że kobiety mogą na nich robić wrażenie i że to może się zdarzać ciągle na nowo.

Zgodzić się, ktoś by sądził, że to nic nie znaczy, ale w świetle psychoanalizy znaczy bardzo dużo. Bo znaczy utrzymaćten fakt na poziomie świadomości, a tym samym rozładować jad, który by się tworzył, gdyby fakt ten dostał się do podświadomości. Wiadomo, że pozostałością, czy może nawet objawem źle ustawionego u siebie seksualizmu jest samogwałt, o którym trudno obecnie mówić, by nie rozpraszać uwagi na boczne tory.

Niebezpieczny jest seksualizm wybujały, bo wypiera z człowieka świadomość duchową i seksualizm zepchnięty w podświadomość, bo prowadzi do nerwic i innych zaburzeń.

Wychować do czystości, to nauczyć opanowania seksualizmu, co jest konieczne tak dla celibatu jak i małżeństwa. Zapanować nad swoim seksualizmem, znaczy być albo nie być człowiekiem, być sobą, być kimś.

Erotyzm /miłość uczuciowa/

Pomocą do przezwyciężenia seksualizmu daną przez samą naturę, jest zjawisko erotyzmu. Jest pomocą dlatego, że odwraca uwagę od siebie w sposób samorzutny, a skłania do zainteresowania się kimś drugim, co już jest wielkim krokiem naprzód w kształtowaniu miłości.

Eros, miłość uczuciowa – jest zapodmiotowiana, jak sama nazwa wskazuje w uczuciu ludzkim i jego psychice. Jest dynamizmem popędowym, skierowanym jednak wprost nie na element cielesny w drugim człowieku, jak było przy seksualizmie, ale na cały obraz kobiecości lub męskości drugiego. Jest ucieczką od samotności, albo dążnością do uzupełnienia tego, co się zauważa i odczuwa u siebie jako brak.

W tej miłości element konsumpcyjny nie jest tak oczywisty, jak w pierwszej. Wybija się bardziej element kontemplacji, pragnienie bycia razem, poczucie bliskości i intymności.

Dwoje ludzi złączonych taką miłością, o ile są oddaleni od siebie, intencjonalnie poruszają się wciąż w swoim kręgu /pamięć, wyobraźnia, pragnienie/. Chłopcy patrzą w książkę, są na lekcji, ale duchem są nieobecni. Będąc blisko kogoś tak kochanego przeżywają się jako coś niecielesnego, czują się jakby mieli skrzydła, czują się wyzwoleni.

Miłość erotyczna jest wielką szansą dla młodzieńca w zdobywaniu prawdziwej miłości. Umożliwia mu wyjście ze siebie, otwarcie się i nawiązanie prawdziwego kontaktu z kimś drugim, z osobą. Mimo to trzeba trzymać się na baczności, bo sama z siebie miłość erotyczna prowadzi do tych skutków. Owszem, kryje w sobie wiele niebezpieczeństw wynikających z jej subiektywizmu i łatwej, zwłaszcza u chłopców łączności z seksualizmem.

Prawdą jest, że miłość erotyczna wiąże ludzi ze sobą, ale jest to zainteresowanie ze względu na samego siebie, ze względu na uczucie, jakie się we mnie budzi pod wpływem drugiej osoby. Znane jest zjawisko różowych okularów zakochanych. Oni nie widzą siebie takimi, jakimi są naprawdę, ale takimi, jakimi by pragnęli siebie widzieć. Miłośćerotyczna jest niesłychanie fantazjotwórcza. Przez to, że jest subiektywna. Zbliżając ludzi ku sobie faktycznie ale uczuciowo, sama przez siebie nie zbliża ich osobowo. Dlatego budowanie dalszych etapów swego życia na bazie miłości erotycznej bywa bardzo problematyczne.

