Hadalski TChr, Piękno liturgii i jej znaczenie w zakonach

I. Wprowadzenie

Zaproponowany temat jest bardzo szeroki i stąd w tak krótkiej wypowiedzi można jedynie dotknąć niektórych spraw. Wszystko to, co odnosi się do życia liturgicznego całego Kościoła w bogactwie jego różnorodności odnosi się także do wspólnot zakonnych i to w większym stopniu z racji naszego miejsca i zadania w Kościele. Odnosi się także dlatego, że w zakonach i zgromadzeniach znajdują odbicie współczesne trendy eklezjalne i liturgiczne (zarówno pozytywne, jak i negatywne), chyba bardziej niż w diecezjach ze względu na często międzynarodowy charakter wspólnot zakonnych.

Nikogo nie trzeba raczej przekonywać o znaczeniu liturgii w życiu Kościoła, a więc i w życiu wspólnot zakonnych. Przypomnijmy jednak doskonale znany, wręcz stereotypowy, cytat z KL 10 mówiący, że „liturgia jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i zarazem jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc”. Kilka punktów wcześniej czytamy w Konstytucji, że w liturgii przez znaki widzialne dokonuje się uświęcenie człowieka, a Kościół oddaje Panu Bogu chwałę i uwielbienie realizując w ten sposób swoje kapłaństwo (KL 7).

II. Właściwe rozumienie natury i celu liturgii

1. Mam wrażenie, że ciągle pokutuje w nas niepełne rozumienie liturgii, ograniczone do spełniania czynności kultycznych. Wielu kapłanów i zakonników, nie mówiąc o wiernych widzi w liturgii przede wszystkim działania ludzkie zmierzające co prawda do oddania chwały Panu Bogu, ale nie za bardzo tego Pana Boga dopuszczające do głosu. Generalnie wszędzie widoczne jest przeakcentowanie czynnika ludzkiego w liturgii.

Dziś, 47 lat po ogłoszeniu Konstytucji o liturgii (04.12.1963) ciągle jest aktualne, wręcz konieczne przypomnienie i akcentowanie tego, co było zamierzeniem i jest prawdziwym owocem odnowy soborowej, czyli ukazanie i rozumienie liturgii jako najpierw działa Pana Boga – actio Dei, actio sacra, a nie jakieś formalne zerwanie z rytualizmem, co wypaczyło istotę odnowy liturgii w wielu krajach i wspólnotach[1].

Jestem przekonany, że trzeba bardziej zwrócić uwagę na ten aspekt działania Pana Boga w liturgii. To On jest inicjatorem i głównym działającym. Wydaje się, że wiele nadużyć z niezdrową kreatywnością i formalizmem na czele ma źródło właśnie w przecenieniu pierwiastka ludzkiego w liturgii i niedocenieniu Bożego działania.

2. Zauważmy, że papież Benedykt XVI w zakończeniu pierwszego tomu swoich dzieł zebranych poświęconego właśnie liturgii (sam tak postanowił) napisał bardzo jasno, że „o przyszłości Kościoła zadecyduje liturgia”. Mówił o tym dla Radia Watykańskiego bp Gerhard Müller z Ratyzbony, główny redaktor edycji wydawanej przez Libreria Editirce Vaticana, która została zaprezentowana na XXXI Mityngu Przyjaźni Narodów w Rimini: „Los Kościoła i wiary chrześcijańskiej jest z tym bezpośrednio związany. Albowiem wiara chrześcijańska nie jest teorią, filozofią czy ideologią, lecz relacją, konkretną i osobistą, z Bogiem w Trójcy, Bogiem, który stał się człowiekiem w Jezusie Chrystusie i pozostaje obecny w Duchu Świętym. A liturgia jest sakramentalnym uczestnictwem, widzialnym i konkretnym, w życiu Boga w Trójcy. Dlatego liturgia to nie tylko jakaś gra, teatr, autoekspresja odczuć, serca, idei, wymiaru społecznego. Liturgia katolicka to rzeczywisty, obiektywny, konkretny wyraz relacji, w której sam Bóg chce dzielić swoje życie z nami, Jego stworzeniami”[2].

