Gromniczna

100202c.png Dawny luty, nie stroniąc od zaręczyn, wesel i karnawałowych swawoli, zaczynał się akcentem powagi: Gromniczną. Akcent ten istnieje do dzisiaj, lecz zapominamy już raczej o rytuale umierania ze świecą w stygnącej dłoni, a śmierć coraz rzadziej nas dosięga na domowym łożu, pośród zgromadzonej rodziny i litanijnego śpiewu napierających zewsząd sąsiadek. Staje się śmiercią szpitalną, otoczoną medykamentami, albo śmiercią w wypadku, szorstką, raptowną, pozbawioną jakiegokolwiek błysku celebry, jakiegokolwiek gestu swojskości. Czyż zresztą może być inaczej?

I czy każdy kres ludzki nie ma właściwie podobnego, choć nigdy przez
żywych nie odgadnionego toku? Piszę to, piszę chyba bez szczególnego
żalu czy zawodu, że świat nawet w scenerii umierania dokonuje zmian,
ale przecież wracają cicho wspomnienia i zdają się całkowicie nie
zgadzać z tą prostą rzeczowością. O, stara, dawno przepadła w
niedobrych kolejach czasu skrzynio mojej Babki! Jeszcze jakbym widział
twe biedne, nie odarte w pełni z farb kwiatuszki i zygzaczki, jeszcze
jakby wabisz mnie tą samą niepojętą tajemniczością swego wnętrza i
jeszcze w najszacowniejszym zakamarku twego istnienia-nie-istnienia (bo
jesteś i nie jesteś) leży, zgoła spoczywa, wiekuiście porządna, gruba,
nabożnie strzeżona gromnica, która łagodzi i skraca konanie, która
odpędza pożar, która chroni przed gromem…

Świeca cudowna, którą wielcy panowie otrzymywali czasem od samego
papieża. Świeca jak gdyby obarczona różnymi trudnymi zadaniami: oto ma
być towarzyszką na ostatni moment żywota, oto powinna zmagać się z
pożogą, wichurą, gromem, od którego wzięła nieprzypadkowo swoją nazwę.
Wieszało się ją nieraz zapobiegliwie nad łóżkiem, obok wielkanocnej
palmy, aby w razie czego nie trzeba było sięgać do skrzyń czy szaf.
Zapalało uroczyście przed obrazami Matki Boskiej w każde maryjne
święto. Jej charakter sakralny jest oczywisty, a zarazem w owych
zdumiewających nas dzisiaj rolach przecież wyczuwamy błogi powiew
wyobrażeń i tęsknot, z jakimi lud łączył od dawna święto Gromnicznej.
To bowiem święto jest w istocie pamiątką Oczyszczenia, któremu korna
służebnica Maryja, poddała się zgodnie ze starotestamentowymi rygorami
na dziedzińcu jerozolimskiej świątyni, gdy upłynęło czterdzieści dni od
połogu i mogła już ofiarować Panu swego Pierworodnego, przynosząc na
znak tego dwie synogarlice. Jakże jednak daleko było od sielskich
strzech i czających się nad nimi groźnych zjawisk do tamtego
wydzielonego dla izraelskich niewiast dziedzińca czy tamtego podestu, z
którego sędziwy Symeon, uczestniczący w obrzędzie Oczyszczenia
(przetrwałego do dziś w formie wywodu), wygłaszał swój słynny kantyk o
Mesjaszu: „Teraz, o, Panie,według słowa Twego uwalniasz sługę Twego w
pokoju, bo ujrzały już oczy moje zbawienie Twoje, któreś zgotował wobec
wszystkich narodów…" Jakże ta mowa patriarchy, jej metaforyka i
symbole, tchnęły tajemnicami i dopiero urealniał je ten płomień świecy
zanoszonej do kościoła, ta rzeczywistość ognia, od dawien dawna
traktowana jako siła, jako magiczna konsystencja czegoś, co może być i
dobrem, i złem!

