Bolduc O. G. CSV, Spojrzenie na przemiany i eksperymenty w zakresie życia wspólnego w pierwszych dziesięciu latach po Soborze Watykańskim II

O. G. Bolduc CSV,

Spojrzenie na przemiany i eksperymenty w zakresie życia wspólnego w pierwszych dziesięciu latach po Soborze Watykańskim II

Wystąpienie podczas posiedzenia Unii Przełożonych Generalnych w 1973 r.

 

Temat: „życie wspólnotowe” jest szczególnie aktualny; Unia Rzymska Przełożonych Generalnych poświęciła temu zagadnieniu tegoroczne wiosenne zebranie. Istotnie, zakonnicy, a zwłaszcza najmłodsi, są coraz bardziej uwrażliwieni na wartość życia wspólnego. Przełożeni również poszukują sposobu, w jaki można je rozwijać zgodnie z duchowością i naturą każdego Instytutu.

Ta troska jest na pewno bardzo na czasie i, moim zdaniem, wynika z samej natury stanu zakonnego, który według tradycyjnej definicji /kan. 487/ jest „stałym sposobem życia we wspólnocie”. Można więc twierdzić, że życie wspólne stanowi jeden z elementów tworzących stan doskonałości. Kodeks prawa kanonicznego uważa je za obowiązek /kan. 594 § 1, 587 § 2/ i nawet przewiduje kary dla tych, którzy wyraźnie to prawo przekraczają /kan. 2389/.

Niemniej można dziś łatwo stwierdzić, że znaczenie terminów: „życie wspólne” i „życie wspólnotowe” dotyczy odmiennych rzeczywistości i stanowi przedmiot wyraźnej ewolucji. Dlatego sądzę, że potrzebne tu są pewne sprecyzowania. Nie mówiąc już o życiu wspólnym w małżeństwie /czym w tej chwili nie będziemy się zajmować/, wiemy, że jest ono również zalecane księżom diecezjalnym /kan. 134; Christus Dominus nr 30 itd./. Polega w tym wypadku na mieszkaniu pod jednym dachem, może w celu ułatwienia wspólnej pracy, każdy jednak zachowuje autonomię w swoim życiu osobistym, a zwłaszcza w odniesieniu do tego, co posiada.

Z kolei, życie wspólne w Instytutach, w których nie składa się ślubów zakonnych, przedstawia nam cały wachlarz różnych możliwości, począwszy od społeczności, które zachowują tylko pewne minimum więzi strukturalnych /jak choćby stowarzyszenia kapłanów istniejące dla celu apostolskiego/, aż po instytuty, które są nieomal zgromadzeniami zakonnymi /np. Ojcowie Misjonarze albo Lazaryści/. Niemniej na ogół przepisy życia wspólnego są w nich znacznie mniej ścisłe niż u zakonników.

Jak więc należy rozumieć życie wspólne? Kodeks prawa kanonicznego, mówiąc na ten temat, zakłada w pierwszym rzędzie równość wszystkich członków w dziedzinie ubóstwa i jednakowe zachowywanie regulaminu.

Jak to zaznaczył O. Gambari /Manuale della vita religiosa alla luce del Vaticano II, II nr 5, s. l2l/ jest rzeczą oczywistą, że pojęcie prawa zmieniło się w świetle Soboru. Dawniej kładziono nacisk na jednolitość w życiu zakonnym, zwłaszcza w dziedzinie ubóstwa oraz obserwancji, biorąc naturalnie pod uwagę potrzeby i okoliczności. Dziś natomiast ujmuje się tę sprawę nieco inaczej: podkreśla, się zjednoczenie osób, połączonych więzią duchową dla dawania świadectwa wartościom ewangelicznym. To zakłada – między innymi – większą jedność między braćmi, wzmożony udział wszystkich członków w prowadzeniu zgromadzenia oraz ubóstwo, pojęte zwłaszcza jako wspólne korzystanie ze wszystkich dóbr i dzielenie się nimi.