Trzeba zwrócić uwagę, że początkowo erotyzm nie ma, albo nie musi mieć związku z seksualizmem. Jednak potęgując uczucie szuka się w sposób naturalny ich zewnętrznego wyrazu, co przejawia się w spojrzeniach, gestach, które kończą się zaangażowaniem seksualnym – i to jest drugie niebezpieczeństwo. Szybciej dochodzi do tego u chłopca. Jako strony czynnej, a dziewczyna przyjmuje to całkiem naturalnie, jako prosty wniosek prawdy uczuć, które ich wiążą. To scalenie jest sensowne w ramach przygotowania ludzi do małżeństwa, jest niekorzystne jednak, jeśli o małżeństwie jeszcze nie można myśleć albo jeśli człowiek planuje życie w celibacie.

Na ten moment trzeba zawsze zwracać młodzieży uwagę, bo okazuje się, że temu procesowi można przeciwdziałaćsiłą woli i pracą nad swoim charakterem. Stąd waga praktyk religijnych w okresie młodzieńczym, zwłaszcza w okresie rozwoju uczucia miłości.

Poza tym trzeba dodać, że uczucia erotyczne jako jeszcze bardzo pierwotne są ogromnie intensywne i miłość tego rodzaju potocznie uważa się za wielką miłość, której się pragnie, za którą młodzież tęskni, którą wspomina.

Psychologia jednak zwraca uwagę, że intensywność przeżyć bynajmniej nie stanowi miary ich autentyzmu, a tym bardziej ich wartości. Samo przesadne zaangażowanie uważa się za dowód niedojrzałości przeżyć i zbytniej pierwotności.

Miłość erotyczna zanika, jeśli nie stanie się podłożem dopracowania miłości osobowej. Po prostu wyczerpuje swój dynamitu. Istnieje jednak możliwość przeżycia tej miłości od nowa z inną jednostką. Jest to ważny fakt dla nas, gdyżczłowiek w zasadzie w żądnym wieku nie jest wolny od niebezpieczeństwa rozgorzenia tego rodzaju uczucia. Ani święcenia kapłańskie, ani śluby zakonne same przez się nie są przeszkodą do wywiązania się takiej miłości, o ile nie będzie odpowiedniego przeciwdziałania. Tym bardziej może się to przydarzyć każdemu alumnowi, gdy w młodym wieku wstąpił do zakonu i nie miał okazji nauczyć się kontaktów osobowych z dziewczyną.

Czyż zaangażowanie się alumna w taką przygodę przekreśla go jako kandydata do kapłaństwa? Chyba jeszcze nie i to też trzeba powiedzieć naszym alumnom. Oni tego nie wiedzą. Byłoby korzystnie, żeby coś takiego zdarzyło się przed wstąpieniem i zostało przezwyciężone, bo to nie jest łatwo przezwyciężyć, a jeżeli się nie zdarzyło, albo nie miało okazji zdarzyć, to w imię innych celów trzeba umieć świadomie przeciwdziałać rozgorzeniu czegoś takiego w sobie i dziewczynie.

Niezależnie od tego jest faktem, że młodzieniec nawiązujący kontakty uczuciowe z dziewczyną staje się bardziej szlachetny. Jung mówi, że pierwiastek męski, który nazywa animus, doznaje uzupełnienia pierwiastkiem żeńskim – anima, co zwiększa integrację osoby, sprowadza uspokojenie i większą wewnętrzną dojrzałość.

Tu chciałoby się zapytać, czy to uzupełnienie jest możliwe poza erotycznym zaangażowaniem? Chyba częściowo tak, ale o tym później.

Miłość osobowa

Ktoś powiedział, że człowiek jest istotą skazaną na twórczość. Jest rzeczą pewną, że zasada ta obowiązuje w dziedzinie miłości. Nie można pomyśleć o autentycznej miłości bez twórczości, której źródłem jest osoba ludzka. O prawdziwej miłości można mówić dopiero na poziomie osób.