Ogień dawał ciepło pomagał przyrządzać strawę dla ludzi i zwierząt,
zapowiadał swym mocnym, niejako witalnym płomieniem pogodę. Był znakiem
domu, współtworzył jego atmosferę, zadzierzgiwał kojącą więź z
mieszkańcami. Ale ogień to równocześnie piekło, to także przesmykujące
się między żywicznymi polanami jęzory, w których słyszało się nieraz
pisk dusz na pokucie. Jak w Dziadach, jak w słowach Guślarza, który wierzył, że „czyśćcowa duszeczka":

W surowym wszczepiona drewnie,

Gdy ją w piecu gryzą żary,

I piszczy, i płacze rzewnie…

Ogień bywał straszny. Potężny i rozgniewany, potrafił przeistoczyć
się w błyskawice, pozostawiał za sobą dymiące zgliszcza, sprzymierzał
się z żelaziwem i zabijał na wojnach. Bano się go. Nie wolno było pod
żadnym pozorem uchybić mu w honorach czy zlekceważyć tkwiących w nim
mocy. Nie wolno było do niego napluć (o, moja Babko Zuzanno, monitująca
zuchwalców!) i nie wolno go było właściwie w piecu wygaszać, a potem od
kogoś pożyczać. Kto za życia ognia pożycza, ten w piekle oddawać go
musi…

Zawsze wymagał szacunku i żwawe gosposie, podsycając go rano,
żegnały się najpierw krzyżem. Zawsze pochylano się nad nim z powagą i
nic dziwnego, że w tej sytuacji święty ogień gromniczny doznawał czci
szczególnej. Z zapaloną świecą, zazwyczaj przystrojoną wiankiem i
wstążkami, wracano uroczyście do domów. Jeśli trzy krople wosku spadły
szczęśliwie na rękę, wiedziano, iż jest to wróżba pomyślna. Jeśli z
kolei już w izbie zapalono od gromnicy świeczuszki i czyjaś pierwsza
zgasła, wiedziano, iż ten, kto ją zapalił, umrze najwcześniej. Kiedy?
Ze smutnym zamyśleniem chowano gromnicę na tę nieznaną, może już bliską
chwilę, a wreszcie na czas, gdy będzie trzeba uśmierzać burze lub
płoszyć czerwonego kura. Tylko to? Tylko ulewa i pożary, tajemne
żywioły, czyhające na zboża, strzechy, dobytek? Rzewna ballada wojenna,
którą ułożył doktor Lipowski z Zawichostu, opowiada:

W dzień Matki Boskiej Gromnicznej straszne się tam rzeczy działy.

Do wsi Borów nad Wisłą wpadły niemieckie oddziały.



Zaczęli palić, mordować, nikogo tam nie szczędzili,

Podczas Mszy Świętej w kościele księdza wraz z ludźmi zabili.



Potem przyszli do wioski, wszystkie dziewczęta spędzili,

Zaczęli rzucać granaty, a resztę kulami dobili.

Ale:

W wiosce Borów pod lasem stała tam malutka chatka,

Przy stole i przed obrazem z dziećmi modliła się matka.



Poszedł tam Niemiec z benzyną i chciał tę chatkę podpalić,

Zdjęty głęboką litością musiał się od niej oddalić…

Może również to ocalenie „w malutkiej chatce" zostanie kiedyś na
stałe złączone z Gromniczną? Na razie Jej świeca — jeśli wierzyć naszej
tradycji — strzeże dodatkowo przed wilkami. Wilki, szafarze wszelakiego
zła, porywacze dzieci i druhowie jeszcze groźniejszych wilkołaków,
uciekały zawsze przed ogniem, a tym bardziej przed ogniem, który był
święty. Jest taki obraz Piotra Stachiewicza, jeden z cyklu jego Legend o Matce Boskiej:
śnieżny krajobraz, idąca Maryja i lękliwie nastroszona wataha. Ten
obraz — zapewne nie najświetniejszy, jak cała twórczość malarza —
powielano w tysiącznych oleodrukach i sprzedawano na odpustach, aż stał
się może najlepiej znanym wizerunkiem Gromnicznej. Także kiedy otwieram
tom wierszy Kazimiery Iłłakowiczówny, dopada mnie pogłos minionego,
pogłos tamtych trwożnych wieczorów wiejskich, gdy w gromnicach szukano
ratunku przed rabusiami:

O, Panno prześliczna

Gromniczna

po ogień Twój święcony

wiszący nad woskiem gromnic

przez las kolący i wyjące wilki

idę bez wszelkiej obrony…

A mogło być również inaczej. Inny wiersz tej samej poetki — Wilk Gromniczny
— jest opowieścią, jak to Najświętsza Panienka ocaliła litościwie
wilczaszka przed rozsierdzonymi chłopami, skierowała na drogę dobra i
uczyniła swoim posługaczem. Raduje się poetycki apokryf:

A kiedy jasną gromnicą świeci

Panna przeczysta pośród zamieci,

tuż i Gromniczny Wilk za swą panią

jarzy ślepiami.

Nie grożą już nam wilki. Z dachów suną ku ziemi piorunochrony. I
tylko gromnice palą się nadal w kościołach i nadal zanosimy je do
domów: wielkie, surowe memento niczym i nigdy nie dającej się odeprzeć
śmierci.