Soborowy dekret Perfectae Caritatis ustala podstawy zakonnego życia wspólnego, wskazując na wzór pierwszej gminy chrześcijańskiej: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących, żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne”/Dz. Ap. 4,32/. Sobór wyprowadza stąd szereg praktycznych wniosków. W nr 15 mówi o wspólnej modlitwie /co było tematem porannego referatu/,o życiu braterskim, o widzialnej jedności między braćmi oraz o pracy apostolskiej.

Życie wspólnotowe w istocie rzeczy stanowi cechę, która odróżnia zgromadzenia zakonne od instytutów świeckich. Należy to sobie uświadomić, by uniknąć pewnych nieporozumień.

To nowe ujęcie życia, zakonnego stało się powodem wielu przemian w zgromadzeniach zakonnych oraz okazją do zmian pewnych struktur i licznych przepisów. Stanowi one także źródło wielu dokonywanych w chwili eksperymentów.

Drugim czynnikiem, z poprzednim ściśle związanym, który przyśpieszył cały ten proces, jest większy szacunek dla osoby ludzkiej. Nie raz przeciwstawia się ten rys pojęciu „instytucji”, widząc w niej wroga osobowości oraz indywidualnych charyzmatów.

Te wszystkie przemiany nie stwarzają jeszcze jakichś szczęśliwych i ostatecznych rozwiązań, bo eksperyment pozostaje zawsze tylko eksperymentem i dopiero przyszłość nam pokaże, co jest godne utrzymania.

Jak wiecie, Kongregacja otrzymała liczne akta Kapituł Generalnych, poświęconych odnowie. Chociaż jeszcze nie wszystkie przestudiowano, niemniej można powiedzieć, że większa część tej pracy została ukończona i dziś już można stwierdzić pewne tendencje. Tu właśnie, Kongregacja może pomóc waszym obradom, wskazując na najbardziej typowe zmiany i wyrażając przy tej sposobności pewne oceny.

Aby uniknąć wszelkiego nieporozumienia, pragnę podkreślić, że to, co zreferuję, uczynię na moją własną odpowiedzialność, niemniej jednak postaram się jak najwierniej oddać sposób postępowania oraz orzecznictwo Kongregacji w tej dziedzinie.

Chciałem jeszcze jedno zaznaczyć: uwagi, które Stolica Święta przesłała niektórym instytutom, nie mają wszystkie tej samej wagi, ani też nie pretendują do tego, by wyrażać jakieś sądy nieodwołalne, Niektóre z nich mogą stać się przedmiotem rewizji, czy to na skutek nowych okoliczności, czy też w wyniku głębszej analizy zagadnienia, czy wreszcie dlatego, że jakiś eksperyment, który początkowo wydawał się zuchwały, okazał się z czasem zbawienny. Trzeba więc, aby adresaci pojmowali ducha, w którym te listy są redagowane i w danym wypadku dali dowód zrozumienia oraz pewnej tolerancji. Nie należy jednak równocześnie zapominać, że Święta Kongregacja, na nocy mandatu, który jej został powierzony, ma obowiązek czuwać nad zachowaniem tych zasad, które jej zdaniem stanowią podstawę życia zakonnego.

Z pewnością motu proprio „Ecclesiae Sanctae” /II, 6/ pozostawiło znaczną, wolność kapitułom generalnym w przeprowadzaniu eksperymentów, ale należy pamiętać, że ta wolność nie jest nieograniczona. Dokument papieski zawiera ważne zastrzeżenie: „byleby pozostały zachowane: cel, natura i właściwy charakter instytutu”. Zaznacza się ponadto, że należy przeprowadzać je w sposób roztropny i że powinno się mieć na nie pozwolenie kompetentnej władzy.

Spójrzmy teraz na niektóre dane, dotyczące życia wspólnego, które wynikają z tekstów akt kapitulnych.

W świetle dokumentów soborowych i adhortacji papieskiej „Evangelica testificatio” spróbujemy ocenić dokonane adaptacje, łatwiej będzie ukazać elementy pozytywne, znacznie jednak trudniej przyjdzie nom wyrazić pewne zastrzeżenia, którymi może należałoby się zająć.