Skoro więc liturgia to konkretny wyraz relacji, w której Bóg chce dzielić się swoim życiem z nami, to oczywistą staje się istotna rola liturgii w życiu wspólnot zakonnych i konkretnych zakonników. W końcu ostatecznie życie zakonne, konsekracja zakonna są i mają być w świecie wyrazem oddania siebie „umiłowanemu nade wszystko Bogu” (KKK 931).

Trzeba więc odkryć w naszych wspólnotach liturgię nie jako obowiązek (wpisany np. w konstytucje zgromadzenia), czy konieczność, ale jako uświęcające każdego z uczestników i całą wspólnotę działanie Pana Boga. Bez tego nie ma życia Kościoła ani zakonów.

Przywrócenie czy ukazanie tej właściwej optyki patrzenia może poprowadzić do innego traktowania samej liturgii, jej pięknego sprawowania, zaangażowanego uczestnictwa, odnowy nie tylko życia liturgicznego, ale całego także wspólnot zakonnych.

3. Aby tak się stało konieczna jest właściwa formacja liturgiczna na różnych poziomach życia zakonnego. Tu widzę pewne problemy:

– w seminariach liczba wykładów z liturgiki jest zmniejszana, bo ogólnie jest za dużo godzin.

– tym samym często brakuje czasu na ćwiczenia, na analizę konkretnych tekstów liturgicznych, symboliki celebracji itd.

– w wykładach ograniczamy się często do krótkiej historii i potem do formalnego nauczenia poprawnego sprawowania sakramentów, czy innych obrzędów.

– niejednokrotnie brakuje tego, co jest sercem wykładów z liturgiki, czyli teologii liturgii, tego spojrzenia na Boże działanie. Brakuje też tego, co można by określić mianem duchowości liturgicznej.

– po seminarium często w tej materii nic się już nie dzieje. Każdy działa trochę po swojemu, często niestety po omacku.

– efektem jest albo praktyczny formalizm, albo „radosna twórczość” celebransów i mnożenie form kosztem ich jakości.

– wydaje mi się, że należy też kłaść większy akcent na samo sprawowanie liturgii w seminariach i klasztorach. Żeby liturgia była obecna w życiu wspólnoty. Mam tu na myśli przede wszystkim Liturgię Godzin, bo o Eucharystii chyba nie potrzeba mówić. Na pewno bardzo różnie to wygląda i nie chciałbym generalizować. Czasami jednak liturgię wypierają różnego rodzaju nabożeństwa (też dobre).

Właściwe rozumienie natury liturgii będzie prowadziło do pięknego jej sprawowania.

III. Piękno liturgii – Ars celebrandi

  1. Piękno liturgii 

Temat piękna liturgii i tzw. ars celebrandi pojawia się coraz częściej także w oficjalnych dokumentach Kościoła. Pozwolę sobie zacytować jedynie adhortację Sacramentum Caritatis Benedykta XVI, gdzie czytamy: „Liturgia bowiem, jak i zresztą Objawienie chrześcijańskie, ma wewnętrzny związek z pięknem: jest veritatis splendor, blaskiem prawdy. […] Odnoszenie się do atrybutu piękna nie jest jedynie estetyzmem, ale jest sposobem docierania do nas prawdy o miłości Boga w Chrystusie poprzez piękno. […] Prawdziwym pięknem jest miłość Boga, która definitywnie objawiła się nam w tajemnicy paschalnej. Piękno liturgii jest częścią tej tajemnicy; ona jest najwyższym wyrazem chwały Bożej i stanowi, w pewnym sensie, otwarcie się Nieba ku ziemi. […] Piękno nie jest więc jedynie czynnikiem dekoracyjnym liturgii; ono jest jej elementem konstytutywnym, gdyż jest atrybutem samego Boga i Jego Objawienia. Wszystko to winno sprawić, byśmy byli świadomi, jaką należy zachować uwagę, by liturgia jaśniała zgodnie z jej właściwą naturą”[3]. W kontekście rozważanego tu tematu warto sięgnąć do całej części drugiej tego dokumentu, zwłaszcza do numerów 34-42.

