Radcliffe T. OP, Cnoty pielgrzyma. Wkład osób zakonnych w kształtowanie zmysłu etycznego w wielokulturowej Europie

Zostałem poproszony, by mówić na temat „Wkładu osób religijnych w kształtowanie zmysłu etycznego w wielokulturowej Europie”. To bardzo obszerny temat, a ja posiadam małą wiedzę, ale jest to fascynujące, więc jestem bardzo zadowolony, że mogę spróbować!

Kiedy byłem w Brukseli na Boże Narodzenie, jeden z moich braci dał mi dwie książki autorstwa Erica-Emmanuela Schmitta, „Monsieur Ibrahim et les fleurs du Coran” i „Oscar et la dame rose” (Oskar i Pani Róża). Książki te są wydawniczą sensacją! „Oscara” sprzedano ponad 400.000 egzemplarzy w pierwszym roku. Znajdują się one na liście książek najlepiej sprzedawanych we Francji, w Belgii, w Niemczech i we Włoszech. Wyraźnie odpowiadają na wielkie pragnienie  współczesnych Europejczyków. The European Values Study: 1981-1990 (Studium Wartości Europejskich: 1981 – 1990) jest tak różne, jak tylko można to sobie wyobrazić. Płakałem ze wzruszenia, kiedy czytałem Schmitta, ku pewnemu zakłopotaniu stewardes w samolocie powracającym do Anglii. Przyznaję, że czasami zdarza mi się, że płaczę z nudów, kiedy czytam The European Values Study: 1981-1990EVS (jak będę to nazywał), ale badania potwierdzają, że Schmittowi udało się wzbudzić wartości etyczne u większości współczesnej Europy.

Te dwie książki stanowią część trylogii, której bohaterami są buddysta, żyd, muzułmanin i chrześcijanin. Pokazują zatem, że Europa jest obecnie naprawdę wielokulturowa, z rozległą imigracją muzułmanów. EVS pokazuje, że istnieje szeroka tolerancja wobec ludzi z innych grup  etnicznych i religijnych, pod warunkiem że nie zagrażają one pokojowi społeczeństwa. Każda z tych książek pokazuje dziecko ocierające się o śmierć. Momo, młody Żyd, musi zaświadczyć o  śmierci swojego ukochanego nauczyciela Sufi – Ibrahima; Oscar jest dzieckiem niewyznającym żadnej religii, doświadczającym śmierci z pomocą starożytnej chrześcijańskiej zapaśniczki – Mamie Rose. Dzieci i śmierć to dwa najważniejsze obszary etycznej troski w naszym społeczeństwie. To przede wszystkim stając w obliczu śmierci Europejczycy zwracają się ku religii.

W każdym przypadku widzimy indywidualne poszukiwanie zrozumienia. EVS potwierdza, że istnieje zainteresowanie religią, ale stało się ono zindywidualizowane. Europa jest raczej „odkościelniona niż zeświecczona”. Jest to sprawa osobistego wyboru, a nie obowiązku. W obu książkach religia jest połączona raczej z osobistymi doświadczeniami niż z doktryną. W Koranie Ibrahima są dwa suche kwiaty i list od jego przyjaciela. Są one bardziej jego inspiracją niż doktryną islamską. W wywiadzie Schmitt powiedział, że jego zadaniem było raczej zadawanie pytań niż udzielanie odpowiedzi: „Les questions rassemblent alors que les responses divisent”. EVS potwierdza to podejrzenie dogmatu. Ponadto podkreśla znaczenie zaangażowania na rzecz praw człowieka i ekologii jako wartości europejskich.

Europa na początku XXI wieku jest Kontynentem, na którym wartości są głęboko kultywowane. Naszym zadaniem jest nienarzucanie wartości z zewnątrz. Zważywszy prawie powszechne dzisiaj zaangażowanie w osobistą autonomię, nie moglibyśmy odnieść sukcesu, podejmując próbę.

Narzucony system wartości byłby postrzegany jako niepożądany i wywrotowy w stosunku do oryginalnych wartości. Możemy zbadać, w jaki sposób pomóc kultywować i rozwijać te wartości. Istnieje nawet pewne oczekiwanie społeczeństwa, że powinniśmy to robić. Religia nie tyle znika   w Europie, co zmienia się. Przybiera nową formę. Przechodzimy od wiary w instytucje i doktryny do nowej religijnej wrażliwości, która koncentruje się bardziej na przeżyciach i indywidualnym wyborze. Jeżeli jesteśmy czuli na religijną wrażliwość i etyczne rozterki młodych Europejczyków, to jesteśmy w stanie pomóc zbudować zmysł etyczny.

Oczywiście Europa jest bardzo złożona. Jej centrum przesuwa się na wschód, szczególnie w związku z przystąpieniem nowych członków 1 maja br. Jest ona katolicka i protestancka; niektóre kraje żyły pod wpływem komunizmu, inne nie. Jednakże, według Grace Davie, w Religion in Modern Europe: A memory mutates(Religia w nowoczesnej Europie: Pamięć mutuje), ogromna różnica istnieje nie między Zachodem a byłym komunistycznym Wschodem,  ale między kulturami  z zachodnią chrześcijańską kulturą, jak w Polsce, we Włoszech i w Wielkiej Brytanii, a tymi,  które zostały ukształtowane przez wschodnie chrześcijaństwo, jak w Rosji i Grecji.