Temat dzisiejszego sprawozdania został wysunięty przez tzw. „Radę szesnastu” jako jedno z zagadnień do przestudiowania na sesji plenarnej kardynałów, biskupów i przełożonych generalnych, którzy stanowią kierownictwo Kongregacji dla Zakonników, „Rada szesnastu” stanowi organ, będący łącznikiem między przełożonymi generalnymi zgromadzeń męskich i żeńskich, a Kongregacją. Będę się więc trzymał planu, który na tej sesji został ustalony, dzieląc zagadnienie w sposób następujący:

a/ formy sprawowania władzy i współuczestnictwa

b/ „małe wspólnoty”

c/ praktyka ubóstwa

Mówiono również o formach modlitwy, ale ta sprawo, była już przedmiotem rannej konferencji. Jeśli chodzi natomiast o praktykę posłuszeństwa, stanowiącego również dziedzinę, w której pragnie się poznać aktualnie wprowadzone zmiany, będzie o nim mowa w związku ze współuczestnictwem we władzy.

 

  1. Formy sprawowania władzy i współuczestnictwa /praktyka posłuszeństwa/

Dekret Perfectae Caritatis stwierdza, że odnowy nie można przeprowadzić bez udziału wszystkich członków instytutu /nr 4/. Motu proprio Ecclesiae Sanctae, podejmując ten temat, zachęca do udziału i dbałości wszystkich zakonników o dobro całej wspólnoty nawet w wyborze członków Zarządu /II nr 18/. Od patriarchalnego ujęcia życia rodzinnego przechodzimy do stylu bardziej braterskiego. Większość kapituł śmiało poszła tą drogą. Coraz częściej wybór przełożonych dokonuje się na zasadzie głosowania, a przynajmniej po możliwie szerokim zasięgnięciu opinii osób zainteresowanych.

Od chwili objęcia stanowiska, ci, którzy rządzą, powinni to czynić, licząc się ze zdaniem – jeśli już nie ze zgodą – wspólnoty. Dawna zasada: co się podoba księciu, ma siłę prawa – jest już przestarzała.

Z tego wszystkiego należy się cieszyć, niemniej jednak sformułowanie powyższych zasad przez niektóre kapituły generalne budzi znaczne zastrzeżenia. Władza – mówi się nieraz – ma być „kolegialna” i nie czyni się przy tym koniecznych rozróżnień. Przełożony zostaje właściwie pozbawiony wszelkiej przysługującej mu władzy, stając się czymś w rodzaju „symbolu władzy”, jak król w monarchiach konstytucyjnych, nie posiadający już władzy.

Niektóre sformułowania idą jeszcze dalej: wspólnota jest w rzeczywistości przełożonym. Inni dodają: wszelkie uchwały, które mają wejść w życie, muszą być podjęte jednomyślnie.

Widać w tym wyraźną reakcję przeciw „dyktatorskiemu” – że tak powiem – sprawowaniu władzy. Może nieraz zapominano dawniej o tym, że przełożony przed wydaniem rozkazu ma, obowiązek prawdziwego poszukiwania Woli Bożej przy użyciu wszystkich ludzkich środków, do których bezsprzecznie należy współdziałanie braci. Niemniej jednak niektóre obecne teksty kapitulne, jeżeli się je bierze dosłownie, z trudem mieszczą się w doktrynie kościoła o stanie zakonnym, a zwłaszcza o posłuszeństwie. Według nauki Perfectae Caritatis /nr 14/ posłuszeństwo jest ofiarą złożoną Bogu z własnej woli na wzór Chrystusa, który, chcąc służyć braciom, stał się posłusznym aż do śmierci. Posłuszeństwo tkwi korzeniami w darze, uczynionym Bogu z własnej osoby, darze tak całkowitym, że teksty soborowe nie wahają się wielokrotnie nazywać go konsekracją /cf. Gambari, dz. cyt. I, s. 125/.

Posłuszeństwo bez wątpienia musi być aktywne i odpowiedzialne, poza tym przełożony – jak to przypomina Evangelica testificatio /nr 25/ powinien służyć braciom. Przełożony jednak posiada władzę i jego „wskazania” mogą być nieraz prawdziwymi rozkoszami, do których zakonnicy – idąc za przykładem Mistrza – mają się stosować. Wprawdzie poszukiwanie tego, co ma czynić wspólnota, może być dokonywane wspólnie, ale musi się ono w danym wypadku zakończyć decyzją przełożonego, jak to nam jeszcze mówi Evangelica testificatio.