Miłość kształtuje się z tworzywa uczuć i pragnień. Od razu trzeba zauważyć, że nawet ze skromnego tworzywa może powstać wielka miłość, a bywa często, że nawet bardzo bogate tworzywo w ogóle nie prowadzi do ukształtowania miłości.

Miłość w przekonaniu ludzi sprowadza się przede wszystkim do prawdy uczuć, czyli do autentycznego erosa. „Ja ciebie naprawdę kocham, bo nie mogę żyć bez ciebie. Ciągle myślę o tobie, tylko przy tobie czuję się dobrze”. Nie można zaprzeczyć, że to tak się zaczyna.

Jednak w imię integralnej prawdy o człowieku trzeba stwierdzić, że to jeszcze nie jest to, co ma prawo nazywać sięmiłością, bo miłość jest sprawą osoby, a nie uczucia. Osoba jest suwerennym panem wszystkich procesów, które siędokonują w człowieku. I nie można dopuścić, by coś się działo bez jej udziału. Jeżeli jakiś proces zaczyna siędokonywać autonomicznie, np. proces uczuć erotycznych, dopiero wtedy będzie on autentyczny, prawdziwy, jeżeli zostanie włączony w zakres działania osoby, jeżeli stanie się jej działaniem. Stąd konieczny jest wysiłek osoby nad opanowaniem swojego seksualizmu czy erotyzmu, aby uczynić go znakiem miłości – czyli wyrazić nim miłość w sposób wolny i odpowiedzialny – odpowiedzialny za siebie i za tego, z kim on mnie wiąże.

Tworzywo miłości pozostaje to samo co w seksualizmie i erotyzmie /amor concupiscentiae i amor complacentiae/. Kiedy jednak dołączy się świadomość, że to dobro które pożądam /ciało osoby/ i te wartości, które mnie uzupełniają/jej płciowość, jej uczuciowość/, stanowią część osoby /która jest także wolna/ i są jej wartościami niezbywalnymi /wtedy muszę wykrzesać z siebie postawę pragnienia dobra już nie dla mnie, ale dla niej samej /amor benevolentiae– miłość życzliwości/. „Pragnę tego, co jest dobre dla ciebie”, to jest etap miłości dojrzałej.

Jeżeli podobny proces dokona się w drugiej osobie, powstaje miłość między nimi. Liczebnie dwa fakty zespalają się w obiektywną całość i zaczynamy mówić zamiast ja i ty – my. Wtedy mówimy o miłości oblubieńczej, która jest zespoleniem osób na bazie pierwotnej uczuciowości popędowo-zmysłowej. Pragnąć odzewu na moją miłość, pragnękogoś, kto byłby współtwórcą mojej miłości. Ostateczny jej kształt będzie zależny od tego, co do niej wniosąposzczególne jednostki jakie osobiste wartości. Jeżeli wniosą miłość o wartości etycznej – miłość cnotę, jak pisze kardynał Wojtyła – powstaje zaufanie, stałość, pewność, bogactwo. Jeżeli wniosą miłość pożądania – będzie ciągła niepewność, zazdrość, niepokój. Stąd zanim się zacznie na miłości budować życie, trzeba koniecznie sprawdzić, czy jest ona naprawdę dojrzała, osobowa. Bo z punktu widzenia psychologii tylko taka miłość uzdalnia człowieka do odpowiedzialnego zawarcia małżeństwa i tylko taka miłość uzasadnia decyzję na celibat.

Miłość dojrzała pozwala na wprzągnięcie seksualizmu w służbę zadań stwórczych i trwałej miłości małżeńskiej, albo z drugiej strony pozwala też wybrać życie w czystości, kiedy to wydobywa się energię Erosa dla przeróżnych zadańmiłości agape, która to miłość łączy moją osobę z osobą Chrystusa i Jego sprawami. Sprawy seksualne w tym wypadku trzeba nie spychać do podświadomości, ale opanowywać.

