Home DokumentyReferaty, Konferencje, ArtykułyHistoria życia konsekrowanego Szymanek Edward, SChr, Ksiądz Prymas Stefan Wyszyński wobec zakonników polskich

Szymanek Edward, SChr, Ksiądz Prymas Stefan Wyszyński wobec zakonników polskich

Redakcja

Zebranie plenarne WPZM, Warszawa 13-14 października 1981 r.

Za wcześnie jest, by wszystko powiedzieć o zmarłym Prymasie – choćby w ogólnym zarysie. Za blisko stoimy tej postaci, zbyt onieśmieleni jej wielkością. Kardynał – tak czujemy – nie odszedł; lecz jest wśród nas. Gdy miałem szczęście całować rękę śp. Zmarłego, w tamten poranny czas, we Wniebowstąpienie Pańskie, gdy wokół trumny odczuwało się niewidzialne promienie wielkości, prawdy, dobra i wierności, nie miałem wrażenia, że to ktoś umarły. Ręka nie była zesztywniała, postać nie należała do tamtego świata. On był i jest między nami. Pewnie tę samą myśl chciał i on sam przekazać narodowi, skoro życzył sobie, by nie ukazywano go w kościele w odkrytej trumnie, by nie fotografowano zwłok. Choć, w pierwszym odruchu serca pragnęłoby się zachować na długo w pamięci narodowej majestat, który bił z oblicza tego Człowieka, który już był w trumnie, to jednak trzeba uświadomić sobie, że jest on wśród nas dzięki temu także, że my pozostaliśmy sobą, że pomógł nam odnaleźć naszą tożsamość.

Ksiądz Kardynał Wyszyński to człowiek tożsamości i ciągłej jedności Kościoła polskiego, i naszego narodu. Tak bowiem Kościół jak i naród przechodził w ostatnim trzydziestoleciu poważne zmiany połączone ze wstrząsami ducha i sumienia Polaków.

Polski Kościół wczesno powojenny wychodzi z nocy hitlerowskiej opromieniony blaskiem patriotyzmu, męczeństwa, ale i poraniony – ogromne straty w ludziach i to najlepszych. Wchodził w nową historię, która nie zapowiadała pokoju i radości odzyskiwania sił. Wręcz przeciwnie – trzeba było przygotowywać się na nowe zmagania duchów, na więzienia nawet i na przeróżne wyroki, którym daleko było do praworządności. Rodziła się wówczas pokusa kunktatorstwa. Pokusie tej nie wolno było ulec. Nie mógł jej ulegać żaden syn Kościoła, a tym więcej wódz Kościoła w Polsce. Trzeba więc było ulec przemocy, która skazała Prymasa na przeszło trzyletnią izolację, którą spokojnie należy nazywać uwięzieniem. Swoistą potem próbą dla Kościoła – całego Kościoła w świecie – były przemiany związane z Drugim Soborem Watykańskim. Należało wówczas wyeliminować i to, co dziennikarze określali mianem progresizmu i to, co nazywali tradycjonalizmem. A obydwie te tendencje w mniej lub więcej klarowny sposób zjawiały się – pierwsza zdawała się nie chcieć mieć nic albo mało wspólnego z przeszłością i jej tradycją, druga natomiast nie chciała niczego słyszeć o nowych nurtach, które były rozwojem tego, co już dawno zjawiło się we wspólnocie wierzących.

Ksiądz Prymas musiał wysłuchiwać ostrzeżeń i pouczeń jednych i drugich. Nie mamy jednak w naszym Kościele wrażenia, że inaczej – gorzej lub lepiej – modlimy się i przynależymy do społeczności kościelnej niż nasi praojcowie. Powolne, ewolucyjne przemiany, które wydobywały ze skarbca kościelnego stare i nowe klejnoty, sterowane były mądrym i wyczuwającym duszę polską okiem i sercem Prymasa.

Te ogólne spostrzeżenia stanowią wstęp do założeń związanych z polskimi zakonami. Rodziny zakonne, wyszły bowiem z pożogi wojennej bardzo okaleczałe co do liczby /zginęło 276 kapłanów, 76 kleryków i 186 braci/, a także nieco zdezorientowane co do dalszej egzystencji i działalności. Zakony też przechodziły swoje dobre i złe dostosowanie się do przemian posoborowych.

