Wywiad: Duchowa głębia i pragnienie niesienia Ewangelii wszystkim

„Wydaje mi się, że Papież Franciszek posiada cechy zaskakująco bliskie stylowi św. Alfonsa Liguoriego. Duchowa głębia, ale też pragnienie niesienia Ewangelii wszystkim, zwłaszcza ubogim, przez głoszenie jej słowem i przykładem życia” – powiedział w wywiadzie udzielonym TV Trwam ks. abp Bruno Forte. Jest on wybitnym włoskim teologiem i metropolitą archidiecezji Chieti-Vasto. To on wygłosił ostatnie rekolekcje wielkopostne dla Kurii Watykańskiej za życia błogosławionego Jana Pawła II. Zaś Ojciec Święty Franciszek mianował go Sekretarzem Specjalnym Synodu Biskupów o Rodzinie. Wywiad został wyemitowany w TV Trwam 21 lutego 2014 roku, a rozmowę przeprowadził o. Zdzisław Klafka CSsR.

Oto pełny tekst wywiadu.

1. W październiku 2013 r. został Ksiądz Arcybiskup mianowany przez Ojca Świętego Franciszka Sekretarzem Specjalnym Nadzwyczajnego Synodu Biskupów na temat „Wyzwań duszpasterskich dotyczących rodziny w kontekście ewangelizacji”. Dlaczego to właśnie rodzinie Ojciec Święty przyznaje pierwszeństwo na polu ewangelizacji? W jaki sposób rodzina chrześcijańska powinna realizować powołanie do tego, by wnosić niezastąpiony wkład w budowanie społeczeństwa przyszłości?

Papież Franciszek jest pasterzem, który całym sercem kocha nie tylko Pana Jezusa, ale także ludzi. Poświęcił im całe swoje życie i jako papież, jako biskup Rzymu pragnie przede wszystkim być blisko kobiet i mężczyzn naszych czasów, pozwalając im doświadczać spojrzenia Bożego miłosierdzia, Bożej czułości. Obecnie, we współczesnym życiu społecznym, nie ulega wątpliwości, że rodzina jest w kryzysie. Dotyczy to krajów nie tylko Europy, lecz również innych części świata. Myślę na przykład o Ameryce Północnej, a także o Ameryce Południowej. Papież Franciszek zdaje sobie sprawę, że ten kryzys stwarza ryzyko głębokiego zranienia godności osoby ludzkiej, bo rodzina – jak przypomina Sobór Watykański II – jest wielką szkołą humanizmu, humanizacji; to zranienie dotyka równocześnie społeczeństwa i wspólnoty kościelnej. Pragnienie Ojca Świętego jest zatem dwojakie.

Z jednej strony obejmuje ono głoszenie Ewangelii rodziny, to znaczy mówienie dzisiejszym kobietom i mężczyznom, a zwłaszcza ludziom młodym, że zakładanie rodziny jest czymś pięknym, oznaczającym budowanie środowiska, w którym to życie bierze swój początek, gdzie jest ono chronione i poddane wychowaniu w taki sposób, by było ono w stanie wyrazić się w całym swoim potencjale. Tak rozumiana rodzina stanowi głęboką wartość dla całego społeczeństwa, a dla Kościoła jest ona również miejscem naturalnego przekazu wiary, który odbywa się dzięki osobistemu świadectwu rodziców. Jest to więc głównie pozytywne orędzie radości i piękna.

Oprócz tego Papież pragnie też, by Kościół zdołał jak najlepiej wyrazić spojrzenie miłosierdzia, którym z pewnością Pan otacza wszystkie tzw. rodziny poranione; mam tutaj na myśli zwłaszcza osoby rozwiedzione, żyjące w powtórnych związkach. Myślę o tych młodych, którym jako dzieciom osób rozwiedzionych żyjących w związkach cywilnych grozi to, że nigdy nie zobaczą swoich rodziców przystępujących do sakramentów świętych, do Komunii Świętej. Dlatego Ojciec Święty Franciszek pragnie zastanowić się wraz z całym Kościołem nad formami i sposobami, za pomocą których w sposób konkretny i rzeczywisty możemy tym osobom dać odczuć bliskość Boga, Jego miłosierdzie i pokazać im, że nie są dalekie Kościołowi, że nie są poza nim, ale że Kościół je miłuje, bo są zrodzone przez Chrystusa, który jest Panem Kościoła. Oto zatem dwa cele Synodu: głosić Ewangelię rodziny i znajdować drogi, by lepiej wyrażać miłosierdzie Boga wobec wszystkich rodzin zranionych, dotkniętych kryzysem.