Zagadnienie przyjaźni

By przejść do tego zagadnienia trzeba przypomnieć poprzedni etap dorastania do miłości. Powiedzieliśmy tam, że miłość erotyczna jest nagłym, spontanicznym i intensywnym uczuciem chłopca do dziewczyny i vice versa.

Nie napotkałem statystyk w tym względzie, ale wydaje mi się, że nie jest to zjawisko powszechne, ani zbyt częste. Częściej chyba proces zbliżania się do ludzi przebiega na zasadzie prostej sympatii, jest to uczucie także spontaniczne, jak w zjawisku zakochania, ale nie jest tak intensywne, ani wyłączne jak tamto. Jest to uczucie prostej życzliwości, która zbliża ludzi do siebie i stawia jedną osobę w kręgu drugiej, jak kogoś bliskiego. Jeśli do uczucia tego dołączy się świadome zainteresowanie charakterem i osobą, jeżeli odkryje się pokrewieństwo zasad i dążeń, powstaje uczucie przyjaźni, które także bardzo zespala ludzi ze sobą, jest swego rodzaju miłością. Dochodzi bowiem do moralnej jedności dwu „ja”, które, aczkolwiek nie jest zjednoczeniem osobowym, jak w miłości oblubieńczej, wytwarza poczucie jedności dające podstawę do mówienia w kategoriach „my”.

Istnieje wiele podobieństw między miłością wyrosłą na podłożu seksualno-erotycznym a prawdziwą przyjaźnią, ale nie można także zapominać o zasadniczych różnicach, które wypunktowuje Kozakiewicz:

Miłość zawsze wiąże się bezpośrednio ze sferą seksualną uczuć, czego nie ma w przyjaźni, a przynajmniej nie musi być.

W pierwszym rodzaju miłości często występują komponenty uczuciowe, których nie ma w przyjaźni, np. gotowość do uznania wyższości partnera i chęć podporządkowania się mu. Przyjaźń natomiast domaga się parytetu uprawnień, zakłada równość obu partnerów. Wrogiem przyjaźni jest domaganie się od partnera więcej niż sami dajemy.

Miłość jest o wiele bardziej absolutna w swym żądaniu wyłączności, czego niema w przyjaźni. Owszem, o ile jest zdrowa, z natury jest otwarta na poszerzenie swego kręgu. Można przyjaźnić się serdecznie i głęboko w kręgu czterech czy pięciu osób jednocześnie bez budzenia uczuć zazdrości i wrogości. Miłość natomiast przebiega jednocześnie tylko między dwiema osobami i wkroczenie osoby trzeciej na podobnej zasadzie oznacza koniec danej miłości przynajmniej u jednej z nich. Kto twierdzi, że kocha obie jednocześnie, ulega złudzeniu.

Wreszcie problem wzajemności. Życie wskazuje wiele przypadków, kiedy człowiek kocha się w kimś bez wzajemności, nawet bez nadziei na spełnienie swych pragnień. Np. uczennice w prefekcie. Przyjaźń bez wzajemności jest oczywistym nonsensem. Rodzi się dopiero wtedy, kiedy ktoś nam udzielił siebie i nadal udziela poprzez wzajemne świadczenia intelektualne, towarzyskie, czy nawet materialne.

Pytanie stare i wciąż nowe czy możliwa jest przyjaźń między chłopcem i dziewczyną, między mężczyzną i kobietą? Wielu twierdzi, że wcześniej czy później przerodzi się ona w miłość seksualno-erotyczną. Wydaje się jednak, że takie twierdzenie niema pełnego uzasadnienia. „W wielu wypadkach – pisze Kozakiewicz – rzeczywiście zbliżenie osobników odmiennej płci w ramach przyjaźni może sprawić, że jedno z nich /najczęściej kobieta/ zechce przekształcićprzyjaciela w małżonka, lub też drugie /najczęściej mężczyzna/ zechce wykorzystać więzi przyjaźni dla skłonienia do seksualnego współżycia. Ale z tego nic nie wynika. Jedynie to, by przyjaźń roztropnie planować i odpowiednio niąkierować”, m.in. by nie była tylko między dwojgiem ludzi i to właśnie odmiennej płci, lecz by była otwarta na innych, by istotnie wiązała się z jakimś dążeniem do czegoś i by pogłębiała altruizm, a nie była nastawiona na osobiste korzyści.

