Rybicki Stanisław Romuald fsc, Sytuacja brata zakonnego w zakonie niekleryckim w dobie posoborowej

Stanisław Romuald RYBICKI fsc,

SYTUACJA BRATA ZAKONNEGO W ZAKONIE NIEKLERYCKIM W DOBIE POSOBOROWEJ

Zebranie plenarne WPZM, Warszawa, 13-14.V.1980 

  1. Argumentacja zasadnicza

Tego roku, 15 wieków po urodzeniu św. Benedykta, twórcy monachizmu na Zachodzie, patrona Europy, warto sobie przypomnieć, że to on właśnie – jako brat zakonny, a raczej po prostu zakonnik – stworzył życie wspólnotowe oparte na Ewangelii, na modlitwie i pracy, inspirując tym samym nasz styl kultury. Tego roku, w 300-lecie założenia zgromadzenia braci szkół chrześcijańskich, św. Jan de La Salle wskazuje nam ideał braterstwa i godności misji nauczycielskiej, która nie musi być uwieńczona przyjęciem sakramentu kapłaństwa, będąc sama w sobie wartością kompletną.

Wbrew tej oczywistości wydawało się i jeszcze czasem się wydaje niektórym katolikom, również duchownym, że zakonnik bez święceń kapłańskich to człowiek, którego życie ma sens, a powołanie dochodzi do pełni dopiero w kontekście działalności księży. Tego rodzaju mentalność jest jeszcze trwającym efektem minionej rzeczywistości historycznej, bazującej na podziale społeczeństwa na stany czy klasy, stawiającej wysoko funkcje zwane „wyzwolonymi” a oceniającej z mniejszym szacunkiem, czasem z pogardą, funkcje zwane służebnymi, a zwłaszcza pracę fizyczną, wbrew Ewangelii, wbrew benedyktyńskiej maksymie i regule. W krajach, której takiej historii nie mają, na przykład w U.S.A., problem ten nie występuje.

Bracia zakonni pełnią często podobne prace jak ludzie świeccy Bywają lekarzami, architektami, rzemieślnikami, rolnikami, nauczycielami, kierowcami itp. Ich kultura bywa różna. Niektórzy mają wykształcenie tylko podstawowe, Inni średnie, zawodowe lub – coraz częściej – wyższe. Niektórzy wsławili się jako uczeni, muzycy, artyści, odkrywcy, wybitni lekarze itp. Sobór Watykański II dowartościował rzeczywistość ziemską, również pracę, ale przestrzegł świat, by nie zapomniał o dobrach wiecznych, nadprzyrodzonych. Bracia zakonni, pracując podobnie jak ich koledzy po fachu w świecie, ale poświęcając więcej czasu i uwagi wartościom wertykalnym, oddając się radykalnie Bogu przez śluby zakonne, przypominają człowiekowi potrzebę 1 powinność integralnego wiązania aktywności z życiem modlitwy.

Poza tym, dzisiejszy człowiek odczuwa wciąż więcej potrzebę personalnego znaku braterstwa, powszechnego braterstwa. Bracia zakonni przez to, że starają się realizować ideał ewangelicznego braterstwa, przez swoją już nazwę nawet, ukazują światu możliwość zbratania wszystkich dzieci Ojca niebieskiego już na ziemi.

Na braci zakonnych czeka dziś wiele dzieci, młodzieży, ludzi starych, ułomnych, chorych, głodnych, zagubionych w beznadziejności. Czeka na nich każdy naród, ale najbardziej kraje misyjne, kraje tzw. trzeciego świata. Stwierdzają pilną potrzebą misji braci zakonnych, zauważamy jednocześnie niepokojący brak należytego akceptowania tego powołania, a stąd ilościowy ubytek braci zakonnych.

Czy nie jest on wynikiem niewiary w nadprzyrodzoność powołania? Czy nie stwierdzamy, że więcej sią ceni samo działanie braci niż ich osobowość? Czy nie przeważa tu aspekt socjologiczny nad religijnym? Świadczy o tym chociażby brzmienie ogłoszeń powołaniowych w prasie, kiedy to z góry zakłada sią podział na kapłanów z maturą i na braci a niższym wykształceniem. A przecież właśnie ze wzglądów socjologicznych, psychologicznych i powołaniowych studia potrzebniejsze są braciom niż kapłanom, by nie czuli się zakonnikami minorum gentium.