2. Ekscelencjo, korzystając z okazji chciałbym postawić pytanie: jak Ksiądz Arcybiskup postrzega osobę Ojca Świętego Franciszka?

Darzę go wielką sympatią i pozostaję z nim w głębokiej komunii. Wydaje mi się, że łączy on w sobie dwa fundamentalne elementy, które ja także chciałbym w swoim życiu łączyć. Po pierwsze, chodzi mi o doświadczenie głębokiej miłości do Jezusa, to jest głębokiego życia duchowego opartego na miłości do Słowa Bożego, na miłości do Chrystusa, na miłości do Maryi. Wydaje mi się, że ten duchowy wymiar kontemplatywny życia jest absolutnie niezbędny, abyśmy my, jako chrześcijanie, mogli przekazywać nasz oryginalny wkład w życie społeczności, w historyczny kontekst, w którym jesteśmy osadzeni. Po drugie, chciałbym wskazać na fakt, że Papież Franciszek – właśnie dlatego, że jest pasterzem – uosabia głęboki humanizm, zdolność – jak mi się wydaje – przyjmowania ludzi, okazywania im zrozumienia, dawania ludziom odczuć, że darzy ich osobistą uwagą i miłością. Czyni to m.in. poprzez swoje gesty, jak choćby przytulanie, oraz poprzez sposób mówienia: to głębia połączona z prostotą spraw, które porusza i które z pewnością pochodzą z jego kontemplatywnego serca zwróconego ku Bogu, z serca ucznia św. Ignacego (z całym szacunkiem dla św. Alfonsa, którego także bardzo kocham oczywiście). Wydaje mi się, że to jest charakterystyczne dla jego stylu, sposobu bycia. I dlatego właśnie mam wrażenie, że Franciszek, który jest jezuitą, uczniem św. Ignacego; który wybrał imię świętego znanego z ubóstwa; który tak bardzo kocha ludzi ubogich i żąda od Kościoła, by był ubogi; przez umiłowanie ubogich jest w tajemniczy sposób bliski św. Alfonsowi.

Zwierzę się wam: wiele lat temu wygłosiłem w Argentynie konferencję, na której był obecny Jorge Mario Bergoglio jeszcze nie jako arcybiskup Buenos Aires. Jeden z uczestników zadał mi wtedy pytanie: jak Ksiądz Arcybiskup to robi, że będąc europejskim teologiem, potrafi pisać o sprawach, które tak bardzo trafiają do nas, ludzi z Ameryki Łacińskiej? Odpowiedziałem, że może dlatego, iż nie jestem teologiem europejskim, lecz neapolitańskim, tak jak był nim św. Alfons Liguori. I często, gdy spotyka mnie Ojciec Święty, mówi do mnie: „nasz neapolitański teolog”, albo gdy ja opowiadam i żartuję, on mówi: „ach, jaką piękną neapolitańską muzykę słychać!”. Otóż wydaje mi się, że Papież posiada cechy zaskakująco bliskie stylowi św. Alfonsa Liguoriego. Duchowa głębia, ale też pragnienie niesienia Ewangelii wszystkim, zwłaszcza ubogim, przez głoszenie jej słowem i przykładem życia.

3. Dlaczego w procesie wychowania do wiary, Kościół, komunia, odgrywa centralną rolę i co oznaczają słowa Papieża Franciszka na temat tego, że Kościół jest Matką, „która uczy mówić językiem wiary”?

