Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana

Jesteśmy wspólnotą zakonną działającą
apostolsko w Polsce, Afryce i Ameryce Płn., założoną w XX wieku przez
Sługę Bożą Matkę Paulę Zofię Tajber.

Celem naszego Zgromadzenia
jest szerzenie kultu Najświętszej Duszy Jezusa oraz troska o ludzkie
dusze.

Centrum naszej duchowości stanowi prawda o tym, że Jezus
żyje w nas, by w nas i przez nas działać zbawczo. Mottem są słowa św.
Pawła: „Już nie ja żyję, lecz żyje
we mnie Chrystus" (Ga 2,20).

Przejęte tą prawdą troszczymy się o los Jezusa w naszych duszach i w
duszach innych ludzi.


Droga życia Sługi Bożej Matki Pauli Zofii Tajber (1890-1963)

Założycielka Zgromadzenia


DZIECIĘCE PRZECZUCIA

Zofia Tajber urodziła się 23
VI 1890 r. z emigrantów śląskich, Rudolfa i Marii z Luksów, którzy
osiedliwszy się w Białej Podlaskiej, założyli tam tartak oraz fabrykę
sztyftów i prawideł szewskich. Gdy Zosia, ich 15-te dziecko, miała pięć
latek, wywędrowali do Żytomierza na Wołyniu, zakładając podobne
przedsiębiorstwo i dając zatrudnienie około 300 robotnikom z
Kongresówki. Zofia uczy się w rosyjskiej szkole średniej pobierając
dodatkowe lekcje polskiego w domu. Społeczna atmosfera domu, gdzie
rodzeństwo żywo dyskutuje nad sprawą poprawy położenia robotników,
kształtuje także umysł i serce dziecka, które zaczyna uważniej
obserwować pracowników w warsztatach ojca patrząc w ich twarze czy
przebija się z nich zadowolenie. Zapamięta dobrze, że w domu wiele
mówiono o wydanej przez Leona XIII encyklice "Rerum novarum".

Wszystko,
cokolwiek otaczało i zajmowało Zofię, posiadało oprócz zwyczajnej jakąś
inną jeszcze, tajemniczą wymowę. Zabawy w sklep z towarzyszkami przed
domem, piosenki dziewczęce, wycieczka z rodzicami po rzece Teterew,
wszystko zdawało się jej zapowiadać powołanie do uprawy jakiegoś
piękniejszego ogrodu i do zrywania kwiatów wyższej miłości. Wiedziona
przeczuciami, że będzie służyć cierpiącym i biednym, stara się do tego
przygotować sposobem, który później określi następująco: "pragnęłam być
coraz to lepszą". Dziecinną "kradzież" bułki zabranej z domu bez
pozwolenia starszych opisze później jak św. Augustyn kradzież gruszek.

Staranie
o życie duchowne utrzyma się u niej w czasie gimnazjum. Drogę do
odległej o 4 km szkoły poświęca myślom o Bogu, powrót zaś obserwacjom
przyrody i powtórce lekcji.

ZGUBIONA DROGA

Gdy po ukończeniu gimnazjum Zofia wyjawia myśl wstąpienia do
klasztoru, rodzina wyraża sprzeciw. Aby jej wybić z głowy klasztor,
niewierzący brat podsuwa jej "mądre" książki ateistyczne Voltaire’a i
Nietzschego. Złe rozmowy o Kościele i księżach dokonują reszty,
podważają wiarę Zofii i wszczepiają jej przesadny krytycyzm względem
autorytetów nie wyłączając ojca. Zofia przestaje się modlić. Pozostaje
jej tylko miłość przyrody i sztuki. Stwórca nie poskąpił jej bowiem
uzdolnień muzycznych. Posiada piękny sopran, a przy tym odznacza się
niemałą urodą zewnętrzną.