Na tle takiej właśnie przyjaźni można postulować pożytek uzupełniania pierwiastka męskiego kobiecym, nawet w celibacie.

Biorąc to wszystko pod uwagę warto pamiętać, że właśnie przyjaźń jest tą płaszczyzną, na której człowiek uczy sięnajbardziej właściwych relacji międzyludzkich, a zarazem może kultywować to, co jest istotnego w miłości bez zagrożenia celibatu. I dlatego trzeba uczyć alumnów kultywowania przyjaźni wśród siebie, a także podtrzymywania więzi dawnych przyjaźni, nawet z koleżankami, o ile pozostają na odpowiednim poziomie moralnym i świadomie rozwijają swoje powołanie życiowe. Przyjaźnie tego rodzaju wydają się ze wszech miar korzystne dla ukształtowania dojrzałej osobowości alumnów.

Tak widzę sam problem miłości i przyjaźni – etapy, niebezpieczeństwa, szanse. A teraz kilka praktycznych, uwag, związanych z podtytułem.

Czy nowicjuszom trzeba mówić o miłości?

Koniecznie i dość często. Trzeba nawracać do tych zagadnień co jakiś czas, tak samo jak życie do nich nawraca. By rozumieli siebie i swoje przeżycia, by kierowali sobą w sposób pewniejszy a także by nauczyli się patrzeć i oceniać to, co spostrzegą u innych /zgodnie z zasadą rewizji życia: widzieć, oceniać, działać/.

Co mówić z tej dziedziny?

Wszystko co interesuje młodzież dorastającą, co stanowi dla niej źródło niepokoju, co może pomóc do zajęcia własnego stanowiska i samookreślenia. Przykładem może być Kozakiewicz, który co jakiś czas wydaje nowe pozycje, wciąż inne ujęcie, inaczej powiedziane, mające na uwadze innych odbiorców. Wspomnę: „Rozmowy intymne”, „O miłości prawie wszystko”, „Niezbadane ścieżki wychowania”, „U podstaw wychowania seksualnego”.

Co naprawdę interesuje młodzież, wystarczy zajrzeć do pierwszej lepszej gazety młodzieżowej lub pozycji, które wymieniłem powyżej. Nie może nas uspakajać fakt, że nasza młodzież o te sprawy nie pyta – to wcale nie znaczy, że problemy takie przed nią nie stają. Nie można czekać aż przyjdzie traktat z moralnej „de sexto” – „tam wszystkiego się dowiecie”. Człowiek musi dorastać do traktatu i dorastając uczyć się poprawnego patrzenia na te sprawy, tym bardziej, że właściwe ich ustawienie w swojej psychice umożliwia dojrzałą decyzję za kapłaństwem, życiem zakonnym lub za małżeństwem, co w dobie kwestionowania wartości celibatu jest rzeczą ogromnej wagi.

Jak mówić o tych sprawach?

Szczerze, serdecznie, ciekawie. Tak młodzież świecka pisze: Mówcie nam szczerze, serdecznie i bez morałów, bo tych słuchać nie będziemy. Sądzę, że nie inaczej myśli i młodzież zakonna, tylko czasem krępuje się nam to otwarcie powiedzieć.

Szczerze, tzn. po prostu, tak jak jest, bez owijania w bawełnę i bez pruderii, bez przesadnie wyselekcjonowanego słownictwa. U nas w chrześcijaństwie narosło wiele pruderii wokół spraw płci. I chociaż deklarujemy, że to są sprawy czyste i Boże, to de facto wciąż jesteśmy skrępowani wewnętrznie, wciąż widzimy w nich coś nieczystego, nie jesteśmy w stanie spojrzeć na nie tak po prostu. Tkwi w nas dziedzictwo przeszłości, czy chcemy czy nie, i bardzo nam trudno zdobyć się na postawę szczerości. Z tego trzeba sobie trochę zdać sprawę. Dochodzi do tego trudnośćtechniczna – mieć wystarczający zapas słów z seksuologii i umieć się nimi sensownie posługiwać – to też jest problem.