Oscar i Momo są pielgrzymami. Oscar odbywa swoją pielgrzymkę w łóżku szpitalnym, kiedy to wypytuje Boga w ostatnim tygodniu swojego życia, a Momo odbywa prawdziwą pielgrzymkę do rodzinnego kraju swojego nauczyciela Sufi. Chciałbym zacząć od tej koncepcji pielgrzymki, ponieważ to właśnie tutaj religia i systemy wartości w sposób najbardziej widoczny stykają się ze sobą. Stwarza to najlepszą podstawę dla rozważań na temat naszego wkładu jako wierzących
w dzisiejszą etykę.

W nowoczesnej Europie obserwuje się ogromne ożywienie zainteresowania pielgrzymkami i to z różnych powodów. Santiago de Compostela jest aktywnie promowane przez hiszpańską  Radę Turystyczną. Częstochowa była centrum oporu przeciwko komunizmowi, ale nadal przyciąga miliony. Lourdes przyciąga miliony, przede wszystkim w nadziei na uleczenie lub przynajmniej dla pocieszenia chorych. A ponadto, istnieje wiele innych miejsc, takich jak Fatima, Medjugorje
i Rzym. Fascynujące w tych pielgrzymkach jest to, że przyciągają one nie tylko wiernych, ale również tych, którzy poszukują, pielgrzymów serca. Grupa moich przyjaciół  wybiera się w maju do Santiago de Compostela. W większości nie są to praktykujący ani ortodoksyjni chrześcijanie, ale ludzie czegoś spragnieni. Często motywy są trudne do rozeznania. Miliony podążają do pięknych miejsc, takich jak Vezelay. Czy jest to pielgrzymka czy turystyka, a może zainteresowanie historią sztuki? Kto to wie? Ale jeśli mamy zetknąć się z wartościami współczesnych ludzi młodych, to my, wierzący, musimy być pielgrzymami. Musimy być przygotowani, by wspólnie z nimi wyruszyć w drogę. Księżniczka Diana była typowym współczesnym pielgrzymem. Została wychowana jako anglikanka, ale zawsze była zafascynowana innymi religiami, kontynuowała poszukiwania. Pociągał ją Kardynał Hume, ponieważ był  prawdziwym pielgrzymem. Istotnie, jego najbardziej znana książka jest zatytułowana „Być pielgrzymem” („To be a pilgrim”). To właśnie dlatego był on tak kochany i szanowany w Wielkiej Brytanii.

Momo i Oscar wyrośli bez żadnych tradycji religijnych. Ich rodzice jako byli żydzi i byli chrześcijanie nie przekazali im żadnej mądrości religijnej. Ibrahim i Mamie-Rose są strażnikami pamięci, która zaginęła między pokoleniami. Jedną z naszych ról jako wierzących jest bycie strażnikami pamięci. Każda z tradycji naszych religijnych rodzin pielęgnuje jakąś mądrość: franciszkańską, salezjańską, jezuicką, dominikańską, itd. Dzisiejsza młodzież bardzo często nie posiada żadnej wiedzy na temat nauki Kościoła, Pisma Świętego czy naszych odziedziczonych mądrości. Nasze wspólnoty powinny utrzymywać żywą pamięć, jak oazy na pustyni.

Tutaj dochodzimy do trudnego pytania. Grace Davie pokazała, że podczas gdy zachowana jest  trwałość religijnej wrażliwości, istnieje też rosnąca nieufność w stosunku do doktryny. Doktryny postrzegane są jako przytłaczające i niepożądne. Uważa się, że czynią one ludzi ograniczonymi i nietolerancyjnymi. Doktryny indoktrynują. Możemy pokładać naszą ufność raczej w doświadczaniu Boga niż w nauce o Bogu, szczególnie jeśli jest ona głoszona przez chrześcijan! Wierzę, że tutaj mamy do odegrania rolę o ogromnym znaczeniu, która polega na  ujawnianiu, że doktryna chrześcijańska pomaga nam w poszukiwaniach. Nie chodzi w niej  o zamykanie umysłu, ale o otwieranie go na tajemnicę. Zmagania Kościoła we wczesnym okresie zawsze dotyczyły tego, jak ortodoksja może powstrzymać nas przed wchodzeniem w ślepe zaułki, herezje, które uśmiercają tajemnicę, używając ładnych, łatwych, i spójnych odpowiedzi. Doktryna nie jest abstrakcyjna ani oderwana od doświadczenia. To jest wyposażenie pielgrzyma w podróży. Oznacza to, że jeśli mamy  pielgrzymować z młodymi, to musimy odkryć piękno doktryny, to, co G.K. Chesterton nazwał  „romansem ortodoksji”, jej przygodę. Jest to pamięć, którą musimy utrzymywać żywą. Staram się  zasugerować, bardzo powierzchownie, że nasza tradycja doktrynalna jest właśnie jednym z naszych środków w kształtowaniu nowoczesnej etyki europejskiej. To, co musimy powiedzieć o etyce, jest zakorzenione w naszym pojmowaniu Boga i Chrystusa. Posiadamy mądrość dzielenia się.

Bycie pielgrzymem ujawnia także coś zasadniczego na temat tego, co to znaczy mieć system wartości. W ciągu ostatnich kilkuset lat Europejczycy mieli tendencję do myślenia o wartościach jako o zakorzenionych w systemach etycznych przykazaniach, które mają zastosowanie w każdym czasie i w każdym miejscu. Wartości te zostały utrwalone w takiej formie jak Dziesięć Przykazań. Mówią one, co należy zawsze czynić i czego nigdy nie wolno robić.