Zagadnienie ars celebrandii należy rozpatrywać na wielu płaszczyznach, bo dotyka integralnego ujęcia celebracji liturgii. Dotyka najpierw znajomości teologii liturgii, duchowości liturgicznej, ksiąg i przepisów liturgicznych, dokumentów K-ła o liturgii, szacunku dla sacrum. Dalej dotyka obszaru znaków i symboli, języka, gestów, muzyki i śpiewu, paramentów i szat, architektury i sztuki sakralnej[4]. Nie mamy niestety czasu na szczegółową analizę wszystkich wątków.

Wieloletni ceremoniarz papieski abp Piero Marini w wykładzie zatytułowanym „Liturgia i piękno” wygłoszonym 23.11.2003 r. na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu w Neapolu[5] mówił, że „wielkim błędem byłoby stosować do liturgii kryterium świeckiego poczucia piękna” (s. 149). W pięknie liturgii nie chodzi o przeżycia estetyczne, ale duchowe, chodzi o poznanie blasku piękna samego Boga, niejako wejście w to piękno. Co wcale nie znaczy, że estetyka nie jest ważna. Piero Marini widzi piękno i sens liturgii w powtarzaniu gestów Chrystusa, w czynieniu tego, co On czynił i co chciał, aby czynił Jego Kościół. Marini mówi, że „poczucie piękna liturgii, nie zależy przede wszystkim od sztuki, ale od miłości misterium paschalnego” (s. 151). Sprawowanie liturgii to celebracja miłości, miłości Chrystusa do Kościoła i Kościoła do Chrystusa. Takiego spojrzenia na piękno liturgii bardzo potrzebujemy, aby nie pójść w tanie efekciarstwo, czy wręcz pseudoartystyczne szokowanie wiernych na różny sposób.

  1. Od „odprawiania” do „celebracji”

W tym kontekście postulowałbym najpierw zmianę postrzegania sprawowania liturgii, czyli pewnego rodzaju odejście od „odprawiania”, czy „odmawiania” na korzyść „celebracji”. To nie jest tylko kwestia terminologii. „Odprawianie” wg mnie bardziej łączy się z pracą, obowiązkiem i może szybko stać się pozbawionym ducha rytualizmem. Celebracja natomiast zawiera w sobie element świąteczny[6], radosny, wyjście z codzienności i wejście w inną, świętą przestrzeń. Tak jest zawsze, nie tylko w liturgiczne święta, którym nadajemy uroczystą oprawę. Pośród naszej codzienności jest czas – Msza Święta (szczególnie Msza konwentualna, jeśli jest), brewiarz – który jest czasem świątecznym. Naszą zakonną liturgię, z którą się oswoiliśmy i traktujemy jej sprawowanie we wspólnotach jak chleb powszedni musimy postrzegać w kategoriach świątecznych. Inaczej grozi nam rutyna, formalizm, brak zaangażowania i ostatecznie bezowocność tego czasu.

W tym miejscu chcę podkreślić charakter niedzieli i jej świętowania:

– jest to problem na parafiach – przez obowiązki, aktywizm, ucieka nam kapłanom i zakonnikom świąteczny charakter tego dnia. Jest to dla nas dzień pracy. Kiedy więc mamy chrześcijański dzień świąteczny?  Dzień wolny w tygodniu to nie to samo.

– w seminariach, nowicjatach, klasztorach – stawiam pytanie, co zrobić, aby niedziela była prawdziwie Dniem Pańskim w jego rozlicznych wymiarach. Świętowanie to nie jest kwestia tylko czasu wolnego. Mam wrażenie, że wychowujemy kleryków do aktywnego, zaangażowanego w duszpasterstwo przeżywania niedzieli (i to jest też potrzebne), a nie uczymy ich jak w takich warunkach świętować Zmartwychwstanie Pana.