Zasady te zostały na nowo potwierdzone na zebraniu plenarnym Świętej Kongregacji w listopadzie 1971. Dekret ogłoszony 2 lutego br. /AAS/LXIV 1972, s, 193/ ujmuje je tylko, w formie prawnej. Przypomina, że normalny zarząd instytutu zakłada osobistą władzę przełożonego, który posiada rzeczywistą władzę i nie może być sprowadzony do roli zwykłego wykonawcy decyzji, podejmowanych przez wspólnotę. Jak już wspomniano, dekret ten idzie po linii Evangelica testificatio, która stwierdza, że uznanie tych decyzji jest niezbędne dla każdej wspólnoty /nr 25/.

Zatrzymałem się dłużej na przedstawieniu pewnych doktrynalnych twierdzeń kapituł, dotyczących władzy w odniesieniu do życia wspólnoty. Spójrzmy teraz na kilka spraw, może drugorzędnych, niemniej powtarzających się dość często. Nie chodzi tu o jakieś ogólne zasady, ale raczej o pewne orientacje, które nie dotyczą jednak tylko jednego kraju.

Znosi się nieraz tradycyjną radę domową, bo jeżeli należy zasięgać rady wszystkich, to wszyscy są jej członkami.

Przełożony lokalny bywa nieraz wyznaczany przez daną grupę i to na okres jednego roku, co pozwala na rotację między członkami wspólnoty. Poza tym coraz częściej rozróżnia się między dyrektorem dzieła, /instytucji nauczającej, pielęgniarskiej, itp./ a przełożonym zakonnym. Chętnie też daje się głos czynny wszystkim zakonnikom, nawet tym, którzy związani są tylko ślubami czasowymi. Ci ostatni otrzymują nawet prawo głosu biernego, mogą być przełożonymi lokalnymi i delegatami na różne kapituły.

Ten ostatni punkt spotkał się z zastrzeżeniami ze strony Świętej Kongregacji. Przecież początkujący zakonnicy mają bardzo niepełną znajomość życia zakonnego i problemów własnego zgromadzenia.

W zgromadzeniach kleryckich bracia otrzymują większy udział w zarządzie instytutu. Ten punkt zasługuje na szersze omówienie, ale pominę go z braku czasu, a także dlatego, że nie odnosi się on do wszystkich słuchaczy.

Wreszcie w wielu kapitułach z zasady większa jest ilość członków z wyboru, niż członków z urzędu.

Wykaz tych zagadnień na pewno nie jest wyczerpujący, ale może ukazuje te sprawy, które powracają najczęściej i mają wpływ na życie wspólnot w tym, co dotyczy sprawowania władzy.

 

  1. Ubóstwo

Ważnym czynnikiem życia wspólnotowego jest praktyka ubóstwa. Kapituły kładą nacisk na podział dóbr i na obowiązek pracy. Podkreśla się odpowiedzialność osobistą, idzie się też raczej po linii pozwoleń ogólnych, aby uniknąć tych, które chętnie określa się mianem drobiazgowych.

Liczne są próby, jakie w tej dziedzinie podjęto. Wiele zgromadzeń wyznacza zakonnikom pewną sumę na określone wydatki, zobowiązując ich do regularnego przedstawiania rozliczeń. Współczesne warunki życia sprawiły, że zwyczaj ten był już praktykowany w niektórych zgromadzeniach. Obecnie „osobisty budżet” stał się modny, ale czytając akta kapituł, nie zawsze można zrozumieć, na czym on właściwie polega: np. jaka jest jego wielkość, w jaki sposób zakonnik może nim rozporządzać, na co jest przeznaczony i jak należy z niego zdawać sprawę. Tymczasem dobrze wiemy, jak ważnym elementem dla życia wspólnoty zakonnej jest równe traktowanie poszczególnych zakonników danego instytutu w tym, co dotyczy używania dóbr materialnych.