Nowoczesny indywidualizm oznacza opór przeciwko bezsprzecznemu akceptowaniu każdej z takich wartości, wraz z niebezpieczeństwem relatywizmu. Mogę wybrać swoje wartości, tak jak mogę wybrać swoje buty i trunki. Niestety, Kościół miał tendencję, by być zwiedzionym przez Kantowskie rozumienie etyki. Ale ludzie na całym świecie, chrześcijanie i inni, na nowo odkrywają starsze rozumienie etyki, które można znaleźć u św. Tomasza z Akwinu. Jako dominikanin jestem naturalnie zachwycony! Przede wszystkim w anglosaskim świecie istnieje fascynacja etyką moralności, gdzie etyka jest postrzegana bardziej w kategoriach stawania się pewnego typu osoby niż podporządkowania się regułom i prawom. Cnoty kształtują człowieka jako osobę, która  odnajdzie swoje szczęście tylko w Bogu. Etyka moralności mówi o kształtowaniu całego życia człowieka aż po jego kres, o osiągnięciu szczęścia w Bogu. Jest to dokładnie etyka pielgrzyma, kogoś, kto jest w drodze.

Wielu nowoczesnych Europejczyków utraciło jakiekolwiek poczucie, że ich życie zmierza dokądkolwiek. Często nie mamy poczucia innego niż to, że moje życie jest podróżą,  która wiedzie od narodzin do śmierci i dalej. Ale wartość mojego życia zawarta jest w opowieści, która ujawnia jego znaczenie. I dla nas, chrześcijan, moja opowieść jest częścią większej i dłuższej historii, która trwa od stworzenia do Królestwa. Wiele kultur w Europie traci sens tej długiej opowieści. My żyjemy teraz, w tym momencie, oto „teraźniejsze pokolenie”. Historia ostatniego stulecia była tak brutalna, że straciliśmy sens przeznaczenia. Jak powiedział francuski filozof, Francois Lyotard „Jakiego rodzaju myśl jest w stanie pojąć Auschwitz w ogólnym … procesie w kierunku powszechnej emancypacji ”. Te pielgrzymki przyciągające miliony ludzi są być może ostatnim odległym wspomnieniem tego, że życie ludzkie jest samo w sobie pielgrzymką, nawet jeśli nie wiadomo, dokąd ono zmierza.

My, wierzący, możemy tylko kształtować „zmysł etyczny w wielokulturowej Europie”, jeśli osadzimy nasze poczucie wartości w tej dłuższej opowieści, która wiedzie do Królestwa. Ludzie będą musieli zobaczyć, że my istotnie jesteśmy pielgrzymami. Wartości, które miłujemy, nie są abstrakcyjnymi przykazaniami; nie są regułami i prawami, które zostały narzucone z zewnątrz. Są one wartościami pielgrzyma. Nasza etyka mówi o wzrastaniu w sile z tej podróży. Czy istnieją cnoty, których pielgrzym szczególnie potrzebuje? Powiedziałbym, że istnieją dwie cnoty pielgrzyma, których szczególnie potrzebujemy: prostota życia i odwaga. Na zakończenie Synodu na temat Życia Zakonnego, kardynał Ethegaray wygłosił apel. Powiedział, że istnieje jedna sprawa nadrzędna, jeśli życie religijne ma odzyskać swoją witalność, a mianowicie ubóstwo.

Młody pielgrzym jest łatwo uwodzony przez konsumpcjonizm. Rynek jest wszechobecny i to zaraża nasze słownictwo całkowicie, nawet wtedy, kiedy rozmawiamy o religii. Religia jest często postrzegana jako konkurująca na rynku z innymi sposobami na życie. Jeżeli chcesz być spełnionym nowoczesnym człowiekiem, wybierz odrobinę buddyzmu, troszeczkę sufizmu, trochę duchowości  New Age i tygodniowy wypad na siłownię! Ale nasze śluby ubóstwa powinny być znakiem tego,    że dla nas religia nie jest wyborem stylu życia. My nie dokonaliśmy wyboru na bycie dominikanami czy benedyktynami spośród szerokiego asortymentu możliwości dostępnych w religijnym supermarkecie. Bóg jest Bogiem. Prawdziwa prostota życia wskazuje ponad wszystkimi możliwościami świata konsumpcjonizmu na Boga, którego wybiera się, ponieważ Bóg jest Bogiem. Bóg nie ma związku  z niczym innym. Wszystko ma tylko związek w odniesieniu do Boga. Biedne i proste życie wskazuje na to i jest to natychmiast rozumiane. Pewien angielski biskup sprzedał swoją ogromną rezydencję i zamieszkał wraz z katedralnym duchowieństwem. Podejrzewam, że nie byli oni bardzo szczęśliwi, ale prasa była zachwycona. Oto mamy nareszcie przykład biednego chrześcijanina. Jeśli posiadamy zbyt wiele, jesteśmy unieruchomieni, nie możemy się poruszać.

Nade wszystko pielgrzym potrzebuje odwagi, by podróżować. Oscar wzruszył mnie do łez, kiedy z odwagą stanął w obliczu swojej śmierci. W „Listach starego diabła do młodego” pióra C.S. Lewisa, stary diabeł uczy młodego diabła sztuki sprowadzania ludzi na manowce. Opłakuje on fakt, że każdy kocha piękno odwagi, nawet wtedy, gdy nie wierzy w Boga. Faktycznie można by utrzymywać, że to właśnie odwaga męczenników nawróciła Cesarstwo Rzymskie. Żyjemy w czasach, kiedy chrześcijaństwo, które narodziło się wraz z Konstantynem, wydaje się umierać. Tak więc jeszcze raz, jak w czasach męczenników, potrzebujemy odwagi. Każdy uznaje odwagę. Musimy zapytać, czy nasze wspólnoty religijne formują braci i siostry, by byli odważni i przygotowani do podejmowania ryzyka. Z mojego doświadczenia wynika, że w najbardziej niebezpiecznych miejscach można znaleźć małe wspólnoty zakonne, które zostały, kiedy wszyscy inni odeszli. W Kongu, Rwandzie, Burundi i innych takich miejscach biznesmeni i dyplomaci wyjeżdżają, większość pracowników organizacji pozarządowych również, jedynie zakonnicy pozostają. Jak możemy być świadkami takiej odwagi również w Europie? Czy nasze wspólnoty kształtują u takich młodych odwagę serca i umysłu?