  1. Pielęgnowanie zakonnych tradycji liturgicznych

Niektóre zakony i zgromadzenia mają swoje piękne liturgiczne tradycje, właściwe sobie ryty celebracji, śpiewy, własne kalendarze, itp. Te tradycje trzeba pielęgnować, czuwać, by były to zawsze „zdrowe” tradycje, zgodne z duchem i literą (prawem) liturgii. Rozumiemy, że nie chodzi tu o zaznaczanie jakiejś swojej odrębności (chociaż ten element też jest obecny), ale o ukazanie bogactwa liturgii Kościoła z jednej strony, a z drugiej jest to niewątpliwie mocny element tworzący i umacniający wspólnotę.

  1. Ars celebrandi – liturgia pięknie, czyli wiernie sprawowana

– Co to znaczy pięknie celebrować? Odpowiem, że najpierw znaczy to celebrować w wierności zasadom, a nie celebrować „po swojemu”, bo „mnie się tak podoba”, bo „ja wiem lepiej”. Niezdrowy i niczym nieuzasadniony kreacjonizm w liturgii jest dziś jednym z większych problemów Kościoła na Zachodzie. „Skoro liturgia eucharystyczna jest ze swej istoty actio Dei, […] to jej fundament nie zależy od naszego upodobania i uczestniczenie w niej nie może być poddane presji chwilowej mody” przypomniał Benedykt XVI w Sacramentum Caritatis (37) wpisując się w ten sposób w szereg apeli kierowanych przez papieży i kongregacje o wierne normom Kościoła sprawowanie liturgii. Trudno byłoby tu przytoczyć wszystkie wypowiedzi najwyższej rangi. Odwołajmy się tylko do Jana Pawła II, który już w 1980 r. pisał w liście o tajemnicy i kulcie Eucharystii Dominicae Cenae: „Kapłan jako szafarz, jako celebrans, jako przewodniczący eucharystycznego zgromadzenia wiernych, winien w szczególny sposób mieć poczucie wspólnego dobra Kościoła, które swoją posługą wyraża, ale któremu też w swojej posłudze winien być wedle rzetelnej dyscypliny wiary podporządkowany. Nie może uważać siebie za «właściciela», który dowolnie dysponuje tekstem liturgicznym i całym najświętszym obrzędem jako swoją własnością i nadaje mu kształt osobisty i dowolny. Może to się czasem wydawać bardziej efektowne, może nawet bardziej odpowiadać subiektywnej pobożności, jednakże obiektywnie jest zawsze zdradą tej jedności, która się w tym Sakramencie jedności nade wszystko winna wyrażać. I każdy z kapłanów celebrujących Najświętszą Ofiarę musi pamiętać, że nie modli się w niej on sam ze swoją wspólnotą, ale modli się cały Kościół, dając również poprzez używanie zatwierdzonego tekstu liturgicznego wyraz swojej duchowej jedności w tym Sakramencie” [7]. A w Ecclesia de Eucharystia (nr 52) czytamy w tym względzie dramatyczne wręcz wezwanie i napomnienie zwieńczone słowami: „Kapłan, który wiernie sprawuje Mszę Świętą według norm liturgicznych, oraz wspólnota, która się do nich dostosowuje, ukazują w sposób dyskretny, lecz wymowny swą miłość do Kościoła”[8].

Dziś tak wielu kapłanom, wcześniej klerykom trudno to przyjąć i tak sprawować liturgię. Jak to przezwyciężyć? Jak przekonać, że to ma sens? Pierwszym krokiem, jaki trzeba tu zrobić to dawać dobry przykład wiernie sprawowanej liturgii. Ten przykład musi iść w pierwszym rzędzie od przełożonych. Jeśli bowiem kleryk widzi, że przełożeni seminaryjni, czy zakonni celebrują po swojemu za nic mając przepisy to żadne wykłady nie przekonają tego młodego człowieka, że należy szanować prawo Kościoła i to nie tylko w sprawach liturgicznych.