Znamy dobrze tradycyjne ujęcie w tej dziedzinie. Zarząd dobrami jest wspólny i rozdziela się je zgodnie z potrzebami każdego. Określa się, że wszystko, co jest owocem pracy zakonnika, należy do zgromadzenia. Pisarze klasyczni ganią przełożonych, którzy pozwalają na podróże do rodziny, czy też na używanie rzeczy, które nie są konieczne, pod pretekstem, że wspólnota nie ponosi w związku z tym żadnych wydatków, ponieważ koszty pokrywa rodzina czy też ofiarodawcy.

Niektóre kapituły, przyjmując budżet osobisty, potrafiły uniknąć niebezpieczeństw związanych z tym układem. Po prostu, jasno określiły zasady ubóstwa wspólnotowego tak w dziedzinie posiadania dóbr, jak też ich użytkowania, a także sprawę rozliczania się z wydatków. Natomiast inne ustawy są dość wieloznaczne i niejasne. Odnosi się wrażenie, że zakonnik może czynić wydatki w zależności od własnych zarobków, bez odniesienia do autentycznego życia wspólnego. W tym momencie przypomina się odruchowo ostrzeżenie adhortacji apostolskiej: „Troszczcie się zatem o ducha, który was ożywia. Jakimże byłoby to poniżeniem dla was, gdybyście oceniali swą wartość jedynie na podstawie wynagrodzenia, jakie otrzymujecie za pracę świecką” /nr 20/. W niektórych instytutach rodzi się rzeczywiste niebezpieczeństwo stwarzania nieuzasadnionych różnic między zakonnikami, którzy posiadają, tzn. mają dobrze płatne zajęcia, a tymi, którzy takiej „szansy” nie mają. To byłby prawdziwy krok wstecz, wskrzeszający w nowej formie nadużycia, znacznie gorsze od tych, które dawniej sygnalizowano w związku z tzw. „peculium”, czy też z przywilejami, którymi cieszyli się zakonnicy, pochodzący z zamożnych rodzin.

Jeżeli chodzi o sprawę proszenia o pozwolenia, to na pewno dawniej była w tej dziedzinie pewna przesada, jakby istotnie ubóstwo do tego przede wszystkim się sprowadzało. Niemniej wiele współczesnych ocen krytycznych daje nam karykaturalny obraz przeszłości. Przecież zawsze podkreślono konieczność wyrzeczenia w używaniu dóbr materialnych i niebyło pisarza duchowego, który by nie nadmieniał, że wprawdzie prosząc o pozwolenie można uniknąć grzechu przeciw ślubowi w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale to nie jest wystarczające, do tego, by mieć spokojne sumienie.

Na pewno jest rzeczą słuszną podkreślać czynniki ważniejsze, ale trzeba równocześnie przypomnieć – jak czyni to Ojciec Święty – że charakter zależności jest nieodłącznie związany z ubóstwem /ET 21/.

Po kapituł i przełożonych należy ocenić prowadzone eksperymenty, by osiągnąć ubóstwo prawdziwie zakonne, praktykowane przez osoby dojrzałe, odpowiedzialne i autentycznie żyjące we wspólnocie.

 

  1. Małe wspólnoty /fraternites/

Wśród wielu prób podejmowanych celem pogłębienia życia wspólnotowego , wysuwa się na pierwsze miejsce tworzenie „małych wspólnot”.

Trzeba najpierw dokładnie określić terminologię. Mała wspólnota może być odpowiednikiem tradycyjnego domu zakonnego o małej liczbie członków. Gdy się dziś mówi o małej wspólnocie, ma się na myśli kilku zakonników, mieszkających w domu prywatnym i przejmujących styl życia, zbliżony do stylu instytutów świeckich. Często nie ma tam przełożonego, a tylko sama ekipa wybiera sobie w danym wypadku odpowiedzialnego, czy też kogoś, kto koordynuje wspólne zajęcia.

Ojciec Święty mówi o tym zjawisku w swojej adhortacji i podaje kilka przyczyn, które je tłumaczą:

a/ reakcja przeciw anonimowości skupisk miejskich;

b/ lepsze wniknięcie w środowisko apostolskie;

c/ bardziej braterskie stosunki między zakonnikami /ET nr 40/.

Prawdę mówiąc, nie jest to bynajmniej nowe zjawisko, W Średniowieczu Bracia Mniejsi żyli już w ten sposób i dziś starają się wracać do swych początków. Niektóre współczesne instytuty, jak np. Małe Siostry od Jezusa, znają jedynie ten rodzaj życia.