Te słowa wzięte są z encykliki Lumen fidei, która jak wiemy, jest pierwszą encykliką Papieża Franciszka, ale jest także po trosze encykliką pisaną „na cztery ręce”, naznaczoną myślą i wiarą Papieża Benedykta. Właśnie dlatego jest to encyklika bardzo bogata, wyrażająca kontynuację i łączność między obydwoma Papieżami. Jest w tej encyklice punkt, w którym podejmując refleksję nad podstawową rolą Kościoła w wychowywaniu w wierze, w przekazywaniu wiary, Papież mówi o Kościele jako Matce ludzi wierzących. Wiemy, że najbardziej rozpowszechnioną ideą patrystyczną w stosunku do Kościoła była idea Kościoła Matki. To idea przepiękna, bo pozwala nam zrozumieć dwie rzeczy: z jednej strony to, że rodzimy się w wierze nie w odosobnieniu indywidualnych doświadczeń, ale we wspólnocie Kościoła. Wiarę przekazuje się od jednego świadka do drugiego, [ale] we wspólnocie świadectwa wiary przeżywanej, głoszonej, celebrowanej w szkole Słowa Bożego. Z drugiej zaś strony ten obraz Kościoła Matki pozwala nam zrozumieć inną rzecz, mianowicie to, że Kościół powinien być miłowany miłością analogiczną do tej, którą dziecko darzy swoją matkę. Przychodzą takie chwile, kiedy matkę dotyka choroba, ale wtedy miłość synowska powinna być jeszcze większa. My także czasami możemy widzieć bolączki Kościoła Matki, ale ten, kto wierzy, ta, która wierzy, patrzy na Kościół Matkę nie jako na wspólnotę, którą osądza się z zewnątrz, ale jako na matkę, którą się kocha z czułością, a kiedy potrzeba, pomaga się jej, leczy się ją z synowską miłością.

4. We współczesnej kulturze istnieją subtelne nieporozumienia dotyczące antropologii jako takiej, które utrudniają przyswajanie wiary w sercu człowieka. W jaki sposób dzisiaj, w kontekście dyktatury relatywizmu, chrześcijanin może pokazać wszystkim, że chrześcijaństwo jest drogą prawdziwego humanizmu? 

Zacząłbym od zwykłego faktu biblijnego. Jezus zostaje nazwany, co więcej, sam siebie nazywa w Ewangelii Janowej – cytuję w języku greckim – „Εγώ είμαι ο ποιμήν ο καλός”, co się tłumaczy: „Ja jestem pięknym pasterzem”, ponieważ „καλός” w języku greckim Nowego Testamentu posiada dwa znaczenia: dobry i piękny.

Stąd Jezus jest Pasterzem nie tylko dobrym, ale również pięknym. To zatem oznacza, że spotkać Jezusa, przyjąć Go do swojego życia, jest dla nas czymś nie tylko dobrym, ale również pięknym. Innymi słowy w pełni wyraża nasze ludzkie serce, które stworzone jest do miłowania i do bycia kochanym.

A gdzie nam zostaje podarowana nieskończona miłość Boga? We Wcieleniu, na Krzyżu, w Zmartwychwstaniu Jego Syna. Tak więc znać Jezusa, znaczy pozwolić, aby nas dosięgły, dotknęły i ogarnęły głębia oraz piękno miłości Pana Boga. To napełnia nasze serca radością. Czyni nas wolnymi, uspokaja, oczyszcza wewnętrznie i pozwala nam zrozumieć, że grzech nie tylko jest złem, ale również nam szkodzi, oraz że droga świętości i dobra nie tylko jest czymś dobrym, ale również przynosi dobro, które jest czymś bardzo, bardzo pięknym. Chciałbym wszystkim powiedzieć, a szczególnie młodym, że spotkanie Jezusa, poznanie Go i pójście za Nim oraz życie Jego Ewangelią jest czymś naprawdę pięknym i napełnia życie radością.

Ile razy mówiłem już chociażby mojej młodzieży, że prawdziwie spotkałem Jezusa, kiedy w wieku 18 lat odkryłem też moje powołanie, i od tego czasu – a minęło już sporo lat – czuję nie tylko wielką radość, ale ta radość – powiedziałbym – wciąż wzrasta, ponieważ droga wierności i wytrwałości czyni naszą radość czystszą, pełną blasku; to wszystko jest jednak darem Boga, który ma miłosierdzie względem biednego grzesznika, jakim ja jestem, i dla wszystkich tych biednych grzeszników, którzy w Nim pokładają ufność.