– Po drugie, pięknie celebrować, to celebrować w sposób naturalny, proporcjonalny, właściwy sobie.  Jest to ważne, bo celebrans ma pomóc zgromadzonym uczestniczyć w liturgii, a często jest odwrotnie. Benedykt XVI pisze, że „pierwszym warunkiem, który sprzyja uczestnictwu Ludu Bożego w świętym obrzędzie jest odpowiednia jego celebracja. Ars celebrandi jest najlepszym warunkiem actuosa participatio”[9]. O celebracji liturgii mówimy ars celebrandi, bo to jest sztuka tak sprawować liturgię, by nie była ona sztuczna, dziwaczna, ale wypływała z wiary i była przy tym piękna. Mówimy „sztuka celebracji”, ale trzeba pamiętać, że to nie teatr, nie o aktorstwo tu chodzi, a o prowadzenie ludzi i siebie do spotkania z Bogiem i przyjęcia Jego łaski. Jeśli nie teatr, to i nie udawanie, nie jakaś egzaltacja, czy duchowe uniesienia.

– I wreszcie pięknie celebrować, to zadbać o prawdziwość znaków, gestów, wyposażenia świątyni, dekoracji, itd. Ileż w tej dziedzinie jest do zrobienia! Odwołam się w tym miejscu do adhortacji Sacramentum Caritatis. Papież pisze, że „Ars celebrandi winno sprzyjać rozwijaniu zmysłu sacrum i posługiwaniu się takimi zewnętrznymi formami, które ten zmysł wychowują, jak na przykład harmonia obrzędu, szat liturgicznych, sprzętów i miejsc świętych. […] Dla właściwego ars celebrandi, ważne jest zwrócenie uwagi na wszystkie formy językowe przewidziane w liturgii: słowa i śpiew, gesty i milczenie, ruch ciała, kolory liturgiczne oraz paramenty. Liturgia, ze swej natury zawiera różnorodność środków komunikacji, które prowadzą do zaangażowania się całej ludzkiej istoty. Prostota gestów i umiarkowanie znaków przewidzianych w określonym porządku i w czasie liturgii przekazują i angażują wiernych bardziej niż sztuczne, niestosowne dodatki”[10].

To zakłada także odwagę poświęcenia pewnych środków, także materialnych, aby o to piękno znaków zadbać. W naszym przygotowaniu liturgii i jej sprawowaniu zdaje się brakować tego, co można określić mianem „błogosławionego marnowania”[11].

IV. Zakończenie

Na zakończenie wyrażę radość, że dzisiejsza dyskusja wyższych przełożonych zakonnych dotyczy właśnie znaczenia liturgii dla wspólnot zakonnych. Oby to zaowocowało gorliwszym wchodzeniem na ten szczyt działalności Kościoła. Aby tak było liturgia musi stać się w naszych wspólnotach najpierw źródłem, z którego chętnie i obficie czerpiemy.



[1] „Po Soborze, nie z winy Soboru, ale w chronologicznym porządku rzeczywiście po Soborze, doszło do wielu nadużyć w liturgii, błędnego jej rozumienia. Stała się ona jedynie wyrazem własnych idei. Ludzie zostali poddani manipulacji społecznej i politycznej w imię swobodnej wolnej relacji człowieka z Bogiem. Zapomniano, że chodzi tu o sakramenty, które dał nam sam Jezus Chrystus, a nie o naszą grę czy coś w tym rodzaju” – bp Gerhard Müller, wywiad dla Radia Watykańskiego, KAI, RVms, 2010.08.25.

[2] bp Gerhard Müller wywiad dla Radia Watykańskiego, KAI, RVms, 2010.08.25.

[3] Benedykt XVI, Adhortacja Sacramentum Caritatis, 35.