W poszukiwaniu szczęścia w sztuce
oddaje się studiom muzycznym i ćwiczeniom śpiewu, podejmując je w r.
1911 w Kijowie a uzupełniając w Berlinie i w Warszawie. Niestety spotyka
ją zawód, gdyż odkrywa coraz bardziej rozdźwięk i pustkę w samej sobie.
Na domiar udręki stwierdza, iż jej indywidualność wyodrębnia się do
tego stopnia, że nie potrafi z nikim zawrzeć jakiejś szczególniejszej
przyjaźni.

Ośmioletnią rozterkę przerywa wreszcie wybuch Wojny
Światowej i przewrót w Rosji, które i nią samą wstrząsają do głębi. To
co widzi i o czym słyszy, poczyna z kolei podważać przesadny u niej kult
myśli ludzkiej i wiarę w nieograniczoną siłę woli ludzkiej. Zaczyna
przeprowadzać rewizję swoich poglądów, i to doprowadza ją do
odnalezienia tego, o czym marzyła już w dzieciństwie.

ZNALEZIENIE
WIELKIEJ MIŁOŚCI

"Całe życie poszukiwałam", to
wyznanie Zofii odnosi się także do okresu jej rozejścia się z Kościołem.
Kto szczerze poszukuje, ten w końcu zawsze znajduje. Zetknięcie się z
księdzem Ignacym Dubowskim, późniejszym biskupem Łucko-Żytomierskim
stało się w życiu Zofii Tajber punktem zwrotnym. Podsunięte inne książki
ukazują Zofii Kościół od strony interesującej i pięknej. W r. 1915
Zofia klęka u kratek konfesjonału. Odtąd rozpoczyna systematyczną pracę
wewnętrzną. Osiągnięcia duchowne i łaski są tak znaczne, że ks. Dubowski
poleca jej spisywać swoje przeżycia i oświecenia.

Czytając w r.
1918 pisma św. Teresy stwierdza Zofia, że i ją także prowadzi Bóg do
siebie "drogą mistyczną". Wyraźnie wyczuwa, że ktoś ją kocha miłością
nadludzką i tę ogromną miłość wlewa jej do serca. Po kilku latach już
prawie nie poznaje samej siebie. Odmianę swoją i rozwój tłumaczy w ten
sposób: "Muszę zaznaczyć, że od
chwili gdy poznałam i pojęłam nieskończoną Miłość Boga do każdej duszy
ludzkiej, dla której On Bóg stał się Człowiekiem, już nigdy w tę Jego
Miłość ku mnie nie wątpiłam, i ona była moją we wszystkim dźwignią".

Prowadzona drogą miłości i wdzięczności
względem Boga Zofia przeżywa zapały i wzloty. Usiłuje przywoływać do
głosu krytyczny rozum i odrzucać nadzwyczajności. Mówi sobie: każdy
człowiek powinien kierować się rozumem. Nie chce ich, dlatego to, co ją
spotyka, upokarza ją. Czuje się słabym dzieckiem a równocześnie czuje
się ukochaną przez Boga. Zdrowy rozsądek ukazuje jej posłuszeństwo Woli
Bożej i spowiednikowi jako jedyne zabezpieczenie na tej szczególnej
drodze.

DZIEŁO MIŁOŚCI I
WDZIĘCZNOŚCI

W okresie obecnym, o którym powie, że "Miłość stała się jej życiem"
powstaje w niej myśl założenia nowego zakonu, opartego na zasadzie
miłości, wdzięczności i wierności. Dotychczasowe jej doświadczenie
wewnętrzne dowiodło jej, że miłość to najbardziej życiodajna siła i
sekret szczęścia. Wdzięczność zaś to szczególny, synowski przymiot Duszy
Jezusa Chrystusa ożywiający Go względem Ojca. Zadaniem zaś specjalnym
nowego zakonu będzie kontemplacja i cześć Najśw. Duszy Jezusa Chrystusa.
Nawet żart starszej w rodzinie siostry zdawał się popierać projekt:
"Jeśli Zofia chce wstąpić do klasztoru, to może sobie założyć klasztor w
naszym ogrodzie".

Okres pobytu w Żytomierzu, chociaż już tam w
r. 1919 podejmuje z dwiema innymi towarzyszkami próbę życia wspólnego,
jest okresem przedwstępnym i czasem formowania się w umyśle Zofii pojęć o
celach i charakterze mającego powstać zakonu. Myśl jej koncentruje się
na prawdzie o obecności Chrystusa w członkach Mistycznego Ciała.
Kontemplacja doskonałości Duszy Chrystusa rozpala w niej pragnienie, by
piękno i bogactwo tej Duszy zabłysło nowym blaskiem w Kościele.

W
r. 1920 przybywa z gotowym planem do Krakowa i przedstawia miejscowej
władzy kościelnej sprawę nowego zakonu. Zanim nastąpią jakieś widoczne
osiągnięcia, panna Zofia Tajberówna i jej towarzyszki muszą przejść
szkołę ubóstwa, pracy i cierpienia. Poszukiwania pierwszego noclegu
przez umęczone uciekinierki ze wschodu, praca służebna w rozmaitych
domach delikatnej i nienawykłej do pracy fizycznej Zofii, nieufność
ludzka a równocześnie ciekawość i badanie jej przeżyć wewnętrznych,
wreszcie przykrości doznawane od towarzyszki – wszystko to było solidną
zaprawą Zofii do dzieła budowania.

Wiedziona przekonaniem, że
wszystko co wielkie wspiera się na Krzyżu, wytrzymuje wszystko i nie
cierpi z powodu cierpienia. Od kilku już lat powtarza sobie regułę,
ułożoną dla siebie i dla zakonu: "Cierpieć
nie będę, choć będę cierpiała, gdyż nie chcę, byś Ty, mój Jezu,
cierpiał we mnie, a miał w mej duszy słodkie odpocznienie".
Zanim otrzyma zezwolenie na założenie
stowarzyszenia religijnego, przechodzi wprzód formację duchowną i
dokształcenie religijne pod kierunkiem kilku ojców jezuitów. Kiedy
arcybiskup Stefan Sapieha, metropolita krakowski udzieli zgody, Zofia
przystępuje do dzieła. Dnia 24 X 1923 r. następuje na Prądniku Białym
pod Krakowem otwarcie pierwszego domu "Katolickiego Stowarzyszenia dla
pogłębienia życia religijnego ku czci Przenajświętszej Duszy Chrystusa
Pana".

PROMIENIOWANIE

Nazwa "Biały Prądnik" bardzo się Zofii spodobała. Tłumaczyła ją
sobie proroczo: "Tutaj popłynie
prąd, który będzie wybielał dusze".

Miłość człowieka, będącego już członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa lub
mającego się dopiero stać dzięki naszemu apostolstwu, skłaniała Zofię
do niesienia pomocy ludziom żyjącym w trudnych warunkach. Jeśli ja
cieszę się posiadaniem Chrystusa, to muszę Nim promieniować na bliźnich
poprzez życzliwość, miłość i uczynki. Tak pojęta duchowość harmonizowała
doskonale z życiem praktycznym. Gdy ktoś zapragnął z nią rozmowy,
stwierdzał, że zetknął się z osobą głęboko wyrobioną ale całkiem
zwyczajną. Głębsze przeżycia wewnętrzne ułatwiały Zofii kontakty z
ludźmi, owszem kazały jej szukać człowieka.

Przystępując do
dzieła fundatorskiego Zofia Tajber nosiła w sobie od dawna pragnienie
znalezienia takiej działalności, po prostu takiej pracy, która by
równocześnie jak najbardziej uwielbiała Boga, jak najwięcej przynosiła
pożytku bliźnim oraz jak najskuteczniej uświęcała samego apostoła.
Pierwsza placówka Stowarzyszenia wydawała się jej dostarczać taką
właśnie pracę. Wioskę odległą od Krakowa 4 km, bez połączeń
komunikacyjnych z miastem, bez kościoła, zamieszkiwała ludność
rolniczo-robotnicza. Poza czteroklasową szkołą ludową i nauczycielstwem
żadnego ośrodka kulturalnego ani religijnego w niej nie było. Po
przybyciu sióstr powstaje tutaj ochronka dla opuszczonych dzieci, punkt
katechetyczny dla młodzieży i starszych, niesie się pomoc starcom po
domach, organizuje się punkt opatrunkowy, kuchnię dla biednych itp.
Urządza się kursy krawieckie, zebrania świetlicowe i odczyty religijne.

Dla
zaspokojenia potrzeb religijnych ludności Zofia podejmuje myśl budowy
publicznej kaplicy. Sceptycy słysząc o tym mówili: "Szwaczki chcą tam
coś urządzić". A jednak mimo trudności już w r. 1927 widzą z wielkim
zadowoleniem otwarte dla siebie podwoje dużej kaplicy. Tutaj zobaczą
swoje dzieci i młodzież zamiast wałęsającą się i wyprawiającą burdy jak
występuje w amatorskich zespołach, kółkach ministranckich i różańcowych.

Sprawy
materialne ludności nieobce były również Matce Tajber. Dla uchronienia
zwłaszcza biedniejszej warstwy przed wyzyskiem ze strony ówczesnych
spekulantów poleca swym siostrom prowadzenie rozmaitych pracowni,
zakładów i sklepów na peryferiach miasta i w wioskach. Nawet we
śródmieściu można było znaleźć się w sklepie, gdzie za ladą usługiwała
zakonnica w białym rondowym czepku. Dochód uzyskany ze sprzedaży
przeznaczany był na cele charytatywne, gdyż równocześnie z otwieraniem
sklepów zakładano ochronki.

Założycielka miała niezwykle
szlachetne pojęcie pracy, ukazując jej sens równocześnie głęboko
społeczny i chrześcijański. Siostry powinny szanować każdą pracę,
"podnosząc ją nawet do godności nabożeństwa". Także handel należy
uduchowić i uchrześcijanić czyniąc go służbą bliźnim i służbą Bogu.
Okazje kontaktu z ludźmi pracy niech wykorzystują dla pociągnięcia ich
do Boga poprzez uprzedzającą życzliwość i dobroć. Jeśli w zakonnicy
mieszka Chrystus a ona oddaje Mu się całkowicie, wówczas Chrystus będzie
przez nią mówił, kochał, działał, po prostu promieniował.

Matka
Zofia Tajber, dla której ideałem było "żyć z Jezusem, w Jezusie, dla Jezusa i Jezusem", czyli zjednoczyć się z Nim jak najściślej, była
osobą promieniejącą i pociągającą. Również praca była jej radością i
zdarza się, że gdy w czasie plewienia chwastów i przerywania jarzyn
wzywają ją do rozmównicy, zjawia się z pomalowanymi od buraków rękami.

ŹRÓDŁO
PROMIENIOWANIA

Działalność stowarzyszenia grupującego się wokół Matki Tajber
płynęła z umiłowania Najśw. Duszy Chrystusa i wszystkich dusz ludzkich.
Za podwalinę swego dzieła i za przewodnie światło w życiu swojej rodziny
duchowej postawiła Matka Założycielka prawdę o Mistycznym Ciele
Chrystusa, czyli o tajemniczym życiu Chrystusa w członkach Kościoła.
Szczegółowe prawdy wysnute z powyższej tajemnicy wprowadziła jako normy
życia w duchowość Stowarzyszenia a potem Zgromadzenia.

Przede
wszystkim siostry żyją wespół z Chrystusem w nich zamieszkałym. We
wzajemnym odnoszeniu się do siebie zapatrują się zawsze na Chrystusa
przebywającego w bliźnim. Całe postępowanie, zmysł społeczny i
eklezjalny, duch misyjny i apostolski, praca nad sobą i praca
zewnętrzna, miłość i przywiązanie do zakonu formowane są i przepajane
wiarą w żyjącego w nas Chrystusa. Matka Założycielka czuła stale nacisk
Chrystusa domagającego się: "dajcie mi żyć w duszach". Tłumaczyła to
następnie w ten sposób: Chrystus
pragnie przez to nieskrępowane życie w nas upodabniać nas jako dzieci
Boże do Siebie jako Pierwowzoru Synowstwa Bożego. Następnie przez nas
działać, ujawniać przez nas swoje myśli, zamiary i doskonałości,
wreszcie innych ludzi uświęcać i zbawiać poprzez naszą posługę.

Poprzez życie w nas Chrystus pragnie
promieniować na cały nawet świat. Matka Tajber jest głęboko przekonana,
że jeśli grzech wywiera destruktywne skutki w życiu społeczności, to tym
bardziej uświęcenie i zbawienie wielu dusz zależy od naszego
uświęcenia. "Odrodzenie dusz
naszych
– mówiła siostrom – jest konieczne. Tego wymaga współczesne
położenie całego rodzaju ludzkiego". "Jesteśmy pierwocinami odrodzenia".
W pewnych rekolekcjach złożyła deklaracje: "Celem naszej Sprawy jest żyć Jezusem w nas
zamieszkałym, by dać Jezusowi możność posiąść nas całych dla Siebie,
Boga, by Jezus przez nas mógł się przejawiać nie tylko na bliskie
otoczenie lecz na cały świat".

W
mówieniu i pisaniu o tajemnicy Chrystusa w nas Matka Założycielka była
wprost niewyczerpana. Pozostawiła w tym przedmiocie szereg myśli
duchownych, wspomnień, przeżyć duchownych, listów tchnących osobistym
żarem nabożeństwa. Przez 40 lat rządzenia i pracy wychowawczej
zakorzeniała swoje dzieło w tajemnicy Ciała Mistycznego, nawołując
nieustannie siostry do życia z Chrystusem i do świadomego budowania
Ciała Mistycznego.

NIEŚĆ WSZYSTKIM
RADOŚĆ

Świadomość posiadania wielkiego dobra rodzi w sercu radość i
poczucie szczęścia, zapał do działania i chęć dzielenia się szczęściem z
innymi. Zofia Tajber to istota siejąca wokół radość i czyniąca pokój.
Mówiono o niej: "gdzie jest Matka, tam robi się jasno". Rekreacje z nią
były pełne wesołości. Gdy się która z sióstr dziwiła, odpowiadała: "Bierzmy życie takie, jakie jest". A trzeba wiedzieć, że Matka Tajber jako
założycielka miała wiele cierpień i napotykała wiele przeciwności. Lecz
czuła w sobie samej potężniejszą siłę miłości i szczęścia.
"Teraz się naśmiejemy, a potem będziemy milczeć,
pracować, modlić się…".

Przyjmowała
do swej rodziny wszystkie dziewczęta, nawet bez posagu, byleby tylko
miały serca czyste i chęć do służby Bożej. Nie znosiła natomiast
"mazgajów", leniuchów, melancholiczek, albo jednostek grzebiących stale w
swoich grzechach. Ciągłe zajmowanie się grzechami już odpuszczonymi
obraża Boga i przeciwne jest powołaniu do miłości i szczęścia. "Jesteście tymi dziećmi szczęścia – tłumaczyła siostrom – które mają szczęście Boga nieść we wszystkie strony
świata".
"Wszystkie dusze mają być ogrzane waszą miłością". "Kto nosi
szaty zakonne, ten musi mieć serce złote a duszę jak słońce, które
oświeca, ogrzewa, zapala i pobudza do życia".
Radosną służbą Bożą zdobyła sobie Założycielka jak i jej siostry
niejednego sympatyka i obrońcę tworzącego się zgromadzenia.

OWOCE ŚWIADCZĄ O
DRZEWIE

Zaszczepiony przez Zofię Tajber krzew, wpajany ideał życia wespół z
Chrystusem, uduchowiana praca i radość wydały i nie przestają nadal
wydawać owoców, które dają świadectwo, jakim jest drzewo. Początkowo
wprawdzie niektóre panie z wyższych sfer, patronujące akcji
charytatywnej, wróżyły głośno rychły zgon inicjatywie Tajber. Ich
proroctwo zdawało się potwierdzać odejście pierwszej współpracowniczki
Założycielki; z 17 pierwszych dziewcząt, które przystąpiły do dzieła,
wytrwało tylko kilka. Mistycyzm Założycielki i pewne jej wyrażenia
wywoływały jeśli nie dezaprobatę to przynajmniej rezerwę wśród szeregu
osób duchownych i teologów; wreszcie organizacja Matki Tajber, w jej
myśli przewidziana i faktycznie na zewnątrz formująca się jako zakon,
wciąż nie miała kanonicznej aprobaty i trwała na statucie tylko
religijnego stowarzyszenia. Jednak jako dzieło ducha wzrosło i
przetrwało. W r. 1949, kiedy posiadało 16 placówek w pięciu diecezjach
Polski i 95 członkiń, otrzymało kanoniczną erekcję jako zgromadzenie
zakonne.

W okresie najcięższych prób, tj. w czasie wojny i
okupacji Stowarzyszenie Matki Tajber zdało egzamin niejako z
odznaczeniem. Zburzone albo ograbione domy i sklepy zdawały się tym
bardziej rozpalać w siostrach płomień poświęcenia. W Domu Głównym
przygarnęły i opiekowały się ok. 40 opuszczonymi chłopcami, w innych
znowu ukrywały dzieci żydowskie. Zaopatrywały wysiedlonych,
uciekinierów, partyzantów, organizowały pomoc dla jeńców w barakach i za
drutami. W kilku placówkach utrzymywały w oparciu o zbiórki kuchnie
ludowe. W jednym tylko domu na Prądniku Białym wydawano przeciętnie na
rok 70 tyś. obiadów. W kuchniach tych pracowały 22 siostry.

Wszystkie
prace zewnętrzne opierają się na głębszej pracy, mianowicie na pracy
wewnętrznej, która wydaje owoce chociaż niewidzialne, przecież dla życia
zakonnego najistotniejsze. Założycielka zakreślając bardzo szeroki
wachlarz działalności nie przeoczała hierarchii różnych prac, dlatego
zwracała siostrom uwagę: "Dopiero
ta dusza jest rzeczywiście pożyteczna w zgromadzeniu, która nigdy nie
ustaje w pracy wewnętrznej nad sobą. I pomimo, że spełnia różnego
rodzaju prace zewnętrzne, to przecież nadaje im charakter wewnętrzny".

Życie duchowne nie zasklepiało
Założycielki i jej córek duchownych wewnątrz siebie. Najbardziej nawet
wewnętrzna praca posiada u nich wymiary społeczne. Ukazała je szeroko
patrząca Założycielka, kiedy Zgromadzenie otrzymało od Księcia Kardynała
Stefana Sapiehy kanoniczne zatwierdzenie. Oto główne ujęcie jego celu:

a)
Szerzenie czci Najśw. Duszy Chrystusa Pana i ukazywanie przez to
wielkiej wartości każdej nieśmiertelnej duszy;
b) Uświadamianie ludzi
o życiu Pana Jezusa w duszach ludzkich i zapalanie ich do potęgowania w
sobie życia Bożego;
c) Pouczanie o odpowiedzialności każdego członka
Mistycznego Ciała Chrystusa na ziemi za wzrost i rozwój tego Ciała.

Aby
ten cel osiągnąć. Zgromadzenie podejmuje różne prace, do których
należą:

a) Katechizacja dzieci i młodzieży;
b) Rozbudzanie w
społeczeństwie ducha apostolskiego i misyjnego;
c) Prowadzenie
zakładów wychowawczych, warsztatów, pracowni i szkół, organizowanie
ośrodków pracy i punktów usługowych;
d) Pielęgnowanie chorych i
wspieranie biednych;
e) Służba Kościołowi w aktualnych potrzebach.