Dla Arystotelesa odwaga była przde wszystkim odwagą żołnierską. Dla Tomasza z Akwinu była to niezwykła odwaga trwania. Była nią, jak mówi G.K. Chesterton, cierpliwa odwaga matki, która nosiła nas w swoim łonie przez 9 miesięcy; jest nią odwaga ludzi świeckich, którzy poświęcają swoje życie dla Kościoła, kiedy zdaje się to dawać mały owoc; jest nią odwaga zakonników, którzy pozostają, kiedy inni odchodzą. Pokusą dla współczesnego pielgrzyma jest bycie turystą, a kiedy pielgrzymka staje się zbyt trudna, powrócić do domu. Chce się doświadczyć uczucia bycia pielgrzymem pod warunkiem, że nie jest to zbyt bolesne i nie trwa zbyt długo. Odwaga jest oznaką, że istotnie mamy swoje miejsce w dłuższej opowieści, która wiedzie nas do śmierci i dalej. Przysiąc dziś usque ad mortem jest aktem odwagi. Nie jest to tylko wartość, ale, jak Yves Congar powiedział, jest to podstawa całego życia moralnego. Odwaga wspiera życie oparte na jakimkolwiek systemie etycznym, szczególnie systemie cnót.

Ostatecznie odwaga umożliwia nam stawienie czoła śmierci. Chesterton jak zwykle wyraził to najlepiej: „Odwaga jest prawie sprzecznością samą w sobie. Oznacza silną chęć życia, przybierając formę gotowości na śmierć”. Punktem kulminacyjnym obu książek: „Oscar et la dame rose” oraz „M. Ibrahim et les fleurs du Coran” jest śmierć. Śmierć jest momentem, kiedy to większość Europejczyków zwraca się ku religii. 70% Francuzów kieruje się ku Kościołowi w momencie śmierci, mimo że poziom praktykowania religii jest tam jednym z najniższych w Europie. „Teraźniejsze pokolenie” nie ma nic do zaoferowania w obliczu ostatecznego końca każdego człowieka. Kiedy śmierć jest blisko, Oscar zagląda do słownika medycznego, by sprawdzić, jakie informacje może tam uzyskać. Mówi on do swojej zapaśniczki „Mamie-Rose, j’ai l’impression que, dans le Dictionnaire medical, il n’y a que des trucs particuliers, des problèmes qui peuvent arriver à tel ou tel bonhomme. Mais il n’y a pas les choses qui nous concernent tous: La Vie, la Mort, la Foi, Dieu”. W tym momencie nadal patrzymy na Kościoły jako oferujące swoje rytuały  i słowa w obliczu śmierci.

Grace Davie zwraca uwagę, jak było to widoczne w momencie śmierci Księżnej Diany. Nie żadna inna instytucja, ale Kościół mógł zaoferować kontekst, w którym można było przyjąć jej odejście. Nawet Prezydent Mitterand przed swoją śmiercią napisał słynny i dwuznaczny zwrot: „une messe est possible” i istotnie miał ją! A więc, to w jaki sposób my, osoby zakonne stajemy w obliczu śmierci, naszej osobistej śmierci i śmierci naszych instytucji, a czasami nawet naszych zgromadzeń, jest częścią naszego świadectwa o pielgrzymce. Czy wierzymy, że nasze życie należy do większej historii, która wiedzie do Królestwa? To tutaj widzimy, jak głęboko etyka zakorzeniona jest w doktrynie. Etyka nie jest zlepkiem abstrakcyjnych wartości; jest ona zakorzeniona w biegu historii.

Koncepcja pielgrzymki pomaga nam zobaczyć możliwe związki między poszukiwaniem wartości we współczesnej Europie a życiem zakonnym. Chciałbym pokrótce przyjrzeć się trzem wartościom, które są centralne dla nowoczesnego europejskiego pielgrzyma, to znaczy wolności, tolerancji i prawom człowieka. Co my, osoby zakonne mamy do zaoferowania dla owocnego rozwoju tych wartości pielgrzymich?

EVS określa ‘indywidualizm’ jako być może kluczową cechę współczesnego Europejczyka. Kładzie to nacisk na nadrzędną wartość, jaką jest osoba, na jego lub jej osobistą autonomię, na nasze prawo do podejmowania decyzji dotyczących naszego życia. Miłujemy wolność i to jest wolność do rozwijania się i decydowania, o tym jakie są nasze moralne wartości. Jest to wolność od nadmiernej ingerencji instytucji jakiegokolwiek rodzaju, czy to Kościoła, czy państwa. To podejrzenie w stosunku do instytucji wydaje się narastać w całej Europie. Jest to wolność konsumenta, wolność wybierania między danymi możliwościami.