Józef Szczypka,

Gromniczna w: Kalendarz polski. Warszawa 1979, s.31-33.



Tekst Apelu Jasnogórskiego na święto Ofiarowania Pańskiego. Tekst wygłoszony w kaplicy Cudownego Obrazu przez paulina o. Jacka Toborowicza dn. 2 lutego 1991 r.

Jestem przy Tobie, Maryjo; w Kaplicy na Jasnej Górze, przy Tobie
obecnej w Kopii pielgrzymującej po parafiach. Jestem przy Tobie, Matko
patrząca ze ściany mojego mieszkania. Jestem przy Tobie, Jasnogórska
Matko, wszędzie tam, gdzie Opatrzność zaniosła Twój Wizerunek.

Ciemna noc zimowa spowiła już ziemię. Przyszedłem, Matko, na
modlitewny apel. Stoję pełen obaw, strachu, łez i jak płaczące dziecko
biegnie do mamy, tak ja uciekam się pod Twoją obronę. Matko Gromniczna,
niosąca w dłoni Światłość — Chrystusa, u kresu XX wieku, wieku techniki
i lotów kosmicznych, stajemy jak nasi ojcowie przed Tobą, z zapaloną
świecą. Wielu wniosło dzisiaj zapalone gromnice do domów. Oby to
światło było im światłem Chrystusa w rodzinie. Drogi nasze jasno
oświetlone lampami, lecz prosimy o światło ożywiającej wiary na
rozdrożach codzienności. Podróżnym w samochodach i pociągach nie groźne
już wilki, bądź im płonącą żagwią odpędzającą nieszczęśliwe wypadki.
Naszych domostw, zagród, dobytku, zasiewów od gromów, zarazy i
nieszczęść bronią pioruny, Straże Pożarne, medycyna i środki chemiczne,
jednak nadal ufamy mocy zapalonej w oknie gromnicy. Śmierć też jest
inna njiż dawniej. Rzadko umieramy w swoim domu, w swoim łóżku, z
którego blisko było sięgnąć po świecę ‚przejścia’. Umieramy nagle, na
ulicy, w pracy, bez przygotowania i bez jakiejkolwiek celebry.
Umierającym, bez światła w dłoni, bądź Przewodniczką do wieczności.

Pozwól, Matko, że naszą czynimy litanie wierszy poetów:

„Piorunochronie dziewiczy, mocarny,

niepokonany przez moce ciemności,

w siebie chłoniesz karę, gniew i skargi

sprawiedliwości. (…)

W Ciebie depresja świata wpatrzona,

boś Ty jedynie mocny Piorunochron.

Wznieś jeszcze wyżej dziewicze ramiona

— świat ochroń!

(s. Maria Imelda)

„O Panno prześliczna

Gromniczna,

po ogień Twój święcony,

wiszący nad woskiem gromnic,

przez las kolący i wyjące wilki

idę bez wszelkiej obrony

…wspomnij".

(Kazimiera Iłłakowiczówna)

„Od utraty miłości w domu,

bez której tylko proch i zgliszcza,

broń nas, „Gromniczna"!

Od kąśliwych oczu człowieka,

których wzrok nogi podcina,

broń nas, „Gromniczna"!

Gdy wychodzimy z domu, a droga daleka,

weźmij nasze słabe dłonie w Twe, w światło odziana

i prowadź nas,

Matko,

i broń nas — „Gromniczna"!

(Ks. Edward Wilk)

Jesteśmy przed Tobą, Matko, i wraz z Tobą ofiarowujemy Ojcu na
ołtarzach świata Syna Jego Jedynego. Przed nocą i niepewnym jutrem, ze
starcem Symeonem mówimy: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w
pokoju, …bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, …światło na
oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela" (Łk 2,29—32). Składamy w
ofierze wszelkie dobro, uczynione z Jego pomocą i za Twoim Maryjo
wskazaniem. W szept różańcowych zdrowasiek włączamy Ojca Świętego,
Episkopat Polski, kierujących naszym państwem, wszystkich, którym
zgasło światło — Chrystus. Wdzięczni za ocalenie Jasnej Góry w czasie
ostatniego pożaru, polecamy Ci Gromniczna tych, którzy spieszą Jej z
pomocą duchową i materialną. A sami uciekamy się „pod Twoją obronę…"

o. Jacek Toborowicz, ZP

tekst zamieszczony w: Miesięcznik ‚Jasna Góra’. Rok IX Nr 2(88) luty 1991, s.42n.

zobacz więcej o: święto Ofiarowania Pańskiego.