5. Księże Arcybiskupie, w Polsce ludzie czują się zmęczeni i zniechęceni z powodu sytuacji politycznej panującej w kraju. Co Ksiądz Arcybiskup powiedziałby tym ludziom, którzy nie ufają już politykom ani polityce jako takiej? 

Pierwsza rzecz, jaką bym powiedział, to że w Polsce również! Ponieważ tutaj, we Włoszech, mamy taką samą sytuację. Jest takie włoskie przysłowie, którego sens jest taki, że kiedy wszyscy mamy ten sam problem, to wówczas jesteśmy dla siebie nawzajem pociechą. Chciałbym jednak powiedzieć, że istnieje wielka pokusa polegająca na myśleniu, iż w tym kontekście nie jest już możliwe życie w prawości, ale takie myślenie jest błędne! Tymczasem powinniśmy postawić na dobro, zaangażowanie, zapał. Biada nam, jeśli przestaniemy się angażować, biada, jeśli uznamy, że nas to nie dotyczy, jeśli zapragniemy być jedynie widzami. Wówczas staniemy się wspólnikami zła, wspólnikami demoralizacji, bierności. Uważam, że konieczne jest, abyśmy głęboko poczuli powołanie do miłości politycznej, ponieważ polityka jest najwyższą formą miłości, jeśli jest ona przeżywana jako służba na rzecz dobra wspólnego, przedkładanego nawet nad dobro własnej grupy, a nawet nad dobro osobiste. Marzy mi się, aby znalazło się wielu chrześcijan, którzy mieliby tę nadzwyczajną zdolność do włączenia się w działanie, w realizowanie dobra wspólnego. Można powiedzieć, że Unia Europejska została założona przez trzy wielkie osobistości: Alcide de Gasperiego, Konrada Adenauera i Roberta Schumana. To trzy postacie głęboko wierzących chrześcijan, katolików, którzy umieli połączyć świecki charakter ich zaangażowania z ciągłą inspiracją czerpaną z wiary w Jezusa Chrystusa i z uznaniem centralnego znaczenia osoby ludzkiej w chrześcijańskiej wizji dobra wspólnego.

Chciałbym przytoczyć wzruszające – moim zdaniem – świadectwo, jakie zostało mi przekazane przez córkę Alcide de Gasperiego, ojca Republiki Włoskiej, demokratycznych Włoch i ojca Unii Europejskiej. W dniu swojej śmierci leżący w łóżku Alcide de Gasperi nieustannie spoglądał na krzyż i jedynymi słowami, jakie wypowiedział przez cały dzień, były: „Jezu, mój Jezu!”. Ten człowiek, który dał początek Republice Włoskiej, który dał podwaliny pod Unię Europejskiej, ten człowiek w Jezusie Ukrzyżowanym znajdował światło i siłę do swego zaangażowania. Myślę, że ten przykład powinien być naśladowany przez wielu.

6. Ekscelencjo, w perspektywie zbliżającej się kanonizacji Jana Pawła II chciałbym zadać pytanie dotyczące właśnie jego. Jest on często określany jako „Wielki”. Na czym polegałaby wielkość tej papieskiej posługi Papieża Polaka? Jakie osobiste wspomnienia dotyczące naszego błogosławionego Ekscelencja nosi w sercu? 

Zacząłbym od tego, że wielkość Jana Pawła II polegała przede wszystkim na tym, iż był on mistykiem, osobą oddaną kontemplacji, zaangażowaną w działalność pastoralną. Nie dałoby się zrozumieć niczego, co jego dotyczy, jeśli nie dostrzegłoby się tego wymiaru mistycznego. Był on człowiekiem głęboko zanurzonym w Bogu, głęboko zakochanym w Bogu i w Matce Jezusa, Maryi. I to jest wielki klucz od odczytania całego dzieła jego życia. Wszystkie walki, jakie stoczył w swoim życiu – a było ich wiele – podejmował w imię wielkiej miłości, a nie jakiejś ideologii. W imię miłości do Chrystusa, miłości do Pana, do Matki Bożej, a w konsekwencji również w imię miłości do ludu, jaki Bóg mu powierzył. Kiedy zapragnął, abym został biskupem, nie zgadzałem się dopóty, dopóki on sam mi tego nie oznajmił; powiedział mi wtedy takie słowa: „Chciałbym dać księdzu lud, aby poprowadził go ksiądz do Boga”. Odpowiedziałem mu na to: „Czy w takim razie Ojciec Święty będzie się za mnie modlił?”. On odparł: „Tak!”. Zapytałem: „A za lud, który mi Ojciec Święty powierza?”. „Tak, to jest słuszne!” – odrzekł. Być może bardziej martwił się o ludzi niż o mnie, ale przez to zrozumiałem, że teraz wspiera mnie z nieba swoją modlitwą.