Tak więc, dla współczesnego Europejczyka religia nie polega na przynależności do instytucji. Jest ona często, używając słów Grace Davie „wierzeniem bez przynależenia”. Skandynawia jest tutaj wyjątkiem, wydaje się bowiem, że tam często przynależy się bez wierzenia! Było tak również w przypadku Polski w czasach komunizmu, gdzie praktykowanie religii było wyrazem protestu, nawet wtedy, gdy ktoś w Boga nie wierzył! Etymologia religii kieruje nas z powrotem ku przynależności. Religio znaczy dosłownie więź. Wierzący są wzajemnie związani oraz związani z Bogiem. Ale jest to związek co do którego wielu Europejczyków ma podejrzenia, zarówno w małżeństwie jak i w religii czy polityce. Przeszliśmy, cytując ponownie Grace Davie, od religii obowiązku do religii konsumpcji. Jeżeli kaznodzieja jest nudny, po prostu zmień kanał. Jeżeli Kościół stawia zbyt wiele żądań, udaj się do najbliższego wyjścia. Współczesne rozumienie wolności oznacza, że młodzi często równocześnie oczekują od Kościoła duchowej porady, i odmawiają Kościołowi wszelkiego prawa do jakiegokolwiek osobistego wtrącania się w prywatne życie ludzi (EVS 9). Religia, która koliduje z osobistą autonomią, zostanie odrzucona.

Ta piękna wolność pielgrzyma, żeby być tym, kim chce się być, i robić to, co chce się robić, często wiąże się również z głęboką niepewnością i zamętem. Na co zda się taka wolność? Może i mam swobodę wyboru na rynku, ale czy to nadaje jakiekolwiek znaczenie mojemu życiu? Jeśli ostatecznie wolność umożliwia nam dokonanie wyboru pomiędzy Pepsi Colą a Coca Colą, to nie może to okazać się satysfakcjonujące. Wolnością konsumenta jest możliwość wyboru między ogromną liczbą prawie identycznych towarów. Próbowałem kupić nową mysz do swojego komputera, kiedy pisałem ten wykład, i prawie wpadłem w rozpacz! Możemy stać się wolnymi tylko po to, by dowiedzieć się, że jest to gołosłowna wolność. Jak napisał Zygmunt Bauman, „istnieje złośliwa mucha niemocy w smakowitej maści wolności, ugotowana w kotle indywidualizacji; niemoc ta jest odczuwalna jako tym bardziej wstrętna, żenująca i przykra, gdy zważy się  uprawnienia, jakie wolność miała dawać”.

Na końcu EVS Bart McGetrick mówi o potrzebie „pedagogii wolności”. Jest to z pewnością nasze powołanie – oferować nauczanie wolności. Musimy oferować wizję wolności, która jest naprawdę wyzwalająca, a nie próżna. W sercu życia zakonnego tkwi z pewnością ogromna i radosna wolność poświęcania własnego życia. Swobodnie oddajemy siebie samych naszym Zakonom i zgromadzeniom, aby głosić Ewangelię, nauczać, opiekować się chorymi albo robić coś innego  w godzie  z naszą charyzmą. To jest nasz sposób przeżywania upojenia wolnością Chrystusa, który poświęcił swoje życie, mówiąc „To jest moje Ciało i ja wam je daję”. To jest wolność Eucharystii. Wolność jako autonomia i wybór jest dobra, ale to jedynie pierwszy krok w kierunku tej głębszej Chrystusowej wolności Ostatniej Wieczerzy.

Przede wszystkim ludzie muszą zostać poruszeni mistyczną tajemnicą poświęcania własnego życia usque ad mortem. Muszą spróbować naszej radości z czynienia tego. Jeden z moich braci, Jean Jacques Pérennès, został wysłany do pracy w Algierii. Był ekspertem w dziedzinie nawadniania i był zachwycony swoja misją. Pewnego dnia prowincjał zadzwonił do niego i poprosił, by wrócił do Francji i wykładał na Uniwersytecie w Lyon. Z początku był niepocieszony. Nie miał ochoty wracać. Jednak ostatecznie zdał sobie sprawę z radości, jaką sprawiało mu bezinteresowne poświęcanie swojego życia. Toteż pojechał i kupił butelkę szampana, żeby świętować z przyjaciółmi. Kiedy ja zostałem wybrany na przełożonego Zakonu, pilnie potrzebowałem asystenta do spraw misji. Zadzwoniłem do Jeana Jacquesa i zapytałem, czy mógłby przybyć do Rzymu. Spytał, czy może to przemyśleć. Powiedziałem: Tak, oczywiście, a ile czasu ci potrzeba? Zaproponował miesiąc, ja poprosiłem go o zdecydowanie się w ciągu jednego dnia. Jeszcze jedna butelka szampana. Jest on teraz naszym przełożonym ds. wikariatu arabskiego i chce, żebym to ja pomógł w misji w Iraku. Role się odwróciły! Więcej szampana!

We współczesnej Europie istnieje przekonanie, że wolność jest w napięciuz przynależnością. Przynależność zagraża mojej autonomii, tak więc żądania instytucji traktowane są z podejrzliwością. Europejczycy wysoko cenią małżeństwo, ale równocześnie mówią, że jeśli związek „nie funkcjonuje”, wtedy oni muszą być wolni. Musimy rozwijać instytucje, które są postrzegane jako wyzwalające, a nie jako tłamszące. Ludzie muszą dostrzec, że przynależność czyni ich silniejszymi i że ostatecznie brak zobowiązań czyni ich słabymi. Bez instytucji nie byłoby drużyn piłki nożnej ani orkiestr symfonicznych!