Konstytucja dogmatyczna o Kościele również ten postulat akcentuje: „Dla wszystkich powinno być jasne, że ślubowanie rad ewangelicznych nie stoi na przeszkodzie rozwojowi osobowości ludzkiej, przeciwnie, z natury swojej ogromnie mu pomaga” /KK 46/. Kościół współczesny bardzo liczy na apostolat ogółu wiernych, a więc tym bardziej braci zakonnych i z tego wzglądu postuluje potrzebą ich „wielostronnego i pełnego przygotowania” /DA 29/. Założyciel braci szkolnych niejednokrotnie akcentuje ważność rzetelnego wykształcenia dla celów apostolskich. W rozmyślaniu o św. Atanazym pisze: „Jesteś zobowiązany na mocy swego powołania zdobyć wiedzę w stopniu wystarczającym, żeby dać dzieciom, będącym pod twoją opieką, dobrą i zdrową nauką Kościoła. Z tego powodu bardzo ważnym zadaniem twoim powinno być kształcenie sią w tym kierunku, tak by tą wiedzą dobrze opanować”.

Jubileusz benedyktyński skłania do refleksji nad istotą monachizmu. Zastanawiając sią nad tym problemem jedni teolodzy widzą niepłodność monachizmu bez święceń kapłańskich, drudzy, przeciwnie, podkreślają niesłuszność wiązania monachizmu z kapłaństwem Jeden z teologów A. de Vogue, orzekł, że „monachizm w całości wzięty nie może sią wyrzec swego laickiego charakteru bez naruszenia jednej z zasadniczych cech swego powołania”. Gdy przed kilku laty rozmawiałem w Warszawie na Rakowieckiej z Ojcem Karlem Rahnerem, powiedział mn.: „Upadek powołań na braci zakonnych może spowodować zanik w ogóle męskiego życia zakonnego”.

Niełatwa jest realizacja uchwał soborowych. Dotyczy to także nowego spojrzenia na sytuacją i problemy braci zakonnych. Sobór nie powiedział, to rzecz oczywista, wszystkiego o braciach zakonnych. Zostawia wolną rękę życiu i historii. Wzywa jednak do dobrze zrozumianej odnowy i adaptacji. Bracia zakonni mają swoim życiem i działaniem konsekrować to co świeckie. W tym celu powinni zdobywać kulturą teologiczną, nie zrywając łączności z dobrami tej kultury, którą Europa zawdzięcza najpierw braciom benedyktynom, a potem ich następcom.

 

  1. Przedłożenie szczegółowe

Wszelkie Boże powołanie ma swoje źródło w Bożym Sercu. Chrystus a miłości do swego Kościoła nie przestaje posyłać robotników mających odpowiedzialność za wzrost Jego mistycznego Ciała.

Działa On bowiem w Kościele i w świecie poprzez ludzi, a tym samym również na sposób ludzki. Błędem jest rolą człowieka w tej dziedzinie przeceniać, ale nie wolno jej też nie doceniać. Z tym założeniem należy się liczyć, stosując metody Socjologiczne do przejawów życia religijnego, a w naszym wypadku – zakonnego.

Celem wysondowania, jaka jest w świadomości samych powołanych racja istnienia zgromadzeń brackich, jakie jest ich zrozumienie i akceptowanie misji braci w Kościele, celem wreszcie uchwycenia przyczyn dostrzeganego kryzysu powołań na braci przeprowadziłem biadania ankietowe. Respondenci odpowiadali na dziesięć pytań. Powielone arkusze zostały rozesłane wszystkim braciom zgromadzeń niekleryckich. Otrzymałem 67 odpowiedzi, głównie od albertynów, bonifratrów, braci Serca Jezusowego i braci szkolnych. Oprócz 12 nowicjuszów ankiety napłynęły od braci profesów ze ślubami czasowymi, najczęściej jednak wieczystymi. Odpowiadający są w swoim zgromadzeniu średnio 16 lat. Najstarszy – 56 lat.

Cztery różnie sformułowane pytania miały na celu sprawdzenie, czy bracia nadal akceptują swoje powołanie, swoją tożsamość, czy nie czują się sfrustrowani. Na pytanie 2 większość odpowiadała, że codziennie lub często, ewentualnie regularnie dziękują za łaskę powołania zakonnego. Niektórych to pytanie zaskoczyło, skłoniło do refleksji, do obietnicy poprawy. Tylko czterech oświadczyło, że rzadko kiedy dziękują. Jeden odpowiedział: „To moja tajemnica”.