Drugi problem – jak mówić serdecznie?

To nie może być wykład, podanie wiedzy o tych sprawach. To musi być serdeczna pogawędka, mająca na celu cośwyjaśnić, w czymś pomóc, czegoś nauczyć – co dla mnie stanowi już sprawę prostą, a dla ciebie jest jeszcze poważnym problemem. Samo wejście, zapytanie, uśmiech, dialog, postawa przyjaźni, zwierzeń, serca. To wszystko prawie że konieczne. Jeżeli tego się nie potrafi wytworzyć, to lepiej nie mówić. Każdy z nas wie, że sama wiedza niewiele znaczy. To musi być wtajemniczenie, inicjacja.

I ciekawie. Te sprawy z natury są ciekawe. Instynkt seksualny, jak żaden inny, głęboko przenika w osobowość. Sprawa miłości jest istotną sprawą w życiu człowieka. Bez niej nie warto żyć. Życie wtedy jest szare i nieciekawe – po prostu nudne. Ale przez przesadne doktrynerstwo, chociażby skądinąd słuszne i trafne, można tę sprawę „rozłożyć” i nic nie wyjaśnić. Zdaje się, że umie to robić, mówić i pisać z tym nerwem, z tym prostym, autentyzmem, z tym charakterystycznym ciepłem – Kozakiewicz i częściowo nasz ks. Okoński. Tylko, że pierwszy robi to z pozycji laickich, a drugi jest mało dostępny i nie jest na bieżąco, nie poszerza zakresu spraw narastających, jak to robi Kozakiewicz. Kardynał Wojtyła – świetny analityk, doktryner, ale to nie jest język młodzieży. To jest podręcznik dla nas, by właściwie sobie pewne sprawy ustalić, jeśli ich nie rozumiemy albo jeśli mamy wątpliwości, albo jeśli np. ujęcie Kozakiewicza wydaje się nam całkowicie słuszne. Ale to wszystko trzeba dopiero przekładać na inny język, co z kolei wcale nie jest sprawą prostą. „Miłość i odpowiedzialność” nazwałbym anatomią miłości i spraw pokrewnych.

Jeszcze jedna sprawa czy sprawy nie ułatwić sobie przez podsuwanie lektur?

Myślę, że nie. Nie czytać, lecz rozmawiać. Była już mowa w którymś z referatów o konieczności drugiego człowieka do kształtowania się osobowości. Pismo jest czymś wtórnym w stosunku do mowy, tak ewolucyjnie jak i rzeczowo biorąc. Nie daje nigdy tego, co bezpośredni kontakt z osobą i udział w jej przeżyciu /może na zasadzie współdźwięczenia i naśladownictwa/. I dlatego zawsze jest tak ważne, kto to mówi, jaką ma osobowość.

W związku z tym warto wysunąć postulat, aby ktoś, np. O. Karol Meissner, kto jest własnością całego Kościoła w Polsce otrzymał dodatkowy mandat dla częstego odwiedzania różnych seminariów. Wydaje się rzeczą konieczną korzystanie z usług ludzi, którzy zdobyli pewne doświadczenie i mają kwalifikacje zawodowe i personalne.

Dużą rolę w tym względzie niewątpliwie odgrywa kontakt ojca duchownego z alumnami. Tylko jest także faktem, że najczęściej tłumaczy on trudności w kategoriach pokusy, grzechu, woli Bożej – a tymczasem rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana, nierzadko wymaga porady fachowca lekarza i psychologa – oby w jednej osobie i księdza.

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda