Redemptorystki

Zakon Najświętszego Odkupiciela, Redemptorystki
Ordo Sanctissimo Redemptoris (OSSR)

Dane teleadresowe

ul. Portowa 52
43-300 Bielsko-Biała
tel. (0-33) 815-06-22
fax: (0-33) 811-86-72
e-mail: [email protected]
strona internetowa: www.redemptorystki.pl

Historia

Zakon Najświętszego Odkupiciela (Ordine dell’ Santissimo Redentore) powstał w Scala w Królestwie Neapolitańskim 13 maja w uroczystość Zesłania Ducha Świętego w roku 1731. Za jego założycielkę uważamy siostrę Marię Celeste Crostarosa, która już kilka lat wcześniej, w roku 1725, otrzymała od Boga objawienie nowych reguł. Formujący się dopiero klasztor-konserwatorium w Scala, w którym ona przebywała, żył dotąd regułami wizytek, ale nie miał na to jeszcze prawnej aprobaty Kościoła.

Choć oczekiwano na rozwiązanie tej sytuacji, to jednak propozycja s. Marii Celeste nie od razu została przyjęta. Wprawdzie już w 1726 roku zgromadzenie teologów neapolitańskich uznało jej reguły za poprawne teologicznie, to jednak biskup Falcoia, kierownik duchowy klasztoru, utrudniał ich wprowadzenie, a ją samą narażał na wiele przykrości i upokorzeń.

Dopiero św. Alfons Liguori, przyszły założyciel Zgromadzenia Ojców Redemptorystów, któremu sam Falcoia polecił zweryfikowanie autentyczności objawień, dostrzegł w nich Boże dzieło i pomógł uzyskać zatwierdzenie reguł oraz nowej fundacji u lokalnych władz kościelnych.

Niestety, po dwóch latach istnienia tej fundacji biskup Falcoia, który nie godził się na projekt zakonny przedstawiony przez Crostarosę, dokonał w regułach tak dużych zmian, że zupełnie zdeformował jej pierwotny zamysł. Ona, kierując się głosem sumienia, nie zgodziła się na to, podejmując w ten sposób dramatyczną decyzję odejścia ze Scala. Siostry w Scala natomiast przyjęły reguły zmodyfikowane przez Falcoję, a Crostarosa od tego momentu już sama szukała sposobów realizacji powierzonego jej przez Boga dzieła.

I tak w roku 1738 założyła w Foggia klasztor Najświętszego Zbawiciela, który jako pierwszy żył w pełni jej pierwotną regułą. Doszedł on do ogromnego rozkwitu i zaznaczył się w historii tego miasta a zwłaszcza jego założycielka, którą nazwano tam „świętą ksienią” i otoczono opinią świętości.

Tymczasem 8 czerwca w roku 1750 Stolica Święta zatwierdziła nowy zakon i jego reguły zmodyfikowane najpierw przez biskupa Falcoię a potem O. Sanseverino, nadając mu oficjalną nazwę Zakonu Najświętszego Odkupiciela. Rozszerzył się on szybko dzięki św. Alfonsowi, który zostawszy biskupem diecezji Św. Agata dei Goti, sprowadził tam ze Scala siostry redemptorystki. A stamtąd nowy zakon rozprzestrzenił się dalej. Najpierw do Austrii a potem do innych krajów Europy Zachodniej (Belgia, Holandia, Irlandia, Francja, Anglia, Hiszpania, Niemcy) a nawet do Ameryki Północnej i Południowej oraz Afryki i Australii; w roku 1989 również do Polski (pierwszy klasztor polskich redemptorystek znajduje się w Bielsku-Białej).

Obecnie jest w świecie 47 klasztorów sióstr redemptorystek. Żyją one wspólnymi konstytucjami, które zgodnie z zaleceniem Soboru Watykańskiego II zostały przystosowane i gruntownie zrewidowane między innymi poprzez odwołanie się do pierwotnej duchowości założycielki.

Założycielka

Kontekstem życia Marii Celeste Crostarosa jest Środkowa Italia z jej złożoną XVIII-wieczną sytuacją zarówno na płaszczyźnie społeczno-politycznej jak i religijnej, naznaczona z jednej strony nowymi, niepokojącymi prądami, z drugiej zaś silną opozycją konserwatystów.

Maria Celeste Crostarosa urodziła się w Neapolu 31 października 1696 roku w rodzinie mieszczańskiej. Jej ojciec był doktorem prawa kanonicznego i cywilnego. Następnego dnia została ochrzczona i otrzymała imiona: Giulia, Marcella, Santa. Była dziesiątym dzieckiem w rodzinie, która po niej ubogaci się jeszcze dwójką młodszego rodzeństwa. Była to rodzina o głębokiej chociaż prostej pobożności. Sama Crostarosa zostawia nam w swej Autobiografii ciekawe wspomnienia tego okresu: „Z zainteresowaniem słuchałam tego, czego uczyli nas rodzice, a co dotyczyło wiary chrześcijańskiej. Rodzina, w której wzrastałam była bardzo pobożna.

Z upodobaniem słuchałam opowieści o życiu świętych, którzy kochali Boga i obierałam ich sobie za orędowników”. Zgodnie z zasadami wychowania tamtych czasów, nauczono ją tylko czytać, nie umiała więc pisać. Pewnego razu otrzymała od swego kierownika duchowego polecenie zapisywania tego, co działo się w jej sercu: „polecił mi również, abym zapisywała wszystko, co rodzi się w mojej duszy, lecz ja chociaż nauczyłam się czytać, nie umiałam pisać. Nigdy się tego nie uczyłam. Ufając Panu, podjęłam próbę pisania, bez żadnego nauczyciela (Autobiografia).

Mając siedemnaście lat, za radą kierownika duchowego, złożyła ślub czystości. Dwa lata później rozpoczęła praktykę codziennej Komunii Świętej. Wiosną 1718 roku, mając już 21 lat, wstąpiła do klasztoru Karmelitanek w Marigliano, zreformowanego przez s. Serafinę z Capri. W listopadzie 1719 roku złożyła śluby zakonne, które równeż wspomina w swej Autobiografii: „W tej profesji, Ty, Jezu mój, przyjąłeś mnie za oblubienicę, mówiąc, że od tej pory zawsze będę Twoja i Ty cały będziesz mój. Dałeś mi także Maryję, moją Panią, za Matkę, a św. Katarzynę ze Sieny za duchową mistrzynię”.

Jesienią 1723 roku klasztor w Marigliano został zamknięty, ze względu na trudności z właścicielką ziemi, na której się znajdował. Po krótkim pobycie w rodzinie, za radą Tomasza Falcoi ze Zgromadzenia Pii Operai (później biskupa Castellamare di Stabia), na początku następnego roku, Crostarosa wstąpiła do konserwatorium Wizytek w Scala, na Wybrzeżu Amalfitańskim.

25 kwietnia 1725 roku, będąc jeszcze nowicjuszką, po Komunii Świętej otrzymuje od Boga szczególną łaskę: „W mojej duszy znowu dokonała się przemiana mojego bytu w Byt naszego Pana Jezusa Chrystusa, lecz tym razem inaczej niż poprzednio, kiedy dusza tylko na chwilę doświadczała tej przemiany. Teraz przez krótki moment zobaczyłam naszego Pana Jezusa Chrystusa, który złączył swoje najświętsze ręce, stopy i bok z moimi. Nie dokonało się to w ludzkim ciele, lecz w boskim blasku i pięknie, których nie wyrazi żaden język. Duszę moją dotknęła duchowa czystość i słodycz, jakiej nigdy dotąd nie zakosztowałam. Zdawało mi się, że w tym błogosławionym, szczęśliwym momencie opuściłam obecne życie.

Zakosztowałam wszelkich drogocennych dóbr życia naszego Pana Jezusa Chrystusa, a On odcisnął je jak pieczęć na moim sercu. Wtedy usłyszałam głos Pana mówiący, że znak ten wycisnął nie tylko na moim sercu, ale także na wielu duszach, które przeze mnie miały otrzymać życie w Nim. Wtedy też zrozumiałam, że Pan przeze mnie zamierza dać światu nowy Instytut.
Prawa życia i reguły tego Instytutu zawarte są w Jego Życiu, które jest jak otwarta księga, mówiąca o bezgranicznej doskonałości Boga zamkniętej w Bożym Baranku. Wszystko to wpisane zostało w moje serce i w moją duszę (Autobiografia).

Ze względu na napięcia wewnątrz klasztoru i inne czynniki zewnętrzne, nowa propozycja życia zakonnego musiała czekać aż do 1731 roku, kiedy to dzięki interwencji św.Alfonsa de Liguori, 13 maja, „z łaską Bożą, po wielu utrapieniach, w Zesłanie Ducha Świętego 1731 roku nasz Instytut zapoczątkował swe istnienie.

Z niewypowiedzianą radością śpiewałyśmy Te Deum, dziękując za bezmiar łask otrzymanych od Pana” (Autobiografia).
W tym czasie między Celeste i Alfonsem zawiązuje się piękna braterska przyjaźń, Świadczą o niej listy, które Święty przechowywał przez całe swe życie. 3 października tego samego roku, Celeste otrzymuje objawienie dotyczące Alfonsa i powstania Zgromadzenia Redemptorystów „ogarnęła mnie jasność Pana, w świetle której zrozumiałam, że w formule Instytutu mam zapisać słowa Ewangelii: „Idźcie i głoście wszelkiemu stworzeniu, że bliskie jest Królestwo Niebieskie” (Mt 10,7).

Na tych słowach oparła się formuła ich życia, którą Pan mi podyktował. Codzienne ćwiczenia i życie duchowe miało oprzeć się na tym, co zostało zapisane w Regułach. Członkowie zgromadzenia mieli żyć w ubóstwie… udając się po dwóch by głosić pokutę” (Autobiografia). Pisemna relacja matki Celeste i późniejsze „żywe” spotkanie z Alfonsem odcisnęły mocne piętno na duchowej drodze, na którą Alfons wszedł już wcześniej: pociągany ewangelizacyjnymi potrzebami najbardziej opuszczonych już w pewien sposób rozpoczął swój exodus. Jego Instytut misyjny postawi swe pierwsze kroki 9 listopada 1732 roku, lecz w formułowaniu projektu nowego Zgromadzenia nie zabraknie tysięcy poważnych trudności.

Matka Celeste, zostaje włączona w napięcia i spory powstałe pomiędzy pierwszymi misjonarzami ubogich, Falcoią i klasztorem sióstr, w sprawach dotyczących redakcji reguł. O tych wydarzeniach ona sama tak pisze w Duchu Instytutu, który dołączy do Reguł nieco później, w Foggia: „ponieważ spodobało się naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi oprzeć ten Instytut i jego Reguły na naśladowaniu swego Przenajświętszego Życia, zapragął, aby to Dzieło urzeczywistniło się w tych, których wybrał w początkach powstania Zakonu.

Zdecydował, aby fundamentem były Jego wyjątkowe upokorzenia i dlatego też fundament swego Zakonu postawił na upokorzeniach tych, których wybrał, aby zapoczątkowali Jego Dzieło. Oprócz licznych udręk, trudności, sprzeciwów i powszechnej wzgardy, jakiej mieli doświadczyć, zechciał Pan, aby stali się przedmiotem drwin i zniewagi, tracąc wszelki blask i szacunek świata, wykpieni przez każdego. Postawił więc ten Zakon na samym upokoraeniu.

Mimo iż 20 kwietnia 1733 roku matka Celeste napisała dramatyczny list, w którym wyjaśniła motywy swego postępowania oraz zdeklarowała swą gotowość odsunięcia się na bok i przyjęcia wobec reguł postawy takiej, jak wszystkie inne siostry, jako jedna z nich, 14 maja 1733 roku zostaje „wyłączona” (usunięta) przez Kapitułę klasztoru, ponieważ sumienie nie pozwoliło jej poddać się na nowo duchowemu kierownictwu Falcoi. Rozpoczyna się jej bolesna tułaczka i trwające prawie pięć lat poszukiwanie miejsca pełnej realizacji swego zamysłu życia zakonnego. Ostatecznie kończy się ono w marcu 1738 roku w Foggia fundacją Konserwatorium Najśw. Zbawiciela, gdzie „nie zmieniając niczego, mogłyśmy wprowadzić w życie pierwotną Regułę, daną mi przez Pana w Scala”(Autobiografia).

Rok 1755 był ostatnim rokiem ziemskiej wędrówki Marii Celeste Crostarosa. Od dzieciństwa, jak pisze w Autobiografii, nie cieszyła się zbyt dobrym zdrowiem, często cierpiała lecz nigdy nie stwierdzono u niej żadnej poważnej choroby. Potwierdzają to także badania przeprowadzone w ostatnich latach w związku z procesem beatyfikacyjnym. Zawsze zanurzona w Bogu spalała się pragnieniem całkowitego zjednoczenia z Nim już tu na ziemi. A oto jej słowa: Umiłowany mój Panie i Oblubieńcze, jesteś moim jedynym i szczególnym Przyjacielem. Czuję mocno, że nie mogę przeżyć ani chwili, ani momentu bez Ciebie.

I wydaje mi się, że duch mój raduje się, kiedy rozważa, że z każdym dniem, z każdą mijającą godziną, przybliża się do niego coraz bardziej wieczna rozkosz przebywania przed twoim boskim obliczem. Moje serce martwi tylko to, że choć rzadko, jednak czuję czasem jakieś poruszenia zmysłów lub miłości własnej; wtedy doświadczam wielkiej męki i bólu śmierci. Obecne życie wydaje mi się gorzkie ze względu na nieustanny lęk, że sprawię Ci przykrość. Rozmowa z bliźnim jest dla mnie czymś banalnym; nie znajduję w niej jakiegokolwiek pocieszenia. Wydaje mi się też, że dla wszystkich stałam się natrętną i trudną do zniesienia; nie umiem nawet wyrazić do końca moich myśli.

Zazwyczaj czuję się jakby pozbawioną zmysłów, ale gdy inni mówią o Tobie, moja Radości, wtedy natychmiast serce się we mnie raduje. Zadowolenia i przyjemności doświadczam też wtedy, gdy wraz z innymi śpiewam dla Ciebie miłosne pieśni (Rozmowy duszy z Jezusem, IX). Zapewne w głębi duszy nieustannie słuchała głosu Jezusa, który pewnego dnia powiedział do niej:
Przyrzekam ci, że natychmiast po twojej śmierci zawiodę cię do nieba, abyś radowała się Mną przez całą wieczność (Rozmowy duszy z Jezusem, IX).

Nadszedł w końcu dzień 14 września 1755 roku, Święto Podwyższenia Krzyża. Rano, jak zwykle, Matka Celeste uczestniczyła we Mszy Świętej. W jej zewnętrznym zachowaniu nie dało się zauważyć nic, co wskazywałoby na to, że zbliża się jej ostatni dzień na ziemi. W ciągu dnia poczuła się słabiej, jakby ubyło jej sił. Natychmiast zrozumiała, że to kroki Niebieskiego Oblubieńca, który nadchodzi. Poprosiła, aby wezwano spowiednika, ks. Nicola Lombardi, który udzielił jej ostatniego rozgrzeszenia i namaszczenia.

Po otrzymaniu sakramentów poprosiła kapłana, aby przeczytał Mękę Pana Jezusa z Ewangelii według Świętego Jana. Kiedy wybrzmiały słowa Consumatum est (Wykonało się), łagodnie skłoniła głowę, a jej dusza odfrunęła w ramiona oczekującego na nią Boskiego Oblubieńca. Była godzina trzecia po południu, godzina śmierci Chrystusa.

W chwili śmierci s. Marii Celeste św. Gerard Maiella, jej duchowy przyjaciel, dopełniający swych dni w Materdomini, w miejscowości położonej około 100 km od Foggia, powiedział do asystującego mu brata: „Widziałem duszę Matki Marii Celeste odlatującą jak gołębica po zasłużoną nagrodę za miłość do Jezusa i Maryi (Proc. P. 312). Za miesiąc, 16 października tego samego roku, również Gerard odfrunął do nieba, aby dołączyć do tej, z którą już tu na ziemi w Bogu był zjednoczony (Tannoia, Zycie sługi Bożego br. Gerada Maiella).

W momencie śmieci Marii Celeste klasztorem wstrząsnęło jakby trzęsienie ziemi, a cały dom napełnił się przenikliwym dźwiękiem przypominającym brzęk łańcuchów. To szatan, podobnie jak wiele razy w Scala, tak i teraz wyrażał złość po kolejnej przegranej. Matka Celeste przeżyła 59 lat i 10 miesięcy.

Po śmierci ciało ukochanej Matki promieniowało jakimś nadzwyczajnym światłem, pięknem i niebiańskim pokojem. Siostry przeniosły je do chóru i chociaż pewne były jej wejścia do Niebieskiej Ojczyzny nie mogły powstrzymać łez. Następnego ranka przeniesiono ją do kościoła, gdzie miały się odbyć uroczystości pogrzebowe. Asystent klasztoru ks. Benedykt Salerni, kontemplując przemienione ciało, w zachwycie polecił jej uczynić znak krzyża. Ku zadziwieniu i wzruszeniu wszystkich obecnych zmarła podniosła prawą rękę i uczyniła znak krzyża (Proces, p. 248).

Wiadomość o śmierci Matki Celeste poruszyła całe miasto. Zmarła święta Przełożona! Te słowa natychmiast wypełniły ulice i domy. Ludzie tłumnie biegli do kościoła Najświętszego Zbawiciela, aby zobaczyć ciało zmarłej i polecić się jej wstawiennictwu u Boga. Każdy chciał ją dotknąć, ucałować, zabrać coś, co do niej należało, albo żarliwie prosić o modlitwę przed Panem.

Pewna biedna kobieta, niewidoma od urodzenia, słysząc słowa pełne zachwytu i podziwu od tych, którzy mieli szczęście zobaczyć ciało zmarłej, płacząc prosiła świętą Przełożoną o łaskę oglądania jej przynajmniej przez moment. W tej chwili otworzyły się jej oczy i odzyskała wzrok już na zawsze (Proces, p. 226). W klasztorze w Foggia zachował się obraz upamiętniający to cudowne wydarzenie. Ten cud oraz inne liczne łaski otrzymane przez wstawiennictwo Marii Celeste, wzbudziły wielki entuzjazm, szacunek i szczególne nabożeństwo do Świętej Przełożonej.

Jej ciało, według ówczenego zwyczaju, zostało złożone w krypcie kościoła, a dla pamięci potomnych na murze zdecydowano umieścić kamienną tablicę z łacińskim napisem: „Na wieczną pamięć Marii Celeste od Najświętszego Zbawiciela, Julii Crostarosa, Założycielki, Mistrzyni, Przełożonej tegoż Konserwatorium Dziewic …”