Czy wybrałby Brat to zgromadzenie, gdyby miał dzisiaj dokonać wyboru na całe życie? – brzmiało trzecie pytanie. Większość odpowiedziała po prostu „tak”. Niektórzy to „tak” rozwijali stosowną argumentacją, jak na przykład: „Wybrałbym tylko to zgromadzenie, bo to moja pierwsza miłość”, „Wybrałbym to zgromadzenie, bo jestem w nim bardzo szczęśliwy”. Pięciu ponadto orzekło z podkreśleniem: „Oczywiście tak”. Trzech odpowiedziało wahająco „zapewne tak”. Dwie, trzy wypowiedzi zawierały zastrzeżenia typu: „Zastanowiłbym się z powodu przełożonych, którzy nie zdają egzaminu…” Zdecydowane „nie” znalazło się tylko u dwóch respondentów.

Dwa następne pytania: Czy Brat zachęca drugich, by wstępowali do tego zgromadzenia? Czy nie odradza drugim wstępowania do tego zgromadzenia? miały na calu sprawdzenie akceptacji idei naczelnej danej wspólnoty brackiej. Odpowiadający przeważnie znów pisali „tak”, a w 8 wypadkach: „jak najbardziej zachęcam i modlę się o nowe powołania”, kilku to samo oględniej wyrażało: „Gdy widzę powołanie do naszego zgromadzenia”; niektórzy odpowiadali, że nie mają do tego okazji. Znamienne, że czterej, którzy oświadczyli, że nie zachęcają drugich, z kolei orzekli, że nikomu nie odradzają. W niektórych wypadkach odpowiadający na pytanie: Czy Brat nie odradza drugim? tłumaczyli, że to sam Bóg daje powołanie.

Nie wiem, czy reprezentatywny jest komentarz jednego tylko z odpowiadających: „Spotkałem się z takimi starszymi zakonnikami, którzy mówili mi: „Człowieku, po coś przyszedł do takiego zakonu?”. Ogół uczestników ankiety wypowiada się jednak tonem akceptującym, często entuzjastycznie, brackie powołanie zakonne.

Ten ogół oświadczył, że przyjął powołanie na brata nie z konieczności, nie wobec niemożliwości zostania kapłanem. Szerzej omawiają ten aspekt powołania niektórzy z respondentów, oświadczając w sposób, który można uznać za reprezentatywny: „Wybrałem nie z konieczności, lecz z miłości”. ‚Bóg chce, bym był bratem zakonnym”. Czterech napisało: „Dlatego wybrałem to zgromadzenie, że nie było w Nim /przez duże „N”/ kapłanów”. 21 wypowiedzi było sformułowanych negatywnie, zgodnie z pytaniem ankiety: „Czy swoje powołanie uważa Brat za wybór tylko z konieczności”. Ich „nie” przeczyło konieczności wyboru. Dwóch zaakcentowało: „absolutnie nie”. Dziesięciu orzekło pozytywnie, że mają powołanie na brata, że z woli Bożej są braćmi. Czterech sprecyzowało: „Pomimo szans być kapłanem mam powołanie być bratem”. Jedna wypowiedź młodego zakonnika zawierała znamienne uzasadnienie teologiczne: „O powołaniu decydują nie możliwości czy brak uzdolnień, ale plan Boży. Sądzą, że Bóg chce, bym był bratem zakonnym”.

Dwie wypowiedzi zawierały częściową tylko aprobatę powołania brackiego: „W młodości miałem pragnienie zostać kapłanem, ale okazało się to niemożliwe, więc cieszę się z tego, że tak jest”. Cztery wypowiedzi brzmiały ujemnie w stosunku do własnego powołania brackiego: „Jako dojrzały /ale nie przez „N”/ wybrałbym kapłaństwo” . Ponieważ nie miałem warunków zakończenia studiów, nie mogłem zostać kapłanem i dlatego wybrałem ten zakon”.