Miałem potem wielką łaskę, pośród wielu innych spotkań, móc głosić ostatnie rekolekcje, w których jeszcze w całości uczestniczył: od pierwszej do ostatniej z dwudziestu dwóch medytacji. Na koniec, podczas obiadu na zakończenie rekolekcji, powiedziałem mu – byliśmy wtedy sami – „Wasza Świątobliwość, moi przyjaciele powiedzieli mi, że jeśli Ojciec Święty przeżyje te dwadzieścia dwa twoje rozważania, to znaczy, że faktycznie ma mocne zdrowie!”. Wtedy on zaczął się śmiać, ponieważ miał niezwykłe poczucie humoru. To wtedy właśnie nabyłem głębokiego przekonania, że ten człowiek jest mistykiem. I podczas głoszenia konferencji przez cały tydzień miałem przed sobą kardynałów, biskupów z Kurii, miałem też i jego, siedzącego z drugiej strony drzwi w taki sposób, że ja go widziałem, on widział mnie, ale inni nie mogli go widzieć. Widziałem, jak uczestniczył w rekolekcjach i jak w czasie pomiędzy rozważaniami, kiedy to na moją prośbę wystawiony był Jezus Eucharystyczny, on klękał, trwał na modlitwie pomimo zmęczenia wynikającego z jego stanu fizycznego, bardzo już naznaczonego doświadczeniem, chorobą. I oto ten mistyk umiał również śmiać się i uśmiechać, potrafił też w małych sprawach być ludzki. Pamiętam, jak podczas ostatniej rozmowy, która odbywała się przy stole, w pewnym momencie kichnął, a ja mu powiedziałem: „Na zdrowie!”. Zapytałem go: „Czy mówi się tak również po polsku?”. „A jakże” – odpowiedział. Tak oto był to człowiek głęboko ludzki.

Pewnego razu – wiele lat temu – kiedy dopiero go poznawałem, powiedział mi: „Wie ksiądz, że czytam księdza książki i podobają mi się, ponieważ wszystko w nich rozpoczyna się od Trójcy Świętej i wszystko zmierza do Trójcy Świętej”. W istocie była to deklaracja życia mistycznego, kontemplacyjnego, ponieważ kontemplatyk to nie jest ktoś, kto trwa poza historią, ale ktoś, kto żyje w sposób wierny historii, mieszkając w sercu Trójcy Świętej.

7. Jako prawdziwy Neapolitańczyk, bardzo dobrze zna Ksiądz Arcybiskup postać założyciela redemptorystów – św. Alfonsa Marię de Liguori. Czy Ekscelencja mógłby nam powiedzieć, na czym polega aktualność teologii moralnej św. Alfonsa Liguoriego w obecnych postmodernistycznych czasach?

Wydaje mi się to paradoksalne, ale sprawą, która według mnie przemawia dzisiaj bardziej do ludzi, jest ten wymiar głęboko ludzki. Pod pewnymi względami również wymiar uczuciowy i sentymentalny moralności alfonsjańskiej. W epoce rygoryzmu, w której Alfons działał, nie poszedł on nigdy drogą rygorystyczną. Zawsze szukał sposobu, by wyrazić Boże wymagania jako wymagania miłości, na które należy odpowiedzieć tak jak ludzie zakochani. Dlatego św. Alfons Maria często posługiwał się sformułowaniem „modlitwy i uczucia”.