W jednym i drugim wypadku, należało więc zadbać o rozwój dzieł właściwych każdej wspólnocie zakonnej, a także znaleźć miejsce dla niesienia pomocy kapłanom diecezjalnym w pracy duszpasterskiej tak na dawnych ziemiach polskich, jak i na tych, które początkowo nazywano odzyskanymi. Trzeba było nadto po wojnie dostosować się do nowego bytowania społeczno-politycznego, a także ideologicznego. W tej sytuacji, siłą rzeczy, zakony odczuły konieczność, stworzenia: międzyzakonnej więzi wspólnotowej oraz współpracy. Stąd już w roku 1945 kard. A. Sapieha zwołał pierwsze zebranie plenarne Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce, a potem, kard. A. Hlond kilkakrotnie to czynił. Po jego śmierci następca jego, kard. S. Wyszyński miał tę formę wspólnoty międzyzakonnej nie tylko podtrzymać, ale i rozwinąć.

Poprzestaniemy na zwróceniu uwagi na tę formę oddziaływania i troski poprzez Konferencję Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce zmarłego Prymasa, które określały jego stosunek do zakonników w naszej Ojczyźnie. Pomijamy więc akty pasterskiego oddziaływania na poszczególne zakony /poprzez dekrety, wizytacje itp./, wynikające, ze specjalnych uprawnień udzielonych przez Stolicę Apostolską Prymasowi Polski, dzięki czemu przejął on funkcje Kongregacji do Spraw Zakonnych.

Należy zacząć od wzmianki o statucie Konferencji. Choć bowiem zebrania jej – przeważnie dwudniowe, a nawet w 1954, w roku stulecia ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu NMP, odprawiono trzydniowe rekolekcje na Jasnej Górze – odbywały się regularnie i nieregularnie /nieregularnie w latach 1953-1956/, to jednak Konferencja nie posiadała określonych form prawnych. Stąd też prace nad statutem zostały uwieńczone zatwierdzeniem go przez Księdza Prymasa 23 marca 1963 r. W tym samym roku – 30 listopada – zatwierdziła go Kongregacja do Spraw Zakonnych. Przedmiotem troski Prymasa był też dobór członków Konsulty, którzy, wprawdzie wybierani byli przez Konferencję, zatwierdzani jednak byli przez Kardynała Prymasa. Sekretarzem Konsulty natomiast był kapłan z wyboru Księdza Prymasa urzędujący w Wydziale Spraw Zakonnych przy Sekretariacie Prymasa Polski. Dziś może dziwić to uzależnienie Konferencji i rzekome ograniczenie jej swobody wyboru tych, których chciałaby widzieć pośród gremium koordynującego poszczególne dziedziny działalności zakonnej, należy jednak uwzględnić specyfikę tamtejszych dni. Gdy natomiast niebezpieczeństwa stały się przeszłością, kard. Wyszyński z lekkim sercem zgodził się na poprawki wniesione do statutu Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich, które to nowelizacje wprowadziły praktykę stosowaną obecnie przez nas przy każdorazowych wyborach przewodniczącego i członków Konsulty, jak również jej sekretarza.

Bezpośrednie spotkania Księdza Prymasa z Konferencją Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce odbywały się przeważnie na wiosenny zebraniach. Były to dobre, pouczające i zachęcające spotkania, na które składały się dość długie wypowiedzi Przywódcy Kościoła i Narodu Polskiego. Tematem ich były informacje o Kościele powszechnym, o Kościele w Polsce i o miejscu zakonów w Kościele i w polskiej rzeczywistości. Były też apele o zachowanie odrębności duchowej zakonów, o właściwe zrozumienie odnowy soborowej, o akceptację odnowy, która musi być związana z polską mentalnością, tradycją i pobożnością. Były zachęty do pielęgnowania ascezy zakonnej, do prawidłowego kształtowania postawy zakonnej i duszpasterskiej, do współpracy z duchowieństwem diecezjalnym. Były też wyrazy uznania za postawę, za pracę, za udział w bogatym życiu Kościoła w Polsce.