Do
powyższych celów Zgromadzenie dąży przez zespołową pracę, rodzinną
atmosferę panującą w życiu wspólnym, prostą organizację zarządu, równość
wszystkich sióstr bez podziału na chóry.

OZDOBIONA KRZYŻEM

Najpiękniejsze owoce rosną jednak na drzewie Krzyża. Wprawdzie Zakon
Najśw. Duszy Chrystusa, pomyślany przez M. Tajber nie ma być nastawiony
na specjalne wyszukane, jak mówiła, pokuty i umartwienia. Krzyż
Chrystusowego cierpienia i umartwienia i tak siostry poniosą, ale
radośnie, bez skargi, mówiąc sobie: "nie
będę cierpieć, choć będę cierpiała".
Umartwienie
wynikające samo z ziemskich warunków życia nie przestrasza, gdy się je
widzi w blasku miłości. Krzyż niesiony z miłości bardziej ozdabia niż
ciąży.

Osiągnąwszy upragnione zatwierdzenie swego dzieła M.
Tajber wchodzi w okres życia głębszy ale też i boleśniejszy. Zachowuje
żywość właściwą młodości, temperament zrównoważony, optymizm i zdolność
szerokiego patrzenia. Obserwator M. Tajber w celu zebrania materiału do
studium charakterologicznego zapisał: "Matka Założycielka, kobieta lat
60-ciu, średniego wzrostu, postać o pełnych kształtach. Postawa jej
pewna, wyrażająca poczucie godności osobistej, wzbudzająca szacunek.
Ruchy spokojne, miękkie i delikatne… Chód poważny, równy, spokojny…
Wyraz twarzy skupiony lecz nie marmurowy… Spojrzenie piwnych oczu
głębokie. Można powiedzieć, że odbija się w nich… tajemnicza głębia
życia psychicznego… W działaniu jest rozważna, stanowcza i
zdecydowana. Zanim da odpowiedź decydującą, rozważy wszystko za i
przeciw. Pracę organizacyjną prowadzi planowo. Ma dar koncentracji w
działaniu… Posiada zdolność przyjaźni, kontaktowność w stosunku do
osób na różnym poziomie inteligencji…".

W ostatnim dziesiątku
lat życia cechuje ją szerokie, horyzontalne widzenie świata. Wchodzi w
cierpienia "ludzkiej rodziny", bada przyczyny klęsk społecznych natury
moralnej oraz poszukuje środków zaradczych. Dochodzi do stwierdzenia, że
konieczna jest głębsza świadomość społeczna w członkach Kościoła,
albowiem i dzisiaj Chrystus pragnie kontynuować swoje dzieło zbawcze,
przez pośrednictwo swego Mistycznego Ciała. Potrzeba przeto, aby każdy z
nas przeżywał swoje powołanie, prace, cierpienia i doświadczenia w
łączności z Chrystusem niosącym Krzyż.

Czego innych nauczała, to
też i sama zachowała w chwili najboleśniejszej próby. Wolna od Urzędu
Przełożonej Generalnej lecz nadal uważana i otaczana szacunkiem jako
Założycielka, przenosi się na wiejską placówkę w r. 1961. Rozstaje się z
domem macierzystym pogodnie uspokajając umysły sióstr aktami
dziękczynienia Bogu: "Dobrze, Wola
Boża, Wola Boża!"
daje świadectwo
posłuszeństwa i przywiązania do Kościoła świętego. Wzbudza akty miłości
powszechnej i darzy nadal wszystkich uśmiechem.

Półtora roku
trwała jej rozłąka z kolebką Zgromadzenia. Choroba przewodu pokarmowego i
wynikłe stąd powikłania w niczym nie naruszają jej zwykłego pokoju
ducha. Lekarza opiekującego się nią w ciężkiej chorobie zadziwia
szerokimi zainteresowaniami, sprawami otoczenia. Kościoła i świata. W
dzień przed śmiercią wypowiada z uśmiechem do sióstr słowa: " Niech
siostry żyją Panem Jezusem i kochają siebie nawzajem ". Patrzący na
nieprzytomną już chorą odnosili wrażenie, że dusza jej jest już
całkowicie w ręku Boga.