Na ogół kapituły generalne przychylnie odnoszą, się do tych doświadczeń, brak tylko nieraz dokładnych wskazań, w jaki sposób te wspólnoty mają się stać rzeczywistym osiągnięciem i autentycznym świadectwem życia zakonnego. Chodziłoby w nich o styl życia inny niż w instytutach świeckich. Mała wspólnota zakonna powinna być uznawana jako taka i powinna spełniać zasadnicze wymagania stanu zakonnego.

Powodzenie takich wspólnot zależy od szeregu czynników, których wyliczanie zajęłoby tu zbyt dużo czasu. Ograniczę się do zasygnalizowania sprawozdania na ten temat pt. „Small Community Experiences”, którego autorem jest Przewodniczący Konferencji Przełożonych Wyższych Męskich Zakonów w USA. Czytelnik zobaczy, że owocność tego eksperymentu zależy od ściśle określonych warunków. Nie wystarczy więc zachęcanie do tworzenia małych wspólnot, ani też pozwalanie na to, trzeba jeszcze ustalić kryteria, wg których można je zakładać. Jeżeli zakonnicy żyją w osobnym mieszkaniu, bo chcą być bardziej niezależni, to jest rzeczą jasną, że mamy do czynienia z jakimś klubem ludzi żyjących w celibacie, nie zaś z prawdziwą wspólnotą zakonną. Jak powiedzieliśmy, styl życia takiej wspólnoty, poza okolicznościami najbardziej wyjątkowymi, ma odpowiadać – naturalnie z koniecznymi adaptacjami – temu, co przystoi każdej wspólnocie zakonnej. Ojciec Święty przypomina dyskretnie w Evangelica testificatio, że jest rzeczą oczywistą, iż członkowie wspólnot zakonnych także i zewnętrznie skupiają, się wokół kaplicy, w której obecność Najświętszego Sakramentu jest zarówno znakiem, jak i przyczyną sprawczą tego, co powinno być najważniejszym zadaniem każdej rodziny zakonnej /nr 48/.

Jeszcze jedno zastrzeżenie w tej dziedzinie należałoby wysunąć pod adresem uchwał kapitulnych: często forsuje się tę formę życia w sposób niesłuszny i nieroztropny, tak jakby – wedle słów niektórych – to był jedynie owocny sposób życia wspólnotowego w naszych czasach.

W związku z tym Ojciec święty zaznacza, że duże wspólnoty odpowiadają wielu zakonnikom /nr 41/ a także, że istnieją takie dzieła, które wymagają domów o charakterze tradycyjnym /tamże/. Poza tym, czy nożna ludziom, którzy wstąpili do zgromadzenia posiadającego zasadniczo domy regularne, narzucić prawnie styl życia, którego nie mogli przewidzieć w chwili profesji zakonnej?

Każda mała wspólnota musi być w pełni ożywiona prawdziwym duchem apostolskim, który się wyrazi w pełnieniu zadań zgodnych z celem danego instytutu.

Nie należy jednak zapominać, że zorganizowana działalność apostolska i społeczna zakonników zależy od miejscowego Ordynariusza /Eccl. Sanctae I, nr 22/. Toteż domy zakonne podlegają mu w granicach prawa. Czy zakonnicy mogą zamieszka i żyć w diecezji, podejmując prace bez zgody Ordynariusza? Odpowiedź jest oczywiście negatywna, podczas gdy byłaby pozytywną w odniesieniu do członków – laików instytutów świeckich. Tu znajdujemy istotną różnicę między tymi dwoma stanami doskonałości w dziedzinie sposobu, życia i apostolstwa.

Reasumując: byłoby pożądane, by kapituły zachęcające do życia w małych wspólnotach, ustaliły dostatecznie jasno zasady doktrynalne oraz wskazania, które umożliwiłyby przestrzeganie tego, co zostało tu powiedziane. W przeciwnym razie trzeba by się obawiać – co zresztą potwierdzają w sposób oczywisty liczne przykłady – iż życie małych wspólnot zakończy się niepowodzeniem.