Syntezę myśli wypowiadanych do tak reprezentatywnych przedstawicieli rodzin zakonnych, jakimi są wyżsi przełożeni, można by widzieć w Liście Księdza Prymasa skierowanym do Zakonów i Zgromadzeń Zakonnych w Polsce, z okazji Polskiego Millenium:

„Zakonnicy, /…/ o czym jeszcze nie wszyscy pamiętają, przynieśli chrześcijaństwo na Polską ziemię. Zakonnicy ze św. Wojciechem, mnichem i biskupem na czele, przypieczętowali krwią męczeńską swe apostolskie posłannictwo, pełnione w Polsce nieprzerwanie od X wieku począwszy. Z ich krwi wyrośli męczennicy i wyznawcy, których heroizm uznał w pełni święty Kościół katolicki”.

„Przeszliście twardą szkołę – ogólnie biorąc – zdaliście chlubnie Wasz egzamin dojrzałości przed Bogiem, społeczeństwem i historią. Wyszliście z twardej próby okrzepli, wzmocnieni na duchu, bardziej ofiarni, głębiej niż kiedykolwiek przekonani o organicznej łączności Waszych Zgromadzeń z Kościołem, lepiej niż dawniej rozumiejący jego potrzeby zarówno w skali światowej, jak i konkretnych, codziennych warunkach naszego życia w Polsce, bardziej niż kiedykolwiek zjednoczeni w pracy Międzyzakonnej”.

„Wyrażam Wam pełne moje zaufanie i oświadczam w imieniu wszystkich Biskupów polskich, że zakony dobrze się u nas zasłużyły wobec Boga, Kościoła i Narodu, oraz że pozostały niewzruszenie wierne ideałom swych Założycieli”.

Podobną myśl, tak bardzo podnoszącą naszego ducha, spotykamy w przemówieniu do Wyższych Przełożonych w dniu 11 maja 1977 roku, tu, w stolicy:

„Wydaje mi się, Najmilsi – mogę się mylić – że dla życia zakonnego mam pełne zrozumienie, i że razem z Biskupem Dąbrowskim mocno obstawaliśmy w obronie życia zakonnego w Polsce. Dobry Bóg, przy waszej pomocy, przy waszej postawie, pełnej wierności powołaniu zakonnemu, pozwolił to uczynić, iż życie zakonne w Polsce zostało wybronione. Dziwią się nawet na Watykanie i w Kongregacji Religiosorum, jak to się stało. Zapraszamy ich: Przyjedźcie do nas, Bracia, to my wam pokażemy, jak to się stało i kto to zrobił. Nie zawsze nas rozumieją, zwłaszcza trudno jest uchwycić głęboki sens wspólnej pracy, chociażby na takich spotkaniach jak to. Oto wyżsi przełożeni poświęcają swój czas, którego nie mają za wiele, aby być razem, razem się modlić, wspólnie rozważać sprawy życia zakonnego.

To dla wielu jest nie do zrozumienia. Ale dzięki Bogu u nas jest to zupełnie zrozumiałe i konieczne. Nie ma na to rady. Ponosimy nieraz osobiste ofiary, aby ratować całość życia zakonnego w Polsce. Tej sprawie od początku, od 30 lat, jak jestem biskupem, służę. I gdy Pan Bóg tego ode mnie zażąda, dalej będę służył”.

Zacytujmy też fragment z przemówienia do wyższych przełożonych z dnia 7 maja 1970 r., dotyczącego duszpasterstwa emigracyjnego, w którym zakony zaznaczyły się bardzo wydatnie i zasłużyły sobie na uznanie:

„Emigracja polska w bardzo szybkim tempie wynaradawia się. Nie może tego nawet powstrzymać wprowadzenie mowy ojczystej do liturgii, do czego przywiązywano tak wielką wagę. /…/ Potrzebna jest duża ilość kapłanów polskich, głównie zakonników. Księża świeccy nie zawsze wywiązują się należycie z tego zadania. Są w warunkach trudniejszych, odosobnieni, nie mają oparcia. Księża zakonni tworzą wspólnoty. Tak więc opieka nad emigracją – przynajmniej według mojej „praktycznej wizji” – zmierza do tego, aby w poszczególnych krajach europejskich czy pozaeuropejskich, rektoraty polskich misji powierzyć raczej rodzinom zakonnym”.