Zmarła 28 maja 1963 r. w Siedlcu pod
Krakowem i pochowana została na prądnickim cmentarzu w Krakowie. Życiem
swoim i dziełami oddała cenne świadectwo wierności postanowieniu
Stowarzyszenia z r. 1929: "Będziemy
zawsze posłuszne Kościołowi, choćby i do tego doszło, że skasowaliby
nasz zakon zupełnie".
Wierność tę
potwierdził abp Wojtyła w pogrzebowym kazaniu: "Była posłuszna
Kościołowi, chciała być posłuszna, i taką ją oddajemy Bogu".

O.
Otto Filek OCD

PROCES
BEATYFIKACYJNY

To całkowite oddanie się Bogu i Kościołowi wydało owoce. 30 lat po
śmierci Matki Założycielki rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny. Dnia 5
kwietnia 1994 roku doczesne szczątki Służebnicy Bożej zostały
przeniesione do sarkofagu w kaplicy Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa
Pana w Krakowie. Założone przez nią Zgromadzenia, żyjąc charyzmatem
przekazanym przez Matkę Paulę, niesie Chrystusa do ludzi w Polsce, w
Kamerunie i w USA na Florydzie.


Jesteśmy świadome,
że wszyscy tworzymy Mistyczne Ciało Chrystusa i zatroskane, aby
przejawiać swoją służbę bliźnim i tą droga nieustannie wypełniać zadania
apostolskie w Kościele świętym.

M. Paula Zofia Tajber –
Założycielka zakładając Zgromadzenie, które miało w szczególny sposób
oddawać część Najświętszej Duszy Chrystusowej zakreśliła siostrom bardzo
szeroki zakres działalności: praca parafialna, wychowawczo-oświatowa i
charytatywno-społeczna.

Zgodnie z charyzmatem
Zgromadzenia wszystkie siostry w podejmowanej pracy pastoralnej i
socjalnej mają podnosić wartość każdej duszy ludzkiej, uświadamiać o
obecności Boga żyjącego w każdym człowieku, niezależnie, kim jest, gdzie
żyje i skąd się wywodzi.

Współcześnie, mimo, że
zmieniają się z środki i metody apostolstwa siostry nadal realizują cel
szczególny Zgromadzenia, jakim jest szerzenie czci Najświętszej Duszy
Chrystusa Pana, życie obecnością Chrystusa i budowanie Jego Mistycznego
Ciała pod opieką Najświętszej Maryi Panny jako Matki tego Mistycznego
Ciała. Podejmujemy wewnętrzne i zewnętrze formy apostolstwa.

"Każda twoja praca, nawet
drobny czyn, wykonany z miłości dla Chrystusa, jest zasługujący, zbawczy
nie tylko dla ciebie, lecz i całego rodzaju ludzkiego"
– naucza nas Założycielka

Siostry pracują:

  • W

    Polsce
    w pięciu diecezjach: krakowskiej, warszawskiej,
    szczecińsko-kamieńskiej, koszalińsko-kołobrzeskiej i gdańskiej
  • W USA – na
    Florydzie
  • W Afryce – na misjach w
    Kamerunie



"Siostry przez swoje
oddziaływanie będą uświadamiać ludziom zaszczytną przynależność do
wielkiej rodziny Bożej i pomogą, by uznano Chrystusa jako prawdziwego
Zbawcę"
(Z Konstytucji Zgromadzenia)


Kontakt

Dom Generalny
Zgromadzenia:
ul. Matki Pauli Zofii Tajber 1
31-222 Kraków
Tel.
(12) 415-38-45
[email protected]

STRONA INTERNETOWA: www.duszajezusa.pl/