Przykładowo na końcu każdego rozdziału książki „Umiłowanie Jezusa Chrystusa w życiu codziennym” znajdują się uczucia i modlitwy, w których wylewał swoje serce zakochane w Bogu, ale także pełne miłości wobec ludzi – kobiet i mężczyzn, których Bóg mu powierzył. Oto ten wymiar głęboko ludzki, połączony z głębokim doświadczeniem duchowym św. Alfonsa. To czyni go dzisiaj aktualnym bardziej niż kiedykolwiek, ponieważ po kryzysie ideologii, które chciały poprawiać świat, posługując się tylko głową, to znaczy jedynie zimnym i nieczułym rozumem, i które przyniosły wiele przemocy i cierpienia, a także w obliczu wyzwania, jakim jest relatywizm, który z kolei chciałby zamknąć każdego z nas w swojej samotności, w archipelagu fragmentów, potrzebujemy odkryć prawdę, którą można pokochać, prawdę, która dotknie naszego serca, która nas przyjmie i będzie nas prowadzić. Potrzebujemy prawdy o Bogu, który stał się człowiekiem dla nas, o którym śpiewa się z nieskończoną czułością, np. w kolędzie św. Alfonsa pt. „Tu scendi dalle stelle” („Zstąpiłeś z gwiazd dalekich”), która o ile wiem, jest też znana w Polsce.

8. W swojej teologii bez wątpienia podkreśla Ksiądz Arcybiskup wymiar trynitarny, jednak poświęca też piękne słowa Matce Bożej. Dlaczego postać Maryi jest tak ważna w życiu chrześcijanina? Święty Alfons Liguori dla wzrostu w życiu duchowym, w świętości, polecał właśnie pobożność maryjną.

Słowa, które Maryja wypowiada w „Magnificat”: „Błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia”, pozwalają nam zrozumieć, że nie będzie pokolenia wierzących w Jezusa, Syna Maryi, które nie kochałoby i nie nazywało Maryi błogosławioną. To zdanie miałem okazję wiele razy wypowiadać także w kontekście ekumenicznym, ponieważ pozwala ono zrozumieć również naszym braciom ewangelikom, jak ważna jest miłość do Maryi. A dlaczego jest tak ważna? Właśnie dlatego, że w Maryi spełniają się dwie tajemnice. Z jednej strony Maryja zostaje osłonięta przez Trójcę Świętą, Ojciec posyła Ducha Świętego, który osłania Maryję swoim cieniem, uobecniając w Niej Odwiecznego Syna, który przyjmuje ciało. Tak więc Maryja jest jakby w łonie Trójcy ogarnięta miłością trynitarną. Było to źródłem Jej radości: „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim”. Jesteśmy szczęśliwi, kiedy czujemy się kochani, a Maryja uczy nas, że Ewangelia Jezusa pozwala nam odczuć i odkryć, że jesteśmy kochani przez miłość wieczną, przez miłość Trójcy Świętej. Z drugiej strony spełnia się także druga tajemnica. Maryja przyjmuje do swego wnętrza Trójcę Świętą, ponieważ Jej łono jest łonem Odwiecznego Syna Bożego. Tam gdzie jest obecna jedna Osoba Boska, są też w sposób tajemniczy obecne inne Osoby; dzieje się tak przez perychorezę, która je jednoczy. W tym sensie Maryja pozwala nam zrozumieć, że chrześcijańska egzystencja to bycie zamieszkiwanym przez Trójcę. Ze swej strony Jezus powiedział nam, że jeśli ktoś będzie zachowywał Jego słowo, Ojciec i On przyjdą do niego i będą u niego przebywać.

Tak więc wszystko w życiu chrześcijańskim jest miłością trynitarną. Powiedzieć, że Bóg jest Miłością, oznacza powiedzieć, że Bóg jest Trójcą. Ponieważ Miłość jest wiecznym kochającym, wiecznym kochanym i wiecznym węzłem miłości, która ich łączy jako Ojca, Syna i Ducha. Tak więc Ewangelia trynitarna jest Ewangelią miłości. Być kochanym i kochać to sprawa, której wszyscy najbardziej potrzebujemy, aby żyć, umrzeć, mieć nadzieję. To właśnie ofiaruje nam Bóg Jezusa Chrystusa, Bóg Maryi. Tego też uczy nas Maryja swoim przykładem i swoją pomocą.

9. I już na zakończenie: Polacy znają już Księdza Arcybiskupa, znają jego książki…

Także wy czynicie pokutę?

Naprawdę czytamy je bardzo chętnie!