Każda duża rodzina zakonna jest owocem instytucjonalnej kreatywności.  Na przykład Benedykt, Dominik, Ignacy, św. Franciszek de Sales wymyślili instytucje, które otwierają nas na życie i misje. Nie była to mocna strona ukochanego św. Franciszka z Asyżu, ale z drugiej strony franciszkanie mieli dominikanów do pomocy przy tworzeniu rządu! Mamy ogromne doświadczenie, ponad setki lat obmyślania i przekształcania instytucji, żeby mogły one dawać ludziom uprawnienia zamiast ograniczać ich. Nadal możemy obserwować kreatywność w obrębie nowych ruchów i organizacji, takich jak Opus Dei i neokatechumenat. Jeśli ich nie lubicie, wymyślcie inne. Współczesność oferuje ogromny zakres nowych form przynależności, od czatów internetowych do organizacji pozarządowych. Wypróbujmy je.

Drugą wartością nowoczesności jest tolerancja. Nowocześni Europejczycy generalnie lubią myśleć, że są ludźmi tolerancyjnymi, otwartymi na pluralistyczne społeczeństwo. Na przykład w Wielkiej Brytanii książę Walii pragnie zmienić rolę monarchy z „obrońcy wiary” w „obrońcę wiar”, przywiązując wielką wagę do wolności wszystkich ludzi do wyznania zgodnego z ich wyborem. Kościół oceniany jest przez pryzmat swojej tolerancji lub jej brak. Pewien Argentyńczyk rozbiera się do naga przed kościołami różnych wyznań, aby zaobserwować ich reakcję. Nazywa to testem tolerancji. Mam nadzieję, że nie jest mu zbyt zimno! EVS pokazuje, że młodzi ludzie są zazwyczaj bardziej tolerancyjni niż ich rodzice. Ale z drugiej strony, istnieją oznaki wzrostu nietolerancji. Niepewność spowodowana imigracją, długotrwałym bezrobociem i spadkiem zaufania oznacza, że w pewnych częściach Europy widać również oznaki wzrostu przemocy w stosunku do tych, którzy postrzegani są jako inni. EVS twierdzi, że „ogólnie biorąc, to nie tożsamość rasowa czy religijna sąsiadów, wywołuje wzrost sprzeciwów, ale sposób, w jaki oni się zachowują lub rozumieją zagrożenie dla porządku społecznego.”

W jaki sposób możemy zrozumieć te sprzeczne oznaki narastającego przekonania o tolerancji jako wartości, a z drugiej strony silne oznaki nietolerancji?

Nie mam ani czasu, ani wiedzy, żeby udzielić na to odpowiedzi, ale intuicja podpowiada mi, że tolerancja nowoczesności jest potwierdzeniem jednakowości. Jest to odmówienie nadania znaczenia odmienności. Gdyby istniała większa tolerancja rasowa i religijna, to właśnie te różnice nie byłyby postrzegane jako istotne. Czyż pod naszymi skórami i przekonaniami wszyscy nie jesteśmy tacy sami? Pewnemu afrykańskiemu biskupowi, który przebywał w Anglii na emigracji, ktoś z jego znajomych powiedział, że nie myśli o nim jak o czarnym. On odparł: „Cóż, otwórz oczy     i spójrz, bo jestem czarny!”. Na zgrupowaniach ekumenicznych często mówi się, że różnice na przykład między katolikami a protestantami są nieistotne. Wszyscy wierzymy tak samo, czyż nie? Różnica jest w porządku pod warunkiem, że jest ona egzotyczna, powierzchowna czy wywodząca się z tradycji, ale prawdziwa różnica wiary czy sposobu życia budzi obawy jako groźna dla naszego kruchego porządku społecznego.

Richard Sennet napisał „Wizerunek społeczeństwa jest oczyszczony ze wszystkiego, co może dawać wrażenie odmienności, nie mówiąc już o konflikcie. W ten sposób mit o społecznej solidarności jest rytuałem oczyszczenia. Tym, co wyróżniające w tym mitycznym dzieleniu się we wspólnotach, jest to, że ludzie czują, że należą do siebie nawzajem i że dzielą się wspólnie, ponieważ są tacy sami”. Jak kiedyś zapytała pani Thatcher: „Czy jesteś jednym z nas?”. Kiedy tolerancja opiera się na podobieństwie, wówczas jest ona ostatecznie formą kochania siebie samego!

Jak my, osoby zakonne, możemy reagować na tą podstawową wartość tolerancji? Naszym pierwszym wyzwaniem jest takie: ponieważ religie uczą doktryny, są one często uważanie za wielce nietolerancyjne. Paradoksalnie istnieje uprzedzenie co do religii, szczególnie chrześcijaństwa, ponieważ jest ono widziane jako podpora uprzedzeń. Tak więc mieliśmy paradoks, bo w zeszłym roku w bibliotece publicznej w High Wycombe w Anglii tamtejszy Kościół nie mógł wywiesić swojego ogłoszenia reklamującego nabożeństwo kolędowe, gdyż było to uważane za stwarzające podziały, podczas gdy „wielokulturowy bibliotekarz” mógł organizować przyjęcie na cześć obchodów muzułmańskiego święta Eid, ponieważ to przyczyniało się  do budowania pluralizmu!

Naszym zadaniem jest ucieleśnianie innej formy tolerancji, która obejmuje to co jest naprawdę inne. Wzywa nas to do bycia innymi nie przez udawanie, że inny jest taki sam jak ja, ale przez tworzenie wspólnego życia poprzez dialogi i negocjacje. To właśnie tutaj widzimy, jak doktryna jest centrum tego, co mamy do zaoferowania. Większość doktryny chrześcijańskiej jest właśnie zgłębianiem podobieństwa i różnicy. Pierwszy Kościół opierał się na wspólnym życiu Żydów i pogan. Jak czytamy w Liście do Efezjan, Chrystus „połączył nas w jedno i zburzył rozdzielający mur wrogości” (2.14), ale to nie po to, byśmy wszyscy runęli w błotnistą jednorodność. Tak więc, właśnie zaczynamy sobie przypominać prawie po 2000 lat, że w centrum naszej kościelnej tożsamości leży ogarnięcie różnic. Diecezja Rzymska została założona na grobach dwóch Apostołów, którzy zawsze kłócili się ze sobą – Piotra i Pawła.