Sprawdzianem samokontroli co do autentyzmu swojego powołania brackiego miało być również następne, mocniej sformułowane pytanie ankietowe: „Co by Brat uczynił, gdyby dzisiaj ktoś umożliwił Bratu przyjęcie sakramentu kapłaństwa?” Tu procent wypowiedzi za lub przeciw nie był tak ewidentny jak przy poprzednich pytaniach, ale za to jakość argumentów braci przekonanych, że wybrali to, co Bóg im wskazał, godna jest uwagi. Pisali więc respondenci: „Pomimo wyższego wykształcenia nie widzę siebie być kapłanem”, „Nauczanie jest moim kapłaństwem”, „Do kapłaństwa nie czuję powołania”, „Pozostałbym wierny swojemu powołaniu i nadal służył jako brat”, „Podziękowałbym, bo jestem szczęśliwy jako brat”, „Uśmiechnąłbym się pobłażliwie nad nieznajomością namawiającego, czyn jest stan zakonny”. Tego rodzaju wypowiedzi, najczęściej brzmiących krótko i jasno: „podziękowałbym”, wpłynęło na 67 – 41. Akceptujących swoje brackie powołanie, ale nie dość zdecydowanie, słabo rozumiejących misterium kapłańskiego powołania, jest na 67 – 14. Brzmienie ich wypowiedzi bywa na ogół takie: „Gdyby taka była wola przełożonych, przyjąłbym, sam nie chcę być kapłanem”, „Aby przyjąć sakrament kapłaństwa, trzeba mieć umiejętną /pisze –„om”/ głowę, wolę służyć Bogu, będąc zwykłym bratem”. Z tego rodzaju wyznań wynika, że niektórzy akceptują powołanie brata jako „chociaż brata”, nie widząc w tej drodze życia pełnego ideału. Znamienna jest dla nich enuncjacja respondenta, który na pytanie „Co by Brat uczynił, gdyby ktoś umożliwił Bratu przyjęcie sakramentu kapłaństwa?” odpowiada: „Takiego Samarytanina jest trudno znaleźć w dzisiejszych /sic/ czasach lepi /sic/ się trzymać tego co Pan Bóg dał”. Podobnie ktoś inny: „Posagu niemiałem /sic/ dyplomu zawodowego nie miałem a bez tych warunków do zakonu kleryckiego ciężko się było dostać”. Odpowiadających zdecydowanie i wyrażających pragnienie zostania księdzem było trzech. Ci pisali; „Oczywiście, że tę propozycję bym przyjął z radością”. Inni nie odpowiedzieli na to pytanie lub dali odpowiedź niejasną.

Szczególnie jasno na genezę brackiego powołania wskazują wypowiedzi na pytanie: „Co skłoniło Brata wstąpić do tego zgromadzenia?”. Prawie wszyscy w różnych słowach pizzą, że tym motywem była chęć służenia Bogu 1 bliźnim, zwłaszcza cierpiącym, czy też nauczanie dzieci i młodzieży, a więc realizacja celów właściwych danemu zgromadzeniu czy zakonowi. Niektórzy tylko podawali jako motyw coś bardziej osobistego; chęć spokojnej śmierci, okoliczności itp. Można by te wszystkie wypowiedzi streścić w tej jednej: „Chciałem się poświęcić innym, służąc Bogu”.

Jak w świadomości respondentów przedstawia się możliwość rozwoju zgromadzenia w Polsce i w świecie? Optymistyczne prognozy co do rozwoju w Polsce i – z pewnymi zastrzeżeniami – w świecie najwyraźniej widać w wypowiedziach braci szkolnych, gdyż ci cieszą się od kilku lat wyraźnym wzrostem powołani w ich polskiej prowincji. Trzeba jednak zaznaczyć, że wszyscy niemal uczestnicy ankiety wyrażają gorące pragnienie rozwoju swoich wspólnot, że mało jest wypowiedzi o wydźwięku wyraźnie pesymistycznym, że nawet cl, co ubolewają na brak nowych powołań, wierzą w możliwość odrodzenia: „Modlę się o rozwój i mam nadzieję, że będzie lepiej”. „Cel naszego zakonu – pisze młody brat w sposób reprezentatywny dla większości respondentów – jest w dzisiejszym świecie aktualny ze względu na brak zrozumienia i miłości dla cierpiącego człowieka, toteż – mimo pewnego kryzysu duchowego – zakon się wewnętrznie odrodzi i wzbogaci o nowe powołania, by lepiej służyć ludziom, dając świadectwo o miłości Boga względem nas”. Analogiczna myśl w ujęciu właściwym innemu zgromadzeniu, sformułowana przez zakonnika w wieku średnim: „Jak długo Polska i świat będą istnieć, potrzeba będzie ludzi z takim powołaniem, zawsze będą dzieci i młodzież, które trzeba uczyć i wychowywać. Najlepiej zrobią to zakonnicy bez kapłaństwa”. Odnośnie do widoków rozwoju w świecie dominuje przekonanie, że zakony brackie mają wyjątkowo ważne posłannictwo do spełnienia w krajach trzeciego świata i na misjach.