Ale były też przestrogi. Przytoczmy choćby tę:

„Apostolstwo u nas jest szczególnie trudne i dlatego wymaga odpowiednio dużych sił ducha, a więc ducha i praktyki modlitwy, ofiary i dobrego przykładu. Jeżeli te siły się pominie, dzieła apostolskie będą „magni passus extra viam”. Nigdy nie będzie dosyć mówić o tym swoim podwładnym i bezwzględnie wymagać, aby z pełnym zrozumieniem i z całą gorliwością przestrzegali tej hierarchii w apostolskich trudach” /List skierowany do Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich z dn. 22.IV.1975 r./.

Jakże nadal i wciąż aktualna jest ta również wypowiedź:

„… jestem zaniepokojony schematyzmem odnowy soborowej w zakonach, że robi się to wszystko nagle, w tym samym czasie i na określony termin – do tego dnia odnowa musi być zakończona. Historia życia zakonnego daje nam zupełnie inne przykłady. My wiemy, że na przestrzeni wieków w różnych rodzinach zakonnych dokonywała się tak zwana odnowa. /…/

Działo się to na przestrzeni wielu lat, a nawet wieków. Nie jest rzeczą możliwą aby miało się dokonać w ciągu kilku lat i to wszędzie. Byłoby to rozwiązanie schematyczne, załatwienie sprawy czysto biurokratyczne, /…/ to nie jest sprawa zapisania papieru, tylko przemiany wewnętrznej ludzi, a to jest proces powolniejszy, niekiedy bardzo niewygodny, a nawet niebezpieczny. Wiemy, że reformatorzy zakonów stawali często wobec perspektywy utraty życia”. /Przemówienie do Przełożonych Wyższych z dn. 10.IV.1972, Warszawa/.

We wszystkich wypowiedziach dawało się odczuć głęboką wiarę w Bożą Opatrzność i niezawodną opiekę Bożej Rodzicielki, Pani Jasnogórskiej. Stąd było pozytywne przyjęcie tego wszystkiego, co się w naszych czasach działo. W roku 1970 tak Prymas Polski mówił do zakonników:

„Obyśmy wszyscy – biskupi, kapłani diecezjalni, przełożeni zakonni wyżsi czy domowi, rodziny zakonne – nie bacząc na udręki czasów, wdzięczni byli za to, że właśnie naszemu pokoleniu przypadło „pro nomine Jesu contumelias pati”, dziękując za tę wielką łaskę, która jest elementem dodatnim we współczesnej rzeczywistości”.

W pamiętny dzień, 31 maja br., żegnaliśmy Wielkiego Prymasa. Gdy w królewskim pochodzie z Placu Zwycięstwa do bazyliki św. Jana kroczyliśmy przed trumną, gdy ona zatrzymała się pod kolumną Zygmunta, gdy wybuchło z piersi setek tysięcy „Boże coś Polskę”, to na tym stołecznym bruku, przy warszawskiej Starówce z jej kościołami, zamkami i pałacami – na czele z Zamkiem Królewskim – zawirowała cała historia Polski, a szczególnie ta z XIX i XX wieku. Wszystko, co się niegdyś wydarzyło, uobecniło się w owym „dziś”, kiedy Pater Patriae – Ojciec Ojczyzny – żegnał się z nami. A gdy trumna pośród tłumów, wyrastająca z nich, bardzo powoli znikała w ulicy Świętojańskiej, czuło się jakby ciągłe odwracanie się ku nam i żegnanie. I zapewnianie o swej duchowej obecności.

Czy poprzednik, kard. August Hlond, który w dniu święceń biskupich księdza Wyszyńskiego, w dniu 12 maja 1946 r. na Jasnej Górze, kilkakrotnie się wzruszał – tak odnotował kronikarz jasnogórski – który wskazał go Piusowi XII jako swego następcę, przeczuwał w duchu swoim, kim on będzie? Czy świadomie wyznaczał mu rolę kontynuatora tożsamości kościelnej i narodowej? Tożsamości naszego życia zakonnego?

SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda