Kazimierz Wójtowicz CR
TROPY NADZIEI I WKŁAD WŁASNY (glosa do hasła Kapituły Zmartwychwstańców)
Pozwólcie, by ziarno Słowa Bożego mogło w was zakiełkować i wydać obfity plon. Słuchajcie tego słowa z uwagą. (Leon XIV)
Odkąd prowincjał, ks. Mariusz Mazur CR, ogłosił w marcu 2025 jesienny termin i miejsce Kapituły Prowincjalnej pod hasłem: „Przechodząc przez ciemną dolinę – czas przycinania winnicy”, targało mną ambiwalentne uczucie: z jednej strony w tych cytacjach czułem z radością zanurzenie w Słowie Bożym i w obrazach biblijnych, z drugiej wydawało mi się, że treści te jakoś nie do końca współgrają ze sobą, bo są z różnych kontekstów społeczno-historycznych: pierwszy jest z obszaru nomado-pasterskiego, drogi z winnico-rolniczego; pierwsi „bohaterowie” prowadzą z konieczności wędrowny ryb życia, drudzy – osiadły. Wydawało mi się więc, że do wprowadzenia w tematykę zgromadzenia kapitulnego wystarczyłby jeden z tych obrazów.
Potrzebowałem niemało czasu j impulsu Papieża Leona XIV z pierwszej audiencji do Polaków, żeby z większą uwagą i przenikliwością pochylić się nad tym, co Bóg mówi do nas przez ludzi, słowa i wydarzenia. Koniec końców dziś ten zestaw biblijnych słów wydaje mi się spójny ze sobą, bardzo szczęśliwy i trafiony w punkt, o czym jest informacja już w tytule tego przedłożenia, w którym próbuję podnieść potrzebę nadziei i nieodzowność wkładu własnego.
- Tropy nadziei
Te pierwsze hasłowe cztery słowa pochodzą z Psalmu 23.4, najbardziej znanego ze wszystkich 150: Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. W innych wersach jest jeszcze mowa: o zielonych pastwiskach, zastawionym stole, przeobfitym kielichu, namaszczeniu olejkiem, kiju i lasce pasterskiej, o zamieszkaniu w domu Pańskim po najdłuższe czasy. Z wielości bogactwa i metafor psalmicznych, generujących i „zabezpieczających” nadzieję chciałbym wybrać trzy najistotniejsze: obecność Boga, Jego zaplecze życia i ruch człowieka.
1.1. Ty jesteś ze mną, czyli świadomość obecności Boga
Już przy pierwszym czytaniu ten krótki „psalm ufności” (liczący tylko 6 wersetów) pozostawia na siatce pamięci obrazy (pastwiska, wody) i gadżety (kij, laska) związane z określeniem pasterza, który w tamtych czasach i w tamtej kulturze był nie tylko wykonywanym zawodem, ale też pospolitym symbolem dobrego zarządcy, dbającym i troszczącym się o tych, którymi się opiekuje. To on je ochrania i zapewnia im spokojną egzystencję. Dlatego często władcy przydawali sobie tę nazwę do wielu swoich innych tytułów, a – w duchu pierwszego wersetu tego Psalmu, gdzie autor wyznaje: „Pan jest moim pasterzem” – Jezus nazwał siebie „Dobrym Pasterzem” (por. J 10,11-18), który troszczy się o swoje owce, prowadzi je, chroni i gotów jest oddać za nie życie. W naszym tekście „stół, olejek, kielich i dom Pański” również podnoszą metaforę pasterza na wyższy, przenośny poziom, stosując ją do Boga i do człowieka.
Z naszego Psalmu uderza klarowna radosna nadzieja, płynąca ze świadomości „owiec”, które mają takiego pasterza, co dba o to, aby wiedziały, którędy chodzić bezpiecznie i celowo, aby miały co jeść, co pić i gdzie odpocząć. Owszem, owce nie są zbyt wybredne, ale zawsze wolą zajadać się soczystą zieloną trawą niż skubać jakieś liście czy zeschłe chwaty. Dlatego pasterz – w poszukiwaniu wody i odpowiednich żerowisk lub przeganiając „kierdel” z jednego zielonego pastwiska na drugie, bo to jego rola – musi czasem przechodzić przez „ciemną dolinę”. A określenie to symbolizuje trudne i niebezpieczne okresy z wszelkimi pułapkami na drodze, którą trzeba przejść, idąc do wyznaczonego celu. Taka mroczna, zacieniona dolina (nawet jak to jest Wielki Kanion!) nie jest idealnym miejscem do zatrzymania się, a tym bardziej do usadowienia się na dobre. Przechodząc, trzeba iść dalej, aby dotrzeć do miejsca przeznaczenia. A ci, co przejdą z pomocą Pasterza, będą silniejsi i i bardziej odporni.
Boża obecność wyrażona jest naszym Psalmie nie tylko w zdaniu podrzędnym przyczynowym, w prostym tekście, zaadresowanym do Boga-Pasterza: „bo Ty jesteś ze mną”, ale też we wszystkich czasownikach, wyrażających pewną czynność i działalność, za którymi stoi Bóg w obrazie Pasterza, w domyślnym zaimku „On”. A więc to On „jest, pozwala, prowadzi, orzeźwia, wiedzie, zastawia, namaszcza”. Bożą interwencję w życie człowieka jeszcze dobitniej opisuje Psalm 139,1-5: „Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. Choć jeszcze nie ma słowa na języku: Ty, Panie, już znasz je w całości. Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę”. Kwintesencją tego Psalmu jest prawda o tak bliskiej obecności Bożej, że człowiek choćby uciekł na koniec świata, w głąb rozpaczy i grzechu, to Bóg i tak tam będzie.
Podobnie Apostoł Narodów, św. Paweł, w Atenach na Areopagu wyjaśniając słuchaczom obecność i bliskość Boga, użył wiele różnych czasowników; „Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko. On z jednego [człowieka] wyprowadził cały rodzaj ludzki, aby zamieszkiwał całą powierzchnię ziemi. Określił właściwie czasy i granice ich zamieszkania, aby szukali Boga, czy nie znajdą Go niejako po omacku. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,24-28). Ostatnie dwa zdania (ze spójnikiem „bo”) stanowią syntezę całego wywodu o interwencji Boga w historię ludzkości.
Nie bez kozery, po znaku krzyża, pierwszym wezwaniem w naszych wspólnych modlitwach zakonnych jest apel: „Postawmy się w obecności Boga i oddajmy Mu cześć najgłębszą”. Od Ojców Pustyni wszystkie formy życia konsekrowanego kładły zawsze nacisk na życie w obecności Bożej. Jeden z nich radził: „Kiedy przyjdzie ci zła myśl, nie patrz w dół, lecz zawsze do góry, a Bóg natychmiast cię wspomoże!”. Człowiek żyjący w bańce obecności Boga ma ochronę przed pokusami, a zraniony przez pokusy szybciej zdrowieje, bo nie brak mu Bożego tlenu. Nasze Konstytucje apelując o nabycie wewnętrznego umartwienia, wyjaśniają, że polega ono „na skupieniu, milczeniu i świadomości obecności Bożej” (81). Osobiste doświadczenie tej bliskości może przybierać różne formy: w modlitwie, medytacji, lekturze Pisma Świętego, w sakramentach, w nabożeństwach, a także w codziennych sytuacjach.
1.2. Nie brak mi niczego, czyli troska Boga o zaplecze
Już zestaw przywołanych wyżej biblijnych czasowników, czyli słów oznaczających czynność lub proces, ukazuje nam Boga-Pasterza, który nie tylko „jest który jest”, ale który jest i działa, zabezpiecza byt tak całego stada, jak i każdej jego jednostki. Dlatego już w pierwszym wersie Psalmu 23 zawarta jest informacja o zaspokojeniu wszystkich podstawowych potrzeb podmiotu lirycznego: „nie brak mi niczego, nie będę niczego pragnąć ani chcieć”. Taki stan generuje zadowolenie i satysfakcję wyrażoną w powyższej deklaracji i decyzji, że „bohater” pieśni niczego więcej nawet nie pragnie, bo na zapleczu Pasterz zadbał o dobrostan podopiecznych owiec: właściwe ścieżki do spokojnych wód i zielonych pastwisk.
A spokojne wody to nie to samo, co rwące potoki czy zanieczyszczone cieki wodne; zielone pastwiska to nie to samo, co leżące odłogiem ugory czy rolnicze nieużytki. Ciekawe, że autor wspominając pastwiska i wody, nie mówi o nich jako niezbędnikach do życia (pokarm i napój), ale wyraźnie dookreśla, że są to miejsca do leżenia, odpoczynku i pokrzepienia: właśnie tutaj „mogę odpocząć”. A znalezienie w tamtych warunkach zielonego pastwiska i źródła wody było nie lada sztuką. To pasterz posiadał odpowiednie wyposażenie (kij i laskę) oraz tę umiejętność: znał bezpieczne trakty i właściwe ścieżki. I jego zadaniem było doprowadzić owce przez zagrożenia i niebezpieczeństwa do trawy i wody.
Woda to jeden z czterech żywiołów, który jest atrybutem oczyszczania i uzdrawiania. Pan Jezus opowiada Samarytance przy studni o wodzie żywej, która stanie się źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu (J 4,14), a w innych okolicznościach zachęca: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije (J 7,37). To z Jego boku na krzyżu wypłynęła krew i woda. Z woli Stworzyciela ziemia zazieleniła się zieloną trawą, wydającą nasienie (por. Rdz 1,11). Natomiast przy rozmnożeniu chleba w okolicach Kafarnaum Jezus kazał ludziom usiąść na trawie (por. J 6,1-14). Ewangeliści podkreślają ten fakt: Marek zauważa nawet zieloność trawy, a Jan doda, że było tam takiej trawy dużo.
W ten sposób troska Pana Boga, wyrażona w konkretnym, pomocowym działaniu, staje się tropem nadziei. Bo ludzie wierzący są przekonani, że Bóg troszczy się o cały świat, dobrostan ludzi, wszystkie stworzenia i każdą istotę z osobna. Fundamentem takiej postawy Boga, nazwanej Opatrznością Bożą, jest Jego miłość, o której świadczy cała historia zbawienia. Katechizm powiada, że „wszystko odkryte i odsłonięte jest przed Jego oczami, nawet to, co ma stać się w przyszłości z wolnego działania stworzeń; Opatrzność Boża oznacza zrządzenia, przez które Bóg z miłością i mądrością prowadzi wszystkie stworzenia do ich ostatecznego celu” (KKK 302, 321) i zaraz przypomina wezwanie Chrystusa do dziecięcego zawierzenia Opatrzności Boga Ojca i zachętę św. Piotra: Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” (1P 5,7). Tę prawdę ilustrują wczesnochrześcijańskie przedstawienia Jezusa jako młodego pasterza niosącego na ramionach zagubioną owcę. Świadomość działania pomocowego Opatrzności Bożej umacniała wszystkich męczenników. Św. Tomasz More przed swoją męczeńską śmiercią w 1535 roku pociesza córkę Alicję: „Nic nie może się zdarzyć, jeśli nie chciałby tego Bóg. A wszystko, czego On chce, chociaż mogłoby wydawać się nam najgorsze, jest dla nas najlepsze” (KKK 313). Odczucie troski Boga na zapleczu życia sprawia, że słaby człowiek wie za św. Teresą z Avili, że „wszystko mija, lecz Bóg jest niezmienny; temu, kto posiadł Boga, niczego nie braknie; Bóg sam wystarczy”.
„Ogólnozakonna Konstytucja”, czyli Adhortacja Jana Pawła II Vita Consecrata z 1996 roku, wyznacza życiu konsekrowanemu w służbie Boga i człowieka ważne zadanie, które „polega na na przypominaniu zamysłu Bożego wobec ludzi i na służeniu temu zamysłowi, który został objawiony w Piśmie Świętym, a można go też odkryć śledząc uważnie znaki opatrznościowego działania Bożego w dziejach.
Jest to zamysł zbawienia i pojednania ludzkości”. I dalej konkretyzuje nakazowo: „Trzeba zatem otworzyć serce na wewnętrzne wskazania Ducha Świętego, który zachęca nas do odkrycia głębokiego sensu zamysłów Opatrzności. Wzywa On życie konsekrowane do szukania nowych odpowiedzi na nowe problemy współczesnego świata. Tylko ludzie nawykli do szukania we wszystkim woli Boga potrafią właściwie zrozumieć te Boże wskazania, a potem odważnie je realizować poprzez działania zgodne z pierwotnym charyzmatem, a zarazem odpowiadające potrzebom określonej sytuacji historycznej” (VC 73).
1.3. Pan mnie prowadzi i wiedzie, czyli dobre przywództwo
Wszystkie czasowniki naszego Psalmu, a szczególnie: pozwala, prowadzi, wiedzie, zastawiasz, namaszczasz, mówiące w trzeciej lub drugiej osobie o aktywności, wskazują na kogoś z przywódczym statusem. Dzięki pasterzowi, stojącemu na czele stada, owce trzymają się razem, wiedzą w którym kierunku mają iść za jedzeniem i gdzie znajdą miejsce na odpoczynek. Przywództwo (modny ang. leadership) to (połączona z władzą i autorytetem) zdolność inicjowania, motywowania, przekonywania i kierowania określoną (większą czy mniejszą) grupą społeczną.
Dobry przywódca to taki, który legitymuje się przywódczymi kwalifikacjami: patrzy do przodu, bo posiada wizję i wyznacza jasne cele, potrafi je komunikować z pasją, w sposób zrozumiały i przekonujący, tak aby grupa wiedziała, dokąd zmierza i po co. Te przekazy winny być więc klarowne i zwięzłe, mobilizujące do działania, dostosowane do aktualnej sytuacji i mające na celu dobrostan całego zespołu. Do tego konieczna jest empatia przywódcy, tak aby wyczuwał emocje i pragnienia innych oraz by był w stanie podejmować szybkie i trafne decyzje. Decyzyjność wymaga z kolei dobrego rozeznania sytuacji, logicznego myślenia, oceny ryzyka i odważnych rozstrzygnięć. To wszystko rodzi zaufanie i nadzieję na poprawienie sytuacji. Dobry pasterz z 23 Psalmu musi wiedzieć albo intuicyjnie wyczuwać, które ścieżki są właściwe i prowadzą do wody i zielonych pastwisk.
Psalmista zwracając się do Boga-Pasterza, wspomina w naszym tekście o klasycznych atrybutach pasterskich i wyznaje z pokorą: Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza. Kij służył jako narzędzie obrony i ochrony przed drapieżnikami, których wówczas nie brakowało, a laska do wskazywania owcom w trudnym terenie kierunku do zielonych pastwisk i wodopoju. Ta laska pasterska – otrzymana swego czasu od Boga przez Mojżesza – jako znak mocy Bożej, dzisiaj jako biskupi pastorał (baculus pastoralis = kij pasterski) jest symbolem władzy w Kościele.
Władza w Kościele (we wszystkich jego strukturach) była od początku obecna i potrzebna. Również we wszystkich formach życia konsekrowanego. Z zasady ta władza/przełożeństwo ma być służbą. W opublikowanej w 2008 r. Instrukcji p.t. „Posługa władzy i posłuszeństwo” Kongregacja ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego omawia rolę władzy w życiu braterskim: „władza sprzyja rozwojowi życia braterskiego przez posługę słuchania i dialogu, tworzenie atmosfery sprzyjającej dzieleniu się i współodpowiedzialności, uczestnictwo wszystkich w sprawach wszystkich, zrównoważoną posługę jednostce i wspólnocie, rozeznanie, promocję posłuszeństwa braterskiego” (20). W następnym ustępie zamieszczono wyraźną przestrogę: „Kto w pełnieniu urzędu szuka sposobu, by się wybić albo zdobyć uznanie, pozwolić sobie służyć, albo innych sobie podporządkowywać, stawia się w sposób wyraźny poza ewangelicznym wzorem władzy” (21).
W „Liście Okólnym do przełożonych domów i misji Zgromadzenia” ze Lwowa, 30 listopada 1868 r., ks. Hieronim Kajsiewicz CR, ówczesny przełożony generalny, pisał: „Siła Zgromadzenia nie polega ani na liczbie członków, ani na ich zdolnościach, świetności i powodzeniu w pracach, ale na wyrobieniu ich wewnętrznym. I przeto przełożeni nie mają się głównie troskać o zajęcia i prace na zewnątrz ani o dobrobyt domów swoich, ale o wydobycie z duszy każdego z podwładnych swoich wszystkiego, co tylko się z nich wydobyć da”. (ACRR 7026). Współczesne Konstytucje CR w temacie wspólnoty lokalnej podkreślają w niej obecność Ducha Świętego, gwaranta miłości, która oparta jest „na otwartości, zaufaniu, zrozumieniu i akceptacji” (136). Zresztą wszystkie wspólnoty zakonne – jak podkreśla Instrukcja O życiu braterskim we wspólnocie – „dają świadectwo, że możliwa jest wspólnota dóbr, braterska miłość, wspólny sposób życia i działania, a to dzięki przyjęciu zaproszenia do pełniejszego i bliższego naśladowania Chrystusa Pana, posłanego przez Ojca, aby jako pierworodny między wielu braćmi ustanowił przez dar swojego Ducha nową wspólnotę braterską”.(10). Dobry przełożony stara się o utrzymanie równowagi pomiędzy wspólnotą i jednostką, modlitwą i pracą, apostolstwem i formacją, obowiązkami i odpoczynkiem.
Od przełożonego zależy zatem w dużym stopniu potencjał i jakość wspólnoty. Papież Franciszek w czasie pandemii przypomniał: . „Pasterz jest czuły, ma tę czułość bliskości, zna jedną po drugiej owcę po imieniu i troszczy się o każdą z nich tak, jakby była jedyną, do tego stopnia, że kiedy wraca do domu po dniu pracy, zmęczony, a zda sobie sprawę, że brakuje mu jednej, wychodzi do pracy po raz kolejny, żeby jej poszukać i zabiera ją ze sobą, niesie na ramionach” (3 V 2020). Taki pasterz daje wszystkim owcom nadzieję.
Każda władza, a szczególnie nowa, która działa jak świeża miotła, jest wyraźnym nośnikiem nadziei na nowe uporządkowanie spraw, na pozytywne zmiany, na poprawę podstawowych warunków życia i w ogóle na lepszą przyszłość. A nadzieja jest tym większa, im więcej jest wyposażona w takie instrumenty, które jej umożliwiają realizację obietnic i egzekwowanie poleceń.
Idąc tak krok po kroku tropami nadziei „przez ciemną dolinę”, przechodzimy przez myślnik, jak przez kładkę, z pierwszej części hasła do drugiej i wchodzimy w inny klimat: „w czas przycinania winnic”, a więc okres, w którym trzeba zakasać rękawy i wziąć się do rzetelnej roboty w winnicy. Realnie znaczy to: pochylić się nad każdym pojedynczym krzewem winnym, „ogarnąć” go tak, aby plony ogrodu winnego były z roku na rok coraz dorodniejsze. Św. Bonawentura (1221-1274), wielki teolog i filozof, porównał nadzieję do lotu ptaka, który chcąc rozwinąć skrzydła i fruwać w przestworzach, musi włożyć wiele wysiłku, aby pokonać silę grawitacji i oderwać się od ziemi. Nadzieja jest takim właśnie lotem, do którego niezbędny jest wysiłek człowieka.
- Konieczność wkładu własnego
I tak w naszej refleksji nad hasłem kapitulnym opuściwszy „ciemną dolinę”, znaleźliśmy się w biblijnych ogrodach winnych. Winnica w Biblii to ogród, leżący przeważnie na nasłonecznionych, urodzajnych pagórkach (stąd niem. Weinberg=góra winna), w którym rosną szlachetne krzewy winorośli, rodzące winogrona. Jest to więc pole uprawne, wymagające różnorakiej i nieustannej ingerencji ogrodnika, czyli fachowca. Izajaszowa, alegoryczna pieśń o winnicy (z VIII wieku przed Ch.) wspomina kilka wczesnych rodzajów tej pracy: „okopał ją i oczyścił z kamieni, i zasadził w niej szlachetną winorośl; pośrodku niej zbudował wieżę, także i tłocznię w niej wykuł” (Iz 5,2). W dalszym tekście jest jeszcze mowa o zaniechaniu „przycinania i plewienia” (5,6). O pracy w winnym ogrodzie mówił też Pan Jezus w „przypowieści o robotnikach w winnicy” (Mt 20,1-16). Z tej narracji widać, że pracy w „winnej firmie” było niemało, bo gospodarz przez cały dzień, co trzy godziny wychodził, aby nająć kolejne ekipy pracowników. Że winnica była też świetnym źródłem zysku i bogacenia się właściciela, świadczy kolejna przypowieść Jezusa „o przewrotnych rolnikach” (Mt 21,33-44). W tym wypadku „gospodarz założył winnicę, otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę”, licząc na osobisty wysiłek dzierżawców i otrzymanie we właściwym czasie należnych profitów. Ci jednak jednak zachowali się niegodziwie, haniebnie i skandalicznie.
Pismo Święte zaznacza, że Noe po czasach potopu był „pierwszym, który zasadził winnicę” (Rdz 9,20), a potem miał niemiłą przygodę z nadużyciem wyprodukowanego przez siebie wina. W ramach „prawa świętości” w stosownym czasie Bóg dał narodowi wybranemu rodzajowe przykazanie: „Nie będziesz ogołacał winnicy i nie będziesz zbierał tego, co spadło na ziemię w winnicy. Zostawisz to dla ubogiego i dla przybysza” (Kpł 19,10). Z biegiem czasu winnice w Izraelu stały się powszechne i bardzo ważne: nie tylko jako inwestycje gospodarczo-biznesowe, bo pomnażały kapitał, ale też jako przytulne miejsca wypoczynku i świętowania, o czym wspomina Pieśń nad Pieśniami: „Rankiem pójdziemy do winnic zobaczyć, czy kwitnie winna latorośl, czy otwarły się pączki, czy granaty są w pełnym kwieciu: Tam ci okażę swą miłość!” (PnP 7:13).
Winnica, w której można było cieszyć się bukłakiem własnego wina, była też symbolem dobrobytu i spokojnego życia. Zresztą już przy wejściu do ziemi obiecanej mężowie ze służb wywiadowczych rozpoznając teren, „odcięli gałąź krzewu winnego razem z winogronami i ponieśli ją we dwóch na drągu; do tego [zabrali] jeszcze nieco jabłek granatu i fig” (Lb 13,23). Już na wejściu zatem Żydzi otrzymali w darze dorodne i okazałe grona. Takim obrazem posłużył się też sam Pan Jezus, gdy w ostatnich dniach swego życia na ziemi alegorycznie oznajmia swoim uczniom, że jest prawdziwym krzewem winnym, a Jego Ojciec najlepszym winogrodnikiem, dbającym o każdą latorośl i cała winnicę (por. J 15,1n).
Obfitość zbiorów zależała więc nie tylko od gatunku winorośli/szczepu, jakości gleby, dostatku światła słonecznego i zabezpieczenia terenu, ale też od ciągłej uprawy roli i doglądania krzewów. Wszystkie te sprawy – jako wyzwania do określonej pracy w stosownym czasie – są zakodowane w biblijnych obrazach.
2.1. Minęła już zima i deszcz ustał, czyli czas właściwy
Już starzec Kohelet zauważył, że świat jest tak stworzony, aby wszystko było cykliczne, aby powtarzały się pewne przemijalne i przewidywalne wydarzenia, które są podstawą ładu, harmonii i porządku na świecie, co z kolei daje ludziom poczucie bezpieczeństwa. A więc „wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem (Koh 3,1). I dalej przez osiem wersetów autor wymienia różne czasy w antonimicznych parach: jest przeto: „czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono; czas zabijania i czas leczenia; czas rzucania kamieni i czas ich zbierania” i podsumowuje, że „Bóg obarczając pracą ludzi, by się nią trudzili, uczynił wszystko pięknie w swoim czasie” (3,2-11). Skoro jesteśmy w winnicy, to „swój czas”, ma tutaj zbieranie kamieni, uszlachetnienie gleby, założenie ogrodu, sadzenie krzewów i ich pielęgnacja, czyli leczenie – mówiąc językiem medycznym.
Biblia nie zawiera dokładnych opisów: ani o czasie, ani o sposobach przycinania winnic, jak to jest przy innych ważniejszych wydarzeniach społeczno-gospodarczych. Owszem, kipiąca poezją Pieśń nad Pieśniami, w pieśni drugiej, przy dookreśleniu wezwania ukochanego do spotkania z oblubienicą, argumentuje, że jest już na to pora, bo „minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł. Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie” (Pnp 2,11-13). Wspomniane identyfikatory klimatyczne wskazują, że jest to czas wiosny, gdy słońce ofiaruje ziemi więcej światła i ciepła, a flora i fauna (kwiaty, synogarlice) budzą się i dają znaki życia. Soczysta zieleń i kwitnące drzewa manifestują nowy początek i związaną z nim nadzieję. „Wdzięk i piękność pociągają oko, a bardziej jedno i drugie – świeża zieleń zasiewów” (Syr 40,22).
I to jest właściwy czas przycinania winnicy, gdy przyroda po zimowym letargu budzi się do życia, ale soki jeszcze nie poszły w górę. Ważny zabieg przycinania winnych krzewów. znany od kilku tysięcy lat, stosuje się po to, aby uzyskać jak najlepszą kondycję krzewów i otrzymać maksymalne winobranie. Wymaga to tak określonej wiedzy z anatomii roślin, jak i praktycznej umiejętności „pielęgnacyjnych”. W profesjonalnym przycinaniu chodzi o to, aby tak uformować winorośl, żeby wydała jak najwięcej dobrych owoców, które finalnie staną się winem wysokiej jakości. Ogrodnicy wiedzą, że forma cięcia zależy również od wieku krzewów. Pamiętając, że winorośl wydaje owoce na latoroślach, które wyrastają wiosną na zdrewniałych pędach jednorocznych, podejmują przycinanie winnicy wówczas, gdy jeszcze nie ma liści, lub (przy cięciu jesiennym) gdy już ich nie ma. Tę wiedzę przekazywano z pokolenia na pokolenie.
Tak czy owak, ponieważ przycinanie to przeprowadzony w we właściwym czasie (nie za wcześnie i nie za późno) zabieg para-chirurgiczny i nie każdy ma o nim zielone pojęcie, potrzeba do tego fachowca z wiedzą i praktyką, który będzie też miał do dyspozycji odpowiednie narzędzia i materiały. Na dziś w tej dziedzinie są to: sekator, piłka, maść ogrodnicza i inne pomoce. Przycinanie we właściwym czasie jest o tyle ważne, że zbyt wczesne czy spóźnione cięcie winorośli nie jest jej leczeniem, ale kaleczeniem, które zostawia krwawiące żywe rany. A każda rana podkrada i uszczupla zdrowie.
2.2. Każdą latorośl, która przynosi owoc, oczyszcza, czyli odpowiednie metody
Pan Jezus w mowie pożegnalnej w Wieczerniku sięgnął do zadomowionego w Biblii obrazu winnicy, aby już po wezwaniu „wstańcie, idźmy stąd!” jeszcze przedstawić uczniom plastycznie tajemnicę zjednoczenia z Nim. Słuchacze wtedy – chyba stojąc – przyjęli ze wzruszeniem do wiadomości: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy” (J 15,1n). Ale dalej uszczegóławia: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie (15,5n). Na pociechę (Judasz już wyszedł!) zapewnia uczniów: „Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was” (15,3). W tym fragmencie (oprócz dziesięciokrotnego wezwania do trwania w Chrystusie) znajdziemy zasadniczą zasadę przy przycinaniu winnic.
Dla naszego alegorycznego oglądu przycinania winorośli nieważne są owe szczegółowe formy cięcia, gdzie liczy się lata i „oczka”, gdzie krzewy formuje się na różne sposoby: na wytworzenie pni, na odmłodzenie winnicy czy też na owocowanie. Najważniejszym zabiegiem jest usunięcie/obcięcie tych gałęzi, które z jakichś powodów są już martwe i uschnięte oraz nie wydały żadnego owocu, bo może miały za mało słońca, albo „odeszły” zbyt daleko od pnia i przemarzły czy też zostały złamane.
Pan Jezus mówiąc o „odcinaniu” martwych winorośli, wspomina również o innym zabiegu sanitarnym: o oczyszczeniuzdrowych pędów, aby przynosiły „owoce obfitsze”. Takie „oczyszczenie” polega na poprawie pionowania i na usunięciu pędów zdrewniałych i „dzikich” oraz w odpowiednim czasie na usuwaniu nadmiaru liści i resztek roślinnych, co pomaga w zapobieganiu chorobom i szkodnikom oraz poprawia cyrkulacje powietrza i nasłonecznienie. Lepszy dostęp słońca poprawia wybarwienie gron i zwiększenie substancji aromatycznych. W literaturze przedmiotowej można znaleźć przeróżne wskazania, na czym polega poprawna technika cięcia, w której trzeba uważać, aby nie zaczopować na krzewie przepływu substancji pokarmowej z pnia do latorośli.