Zgadzają się wszyscy z tym, że życie wspólnotowe musi być – jak to się dziś mówi – na miarę człowieka. Wiele instytutów obrało tu drogę pośrednią. W dużych domach, o charakterze tradycyjnym, zakonnicy dzielą się na odrębne grupy z własnym odpowiedzialnym, który ma władzę zbliżoną do władzy przełożonego lokalnego. Takie rozwiązanie może przynieść doskonałe owoce pod warunkiem, że każda grupa ma wystarczającą autonomię, a odpowiedzialni starają się unikać szkodliwych podziałów na terenie tej samej wspólnoty lokalnej.

 

  1. Inne eksperymenty w dziedzinie życia wspólnotowego

 

Można by w nieskończoność wyliczać próby podejmowane na płaszczyźnie życia wspólnego, a w krótkim sprawozdaniu trudno o dokonanie właściwego wyboru. To, co dotychczas zostało powiedziane, opiera się na sugestiach przedstawionych przez niektórych przełożonych generalnych. Na zakończenie chciałbym jeszcze przedstawić do rozważenia dwie sprawy, dość powszechnie powtarzające się w aktach kapitulnych.

a/ Apostolstwo indywidualne. Warunki współczesne, takie jak zmniejszona liczba powołań oraz przejęcie przez państwo wielu zadań wychowawczych i pielęgniarskich, zmusiło liczne instytuty do opuszczenia prowadzonych dotychczas dzieł i likwidacji placówek. Skutkiem tego, wielu zakonników musi pracować w sposób indywidualny poza domem. Często są to fakty niezależne od woli przełożonych. Zdarza się również że zakonnik ma jakąś pracę odpowiedzialną poza własnym instytutem ze względów duszpasterskich. Wydaje się jednak, że dla podtrzymania, życia wspólnotowego należałoby grupować tych zakonników w jednej miejscowości czy też w jednym mieszkaniu, aby życie odosobnione, które właściwie powinno stanowić wyjątek – nie stało się powszechną regułą. Takie rozwiązanie byłoby w duchu Perfectae Caritatis, który podkreśla, że życie wspólne sprzyja pracy apostolskiej /nr 15/. Poza tym, instytut zakonny ponosi odpowiedzialność za pracę swoich członków, czego właśnie nie ma w instytutach świeckich. Motu proprio: Ecclesiae Sancto /I, 30/ wymaga, by np. umowy o pracę zakonników, działających w danej diecezji były uzgadniane między kompetentną władzą kościelną a przełożonym zgromadzenia.

b/ Przyjmowanie osób obcych /gości/

Zgromadzenia zakonne zawsze – a w każdym razie w większości wypadków odznaczały się prawdziwą gościnnością. Kapituły kładą nacisk na obowiązek gościnnego przyjmowania osób spoza wspólnoty i tym należy się cieszyć. Dawniej jednak nie włączali się goście we wspólnotę zakonników i np. refektarz był na ogół objęty klauzurą. Dzisiejszy sposób pojmowania tej sprawy ma na pewno wiele stron pozytywnych.

Jest jednym ze środków apostolskich, pozwala na głębsze wniknięcie w środowisko itp. Przyjmując to wszystko, trzeba jednak zachować pewien umiar. Każda rodzina wymaga dla swego rozwoju pewnej intymności. Zbyt szerokie otwarcie się mogłoby przynieść szkodę, np. gdyby stale przyjmowanie gości w refektarzu utrudniało zakonnikom bliższy kontakt wzajemny. Poza tym, każdy ma prawo do pewnego spokoju, który z kolei umożliwia ciszę, konieczną dla życia duchowego, Tu należałoby odczytać w całości nr 35 Evangelica Testificatio i zastosować go do warunków każdego zgromadzenia.

Czas kończyć. Oczywiście, można by wymienić jeszcze wiele innych prób dotyczących życia wspólnotowego. Niemniej ograniczony czas i ustalony program narzuciły konieczność dokonania wyboru, wydaje się, że punkty, które poruszyłem, najczęściej powtarzają się w aktach kapitulnych. Jeżeli więc obecni uznają to za słuszne, mogą one stać przedmiotem owocnych przemyśleń i dyskusji.