[4] R. Pierskała, Ars celebrandi w odnowionej liturgii, w: Kultura i sztuka w służbie Eucharystii, red. R. Pierskała, Opole 12997, s. 94, (całość s. 93-110).

[5] Wykład opublikowany w książce – wywiadzie: Ceremoniarz papieski. Rozmowy o liturgii przeprowadzili Dominique Chivot i Vincent Cabanac, Katowice 2010, s. 145-167.

[6] Celebrować (celebrare) znaczy czynić cos świętego, wykonywać świętą czynność, czynić to z radością, świątecznie, uroczyście. – B. Nadolski, Sztuka przewodniczenia w sprawowaniu Eucharystii, w: Mszał księgą życia chrześcijańskiego, red. B. Nadolski, Poznań 1986, s. 413-414.

[7] Jan Paweł II, List o tajemnicy i kulcie Eucharystii Dominicae Cenae (24.02.1980), 12.

[8] Jan Paweł II, Encyklika Ecclesia de Eucharistia, 52: „Jak wielka odpowiedzialność spoczywa przy sprawowaniu Eucharystii zwłaszcza na kapłanach, którym przysługuje zadanie przewodniczenia jej in persona Christi, zapewniając świadectwo i posługę komunii nie tylko wobec wspólnoty bezpośrednio biorącej w niej udział, lecz także wobec Kościoła powszechnego, który zawsze jest przywoływany przez Eucharystię. Niestety, trzeba z żalem stwierdzić, że począwszy od czasów posoborowej reformy liturgicznej, z powodu źle pojmowanego poczucia kreatywności i przystosowania, nie brakowało nadużyć, które dla wielu były przyczyną cierpienia. Pewna reakcja na «formalizm» prowadziła niekiedy, zwłaszcza w niektórych regionach, do uznania za nieobowiązujące «formy» obrane przez wielką tradycję liturgiczną Kościoła i jego Magisterium, i do wprowadzenia innowacji nieupoważnionych i często całkowicie nieodpowiednich. Czuję się zatem w obowiązku skierować gorący apel, ażeby podczas sprawowania Ofiary eucharystycznej normy liturgiczne były zachowywane z wielką wiernością. Są one konkretnym wyrazem autentycznej eklezjalności Eucharystii; takie jest ich najgłębsze znaczenie. Liturgia nie jest nigdy prywatną własnością kogokolwiek, ani celebransa, ani wspólnoty, w której jest sprawowana tajemnica (…). Również w naszych czasach posłuszeństwo normom liturgicznym powinno być na nowo odkryte i docenione jako odbicie i świadectwo Kościoła jednego i powszechnego, uobecnionego w każdej celebracji Eucharystii. Kapłan, który wiernie sprawuje Mszę Świętą według norm liturgicznych, oraz wspólnota, która się do nich dostosowuje, ukazują w sposób dyskretny, lecz wymowny swą miłość do Kościoła (…). Nikomu nie można zezwolić na niedocenianie powierzonej nam tajemnicy: jest ona zbyt wielka, ażeby ktoś mógł pozwolić sobie na traktowanie jej wedle własnej oceny, która nie szanowałaby jej świętego charakteru i jej wymiaru powszechnego”.

[9] Benedykt XVI, Adhortacja Sacramentum Caritatis, 38.

[10] Benedykt XVI, Adhortacja Sacramentum Caritatis, 40.

[11] Jan Paweł II w Ecclesia de Eucharistia pisząc o pięknie celebracji eucharystycznej, wyszedł od sceny namaszczenia w Betanii: „Tak jak kobieta z Betanii, Kościół nie obawiał się «marnować», poświęcając najlepsze swoje zasoby, aby wyrażać pełne adoracji zdumienie wobec niezmierzonego daru Eucharystii. Nie mniej niż pierwsi uczniowie, którzy mieli przygotować «dużą salę», Kościół w ciągu wieków i przy zmieniających się kulturach czuł się zobowiązany, aby sprawować Eucharystię w oprawie godnej tej wielkiej tajemnicy” (nr 48).