2.3. Okopię je i obłożę nawozem, czyli troska holistyczna
Oprócz niezbędnych zabiegów przycinania i „prowadzenia” winorośli odpowiednimi metodami, ogrodnik musi zawalczyć o winnicę i zadbać nie tylko o pień, gałązki, liście i owoce, ale też o korzenie żyjące w ziemi, a więc musi mieć na oku całość bezpieczeństwa wszystkich krzewów winnych. Tym bardziej, że uprawy na zboczach palestyńskich wymagały zastosowania specjalnych technik, aby zatrzymać spływnie wody i erozję gleby. Na zadbanie o jakość gleby zwrócił również uwagę Pan Jezus w przypowieści „o nieurodzajnym drzewie figowym”, gdzie cierpliwy i wyrozumiały ogrodnik – wbrew woli pana – chce za wszelką cenę pozostawić figowca przy życiu jeszcze na jeden rok (po trzech latach jałowości), a on je okopie i obłoży nawozem, z nadzieją, że „może wyda owoc”, ale też z zastrzeżeniem: „A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć” (por. Łk 13,6-9).
Troska holistyczna o winnicę obejmuje więc również glebę, z której winorośl czerpie różne składniki odżywcze niezbędne do prawidłowego wzrostu, rozwoju i owocowania. Co ciekawe, owe pokarmowe makro- i mikro-elementy w ziemi są takie same, jak te, które laboratoria szpitalne sprawdzają u człowieka: azot, fosfor, magnez, potas, wapń, żelazo, chlor, mangan, cynk, a przede wszystkim niezbędne – woda i tlen. Każdy z tych elementów jest ważny i odpowiedzialny za jakąś część rozwoju: za przyrost masy, za system korzeniowy, za kwiaty i owoce, prężność, ciśnienie itd.
Pan Jezus mówi w przypowieści o dwóch podstawowych rodzajach interwencji ogrodnika wobec gleby. Są to: okopanie i nawożenie. Przy okopaniu poruszają ziemię, spulchnia się ją i czyni bardziej przepuszczającą. Jest nawet grupa roślin (ziemniaki, buraki), które noszą nazwę „okopowe”, a przy których głównym zabiegiem jest zakopanie, okopanie, obsypywanie, podkopanie i wykopanie. Nawożenie nawozami naturalnymi czy mineralnymi (oczywiście zgodne z gospodarczymi zasadami) to działanie pomocowe, mające na celu polepszenie jakości gleby, powiększenie jej składników pokarmowych i nadzieję na lepsze plony. I muszą to być prace systematyczne, aby uzupełniać braki i utrzymać dobrostan winnicy.
Innym wyrazem troski całościowej o winnicę jest wsparcie pionowe i poziome poszczególnego krzewu. Funkcję tę spełnia odpowiednie rusztowanie, na które składają się słupki wsporcze i druty nośne, do których mocuje się latorośle. Forma rusztowania zależy od nasadzonych szczepów. Była już mowa wyżej, że winnicę trzeba też ogrodzić i zabezpieczyć przed intruzami, że winorośle – jak wszystkie uprawy – należy plewić i chronić przed chwastami. Wtedy będzie miała miejsce opieka holistyczna, która bierze pod uwagę wszystkie potrzeby i uwzględnia wszelkie potrzeby hodowanej winorośli.
* * *
Hasło kapitulne – opukiwane z różnych stron w tym przedłożeniu – to niejako współczesny zwiastun/trailer ważnego cyklicznego wydarzenia w społeczności zakonnej, jakim jest Kapituła Prowincjalna: „najwyższa, nadzwyczajna władzę w prowincji, która dokonuje oceny życia wspólnoty i prac apostolskich podjętych przez wspólnotę prowincjalną oraz ocenia perspektywy rozwoju na przyszłość (KCR 119).
Przywołane hasło biblijne niesie ze sobą – jak widzieliśmy – tyle obrazów i czytelnych skojarzeń, tyle metafor i przerzutni, że automatycznie wyskakują z nich linki do teraźniejszości, które pozwolą ocenić jakość życia braterskiego, przyjrzeć się pracom apostolskim, rozpoznać niedostatki i postawić diagnozę, poszukać środków zaradczych i pomocowych, przy czym ukażą też Boże Oko Opatrzności i konieczność własnego wkładu oraz przedstawią symptomy nadziei, bo przecież przez ten czas Roku Świętego 2025 idziemy jako „pielgrzymi nadziei”.
Ks. Kazimierz Wójtowicz CR