W czterech wypowiedziach czytamy postulaty oczekujące odnowy ducha zakonnego, częściej powtarza się sugestia, by byli odpowiedni przełożeni. W kilku wypadkach uzależniony jest – zdaniem respondentów – rozwój od odpowiedniej formacji członków, od umożliwienia pogłębionych studiów teologicznych i specjalistycznych. Kilka wypowiedzi uzależnia rozwój zgromadzenia od ogólnokościelnej akcji powołaniowej na rzecz dowartościowania ideału brata zakonnego. Dwóch respondentów snuje pesymistycznie nieco prognozy ze względów politycznych. Trzech wstrzymało się od wypowiedzenia swej opinii co do widoków na przyszłość. Na 67 uczestników ankiety 8 wypowiada się zdecydowanie pesymistycznie lub tylko sceptycznie co do widoków na rozwój, zwłaszcza w Polsce, ze względu na brak powołań. Znamienne, że ci sami widzą większą szansę rozwoju swego instytutu poza Polską. Czy więc nie ulegają chwilowym subiektywnym odczuciom?

Odnośnie sugestii dotyczących prognoz i wniosków najwięcej danych spodziewałem się, stawiając pytanie; Co by Brat powiedział Ojcu świętemu o zakonach niekleryckich. Oprócz ogólnikowych niektórych wypowiedzi, jak na przykład; „Ojciec święty może na nas liczyć”, „Dużo dobrego”, że „zgromadzenia niekleryckie są konieczne i bardzo potrzebne”, mamy też cały szereg pogłębionych sugestii. Warto je przytoczyć:

„Powiedziałbym Ojcu świętemu, że Kościół nie odkrył jeszcze, jak wielkie możliwości działania mógłby mieć właśnie przez powierzenie pewnych misji, rozwiązywania współczesnych problemów chrześcijaństwa, odkrywania dróg do ludzi dalekich od Boga, a nawet innowierców – prostym zakonnikom, którzy wnikając w pewne środowisko, nie jako kapłani – bezpośredni rzecznicy Boga, ale ci, którzy swoją postawą, przeżywaniem Boga w codziennym życiu, bez manifestacyjnej wiedzy i bez manifestacyjnego głoszenia, zaszczepialiby wiarę tak jak pierwsi chrześcijanie”. Te słowa pisze młody zakonnik.

Wielu braci sugeruje, by Ojciec święty „potwierdził odpowiednim dokumentem potrzebę istnienia zakonów niekleryckich w aspekcie teologicznym, duszpasterskim i społecznym”.

Inni uderzają w ton narzekania: „Nic się nie robi publicznie, by podkreślić stan braci: ani w listach Episkopatu, ani w modlitwie powszechnej, ani w wypowiedziach, a często namawia się do zmiany powołania”. Inny konkretniej prosi o interwencję, by księża nie utrudniali nowym kandydatom wstępowania do zgromadzenia niekleryckiego”. Ktoś inny to samo w sposób pozytywny, zaznaczając, że Papież jest wyjątkiem wśród biskupów, gdyż ceni braci zakonnych: „Powiedziałbym słowa podziękowania Ojcu świętemu, że o nas pamięta i nas nie pomija, jak robi to na ogół hierarchia kościelna i w ogóle duchowieństwo”.

Podsumowując, sugeruję pilną potrzebą kongresów braci zakonnych całej Polski, zarówno zgromadzeń kleryckich, jak i niekleryckich dla wspólnej modlitwy, dla podkreślenia swej jedności, dla uświadomienia sobie i drugim właściwej braciom zakonnym – a ściślej po prostu zakonnikom par excellence – misji w Kościele i świecie współczesnym. Najwłaściwszym miejscem byłby chyba Niepokalanów, gdzie błogosławiony Maksymilian Maria umiał docenić powołanie braci zakonnych. Uczestniczyć w takim kongresie powinni przedstawiciele hierarchii kościelnej i konsulty wyższych przełożonych zakonnych, ale też dziennikarze, by ci umieli poinformować wiernych w Polsce o tym, kim są ci mało ogółowi znani bracia. Dobrze by było na takim kongresie odegrać dramat Karola Wojtyły: „Brat Boga”.