Zachodnie rozumienie osoby jest przynajmniej w części zakorzenione w tym najbardziej głębokim poszukiwaniu przez wieki jedności i różności: w doktrynie Trójcy Świętej. Nowoczesna koncepcja osoby jest po części osadzona w tej głębokiej refleksji nad relacjami trynitarnymi. Chrystologia Soboru Chalcedońskiego to owoc czterystu lat badań nad tym, jak można by stwierdzić, że Chrystus jest naprawdę człowiekiem i naprawdę istotą boską, zjednoczonymi harmonijnie, niezmiennie, niepodzielnie i nierozłącznie. Kiedy ludzie tak bardzo zmagali się z problemami jedności i różności? Doktryna chrześcijańska jest głęboko oparta na zgłębianiu tego, co oznacza istnienie jedności pomiędzy rzeczami, które są zupełnie inne, i jedności Stwórcy i stworzenia. Oznacza to, że możemy mieć nadzwyczajną rolę do spełnienia w ewolucji wyzwoleńczego pojmowania tolerancji jako różnicy w jedności.

Grace Davie zwraca także uwagę na to, że ci, którzy mają głębokie zrozumienie swojej wiary, są bardziej gotowi zrozumieć inne wiary. W dyskusjach na temat tego, czy zezwolić na noszenie przez muzułmańskie dziewczyny w szkole okryć i szali to Chrześcijanie często byli tymi, którzy najlepiej rozumieli kłopotliwie położenie muzułmanów. Faktycznie, Arcybiskup Canterbury zbeształ prezydenta Chiraca za jego brak zrozumienia. Nie wszyscy byli z tego zadowoleni!

Jest to zaproszenie dla naszych wspólnot, by stały się miejscami, gdzie naprawdę uczymy się żyć z tymi, którzy różnią się od nas, z tymi, którzy mają odmienne poglądy teologiczne, inne style życia, należą do różnych pokoleń i mają różne poglądy polityczne. Zawsze trudniej jest sobie radzić z odmiennością dokładnie wtedy, kiedy jesteśmy najbardziej do siebie podobni, a przede wszystkim z naszymi własnymi braćmi i siostrami. Według Enzo Bianchiego, założyciela klasztoru benedyktynów w Bose, jest to podstawowe wyzwanie i cel życia zakonnego. „Przede wszystkim uznać inność brata, siostry. Drugi człowiek pozostaje kimś innym, różniącym się ode mnie; muszę z nim osiągnąć wspólnotę w tym, co najistotniejsze, co jest istotą powołania, ale co do reszty to muszę pozostawić mu wolność bycia całkowicie sobą. Nie może być miejsca na żadną agresywność z mojej strony wobec niego ani usilną chęć uczynienia go podobnym do mnie”. Społeczeństwa braci i sióstr mających podobne zapatrywania nie świadczą o Królestwie. Są też nudne!

W końcu chciałbym powiedzieć parę słów na temat praw człowieka. Kiedy chcemy dyskutować o kwestiach etycznych w Europie, wtedy zazwyczaj odbywa się to w kategoriach praw człowieka. Źródła języka praw człowieka są chrześcijańskie, z północnoprotestanckim stylem i tradycją katolicką, która narodziła się, i jestem szczęśliwy, że mogę to powiedzieć, wśród dominikanów w Salamance w XVI wieku. Ale dzisiaj, szczególnie od czasów Deklaracji Praw Człowieka przez ONZ, jest to wspólny język różnych i żadnych wyznań. EVS pokazuje, że wzdłuż i wszerz Europy istnieje prawie powszechna aprobata ruchu na rzecz praw człowieka. Co my, osoby zakonne,  mamy do zaoferowania dla zrozumienia praw człowieka?

Ian Linden, który był dyrektorem Katolickiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych w Londynie, utrzymywał, że chociaż ten język jest konieczny i użyteczny, to niestety nie jest on wystarczający. Język praw człowieka rozwinął się wraz z bardzo indywidualistyczną koncepcją istoty ludzkiej. Prawa człowieka są moimi prawami, często ponad „twoimi” prawami i przeciw nim.  Są to prawa, które ja mam posiadać, jeśli mam kwitnąć, i często idą w parze z bardzo indywidualistycznym rozumieniem kwitnięcia. Także język praw rozkwitał, by objąć prawie wszystko; mamy rywalizujące prawa nienarodzonych dzieci do życia i matek do dokonywania wyboru; ale przede wszystkim mamy prawo do posiadania dzieci. Mówi się, że zwierzęta też mają prawa. Język praw człowieka rozprzestrzenia się wszędzie i nie zawsze w sposób przyczyniający się do zrozumienia.

Ian Linden nie utrzymuje, że powinniśmy zaprzestać rozmowy na temat praw człowieka, ale sugeruje, że powinniśmy bardziej akcentować powszechne dobro ludzkości. Pisze on „Dla indywidualistycznej bogatej Północy musimy być bardziej oszczędni w rozmowie o prawach i bardziej precyzyjni w rozmowie o powszechnym wspólnym dobru; musimy „rozrzedzić” nasze rozprawy o prawach człowieka i „zagęścić” nasze rozprawy o dobru ogółu”. Musimy przesunąć akcent z moich własnych praw, jeśli mam kwitnąć, w kierunku tego, co potrzebne społeczności ludzkiej, jeśli człowieczeństwo ma nie być pogrążone w katastrofie. Nie jest to tylko pytanie o to, co postawić na pierwszym miejscu: siebie samego czy wspólnotę. Sugeruje to inną antropologię. Oznacza inne rozumienie tego, co znaczy bycie istotą ludzką. Język praw człowieka daje do zrozumienia, że moje kwitnięcie jest po pierwsze osobiste. Jest również prawdą, że tylko wtedy będziemy w stanie kwitnąć, kiedy żyjemy wewnątrz stabilnego społeczeństwa, tak więc będzie tam istniał ciągły proces negocjacji między moimi prawami i tym, co jest dobre dla mnie, a ustępstwami, jakie muszę porobić na rzecz praw innych ludzi. Ma to na przykład miejsce, gdy rozmawiamy na temat wysokości podatków. Ale kiedy rozmawiamy na temat wspólnego dobra ludzkości, jak czynili to zwolennicy Tomasza z Akwinu, oznacza to, że nie mogę być w pełni człowiekiem z dala od kwitnienia całej ludzkości. Sugeruje to głębokie Pawłowe rozumienie, że wszyscy jesteśmy częścią jednego organizmu i jeśli jedna część ciała cierpi, wtedy też cierpi całe ciało.

My, osoby zakonne, jesteśmy w stanie doświadczyć w Europie tego głębokiego poczucia, które oznacza bycie człowiekiem, ponieważ należymy do zakonów i zgromadzeń, które są zazwyczaj nie tylko europejskie. Mamy braci i siostry  z wszystkich zakątków świata. Kiedy składamy nasze śluby, wtedy przestajemy być po prostu Europejczykami. Nasza tożsamość jest zakorzeniona w braciach i siostrach na całym świecie. Kiedy miała rozpocząć się wojna w Iraku, amerykańska rodzina dominikańska zrobiła naklejki na zderzaki samochodowe z napisem „My mamy braci i siostry w Iraku”. Z początku było to rozumiane zupełnie dosłownie, że mamy braci i siostry dominikanów w Iraku. Ale wskazywało to na głębszą prawdę, że wszyscy ci Irakijczycy, muzułmanie i chrześcijanie są naszymi przyjaciółmi i naszymi krewnymi. Muzułmanie mają silny zmysł przynależności do powszechnej islamskiej społeczności. My musimy być tymi, którzy szerzą w całej Europie to szersze poczucie tożsamości, nie tylko katolików, ale całej ludzkości.

Jest to eschatologiczne znaczenie tożsamości. Tak jak ja teraz, Anglik, człowiek liberalny, moje osobiste kwitnienie teraz może zostać oddzielone od kwitnienia całej ludzkości. Gdybym miał brać na serio wspólne dobro, wtedy musiałbym cierpieć. Miałbym niższy standard życia, mógłbym kupować mniej książek; whisky stałaby się rzadkością (nie żebym robił tu aluzje) i benzyna musiałaby kosztować znacznie więcej. Europejczycy byliby biedniejsi. Ale poszukiwać powszechnego dobra to rozpoznawać, kim mamy się stać w Chrystusie. Jak napisał Nicholas Boyle, jesteśmy przyszłymi obywatelami świata. Tak więc nasze religijne wspólnoty powinny świadczyć o przyszłej ludzkiej tożsamości, o sakramencie jedności całej ludzkości, jak głosi „Lumen Gentium”. A to oznacza, że jesteśmy powołani do życia w społecznościach, które nie zostały zbudowane dzięki negocjacji praw indywidualnych naszych braci  i sióstr, równoważących rywalizujące ze sobą żądania, kto może dokonać wyboru programu telewizyjnego, a kto może poprowadzić samochód. Sugeruje to głęboką transformację naszej ludzkości, że moje dobro jest nie do pomyślenia  w oderwaniu od dobra wspólnego.

Gdyby był jeszcze czas, prześledziłbym jeszcze jedną wartość, która jest prawie powszechnie akceptowana w Europie, a którą jest ekologia. Wierzę, że nasze śluby ubóstwa powinny wyposażać nas w głębokie zrozumienie ekologii. Niestety nie ma czasu na rozmawianie o wszystkim, tak więc na tym poprzestanę.

Wierzę, że my osoby zakonne, mamy do zaoferowania ogromny wkład w rozwój zmysłu etycznego w dzisiejszej Europie. Ale aby tego dokonać, sami musimy nauczyć się poszukiwać wraz z tymi, którzy poszukują, musimy stać się współpielgrzymami. Oznacza to pokorę do uczenia się i pokorę do nauczania. Możemy tego dokonać jako ci, którzy mają do przekazania naukę, która czyni wolnym serce i umysł i która zmusza nas do wyruszenia w drogę. Doktryna nie indoktrynuje!

Przyjrzałem się tylko trzem wartościom, które są główne dla naszej współczesnej Europy. Istnieją również inne. Każda z nich reprezentuje głębokie aspiracje. Każda z nich musi zostać oswobodzona z indywidualizmu, który może dusić. Wolność może zostać oswobodzona, aby stać się podarunkiem samym w sobie; tolerancja może być odmieniona, by stać się prawdziwym umiłowaniem różnic zamiast być potajemną formą kochania siebie samego. Pogoń za prawami człowieka może stać się bardziej pogonią za wspólnym dobrem. Każda z naszych wspólnot może być pewnego rodzaju laboratorium, w którym praktykuje się alchemię takich przemian. Nasze śluby, z których każdy dotyka podstawowych aspektów naszego człowieczeństwa, przygotowują nas do pełnienia tego zadania.

Tłum. O. Kazimierz Lorek