Możemy powiedzieć, że skoro Ekscelencja stał się przyjacielem Jana Pawła II, to z pewnością jest też przyjacielem Polaków. Byłbym wdzięczny, gdyby na zakończenie Wasza Ekscelencja zechciał powiedzieć to, co być może w tej chwili pragnie nam przekazać jako inspirację; coś, co pomogłoby nam żyć prawdziwie po chrześcijańsku.

Chciałbym powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, myślę, że Polska ma powołanie głęboko europejskie, ponieważ jest krajem łączącym Europę Zachodnią z Europą Wschodnią. Zawsze nim była w pewien sposób, a odkąd upadły mury, stała się nim w sposób szczególny. To bardzo ważne powołanie, ponieważ narody europejskie pochodzą z wiekowych podziałów, przeciwstawiania się sobie nawzajem. Stąd posiadać naród, którego cechą jest kultura spotkania, staje się czymś koniecznym i cennym jak nigdy dotąd. W pewnym sensie Polska łączy świat słowiański ze światem łacińskim. Świat słowiański poprzez język i kulturę, świat łaciński poprzez wiarę tak dalece wierną przez wieki Kościołowi rzymskokatolickiemu, a więc i łacińskiemu Zachodowi. I właśnie dlatego ma ważną rolę do odegrania. To jednak są refleksje dotyczące geopolityki.

Po drugie, chciałbym dodać spostrzeżenie dużo prostsze, natury bardziej osobistej, ludzkiej. Myślę, że cechą charakterystyczną polskiej duszy czy może – ogólniej rzecz ujmując – duszy słowiańskiej, ale w sposób szczególny tej polskiej, jest duże znaczenie, jakie przypisuje się uczuciowym aspektom życia – trochę tak jak czynimy to my, Neapolitańczycy, jak czynił to św. Alfons Liguori. Był czas, kiedy racjonalizm epoki modernizmu niemalże demonizował uczucie, uczuciowość, ludzkie pasje. Wszystko było zimne, wyrachowane, oparte na chłodnej kalkulacji itd. Ale widzieliśmy, że to nie zadziałało, że człowiek nie może żyć czysto abstrakcyjnymi ideami. Człowiek potrzebuje życia, konkretów, oznak życia, wsparcia, uczucia. Myślę, że to właśnie jest dziś bardzo istotne: dowartościowanie tego, co ludzkie, tego, co wyraża ludzkie zaangażowanie, uczucie. Nie jest to wcale ze szkodą dla rozumu, ale sprawia, że rozum przestaje być wyrachowany, że jest zdolny zrozumieć człowieka bez chęci stłamszenia go przez przymus. To wkład, który jak sądzę, wszyscy musimy na nowo odkryć, docenić – właśnie po wypaleniu się ideologii, pustki postmodernistycznego relatywizmu – jako propozycję sensu, którego chrześcijaństwo da nam później w obfitości wraz z ludzkim Bogiem, Bogiem, który płacze przy zmarłym Łazarzu, Bogiem, który zabiera nas ze sobą w śmierci, w zmartwychwstaniu i daje nam nadzieję życia.

10. Dla nas, słuchaczy Radia Maryja i widzów Telewizji Trwam, to była szczególna łaska gościć u Waszej Ekscelencji. Jesteśmy za to prawdziwie wdzięczni. To, co bez wątpienia możemy obiecać Ekscelencji, to zapewnienie o naszej bliskości w modlitwach zanoszonych w intencji Twojej posługi Pasterza Archidiecezji Chieti-Vasto. Przy okazji wypowiadamy nasze stałe serdeczne zaproszenie do Polski.

Dziękuję z całego serca. Odwzajemniam modlitwę. Uważam, że modlitwa to największy dar; proszę o nią w intencji mojej skromnej posługi Sekretarza Specjalnego przyszłego Synodu Biskupów, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak bardzo leży on nas sercu Papieżowi Franciszkowi i całemu Kościołowi. Niech Bóg wam błogosławi.

Dziękuję bardzo. Za pośrednictwem naszych mediów pragniemy być rzecznikami tego wszystkiego, co stanie się owocem tego Synodu Biskupów.

Rozmawiał o. Zdzisław Klafka CSsR

Za: www.redemptor.pl